eas_y
20.08.08, 21:01
w przyszłym roku wychodzę za mąż...prawdopodobnie...
sala zamówiona,
obrączki są,
jedynie sukni nie mam, ale na to przyjdzie czas...
problem jest tego rodzaju że JEST MI ŹLE.
i muszę się wyżalić.
nie mieszkamy razem, widzimy się co kilka dni,
w weekend schemat ten sam: przyjeżdza o 22:00 kolacja, spać i rano
albo w południe odjedza,
on pracuje na gospodarstwie i pomaga starszym, więc nie sądzę żeby
ktos inny wchodził w grę - tego jestem pewna na 100%
problem w tym, że MÓJ FACET JEST SKĄPCEM.
NIGDZIE NIE WYCHODZIMY,
WYJEŻDŻAĆ NIE WYJEŻDŻAMY, BO NIE MA NA TO CZASU....ja mam...
KWIATEK DOSTAJĘ TYLKO JEŚLI JUŻ CENTRALNIE PODPROWADZĘ GO POD
KWIACIARNIĘ, LUB ODPOWIEDNIO WCZEŚNIE OZNAJMIĘ ŻE: "BĘDZIE OKAZJA".
NA IMPREZY NIE CHODZIMY BO JEST ZMĘCZONY,
NIC NIE KUPUJE, BO KASE ZBIERA NA DZIAŁKĘ-ŻEBY SIĘ BUDOWAĆ...
Moja mama powiedziała ostatnio, że kupiła sobie i siostrze bieliznę
za 300zł-ON ZROBIŁ MEGA WIELKIE OCZY...
Kiedyś powiedziałam, że kupiłam sobie wranglery za 300zł to mało nie
padł z wrażenia...
Nie jestem wyrachowana, nie lecę na facetów z kasą, ale uważam że
pewnych rzeczy nie można sobie odmawiać... zarabiam, więc moge te
pieniądze wydać według uznania. On zarabia porównywalnie.
Dziś moja mama zapytała mnie czy jesli nie będę mogła pracować czy
mój mąż będzie mógł mnie utrzymać. Odpowiedziałam, że nie.
p.s. poprzednia dziewczyna rzuciła go BO BYŁ ZA BIEDNY.
Nie wiem co robić...a może to coś ze mną jest nie tak, albo szukam
sobie jakiegos usprawiedliwienia.