van_buuren
08.06.09, 09:51
Zaczęło się ponad rok temu.Pierwsza moja myśl na jej widok-matka moich
dzieci...Zaczęliśmy się spotykać dość często.Potem były wyjazdy po całej
europie a z czasem po świecie.Przeżyliśmy piękne chwile.Zastanawiałem
się,gdzie Ona była wcześniej??
I w pewnym momencie czar prysł...Zauważyłem,że każde moja wizyta u
niej,podniecała mnie coraz to mniej a irytowała bardziej...Nudziła
mnie..Kłóciliśmy się codziennie o byle..Pewnej kłótni nie wytrzymałem i
zabrałem swoje rzeczy.Po 7 dniach "ciszy" (jesteśmy zbyt dumni aby się do
siebie odezwać) , telefon od niej-"musimy się spotkać" (byłem w szoku,że
zdecydowała się na telefon).W czasie spotkania jej słowa zabrzmiały jak
wyrok-"zarodek ma 8mm i już bije serduszko-7 tydzień".Oczywiście o usunięciu
nie ma mowy...
Nie kocham jej,wręcz od jakiegoś czasu nienawidzę a będę z nią związany do
końca życia.Bóg tak chciał???