bialy_kocur
22.04.09, 22:44
Zauważyłem ostatnio ciekawe "zjawisko". Otóż jedna z moich dobrych znajomych
(śmie twierdzić że przyjaciółka),ma faceta który notorycznie znęca się nad nią
psychicznie, co bądź czasem fizycznie. Są to zwyczajne związki. Co ciekawe,
raz się rozchodzą zaraz, któryś z facetów biegnie przepraszać i tak kilka razy
w roku. Nie potrafię tego pojąć, kumpela -inteligentna dziewczyna, studiująca
trudny kierunek, niebywale atrakcyjna a spotyka się nadal z takim gburem.
Aktualnie się rozstali, ale o zgrozo spotykają się ciągle a nawet ze sobą
sypiają. Gdzie tu logika?? Facet traktuje ją jak SZMATĘ, wyżywa na niej swoje
frustracje. Ona? Ślepo zapatrzona, nie da sobie wmówić że jest w toksycznym
związku/znajomości (czymkolwiek to można nazwać). Czy zawsze musi być tak że
rozum przychodzi kiedy jest za późno??
Niby to nie moja sprawa, ale nie raz byłem świadkiem tych zajść. Wiem że te
zjawisko jest dość częste. Ludzie się nie zmieniają, dam głowę że teraz są
słowa a później będzie przemoc i zgrzytanie zębami. Myślicie że warto
ingerować ? Czy pózniej tylko mówić "a nie mówiłem?".