Ja sie niepotrzebnie staram, czy to normalne ?

02.03.09, 14:56
Od roku jestem w zwiazku. Ja 28 l. On 32 l.
Zane od wiekow - poczatek wspanialy. On sie stara, zaskakuje, jest
zakochany. Twierdzi ze zakochany po dzien dzisiejszy. Ja zreszta
tez. Uzupelniamy sie, jest fajnie, przyjemnie razem spedzamy czas, w
lozku rewelacja.
A wiec w czym problem ?
Od okolo 3 m-cy dla niego caly zwiazek stal sie po prostu
zrozumialy. Mam klucze do jego mieszkania. Czesto jestesmy u niego,
poniewaz on twierdzi ze obojetnie jest gdzie, aby razem. Wczesniej
czesto mnie odwiedzal.
Kiedy staram sie go zagadac, aby gdzies razem wyjsc, czy kino, czy
restaurcja - nigdy nie ma czasu, albo mu sie nie chce. Twierdzi, ze
w domku ( u niego ) mamy przeciez najfajniej a on nie lubi
wychodzic. Ok. Ja tez nie. Ale mi chodzi tylko o kino, spacer lub
jedzenie.
Stal sie nieslowny, zapomina ze mial cos dla mnie zalatwic lub
oddzownic, przychodzi do domu pozno bez wytlumaczenia gdzie byl i
dlaczego. Wiem, ze jest to zwiazane z jego praca. Razem z najlepszym
kumplem prowadza dwie firmy. Zauwazylam, ze z tym przyjacielem
spedza wiecej czasu niz ze mna. Dzisiaj powiedzialam mu, ze
oczywiscie kazdy z nas ma prawo zyc jak chce. Nikt do niczego nie
jest zmuszany, ale ja z ty jego zachowaniem, ciaglym "nie" - mam
problemy. On na to, ze wszystko jest w jak najlepszym pozadku, ze on
jest ze mna najszczesliwszy, ale ja - co on wlasnie zauwazyl nie i
boi sie ze zawsze kiedy on bedzie poswiecal mi malo uwagi ja bede
nieszczesliwa. Ja, pomimo ze daze go wielkim uczuciem i jest mi
wazny nie mam checi bawic sie w jakies domyslania. Czy to w zwiazku
normalne, czy moze on chce tak zwanego otwartego zwiazku a ja
domagam sie za duzo? Dodam, ze on pragnie abym ja nie wychodzila
praktycznie wcale, a jezeli to abym o 23ej byla w domu i takie tam
glupoty. Mam wrazenie ze jest on niegotowy do prawdziwego zwiazku i
okazania milosci i ze generalnie jest chyba dziecinny... Nie
rozumiem naprawde nic. Z jednej strony tak, a z drogiej inaczej...
Moze jakis Pan wytlumaczy o co mezczyznom tak wlasciwie chodzi...
    • tytus_flawiusz Re: Ja sie niepotrzebnie staram, czy to normalne 02.03.09, 15:00
      > Zauwazylam, ze z tym przyjacielem
      > spedza wiecej czasu niz ze mna.

      to proste - jest kryptogejem, za chwilę wyjdzie z podziemia.

      a tak serio - dziwny związek
      • rubina80 Re: Ja sie niepotrzebnie staram, czy to normalne 02.03.09, 15:12
        Ja naprawde czasami mysle , ze oni moga byc gejami. Ich przyjazn
        jest prawie jak zwiazek, tyle ze bez seksu. Przynajmniej oficjalnie.
        Nieoficjalnie - oni wiedza.

        Rzeczywiscie dziwny. On jest zbyt ostrozny, zbyt sie boi i wacha.
        Nie jest mi latwo ciagle akceptowac i tolerowac. To nie ma sensu.

        Albo on chce tak jak ja albo wcale.

        Wychodzilam jednak zawsze z tego zalozenia, ze nic na sile i nie
        chce byc jedza. Ale takie zachowanie daje do zrozumienia.
        Najdziwniejsze jest to, ze on chce nadal byc ze mna, ale nie chce
        sie zmienic. Twierdzi ze ja musze zaakceptowac wszystko tak jak jest
        a nie zadac.

        Dlaczego wszystko musi byc tak cholernie skomplikowane w tym
        cholernym zyciu...

        Pocieszam sie jeszcze tym, ze tysiace innych kobiet i mezczyzn
        przerabia podobne sytuacje.

        No coz.
        • tytus_flawiusz Re: Ja sie niepotrzebnie staram, czy to normalne 02.03.09, 15:16
          > Dlaczego wszystko musi byc tak cholernie skomplikowane w tym
          > cholernym zyciu...

          życie jest banalnie proste, to my je sobie komplikujemy
          np. takimi dziwacznymi sytuacjami jak Twoja, na siłę nazywając "związkiem" w
          sumie luźną znajomość
          • rubina80 Re: Ja sie niepotrzebnie staram, czy to normalne 02.03.09, 15:37

            >
            > życie jest banalnie proste, to my je sobie komplikujemy
            > np. takimi dziwacznymi sytuacjami jak Twoja, na siłę
            nazywając "związkiem" w
            > sumie luźną znajomość


            Prawda.
            Najlepiej nie brac wszystkiego, co nas dreczy zbytnio do serca i z
            zalem, ale stanowczo, bez oczukiwania samego siebie podejmowac
            decyzje...

            Tytus - cos do ciebie. Jestem tu na forum takze pod inym nikiem i
            udzielam sie na forum mezczyzna i paru innych, ale musze ci
            powiedziec ze pod tamtym strasznie mnie raz zdenerwowales i dalam ci
            niezle popalic. ;-)
            Ale dzisiaj jest jakos inaczej. Mniejsza z tym.
            • tytus_flawiusz Re: Ja sie niepotrzebnie staram, czy to normalne 02.03.09, 15:38
              rubina80 napisała:


              > Tytus - cos do ciebie. Jestem tu na forum takze pod inym nikiem i
              > udzielam sie na forum mezczyzna i paru innych, ale musze ci
              > powiedziec ze pod tamtym strasznie mnie raz zdenerwowales i dalam > ci niezle
              popalic. ;-)
              > Ale dzisiaj jest jakos inaczej. Mniejsza z tym.

              pomyłka ;-), jestem mono-niczny
              • rubina80 Aha... i wszystko jasne... 02.03.09, 15:44

                >
                > pomyłka ;-), jestem mono-niczny

                Hmm...
                I wszystko jasne... ;-)

                A tak na serio - czemu wydaje mi sie ze ty tu jestes ZAWSZE ?
                • tytus_flawiusz Re: Aha... i wszystko jasne... 02.03.09, 15:45
                  rubina80 napisała:

                  > A tak na serio - czemu wydaje mi sie ze ty tu jestes ZAWSZE ?

                  bo masz obsesje, albo się we mnie podkochujesz, co na jedno wychodzi
                  • rubina80 Myslisz...? 02.03.09, 16:05

                    A moze i sie podkochuje. Nie wiem. Malo Cie znam. Wcale Cie nie znam.



                    Tak mi sie jakos wydaje ze czesto tu bywasz i generalnie bardzo
                    aktywnie sie na tych forach udzielasz. Czasami bardzo wsciekle, ale
                    nawet kiedy Cie raz zbluzgalam - w gruncie rzeczy rozbawilam sie
                    Twoim postem. Kto wie, moze kiedys Ci powiem kim ja tu jestem.
                    Ten nik jest trasznie stary, jeszcze z glupowatych mlodzienczych
                    czasow. Nie - on nawet jest zarezwerwowany na glupie posty... :-)
                    Lepiej nie czytaj tych starych... ;-)


        • brak.polskich.liter Re: Ja sie niepotrzebnie staram, czy to normalne 02.03.09, 15:22
          rubina80 napisała:

          > Dlaczego wszystko musi byc tak cholernie skomplikowane w tym
          > cholernym zyciu...

          Nie wszystko jest skomplikowane. Niektore rzeczy sa bardzo proste - tyle, ze
          niektorzy ludzie lubia je sobie komplikowac.

          Mam fundamentalne potrzeby, bez zaspokojenia ktorych nie bede szczesliwa i
          spelniona. W zwiazku z tym od partnera oczekuje ... (wpisz). Pan spelnia te
          oczekiwania? Super. Nie spelnia? Zegnam pana. Spelnia ich czesc? Mozemy
          negocjowac, isc na kompromisy, pracowac nad zwiazkiem, whatever.
          To samo idzie w druga strone, zastrzegam.

          Po prostu przy niedopasowaniu w kwestiach zasadniczych zwiazek padnie. Albo -
          nie padnie, ale co najmniej jedna ze stron bedzie cholernie nieszczesliwa.
    • brak.polskich.liter Re: Ja sie niepotrzebnie staram, czy to normalne 02.03.09, 15:14
      Jak w tytule - niepotrzebnie sie starasz.
      Mozesz sie calkowiecie wyprztykac z zasobow (pomyslow na spedzenie wolnego
      czasu, uwagi, jaka poswiecasz panu, energii, itp), a i tak nic sie nie zmieni.
      Tylko sie po drodze nieco sfrustrujesz i wyeksploatujesz. Krowa konia nie
      urodzi, mentalny kapec nie stanie sie aktywnym, dbajacym o zwiazek i potrzeby
      swojej kobiety kolesiem.

      Chcesz reszte zycia spedzic na kanapie przed tiwi? Jesli tak, to idz w to, jak w
      dym.
      W przeciwnym wypadku odpusc sobie faceta - 32 lata to troche za wczesnie na
      mentalnosc emeryta.
      • rubina80 em, wiem... 02.03.09, 15:31
        Wiem, wiem...
        Zdaje sobie sprawe, ale nie chcialam byc tchorzem i obserwowalam,
        dawalam temu zwiazkowi szanse i co nie tylko. NIe jest tez zupelnie
        zle. On kiedy jestesmy razem, wrecz klei sie do mnie, okazuje
        czulosc. Generalnie jest czlowiekiem ktore nie potrai planowac, nie
        lubi podejmowania decyzji bez powrotu, nie potrafi tez o cos
        walczyc.Na poczatku nawet nie byl w stanie rozmawiac na temat uczuc.
        Teraz przynajmniej rozmawiamy. Znowu stary, znany poemat - pan mial
        ciezkie dzicinstwo z ojcem alkoholikiem, poklocony jest z bratem itd
        itp. Ciezki orzech do zgryzienia.
        Najgorsze jest to, ze my partnerzy takich ludzi zdajemy sobie z tego
        sprawe ale ciezko jest to przeksztalcic w rzeczyistosc, powiedziec,
        nie i koniec. Nie chce tez tak radykalnie, bo w zyciu czlowieka sa
        fazy ( abo jestem naiwna ) i moze on jeszcze nie jest gotowy...
        Postanowilam sie zajac swoimi sprawami w 200 % i nie myslec zbytnio.
        Nie - poprawiam. Oczywiscie ze mysle, ale postanowilam akceptowac te
        moje ( nasze ) babskie, czasem glupowate mysli...

        Pozdrawiam...
        • ferro2 Re: em, wiem... 02.03.09, 15:35
          sama juz sobie odpowiadasz, kochasz tego kogos, nie chcesz nic zmienic, chyba Ci
          to odpowiada, tylko chcesz o tym innym ludziom opowiedziec. Jak dla mnie to nie
          ciekawa masz perspektywe, ale chyba juz wybralas. Powodzenia.
          • rubina80 Re: em, wiem... 02.03.09, 15:40
            No bez przesady. Jestem zakochana i mam anielska cierpliwosc, ale
            nie chce robic z siebie meczennicy. A pozatym - moment.... Im wiecej
            takich nieprzyjemnych sytuacji, tym mniejsza staje sie ta chec do
            tej innej osoby. Jestem niezadowolona , byc moze lekko sfrustrowana,
            ale nie totalna frustratka....

            Mysle, ze jakos z tego wyjde, ale masz racje - chce mi sie o tym
            opowiedziec, bo ja to pojmuje, ale tego pomimo nie rozumiem...


            ferro2 napisała:

            > sama juz sobie odpowiadasz, kochasz tego kogos, nie chcesz nic
            zmienic, chyba C
            > i
            > to odpowiada, tylko chcesz o tym innym ludziom opowiedziec. Jak
            dla mnie to nie
            > ciekawa masz perspektywe, ale chyba juz wybralas. Powodzenia.
            • brak.polskich.liter Re: em, wiem... 02.03.09, 15:43
              rubina80 napisała:

              > Jestem niezadowolona , byc moze lekko sfrustrowana,
              > ale nie totalna frustratka....

              Kwestia czasu, moja droga. Kwestia czasu li i jedynie.
            • pusinella Re: em, wiem... 02.03.09, 15:44
              rubina
              wiesz, jesteś z nim rok, więc póki co jest to niezadowolenie, które się z czasem
              zamieni w coś co strawi Cię od środka
              jak chce się odejść to zawsze jest myśl .. że można trafić gorzej i szuka w tym
              obecnym zalet
              a nie ma się co zastanawiać :) tego kwiatu jest pół światu :)
              a wydajesz się nie być pustostanem więc nie wiem na co czekasz
              gdzieś tam czeka jakiś miły dawca :) ... nie trać czasu

              • rubina80 Re: wiem, wiem... 02.03.09, 15:50
                Wiem.... Ja naprawde zdaje sobie z tego sprawe.
                Kwaitu jest polswiatu - tylko moja kochana - z natspnym panem
                pojawia sie nastepne problemy. I co wtedy? Tez sobie powiem, ze tego
                kwiatu jest polswiatu?

                Ale ja rzeczywiscie nie chce sie meczyc. Bo prawda jest taka, ze
                lepiej byc samemu ale jako tako zadowolonym, bo nie sfrustrowanym z
                niezadowolenia niz tkiwc i zastanaiwac sie - dlaczego.
                zabawne jest ze dla niego wszystko jest w najlepszym pozadku i on
                nie wie czemu ja jestem niezadowolona... No pewnie...

                W sumie mezczyzna i kobiety wcale do siebie nie pasuja...
                Pozdrawiam wszystkich...
                • pusinella Re: wiem, wiem... 02.03.09, 15:56
                  nie bądź taką pesymistką :)
                  jestem od Ciebie młodsza troszku - ale to nic :)
                  mieszkałam już z dwoma facetami z jednym 2 lata z drugim rok
                  od jednego wyniosłam się jak był w pracy od drugiego jak poszedł na siłownie :)
                  bez gadania, jęczenia, smęcenia

                  jakbym wtedy się zastanawiała że trzeba będzie się oswajać z następnym to
                  dzisiaj byłabym siwą pomarszczoną znerwicowaną 25latką :)

                  nastawiasz się na nowy etap w życiu, klapy na oczy i wio

                  • brak.polskich.liter Re: wiem, wiem... 02.03.09, 16:03
                    pusinella napisała:

                    > nastawiasz się na nowy etap w życiu, klapy na oczy i wio

                    Ale najpierw do psychologa, radzilabym.
                    Bo inaczej jest spora szansa, ze autorka wybierze sobie kolejny odpad atomowy z
                    trudnym dziecinstwem czy cholera wie czym i bedzie go pielegnowac, marnujac
                    sobie kolejnych kilka lat zycia.
                    A ¨z deszczu pod rynne¨ to nie jest najlepsza strategia.
                  • rubina80 Re: wiem, wiem... 02.03.09, 16:10

                    > od jednego wyniosłam się jak był w pracy od drugiego jak poszedł
                    na siłownie :)
                    > bez gadania, jęczenia, smęcenia

                    Napewno byli zaskoczeni... ;-)

                    Ale no powiedz sama - czyz swiat nie jest pelny, wrecz przepelniony
                    facetami do nieczego. Czy to my jestesmy tak malo roztropne i sie na
                    nich godzimy...? Dlaczego ja - pani madrala - zatrowam zycie
                    prawdziwemu dzentelmenowi ktory sie o mnie stara ciagle go odzucajac
                    ( bo jest zerem w luzku... bez jakiejkolwiek nadzieji na
                    polepszenie. ),a zajmuje sie 32latkiem z jakim zaburzeniem...

                    Cos jest nie tak.

                    Ale - nie bede sie rozczulac. Teraz to ja sie rozgladne za
                    kochankiem. Bez zadnych tam uniesien, uczuc. Po prostu kochanek.
                    • pusinella Re: wiem, wiem... 02.03.09, 16:19
                      nie ma czegoś takiego jak zero w łóżku !!
                      sex to sport... trening czyni mistrza!
                      trzeba było go troszkę poterroryzować w wyrku i zaraz by się podszkolił, a jak
                      miał małego siura to można zawsze zastosować zabieg elongacji prącia :)
                      dlaczego masz cierpliwość dla emocjonalnego pustostanu a nie miałas cierpliwości
                      żeby nauczyć kogoś wartościowego podstawowych zasad chędorzenia??

                      znacznie łatwiej zmienić umiejętności i przyzwyczajenia łóżkowe
                      niż charakter lub wybielić traumy z dzieciństwa

                      no chyba że ktoś lubi kupcię na klatę to można nie podołać :) - jak się nie lubi ;p

                      nie, nie uważam żeby świat był przepełniony facetami do niczego
                      jest na tyle fajny że każdy może wybrać coś dla siebie

                      chciałabyś żyć w czasach kiedy tatuś wybrałby Ci męża.. starego kutafona z
                      majątkiem, któremu wali z gęby ?? bo ja nie

                      cieszę się ze swoich doświadczeń i tego że spotykam ludzi fajnych i nie fajnych
                      • rubina80 Re: wiem, wiem... 02.03.09, 16:27

                        > nie ma czegoś takiego jak zero w łóżku !!

                        Uwierz mi - on jest zerem. Probowalam go nauczyc. Potrzebuje trzech
                        minut, nie umie sie calowac i ma malusienkiego siureczka.
                        Prosilam go, aby cos zrobil - dal klapsa, pociagnal za wlosy- efekt?
                        Ja sie smialam... Szkoda slow... Ale rzeczywiscie - jest cholernie
                        wartosciowym czlowiekiem.

                        > sex to sport... trening czyni mistrza!
                        > trzeba było go troszkę poterroryzować w wyrku i zaraz by się
                        podszkolił, a jak
                        > miał małego siura to można zawsze zastosować zabieg elongacji
                        prącia :)
                        > dlaczego masz cierpliwość dla emocjonalnego pustostanu a nie
                        miałas cierpliwośc
                        > i
                        > żeby nauczyć kogoś wartościowego podstawowych zasad chędorzenia??
                        >
                        > znacznie łatwiej zmienić umiejętności i przyzwyczajenia łóżkowe
                        > niż charakter lub wybielić traumy z dzieciństwa
                        >
                        > no chyba że ktoś lubi kupcię na klatę to można nie podołać :) -
                        jak się nie lub
                        > i ;p
                        >
                        > nie, nie uważam żeby świat był przepełniony facetami do niczego
                        > jest na tyle fajny że każdy może wybrać coś dla siebie

                        W sumie tak... Ale jednak nie jest tak latwo...
                        Ach - jest tyle innych fajnych rzeczy na tym swiecie. po co
                        zamrtwiac sie zwiazkami i mezczyznami...?

                        > chciałabyś żyć w czasach kiedy tatuś wybrałby Ci męża.. starego
                        kutafona z
                        > majątkiem, któremu wali z gęby ?? bo ja nie


                        Nie, no co Ty... Ale i dzisiaj nie brak komicznych egzemplarzy. MOze
                        nie od razu z majatkiem i smierdzacymi zebami, ale cos w tym
                        rodzaju. Sa tez fajni . Oczywiscie.
                        > cieszę się ze swoich doświadczeń i tego że spotykam ludzi fajnych
                        i nie fajnych

                        Postaram sie tez zaczac cieszyc z tych nie fajnych.
        • brak.polskich.liter Re: em, wiem... 02.03.09, 15:42
          > Generalnie jest czlowiekiem ktore nie potrai planowac, nie
          > lubi podejmowania decyzji bez powrotu, nie potrafi tez o cos
          > walczyc.

          I co? Widzisz swoje szczescie u boku kogos takiego? Kogos, kto nawet nie potrafi
          zawalczyc o cos cennego?

          > pan mial
          > ciezkie dzicinstwo

          Jak spora czesc z nas.
          32 lata to juz duzy chlopczyk. Gdyby chcial swoje problemy rozwiazywac, ruszylby
          tylek, poszedl na terapie dla DDA, czy poczytal jakies sensowne ksiazki, czy w
          inny sposob pracowal nad swoimi deficytami.
          Slowem, COS robil.
          Dorosly czlowiek powinien umiec radzic sobie z traumami dziecinstwa i
          przepracowywac swoje problemy.

          Natomiast zaintrygowalo mnie jedno: coz TOBA jest nie tak, ze zainteresowal Cie
          koles, ktory nawet nie byl w stanie wyrazac swoich emocji? I to zainteresowal na
          tyle, ze wlazlas w ten zwiazek i matkujesz chlopczykowi? I ze Cie taka relacja
          (matka-pokaleczony chlopczyk) satysfakcjonuje? Co Ci to zalatwia, ze w tym
          siedzisz, zamiast poszukac faceta, dla ktorego bylabys partnerka, a nie
          namiastka mamuski?

          > Postanowilam sie zajac swoimi sprawami w 200 % i nie myslec zbytnio.
          > Nie - poprawiam. Oczywiscie ze mysle, ale postanowilam akceptowac te
          > moje ( nasze ) babskie, czasem glupowate mysli...

          To nie sa glupkowate mysli. To jest dzwonek alarmowy. Przemysl to.
          • rubina80 Re: em, wiem... 02.03.09, 16:01

            > I co? Widzisz swoje szczescie u boku kogos takiego? Kogos, kto
            nawet nie potraf
            > i
            > zawalczyc o cos cennego?

            Pewnie ze nie jak i neguje wszystko inne, co mi przeszkadza, Ale
            wiesz, ze potrzeba czasu aby z tym sobie poradzic. To moze ptrwa
            tydzien, lub miesiac zanim stane sie absolutnie obojetna, choc
            powiem ci ze wlasciwie o tym tu z wami dyskutuje, ale zeby mnie to
            bolalo... to juz mniej. To raczej gorzkie rozczarowanie.

            >
            > > pan mial
            > > ciezkie dzicinstwo
            >
            > Jak spora czesc z nas.
            > 32 lata to juz duzy chlopczyk. Gdyby chcial swoje problemy
            rozwiazywac, ruszylb
            > y
            > tylek, poszedl na terapie dla DDA, czy poczytal jakies sensowne
            ksiazki, czy w
            > inny sposob pracowal nad swoimi deficytami.
            > Slowem, COS robil.
            > Dorosly czlowiek powinien umiec radzic sobie z traumami
            dziecinstwa i
            > przepracowywac swoje problemy.

            Prawda. Tez mu to powiedzialam, ze nie mozna calego zycia tlumaczyc
            felernym dziecinstwem - ktore rzeczywiscie mial prawie kazdy z nas.
            Ach on generalnie rozczula sie nad soba dosc mocno.

            >
            > Natomiast zaintrygowalo mnie jedno: coz TOBA jest nie tak, ze
            zainteresowal Cie
            > koles, ktory nawet nie byl w stanie wyrazac swoich emocji? I to
            zainteresowal n
            > a
            > tyle, ze wlazlas w ten zwiazek i matkujesz chlopczykowi? I ze Cie
            taka relacja
            > (matka-pokaleczony chlopczyk) satysfakcjonuje? Co Ci to zalatwia,
            ze w tym
            > siedzisz, zamiast poszukac faceta, dla ktorego bylabys partnerka,
            a nie
            > namiastka mamuski?


            Wiesz - to nieprawdopodobne, ale my rzeczywiscie nieswiadomie
            przejmujemy jakies role. Rozpoznaje w tym cos z mojego ojca, cos z
            jego maki i jego ojca... To zaskakujace.
            A jeszcze bardziej zaskakujace jest to, ze czeka na mnie mezczyzna
            ktory jako partner jest idealny. Niestety - w luzku totalnym
            zerem... Nie pisz ze mozna go nauczyc. Nie w tym przypadku nic nie
            pomoze. Jedynie dobry kochanek. No chyba ze zostawilabym sobie tego
            ktorego mam na kochanka, ale on twierdzi z kolei ze nie chce wolnego
            zwiazku... :-) Zrozum tu czlowieka. Moze to dla nas ludzi wyzwanie -
            starac sie o cos co niedostepne, a to co prezentuje sie dla nas na
            srebrnym, ba - zlotym talerzu - wydaje sie po prostu nudne i nie
            warte zachodu ... ?
            Psychologia to prawdziwa nauka... ;-)
            >
            > > Postanowilam sie zajac swoimi sprawami w 200 % i nie myslec
            zbytnio.
            > > Nie - poprawiam. Oczywiscie ze mysle, ale postanowilam
            akceptowac te
            > > moje ( nasze ) babskie, czasem glupowate mysli...
            >
            > To nie sa glupkowate mysli. To jest dzwonek alarmowy. Przemysl to.
            >


            Wlasnie jestem w trakcie przemyslania i jestem wdzieczna samej sobie
            za swiadomosc sytuacji. Nie jest przyjemnie, ale trzeba to
            rozwiazac. Zycze tego kazdej osobie tkwiacej w zagmatwanej
            sytuacji...

            Pozdrawiam
            • brak.polskich.liter Re: em, wiem... 02.03.09, 16:09
              rubina80 napisała:

              > Prawda. Tez mu to powiedzialam, ze nie mozna calego zycia tlumaczyc
              > felernym dziecinstwem - ktore rzeczywiscie mial prawie kazdy z nas.
              > Ach on generalnie rozczula sie nad soba dosc mocno.

              Tym bardziej go kopnij. Wygodnicki, pasywny mazgaj. Fuj.


              > A jeszcze bardziej zaskakujace jest to, ze czeka na mnie mezczyzna
              > ktory jako partner jest idealny. Niestety - w luzku totalnym
              > zerem... Nie pisz ze mozna go nauczyc.

              Nie napisalabym. Bo na ogol nie mozna.

              > Nie w tym przypadku nic nie
              > pomoze. Jedynie dobry kochanek. No chyba ze zostawilabym sobie tego
              > ktorego mam na kochanka, ale on twierdzi z kolei ze nie chce wolnego
              > zwiazku... :-) Zrozum tu czlowieka.

              Sluchaj - a nie prosciej byloby poszukac faceta i dobrego w lozkowe klocki, i
              niewybrakowanego emocjonalnie?

              Rowniez pozdrawiam i dobrych decyzji zycze.
              • rubina80 Re: em, wiem... 02.03.09, 16:15

                >
                > Tym bardziej go kopnij. Wygodnicki, pasywny mazgaj. Fuj.

                Dobra- on ma zalety i byloby go za co chwalic. Ale dotyczy to tylko
                i wylacznie zycia zawodowego. Emocjonalne - jest katastrofa. Pozatym
                podejrzewam ze ten jego najlepszy przyjaciel jest gejem i chyba go w
                to wciaga.
                >
                >
                > > A jeszcze bardziej zaskakujace jest to, ze czeka na mnie
                mezczyzna
                > > ktory jako partner jest idealny. Niestety - w luzku totalnym
                > > zerem... Nie pisz ze mozna go nauczyc.
                >
                > Nie napisalabym. Bo na ogol nie mozna.


                Niestety.... Wszystkiego miec nie mozna...


                > > Nie w tym przypadku nic nie
                > > pomoze. Jedynie dobry kochanek. No chyba ze zostawilabym sobie
                tego
                > > ktorego mam na kochanka, ale on twierdzi z kolei ze nie chce
                wolnego
                > > zwiazku... :-) Zrozum tu czlowieka.
                >
                > Sluchaj - a nie prosciej byloby poszukac faceta i dobrego w
                lozkowe klocki, i
                > niewybrakowanego emocjonalnie?


                Wiesz moja droga - poszukac mozna. No pewnie. Ale znalezc - o to
                jest sztuka. Ja odkad przestalam szukac - spotkalam wlasnie tego.

                Ale nie trace wiary na znalezienie naprawde fajnego faceta.

                > Rowniez pozdrawiam i dobrych decyzji zycze.

                Dziekuje & wzajemnie.
              • pusinella Re: em, wiem... 02.03.09, 16:24
                jak to nie można ???

                można można :))

Inne wątki na temat:
Pełna wersja