Gość: Wakat
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
08.12.03, 18:11
Jak rozpoznać chorobę? To często trudne. U niektórych zaczyna się nagle:
ktoś, kto poprzedniego dnia był w świetnym nastroju, budzi się rano głęboko
przygnębiony. U innych smutek narasta powoli. Dni, tygodnie, miesiące. Krok
po kroku - coraz trudniej jest żyć, coraz mniej rzeczy cieszy. I nagle
człowiek, który do tej pory patrzył na życie z optymizmem, traci swój świat.
Zaczyna wycofywać się z kontaktów z otoczeniem. Sądzi, że nie będzie w stanie
podtrzymać rozmowy albo że ktoś zauważy jego problemy. Często zdarza się też,
że choroba ukrywa się pod maską innych dolegliwości: bóli, bezsenności,
obsesji. Pojawiają się kłopoty z pamięcią i koncentracją. Często dołączają do
tego problemy z potencją, a to tylko wzmaga frustrację. U niektórych zdarza
się tylko jeden taki epizod w życiu, u innych ten stan może ciągnąć się
latami.
Mężczyźni często padają ofiarą stereotypów społecznych - mówi doktor Michał
Skalski, psychiatra z Akademii Medycznej w Warszawie. - Przecież mają być
silni. Nie powinni okazywać słabości. Kobieta może sobie pozwolić na płacz,
opowieści o swoich uczuciach. Dlatego u mężczyzny depresja przywdziewa
często "maskę". Facet może swoje frustracje rozładować gniewem i często mu
się to zdarza. Staje się nerwowy, poirytowany. Nie przyznaje się, że czuje
się gorszy, niepełnowartościowy, że jest mu wstyd, iż martwi go utrata pracy,
odejście żony. Często winę za poczucie beznadziei czy bezwartościowości
mężczyźni w odróżnieniu od kobiet przypisują otoczeniu - kobiety częściej
szukają winy w sobie. Panowie doprowadzają do konfliktów, atakują, gdy czują
się zranieni, zachowują się wrogo, boją się mówić o swojej słabości. Unikają
rodziny, popadają w pracoholizm.
Często szukają pomocy w alkoholu, narkotykach, seksie, hazardzie. Gdy to nie
pomaga (a rzadko pomaga), niektórzy chorzy dochodzą do wniosku, że ich
depresja nigdy nie przejdzie, i pogrążają się w jeszcze większej rozpaczy.
Zwykle osoby, które same nie doświadczyły tego stanu, nie umieją wyobrazić
sobie, co czuje chory na depresję. Często myślą, że to lenistwo, chwilowa
słabość, bezradność, ucieczka od problemów. Bardzo często zdarza się, że żona
mówi do męża, który ma depresję: "Weź się w garść. Idź do roboty, bo cię
wyleją", "Przestań pić, bo cię zostawię". A to tylko pogarsza sprawę. Brak
zrozumienia powoduje, że chory stara się ukryć swój stan. Maskuje się tak, że
patrząc z boku, nie dostrzeżemy lęku, zniechęcenia. A tymczasem on boi się
kompromitacji i sprawienia zawodu najbliższym. Jest też jednak sporo takich,
u których choroba postąpiła już tak daleko, że nie są w stanie podołać swoim
obowiązkom. Przerywają pracę, znikają z pola widzenia kolegów i znajomych,
izolują się. Ta choroba nie zależy od niczyjego widzimisię. To zaburzenie
działania mózgu.
Co o tym sądzicie?