A co tym równouprawnieniem???

26.01.09, 18:38
Co sądzicie na temat małżeństw i związków, w których kobieta "upada"
na brodę, żeby zarobić na dom, dzieci i męża, który niezbyt potrafi
odnaleźć się w pracy. Mam kuzynkę, której matka kupiła nowe
mieszkanie, do którego moja siostra cioteczna wprowadziła się ze
swoim mężem. Ona wstaje rano dojeżdża samochodem do pracy, rozwozi
po drodze 2 dzieci do przedszkola, podczas gdy on śpi dokąd chce,
albo ma pracę albo jej nie ma i są to usługi wykonywane przez
Internet. Czy na tym polega równouprawnienie, że i kobieta powinna
zapierniczać na to by zapewnić facetowi w miarę komfortowy byt?
Chyba wolałabym już być sama.
    • wanilinowa Re: A co tym równouprawnieniem??? 26.01.09, 19:23
      coś mi mówi, że to pytanie retoryczne.
      • kawitator Re: A co tym równouprawnieniem??? 26.01.09, 20:45
        Ależ tak Toż jest właśnie równouprawnienie dla obojga. Na tym to właśnie polega.

        To wolność wyboru o którą się walczy.
        Ona wybrała typową męska rolę zapierniczania. Widocznie stanowi to dla niej sposób samorealizacji.
        Nikt jej tego nie zabrania
        W poprzednim opresyjnym systemie patriarchalnym nie było to możliwe bo nacisk społeczny zmusił by faceta do zapierniczania i byłby konflikt. Teraz w równouprawnieniu każdy robi to co lubi bo jak by nie lubił to by nie robił.

        Nie rozumiem co cie dziwi ?
        • jj1978 Re: A co tym równouprawnieniem??? 26.01.09, 20:56
          bardzo dobry komentarz, tak jakby facet nie mogl zajmowac sie domem i tylko
          dorabiac od czasu do czasu. bo domyslam sie ze ona przynosi bacon a on gotuje,
          sprzata itd;)
        • szczesliwamezatka Re: kawitator 26.01.09, 20:59
          Wiesz co, chyba masz rację. Chociaż, czy nie mógłbyś spojrzeć na to
          oczami faceta? Czy facet może i powinien czuć się dobrze gdy widzi,
          że kobieta na niego pracuje a jej zarobki stanowią lwią część
          ich "wspólnego" budżetu??? Czyż pierwotnie to nie facet dbał (z
          własnej nieprzymuszonej woli i z racji swojej natury) o dach nad
          głową dla swojej rodziny??? A w ogóle pozwalanie kobiecie na
          zapierniczanie wydaje mi się takie niemęskie. Chyba jednak cieszę
          się, że nie mam takiego lenia w domu :)))))))))))))))
          • szczesliwamezatka Re: kawitator 26.01.09, 21:04
            A jakbyś się czuł, gdyby kobieta wydzielała Ci pieniądze na różne
            wydatki, bo zarabia więcej? Bo chyba takich co bez słowa dają swoją
            kartę kredytową meżczyznom nie ma zbyt wielu???
          • alcabin Re: kawitator 26.01.09, 21:08
            E jak robi za gosposie to właśnie równouprawnienie:)

            Jak dla mnie pozwalanie na to, żeby kobieta utrzymywała mężczyznę jest niemęskie
            ale to tylko moje prywatne zdanie:)
            • szczesliwamezatka alcabin 26.01.09, 21:16
              dzięki, też tak uważam.
              Piontka :)
          • corgan1 Mamy równouprawnienie. naprawdę! 27.01.09, 01:51
            Skoro kobiety nie muszą mieć dziś żadnych obowiązków (macierzyństwo, praca
            zawodowa lub w domu) no to nie rozumiem, dlaczego taki sam brak obowiązków nie
            może mieć współczesny facet? :)

            Facet ma prawo żyć tak samo na koszt kobiety jak kobiety żyją na koszt mężczyzn.
            To jest właśnie równouprawnienie! To jest raczej ciemna strona równouprawnienia,
            ale o tym wasze kochane feministki wam nie powiedziały, co?

            > Czy facet może i powinien czuć się dobrze

            Ojoj... co za ograniczanie! We współczesnej kulturze pojecie "wstyd" się mocno
            zdewaluowało. Poza tym - czucie się źle że ona zarabia się więcej od niego to
            typowy przykład seksizmu (rola kobiety i mężczyzny jest ustalona i nienaruszona)
            oraz starodawnych ograniczeń z tym co powinien a czego nie powinien robić facet
            i kobieta.

            Skoro od pewnego czasu ustalono że kobiety nie muszą robić do tej pory tego co
            robiły (nie pracować zawodowo, rodzić dzieci i opiekowac się domem) tylko mają
            być szczęśliwe pracująć no dlaczego stare reguły mają dotyczyć facetów? jak to
            było... "z mężczyzną jest jak z bankiem - musi zarabiać"? co za seksistowskie
            hasło.... co nie?

            > Czyż pierwotnie to nie facet dbał (z własnej nieprzymuszonej woli
            > i z racji swojej natury) o dach nad głową dla swojej rodziny???

            Czyż pierwotnie kobieta nie miała być posłuszna swojemu mężowi i np. miała nie
            zajmować się polityką, nauka i innymi dziedzinami zarezerwowanymi wyłącznie dla
            mężczyzn? Czyż pierwotnie kobieta z racji swojej natury nie miała zajmować się
            rodzeniem dzieci i opiekowaniem się ogniskiem domowym?

            Nie...? To już nieaktualne?

            > A w ogóle pozwalanie kobiecie na
            > zapierniczanie wydaje mi się takie niemęskie.

            Co znaczy "pozwalacie"? mamy chyba do czynienia z ludźmi wolnymi i wyrażaniem
            nieprzymuszonej woli wiec jeśli męska strona nie chce pracować a druga damska
            chce no to jakim prawem mamy wtrącać się w ich uzgodnienia?

            Chcesz powrotu do czasów w których mężczyźni mieli władanie aby coś kobietom
            "kazać"?

            Czy w sumie chodzi o to, że nie jesteś dostosowana do nowych czasów i masz
            problemy z zaakceptowaniem nowego podziału ról między częścią męską a żeńską
            społeczeństwa?
            • szczesliwamezatka corgan1 27.01.09, 08:50
              Ojeeeeeeeeej! fuj! Twój obszerny post jest dowodem na to jak mało
              prawdziwych mężczyzn chodzi już po tej ziemi. Ci, których mi tu
              naszkicowałeś to są już zwykłe popłuczyny, bez grama męskości i
              honoru.
              • bugmenot2008_2 Re: corgan1 27.01.09, 14:05
                no to jak to jest z tym "rownouprawnieniem" u ciebie? szukasz "prawdziwego
                faceta" ale z poprzedniej epoki? nie podoba sie nowy podzial rol spolecznych?
              • silic Re: corgan1 29.01.09, 00:44
                No to się popisałaś podejściem do równouprawnienia. Terminem "prawdziwy
                mężczyzna" operują zazwyczaj kobiety , które nie potrafią żyć samodzielnie i
                boją się świata. Potrzebują tego "prawdziwego" do wyręczania ich tam, gdzie same
                nie potrafią i gdzie się gubią.
                • szczesliwamezatka Re: corgan1 silic 29.01.09, 13:55
                  "Zazwyczaj", ale nie zawsze. Wierz, albo nie, ale jestem kobietą
                  sukcesu (tzn. sama zarabiam na siebie i płacę połowę naszych
                  wspólnych rachunków). A terminem "prawdziwy mężczyzna" operują
                  kobiety, które potrafią odróżnić wartościowego faceta od byle
                  PATAŁACHA i są na tyle inteligentne, żeby nie pakować się w związek
                  z leniem i nieudacznikiem. Dzięki temu że "dobrze wybrałam" nie boję
                  się świata, bo fajny facet DAJE POCZUCIE PEWNOŚCI SIEBIE W KONTAKCIE
                  Z LUDŹMI. Mając u boku super męża można "góry przenosić" i wysoko
                  zajść w życiu (mam na myśli sferę zawodową). Tylko z takim "CHCE SIĘ
                  ŻYĆ". Optymizm i radość życia generuje sukcesy zawodowe. Ale do
                  większości i tak to nie dotrze...
    • alcabin Re: A co tym równouprawnieniem??? 26.01.09, 20:45
      Nie "równouprawnienie" polega na tym, że dziś się dowiedziałem, iż niestety nie
      mogę wziąć udziału w projekcie unijnym ponieważ mam za mało pkt. Dodam tylko, że
      mam max pkt jakie może mieć mężczyzna. Gdybym był kobietą miałbym 20pkt więcej a
      co za tym idzie wziąłbym udział w projekcie.

      A co do kuzynki to często bywa w drugą stronę. Nikt jednak wtedy nie podnosi
      larum;) Niech go zostawi i po sprawie:) Albo niech wprowadzi zasady rozliczania
      się w domu np. na wspólne potrzeby składamy się po połowie a resztę wydajemy jak
      kto chce. No chyba , że brzydka jest i się boi że to jedyny który by ja chciał
      za taką cenę:)
      • wanilinowa Re: A co tym równouprawnieniem??? 26.01.09, 20:52
        alcabin napisał:

        > Nie "równouprawnienie" polega na tym, że dziś się dowiedziałem, iż niestety nie
        > mogę wziąć udziału w projekcie unijnym ponieważ mam za mało pkt. Dodam tylko, ż
        > e
        > mam max pkt jakie może mieć mężczyzna. Gdybym był kobietą miałbym 20pkt więcej
        > a
        > co za tym idzie wziąłbym udział w projekcie.
        >

        najlepiej gdybyś był niepełnosprawną kobietą zamieszkałą na terenach wiejskich

        > A co do kuzynki to często bywa w drugą stronę. Nikt jednak wtedy nie podnosi
        > larum;) Niech go zostawi i po sprawie:) Albo niech wprowadzi zasady rozliczania
        > się w domu np. na wspólne potrzeby składamy się po połowie a resztę wydajemy ja
        > k
        > kto chce. No chyba , że brzydka jest i się boi że to jedyny który by ja chciał
        > za taką cenę:)

        jesteś pewien że tak często mężczyzna jest głową rodziny, gosposią i wychowuje
        dzieci? ;)
        co do reszty się zgadzam, jak komuś związek nie odpowiada to można z niego
        zrezygnować i nikt nikogo nie ukamienuje. może to jest to równouprawnienie
        • alcabin Re: A co tym równouprawnieniem??? 26.01.09, 21:06
          > jesteś pewien że tak często mężczyzna jest głową rodziny, gosposią i wychowuje
          dzieci? ;)

          W poście na górze była jedynie mowa o rozwożeniu dzieci. Nikt nic nie wspomniał
          o zmywaniu, sprzątaniu, gotowaniu itp. więc nie poruszałem tego tematu. To
          oczywiście też praca i jeśli kobieta wykonuje taką prace a mężczyzna zasuwa w
          pracy to uważam, że nikt nikomu nie ma co mieć do zarzucenia. Ale bywa też, że
          kobiety nie maja dzieci, nie chce im się ugotować, posprzątać itp. i w ogóle nie
          pracują. Mówiłem o tych przypadkach. (Zakładam, że wspomniany pan nie robi za
          gosposię. Jeśli zajmuje się domem to jest to sytuacja analogiczna do wyżej
          omawianej i tez uważam, ze jeśli obojgu to odpowiada to jak najbardziej może być
          ok.) (Może to jest to równouprawnienie?)

          > najlepiej gdybyś był niepełnosprawną kobietą zamieszkałą na terenach wiejskich
          Gdyby chodziło o niepełnosprawność to byłbym w stanie zrozumieć ale
          dyskryminacja z racji płci czy zamieszkania to już jest coś nie tak. (Spełniałem
          kryterium zameldowania na jak to nazwałaś terenach wiejskich i też uważam to za
          chore:) Ba spełniałem nawet kryterium nieaktywności zawodowej i wieku do 25 lat
          (żeby państwo dyskryminowało z racji wieku to jest już totalne dno...)
        • lupus76 Re: A co tym równouprawnieniem??? 27.01.09, 08:36
          wanilinowa napisała:


          >
          > najlepiej gdybyś był niepełnosprawną kobietą zamieszkałą na terenach wiejskich
          >

          Do tego ciemnoskórą i wyznania mojżeszowego...


          >
    • dluk222 Re: A co tym równouprawnieniem??? 26.01.09, 23:54
      Dla pocieszenie proponuję przeczytać:
      www.prawdziwymezczyzna.to.pl
    • showmessage Re: A co tym równouprawnieniem??? 27.01.09, 03:35
      Ależ koleżanko, nie sztuka jest zarabiać upadając na brodę. Sztuka jest zarabiać
      niewiele robiąc. ;) Skąd właściwie wiesz ile gość zarabia? Kiedyś tak
      pracowałem. Jednego miesiąca nic i leżysz do góry brzuchem, czytasz gazetki,
      opalasz się... Co kto lubi. Drugiego miesiąca zlecenie! Dwa dni roboty i 20k w
      portfelu. No i dalej leżenie... Właśnie takie to bywają zlecenia przez neta.
      Kuzynka może mówi że gość nie zarabia i leży... Ale prawdy się nie dowiesz. A
      jak ktoś woli zapierdzielać to jego broszka. :P
    • stara-a-naiwna Re: A co tym równouprawnieniem??? 27.01.09, 12:32
      Nie napisalas kto zajmuje się domem.

      Bo jeśli on, taki układ wcale nie jest chory.

      Chore dla mnie jest jak jedna strona pracuje a druga nie, i jeszcze
      ta praucjąca zawodowo wykonuje ponad 80% obowiązków domowych.

      Zwiazek polega na tym, że nie zawsze jest sprawiedliwie - nie zawsze
      2 osoby tyle samo zarabiają i tyle samo wkładają wysiłku w
      prowadzenie domu.
      On moz ebyć dla niej podporą psychiczną, wspierać ją duchowo.

      jeśli jej; jemu to pasuje to najwazniejsze.


      A równouprawnienie - to wtedy jak kobieta może robić to samo co
      facet. To działa w dwie strony.

    • cloclo80 Re: A co tym równouprawnieniem??? 27.01.09, 13:23
      W zaistniałej sytuacji nic do faceta nie należy. Byłoby ciężkim frajerstwem z jego strony dokładanie się do tego interesu. Przecież panienka może w każdej chwili wystawić mu walizki za drzwi i gość nie będzie miał nic do gadania.
    • masher Re: A co tym równouprawnieniem??? 27.01.09, 13:29
      jesli rozumiem sa tutaj polaczone dwie sprawy i je zupelnie mieszasz

      1. milosc do drugiej osoby czy rodziny. kochamy, dbamy, godzimy sie na rozne
      rzeczy, wybaczamy, cieszymy sie itd. wszystko to podlega pod jedno slowo klucz
      'RAZEM'
      2. rownouprawnienie- rowne prawa dla kazdego nie zaleznie od plci, w tym
      przypadku. kobieta ma takie samo do pracowania jak facet. facet ma takie samo
      prawo do pracowania co kobieta. kobieta ma takie samo prawo do nic nierobienia
      czy olewactwa itp jak facet. facet ma takie samo prawo do nic nierobienia czy
      olewactwa itp jak kobieta.

      co do pierwszego mysle, ze nie doroslas do tego aby wiedziec czym jest
      rodzina... a jakims trafem jestes szczesliwamezatka. co do drugiego, sadze ze to
      u ciebie facet zapier.... od rana do nocy i tylko dzieki temu jestes
      szczesliwamezatka. bo gdybys to ty miala troche wiecej popracowac bylabys
      NIEszczesliwamezatka a co bardziej prawdopodobne
      NIEszczesliwaNIEmezatavelROZWODKA jesli facet by mial rozum i cie kopnal w dupe
      w pore :] i tu wracamy do pojmowania czym jest owe kluczowe 'RAZEM'... ale ze
      tego nie jestes w stanie pojac, zostawie to wszystko i cala reszte bluzgow,
      ktore mozna pod twoim adresem, jako osoby bezmozdzej, poslac pomine slodkim
      milczeniem.

      wybitnie bez pozdrowien :]
      • szczesliwamezatka masher 27.01.09, 13:36
        Niestety, nie zrobi tego jakbyś nam życzył, bo jestem troskliwą,
        atrakcyjną żoną i pracuję na 1,5 etatu (stała praca)i mam wiele
        innych zalet o których nie będę się tu wypowiadać.
        • masher Re: masher 27.01.09, 13:47
          i masz jeszcze czas na zajmowanie sie takimi pie...mi i rozpatrywaniem co u
          kogo jak wyglada? widac ostro zarobiona jestes :D

          niczego wam nie zycze. ale widzac takie wnioski na zycie u doroslej osoby dobrej
          mysli o osobie je prezentujacej byc nie moge :] wrecz dziwie sie, iz w ogole cie
          to zainteresowalo jak to jest u kogos tam. ba, zielonego pojecia nie mam co
          moglo cie sklonic do opisania tego na forum i to pod takim nickiem... czyzby
          proby samodowartosciowania sie? wiesz co... nie wnikam, wisi mi to i powiewa.
          ide wygrzac zadek bo pluca wypluje siedzac i klepiac w klawisze na temat
          rozwazan co ktos uwaza na temat innych gdy nie powinno to ich zupelnie
          interesowac :] sajonara
      • masher Re: A co tym równouprawnieniem??? 27.01.09, 13:38
        ps. bluzgi cofam, gdyz jednak wpadlas na pomysl iz jest to calkiem mozliwy uklad
        i do zaakceptowania choc... niemeski. jednak przyjmij dobra rade i popracuj tyle
        samo co twoj zarobiony maz. wtedy bedziesz mogla zaczac nosic spodnie... ups
        zagalopowalem sie, przeciez stalabys sie mniej kobieca... lol
        • szczesliwamezatka masher 27.01.09, 13:44
          Na to co teraz mam ciężko pracowałam przyjmując za środek do
          celu "kalokagatię" czyli wszechstronny rozwój intelektualny (dobra
          praca), duchowy (charakter) i fizyczny (dbałość o sylwetkę i wygląd
          zewnętrzny). Po co się zaraz nawzajem obrażać.
          • wanilinowa Re: masher 27.01.09, 13:52
            zapomniałaś o pięknej i czystej duszy, docenionej dopiero w
            mieście :D
            • bugmenot2008_2 Re: masher 27.01.09, 14:03
              XD

              Wymiekam kiedy czytam takie watki i odpowiedzi :)
          • masher Re: masher 27.01.09, 13:56
            ciesze sie ze wybralas taka droge. jednak nie daje ci to najmiejszego prawa do
            oceniania innych i wtryniania sie miedzy wodke a zakaske, ze sie tak wyraze.

            a nie uwazasz ze takimi wnioskami jakie zaprezentowalas na poczatku obrazasz nie
            tylko tego faceta ale i ta kobiete? ot, facet to nierob i olewa wlasna rodzine a
            kobieta to naiwna idiotka i pewnie tez olewa rodzine zostawiajac dom na glowie
            meza ktory... itd. kobieto! litosci :D

            na koniec, jesli czyms urazilem przepraszam. ale wybitnie noz sie mi w kieszeni
            otworzyl po przeczytaniu pierwszych twoich wnioskow.
            • cus27 Re: masher 27.01.09, 15:01
              Nie moge! Szczesliwamezatka,Ty naprawde spadlas z ...czegos,ale
              drabina...to za nisko!!!!!!Poplakalam sie ze smiechu!!!!
    • strikemaster Re: A co tym równouprawnieniem??? 27.01.09, 23:57
      Tak, to jest pierwsza jaskółka zrównywania praw mężczyzn i kobiet. Dawniej obowiązywał stereotyp, w myśl którego mężczyzna zdobywał pożywienie (polował, później pracował), walczył, kobieta w zamian za to była przez mężczyzn utrzymywana i broniona. Obecnie kobiety wywalczyły sobie prawo do robienia kariery, pracy fizycznej, wstępowania do wojska i noszenia męskiego atrybutu przełomu XIX i XX wieku, czyli upragnionych spodni. W związku z tym nie powinno dziwić, że niektórzy faceci (z własnej woli, lub w wyniku jakichś zbiegów okoliczności, takich jak np. bezrobocie, choroby) będą pozostawali na utrzymaniu swoich kobiet. Co więcej, w miare jak kobiety będą się pięły coraz wyżej po drabinie kariery, ich zarobki staną się porównywalne lub wyższe od zarobków mężczyzn, sytuacje takie będą zdarzały się coraz częściej.
      Niedługo nadejdzie czas (a w niektórych aspektach już nadszedł), że mężczyźni są traktowani gorzej od kobiet, niewykluczone więc, że wzrosną w siłę ruchy maskulistyczne, domagające się zrównania praw mężczyzn i kobiet, tylko tym razem w drugą niż feministyczna stronę.
      • dzielna_traktorzystka Re: A co tym równouprawnieniem??? 28.01.09, 20:12
        .wzrosną w siłę ruchy mask
        > ulistyczne, domagające się zrównania praw mężczyzn i kobiet, tylko tym razem w
        > drugą niż feministyczna stronę.

        Jak chcesz równać w drugą stronę?? Równe to równe, po mojemu.
        • strikemaster Re: A co tym równouprawnieniem??? 28.01.09, 20:55
          Problem w tym, że w niektórych aspektach nastąpiło "przerównanie" i nalezałoby w nich poprawić sytuację mężczyzn, np. przyznawanie opieki nad dzieckiem prawie wyłącznie kobietom, stereotyp,że facet musi zarabiać i utrzymywać rodzinę a kibieta może, nic nie musi, czy choćby, na pozór oczywiste i uzasadnione historycznie prawo do noszenia przez mężczyzn spódnic. Problemem jest też np. ściganie przez organizacje feministyczne seksistowskich reklam uderzających w kobiety, podczas gdy przedstawianie w reklamie faceta jako tępaka, czy przedmiot seksualny jest całkowicie tolerowane.
          Jeszcze jednym przykładem jest to, jak się tutaj kobiety znęcają nad biednymi chłopaczkami, aż mi się smutno robiło, gdy czytałem niektóre wątki :(.
          • wanilinowa Re: A co tym równouprawnieniem??? 28.01.09, 21:14
            masz rację, są sfery gdzie prawa mężczyzn są z założenia mniejsze, ale czy
            potrafisz wymienić coś poza tą sztandarową opieką nad dziećmi? na drugiej szali
            są niższe zarobki kobiet, kłopoty z dostaniem pracy gdy jest się w wieku
            rozpłodowym, nierównomierny podział obowiązków pod niejedną strzechą.
            oczywiście, że o prawa ojców/mężczyzn też należy walczyć, ale chyba nie sądzisz,
            że będą robiły to feministki? ojcowie mają swoje organizacje i gdyby to wszystko
            zebrać do kupy (feminizm i maskulizm) to powstały całkiem fajny model
            społeczeństwa. szkoda, że utopijny.
            • strikemaster Re: A co tym równouprawnieniem??? 28.01.09, 21:33
              > masz rację, są sfery gdzie prawa mężczyzn są z założenia mniejsze, ale czy
              > potrafisz wymienić coś poza tą sztandarową opieką nad dziećmi?

              Standardy przy zatrudnianiu, czli ogłoszenia w stylu "zatrudnię sekretarkę", "zatrudnię ekspedientkę", "zatrudnię księgową" czy to oznacza, że żaden mężczyzna nie może wykonywać tych prac? Wiem, że to działa też w drugą stronę i na wiele stanowisk dla odmiany zatrudniani są wyłącznie mężczyźni.

              > są niższe zarobki kobiet, kłopoty z dostaniem pracy gdy jest się w wieku
              > rozpłodowym, nierównomierny podział obowiązków pod niejedną strzechą.

              A gdyby wprowadzić urlopy "tacieżyńskie"? Wtedy facet też mógłby pracodawcy świsnąć aktem urodzenia dziecka i pójść sobie na urlop zamiast swojej kobiety. To by dość automatycznie, chociaż nie od razu wyrównało tą niesprawiedliwość.
              Odnośnie zarobków, jest to częściowo kwestia stereotypów, a częściowo zwykła pazerność pracodawców, którzy jeśli tylko mogą, natychmiast zaniżają zarobki. Wielu facetów, szczególnie w Polsce też zarabia znacznie mniej, niż powinni. W normalnych krajach do rozwiązywania takich problemów służą związki zawodowe, w Polsce, niestety, związki zajmują się wyłącznie "ustawianiem" swoich władz a pracowników płci obojga mają w głębokim poważaniu.

              > zebrać do kupy (feminizm i maskulizm) to powstały całkiem fajny model
              > społeczeństwa. szkoda, że utopijny.

              A może nie aż tak utopijny. Wystarczy, żeby równouprawnienie stało się regułą (niestety, jakieś wyjątki, jak od każdej reguły, będą się zdarzały).
              • wanilinowa Re: A co tym równouprawnieniem??? 28.01.09, 21:50
                > Standardy przy zatrudnianiu, czli ogłoszenia w stylu "zatrudnię sekretarkę", "z
                > atrudnię ekspedientkę", "zatrudnię księgową" czy to oznacza, że żaden mężczyzna
                > nie może wykonywać tych prac? Wiem, że to działa też w drugą stronę i na wiele
                > stanowisk dla odmiany zatrudniani są wyłącznie mężczyźni.
                >

                ach, zapomniałam o tym że mężczyźni mają trudniej w staraniu się o posadę ekspedientki i przedszkolanki, a każdy o tym marzy. przyznasz jednak że ta dyskryminacja mężczyzn nie obejmuje tych atrakcyjniejszych ofert na rynku pracy.

                > A gdyby wprowadzić urlopy "tacieżyńskie"? Wtedy facet też mógłby pracodawcy świ
                > snąć aktem urodzenia dziecka i pójść sobie na urlop zamiast swojej kobiety. To
                > by dość automatycznie, chociaż nie od razu wyrównało tą niesprawiedliwość.

                akurat w tym punkcie niesprawiedliwości nie mogę się dopatrzeć (przynajmniej takiej jaką Ty pojmujesz): przecież ojciec może wziąć urlop wychowawczy i opiekuńczy na dziecko, tylko chętnych nie ma;) z jednej strony wynika to ze stereotypu "dziecko przy matce" (który znajduje dalszy ciąg przy przyznawaniu opieki), a z drugiej z wyższych zarobków mężczyzn (o czym była mowa wcześniej).
                • strikemaster Re: A co tym równouprawnieniem??? 28.01.09, 22:00
                  > ach, zapomniałam o tym że mężczyźni mają trudniej w staraniu się o posadę ekspe
                  > dientki i przedszkolanki, a każdy o tym marzy. przyznasz jednak że ta dyskrymin
                  > acja mężczyzn nie obejmuje tych atrakcyjniejszych ofert na rynku pracy.

                  Morze nie każdy, ale paru by się znalazło. Z drugiej strony pracowałem w firmie, w której pracowali sami faceci. Której kobiecie by się chciało biegać po hali z 40kg żelastwem i napieprzać w to młotem? Może jednak któraś by tak chciała pracować, a nie mają możliwości z przyczyn stereotypowych.
                  A facet w przedszkolu to na pewno pedofil, nie? Bardzo równe traktowanie- wykastrować każdego faceta, który chce być przedszkolankiem. Odnośnie kastracji, dlaczego Tusk nie chciał kastrować kobiet-pedofilów? Jak równo to równo.

                  > akurat w tym punkcie niesprawiedliwości nie mogę się dopatrzeć (przynajmniej ta
                  > kiej jaką Ty pojmujesz): przecież ojciec może wziąć urlop wychowawczy i opiekuń
                  > czy na dziecko, tylko chętnych nie ma;) z jednej strony wynika to ze stereotypu
                  > "dziecko przy matce" (który znajduje dalszy ciąg przy przyznawaniu opieki), a
                  > z drugiej z wyższych zarobków mężczyzn (o czym była mowa wcześniej).

                  Tylko widzisz, nikt, żadnego faceta o takie coś nie podejrzewa. Ale by siękoledzy z pracy śmiali, gdyby się zwrócił o urlop na opiekę nad dzieckiem.

                  > z drugiej z wyższych zarobków mężczyzn (o czym była mowa wcześniej).

                  Rzeczywiście była mowa, jabym wiedział skąd się biorą różnice w zarobkach, to bym o tym napisał, ale nie wiem. Podejrzewam tylko stereotyp+chciwość pracodawców.
                  • wanilinowa Re: A co tym równouprawnieniem??? 28.01.09, 22:05
                    nie rozumiem. piszesz że ojcom należą się urlopy. wykazuję, że się mylisz, bo
                    każdy ojciec może wziąć nawet 4 lata urlopu na dziecko, to Ty wyjeżdżasz że to
                    wstyd przed kolegami.

                    aaa, wcześniej z kolei pisałeś, że mężczyzna nie ma szans zostać sekretarką.. no
                    jeśli opieka nad dzieckiem to wstyd to już ja widzę pana który zgłasza się do
                    pracy w sekretariacie
                    • strikemaster Re: A co tym równouprawnieniem??? 28.01.09, 22:21
                      > nie rozumiem. piszesz że ojcom należą się urlopy. wykazuję, że się mylisz, bo
                      > każdy ojciec może wziąć nawet 4 lata urlopu na dziecko, to Ty wyjeżdżasz że to
                      > wstyd przed kolegami.

                      Może nie piszę, tylko lekko sugeruję. Nie jestem w tym temacie "specjalistą", nie napisałem nigdzie, że jestem wojującym maskulistą.
                      4 lata może wziąć, ale nie weźnie, bo kto będzie zarabiał na rodzinę?
                      Jeśli chodzi o śmiech kolegów, zrozum, głównymi przeciwnikami maskulizmu są "niemaskulistyczni" faceci, nie kobiety.

                      > jeśli opieka nad dzieckiem to wstyd to już ja widzę pana który zgłasza się do
                      > pracy w sekretariacie

                      Jak studiowałem, jaden się zgłosił i został panią z dziekanatu :), więc mimo wszystko tacy są, i niektórym się nawet udaje, co nie zmienia faktu, że moi kumple mieli niezłą polewę. Dlaczego? Przeczytaj poprzedni punkt.
                      • wanilinowa Re: A co tym równouprawnieniem??? 28.01.09, 22:41
                        > Może nie piszę, tylko lekko sugeruję. Nie jestem w tym temacie "specjalistą", n
                        > ie napisałem nigdzie, że jestem wojującym maskulistą.

                        wiem, dlatego dyskutujemy :) od fanatyków różnej maści trzymam się z daleka

                        > 4 lata może wziąć, ale nie weźnie, bo kto będzie zarabiał na rodzinę?

                        kobieta. chyba że wrócimy do argumentu, że mężczyzna zarabia więcej. zresztą
                        taki urlop można też dzielić. nie wytykam Ci tego złośliwie, tylko bardzo często
                        w dyskusjach o nierównych prawach ojców w opiece nad dziećmi pojawia się ten
                        argument: "że to niesprawiedliwe że nie ma urlopów tacierzyńskich". otóż są,
                        więc to nie jest dyskryminacja tylko wolny wybór mężczyzn.

                        > Jak studiowałem, jaden się zgłosił i został panią z dziekanatu :), więc mimo ws
                        > zystko tacy są, i niektórym się nawet udaje, co nie zmienia faktu, że moi kumpl
                        > e mieli niezłą polewę. Dlaczego? Przeczytaj poprzedni punkt.

                        pewnie przyciągnęła go WŁADZA :) nieograniczona władza pani z dziekanatu
                    • aiczka Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 14:43
                      Urlop wychowawczy przysługuje dowolnemu z rodziców. Ale urlop macierzyński tylko
                      matkom (chyba, że umrą przy porodzie i nie wykorzystają, ewentualnie oddadzą
                      ojcu ostatnie tygodnie - bodaj 4). W nowych przepisach pojawi się ojcowski, ale
                      trwający najwyżej 4 tygodnie (nie wiem, jaka jest ostateczna wersja), co w
                      porównaniu z 26 tygodniami macierzyńskiego jest raczej zabawne.
                      Jak dla mnie to jest system w ogóle do wymiany. Powinno być coś w rodzaju 3
                      miesiące razem następne kilka (6? 9?) do ustalenia między rodzicami, żeby można
                      było swobodnie dziecko odchować do wieku żłobkowo-opiekunkowego. A urlopy
                      wychowawcze to w ogóle jakiś przeżytek.
                      • wanilinowa Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 18:53
                        urlop wychowawczy i opiekuńczy przysługuje tylko jednemu z rodziców (jeśli
                        drugie chce zostać w domu to musi się po prostu zwolnić). myślę, że podobny
                        zamysł przyświecał ustawodawcy w przypadku urlopu macierzyńskiego. a dlaczego
                        przyznano to prawo akurat matkom? no cóż, muszą się pozrastać po porodzie, nie
                        mówiąc już o innych fizjologicznych rzeczach, typu karmienie.

                        poza tym, biorąc pod uwagę popularność ojców na urlopach wychowawczych
                        (większość ludzi nie zna takiego przypadku i nawet nie wie że jest taka
                        możliwość), pewnie nikt nie dostrzega potrzeby konstrukcji martwego przepisu.
                  • szczesliwamezatka Re: A co tym równouprawnieniem??? strikemaster 29.01.09, 17:05
                    Nie mają możliwości ale nie z przyczyn "STEREOTYPOWYCH" lecz z
                    przyczyn "FIZYCZNYCH".
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: A co tym równouprawnieniem??? 28.01.09, 20:20
      > Co sądzicie na temat małżeństw i związków, w których kobieta "upada" ...

      Widać facet jest rewelacyjny w łóżku.

      A tak na poważnie - jeżeli nikt w tym związku nikogo do niczego nie zmusza i
      oboje czują się dobrze, to nie widzę w czym problem.
    • silic Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 00:52
      > Co sądzicie na temat małżeństw i związków, w których kobieta "upada"
      > na brodę, żeby zarobić na dom, dzieci i męża, który niezbyt potrafi
      > odnaleźć się w pracy.

      Sądzę,że to odpowiednik małżeństw gdzie mężczyzna upada na twarz , żeby zarobić
      na dom, dzieci i żonę, która nie potrafi odnaleźć się w pracy.

      > Chyba wolałabym już być sama.
      Pewnie. Lepiej żeby ktoś zapierniczał na twój byt. Skoro kuzynka jest w związku
      małżeńskim to nie ma znaczenia kto ile zarabia, prawda ? Czy może jednak ma i
      należy poprzeć wydzielanie pieniędzy przez lepiej sytuowaną osobę osobie gorzej
      sytuowanej ?
      • jacek1982 Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 11:10
        kolejny post sfrustrowanej baby ktora uwaza inne baby za pol bogow a facet dla
        nich to scierwo nieudacznik...
        • szczesliwamezatka Re: A co tym równouprawnieniem??? Jack1982 29.01.09, 17:02
          A co... zazdrościsz?
    • cartahena Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 11:27
      Na ogol jest tak, ze gdy kobieta nie pracuje, to wykonuje 100%
      obowiazkow zwiazanych z domem. Jesli to maz zostaje w domu lub
      gorzej zarabia od zony, to jestem prawie pewna, ze wykonuje tych
      obowiazkow najwyzej 50%, bo "on nie umie, nie wie, ty zrobisz to
      lepiej, itp.".
      W pracy i mozliwosci zarabiania rownouprawnienie w duzej mierze juz
      jest, natomiast nie dotarlo jeszcze do gospodarstw domowych.
      Oczywiscie, zdarzaja sie pewnie wyjatki, ale jakos sie z takimi nie
      spotkalam jeszcze.
      • silic Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 11:33
        >W pracy i mozliwosci zarabiania rownouprawnienie w duzej mierze juz
        >jest, natomiast nie dotarlo jeszcze do gospodarstw domowych.

        Jest tylko małe "ale" - w pracy zależysz od inny osób i tam równe prawa są jak
        najbardziej na miejscu natomiast w domu jest dokładnie tak jak dwie osoby same
        sobie ustalą - nikt im niczego nie narzuci więc "równouprawnienie" traci tam
        sens. W domu każdy sam sobie stanowi takie prawa jakie mu pasują.
        • cartahena Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 13:00
          Z tym "pasowaniem" to roznie bywa. Widac, ze meza nie masz, albo
          jakis wyjatkowy egzemplarz Ci sie trafil. Zdecydowana wiekszosc
          znajomych mi kobiet narzeka, ze panowie za malo pomagaja w domu,
          mimo, ze kobiety tez pracuja i nie zarabiaja jakos drastycznie
          mniej.
          Ostatnio slyszalam taki przypadek, ze maz na prosbe zony o umycie
          lazienki stwierdzil, ze "jak uwazasz, ze jest brudna, to sobie umyj,
          wedlug mnie jest czysta". Po tygodniu niesprzatania, przy
          trzyosobowej rodzinie. To sa dosc typowe zachowanie, niestety :-(.
          • pyzz Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 14:13
            > Zdecydowana wiekszosc
            > znajomych mi kobiet narzeka, ze panowie za malo pomagaja w domu,
            Znaczy to tylko tyle, niestety, że Ci faceci za mało pomagają w domach ZDANIEM
            ICH ŻON. Co wcale nie wyklucza, że według tych żon każda sytuacja, w której one
            musiałby choć palcem kiwnąć nie oznaczałaby "on mi wcale nie pomaga".

            > Ostatnio slyszalam taki przypadek, ze maz na prosbe zony o umycie
            > lazienki stwierdzil, ze "jak uwazasz, ze jest brudna, to sobie umyj,
            > wedlug mnie jest czysta". Po tygodniu niesprzatania, przy
            > trzyosobowej rodzinie.
            To straszne! Zapewne, gdyby ta żona wzięła nóż i zaszlachtowała tego degenerata,
            to sąd uznałby to za działanie w obronie własnej...
            • menk.a Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 14:16
              Tak mimochodem zapytam. Ty masz jakiegoś joba na punkcie kobiet? Wg
              Ciebie one nic nnego nie robią jak tylko się znęcają i mordują
              mężczyn. Wszystkie jak jeden mąż. Kto Cię skrzywdził i jak bardzo?;)
              • pyzz Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 14:33
                > Ty masz jakiegoś joba na punkcie kobiet?
                Miałbym mieć na punkcie kobiet CO?
                • menk.a Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 14:44
                  pyzz napisał:

                  > > Ty masz jakiegoś joba na punkcie kobiet?
                  > Miałbym mieć na punkcie kobiet CO?

                  :D Job, zajob, kot, fiś, szmergiel, obsesja, ... ;)
                  • pyzz Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 14:53
                    Ach dzięki, bo w słownikach nie znalazłem nic innego niż angielskie "praca" i
                    "job twaju mać"
                    • menk.a Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 14:54
                      Skoro mamy to za sobą, to może mi opowiedz .;)
                      • pyzz Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 15:00
                        No więc nie. Przeciwnie: podziwiam ich anielską cierpliwość. Ja bym zarżnął.
                        Tępym kozikiem.
                        No, bo normalnie! Uważać, że nie jest brudna?! Po TYGODNIU używania? Przez TRZY
                        osoby?
                        Zresztą, skoro uważa, że nie jest brudna, to pewnie tak naprawdę to przez dwie
                        osoby, nie?
                        Tak, czy siak facet wręcz bezczelny.
                        • menk.a Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 15:02
                          Nie o to pytałam.;)
                          • pyzz Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 15:14
                            Pytanie:
                            "Tak mimochodem zapytam. Ty masz jakiegoś joba na punkcie kobiet?"

                            Odpowiedź (po wprowadzeniu odpowiednich definicji, bo się nie chciało skompilować):

                            "No więc nie. Przeciwnie: podziwiam ich anielską cierpliwość."
                            Odpowiedź została udzielona precyzyjnie na postawione pytanie, wprost, a nawet z
                            rozwinięciem i odniesieniem do mojej wypowiedzi, która skłoniła Cię do
                            postawienia owego pytania.
                            Jeżeli zadając powyższe pytanie miałaś na myśli coś w stylu "Czy możesz mi
                            powiedzieć ile wynosi przyspieszenie ziemskie", to odpowiadam, że od bieguna do
                            równika zmienia się od ok. 9.83 do ok. 9.79 m/s^2 (albo N/kg, jak kto woli).
                            Jeżeli natomiast pytając "Ty masz jakiegoś joba na punkcie kobiet?" miałaś na
                            myśli "Ile przetchlinek ma pratchawiec i jak się nazywają?" to zabij, ale nie
                            wiem, przepraszam, że żyję.
                            • menk.a Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 15:25
                              "Tak mimochodem zapytam. Ty masz jakiegoś joba na punkcie kobiet? Wg
                              Ciebie one nic nnego nie robią jak tylko się znęcają i mordują
                              mężczyn. Wszystkie jak jeden mąż. Kto Cię skrzywdził i jak bardzo?;)"

                              Tak to brzmiało.
                              A do zadania pytań skłoniło mnie wiele Twoich odpowiedzi. A nie
                              tylko kontekst tego wątku.;)

                              Udzielone wyżej odpowiedzi mnie nie satysfakcjonują (co Tobie
                              zapewne wisi kalafiorem). Liczyłam na większą finezję i poczucie
                              humoru.
                              Ale... czuję przez skórę zn przez monitor i kable, że jesteś
                              strasznie smutnym człowiekiem. Ani razu nie było tu usmiechu. Wrecz
                              przeciwnie w każdym poście wyciągasz nóż. Podobnie jak niejaki
                              corgan. Hmm może jesteście jedna osoba na 2 nickach. Cholera wie.
                              Aby dokończyc już tę wycieczkę osobistą zupełnie niezwiazaną z
                              tematem wątku.... nie napisałam tego mailowo, cobyś nie oskarżył
                              mnie o znęcanie się nad Tobą, manipulację i molestowanie. Bo
                              ostatecznie jestem kobietą czyli tą gorszą częścią rodu ludzkiego.;))
                              • menk.a Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 15:27
                                Bo publiczne wycieczki to już nie znęcanie się, co? :P
                              • pyzz Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 15:34
                                > Ale... czuję przez skórę zn przez monitor i kable, że jesteś
                                > strasznie smutnym człowiekiem. Ani razu nie było tu usmiechu.
                                Prawdę mówiąc, to ja tu od jakiegoś ze śmiechu się wręcz pokładam.
                                • menk.a Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 15:41
                                  pyzz napisał:

                                  > > Ale... czuję przez skórę zn przez monitor i kable, że jesteś
                                  > > strasznie smutnym człowiekiem. Ani razu nie było tu usmiechu.
                                  > Prawdę mówiąc, to ja tu od jakiegoś ze śmiechu się wręcz pokładam.

                                  Głuchoniema nie jestem, a śmiechu nie słyszę.
                                  Śmiej się też oczami.;)
                                  • pyzz Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 17:29
                                    > Głuchoniema nie jestem, a śmiechu nie słyszę.
                                    > Śmiej się też oczami.;)
                                    No tak. A ja, głupi, liczyłem na możliwości zrozumienia tekstu pisanego nawet,
                                    jeżeli nie będzie oznaczony znakami graficznymi...

                                    ...

                                    ^_-
                            • pyzz Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 15:26
                              > przepraszam, że żyję.
                              Acha, zapomniałem: i obiecuję, że to się więcej nie powtórzy!
                    • menk.a Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 15:01
                      pyzz napisał:

                      > Ach dzięki, bo w słownikach nie znalazłem nic innego niż
                      angielskie "praca" i
                      > "job twaju mać"

                      Wyjaśnienie zajoba oraz joba.
                      Tak na wszelki wypadek.;)
                      • pyzz Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 15:04
                        > Wyjaśnienie zajoba oraz joba.
                        No właśnie z powyższych nie wynika, by były to synonimy...
                        • menk.a Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 15:10
                          Mało precyzyjnie się wyrażam, ale skoro otaczam się inteligentnymi
                          ludźmi, liczę również na umiejętność czytania między wierszami. I
                          interpretację zgodnie z zamierzeniami autora (:DDDDD);))

                          To jak z tą odpowiedzią?;)
                • aiczka Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 14:54
                  Taka nazwa zadania dla komputera. Zwykle się jej używa chyba w odniesieniu do
                  komputerów prowadzących dużo obliczeń - różni ludzie im przesyłają różne joby do
                  zrobienia.
                  Zapewne była to jakaś metafora - że niby przetwarzasz jakiś duży zbiór danych na
                  temat kobiet.
    • menk.a Re: A co tym równouprawnieniem??? 29.01.09, 11:47
      Zn kolega nie zarabia? Tylko siedzi i bębni paluchami w klawiaturę
      dla przyjemności? A ona prócz pracy etatowej zajmuje się nim,
      dziećmi, domem? Jeśli tak to pogratuować jej rozumu. Żyje jak chce.
      Natomiast jeśli jegomość zarabia to nie twierdź, że jest na czyimś
      utrzymaniu.
      Dodatkowo obowiązki domowe i ciężar wychowania dzieci powinny być
      sensowne rozłożone między obojgiem.;)
Pełna wersja