czy dla wszystkich facetow to taki dramat?

31.10.03, 14:25
zastanawia mnie czy mezczyzni w rzeczywistosci tez tak panikuja kiedy cos jest
nie tak z ich penisami...


Inspektor Hovis mókł niemiłosiernie.
Leżał na plecach na środku Kew Green, ubrany jedynie w bielizne z monogramem i
ręcznie robione skarpetki.
Był bardzo mokry. Taki był jego los.
Wszędzie wokół i wokół wszędzie leżały strzępy jego niedawno jeszcze
nieskazitelnego garnituru. Poszarpanego niemal na nitki. Brylanty Godolphina nie
były już własnością człowieka ze Scotland Yardu.
Hovisa obudziło wzdrygnięcie. Charkął i splunął. Westchnął i zaklął. Spróbował
się unieść, ale opadł na plecy. Stęknął. Pomacał się po głowie. Uniósł tułów
kilka centymetrów, alespadł bezsilnie na plecy. Tym razem próbie powstanie
towarzyszył potężny i straszliwy wrzask. Zaczął się jako koszmarne stęknięcie,
ponieważ Hovis już raz stękał, w powtórce nie było nic szczególnie nowego.
Stęknięcie zaczęło jednak przechodzić w coraz wyższe tonacje. Pomknęło w górę
przez kilka oktaw, dotarło do końca istniejących skal i wykoczyło poza nie.
Wrzask skończył się jako pisk tak ultradźwiękowy, że niewiele psów w Kew - z
królewskimi włącznie - zachowywało spokój ducha.
Czy wydał go z siebie z powodu zniszczenia garnituru? O, nie.
Czy ze wstydu za lanie, które wziął? Nie.
Może z powodu utraty brylantów Godolphina? Nic z tego.
Dlaczego więc? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?
Zpowodu klingi swego floretu-laski ze srebną gałką. Oto dlaczego. Właściwie z
powodu miejsca, w którym klinga przebywała. Ostrze wznosiło się ekskaliburzasto
w niebo, dumnie kierując ku górze gałkę, a szpic zagłębiając w Matkę Ziemię. Z
tym tylko, że ta część ostrza, która znajdowała się między gałką, a szpicem,
przechodziła dokładnie przez krok majtek inspektora.
O MÓJ BOŻE!
Hovis uniósł się na łokciach i popatrzył z przerażeniem na błyszczącą stal.
Został przygwożdżony do ziemi, przybity niczym mól do tablicy z owadami.
Pytanie tylko, jak był przyszpilony?
Na wylot przez miękkie części, oto jak był przyszpilony!
Z okrutnie wykrzywionych ust pobitego detektywa wydarł się kolejny bezbożny
lament. Przyszpilony za fiutasa! Koszmar zrodzony z horroru, horror rodem z
nocnego koszmaru, dziecię makabry! Pradziadek najpotworniejszego z wyobrażeń!
Hovis odrzucił głowę do tyłu i zawył.

Wiatr także zawył. Grzmot zadudnił. W środku furgonetki do lodów Anna kipiała,
Cornelius projektował, a Tuppe zapytał:
- Jak ściągnęliście mnie z góry?
- Podziękuj Annie.
- Musi? - spytała Anna.
- To była magia - odparł Cornelius. Uformował przemoczoną czapkę i nałożył ją z
powrotem na głowę. - Wszystko spowodowały dźwięki, które zagrałeś, Tuppe. Może i
otwierają wrota, ale ten, kto je zagra, ląduje na orbicie.
- Niezłe zabezpiecznie. - Tuppe poruszał ramionami. Wszystko go bolało. - Nie
można ich nie doceniać, co? Co więc zrobiłeś?
- Zagrałem dźwięki w odwrotnej kolejności. Złamało to zaklęcie i spłynąłeś na
dół. No, spadłeś. Prawie cię złapaliśmy.
- Wielkie dzięki. Naprawdę. Na czym więc teraz stoimy?
- Nie stoimu. Będziemy grzecznie siedzieć - Cornelius Murphy uśmiechnął się od
ucha do ucha, w taki sposób, jak tylko on umiał. - Ponieważ teraz ja mam plan.

Inspektor Hovis nie uśmiechał się. Nie miał też planu. Za to przestał wyć. Nie
życzył sobie, by ktokolwiek znalazł go w takim stanie, żadne pogotowie, nikt.
Musiał sam z tego wybrnąć. Przemoczony do suchej nitki, leżał i dygotał. Był
trupem - doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Odcięto mu najlepszą cząstkę.
Odebrano męskość. Teraz pozostawał mu jedynie klasztor. Saint Sacco Benedetto.
Inspektor Hovis spróbował uporządkować myśli, nie chciały jednak stanąć w
ordynku. Atakowały bezładną ławą. Wypominały mu z wrzaskiem, czego dotychczas
nie zrobił, czego dotychczas nie zrobił i teraz już nigdy nie zrobi. Wrzeszczały
o kilku spikerkach telewizyjnych i pokazach filmów porno, skierowanych do
ekspertyzy, na które zapraszali go nieraz kumple z obyczajówki. W
rozpoczynającym się delirium, myśli ryczały o spikerkach grających w pornosach,
o nim samym grającym w pornosach ze spikerkami i o nim, znajdującym się w domu
ze spikerkami, oglądającym się w pornosie ze...
I tak dalej.
I tak dalej.
Hovis szarpnął głowę ku górze i wbił wzrok w swe lędźwie.
Były tam dwa Ekskalibury. Jeden wznosił się z ziemi obok majtek, drugi -
wystający ze środka majtek - starał się połączyć z pierwszym.
- O radości! - Hovis wyrzucił ramiona ku strugom deszczu. Ostrze mineło go. Jego
fiutas nie poszedł fiu-fiu. - O radości. O szczęście. Wielkie dzięki za
łaskawość, Panie! - Kompletny inspektor złączył dłonie w modlitwie. - A teraz,
dokąd ten gnojek polazł z brylantami?!

fragment środkowy "Poszukiwacze zaginionego parkingu" Roberta Rankina
Pełna wersja