freeeasy
22.12.08, 17:52
Nie rozumiem, jak tak można? Celowo wziąłem kilka dni urlopu przed
Świetami, aby wszystko dopiąć i zdążyć na czas. Ona sobie dzisiaj
wyjeżdza na cały dzień z wizytą do rodziny, którą widuje dwa razy do
roku, a ja siedzę w kuchni i marynuję mięsa cały dzień. Dodatkowo
zakupy, o które również musiałem się zatroszczyć sam.
Jutro też nie pomoże, ponieważ ostatni dzień pracuje, a poźniej
wyrusza do rodziców już na wigilię, "bo pomóc Matce trzeba". Więc ja
również pakuję się jutro rano w samochód i jadę na Mokotów do Ojca.
Zorganizujemy sobie Wigilię we dwóch.
Pozostaje problem pierwszego oraz drugiego dnia Świąt, które
poniekąd spędzimy wspólnie w domu. Wróci w czwartek rano od rodziców
i palcem już nie kiwnie, poniewać wszystko będzie gotowe.
A kto posprząta, odkurzy, uprasuje mi koszulę, ubierze choinkę, etc.?
I jeszcze pretensje: "Przecież jesteś na urlopie. Możesz trochę
popracować" Trochę oczywiście, nawet większość, ale nie wszystko sam!
Szlag mnie zaraz trafi, całe szczęście, że nie jestesmy po ślubie.
Pokaż kobiecie, że potrafisz gotować i pomóc w domu przy wszystkim,
to bedziesz już zdany na siebie. Cóż za mentalność.. A dla mnie
zawsze przedświąteczne zakupy, porządki, przygotowanie potraw i inne
niezbędne czynności były istotą Świąt i przyjemnością samą w sobie,
jeśli były wykonywane wspólnie.
Nie wspominając o tym, że przez dwa lata nie dołożyła złamanego
grosza do utrzymania domu, wakacji, weekendów, czegokolwiek. Jej
pensja była przeznaczona na kosmetyki.
W nowym roku definitywnie ją zwalniam dyscyplinarnie bez możliwości
powrotu na stanowisko.
Taką refleksją chciałbym wszystkim zyczyć udanych, szczęśliwych ,
spokojnych Świąt Bożego Narodzenia.