gdynianin77
11.01.09, 15:21
Witam,mam poważny problem z żoną.Otóż mieszkamy w moim
(odziedziczonym przeze mnie) mieszkaniu;żona ma także swoje,które
wynajmuje.Otóż problem polega na tym,e nie mogę jej w żaden sposób
skłonić,by partycypowała w opłatach.Ona twierdzi że to moje
mieszkanie;jak mi brakuje (z mojej niezbyt wysokiej pensji) na
opłaty,to nieraz bezczelnie wysyła mnie do moich rodziców po
pieniądze.Mówi mi,że jak chciałem żonę,to muszę ją utrzymywać!Jest
to tym bardziej denerwujące,że łączne dochody żony są wyższe od
moich!Sama sobie w ubiegłym półroczu nakupowała ciuchów,a ja (z niby
wspólnego budżetu!) nie mogę uzyskać na głupie spodnie nawet 1/15
tych pieniędzy,które w w/w okresie władowała w swoją garderobę!Jak
tak dalej żyć?!Przecież to nie jest normalne,żona tak chyba nie
powinna postępować!Nie chce inwestować w wyposażenie mieszkania,w
którym aktualnie mieszkamy (mówi,że JA mam kupić potrzebne rzeczy ZE
SWOJEJ PENSJI,ale DOMAGA się wpływu na wybór tych
elementów!).Wsystkie opłaty muszę robić ze swojej pensji,bo inaczej
nie zostaną opłacone (kiedyś dawałem jej pieniądze na ten cel,ale
wielokrotnie nie płaciła,jeśli tylko brakowało jej na jakiś jej
cel).Co robić?