Gość: Anka
IP: *.dip0.t-ipconnect.de
05.11.03, 21:24
No wlasnie...
Zanim poznalam mojego meza mialam chlopaka (okolo 4 lat) i on ani razu nie
wspominal, zebym cos w czasie seksu do niego mowila. Raz nawet po alkoholu
zaczelam mowic jakies swinstwa w trakcie, to jednak mialam wrazenie, ze
raczej nie chcial tego sluchac.
A u mojego meza to sie przerasta w problem...poniewaz on udany seks wiaze z
tym , ze ja ciagle mam cos do niego mowic. cos, czyli co czuje, jak mi jest,
na co mam ochote
ale nie wystarczy, ze odpowiem kilkoma slowami na kazde z tych pytan, on by
chcial, zebym caly czas do niego mowil, chyba cos w stylu jaki jest
wspanialy i opisywala co sie dzieje z moim cialem przy kazdym jego ruchu..
Problem w tym, ze ja absolutnie nie jestem humanistka i takie poematy
przychodza mi z duzym trudem. Ja musialabym sie wczesniej zastanowic, co on
by chcial slyszec i wtedy mu to w trakcie seksu powiedzic...ale uwazam to za
absolutny bezsens, poniewaz, jak sadze oczekuje jakis spontanicznych moich
reakcji, a nie czegos tak sztucznego...
nawet nie moge sie skoncentrowac na odczuciach i przyjemnosci, bo on sie
ciagle mnie cos pyta: co czuje, jak mi jest..itp.ile razy mozna mowic
cudownie, fantastycznie...
dla mnie dodatkowym problemem jest to, ze odechciewa mi sie seksu wlasnie z
tego wzgledu, ze bedzie znowu chcial, zebym cos do niego mowila. A potem
najgorsze, po zakonczonym seksie jego niezadowolona mina i slowa-znowu nic
do mnie nie mowilas...
czy ktos z Was spotkal sie z takim problemem?