eivera
20.03.09, 09:36
Nie "zjedzcie" mnie panowie żywcem , ale potrzebuję męskiego punktu
widzenia.
Streszczę maksymalnie problem.
Ja i mój facet - ludzie dorośli, po przejściach, podobno poważni,
oboje z dziećmi z poprzednich związków. Razem prawie 1,5 roku,
naprawdę dobrze spędzone razem, plany na przyszłość, walka o
widzenia z jego dziećmi, walka o akceptację jego osoby przez moje
dziecko - obie walki wygrane.
Jestem jedyną kobietą, która została oficjalnie przedstawiona jego
dzieciom, a był sam ładnych kilka lat.
Pan niedawno zmienił pracę. Przyznam, że trochę mu marudziłam,
ponieważ praca średnio mi sie podoba - dużo wyjazdów, a ja to źle
znoszę (niestety, mam bardzo złe doświadczenia z przeszłości).
Ostatnio bardzo sie starałam nie zatruwać mu życia na szkoleniach,
ale niestety w piątek , kiedy wrócił z kolejnego (zagranicznego)
szkolenia, coś palnęłam wkurzona przez telefon i... doopa :((
Wyłaczył wszystkie telefony, napisał, że ma dość i chce się rozstać,
i przyjedzie nazajutrz po swoje rzeczy (min. narty)... I nie
przyjechał.
Od tygodnia nie pisze, nie dzwoni, nie odbiera moich telefonów, nie
daje znaku życia, a siedzi znowu zagranicą na następnym szkoleniu :
(((
Ja przestałam pisać i dzwonić... i nic...
Nie wiem nawet dokładnie, gdzie jest :(
Nie wiem, kiedy wraca, czy dzisiaj czy jutro i czy się odezwie...
Najgorsze jest to, że nie mam pojęcia, czy jak wróci to dalej będzie
chciał się rozstać... Zachowuje sie wyjątkowo podle, wiedząc, jak ja
bardzo cierpię w takich sytuacjach... I niestety, nie jest to
pierwszy numer tego typu, tylko do tej pory takie milczenie trwało
jeden-dwa dni góra... a tu już tydzień...
Nie wiem, co mam myśleć. Czy takie zachowanie jest typowe dla
dojrzałego faceta? I dlaczego nie przyjechał po swoje rzeczy, jak
zapowiadał? Miał czas, żeby to zrobić.
Czy któryś z panów wyjaśni mi, co mam robić?