mary-lion
10.10.08, 02:02
Na wstępie przepraszam, za byc może obraźliwe dla wielu postawinie pytania.
Chodzi mi o to, iz są ludzie, w tym męzczyźni:), którzy stopniowo osiągają etapy życiowej dojrzałości i tacy, którzy gdzieś po drodze zwiesili się, zatrzymali.
A konkretnie?
Czy jest szansa na normalnośc z 35-letnim samotnikiem, mieszkającym smaotnie,ale słuchajacym się mamy i mającym maksymalnie egoistyczne wyobrazenie o związku.
MOże to głupie, naiwne etc, ale cholera po pierwsze kocham, po drugie widze u niego szokująco wielkie oczy( coś jakby przbłysk kontaktu:)), gdy odkrywa,że moje potrzeby i oczekiwania maja rację bytu. Ba! racjonalne uzasadnienie. Staram sie wymagać zwykłych spraw ( na przykład szanowania cudzego czasu), a nie niewiadomo czego.
CZy facet może dojrzec do kompromisu i dojrzałego współżycia ze światem ( nie tylko ja)????CZy to się zdarza??
Nie piszcie, proszę, zostaw go. To zawsze mogę zrobić. Pytam, bo przeciez nie wiążemy się z ideałami i ciekawam czy ewolucja na plus się zdarza w prawdziwym zyciu, a nie w filmach.
Jak Wy, panowie to widzicie po sobie?
Czy którys z was z czasem , z wiekiem, z powodu wydarzeń życiowych czy aktualnej partnerki zmienił się, cos zrozumiał, dojrzał???
Pytam na poważnie i wiem,że oczywiście można zaakceptować:)
Ale zwiążek to wehikuł magiczny, wiec skoro mnie zmienił to może jest i szansa,ze by zmienił się Pan MĘŻCZYZNA:)??