sweetjoyce
09.03.09, 10:57
sorry, ale muszę się pożalić...
Obiecałam sobie, że wytrzymam, ale nie wytrzymuję...
Brat męża - facet 25 lat, pracuje, zarabia niezle (0 kosztów
utrzymania, bo mieszka z rodzicami), więc wszystko ma na swoje
potrzeby i studiuje...w miejscowosci w której my z mężem mieszkamy.
Jego uczelnia i nasze mieszkanko jest oddalone od jego rodzinego
domu o 30 min. jazdy samochodem i jemu nie opłaca się po zajeciach
wracac do domu tylko nocuje u nas;( Zajęcia ma zawsze od piątku do
niedzieli 2 albo czasem 3 razy w miesiącu czyli siedzi u nas przez 3
dni co najmniej 2 razy w miesiącu....
na początku jeszcze to było znośne...
najpierw bo nie ma samochodu, pózno kończy i nie będzie się tłukl
autobusami
samochód kupili ale niech narazie śpi, a jak założa gaz to będzie
taniej to bedzie już dojeżdzał...
założyli gaz to mówią (brat, jego rodzice i mój mąż) że nie opłaca
mu się tak jeżdzić!!!!!
Co mi przeszkadza?
niby jest tak, że pózno kończy, potem rano zaczyna to nie opłaca mu
się jechać, tylko, że on zazwyczaj kończy wczesniej np. o 16 i
przychodzi i siedzi...ostatnio skończył o 14 i tez przyszedł - do
domu nie pojechał, a "bo mu się nie chciało", bo ma na rano do
szkoły... a jak się okazało nastepnego dnia rano mial na 11 ???
Powiedzcie proszę czy to naprawdę aż taaaaaki problem jechać do
domu - chodzi o czas (pół godzinki) czy o pieniądze?????? bo już nie
czaję;( Kiedys mial wrócić o 21 ze szkoły więc poszlismy z mężem do
znajomych - on dzwoni po 19, że juz skończył i gdzie jestesmy???? no
to mąz oczywiście szybko, szybko bo do domu, ale zanim poubieralismy
dzieci, zanim doszlismy do domu....to brat czekal na nas na klatce
co najmniej poł godziny...w tym czasie dojechałby już do domu, ale
oczywiście nie, bo mu się nie opłaca;(((
Po każdej takiej wizycie brata zawsze zostają (albo w łazience, albo
w pokoju, albo w jakimś kącie) brudne skarpetki - szlag mnie trafia
, mówiłam męzowi o tym, mąż go opieprzył nie raz, a on " sorry
zapomniałem" i tak zapomina za każdym razem:( poza tym przed
zajęciami przynosi do domu swoje rzeczy...i potem przychodzi co
chwila bo czegoś zapomnial wziąć z plecaka - i jestem "uwiązana",
wyjde z dziecmi na spacer to on zaraz dzwoni "gdzie jestes?" bo mu
coś tam potrzeba...i musze wracac do domu, wiem mogę powiedzieć że
nie przyjde do domu bo dopiero wyszłam, ale jak on chce indeks czy
jakąs tam książke to nie chce być wredna bratowa i wracam sie do
domu ;( Wkurza mnie, że bierze mój laptop bez pytania, że kładzie
swoją szczoteczke do żebów w naszym kubku na szczoteczki, że używa
naszych ręczników ( choc naszykuje mu czysty), że uzywa męża
kosmetyków, że jak zapomni sobie wziąć ubranie na zmiane z domu, to
bierze wszystko z szafy od męża, wkurza mnie, że jak ugotuję więcej
obiadu to on je na miescie pizze, bo mówi, że nie miał czasu przyjść
do domu i zjeść, a jak ostatnio miałam obiad z dnia poprzedniego i
akurat miałam tylko dla nas obiad - to on przyszedł
straaaaaaaaasznie głodny ;(((((Nie ma problemu z ugotowaniem dla
niego, nie żałuje mu, ale niech okresli się czy zje u nas czy nie,
bo ja potem albo musze wyrzucać, albo jest "problem" bo nie ma dla
niego kotleta. Jak ostatnio maż mu zwrócił uwagę, żeby nie wchodził
w butach do domu, to powiedział "nie przesadzaj" na co mąż się
wkurzył i coś tam mu nagadał, to potem chodził niby obrazony i robił
aluzję " nie będę wchodził bo nie chcę nabrudzić"...mnóstwo takich
sytuacji od ponad dwóch lat sie nazbierało, pocieszam się tylko, że
jeszcze TYLKO pól roku ;))) i obiecałam sobie, że wytrzymam te pól
roku....ale ciężko, mąż mówi, ze rozumie, że może mi to
przeszkadzać, że rozumie że jego brat ma ciezki charakter, potrafi
go opieprzyc jak nie posprzata po sobie czy coś, ale jednocześnie
nie potrafi powiedzieć bratu żeby jechal do domu,bo mówi że to jego
brat! ja zreszta też nie chce by teście się obrazli ( a obrazili by
się na pewno!)
poradzcie proszę, co robić by jednocześnie nie obrazic nikogo i żeby
dla nas to nie było takie uciążliwe???????