little_while
21.10.08, 01:12
Witam, szukam rady ewentualnie oceny sytuacji.
Od 3 lat jestem w świetnym związku z wyjątkową kobieta dla której byłbym gotów
zrobić wszystko. Mam 21 lat, ona 20, przeżyliśmy już razem wiele bardzo
cudownych jak i smutnych i przykrych chwil. Uważam, że jesteśmy doskonałą
parą, gdyż bardzo często rozumiemy się bez słów, mamy podobne kanony wartości
którymi się kierujemy i jesteśmy "poukładanymi dziećmi".
Wczoraj doszło do kłótni między nami, mianowicie moja dziewczyna stwierdziła,
że bardzo się nudzi bo siedzi już kolejny dzień z rzędu w domu i miałaby
ochotę żebyśmy gdzieś wyszli razem. Więc, wybraliśmy się na bilard, niestety
stoły były zajęte i nic z tego nie wyszło, po czym zaproponowałem wyjście do
niedawno otwartej nowej galerii na kawę czy na coś słodkiego na co ona
odparła, że to bez sensu bo jest niedziela,będzie dużo ludzi i od kiedy ja
lubię kawę? No więc straciłem już wątek, a pomysłów za wiele nie miałem a do
tego na głowie miałem jeszcze kilka rzeczy do zrobienia wieczorem i nie było
zbyt wiele czasu o czym byłem przekonany że ona to wie, jednak powiedziała mi
że nie wiedziała. No więc zaczęła mi zarzucać że nic nie potrafie wymysleć, że
ona tak chciała bardzo wyjść coś gdzieś porobić, że nie jestem kreatywny.
Trochę mnie to zdenerwowało i przyznam się że puściły mi nerwy bo ostatnio też
trochę się we mnie tego zakumulowało (z reguły jestem bardzo spokojnym i
cierpliwym facetem) i wybuchłem i trochę nakrzyczałem na nią, że się mnie
czepia nie wiadomo czego i powiedziałem że mam też swoich troche obowiązków i
że nie mamy za dużo czasu. Po prostu nie wyrobiłem... po czym ją odwiozłem do
domu i sam wróciłem do swojego, skąd napisałem smsa z przeprosinami, że na nią
nakrzyczałem,bo wiem że to nie miłe ale zwyczajnie poniosły mnie emocje,co
każdemu ma prawo się zdarzyć.
Dzisiaj porozmawialiśmy już na spokojniej, zabrałem ją na bilard który nam nie
wyszedł wczoraj. W trakcie rozmowy chciałem jej wyjawić co mnie ostatnio
irytowało i denerwowało, bo nie chciałem już w sobie tego tłamsić i myślałem
że ona mnie zrozumie. Jednak się pomyliłem bo zaczęła mi zarzucać że ją olewam
bo nie organizuje jej rozrywek i nie staram się jej poprawiać nastroju
(ostatnio ma nieciekawą sytuację związaną z pogodzeniem pracy i studiów).
Nie wiem jak może mi mówić takie rzeczy kiedy ostatnio owszem siedzieliśmy
parę dni w domu i sobie odpoczywaliśmy, ale w ciągu tych kilku dni było i
grzybobranie i spacery i była z koleżankami na dysce i nadal źle. W niedzielę
miała ochotę na spacer, więc wziąłem aparat (pięknie jest na zewn a nie mamy
jeszcze jesiennej fotki) i miałem nadzieję że pójdziemy do parku i się
pocieszymy sobą nawzajem. Jednak okazało się że dla niej jest za zimno, potem
padał deszcz i ona nie ma ochoty się fotografować bo była w sobotę na
oczyszczaniu u kosmetyczki - tylko że tego nie było widać pod jej makijażem.
No więc dzisiaj rozpoczęła się kolejna kłótnio-rozmowa w której zostałem
dodatkowo obrzucony błotem w postaci tego że zdarza mi się raz na jakiś czas
spóźnić do niej do domu 5-15min max, w całym życiu może zdarzyło się 2 razy że
było to 40min ale jak się mieszka z rodzicami i coś każą zrobić przed wyjściem
z domu to głupio odmówić bo lepiej jednak dobrze z nimi żyć. Więc zostałem
skarcony za te spoźnienia które nic nie powodwały,żadnych negatywnych skutków,
a co lepsze, to że ona nie jest święta i jej też się zdarzało spóźniać ale ja
jestem w stanie poczekać i nie robię z tego problemów. To jedna sprawa, druga
to nasze wspólne wyjścia które wg niej to żadko i zazwyczaj jej propozycja.
Nie zgodze się z tym bo jak mam chęci i nie jestem zmęczony to potrafię
zorganizować świetnie czas dla nas ale o tym to ona już nie pamięta, tylko
pamięta złe rzeczy. Często jak wysuwam jakąś propozycję to jej nie odpowiada i
czasami nawet już potrafię zwątpić w inicjowanie czegoś z mojej strony bo ona
nie chce czy to na lodowisko pójść, czy na basen razem bo ona nie chce czepka,
czy na ten spacer do parku - nawet jak nie jest za ciepło można ciepło się
ubrać. Nie potrafię zrozumieć czego ona ode mnie oczekuje. Myślę, że czasami
każdy ma ochotę posiedzieć w domu, poleżeć i odpocząć, obejrzeć z ukochaną
osobą film, takie błogie lenistwo. Ja nie mówię, że ciągle, bo lubie wsiąść w
samochód i gdzieś się wyrwać bo już dosyć ma się 4 ścian, ale bywają momenty
(szczególnie po zerwanej nocce czy krótkiej nocy -w czwartek dyska, sobota -
grzyby) że człowiek ma ochotę zregenerować siły. Chciałbym żeby ona też od
czasu do czasu wykazała się zdecydowaniem i powiedziała "Misiek jedziemy
tam.." albo chociaż sprobowała mnie rozumieć ale wydaje mi się że ostatnio
nie chce mnie zrozumieć... i to najbardziej boli. Rozumiem ją że ma trudną
sytuację, wspieram ją ile się da, podtrzymuje na duchu że wszystko sie ułoży i
będzie dobrze. I moje wsparcie nie powinno iść na marne bo dzisiaj sytuacja
dot. pracy się poprawiła trochę i wierzę że się wszystko rozwinie pozytywnie,
szkoda że ona w to słabo wierzy i patrzy na to pesymistycznie. Mnie to
wszystko też dotyka bo przeżywam to z nią i naprawdę mnie też kosztuje to dużo
siły, szkoda że ona tego nie zauważa, nie pamięta że się nią opiekuje i
troszczę, że po prostu we mnie nie wierzy... że mógłbym jej sprowadzić księżyc
z nieba jakby tylko zechciała.
Długie to wyszło ale chciałem dokładnie opisać wszystko, mam nadzieję że
niczego nie pominąłem... nie wiem co się dzieje, ale czuję że się ona ode mnie
oddala, nie traktuje poważnie tego co jej mówię i tłumaczę. Kocham ją bardzo
mocno i jest moim Słońcem na Niebie bez którego nie da się żyć, nie chce jej
stracić ale nie chcę też nic na siłę.
Wierzę w mocno w naszą Miłość i nie poddam się bez walki o nią, ale do tanga
trzeba dwojga....