Drogie panie-bycie ze sobą-licencją na wyłączność?

IP: *.chello.pl 04.11.03, 09:32
Dzień dobry, przepraszam za ten niefortunny tytuł postu, ale nie wiem, jak
inaczej sformułować (w sposób skrótowy) to, co mnie zaczęło nurtować po
przeczytaniu wielu tutejszych postów. Podkreślam - nurtować, zastanawiać A
NIE IRYTOWAĆ - ciekawa jestem zatem waszych spostrzeżeń i odczuć w tej
kwestii. Otóż zauważyłam, z pewnym ... (zdziwieniem, zażenowaniem; refleksją,
że to właśnie może być przyczyną "raka" jaki toczy wiele polskich rodzin), że
w wielu przypadkach "bycie ze sobą" oznacza WYŁĄCZNIE chęć totalnego
podporządkowania sobie i przywłaszczenia drugiej osoby. W dodatku - na
zasadzie formalnej - jesteśmy razem więc "nie masz
prawa/powinieneś/....itp. "Nie chodzi mi tu o kwestię "posiadania"
cielesnego, zdrad na boku; bo to wzbudza stosunkowo najmniej moich
kontrowersji, najgorsze jest to, że to "zniewolenie" obejmuje również sferę
marzeń, przemyśleń, wyobrażeń, zagląda wszędzie tam, gdzie natura uposażyła
nas w "bezpieczniki - odreagowywacze" trudnej niekiedy rzeczywistości. Ktoś
tu podzielił się swoimi przemyśleniami na temat żony w ciąży, szczerze, acz
po cichu podpytał jak poradzić sobie z problemem "seksualnym" tego okresu - i
co? Nawet tutaj, w necie - gdzie każdy może uczciwie wywalić z siebie to co
myśli i czuje, dorwały go moralistki - "współczuję takiego
partnera","niedojrzały emocjonalnie" .... oczywiście wszystko to prawda,
gdyby facet ten w rzeczywistości bzykał te chude licealistki i olewał
problemy żony - ale tak nie jest. Ja ostatnio też byłam w ciąży i niestety,
zdaję sobie sprawę jak aseksualna jest laska (boże litosci tylko nie piszcie,
że dla ojca jest najpiękniejsza, najcudowniejsza ... oczywiście że tak ale
nie w kontekście seksualnym tylko emocjonalnym)z opuchniętymi nogami, a
nierzadko twarzą, i w bawełnianej koszulce zamiast koronkowych
stringów....Tyle, że dla mnie nie ma w tym nic zdrożnego, że partner moze
mieć w takim momencie "filmiki" w głowie (bądź DVD), że ma sny erotyczne,
niekoniecznie z ledwie zipiącą żoną, ze może się częściej onanizować. To
nigdzie nie stoi w sprzeczności z miłością do żony. O właśnie - pojawił się
tu też post - że niby onanizm faceta rani kobiety? W jaki sposób? Czy
partner, który lubi to robić (nie zamiast, ale oprócz) nie ma prawa do
zaspokajania się tak jak lubi? Czy naprawdę, wszystkie laski - żony
zaprzestają masturbacji w imię pielęgnacji domowego ogniska?Przecież to jego
ciało i jego sprawa - to co dla kobiety powinno być ważne to jedynie technika
(podpatrzeć, zastosować się do "wskazówek"). Zdrada na czacie - hmmm jasne -
najlepiej ograniczyć, odciąć dostęp do internetu, "mechanicznie" zakazać.... a
czy któraś z was zadała sobie pytanie CZEGO ten facet szuka w czacie? O czym
chce rozmawiać? Zresztą - skąd wogóle założenie, że my - zony powinnyśmy być
jedynymi powiernicami wszystkich złotych i nie tylko myśli/uwag męża? Czy on
już nie ma prawa przyjaźnić się i funkcjonować poza małżeństwem? Dziwi mnie
to, że większość lasek akceptuje wypady męża na piwko z kolegami, a nie jest
w stanie znieść korespondencji z inną laską - czyżbyście sie czuły moje
panie, tak zagrożone, tak nieciekawe, że boicie się iż nie wytrzymacie
konkurencji? Nie jestem przesadnie liberalna, ale dla mnie bycie z kimkolwiek
oznacza również zagwarantowanie tej drugiej osobie prawa do wolności.
Przecież, zanim zwiazałyście się ze swoimi facetami, podziwiałyście ich
właśnie w kontekście "socjalnym", a potem same zabieracie im cały kawał tego
poletka i narzekacie, że facet siedzi przed telewizorem i marzy po cichu o
długonogich licealistkach. Marzy, bo nic tak nie pociąga jak to co
niedostępne. Mnie nie przeszkadzają wyjścia mojego męża, również z
koleżankami, nie przeszkadza mi to, że ma w sobie instynkt łowcy i lubi
kokietować panny (mam to samo, ale hmmmm po takich imprezach ... kiedy widzę,
że facet umie się wciąż podobać, "bierze" mnie jeszcze bardziej - jak w
czasach kiedy o niego "zabiegałam"...), nie mam nic przeciwko wyjazdom na
2tygodniowe górskie spływy kajakowe z kumplami, ani wyjścia na piłkę 3 razy w
tygodniu.Sama też spotykam się z ludźmi, wychodzę na babskie i nie tylko
wódy, mam różne jazdy erotyczne (lubię lekką pornografię), czasem wypadam z
koleżankami na jakieś szalone last minute, a przy tym wszystkim robię żarcie,
zapalam świeczki, obciągam mężowi laskę podczas meczu w TV ;-), jestem
wzorową mamą, kocham zwracać na siebie uwagę, mam również czatowych
znajomych, heh.................... To co dla mnie najistotniejsze, to że mój
facet zawsze chce wracać do TEGO domu - to jest wyznacznkiem i moją definicją
udanego związku. To, czy flirtuje w pracy, czy rano się onanizuje pod
prysznicem - jak pan w "American Beauty", to czy w jego marzeniach w roli
głównej aktorki jestem zawsze ja ..... czy to jest ważne? Czego się my
kobiety, boimy, tworząc tak sztywny kokon "wartości" (jakich?), że próbuje on
przeniknąć i podporządkować nawet podświadomość faceta?
Raz jeszcze podkreślam, że nie jest moim celem rozpoczęcie kłótni pełnej
wyzwisk i posądzeń o płytkość emocjonalną, brak dojrzałości do związku
itp.itd. - to zaledwie prośba o szczere podzielenie się swoimi odczuciami.
Serdecznie pozdrawiam. Ala
    • Gość: tolerancyjna zona Re: Drogie panie-bycie ze sobą-licencją na wyłącz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.03, 10:16
      Kilka lat temu też mogłabym się podpisać pod Twoim listem. Teraz już nie. Co z
      tego, że mój mąż wraca do domu, że sypia ze mną, skoro robi to również ze
      swoją przyjaciólką od zwierzeń (od lat go rozumiała i wiedziała, że może NIE
      LUBI wynosić śmieci), że w czasie służbowego wyjazdu dmucha internetową
      koleżankę (przecież ona nie wie, że istnieje jakieś małżeństwo, z żoną jest w
      separacji a nie rozwodzi się ze względu na dzieci), że utrzymuje na stałe
      pokój w hotelu, bo w czasie SŁUZBOWYCH wyjść zawsze może coś się zawiązać...
      A do mnie wraca, mnie rzeczywiście kocha, ale ja jestem i tak, a MĘŻCZYZNA TO
      ZDOBYWCA.
      Jeśli chłop raz spróbuje i okaże się to łatwe, miłe i niby niegrożne w
      skutkach - będzie posuwał sie dalej. A jak daleko? Jeszcze nie wiem, ale już
      nie chcę więcej się dowiadywać.
    • samowolny Re: Drogie panie-bycie ze sobą-licencją na wyłącz 04.11.03, 10:45
      dobre podejście do zycia masz..takie bezstresowe i oby trwało wiecznie
      i propagowało sie na inne związki
    • Gość: fryzjer Re: Drogie panie-bycie ze sobą-licencją na wyłącz IP: *.polixel.pl / *.polixel.pl 04.11.03, 10:46
      Tak pisze, ktoś dojrzały znający życie, i generalnie jest mi miło, że coś
      takiego przeczytałem bo jest tu dużo z mojej żony.
      P.S.Jeśli umieścisz to f.k. reakcje mogą być diametralnie inne. Świetny wątek
      na zadymę.
    • vortex Re: Drogie panie-bycie ze sobą-licencją na wyłącz 04.11.03, 11:14
      Świetny wątek :) aż miło poczytać
      Ja w taki sposób traktuję moją kobietę, ma głównie kolegów, (kobiety często nie
      przypadają jej do gustu) chodzi z nimi do pubu, na imprezy, na wypłakanie sie.
      Często jestem razem z nią ale cóż czasem nie moge albo sam wyczuwam że nie
      powinno mnie tam być, bo kiedy idzie spotkać się z najlepszym kumlpem na
      rozmowe to oczywiste jest że na mój temat też chce sie wygadać a to raczej beze
      mnie. Razem o sobie też rozmawiamy, nie myślcie sobie że nie, i staramy się być
      szczerzy wobec siebie, ale nie zawsze da sie od razu prosto z mostu z czymś
      wyjechać. Ona ma swoje marzenia i szanuje je bo na tym polega związek, na
      przyjaźni, szacunku i miłości. Ona wobec mnie też jest liberalna, jak chce sie
      z kimś spotkać to nie ma gadania że zostawiam ją samą (jak to już zdarzało mi
      sie słyszeć) albo że coś złego będe robił. :)) Ona po prostu umawia sie z
      jakimś swoim znajomym i tyle :)

      i jeszcze chciałem dodać (apropo odpowiedzi tolerancyjnej żony) że co innego
      dać wolność partnerowi a co innego pozwalać na zdrade, pojęcie zdrady jest
      płynne, jeżeli da sie do zrozumienia facetowi że seks z inną nie jest dla
      partnerki zdradą to będzie on to wykorzystywać (i musi sie liczyć z tym że ona
      to też wykorzysta). Natomiast uogólnianie że jak facet poczuje smaczek wolności
      to będzie chciał więcej nie jest w porządku, ja na ten przykład mam sporo
      wolności ale też wiem czego mi nie wolno, moge flirtować ale bez przesady nie
      pójde z jakąś do łóżka, mimo że czasem chciałbym (piękna dziewczyna nie
      przestaje sie podobać jeśli jest sie w związku, nie oszukujmy sie) ale wiem że
      to zraniłoby moją partnerkę, poza tym wiem że jak będe chciał to moge iść do
      mojej.

      dobra śpiesze sie :P może dopisze coś później

      pozdrawiam
      vortex
    • Gość: yast Re: Drogie panie-bycie ze sobą-licencją na wyłącz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.11.03, 11:51
      Zgadzam się z tobą Alicja, jak się kogoś kocha to się go nie zdradzi bo po
      prostu się nie ma na to ochoty, nie chce się zdradzić, bo po co, skoro wybrało
      się NAJLEPSZĄ dla siebie osobę - więc po co ograniczać normalne relacje
      towarzyskie z obiema płciami? (Oczywiście to obowiązuje obie strony). Albo się
      kocha i ufa i chce z kimś być albo nie. Mnie żona ograniczała przez wszystkie
      lata małżeństwa, oczywiście teoretycznie wszystko było mi wolno, ale w praktyce
      jak chciałem gdzieś wyjść, nawet na basen (sam - bo ona nie chciała ze mną
      chodzić), czy zadzwonić nawet do rodziców, czy pójść do znajomych ("idź sam
      albo znajdź sobie towarzystwo") to robiła miny, łaskę i okazywała całkowitą
      nieakceptację takich zachowań. Dzisiaj stoimy o mały krok od rozwodu, już jej
      nie kocham i myślę, że tak naprawdę to ona mnie nigdy nie kochała i też nie
      kocha.
      • samowolny Re: Drogie panie-bycie ze sobą-licencją na wyłącz 04.11.03, 12:53
        Gość portalu: yast napisał(a):

        Dzisiaj stoimy o mały krok od rozwodu, już jej
        > nie kocham i myślę, że tak naprawdę to ona mnie nigdy nie kochała i też nie
        > kocha.

        a miał to być optymistyczny wątek bez opisów trosk , ale z drugiej strony
        rozwód to też jakby nie patrzeć pozytywna wiadomośc bo nastepna para
        przestanie życ w zakłamaniu i moze spotkaja na swej drodze ludzi i bedą życ
        tak jak opisała twórczyni wątku....
    • Gość: Sam Re: Drogie panie-bycie ze sobą-licencją na wyłącz IP: *.va.client2.attbi.com 04.11.03, 13:11
      Bardzo idealistyczna wizja. Nie mówię , że zła. Tylko za bardzo doskonała. Jak
      inne teorie. Niełatwe (albo niemożliwe) do wykonania w normalnym życiu.
      Druga sprawa - jeżeli nawet przez jakis czas do wykonania , to nie na długo. I
      tym oto smutnym akcentem pozdrawiam i życzę mimo wszystko powodzenia.
      • Gość: joko Re: Drogie panie-bycie ze sobą-licencją na wyłącz IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 04.11.03, 15:04
        Też mi się tak wydaje. Mam wrażenie,że autorka wątku trochę myli rodzaje
        milości. takie odczucia to jam mam wobec mojej siostry i mojego brata. Bardzo
        się cieszę jak wracają z udanych spotkań, mało mnie interesuje, czy sie z kims
        przespali i fajnie, że zawsze mają ochotę ze mną pogadać i myslę że mam w ich
        życiu wyjątkowe miejsce - zawsze będa do mnie wracać i moge zawsze na nich
        liczyc. Ale to chyba nie o to chodzi w związku kobiety i mężczyzny. Może ja
        strasznie nienowoczesna jestem, ale mnie boli nawet taki drobiazg, kiedy mój
        mąż flirtując powiedzial do pewnej pani - dzielna dziewczynka, bo mnie sie
        wydawało,że tylko do mnie tak... Oczywiście można żyć jak para kumpli czy para
        świetnie rozumiejąca się w łóżku, ale wyłącznośc w pewnej sferze emocjonalnej
        czy nawet drobnych czułości jest dla mnie ważna. Czasami w czasie mniejszych i
        większych awanturek , godząc się mówimy sobie z mężem : o ile wszystko byłoby
        prostsze i łatwiejsze gdybyśmy się nie kochali, wtedy ani zranić nie jest tak
        łatwo, wybaczyc łatwiej i wszystko jest prostsze, tylko ... nie takie. Więc
        może kumplowskie związki sa wygodniejsze, przysparzają mniej stresów i maja
        większe szanse przetrwania. I myślę,że w takim właśnie związku zyje autorka.
    • Gość: Opoka Re: Drogie panie-bycie ze sobą-licencją na wyłącz IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 05.11.03, 11:30
      Brawo Alu, piękny wątek,zdrowe podejście do życia i ładny styl pisania.Czyta
      się to z przyjemnością,zarówno treść jak i forma na poziomie(używasz polskich
      znaków co jest rzadkością na forach).
      Od piętnastu lat próbuję przekonać moją żonę do takich relacji jakie opisujesz
      i muszę przyznać, że mam pewne osiągnięcia w tej materii.Jeszcze raz gratuluję
      i pozdrawiam ciepło.
    • matrek Re: Drogie panie-bycie ze sobą-licencją na wyłącz 05.11.03, 13:48
      Ciekawy temat, ale z pewnych wzgledow, ja nie moge odpowiedziec - kazda
      odpowiedz bylaby zla ;)
    • Gość: kohol Re: Drogie panie-bycie ze sobą-licencją na wyłącz IP: *.crowley.pl 05.11.03, 14:24
      Gość portalu: Alicja napisał(a):

      > Otóż zauważyłam, z pewnym ... (zdziwieniem, zażenowaniem; refleksją,
      > że to właśnie może być przyczyną "raka" jaki toczy wiele polskich rodzin), że
      > w wielu przypadkach "bycie ze sobą" oznacza WYŁĄCZNIE chęć totalnego
      > podporządkowania sobie i przywłaszczenia drugiej osoby.

      Wiesz, myślę, że to wynika z pewnej sprawy - otóż para, będąc ze sobą, wychodzi
      z etapu "ja i ty", a wchodzi w etap "my". Wobec tego sa pewne rzeczy, które
      robi jedna osoba, a które niszczą tę relację "my". Nie zrozum mnie źle, to nie
      jest tak, że wszyscy po kolei musza to przejść czy że jest tak zawsze. Po
      prostu wydaje mi się, że sa pary będące bardzo, bardzo blisko siebie i są
      takie, które zachowują pewną autonomię. Kwestia - jak to zgrać, jeśli jedna
      osoba jest taka, druga inna. Wtedy moga sie rodzic problemy.
      Nie muszę tłumaczyć swojemu facetowi, czego ma nie robić, żeby mnie nie
      zraniło, bo on to dobrze wie. W drugą stronę to też działa. To nie jest
      zniewolenie, tylko duża lojalność, która, oczywiście, nie musi występować we
      wszystkich związkach, by były szczęśliwe. Po prostu - ten typ tak ma.
      Dlatego czytając post faceta, którego żona jest w ciąży, a on pisze tylko o
      swoich potrzebach - oburzam się. Wiem, że mój facet by tak nie zrobił. A na
      pewno nie pisałby o tym in public, tylko pogadał ze mną. Dalej - są dziewczyny,
      które rani onanizm partnera. I ja je rozumiem. Generalizują, uważając, że ranić
      to może wszystkie dziewczyny, ale może tez dzieki temu uczulają facetów.

      > Zresztą - skąd wogóle założenie, że my - zony powinnyśmy być
      > jedynymi powiernicami wszystkich złotych i nie tylko myśli/uwag męża?

      Bo taki mamy układ w związku. Na przykład.

      > Czy on
      > już nie ma prawa przyjaźnić się i funkcjonować poza małżeństwem?

      Ma prawo, ale - wyobraź sobie - wybiera mnie. Jak już niejednokrotnie pisałam -
      wypycham go, żeby poszedł z kumplami do knajpy na piwo, ale najczęściej woli ze
      mną.

      > Dziwi mnie
      > to, że większość lasek akceptuje wypady męża na piwko z kolegami, a nie jest
      > w stanie znieść korespondencji z inną laską - czyżbyście sie czuły moje
      > panie, tak zagrożone, tak nieciekawe, że boicie się iż nie wytrzymacie
      > konkurencji?

      Reguła wzajemności - jemu jest to trudno zaakceptować, mnie też. Efekt - nie
      robimy tego.

      > Nie jestem przesadnie liberalna, ale dla mnie bycie z kimkolwiek
      > oznacza również zagwarantowanie tej drugiej osobie prawa do wolności.

      Wolności, która nie krzywdzi drugiej osoby. Istotne jest jedynie to, żeby obie
      osoby znały te granice i umiały je uszanować. Jeżeli pojawia się problem - ktoś
      musi ustąpić albo trzeba wypracować kompromis. Nie widzę powodu, dla którego
      ustępować miałaby jedynie ta osoba, która ma, nie wiem, jak to nazwać, większą
      zaborczość, większe oczekiwania, węższe granice, bliższą definicję związku.
      Nie pójdę teraz do swojego faceta i nie powiem mu - wiesz, poflirtuj sobie, ja
      też poflirtuję, idź na piwo z koleżanką z pracy, a ja będę miała paru
      internetowych czatowników. To nie w naszym stylu, nie mamy takiej potrzeby,
      wiemy też, że byłoby to dla nas raniące. Działamy po prostu inaczej i w tym się
      odnajdujemy :)

      > To co dla mnie najistotniejsze, to że mój
      > facet zawsze chce wracać do TEGO domu - to jest wyznacznkiem i moją definicją
      > udanego związku.

      No to bardzo fajnie :)
      Grunt to mieć fajny związek, by obie osoby były szczęśliwe :)

      I takie są moje odczucia :)
    • mickey.mouse Dwa rodzaje postaw w wątku 05.11.03, 15:52
      Postawa bardziej liberalna, wyrażana głównie przez mężczyzn, oraz postawa
      bardziej zachowawcza, reprezentowana w przeważającej części przez kobiety.
      Sądzę, że to kwestia jedynie wygody i poparcia własnych dążeń - w obu
      wypadkach - a nie głębszych refleksji. W obu przypadkach, mam wrażenie, chodzi
      jedynie o dorobienie ideologii do własnych postaw, wynikających jedynie w
      egocentryzmu. Przepraszam za bezpośredniość.

      Tak naprawdę, wszystko w związku wymaga budowania, nic nie jest dane. Budowania
      wymaga zwłaszcza zaufanie. Na nic zdadzą się dyskusje w związku na temat
      zakresu i granic wolnosci w nim, jeśli partnerzy nie do końca sobie ufaja. Z
      drugiej strony, niezaleznie od tego, czy partnerzy poza związkiem pozostają w
      bliskości duchowej z osobami tej samej płci, czy też płci przeciwnej, pewne
      myśli, gesty, zachowania, słowa i czyny zarezerwowane są tylko i wyłącznie dla
      związku. W tym sensie, związek to swego rodzaju układ wzajemnej własności. Cały
      problem w tym, aby obie strony związku miały zbliżone poglądy na temat zakresu
      tej własnosci, bądź - jak kto woli - granic wolności. Wszystko jest w porządku,
      jeśli oboje maja podobne wyobrażenia na ten temat i co więcej, są dla siebie
      nawzajem przyjaciółmi (a mam wrażenie, że w większości związków o czym jak o
      czym, ale o przyjaźni mówić nie mozna). Gorzej jednak, gdy poglądy mają zbyt
      odmienne, albo nie posiadają ich w ogóle, poddając się jedynie emocjom. Trudno
      wówczas o jakikolwiek kompromis. Co zas to meritum tematu, jest prawda, że nie
      mozna partnera zamknąć w klatce, i to conajmniej z dwóch powodow. Każdy zwiazek
      to ograniczenie, pozbycie sie na czyjąś rzecz części swojej wolności, w zamian,
      otrzymując część czyjejś wolności, nie oznacza to jednak całkowitego
      podporządkowania go sobie, bo nie po to, ktoś wiąrze się z nami, aby stracić
      swoją osobowość, lecz aby ją dopełnić. W tym miejscu zaczyna się ów drugi
      powód - każdy komu Bóg nie poskąpił choć miarkowanego rozumu powinien zdawać
      sobie sprawę z tego, że jego własny interes w tym, aby partner, czy partnerka
      rozwijała się duchowo, czy intelektualnie, a trudno o to bez kontaku z
      otoczeniem, z innymi osobami. Tu oczywiście wracamy do kwestii zaufania.
      Zaufanie to nie zaklęcie, ani obowiązek - zaufanie trzeba zdobyć, zbudować, a
      nie można zbudować go inaczej, jak tylko przez lojalność i jej okazywanie.
      Przez ciągłe okazywanie także, kto jest najważniejszy. I w tym, moim zdaniem,
      tkwi klu sprawy.
    • Gość: LIBRA Do Alicji...dziękuje za ten post... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.03, 22:35
      Całkowicie zgadzam się z Tobą, wyłączność to mamy na siebie, nie na naszych
      partnerów.
      pozdrawiam!
      • charade czyżby ? 06.11.03, 12:04
        Dobrze ktoś napisał - że związek Alicji jest zapewne typem związku
        kumpelskiego. Poza tym nie podoba mi sie to, że post jest wyłącznie o tym, że
        kobiety ograniczają wolność facetom. Czyżby ? Znam bardzo wiele sytuacji, w
        których to faceci są zazdrośnikami ograniczającymi wolność kobietom. Alicja
        robi z kobiet zaborcze stworzenia, przez co wyrządza im niedźwiedzią przysługę.

        Moje zdanie na temat wolności w związku jest takie, że nie jest możliwa jakaś
        wybujała tolerancja w przypadku związku namiętnego. Ważne jest tylko to, żeby
        obydwie strony odczuwały to samo i tu jest pies pogrzebany.

        Zgadzam się z Kohol - są związki, w których ludzie naprawdę lubią spędzać czas
        ze sobą, chodzą ze sobą na imprezy, do znajomych. Np. mój chłopak wolał spędzić
        wieczór ze mną niż iść na wieczór kawalerski kolegi. Przysiegam, że nie
        maczałam w tym palców, sam wybrał :)
Pełna wersja