Małżeński problem

25.06.09, 14:01
Jestem załamana. Mój związek trwa 7 lat, parę tygodni temu pobraliśmy się.
Jestem w 7 miesiącu ciąży. Jesteśmy parą dość niekonwencjonalną, przez te
wszystkie lata byliśmy bardzo blisko siebie, ale były okresy kiedy dawaliśmy
sobie dużo przestrzeni. Ze względu na specyfikę mojego zawodu od paru lat
zawsze wyjeżdżałam w sezonie letnim. Od początku ciąży jestem na utrzymaniu
męża, nie pracuję i oczekuję na dziecko. Bardzo się cieszę, że się wkrótce
pojawi na świecie, ponieważ od dłuższego czasu po prostu o nim marzyłam.
Ciąża była wpadką, chociaż mój mąż zawsze liczył się z taką możliwością i
mówił, że kiedy to nastąpi to zwyczajnie będziemy mieli dziecko. Ślub nastąpił
jakby w naturalnej konsekwencji mojego stanu. Bardzo się kochaliśmy i
przeszliśmy ze sobą już wiele i jakoś nigdy nie dopuszczaliśmy do siebie
myśli,że moglibyśmy bez siebie żyć.
To co się dzieje teraz, to koszmar. Zaczęło się od tego, że poprosiłam męża,
aby zaczął po sobie sprzątać chociaż talerze, które zostawia przy łóżku i
wytłumaczyłam mu, że jeśli nie zacznie dbać o porządek na naszej wspólnej
przestrzeni, to w momencie pojawienia się dziecka pogrążymy się w totalnym
chaosie. Do tej pory byłam pobłażliwa i nie przywiązywałam wagi do idealnego
porządku (zresztą nadal tak jest)i podkreślam, że mąż do tej pory pomagał mi w
domu gdy go o to prosiłam. W ten dzień przypomniałam mu jeszcze o paru innych
sprawach porządkowych, którymi ze względu na zaawansowaną ciążę nie mogę się
zająć sama, a które już od tygodni czekają na załatwienie. Wypomniałam również
mężowi (po raz już chyba setny), że pomimo zbliżania się rozwiązania w ogóle
nie przygotowuje się do roli ojca, że nie troszczy się o przygotowanie
mieszkania, nic nie czyta, choć podsuwam mu różną literaturę. Nie dba o
siebie, muszę go pilnować jak dziecko żeby się zapisał do lekarza, bo chodzi o
też o moje zdrowie.. i w efekcie to ja go zapisuję..
Rozpętało się piekło.. Usłyszałam, że jestem na jego utrzymaniu i mogę po nim
sprzątać te cholerne talerze, że jestem pasożytem, bo przez te wszystkie lata
nie znalazłam stacjonarnej pracy tylko ciągle wyjeżdżałam i że to tak naprawdę
nie praca tylko zabawa i że całe życie jestem na wakacjach (jestem pilotem,
przewodnikiem, rok byłam rezydentem, pracuję jako wolny strzelec dla
wydawnictwa i przyznam, że te wszystkie funkcje dawały mi satysfakcję
finansową i rozwojową, ale rzeczywiście jest to praca sezonowa - pół roku w
pracy, pół roku w domu). Mąż zawsze potrzebował dużo przestrzeni i wolności
dla siebie i wręcz lubił moje wyjazdy, a ja lubiłam do niego wracać. Druga
strona medalu to to, że zawsze, a w szczególności od około roku, po moim
ostatnim powrocie do domu mąż marzył o tym, żebym znów wyjechała i pozwoliła
mu robić to, co od jakiegoś czasu stanowi ważny element jego życia - życie
nocne, koncerty, knajpy, alkohol..
Na tym nie koniec - wykrzyczał, że czuje się oszukany, że kiedyś (czyli 7 lat
temu) nie chciałam rodziny i dziecka, że się zmieniłam i stałam się 'ciepłą
kluchą' i że on się na to nie godził. Wykrzyczał mi też, że nie chciał tego
ślubu, podobnie jak nie chciał dziecka i że zjebał sobie życie (i mi też, bo
uważa, że zasługuję na coś lepszego). Wiem, że to nie tylko słowa, że on tak
myśli i czuje.
Do niczego go nie zmuszałam, chciałam nawet odwołać ślub i poczekać do końca
ciąży, ale stwierdził, że nie, że zróbmy to i miejmy to z głowy. Ślub
przygotowałam sama, on tylko zaakceptował miejsce..
Trudno mi o nas pisać, bo to był naprawdę dobry związek, wiele w niego
zainwestowaliśmy. A teraz czuję, że straciłam nad wszystkim kontrolę.
Najbardziej bolą te słowa, że jestem na jego utrzymaniu w sytuacji, kiedy nie
mogę pracować, że mogę sama zająć się przygotowaniami do dziecka, a on tylko
zapłaci, że go oszukałam i boli też to, że ożenił się ze mną nie chcąc tego.
Boli zależność i spętanie sytuacją, z której w normalnych warunkach bym
wyszła, bo sezon się zaczął i miałam pracować, ale przez ciążę nie mogę..
A z mojej perspektywy wygląda to tak, że postawiłam wszystko na jedną kartę,
bo wybrałam życie z nim, wróciłam do niego i otaczałam miłością i
przywiązaniem. Jestem ciepłą osobą i potrzebuję tego ciepła. Był dla mnie
najważniejszy, uwielbiałam jego towarzystwo, gotowałam co lubi, robiłam miłe
niespodzianki (on zaskoczył mnie w ciągu tych lat jeden raz. Nie robi mi
prezentów z okazji - zawsze się tłumaczy, że nic dla mnie nie ma, a kiedy ja
mam, to mu wtedy głupio i idzie kupić jakąś książkę, którą sama sobie
wybiorę). Cieszyłam się,że będziemy mieli dziecko, miałam nadzieję, że
wszystko się ułoży, bo do tej pory tak było i radziliśmy sobie ze wszystkimi
przeciwnościami losu. A on w kółko, że się opie...m, on zarabia, że nie
potrzebuje mojego weekendowego gotowania ( w tygodniu jemy na stołówce, do
której mamy blisko), że niczego ode mnie nie potrzebuje, że robi wszystko dla
mnie i tak, jak ja chcę i że spieprzyłam mu życie. Nerwowo tego nie
wytrzymałam i rzuciłam jego dokumentami o ścianę, w zamian zostałam lekko
rzucona - również na ścianę. Czuję się poniżona i wypalona w tym związku.
Nasze marzenia i cele minęły się ze sobą i nie mogę tego wytrzymać.Uważam, że
nie zrobiłam niczego przeciwko mojemu mężowi, że właściwie z pokorą i oddaniem
oczekuję na dziecko, ale stawiam też wymagania mojemu mężowi, bo nie chcę być
służącą w hotelu, do którego ten człowiek wraca tylko p oto, żeby się wyspać i
czasem, dla spokoju sumienia, coś zrobi..
Jestem zdruzgotana i szkoda mi tego maleństwa, które noszę, bo ono się nie
pchało na ten świat, a teraz nie wiem, co się z nim dzieje kiedy ojciec
krzyczy i ja krzyczę..
Dodam, że sygnalizowałam nie raz, że coś złego się z nami dzieje, że musimy
zająć się naszym związkiem, który się rozpada. Nie wiem dlaczego, ale nie
potrafię w obecnym stanie zachować zimnej krwi, że cholernie szybko tracę
panowanie nad sobą, że bardzo trudno mi prowadzić z mężem rozmowę, a on dolewa
oliwy do ognia i manipuluje mówiąc, że nie będzie ze mną rozmawiał, bo
krzyczę. Jest zupełnie nieporuszony (taki też jest z natury), dusi bierną
agresją i zupełnie nic sobie nie robi z naszych problemów. Wychodzi bez słowa
nie wiadomo gdzie, wraca, siada przed kompem z piwem obok, pełen luz.. Kiedy
go pytam, czy ma zamiar coś dla nas zrobić, mówi, że nie..
Napiszcie, co o tym myślicie. Proszę o szczere i przemyślane komentarze. Czy
praca zawodowa męża zwalnia go od minimum odpowiedzialności za porządek w
domu, od choćby wyniesienia po sobie talerzy do kuchni? Czy wolno kogoś latami
zwodzić obietnicą o ślubie i rodzinie,a potem mu to wyrzucić w twarz po
fakcie i powiedzieć, że się tego nie chce i nigdy nie chciało? Co myślicie,
panowie i panie, o takim facecie?
    • lafea Re: Małżeński problem 25.06.09, 16:46
      Wedlug mnie to dran jakich malo. Jak on smie znecac sie psychicznie
      nad kobieta w ciazy. Jaki facet ktory kocha cieszy sie jak jego
      kobieta wyjezdza. On cie nie kocha i nie wymagaj tego od niego. Bo
      kocha sie nie za cos a pomimo wszystko. Wydaje mi sie ze on chce
      rozwodu tylko mu pewno glupio tak od razu po slubie. Bedzie cie
      meczyc az sama odejdziesz. To taki typ. Ja na twym miejscu bym
      uciekla do rodzicow i myslala jak stanac na nogach chyba ze bedziesz
      sie godzila na takie cos jak zdrady, znecanie awantury. Chyba nie
      warto.
    • allerune Re: Małżeński problem 25.06.09, 17:30
      tak to jest jak próbujesz zrobić wszystko na raz. Tak to jest, jak akceptujesz
      nawyki drugiej osoby jednego dnia, a drugiego każesz mu się zmieniać.
      Jego życie i tak się przewraca do góry nogami, a Ty jeszcze dołożyłaś do pieca.
      Ty wyluzuj trochę, a ja spodziewam się, że niedługo usłyszysz przeprosiny...
      Tylko w ten sposób to zadziała
      • krzysztof-lis Re: Małżeński problem 25.06.09, 19:48
        > Tak to jest, jak akceptujesz nawyki drugiej osoby jednego dnia, a
        > drugiego każesz mu się zmieniać.

        O to dokładnie chodzi.
      • wanda09 Re: Małżeński problem 25.06.09, 20:00
        Oboje mamy po 30 lat.. może dla faceta to za mało, żeby się zdecydować na
        założenie rodziny, ale dla kobiety, moim zdaniem, to dobry czas. Przez ostatnie
        parę lat wielokrotnie dawałam mężowi do zrozumienia, że chciałabym abyśmy byli
        rodziną, że chcę mieć dziecko przed 30. Wiedział o tym i dałam mu czas na
        zastanowienie, wyjechałam na rok, prosiłam żeby się zastanowił czego w końcu
        chce. Wiedział, jakiej chcę rodziny – nie takiej smutnej i szarej, której
        członkowie hodują dziecki, ale takiej trochę szalonej, postrzelonej, bo sama w
        sobie mam dużo tego szaleństwa.
        Wróciłam silniejsza, pewniejsza siebie chcociaż rozważałam też zakończenie tego
        związku, w którym emocjonalnie sięjuż nie spełniałam. Ale wróciłam i chciałam
        spróbować żyć z mężem dalej, bo to był naprawdę fajny facet!.. Nie było tak, że
        postawiłam go pod ścianą i zażądałam ślubu i dziecka! Miał całe lata n
        przemyślenie sprawy! I prosiłam go wiele razy, żeby mnie nie zwodził, żeby
        pozwolił mi odejść jeśli nie wiąże ze mną poważnych planów na przyszłość.
        Owszem, mówił, że nie jest gotowy, że to jeszcze nie czas, ale do cholery dla
        mnie to były lata intensywnej pracy nad związkiem i granica wieku, kiedy jest
        najlepszy czas na założenie rodziny! Ta sprawa była miezy nami jasna jak słońce!
        Zmienił się w Warszawie, wciągnął w życie nocne, knajpy, alkohol. Byłam
        przerażona patrząc czasem na niego na imprezach, na ilości pochłanianego
        alkoholu.. Próbowałam za nim nadążyć, chodziliśmy razem na imprezy, ale do
        cholery ile można wypić i ile można spędzić nocy pod rząd na łażeniu po
        knajpach? Szkoda mi było tego czasu, tych w całości przespanych weekendów i
        wspomnień, że kiedyś, w innym miejscu łaziliśmy po lasach albo w ogóle nie
        wychodziliśmy z łożka..
        Akceptowałam wszystko, co robił, nawet te najbardziej bolesne wyskoki z
        kłamstwem i innymi babami w roli głównej. Sądziłam, że nasze rozmowy coś
        zmienią, że facet po prostu dojrzeje. Bo ten facet był ze mną, kłóciliśmy się i
        dochodziliśmy do porozumienia. To było dla mnie bardzo ważne.
        A teraz nie uważam, że wymagam zbyt wiele. Mam wyluzować? Robię to w miarę
        własnych możliwości, „pozwalam” wyjeżdżać na samotne weekendy na rower w góry,
        „pozwalam” chodzić na wszystkie koncerty. Jedyne, czego nie mogę znieść, to jego
        nocne szlajanie się po knajpach (po wielu bojach ustaliliśmy jeden całonocny
        wypad w tygodniu i miało być bez alkoholu, ale ostatnio mój mąż sięzbuntował i
        przerwał swoją kilkumiesięczną abstynencję). Przeraża mnie to wycodzenie, bo
        facet nie ma męskich przyjaciół, żadnego kumpla, który by go postawił do pionu
        kiedy trzeba, wychodzi sam, ma tylko koleżanki, z którymi podobno się teraz nie
        spotyka, bo ja wróciłam.. (nigdy nie przedstawił mi tych dziewczyn, niektórym w
        ogóle nie mówił, że ze mną jest. Czy mu ufam? Nie. Nie dlatego, ze boję się
        zdrady, ale dlatego, że jest nieuczciwy i nielojalny i że wiele przede mną
        zataił i dlatego, że widziałam rzeczy jakie robił po alkoholu, jakich żadna
        kobieta by nie chiała widzieć u swojego faceta). No więc nie zamknęłam faceta w
        domu, chociaż on się tak czuje. On wciąż powtarza, że nie lubi domu, nie lubi w
        nim przebywać. Cóż, ja mam trochę inaczej. Lubiłam wracać do męża i być w domu w
        szare, jesienno-zimowe polskie dni.. Dałam i daję z siebie wiele, chociaż on
        tego nie docenia, nie szanuje mnie. Boję się jak to będzie dalej, boję się
        powielenia negatywnych wzorców z przeszłości – mój mąż jest z rodziny
        dysfunkcyjnej – ojciec zostawił matkę, kiedy mąż miał jakieś 10 lat. Matka
        wszystko za niego w domu robiła. Okres studiów też spędził w domu rodzinnym z
        matką.. A ja? Ja jestem z rodziny alkoholowej, w której matce udało się
        wyprowadzić ojca na prostą, ale widziałam i przeżyłam wiele..


        • krzysztof-lis Re: Małżeński problem 25.06.09, 20:06
          > A teraz nie uważam, że wymagam zbyt wiele.

          Ależ wymagasz
          • wanda09 Re: Małżeński problem 25.06.09, 20:14
            Wiesz, oboje jesteśmy niebieskimi ptakami. Wiele rzeczy robiliśmy razem,
            miesiącami jeździliśmy rowerem po świecie i tak miało być nadal po przyjściu
            dziecka na świat. Ten rower nas połączył, ja go zaraziłam swoją pasją, potem
            było tylko więcej i więcej. Miałam w tej sytuacji idealną pracę, bo byłam do
            dyspozycji przez pół roku i mogliśmy sobie na to pozwolić. Mieliśmy wyjechać w
            podróż dookoła świata, ale zaszłam w ciążę i wiesz, co mi powiedział mój mąż?
            Pierwszy raz w życiu usłyszałam, że powinnam stosować metodę objawowo-termiczną,
            ale mi się nie chciało.
            • krzysztof-lis Re: Małżeński problem 25.06.09, 20:17
              > Pierwszy raz w życiu usłyszałam, że powinnam stosować metodę
              > objawowo-termiczną, ale mi się nie chciało.

              Czyli nie stosowałaś żadnej antykoncepcji?
        • basiam8 Re: Małżeński problem 29.06.09, 22:43
          Nie wiem, co Ci doradzić w takiej sytuacji... Jest mi naprawdę bardzo żal
          Ciebie. Czytając Twoje wypowiedzi czuję, że jesteś osobą bardzo ciepłą, wrażliwą
          i kochającą. Twój mąż tego nie zauważa, albo po prostu już się za bardzo do tego
          przyzwyczaił. Nie docenia Twoich starań. Zachowuje się skandalicznie. Moim
          zdaniem on się nie zmieni nawet po narodzinach dziecka. Dalej będzie spędzał
          nocki w knajpie, podczas gdy Ty po całodziennej harówce w domu (dziecko,
          sprzątanie, gotowanie, zakupy) zmęczona będziesz musiała zajmować się dzieckiem
          tez w nocy. To jest taki typ. Będziesz musiała się z tym faktem pogodzić, albo
          zostawić go i odejść. Nie wiem na ile starczy Ci sił. Szkoda, że z takim bagażem
          doświadczeń z dzieciństwa wpakowałaś się w podobne bagno. I jeszcze jedno- nie
          wiadomo, czy za 10 lat on nie postąpi tak jak jego ojciec... Wiem, że to co
          piszę jest brutalne, ale prosiłaś o szczere komentarze. Trzymaj się, masz dla
          kogo żyć, teraz najważniejsze jest dziecko.
        • szpil1 Re: Małżeński problem 20.07.09, 23:22
          wanda09 napisała:
          > Oboje mamy po 30 lat.. może dla faceta to za mało, żeby się
          zdecydować na
          > założenie rodziny, ale dla kobiety, moim zdaniem, to dobry czas.

          No właśnie, Twoim zdaniem, a czy tak naprawdę wzięłaś jego zdanie
          pod uwagę?

          Owszem, mówił, że nie jest gotowy, że to jeszcze nie czas, ale do
          cholery dla
          > mnie to były lata intensywnej pracy nad związkiem i granica wieku,
          kiedy jest
          > najlepszy czas na założenie rodziny!

          Taa, mówił, ale Ty nie brałaś tego pod uwagę, bo dla Ciebie ważne
          było tylko to co dla Ciebie jest najlepsze.

          > Akceptowałam wszystko, co robił, nawet te najbardziej bolesne
          wyskoki z
          > kłamstwem i innymi babami w roli głównej.

          Kiedyś akceptowalaś jego zachowanie, więc on miał prawo sądzić, że
          takie życie Ci odpowiada. Tyle lat wszystko Ci pasowało, a teraz
          chcesz, żeby się zmienił o 180 stopni. To tak, jakby nagle on, po
          tylu latach, zżądał,żebyś Ty się zmieniła i była zupelnie inna niż
          do tej pory.

          Czy mu ufam? Nie. Nie dlatego, ze boję się
          > zdrady, ale dlatego, że jest nieuczciwy i nielojalny i że wiele
          przede mną
          > zataił i dlatego, że widziałam rzeczy jakie robił po alkoholu,
          jakich żadna
          > kobieta by nie chiała widzieć u swojego faceta). No więc nie
          zamknęłam faceta w
          > domu, chociaż on się tak czuje. On wciąż powtarza, że nie lubi
          domu, nie lubi w
          > nim przebywać. Cóż, ja mam trochę inaczej.

          Najpierw piszesz, że to był naprawdę fajny facet, a teraz mowisz, że
          jest nieuczciwy, nielojalny, a Ty mu nie ufasz. Czy Twoja definicja
          fajnego faceta to ktoś, kto robi coś czego żadna kobieta by nie
          chciała widzieć u swojego faceta?
          Być może Tobie się zdaje, że go w domu nie zamknęłaś, ale on chyba
          to odczuwa zupełnie inaczej - pewnie nie kłamie, że nie lubi
          przebywać w domu, ale Ty znowu nie bierzesz tego pod uwagę. Bo Ty to
          lubisz, dajesz z siebie tak wiele - tylko moim zdaniem starasz się
          stworzyć dom zupełnie rózny od wyobrażeń i potrzeb Twojego partnera.
          Myślę, że to Ty chciałaś dziecko i rodzinę, stworzoną wg Twoich
          wyobrażeń i że tak naprawdę nie bierzesz po uwagę oczekiwań i
          potrzeb partnera.
          Moim zdaniem - po prostu usiłujesz za wszelką cenę przeforsować
          swoje pomysły na życie, urzeczywistnić swoje marzenia i jak wiele
          kobiet jesteś przekonana, że skoro Ty chcesz dziecko i
          ustabilizowane życie, to on musi być tym zachwycony. Otóż nie musi.
          I daje Ci to jasno do zrozumienia.

    • krzysztof-lis Re: Małżeński problem 25.06.09, 19:47
      > Trudno mi o nas pisać, bo to był naprawdę dobry związek, wiele w
      > niego zainwestowaliśmy. A teraz czuję, że straciłam nad wszystkim
      > kontrolę.


      I widać już, co Cię najbardziej boli...

      > Co myślicie, panowie i panie, o takim facecie?

      Ja mu współczuję.
      • wanilinowa Re: Małżeński problem 25.06.09, 19:55
        > > Co myślicie, panowie i panie, o takim facecie?
        >
        > Ja mu współczuję.
        >

        z racji posiadania tego samego narzędzia między nogami, czy z jakiegoś
        konkretnego powodu?
        • krzysztof-lis Re: Małżeński problem 25.06.09, 19:56
          > z racji posiadania tego samego narzędzia między nogami, czy z
          > jakiegoś konkretnego powodu?

          Współczuję mu z racji posiadania opisanej żony, do spodni mu bowiem nie zaglądałem.
          • wanilinowa Re: Małżeński problem 25.06.09, 19:59
            krzysztof-lis napisał:

            > > z racji posiadania tego samego narzędzia między nogami, czy z
            > > jakiegoś konkretnego powodu?
            >
            > Współczuję mu z racji posiadania opisanej żony,

            znaczy pasożyt z dzieciakiem w brzuchu, który nawet śmieci nie chce za jaśnie
            księciem zbierać?
            • krzysztof-lis Re: Małżeński problem 25.06.09, 20:02
              > znaczy pasożyt z dzieciakiem w brzuchu, który nawet śmieci nie
              > chce za jaśnie księciem zbierać?

              Znaczy krowa, która po zapłodnieniu zmienia swój stosunek do faceta i w
              kwestiach, które do tej pory tolerowała, zaczyna go ustawiać na swoją modłę.
              • wanda09 Re: Małżeński problem 25.06.09, 20:08
                Trochę grzeczniej proszę, chyba że jesteś tu po to, żeby kogoś obrazić. Nie
                zmieniłam stosunku do męża, to on zmienił stosunek do mnie i do związku, w
                którym mu było dobrze przez wiele lat. Napisałam, że facet wypomniał mi wszystko
                - dziecko, ślub, pracę, która mnie satysfakcjonuje,a która nagle jemu się nie
                podoba, bo nie jest stacjonarna. I powiem Ci, że mógł to wszystko zrobić, ale do
                cholery - dlaczego teraz?.
                • wanilinowa Re: Małżeński problem 25.06.09, 20:11
                  Nie
                  > zmieniłam stosunku do męża, to on zmienił stosunek do mnie i do związku, w
                  > którym mu było dobrze przez wiele lat. Napisałam, że facet wypomniał mi wszystk
                  > o
                  > - dziecko, ślub, pracę, która mnie satysfakcjonuje,a która nagle jemu się nie
                  > podoba, bo nie jest stacjonarna. I powiem Ci, że mógł to wszystko zrobić, ale d
                  > o
                  > cholery - dlaczego teraz?.

                  bo teraz ma nad Tobą 100% władzy i nawet jak Cię potłucze to nie masz gdzie iść.
                  zabieraj się z tego związku, nawet jeśli przyjdzie do Ciebie na kolanach (choć
                  bardzo prawdopodobne że on uważa że nic złego nie robi, wyżej widać że taka
                  postawa ma wiernych zwolenników)
                • krzysztof-lis Re: Małżeński problem 25.06.09, 20:12
                  > Nie zmieniłam stosunku do męża, to on zmienił stosunek do mnie i
                  > do związku, w którym mu było dobrze przez wiele lat.

                  Och nie, wcale nie zmieniłaś swojego stosunku. Akceptowałaś jego zachowanie,
                  teraz przestałaś. To nie jest zmiana podejścia do męża?
                  • wanilinowa Re: Małżeński problem 25.06.09, 20:17
                    krzysztof-lis napisał:

                    > > Nie zmieniłam stosunku do męża, to on zmienił stosunek do mnie i
                    > > do związku, w którym mu było dobrze przez wiele lat.
                    >
                    > Och nie, wcale nie zmieniłaś swojego stosunku. Akceptowałaś jego zachowanie,
                    > teraz przestałaś. To nie jest zmiana podejścia do męża?
                    >

                    czyli w imię poszanowania integralnej osobowości jaśnie pana kobieta w ciąży nie
                    powinna rezygnować z ani jednego obowiązku względem niego. a czy zmiana
                    podyktowana sytuacją zewnętrzną (wpadka jest zaskoczeniem dla obojga) to też JEJ
                    zamach na jego wolność, utarte ścieżki i przyzwyczajenia?
                    • krzysztof-lis Re: Małżeński problem 25.06.09, 20:23
                      > czyli w imię poszanowania integralnej osobowości jaśnie pana
                      > kobieta w ciąży nie powinna rezygnować z ani jednego obowiązku
                      > względem niego.

                      W opisanym przypadku, gdy mężczyzna utrzymuje dom, kobieta powinna zajmować się
                      wszystkimi domowymi obowiązkami. Tak długo, jak długo jest w stanie.
                      • wanilinowa Re: Małżeński problem 25.06.09, 20:58
                        abstrahując od sensu takiego układu (moim zdaniem zerowego), to tak właśnie było
                        przez 7 lat i 7 miesięcy ciąży, więc o co ci właściwie chodzi? o to że w 7
                        miesiącu kobieta wszystkiemu nie podoła? no nie podoła i pogódź się z tym.
                        • krzysztof-lis Re: Małżeński problem 25.06.09, 21:05
                          Myślę, że wyniesieniu talerzy podoła.
                          • wanilinowa Re: Małżeński problem 25.06.09, 21:11
                            krzysztof-lis napisał:

                            > Myślę, że wyniesieniu talerzy podoła.
                            >

                            problem jest szerszy niż zbieranie talerzy z podłogi (choć z piłką zamiast
                            brzucha schylanie się może być kłopotliwe), zresztą to nie Ty o tym decydujesz.
                            jak będziesz miał własną ciężarną krowę to będziesz jej mógł wymyślać obowiązki,
                            może nawet każesz jej myć Twoje zęby, bo przecież pasożyt jest na Twoim
                            utrzymaniu i nic w domu nie zamierzasz robić.
                            tak czy owak, kończąc tę bezproduktywną dyskusję pragnę wyrazić współczucie
                            wobec kobiety której przyjdzie urodzić Twój materiał genetyczny. amen
                            • krzysztof-lis Re: Małżeński problem 25.06.09, 21:17
                              > problem jest szerszy niż zbieranie talerzy z podłogi (choć z piłką
                              > zamiast brzucha schylanie się może być kłopotliwe), zresztą to nie
                              > Ty o tym decydujesz.

                              Szczęśliwie
                          • haldeman79 Re: Małżeński problem 30.06.09, 17:55
                            Trzeba być zdrowo pier******tym, żeby oczekiwać od partnerki że posprząta MÓJ
                            talerz!
              • wanilinowa Re: Małżeński problem 25.06.09, 20:09
                krzysztof-lis napisał:

                > > znaczy pasożyt z dzieciakiem w brzuchu, który nawet śmieci nie
                > > chce za jaśnie księciem zbierać?
                >
                > Znaczy krowa, która po zapłodnieniu zmienia swój stosunek do faceta i w
                > kwestiach, które do tej pory tolerowała, zaczyna go ustawiać na swoją modłę.
                >

                nic tylko o ścianę taką, prawda?
                • krzysztof-lis Re: Małżeński problem 25.06.09, 20:12
                  > nic tylko o ścianę taką, prawda?

                  A bo ja wiem, ja bym się z nią rozwiódł. Po co przemoc fizyczna?
                  • wanilinowa Re: Małżeński problem 25.06.09, 20:14
                    krzysztof-lis napisał:

                    > > nic tylko o ścianę taką, prawda?
                    >
                    > A bo ja wiem, ja bym się z nią rozwiódł. Po co przemoc fizyczna?
                    >

                    taki jesteś spostrzegawczy (wyłapałeś jedno jedyne zdanie o stracie kontroli i
                    zmieniłeś jego sens) a nie zauważyłeś fragmentu o popchnięciu kobiety w 7
                    miesiącu ciąży na ścianę?
                    • krzysztof-lis Re: Małżeński problem 25.06.09, 20:16
                      > taki jesteś spostrzegawczy (wyłapałeś jedno jedyne zdanie o stracie kontroli i
                      > zmieniłeś jego sens) a nie zauważyłeś fragmentu o popchnięciu kobiety w 7
                      > miesiącu ciąży na ścianę?

                      Agresji fizycznej nic nie usprawiedliwia, ale w tym przypadku nie wzięła się ona
                      z sufitu, prawda? Chyba coś widziałem o jakimś rzucaniu papierów, czy może się mylę?
                      • wanilinowa Re: Małżeński problem 25.06.09, 20:18
                        > Agresji fizycznej nic nie usprawiedliwia, ale w tym przypadku nie wzięła się on
                        > a
                        > z sufitu, prawda? Chyba coś widziałem o jakimś rzucaniu papierów, czy może się
                        > mylę?
                        >

                        zatem popchnięcie kobiety noszącej Twoje dziecko uważasz za adekwatną odpowiedź
                        na jej agresję na Twoje papiery?
                        zresztą jej agresja też nie wzięła się z sufitu, tylko była odpowiedzią na jego
                        agresję słowną
                        • krzysztof-lis Re: Małżeński problem 25.06.09, 20:25
                          > zatem popchnięcie kobiety noszącej Twoje dziecko uważasz za
                          > adekwatną odpowiedź na jej agresję na Twoje papiery?

                          Nie uważam, by agresja fizyczna była adekwatną odpowiedzią na cokolwiek.
                          Przecież wyraźnie napisałem, że jej nic nie usprawiedliwia. Czy miałem to
                          napisać drukowanymi?

                          > zresztą jej agresja też nie wzięła się z sufitu, tylko była
                          > odpowiedzią na jego agresję słowną

                          Na agresję słowną odpowiada się agresją słowną.
                          • wanilinowa Re: Małżeński problem 25.06.09, 20:59
                            > Nie uważam, by agresja fizyczna była adekwatną odpowiedzią na cokolwiek.
                            > Przecież wyraźnie napisałem, że jej nic nie usprawiedliwia.

                            Ty ją usprawiedliwiasz pisząc o tym że wywołała ją ta kobieta rzucając jego
                            papierami. masz się za nic?
                            • krzysztof-lis Re: Małżeński problem 25.06.09, 21:04
                              > Ty ją usprawiedliwiasz pisząc o tym że wywołała ją ta kobieta
                              > rzucając jego papierami. masz się za nic?

                              Masz chyba kłopoty z czytaniem
                            • poprioniony Re: Małżeński problem 25.06.09, 21:11
                              Waniliowa, zamiast tak bic piane, moze dasz mi dupy, co Ty na to?
                              • seth.destructor Re: Małżeński problem 25.06.09, 21:59
                                Touche
                              • wanilinowa Re: Małżeński problem 25.06.09, 23:02
                                poprioniony napisała:

                                > Waniliowa, zamiast tak bic piane, moze dasz mi dupy, co Ty na to?
                                >

                                pocałuj mnie w pompkę
                                • poprioniony Re: Małżeński problem 25.06.09, 23:09
                                  Pomykasz na rowerze? Moj Boze, jestes idealem, wyjdz za mnie!
                                  • wanilinowa Re: Małżeński problem 25.06.09, 23:11
                                    poprioniony napisała:

                                    > Moj Boze, jestes idealem, wyjdz za mnie!

                                    on jest już chyba zajęty.
                                    • poprioniony Re: Małżeński problem 25.06.09, 23:20
                                      Lubie takie wyszczekane suczki, pragne Cie coraz bardziej.
              • fisiel Re: Małżeński problem 29.06.09, 12:50
                krzysztof-lis napisał:

                > > znaczy pasożyt z dzieciakiem w brzuchu, który nawet śmieci nie
                > > chce za jaśnie księciem zbierać?
                >
                > Znaczy krowa, która po zapłodnieniu zmienia swój stosunek do faceta i w
                > kwestiach, które do tej pory tolerowała, zaczyna go ustawiać na swoją modłę.
                >
                proponuję przerzucić się na mężczyzn skoro kobiety są takie okropne:)
      • majula06 Re: Małżeński problem 19.07.09, 19:15
        Krzysztof Lis ,
        Czytając Twoje wypowiedzi ( nie tylko tutaj), to scyzoryk się w
        kieszeni otwiera. Jesteś niedojrzałym dzieciakiem,który bawi się w
        rodzinę płacząc i użalając się na swoją żonkę a tutaj zgrywasz
        fachowca, eksperta od związków i charakterów. Zanim coś odpiszesz (
        watek bardzo poważny) to się głupotko męska zastanów 10000 razy .Ja
        współczuję Twojej żonie..., chętni do pogłębienia poczytajcie
        wpociny Krzysia Lisia.

        Wando,
        Twój mąż jest niedojrzały emocjonalnie, tchórzliwy bo swoje
        negatywne emocje, frustracje wyładował fizycznie na Tobie,
        kobiecie,która nosi w sobie Wasze dziecko ( raz podniósł rękę na
        Ciebie zrobi to ponownie). Zastanów się czy jest sens być w takiam
        toksycznym związku
    • poprioniony Re: Małżeński problem 25.06.09, 20:44
      Przede wszystkim powinnas byc odstrzelona za sraczkoslowie.
      Ale trzebba bedzie z tym poczekac az sie ocielisz i odchowasz mlode.
      • cloclo80 Re: Małżeński problem 26.06.09, 00:03
        Należy ci się przynajmniej małpka, za minimum formy i maksimum treści.
    • tarantinka Re: Małżeński problem 25.06.09, 21:10
      a wiesz byłam w bardzo podobnej sytacji, 10 lat w związku, bardzo
      udanym , nie żałuje ani jednego dnia, ale jak zaszłam w ciążę to mój
      małzonek zaczął usychać, nie było awantur, kłótni, nikł w oczach a
      ja miałam dosc, miałam poczucie że nie chce żyć tak ani dnia dłużej.
      Dogadaliśmy się, ale on wiedzie sobie swoje życie niebieskiego
      ptaka, ostanio mieszkał dwa lata w chinach :), a ja jestem bardzo
      szczęsliwa, serio, nasz czas razem się skończył i w pewnym momencie
      to było tak oczywiste, że trzeba było się rozstać. Może to śmieszne,
      ale jestem taką sentymentalną istotką, która chciała miec dobre
      wspomnienia z małżeństwa, a oboje czuliśmy że nasze drogi się
      rozeszły i każdy kompromis byłby kosztem drugiej osoby. WIem odezwa
      się tacy co powiedzą dobro dziecka, ale mam głębokie przekonanie, że
      to nie takie proste i pełna rodzina nie daje gwarancji szczescia.
      Czasammi trzeba mieć odwage skonczyć, zamiast bezwolnie patrzec jak
      wali ci sie wszystko w co wierzyłaś. Nie wiem czy powinniście sie
      rozstać, ale na pewno powinnaś mu odpuścić, jesli dorośnie do nowej
      roli to tylko sam, twoje naciski nic tu nie pomogą.
    • nawrotka1 Re: Małżeński problem 25.06.09, 21:36

      >Próbowałam za nim nadążyć, chodziliśmy razem na imprezy, ale do
      cholery ile można wypić i ile można spędzić nocy pod rząd na łażeniu po
      knajpach?<
      >Akceptowałam wszystko, co robił, nawet te najbardziej bolesne wyskoki z
      kłamstwem i innymi babami w roli głównej.<

      To było PRZEDTEM

      >Nie było tak, że
      postawiłam go pod ścianą i zażądałam ślubu i dziecka! Miał całe lata na
      przemyślenie sprawy! I prosiłam go wiele razy, żeby mnie nie zwodził, żeby
      pozwolił mi odejść jeśli nie wiąże ze mną poważnych planów na przyszłość.
      Owszem, mówił, że nie jest gotowy, że to jeszcze nie czas, ale do cholery dla
      mnie to były lata intensywnej pracy nad związkiem i granica wieku, kiedy jest
      najlepszy czas na założenie rodziny! <

      A więc decyzja została podjęta jednostronnie. Bez oglądania się na to, czy facet faktycznie "dojrzał" Co zresztą nie mogło mieć miejsca, bo to nie ma czegoś takiego jak wypracowana na zamówienie dojrzałość do stabilizacji i odpowiedzialności. Jedni ludzie są do tego stworzeni, inni nie.

      >Nie wiem dlaczego, ale nie
      potrafię w obecnym stanie zachować zimnej krwi, że cholernie szybko tracę
      panowanie nad sobą, że bardzo trudno mi prowadzić z mężem rozmowę, a on dolewa
      oliwy do ognia i manipuluje mówiąc, że nie będzie ze mną rozmawiał, bo
      krzyczę.<

      Bo jesteś w ciąży i hormony kierują Twoimi emocjami.:)
      A hormony potrafią z dnia na dzień z "niebieskiego ptaka" zrobić odpowiedzialną matkę, zajętą wiciem gniazdka, dbaniem o porządek i myśleniem o przyszłości. Potrafią tez przekierunkować egoistyczne myślenie o własnych przyjemnościach na macierzyństwo.
      Ale facet tego nie ma, jest taki sam jak przed spłodzeniem dziecka. Jeśli ktoś nie nadawał się na męża i ojca, to nie będzie zmiany z chwilą połączenia plemnika z komórką jajową, cudów nie ma.

      Nie chcę Cie dołować, ale miałaś nierealne oczekiwania. Co nie znaczy, że nie uda Wam się stworzyć rodziny - jednak wszystko wskazuje na to, że odpowiedzialność spoczywa głównie na Tobie.


    • triss_merigold6 Re: Małżeński problem 25.06.09, 21:44
      Gigantyczny błąd, że nie masz niezależności finansowej. Praca pilota
      odpada ale spróbuj wrócić do tych wydawnictw.
      Wybacz, ale próba modernizacji niebieskiego ptaka jest możliwa tylko
      pod warunkiem stosowania silnych bodźców oraz dobrej woli samego
      niebieskiego ptaka. Rozmowy są skuteczne o ile masz w zanadrzu
      bardzo silny argument i nie tylko grozisz odejściem ale jesteś w
      stanie odejść.
      On ma Cię w dupie. Nie musi się starać, jesteś zależna. Jak pan nie
      musi się starać to go bardzo demotywuje. Nastaw się na wychowywanie
      dziecka sama.
    • gadagad Re: Małżeński problem 26.06.09, 01:41
      Czego ci brakuje by sytuację ocenić?
    • kotek.filemon Re: Małżeński problem 26.06.09, 14:52
      Czy istnieje jakieś streszczenie? Wątki natury osobistej i biograficznej przekraczające 20 linijek powinny być z urzędu przekierowywane gdzieś na forum Kobieta...
      • wanilinowa Re: Małżeński problem 26.06.09, 18:29
        kotek.filemon napisał:

        > Czy istnieje jakieś streszczenie? Wątki natury osobistej i biograficznej przekr
        > aczające 20 linijek powinny być z urzędu przekierowywane gdzieś na forum Kobiet
        > a...
        >

        jak Ty przeżyłeś polski? przecież tam NOWELKI kazali czytać!:)
        • gadagad Re: Małżeński problem 26.06.09, 18:39
          Kobieta chciała żyć, być człowiekiem, robić co jej się podoba, realizować się, a
          w momencie ciąży, niech ktoś się o mnie postara, bo ja trawka.
          • wanilinowa Re: Małżeński problem 26.06.09, 18:42
            że co?
      • triss_merigold6 Streszczę 26.06.09, 19:14
        Pani zainwestowała 7 lat w próby przystosowania niebieskiego ptaka
        do życia w rodzinie i jednocześnie nie zadbała o to, żeby być w
        chwili zajścia w ciążę niezależna finansowo. W efekcie pani w
        końcówce ciąży jest traktowana jak koło gospodyń wiejskich czy inny
        prosty garkotłuk a pan wiedzie życie kawalerskie i na każdym kroku
        daje pani odczuć niezadowolenie z przyszłego ojcostwa.
        • kotek.filemon Re: Streszczę 26.06.09, 19:38
          Z przyszłego ojcostwa to i ja byłbym ekstremalnie niezadowolony, ale ja po prostu unikam sytuacji niejasnych. Chwilowo, jak czytam wyżej, że oboje hasło "antykoncepcja" to co najwyżej w słowniku widzieli, to jakoś tak trudno mi się, cholera, rozczulić...
          • triss_merigold6 Re: Streszczę 26.06.09, 19:42
            Po 7 latach bycia parą i w wieku koło 30-tki trudno być zaskoczonym,
            że pani zaciążyła. Zwłaszcza jeśli pan nie używał gumek słysząc
            wielokrotnie o tym, że pani chce mieć rodzinę. Niemniej pan mógł na
            wieść o 2 kreskach powiedzieć centralnie "spierd... zrób skrobankę",
            oszczędziłby jej wzruszeń i nadziei. Pani przelicytowała ewidentnie,
            bo z opisu to gość się na opiekuna nawet chomika nie nadaje a co
            dopiero na ojca i męża.
    • garcia6 Re: Małżeński problem 27.06.09, 20:57
      I TAK TO JEST JAK SIE JEST CZEGOS PEWNYM NA 99%...Ja na szczescie nie planuje
      rodziny itd...jesli nie bede pewny na 100% po prostu tego nie zrobie.Czy trace?
      Moze...ale przynajmniej nie marnuje komus zycia.
    • kawoosia Re: Małżeński problem 27.06.09, 23:21
      Krew mi się zagotowała! To, drodzy panowie daje niestety częsty obraz postawy współczesnego mężczyzny, który zadania domowe (jakiekolwiek) omija szerokim łukiem zaslaniając się faktem ...pracy zawodowej. Zupełnie jakbyśmy my, kobiety również nie spędzały 3/4 dnia w pracy. Ale to raczej temat poboczny bieżącego wątku. Niestety, współczuję Ci bardzo, ale trafiłaś na niedojrzałego, nierodzinnego i moim zdaniem, tchórzliwego faceta, do tego faceta, który jest zdolny do rękoczynów wobec swojej ciężarnej małżonki, a to już w moich oczach kompletnie go dyskwalifikuje. Niestety, nie możesz w obecnej sytuacji podejmowac drastycznych działań (odejście). Staraj się na spokojnie egzystować obok niego aż do rozwiązania. Potem, może twoj mąż poczuje ojcowską dumę i kto wie, może jakoś zacznie się ukladać. Jeśli będzie tylko gorzej.. zadecydujesz sama jaka atmosfera będzie dla twojej nowo narodzonej istotki najlepsza. Posiadanie z kims dziecka wcale nie zakłada rodzicom kajdanek współistnienia. Życzę Wam jak najlepiej, a Tobie radzę mniej koncentrować się na kłótniach z mężem ale zapewnić dzieciątku spokój i cieplo, którego ono teraz tak mocno potrzebuje.
    • ice_coffee Doskonale Cie rozumiem 30.06.09, 12:20
      Mialam podobnie. Roznica byla jedynie w tym, ze a)nie znalismy sie
      az tak dlugo, b)najpierw slub, potem ciaza (chociaz roznica byla
      kilkugodzinna :-), c)maz przestal imprezowac, gdy podjelismy decyzje
      o slubie.

      Podczas podrozy poslubnej dowiedzielismy sie, ze jestem w ciazy i
      praktycznie od tego momentu z sila wulkanu zaczela sie "walka". On
      zarabial, ja rok wczesniej skonczylam studia, pracowalam jak Ty
      dorywczo, szukalam oczywiscie czegos stalego, ale przy ciazy bylam
      zmuszona odstwic moje poszukiwania na bok.
      Slyszalam dokladnie to samo, ze jestem pasozytem, ze moge byc
      szczesliwa, ze go poslubilam, kiedy dziecko bylo kilka miesiecy na
      swiecie mialam isc do (jak on to mowil) Lidla kartony
      rozpakowywac... Nie naleze do kobiet "Matek Polek", zawsze mowilam
      moje zdanie, stawialam sie.
      Dzisiaj siedze przy kompie i moge to w miare spokojnie pisac, ale co
      przezylam podczas ciazy i przez pierwszy rok, tego nie da sie
      opisac. Teraz sie uspokoil, wydaje mi sie, ze przezyl poprostu mega
      strach, mysle ze i z Twoim mezem tak bedzie. Nie wie co go czeka,
      jak to bedzie jak pojawi sie Malenstwo, kiedy wrocisz do pracy itd
      itp... Nie chce go bronic, ale dzis z perspektywy czasu widze to
      troche inaczej. Jestem teraz na tyle silna, ze wiem, ze sobie w
      zyciu bez niego poradze. On to tez widzi, i juz nie podskakuje jak
      kiedys, gdy bylam od niego "uzalezniona". Jest wspanialym ojcem.
      Mysle, ze te klotnie (nawet jesli paradoksalnie to brzmi) wzmocnily
      nas.

      Wiem, ze jest Ci strasznie ciezko, czujesz sie oszukana, zostawiona
      sama z tym wszystkim, a gdy czujesz kopanie Malenstwa to lzy same Ci
      sie pchaja do oczu. Ale tak jak Ci napisalam, faceci musza dorosnac
      do swojej roli (nie watpie, ze sa wyjatki), daj mu troche czasu.
      Bierz go na USG, mow, co czujesz, ze Male kopie, kladz mu reke na
      brzuchu. Mow mu wszystko co czujesz, zeby bral chociaz w jakiejs
      mierze udzial w ciazy.

      Zycze Ci duzy sily i wiary w Was, trzymam kciuki, ze z czasem
      wszystko sie ulozy!
    • lisbeth25 Re: Małżeński problem 30.06.09, 17:35
      Straszliwie współczuję. Musisz być silna dla siebie i dziecka.
      Ku przestrodze: często tak się kończy pozostawanie na utrzymaniu
      kogokolwiek.
    • kobieta_na_pasach wyluzujcie 01.07.09, 19:51
      ty i on.chyba niepotrzebnie zaszliscie w ciaze,bo widac,ze nie jestescie jeszzce
      dojrzali do roli rodzicow.jdyne,co pozostaje, to nadzieja,ze pojawienie sie
      dziecka wszystko zmieni.ty sie wysiszysz,on zrozumie,jak wazna jest czystosc
      przy malym dziecku.spokojnie.chyba jestescie przerazeni nowym czlowiekiem.a co
      ono ma o tym powiedziec?
      moj maz tez wiele rzeczy mi wykrzyczal, i jakos jestesmy razem juz 20 lat (nie
      pozostawalam dluzna). dbaj o siebie i dziecko.
      • woman-in-love dorosłe dziecko alkoholika 01.07.09, 22:07
        skoro piszesz, że Twej "mamie udało się wyprowadzić męża-alkoholika na prostą"
        to masz tragiczny wzorzec. Pędż na terapię DDA, zanim zrujnujesz zycie do reszty
        sobie - oraz dziecku. Wg mnie tu jest pies pogrzebany. Sytuację bieżącą
        wykreowałaś sobie z wielką starannością, niestety.
    • evenjo Re: Małżeński problem 04.07.09, 15:44
      Złożyłaś decyzję o kontynuowaniu związku, założeniu rodziny na ręce faceta,
      który nie był i nie jest uosobieniem odpowiedzialności i nie wydaje się - ale
      może coś przeoczyłam - żeby się jakoś konkretnie deklarował. To on miał się -
      zdecydować, określić. No i chyba wreszcie się określił...
    • mahadeva Re: Małżeński problem 07.07.09, 23:26
      ja mysle, ze w kazdym zwiazku sa podobne problemy
      rozne rzeczy facet moze mowic (to, ze Cie utrzymuje np to stwierdzenie faktu, w
      moich poprzednich pracach kobiety prawie rodzily w biurze), natomiast liczy sie,
      co naprawde robi - a dzialania swiadcza o tym, ze chce miec ta rodzine
    • tylna.szyba Re: Małżeński problem 12.07.09, 10:05

      Jesli przez tyle lat akceptowalas tego czlowieka jako swojego
      partnera, to znaczy, ze on ci odpowiada swoja osobowiscia.
      Te "zmiany", ktore zaszly w nim sa prawdopodobnie reakcja na strach
      przed uwiazaniem dzieckiem, pozycja malzonka, przymusem sprzatania
      jakis talerzy (ktorych nigdy nie musial sprzatac), strach przed
      Twoimi naciskami na czytanie o ciazy (na co on absolutnie nie ma
      ochoty).
      Tak reaguja niektorzy faceci. Nie chce tego wartosciowac, mowic czy
      to dobre czy zle, czy fair czy nie. Taki jest fakt, ze on sie broni
      przed sytuacja.

      Mialam identyczna sytuacje z mezem. Powiem Ci co zrobilam ja:

      postawilam wszystko na glowie, zeby sie wyprowadzic i zaczac wlasne
      zycie. Przestalam sie interesowac nim a zaczelam robic cos dla
      siebie. Przez rok widzialam siebie jako ofiare mezowskich humorow i
      uskarzalam sie na swoja sytuacje...potem przestalam.
      Powoli..powoli..nie przymuszany przez nikogo moj maz zaczal sam z
      siebie odbudowywac kontakt z nami. Teraz jest dobrze..choc nie
      mieszkamy ze soba (dzieki Bogu!) i to on zabiega o nas a nie my o
      niego.

      Po tych paru latach zrozumialam meza, ze nagly przymus i pretesje i
      moje wymagania przytloczyly go. W postach krzysztofa-lisa jest sporo
      racji (pomijajac jego niektore szowinistyczne pogladziki i ten jakze
      wybiorczy sposob wyrazania sie). Wyobraz sobie nagle, ze Twoj facet
      zaczyna ci mowic jak sie masz malowac a Ty sie w tym makijazu zle
      czujesz...tak samo z tymi talerzami. A..i nie zapomnij: ciaza jest
      Twoja i dziecko tez a ojca mozesz jedynie zmusic do placenia
      alimentow, bo do milosci i zainteresowania juz nie bardzo.
    • best-belize Re: Małżeński problem 18.07.09, 23:44
      Przeczytaj książkę: Mężczyźni kochają zołzy. Zajmie Ci to jeden
      dzień. Mi trochę otworzyła oczy. My kobiety mamy tendencje do
      stawiania na jedną kartę. Poświęcenie dla faceta itp. Rezygnacja z
      własnych planów i zamierzeń. Przeczytaj koniecznie, otworzy Ci oczy
      i da nadzieję na pozytywne zakonczenie tej sprawy. Musisz znaleźć
      siłę i jeszcze jedno: dziecko jest najważniejsze. Nastaw się na
      dziecko, jego traktuj obojętnie. Przeczytaj książkę. Każda kobieta
      powinna ją przeczytać przed ślubem :)
      Jednocześnie popieram:
      triss_merigold6 25.06.09, 21:44 Odpowiedz Gigantyczny błąd, że nie
      masz niezależności finansowej. Praca pilota
      odpada ale spróbuj wrócić do tych wydawnictw.
      Wybacz, ale próba modernizacji niebieskiego ptaka jest możliwa tylko
      pod warunkiem stosowania silnych bodźców oraz dobrej woli samego
      niebieskiego ptaka. Rozmowy są skuteczne o ile masz w zanadrzu
      bardzo silny argument i nie tylko grozisz odejściem ale jesteś w
      stanie odejść.
      On ma Cię w dupie. Nie musi się starać, jesteś zależna. Jak pan nie
      musi się starać to go bardzo demotywuje. Nastaw się na wychowywanie
      dziecka sama.
      • izabella9.0 do allerune 19.09.09, 19:25
        TYLKO ON ma nawyki ?
        TYLKO JEGO ZYCIE sie przewraca do góry nogami ??to musi nosić to dziecko, ona
        musi zrezygnować z pracy jaka by nie była , ona musi urodzić wychować , ona musi
        zaakceptować zmiany w ciele jakie ciąża za sobą niesie i jeszcze teraz musi być
        z człowiekiem który twierdzi ,że zniszczyła mu życie.Byłbyś w stanie żyć z kim
        kto tak ci powiedział ? ja nie upokorzyłabym się tak nawet dla dziecka!! On może
        przeprosić , powiedzieć że tak mu sie powiedziało w złości itd ale jaka ja mam
        p[pewność ze nie kłamie ? ze tak właśnie myśli ? że dalej nie uważa ze
        spieprzyła mu życie i nie powie jej tego za 10 lat ??Przeprosić mozna jak sie
        kogoś trąci albo jak się zacznie krzyczeć a nie za takie słowa ?

        Wątpię żeby się zmieniło on powiedział w złości co mu leżało na sercu , żadne
        przeprosiny tego nie zmienią..wykrzyczał jej w twarz czemu życie spieprzyła a
        przepraszam bardzo dupczenie = się wpadka nie chciał sie wiązać mógł postawić
        sprawę jasno żeby kobieta wiedziała na czym stoi a nie mamić!!
        Nikt go do ślubu nie zmuszała podjął taką a nie inną decyzję ,on woli zrzucić
        winę za ową decyzji na kogoś innego!!
    • madzioreck Re: Małżeński problem 19.09.09, 19:49
      wanda09 napisała:

      > Rozpętało się piekło.. Usłyszałam, że jestem na jego utrzymaniu i mogę po nim
      > sprzątać te cholerne talerze, że jestem pasożytem, bo przez te wszystkie lata
      > nie znalazłam stacjonarnej pracy tylko ciągle wyjeżdżałam i że to tak naprawdę
      > nie praca tylko zabawa i że całe życie jestem na wakacjach


      Nerwowo tego nie
      > wytrzymałam i rzuciłam jego dokumentami o ścianę, w zamian zostałam lekko
      > rzucona - również na ścianę.


      Jest zupełnie nieporuszony (taki też jest z natury), dusi bierną
      > agresją i zupełnie nic sobie nie robi z naszych problemów. Wychodzi bez słowa
      > nie wiadomo gdzie, wraca, siada przed kompem z piwem obok, pełen luz.. Kiedy
      > go pytam, czy ma zamiar coś dla nas zrobić, mówi, że nie..

      Czy naprawdę został takim chamem dopiero, kiedy zaszłaś w ciążę?
      Dżizas, kobity, gdzie Wy macie oczy... Facet rzuca Tobą o ścianę, a Ty chcesz
      związek ratować... szkoda słów.
      • atela Re: Małżeński problem 20.09.09, 08:13
        Myślę że ten związek był baardzo nietypowy, ze względu na długie okresy
        rozłąki.
        Mówi się, że przyczyną kłopotów z mężczyzną jest najczęściej inna
        kobieta - czy to wykluczasz ?
    • mvszka Re: Małżeński problem 20.09.09, 16:06
      Nic innego ten ślub Wam nie zrobił tylko przybliżył do rozwodu,
      który nastapi wczesniej lub pozniej ale co by nie było skup się na
      tym co tu i teraz czyli sobie i dziecku co lada chwila przyjdzie na
      świat. Nie reformuj pana bo to będzie strata Twojej energii i
      Waszych nerwów- talerze albo zbieraj albo nie, może sam zauważy,albo
      prędzej Ci wypomni ,że jesteś nierobem,więc wniosek taki,ze lepiej
      zbierac bez gadania i można tak robic przez dlugie lata bez wzgledu
      na stopien zaawansowania ciąży- gorsze dla ciąży są kłótnie o bzdury.
      Nakłanianie kogoś ,a zwłaszcza faceta ,do czytania o byciu tatą,o
      ciąży itp.itd. to jest naprawdę gruba przesada. Niczego zwykle ,a
      zwłaszcza ojcostwa i macierzyństwa nie można nauczyć się z gazetek i
      książeczek. Wręcz powiem ,że im więcej się naczytasz, tym bardziej
      pózniej będziesz zdziwiona,że wszystko jest zupełnie inaczej.
      Twoja sytuacja jest taka jaka jest i nie zmieni się dopóki nie
      powrócisz do pracy,ale to nie znaczy, że masz się załamywać.
      Obowiązkiem męża jest dawanie kasy,a Twoim dbanie o dom, staraj się
      robić swoje powinności tak,żeby nie miał się do czego przyczepić.
      Jak Ty z niego nie jesteś zadowolona to kładż łapę na kasę- bo masz
      do tego prawo. Dziecko podrośnie, wrócisz do pracy i ułożysz sobie
      życie na nowo, hawk ;)
    • eskimojoe Re: Małżeński problem 20.09.09, 17:02
      No i masz ku... to czego chciałaś, i teraz co - oczekujesz współczucia nic z
      tych rzeczy. Babo ile ty masz lat nie wiesz co to antykoncepcja przed albo po to
      już nie ma tabletek w aptekach, a on ku... co, nie może założyć gumy, uwiera go
      czy co? Masz w chacie knura, 7 lat melanżu jak to teraz mówi pokolenie debili
      MTV, i co nie zauważyłaś,że kolo nie nadaje się na ojca, więc teraz nie płacz,
      inna sprawa,że Cię sponiewierał fizycznie a Ty na co jeszcze czekasz toż ku...
      nie ma policji w tym kraju, nie masz kumpli co mu wyprostują włosy na klacie, ja
      pie... ale jesteś dziwna. Pewnie jak wyjeżdżałaś na te pół roku to dymał
      lachony ile wlezie i teraz go nosi, że mu siedzisz na głowie a on nie może sobie
      poszaleć. No ale widziały gały co brały, dałaś dupy po całości i teraz nie płacz
      na forum.
      • adela38 Re: Małżeński problem 22.09.09, 07:13
        Jezeli chcesz uratowac tec wasza rodzine to musisz spojrzec prawdzie w oczy i
        zobaczyc, ze macie sytuacje kryzysowa, w ktorej on nie daje sobie
        rady.Rozwiazaniem moze byc czasowe wziecie sterow w swoje rece i potraktowanie
        go jakby byl nastoletnim dzieciakiem.Musisz zachowac spokoj i nie dawac sie
        prowokowac.Musisz byc ta madrzejsza i wycofywac sie na wszystkie oznaki
        zblizajacego sie konfliktu.Nic mu nie karz, nic nie zadaj, ale chwal za wszystko
        co tylko mozna i jak cos potrzebujesz to pros np kochanie, pomoz mi pozbierac te
        talerze, bo plecy mnie bola i ciezko mi sie schylac, prosze cie bardzo... a po
        fakcie chwal, powiedz mu- ciesze sie, ze mi pomagasz, jestes super, fajnie ze
        umiesz zachowac sie jak prawdziwy facet....itp
        I tak powinnas zachowywac sie jak tylko mozesz dlugo, a przynajmniej do czasu
        gdy poczujesz sie silniejsza i dziecko ciut podrosnie.
        Jak ci mowi, ze jestes pasozytem udawaj, ze nie uslyszalas, ale przy okazji
        powiedz mu, ze podziwiasz go, ze wzial odpowiedzialnosc za rodzine, ze zachowal
        sie jak prawdziwy facet...
        Wiem, ze takie kadzenie jest bardzo trudne, ale wierz mi, ze dziala cuda.Twoj
        facet jest slaby i by moc byc tzw prawdziwym facetem potrzebuje takiego
        wsparcia- zachwytu i podziwu na codzien.Dla ciebie to trudne moze, ale jest
        duze prawdopodobienstwo, ze przy takim twoim podejsciu on odnajdzie sie jako
        ojciec rodziny.
        A wtedy tobie tez bedzie duzo lepiej.W sumie w ten sposob zyskasz spokoj, a byc
        moze takze ojca dziecku.
        Dodam jeszcze, ze takie chwalenie i staranie by widziwc rzeczywistosc od tej
        pozytywnej strony jest trudne na poczatku, ale jak sie wprawisz to to bedzie
        automatyczne i nieuciazliwe dla ciebie.Wazne by pamietac o tym dlaczego tak
        postepujesz i co jest celem- spokoj i szczescie rodziny.
        • sex_april Re: Małżeński problem 22.09.09, 11:26
          Adela .. a jak on w to uwierzy?

          Zgadziam sie z Madzioreck - facet kobite w ciazy rzuca o sciane a
          Wandzia chce ratowac zwiazek - to nie wiem smiac sie czy plakac....

          Z tego co opisala Wanda to nie byl zwiazek - to byly dluzsze randki -
          tzn. Wandzia pracowala na wyjezdzie a koles sie bawil. Robil co
          chcial i kiedy chcial. Zapewne niejedna kobiete obrocil w tym czasie
          (choc moze krzywdze faceta). Po jakims czasie sie spotkali a koles
          zapewne juz wyczekiwal z utesknieniem okresu letniego by Wanda
          pojechala i a on mial swoja wolnosc.

          Pomijam wszystko inne, rzucanie papierami, rzucanie ciezarna, nie
          wynoszenie talerzy - ale jak by mi moj partner powiedzial, ze ja
          spieprzylam mu zycie bo zaszlam w ciaze albo wyzwalby mnie od
          nierobow bo akurat nie pracuje i nie zarabiam to dla mnie nie byloby
          odwrotu.
          Zwiazek dwojga DOROSLYCH i DOJRZALYCH osob oznacza bycie razem -
          zycie lubi platac figle - prace mozna stracic, mozna stracic
          zdolnosc do pracy natomiast jak sie ze soba sypia to trzeba sie z
          tym liczyc, ze mozna zajsc w ciaze (wow niespodzianka). I
          wypominanie drugiej stronie, ze nie pracuje (w dodatku dlatego, ze
          jest w ciazy) dyskwalifikuje moim zdaniem faceta.
          Z mezczyzna to ona my tylko to wspolne, ze ma jaja i moze sikac na
          stojaco. .. znaczy nalezy do tego samego gatunku co Krzysio-Lis :P

          Wiecej szacunku bym miala do kolesia gdyby powiedzial do Wandy -
          wyskrob sie bo ja nie chce tego dziecka ... bum bum oszukalem Cie.
          • adela38 Re: Małżeński problem 22.09.09, 11:52
            To dobrze jak uwierzy, bo wtedy bedzie go to motywowac do postepowania za ktore
            ona go bedzie chwalic. Jak on sie bedzie dobrze czul bedzie go stac na bycie
            "prawdziwym facetem".Nic tak faceta nie buduje jak podziw w oczach jego
            kobiety.Przy takiej kobiecie on sie czuje spelniony i chetnie dla niej cos zrobi.
            Z mezczyzna jest troche jak z psem.Trzeba go wychowac do okreslonego
            postepowania, a spokoj, pochwaly i okazywanie zadowolenia, zachwytu i podziwu sa
            najlepszymi nagrodami motywujacymi.
            Zamiast jeczec i gderac, ze czegos tam nie robi chwalic za to co robi i
            podkreslac zadowolenie z tego co juz zrobil, nawet jesli nieudolnie.Krytyka tak
            naprawde podcina facetowi skrzydla.
            W wyzej opisanym przypadku facet czuje sie niepewnie i zrzera go stres.Reaguje
            nerwowo i checia ucieczki bo nie wierzy, ze sprosta zadaniu i widzi, ze
            partnerka wymaga coraz wiecej.
            Warto tez facetowi uzmyslowic, ze niemowlaki sa bardzo absorbujace i bedzie
            trudno, ale to tylko rok- dwa.Potem juz nie ma pieluch, malec zaczyna sie bawic
            i potrzebuje fajnego tatusia. Warto by facet uslyszal, ze dziecko jest tak
            bardzo kochane, bo jest czastka jego, ze bedzie jak on , ze on bedzie dobrym
            ojcem itp.
    • nutriss Re: Małżeński problem 22.09.09, 12:16
      Rozwód,jeszcze raz rozwód dla własnego dobra i dziecka.Ja innego
      wyjścia nie widzę.Chyba,że chcesz się z nim dalej szarpać.
      LUB-Chyba,że...on "zrozumie" swój błąd i pójdzie na terapię dla
      typów agresywnych ;brak słów.Tutaj już najpierw musiała byś z nim
      zasadniczą rozmowę przeprowadzić,w stylu:"czuje się tak i tak kiedy
      mówisz /robisz to czy tamto;nie życzę sobie tego i tego,bo to mnie
      rani",itp.Musisz ocenić czy warto,czy on w ogóle chce ratować wasz
      związek.
      Padłaś ofiarą przemocy psychicznej,kretyn ewidwntnie ucieka od
      odpowiedziałniści za własne wybryki i zrzuca ją na ciebie,do tego
      jakieś rękoczyny???...Nie,no masakra.Na to są paragrafy ,przecież
      może pójśc nawet za to siedzieć.
Pełna wersja