Gość: zainteresowany
IP: *.dip.t-dialin.net
01.10.03, 08:38
Zwracam się z prośbą o poradę. Mam do czynienia z przypadkiem,że kobieta z
którą jestem razem od kilkunastu lat, wdała się w romans.
Sprawa rozpoczęła się banalnie i właściwie z głupoty, a potem przeistoczyła
się w spotkania w restauracjach i krótkie spacery.Byly momenty, że moja
partnerka próbowała z tym skończyć (to wiem na pewno), ale tamten błagał i
sprowokował do litości, więc kobieta na nowo podjęła kontakt.Moja partnerka
przez tyla lat naszego związku nigdy nie miała tego rodzaju romansu, była mi
osobą całkowicie wierną. Gdy sprawa się wydała, bo w pewnym momencie nawet
największa ofiara (czyli ja) zauważy, że coś jest nie tak, ona zaprzestała z
nim kontaktów, wyraznie jakby poczuła ulgę. Powiedziała mi jak to wszystko
się zaczęło, że w pewnym momencie poczuła się z nim dobrze, ale nie był on
tą osobą, której mogła ofiarować sama to czego tamten oczekiwał.I dlatego po
pewnym czasie, gdy on nie uzyskiwał tego co chciał, zaczął być napastliwy.
Taki stan, poparty strachem żeby się to nie wydało, trwał, aż moja partnerka
poprosiła o pomoc znajomych. Ze względu na krąg kulturowy z jakiego tamten
się wzwodził, nie łatwo było go odstręczyć. Wreszcie po paru tygodniach on
zrozumiał, że siłą nic nie osiągnie. Przeprosił i moja partnerka na nowo
podjęła kontakt, aż po krótce sprawa wyszła na jaw. Z treści jego SMS-u,
który przejąłem wynikło, że kocha moją partnerkę. Kiedy za chwilę zadzwonił,
odbyłem z nim rozmowę a następnego dnia kolejną. Najpierw stwierdził, że to
pomyłka i żart. Następnego dnia, gdy rozmawiałem z nim telefonicznie w
obecności mojej partnerki, powiedział, że wykasował z telefonu wszystkie
dane, że między nim a moją żoną nic nie zaszło, poza spotkaniami i zapewnia
mnie jak męzczyzna mężczyznę, daje mi na to swoje słowo.
Dla mnie jest to co najmniej dziwne.
Ja, gdybym kochał jakąś kobietę i wdał się z nią w romans, mówił o miłości i
szalał za nią ( a tak właśnie było w jego przypadku, co wiem skąd inąd)to
wydaje mi się że miał bym na tyle cywilnej odwagi, żeby powiedzieć, że
np. "tak kochałem Pana Żonę, ale do niczego między nami nie doszło i
przepraszam nie będę więcej się z nią kontaktował, bo ona woli Pana",
albo "tak kocham Pana żonę i będę o nią walczył, bo ona kocha mnie a nie
Pana".
Jego wypowiedz natomiast świadczy wg mnie,że tak na prawdę to on jej nie
kochał, lub, jak twierdzi moja żona, wystraszył się tak, że zrobił wszystko
abym go nie ścigał.
Kto z jakimś doświadczeniem może mi coś podpowiedzieć?
Czy takie zachowanie mężczyzn jest typowe po wykryciu ich romansu z zamężną
kobietą? Czy można dać wiarę obojgu, że do niczego,jeśli pominiemy sam fakt
spotkań i ew. pocałunków, nie doszło, jeśli nie ma między nimi żadnych
kontaktów i trwa to już kilkanaście tygodni?