Dodaj do ulubionych

Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w porodzie?

12.08.09, 16:13
Czy któryś z Panów szczerze żałuje (tu można pisać anonimowo,a żona raczej nie zajrzy) udziału w imprezie pt. "poród rodzinny"?
Czy macie inną wersję dla żony i rodziny ("to było cudowne przeżycie")
a inną swoją własną i szczerą ("mało nie zwymiotowałem od zapachów
no i żona się wypróżniła" :/).
Proszę o szczere wypowiedzi.
Proszę także o wypowiedzi Pań,których mężowie uczestniczyli w porodzie a obecnie są już rozwódkami.
Dziękuję.
Obserwuj wątek
    • facettt nie 12.08.09, 17:51
      ogladanie 8-mio godzinnej meki
      to nie przyjemnosc
      nie zaluje - bylo to wazne doswiadczenie.

      jednakze drugi raz bym tego nie powtorzyl
      wystarczy?
    • arkadius78 Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 12.08.09, 21:52
      Nie żałuje, warto było, choć nie jest to "cudowne przeżycie", ale ciężkie i
      wzruszające. Oczywiście chcieliśmy tego oboje. Nie ma co zmuszać żadnej ze
      stron. Trochę mnie przeraziła ilość krwi i zimne podejście personelu (który
      notabene bym chętnie pobił za właśnie takie podejście. Nie wymiotowałem, nie
      zemdlałem, mogę powtórzyć... Rodzina wie jak było faktycznie, przecież to
      naturalna rzecz i po co ściemniać? Wystarczy?
      • gazeta.mi.placi Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 13.08.09, 16:05
        arkadius78 napisał:

        > Nie żałuje, warto było, choć nie jest to "cudowne przeżycie", ale ciężkie i
        > wzruszające. Oczywiście chcieliśmy tego oboje. Nie ma co zmuszać żadnej ze
        > stron. Trochę mnie przeraziła ilość krwi i zimne podejście personelu (który
        > notabene bym chętnie pobił za właśnie takie podejście. Nie wymiotowałem, nie
        > zemdlałem, mogę powtórzyć... Rodzina wie jak było faktycznie, przecież to
        > naturalna rzecz i po co ściemniać? Wystarczy?

        To super,ale to już znamy.
        W mediach/kolorowych pisemkach/forach dla kobiet w ciąży/wywiadach ze sławnymi
        pełno jest takich lub podobnych opinii (ciężko,ale w sumie super/hiper itp.).
        Mi chodzi o opinie odwrotne.
        Takie które Panowie ukrywają przed swoimi partnerkami czy znajomymi,bo mogłyby
        się nie pokrywać z w/w schematem.
        Nie wierzę,że wszyscy partnerzy uznają poród rodzinny za coś pozytywnego.
          • gosia.r1 Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 19.08.09, 13:52
            A ja nie wyobrażam sobie porodu z mężem u boku. I bardzo się cieszę, że nie
            uległam nowej kretyńskiej moim zdaniem modzie.Zresztą mój mąż jest tego samego
            zdania co ja. Poród jest cudem ale nikt mi nie wmówi, że pięknym zjawiskiem,
            które zbliża do siebie ludzi. Oczywiście za moje poglądy dostałam nie raz po
            głowie od moich koleżanek ale mam to gdzieś. Rodziłam 25 godzin i gdybym potem
            usłyszała od męża: oh, jakie to było wzruszające, to bym go trzepnęła w głowę!!
            • lukeszbobo 9 miesiecy negocjacji aby nie byc 19.08.09, 16:28
              9 miesiecy negocjowalem aby nie byc przy porodzie

              Kilka dni przed terminem wreszcze sie udalo, czyli ustalilismy ze mialem byc ale
              za drzwiami

              Dobe przed porodem zawiozlem zone do szpitala (za szybko ale zdecydowalismy ze
              ona juz zostanie a ja wroce). Jako ze nie lubie ustalilismy ze przyjade po
              poludniu wtedy kiedy ma sie zaczac akcja a jak by cos sie dzialo wczesniej to
              zona ma zadzwonic.

              Oczywiscie nie byla w stanie zadzwonic tak ja bolalo a ja dotarlem z
              opoznieniem. Przychodze a ona wyglada jak 7 nieszczesc jeczy itp. (nie wiem na
              co tu patrzec) Proboje ja pocieszac a ona do mnie ze skad ja mam wiedziec jak to
              boli i lepiej zebym zamilk to siedzialem i patrzylem jak zona jeczy. Po paru
              godzinach takiego siedzenia zaczela sie akcja porodowa czyli przebili ja i
              wylecialy wody plodowe. Jak zobaczylem ze zaczynaja tam grzebac to szybko
              ucieklem z sali (tak jak wynegocjowalem) aby nie zobaczyc za duzo. Po kilku
              minutach poza sala zaczelem sie denerwowac i mysle gdzie te dziecko? To juz czy
              nie? Mowie wracam. Wracam a ona znowu lezy i jeczy. Pytam sie co jest a ona ze
              to tak szybko nie idzie jak na filmach. Mowie to siedze. Ustalili ze ma przec
              wtedy kiedy bedzie skurcz. To ja sobie mysle wyjde jak juz bedzie parla. I tak
              wychodzilem kilkanascie razy az w koncu sie wkurzylem mowie nic sie nie dzieje
              to nie bede robil zamieszania i usiade z boku. Kiedy parla wkladalem glowe w
              poduszke a ze ona jeczala to ja parlem razem z nia. Tak parlem ze po paru
              godzinach urodzilem hemoroida. I tak mimo to ze nie chcialem rodzilem z zona.

              Pech chcial ze w tym calym pospiechu nie wzielem samochodu tylko przyjechalem
              pociagiem a ze zaraz mialem miec ostatni pociag to mowie ze ja wychodze i jade
              po samochod. Gorzej byc nie moglo mowie nie chcialem byc a bylem przy najgorszym
              a gdy juz dziecko mialo wychodzic to mnie nie bedzie

              Wyszedlem ze szpitala a po 15 minutach telefon ze mam pieknego syna. Mowie no
              nic jade po ten samochod i wracam.

              Wrocilem zagladam na sale a tam lekarz szyje jakas baba rozjechana przez czolg.
              Przerazony szybko zamknelem drzwi bo nie lubie krwi. Mowie no nie mozliwe ze tak
              szybko przeniesli ja do innej sali. Mowie ide zobaczyc ale wejde na sale od tylu
              aby nie widziec tej krwi.

              Wchodze od drugiej stron i patrze a tam moja zona z synem lezy.

              Nie wiem co jest gorsze czekanie za drzwiami godzinami czy na sali. Najlepsze
              wyjscie to wogole nie byc w poblizu i zajmowac sie czyms innym aby o tym nie
              myslec jak juz bedzie po wszystkim to niech zona zadzwoni i wtedy mozna
              przyjechac. Tak ustalilismy ze bedzie nastepnym razem. A jak bedzie to zobaczymy

              Pozdro
              Dumny tatus
              • wilma.flintstone Re: 9 miesiecy negocjacji aby nie byc 19.08.09, 21:30
                lukeszbobo napisał:

                Najlepsze
                > wyjscie to wogole nie byc w poblizu i zajmowac sie czyms innym aby
                >o tym nie myslec

                No, najlepiej pojsc w tym czasie na piwo, zgadza sie. Troche zaluje,
                ze jak za miesiac nadejdzie termin porodu, to ja akurat nie bede
                mogla wybrac takiej opcji, ale coz....:D
                • lia.13 Re: 9 miesiecy negocjacji aby nie byc 20.08.09, 10:12
                  Wilmo, myślę że przedmówcy chodziło o to, ze najlepiej jest być w tym momencie
                  gdzieś daleko, aby o tym nie myśleć, ale jak już się jest z żoną w szpitalu to
                  z dwojga złego, lepiej jest być wraz z nią na sali niż czekać na korytarzu, nie
                  wiedząc co się dzieje ;)
                  Po prostu czekanie jest najgorsze.
                • gazeta_mi_placi Re: 9 miesiecy negocjacji aby nie byc 20.08.09, 10:13
                  wilma.flintstone napisała:

                  > lukeszbobo napisał:
                  >
                  > Najlepsze
                  > > wyjscie to wogole nie byc w poblizu i zajmowac sie czyms innym aby
                  > >o tym nie myslec
                  >
                  > No, najlepiej pojsc w tym czasie na piwo, zgadza sie. Troche zaluje,
                  > ze jak za miesiac nadejdzie termin porodu, to ja akurat nie bede
                  > mogla wybrac takiej opcji, ale coz....:D

                  Mogłaś taką opcję(skoro piszesz,że żałujesz) wybrać 9 miesięcy
                  temu-antykoncepcja jest powszechnie dostępna,a z tego co piszesz w innych
                  postach ciąża Twoja nie była wpadką,więc Twój świadomy wybór.
                  Jak to takie niesprawiedliwe Twoim zdaniem,że tylko kobieta rodzi to nie zachodź
                  w ciążę: nie ma ani przymusu zachodzenia w ciążę ani zakazu antykoncepcji.
                  I na piwo będziesz mogła pójść kiedy tylko zechcesz :P
                  • wilma.flintstone Re: 9 miesiecy negocjacji aby nie byc 20.08.09, 11:01
                    gazeta_mi_placi napisał:


                    > Jak to takie niesprawiedliwe Twoim zdaniem,że tylko kobieta rodzi
                    >to nie zachodź w ciążę: nie ma ani przymusu zachodzenia w ciążę ani
                    >zakazu antykoncepcji.


                    Twoje rady sa, doprawdy, bezcenne :D

                    Owszem, uwazam ze Natura niezbyt sprawiedliwie podzielila role
                    pomiedzy kobiety i mezczyzn jesli chodzi o rozmnazanie sie. Gdyby
                    jednak kobiety myslaly kategoriami "sprawiedliwosci", to nie
                    stukalbys teraz w klawiature. Tak czy owak - dysproporcja miedzy
                    kosztami ciazy i porodu dla faceta i jego partnerki jest tak
                    przytlaczajaca, ze uwazam iz facet powinien byc w stanie w porodzie
                    uczestniczyc, jesli tylko to w czymkolwiek jego kobiecie pomoze.
                    • gazeta_mi_placi Re: 9 miesiecy negocjacji aby nie byc 20.08.09, 11:48
                      Nie znam żadnego przypadku (i świat medycyny też nie) w którym poród byłby
                      bezbolesny lub mało bolesny tylko z tego powodu,że przy boku jest mąż.
                      Gdyby tak było znieczulenie do porodu nie byłoby do niczego potrzebne.
                      Nie ma też żadnych badań,że przy porodach rodzinnych jest mniej komplikacji
                      zdrowotnych lub są krótsze czy mniej bolesne.
                      Jaki zatem jest sens?
                      Chcesz mieć poród mniej bolesny? Zamiast brać męża wykup znieczulenie.
                      To ma przynajmniej sens.
                      • twoj_aniol_stroz Re: 9 miesiecy negocjacji aby nie byc 21.08.09, 21:08
                        Bzdura, poród jest przede wszystkim wybitnie nudnym zajęciem. Trwa
                        kilka - kilkanaście godzin, z czego aktywnego porodu jest najwyżej
                        pół godziny. Reszta to nudne znoszenie bólu porodowego. Tu nie
                        chodzi o ten ból, bo na niego facet nie ma wpływu, to raczej chodzi
                        po pierwsze o możliwość bycia z kimś a nie samej i o opiekę przed
                        bezdusznoscią personelu. Facet doskonale nadaje się do wojowania z
                        zimną bezduszna położną, czy cynicznym lekarzem...
              • maniek_ok Re: 9 miesiecy negocjacji aby nie byc 20.08.09, 11:03
                A moim zdaniem to po prostu "dales ciala" i tyle. I co najwazniejsze - opusciles
                swoja zone w momencie w ktorym tego potrzebowala. Bo chocby nie wiem co bylo
                "ustalone" to porod dla pierworodki to przerazajace przezycie, bo nieznane i
                znane tylko z psychicznych opisow z gazet i filmow. I po to ludzie sa razem zeby
                byc razem w takich momentach - moja zona pierwsze co powiedziala po powrocie z
                "zszywania", jeszcze pod wplywem glupiego jasia to nie tam zadne peany o
                dziecku, ale "dziekuje Ci ze byles ze mna". I o to w tym chodzi a nie o to czy
                jakas krew sika. Ktora zreszta nie sika, przynajmniej u mnie.
                Opieka w moim szpitalu, na Polnej w Poznaniu - super ekstra ZAJEB`*ista, a
                bylismy klientami z zewnatrz, bez zadnych "oplat" bo tym sie akurat doglebnie
                brzydze, pewnie tak samo jak Ci ktorzy uciekaja z sali porodowej.
        • kawitator Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 13.08.09, 15:31
          Dyskusja na temat celowości i zalet, niebezpieczeństw porodów rodzinnych toczyła się na forach wielokrotnie
          Dane statystyczne które kiedyś zostały przytoczone podają ze około 10% mężów i ojców uczestniczących w tym wydarzeniu traciło wszelkie zainteresowania swoją żoną jako partnerką seksualną Co dziwniejsze nie było korelacji z wcześniejszą postawą czyli czy facet został zaciągnięty na porodówkę czy wprost przeciwnie sam chciał i oczekiwał tego wydarzenia

          Ryzyko każda zaciążona panienka musi rozpatrzyć w swoim rozumku bo takie odwrócenie się męża ma jednoznaczne skutki dla ich związku- małżeństwa
          • gazeta_mi_placi Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 17.08.09, 09:51
            "Dane statystyczne które kiedyś zostały przytoczone podają ze około 10% mężów i
            ojców uczestniczących w tym wydarzeniu traciło wszelkie zainteresowania swoją
            żoną jako partnerką seksualną Co dziwniejsze nie było korelacji z wcześniejszą
            postawą czyli czy facet został zaciągnięty na porodówkę czy wprost przeciwnie
            sam chciał i oczekiwał tego wydarzenia"

            Warto to podkreślić bo na różnych forach ciążowych wszystkie kobiety traktują
            obecność męża/konkubenta na porodówce jako coś naturalnego.
            A niechby któraś odważyła się napisać,że ona ma obawy i dlatego jej mąż zostaje
            wtedy w domu:ile się nasłucha od innych kobiet o jakości jej małżeństwa i
            niedojrzałości przyszłego ojca :)
                • gazeta_mi_placi Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 20.08.09, 10:19
                  Droga Wilmo! Weszłaś na Forum Mężczyzna,więc trudno się dziwić,że na Forum
                  Mężczyzna (gdzie nawiasem mówiąc pisze z 80% kobiet) poruszany jest akurat temat
                  od strony mężczyzny a nie kobiety.
                  A jak ja byłem na Cip-ie to zawsze mnie wyganiałaś,bo co mężczyzna może robić na
                  takim forum,a teraz sama weszłaś na "cudze" terytorium :P
                  • wilma.flintstone Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 20.08.09, 10:56

                    Po pierwsze nigdy Cie nie wyganialam z forum ciazowego, co najwyzej
                    pare razy Cie op..... jak przegiales pale. Po drogie roznica miedzy
                    forum "CiP" a "Mezczyzna" jest taka, ze tutaj pisze sie na tematy, o
                    ktorych przecietna kobieta ma jakies tam, chocby blade, pojecie. Na
                    forum ciazowym Ty, jako mezczyzna, przykro mi niewymownie, pojecia o
                    niczym miec nie mozesz, bo tusze ze nigdy nie przyjmowales luteiny
                    dopochwowo ani Ci sie nie rozeszly szwy krocza po porodzie. A po
                    trzecie to moja uwaga byla natury ogolnej, bo czy na tym forum czy
                    na innym, to co czuje kobieta w ciazy i rodzaca malo kogo obchodzi.
                    Pewnie stad niektore oszolomy plci meskiej chcialyby zmusic kobiete
                    zgwalcona do donoszenia ciazy, urodzenia i oddania do adopcji. Bo
                    coz ich interesuja te 9 miesiecy autentycznej drogi przez meke i
                    koszmar porodu...
              • nikka84 Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 20.08.09, 11:30
                No dokładnie!
                Ja bym w życiu nie chciała, żeby mnie mój mąż oglądał podczas porodu..nigdy nie
                wiadomo jak będzie przebiegał, czy będą jakieś komplikacje itp. a do tego masa
                krwi i innych rzeczy...no niestety, tak nas natura stworzyła, że to my kobiety
                rodzimy, do nikogo pretensji mieć nie możemy, ale nie można też oczekiwać od
                partnera, że będzie nam towarzyszył w takiej chwili..a jak zareaguje źle i mu
                się babka odwidzi i straci zainteresowanie seksem z nią? Nigdy nie wiadomo, jak
                człowiek zachowa się w sytuacji, gdy widzi innego w takim stanie, po co kusić
                los? A nie wydaje mi się, że jego brak chęci uczestnictwa w porodzie rodzinnym
                świadczyć ma o tym, że będzie złym ojcem itp. jak zobaczy co dzieciak "robi" z
                jego żoną to wtedy może wcale go nie polubić :D A tak poważnie ojcem może być
                każdy, ale nie każdy potrafi być tatą...więc radzę nie słuchać jakiś
                nawiedzonych mamusiek (wszystkie młode matki mają się za kogoś lepszego- to jest
                strasznie denerwujące) o wspaniałości porodów rodzinnych, każdy będzie to
                przeżywał jak chce i raczej nie pomniejszy to jego roli w życiu potomka.
                HOGWH!
            • alza73 Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 19.08.09, 12:07
              A ja sama nie chciałam uczestnictwa mojego M. w porodzie, choćby z
              szacunku do samej siebie. Jakoś nie przemawia do mnie fakt, że
              musimy we wszystkim uczestniczyć razem (do toalety też nie chodzimy
              parami). Mój M. zobaczył synka niecałe 2 godziny po porodzie (1,5 h
              mnie zszywali). Synuś od tego momentu jest oczkiem w głowie tatusia.
              Ważniejsze jest późniejsze budowanie więzi, a nie takie, które dot.
              jedynie uczestniczenia w fizjologicznym porodzie.
              • rannie.kirsted Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 19.08.09, 21:41
                jezu, jezeli dla was rodzenie dziecka jest tym samym co defekacja,
                czyli krepujaca czynnoscia ktorej partner nie powinien ogladac bo
                sie zbrzydzi, to gratuluje zwiazkow, naprawde.
                dokladnie, niech tatus poczeka 2 godziny i zobaczy dziecko umyte z
                tej OHYDNEJ krwi, upudrowane i ubrane w ladny kocyk. i niech mamusie
                tez umyja, uczesza i przykryja czyms, zeby jej flakow nie bylo
                widac. bo to przeciez takie obrzydliwe i nieestetyczne i dorosły
                MEZCZYZNA moze sie jeszcze zbrzydzic i wystraszyc. fuj!
                tak serio to NIE WIERZE ze te posty o "nieestetycznosci" porodu
                pisza dorosli ludzie, przyszli ojcowie i matki. poród to nie jest
                hardkor, wasze podejscie nim jest.
                • aneczka1982 Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 19.08.09, 23:18
                  rannie.kirsted napisała:

                  > jezu, jezeli dla was rodzenie dziecka jest tym samym co defekacja,
                  > czyli krepujaca czynnoscia ktorej partner nie powinien ogladac bo
                  > sie zbrzydzi, to gratuluje zwiazkow, naprawde.
                  > dokladnie, niech tatus poczeka 2 godziny i zobaczy dziecko umyte z
                  > tej OHYDNEJ krwi, upudrowane i ubrane w ladny kocyk. i niech mamusie
                  > tez umyja, uczesza i przykryja czyms, zeby jej flakow nie bylo
                  > widac. bo to przeciez takie obrzydliwe i nieestetyczne i dorosły
                  > MEZCZYZNA moze sie jeszcze zbrzydzic i wystraszyc. fuj!
                  > tak serio to NIE WIERZE ze te posty o "nieestetycznosci" porodu
                  > pisza dorosli ludzie, przyszli ojcowie i matki. poród to nie jest
                  > hardkor, wasze podejscie nim jest.

                  podpisuję się rękami i nogami pod Twoim postem rannie.kirsted. Co to związek , ponoć "na dobre i złe", gdzie poród uważa się za zło konieczne do posiadania dziecka i "zło" leżące w gestii kobiety. Bo jęczy, bo krew, bo może przy parciu popuści, bo jakieś wody, jakieś nacinanie.. to jeżeli tak trudno towarzyszyć żonie/partnerce w ciężkim, ale prowadzącym do pięknego momentu narodzin, doświadczeniu, to chyba opieka w czasie ciężkiej choroby nie wchodzi w grę- to dopiero może by nieestetyczne a na dodatek trwać więcej niż kilka godzin...
                • eye-witness Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 20.08.09, 10:59
                  co to ma wspolnego z "jakoscia" zwiazku? jesli rzygam, maz koniecznie musi trzymac mi glowe i wycierac rzygi z brody, zeby udowodnic swoja milosc? jak mam sraczke i rozrywa mi tylek, ma mi tenze tylekczek calowac? w przecinym razie oznacza, ze nie kocha, nie szanuje?
                  dla mnie jest dosc logiczne i zrozumiale, ze ktos nie pcha sie do ogladania takich widokow jak porod. i troche chore, ze ktos w taki sposob ocenia zwiazek.
                  • rannie.kirsted Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 20.08.09, 23:01
                    jezuu, ze ludziom trzeba proste rzeczy tlumaczyc. tu nie chodzi o to
                    zeby maz pchal sie do ogladania takich widokow jak porod tylko zeby
                    byl przy zonie jesli ona go potrzebuje. a tak sie sklada ze moze go
                    potrzebowac w czasie porodu bo to ona rodzi, ją rozrywa ona sika
                    krwią, popuszcza i co tam jeszcze wesolego. nikt nie kaze biednemu
                    chlopinie na to patrzec tylko na boga niech bedzie przy niej jesli
                    ona tego potrzebuje a nie sie wykreca ze sie brzydzi, boi etc.
                    naprawde tak trudno to zrozumiec?
                    • cus27 Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 21.08.09, 07:51
                      rannie.kirsted napisała:

                      > jezuu, ze ludziom trzeba proste rzeczy tlumaczyc. tu nie chodzi o
                      to
                      > zeby maz pchal sie do ogladania takich widokow jak porod tylko
                      zeby
                      > byl przy zonie jesli ona go potrzebuje. a tak sie sklada ze moze
                      go
                      > potrzebowac w czasie porodu bo to ona rodzi, ją rozrywa ona sika
                      > krwią, popuszcza i co tam jeszcze wesolego. nikt nie kaze biednemu
                      > chlopinie na to patrzec tylko na boga niech bedzie przy niej jesli
                      > ona tego potrzebuje a nie sie wykreca ze sie brzydzi, boi etc.
                      > naprawde tak trudno to zrozumiec?
                      Jeszcze raz...wspolny porod tylko dla osob kochajacych sie i
                      pragnacych swojego MALUTKIEGO,KOCHANEGO,TAK DLUGO
                      OCZEKIWANEGO...SKARBUSIA!!!
                • dosia2308 Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 25.08.09, 11:00
                  No to żeś nam wszystkim głupim babom powiedziała! Gratuluję dojrzałości! Więc
                  dla mnie jest ważne żeby mój partner mnie nie widział w takim stanie! Nie
                  kontrolującej swojej fizjologii właśnie. Co ma do tego jakość związku? Mam troje
                  dzieci. Ojciec dziecka był mi naprawdę potrzebny po narodzinach. Pomagał przy
                  małym. I to było dla niego i dla mnie najważniejsze.
                • rannie.kirsted Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 20.08.09, 23:05
                  no, dokladnie, jakas dziwna kolezanka jest. wystarczy sobie
                  poogladac zdjecia ludzi z porodow, matek i ojcow. na ich twarzach
                  nie ma strachu czy obrzydzenia tylko jest totalna euforia bo nagle z
                  kobiety wyskakuje dzieciak - i niech mi ktos powie ze to nie jest
                  cud.
                  w gazecie byl kiedys swietny fotoreportarz z porodowek warszawskich.
                  ojcowie w trakcie porodow i juz z dziecmi na rekach. faceci w roznym
                  wieku, mlodzi, starsi, wyksztalceni czy nie. w fartuchac, czasem
                  wymazani krwia. na ich twarzach,tak jak na twarzach ich parnterek
                  widac straszliwe zmeczenie i jednoczesnie euforie.
                  ale mysle ze cos takiego jest mozliwe tylko wtedy gdy 1)para bardzo
                  sie kocha 2)czekaja z radoscia na dziecko. a to sie zdarza pewnie
                  raz na 100 oczekujacych na dziecko par:(
                  • cus27 Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 21.08.09, 07:15
                    rannie.kirsted napisała:

                    > no, dokladnie, jakas dziwna kolezanka jest. wystarczy sobie
                    > poogladac zdjecia ludzi z porodow, matek i ojcow. na ich twarzach
                    > nie ma strachu czy obrzydzenia tylko jest totalna euforia bo nagle
                    z
                    > kobiety wyskakuje dzieciak - i niech mi ktos powie ze to nie jest
                    > cud.
                    > w gazecie byl kiedys swietny fotoreportarz z porodowek
                    warszawskich.
                    > ojcowie w trakcie porodow i juz z dziecmi na rekach. faceci w
                    roznym
                    > wieku, mlodzi, starsi, wyksztalceni czy nie. w fartuchac, czasem
                    > wymazani krwia. na ich twarzach,tak jak na twarzach ich parnterek
                    > widac straszliwe zmeczenie i jednoczesnie euforie.
                    > ale mysle ze cos takiego jest mozliwe tylko wtedy gdy 1)para
                    bardzo
                    > sie kocha 2)czekaja z radoscia na dziecko. a to sie zdarza pewnie
                    > raz na 100 oczekujacych na dziecko par:(
                    DZIEKI za Twoj komentarz!!!
              • dymna Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 20.08.09, 12:05
                Prawie się posiusiałam czytając o tym wycieraniu rzygów z brody :D

                Mój tez nie był przy porodzie. Nie chciałam. A on na szczęście koniecznie się
                nie upierał, żeby być.
                Krępowałabym się. Bo nie chciałabym, żeby znał już wszystkie moje tajemnice i
                tajemnice kobiet w ogóle.

                Zachowam sobie to odarcie się ze wszystkiego na starość, kiedy sobie będziemy
                pampersy zmieniać.

                Pewna dama polskiego kina powiedziała kiedyś, że maż nie powinien nigdy zobaczyć
                swojej kobiety w papilotach i przydeptanych kapciach.
          • heniahenkowska Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 19.08.09, 15:04
            Tego właśnie głównie bym się obawiała. Co prawda ja akuratnie miałam cesarkę,ale
            w innym przypadku nie byłoby mowy o uczestnictwie męża przy porodzie. Już i tak
            czułam się upodlona i sponiewierana podczas pobytów w ciąży w szpitalu, a i
            przed cesarką też trochę: mój mąż naoglądał się sików w oreczku leżącym na
            podłodze (cewnik), mnie leżącą rozkraczoną w oczekiwaniu na cesarkę, itd. itp...
            Aczkolwiek...mąż mojej przyjaciółki był przy porodzie i wciąż bzykają się
            codziennie...podobno :-)
          • rikol Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 19.08.09, 15:19
            Co w takim razie z ginekologami-poloznikami, ktorzy codziennie ogladaja porody i
            to niekoniecznie te najlatwiejsze? Czy oni wszyscy sa impotentami? A co z
            weterynarzami? Tez ogladaja porody, a nawet operuja. Jesli od ogladania porodu
            facet ma impotencje, to powinien sie leczyc, bo cos z nim jest nie tak. Ciekawe,
            co on zrobi, jak zona zachoruje, np. na raka, albo bedzie miala operacje.
            Ucieknie, bo zona nieatrakcyjna, z bliznami czy chocby bez makijazu?
            • heniahenkowska Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 19.08.09, 15:32
              Po pierwsze osobiście, z całym szacunkiem dla pracy, którą ginekolodzy wkładają
              w to,co robią,to dla mnie jest troszkę nie halo wybieranie przez mężczyznę
              takiego zawodu: ot zboczenie albo kasa. To są główne tego pobudki.
              Po drugie z tych wszystkich mężów na świecie raptem pewna tylko, znikoma część
              jest ginekologami. Ci, którzy nimi nie są, nie są z wyboru: nie chcieli oglądać
              chorych, poranionych cipek. Ten narząd postrzegają i chcą postrzegać jako zgoła
              co innego niż jedno z narzędzi do urodzenia dziecka.
              Po trzecie założę się, że z 90% mężczyzn raczej wolałoby nie oglądać pipki przy
              porodzie. W tych operacjach, o których wspominasz, mężowie jakoś nie
              uczestniczą, a i żony przy operacjach mężów również nie. Po to co innego,ale i
              po porodzie nikt nie mówi, że mężowie mają się wyprowadzać z domu na miesiąc
              (tyle mniej więcej potrzeba czasu na pełne dojście do siebie).
              Po czwarte założe się, że conajmniej połowa z panów, którzy uczestniczą przy
              porodzie to Ci, którzy nie potrafili powiedzieć nie,bo - podobnie jak wspominane
              wyżej panie udzielające się na forum ze zdaniem nieakceptującym wspólnych
              pordówi będące za to rypanym równiutko tamże - obawaili się negatywnej reakcji
              swojego najbliższego otoczenia, choć nei przyznają się do tego nawet pewnie
              tu-na forum.
              Po piąte wreszcie, jak zresztą wypowiedziałam się jużwyżej, jestem przekonana,
              że facio może stracić zainteresowanie swoją żoną przynajmniej w kwestii
              seksualności. I dorabiajcie sobie drogie Panie ideologię, że Wasi mężowie są
              wyjątkowi, dojrzali, etc., lecz potem nie wylewajcie żali na forum, że ten
              odpowiedzialny i dojrzały mężulo puścił Was kantem i własnie się
              rozwodzicie,albo nie rozwodzicie,ale kochanka swoje miejsce tam gdzieś u Was ma.
              Ja ryzykować nie będę i już.
                • heniahenkowska Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 19.08.09, 16:26
                  Wiesz, kiedys zostały przeprowadzone stosowne badania (naukowe rzecz jasna)
                  przez (amerykańskich rzecz jasna) psychologów pracy. Chodziło o pewne
                  predyspozycje do zawodów, czy też raczej (konkretniej) o to, ajcy ludzie
                  wybierają pewne zawody (Ci ludzie, którzy się w nich potem realizują z
                  sukcesami). Okazało się, że stomatolodzy, chirurdzy i parę jeszcze innych
                  zawodów, których w tej chwili nie pamiętam mają lekkie skłonności sadystyczne.
                  Lekkie,bo nie chodzi tu o patologię i zagrożenie przestępczością,ale pewne cechy
                  osobowościowe ocierają się o sadyzm. W przypadku ginekologów sprawa może mieć
                  się podobnie, tyle że taki sadyzm być może należy zastąpić inną skłonnością -
                  nie wnikam jaką, ale jeślibym miała to swoje zdanie w tej kwestii wyraziłam już
                  wyżej.
                  POnadto powszechnie wiadomo, że jest gro osób - srtudentów, a niedoszłych
                  absolwentów kierunków medycznych, którzy dany kierunek studiów wybrali z
                  nieznanych skądinąd przyczyn,lecz bynajmniej nie z
                  powołania/zamiłowania/predyspozycji. Mówię tu o tych, którzy po roku-dwóch
                  studiów zrezygnowali z kształcenia się w kierunku medycznym, ponieważ nie byli w
                  stanie poradzić sobie z widokiem krwi, wbijaniem igły, nie wspominając o
                  krojeniu ciała. Współczuję takim niedoszłym medykom, na których potem wywołuje
                  się presję uczestnictwa przy porodzie swojej żony.
                  Oczywiście jest cała masa nie-lekarzy, którzy uwielbiają kroić ludzkie ciało -
                  mowa tu o mordercach i innych sadystach :] Jesli mój mąż nalegałby namiętnie na
                  uczestnictwo przy porodzie to zaczęłabym się obawiać, czy może jest zwichrowany
                  (jak wyżej), czy też po prostu zżera go czysta ciekawość,bo i taki powód jak
                  sądzę jest powszechny przy tego typu decyzjach. No a potem właśnie omdlenia,
                  rozwody, kochanki...
                  • eye-witness Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 20.08.09, 10:56
                    czy ci hamerykanscy naukowcy odkryli dlaczego kobiety zostaja ginekologami? sa
                    zboczone, sa lesbijkami i lubia grzebac w kroczu innym kobietom?;)

                    no popatrz, kiedys spotykalam sie z chirurgiem, ale nie wykazywal zadnych
                    sklonnosci sadystycznych, nie lamal mi kosci, zeby je pozniej nastawiac, ani nie
                    gmeral mi widelcem w kichach. wrecz przeciwnie. byl delikatny, tak delikatny, ze
                    rzygac sie chcialo;)
                  • dymna Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 20.08.09, 12:16

                    Po pierwsze pisze się "gros" osób. "Gro" to się czyta.

                    Po drugie naprawdę mało jest studentów, którzy rezygnują z zawodu z powodu krwi.
                    Bo zawód lekarza to coś więcej. Krew jest tu mało istotna. Ważny jest człowiek i
                    jego życie.
                    I tylko niedojrzałe osobniki wybierają ten zawód z pewnością, że pędzie czysto i
                    pachnąco.

                    Ale człowiek nie-lekarz to zgoła coś innego. On nie musi się narażać na
                    "drastyczne" widoki, ponieważ nie jest w tym kierunku kształcony.

                    I całkowicie nie oznacza to, że każdy lekarz to świr bo umie?lubi? musi? patrzeć
                    na krew.
                • rannie.kirsted Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 19.08.09, 21:22
                  Panowie ja mam apel. nie bójcie sie. jestescie zonie potrzebni. nie
                  bojcie sie jej wrzaskow, lez, tego ze krwawi jak swinia. to jest
                  wlasnie porod. niestety tak wyglada, tak to natura urzadzila. nie
                  stanie sie zonie nic zlego, po to jest polozna, pielegniarka,
                  lekarz. jezeli boicie sie widokow to wystarczy trzymac sie blisko
                  glowy zony i nie zapuszczac sie do strefy 0 jak ktos stwierdzil. moj
                  kolega ktory uczestniczyl przy porodzie zony mowil ze wszystko
                  ogladal. najpierw byla umowa ze stoi przy jej glowie i nie patrzy,
                  ale zwyczajnie nie wytrzymal jak sie zaczelo. mowil ze widok
                  straszny ale jednoczesnie niesamowity ze z jego zony wylazi dziecko.
                  panowie nie bojcie sie krwi, blon plodowych. przeciez to jest
                  normalne. jestesmy ssakami i tak wyglada u ssakow porod, no co tu
                  jeszcze dodac. byc moze na starosc (nikomu tego nie zycze) przyjdzie
                  wam pielegnowac chora malzonke - bo opieka typu pielegniarka czy
                  sanitariusz jest HORRENDALNIE droga (2 kroplowki podane przez
                  pielegniarke to ok 200-300zl, na przyklad). i zaloze sie o wszystko,
                  ze jesli kochacie swoje zony, to w momencie kiedy trzeba sie bedzie
                  nimi zajac, zrobicie to. zniknie wasz strach, obrzydzenie. wiem to,
                  bo opiekowalam sie smiertelnie chorą bliską osobą - moim ojcem.
                  mylam go, mylam mu tylek, zmienialam pieluchy. nigdy w zyciu nie
                  pomyslalabym, ze bede w stanie to zrobic. ale jak okazalo sie ze
                  trzeba, to bylam. bez obrzydzenia, bez strachu. jak ktos bliski,
                  kogo kochasz potrzebuje twojej pomocy, to robisz co jestes w stanie
                  zeby mu pomoc. mysle, ze z porodem jest tak samo.
        • dzikoozka Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 17.08.09, 10:53
          o boszszsz... ciemny jesteś i trzeba Ci tłumaczyć :))
          Poprioniony żałuje że SIĘ urodził. Wątpie, żeby był obserwatorem
          porodu.
          A teraz w temacie: prawdą jest, ze wiele kobiet chce, żeby przyszły
          ojciec był BLISKO. To znaczy u wezgłowia albo za przepierzeniem, za
          drzwiami na korytarzu, niekoniecznie wgapiał sie w jej krocze.
          Chodzi tylko i wyłącznie o wsparcie psychiczne i - czuwanie nad
          procesem., ponieważ kobieta nie jest w stanie opie..oć lekarza czy
          pielęgniarki za chamstwol olewanie czy inne takie popularne w naszej
          medycznej rzeczywistości zjawiska.
          Nie wierzę, że ktokolwiek jest w sstanie zmusić faceta do wgapiania
          sie miedzy nogi kobiecie w trakcie porodu. Nie wierzę, że kobiety
          tego chcą, z każda z którą rozmawiałam nie chciała, ja sama tez nie
          chciałam.
        • maniek_ok Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 20.08.09, 11:16
          gazeta.mi.placi napisał:

          > Współczuję.
          > Czekam na dalsze głosy,odmienne od tych z kolorowych pisemek
          > "och,ach jakie to było cudowne przeżycie"-to już znamy.

          A ja Tobie wspolczuje - bo de facto jestes bardzo biednym czlowiekiem.

          Powiem Ci ze ogolnie to jak slysze te idio``zmy o tym jak "cos" w zyciu ma
          polaczyc albo podzielic, jak cos jest modne albo i niemodne, dobre rady na dobre
          zwiazki, doswiadczenia innych, itp - to pukam sie w glowe.
          Jak facet jest miernota to odejdzie od swojej zony nawet po 30latach wspolnego
          zycia z byle powodu. Bycie przy porodzie niczego nie zmienia jak zwiazek jest
          oparty na niczym i tyle - choc do katolicyzmu mi daleko to tez tak uwazam ;).
          Chcesz byc przy swojej zonie przy porodzie, bo wiesz ze dla niej bedzie to
          okropne przezycie i powinienes byc przy niej, bo jestes dla niej najwazniejsza
          osoba w zyciu - to powinienes stac przy lozku i byc. Chocby nawet tak jak ja -
          nie zagladalem, nie pomagalem - stalem z butelka wody i glaskalem zone po glowie
          (bo tego chciala :)).
          A jak nie chcesz i uwazasz ze to moda (co to za brednie??? - jak ludzie chcieli
          byc przy swoich zonach przed 20laty to tez mowiono ze to moda) - to po prostu
          daruj to sobie i zyj dalej swoimi wyobrazeniami o tym jak to porod jest brudny i
          niszczacy zwiazek, a facet traci po nim zainteresowanie kobieta (to juz trzeba
          byc naprawde psycholem do kwadratu).
          To chyba proste sprawa, czy potrzebujesz kilkudziesieciu wpisow od gowniarzy na
          forum GW zeby miec wsparcie moralne?
        • haldeman79 Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 20.08.09, 23:07

          > Współczuję.
          > Czekam na dalsze głosy,odmienne od tych z kolorowych pisemek
          > "och,ach jakie to było cudowne przeżycie"-to już znamy.

          Jak to jest że jak Ci facet napisze, że było fatalnie to ślesz
          wyrazy współczucia na lewo i prawo, ale jak wyrazi opinie zgoła
          odmienna nawet się nie zachniesz i jak mantre potwarzasz, że to
          kolorowe pisemka?

          Po co pytasz skoro nie interesuje Cię odpowiedź?
    • araceli Aleście męscy! 18.08.09, 17:31
      gazeta.mi.placi napisał:
      > Czy macie inną wersję dla żony i rodziny ("to było cudowne przeżycie")
      > a inną swoją własną i szczerą ("mało nie zwymiotowałem od zapachów
      > no i żona się wypróżniła" :/).

      Poród to mało przyjemne przeżycie. Krew, pot, potworny ból, łzy, wrzaski. Wiele
      godzin męczarni, patrzenia na cierpienie, walka ze znieczulicą personelu medycznego.

      I dlatego jak widać niektórzy panowie szukają pretekstu, żeby zwiać z sali
      porodowej zostawiając żonę/partnerkę SAMĄ z tym wszystkim. Gratuluję męskości!
      • cloclo80 Re: Aleście męscy! 18.08.09, 22:17
        Dziecko się z powodu nieobecności ojca nie urodzi? Bezsens.
        Obecność faceta jest potrzebna dla podniesienia poziomu bezpieczeństwa dość
        niebezpiecznej w sumie operacji jaką jest poród. Jeśli ktoś nie chce się w ten
        sposób ubezpieczyć wiele ryzykuje, ale realnie poza kontrolowaniem zaangażowania
        personelu nie ma się większego wpływu na to co się dzieje.
        • gazeta_mi_placi Re: Aleście męscy! 19.08.09, 09:43
          cloclo80 napisał:

          > Dziecko się z powodu nieobecności ojca nie urodzi? Bezsens.
          > Obecność faceta jest potrzebna dla podniesienia poziomu bezpieczeństwa dość
          > niebezpiecznej w sumie operacji jaką jest poród. Jeśli ktoś nie chce się w ten
          > sposób ubezpieczyć wiele ryzykuje, ale realnie poza kontrolowaniem zaangażowani
          > a
          > personelu nie ma się większego wpływu na to co się dzieje.

          Równie dobrze może też być matka lub siostra.

        • cus27 Re: Aleście męscy! 19.08.09, 10:04
          Przy porodzie pierwszego syna -malo nam brakowalo do "odjazdu na
          drugi swiat"-lekkomyslnosc poloznej,maz wrzeszczac o
          lekarza ...wpakowal ja w kaloryfer i podzialalo,takze obecnosc meza
          przy porodzie powinna byc obowiazkowa.Przy nastepnych porodach (2)
          bylismy razem i mimo czasu dzielacego nas od tych
          niezapomnianych "wydarzen",z sentymentem i lzami w oczach
          wspominamy...
        • wilma.flintstone Re: Aleście męscy! 19.08.09, 21:59
          cloclo80 napisał:

          > Dziecko się z powodu nieobecności ojca nie urodzi? Bezsens.
          > Obecność faceta jest potrzebna dla podniesienia poziomu
          bezpieczeństwa dość
          > niebezpiecznej w sumie operacji jaką jest poród. Jeśli ktoś nie
          chce się w ten
          > sposób ubezpieczyć wiele ryzykuje, ale realnie poza kontrolowaniem
          zaangażowani
          > a
          > personelu nie ma się większego wpływu na to co się dzieje.



          Przesadzasz chyba troche. Jeszcze pare lat temu porod rodzinny to
          byla w Polsce egzotyka, personel szpitalny nie byl lepiej
          wykwalifikowany (a wrecz gorzej) i kobiety jakos sobie radzily.
          • lia.13 Re: Aleście męscy! 20.08.09, 10:39
            albo nigdy nie rodziłaś albo miałaś niesamowite szczęście. W większości szpitali
            nikt się Tobą nie zainteresuje zanim "w łapę" nie dostanie, a zwrot pielęgniarek
            do rodzącej "zamknij się i przyj, bo dzieciaka udusisz" to standard. I po to
            właśnie jest facet potrzebny na sali porodowej, żeby umiał ukrócić towarzystwo i
            przywołać do porządku.
            • wilma.flintstone Re: Aleście męscy! 20.08.09, 10:50

              Rodzilam i to 16 lat temu w kiepskim szpitalu. Ojciec dziecka nie
              zdazyl na czas wrocic nawet zeby byc na zewnatrz (obecnosc na
              porodowce byla wtedy wykluczona). Bylam zupelnie sama, do glowy mi
              nie przyszlo zeby komus dac w lape (zreszta nawet nie bardzo bym
              wiedziala jak to sie robi - za dekolt poloznej czy gdzie???), takze
              mnie raz pouczono zebym sie nie darla a parla...I zyje, chlopak
              zdrow jak ryba, nie mialam ani zadnego znieczulenia (abstrakcja
              wtedy), rodzilam niegodnie, bo z nacieciem...I wszystko sie dobrze
              skonczylo. Bo prawda jest taka, ze porody z komplikacjami to
              niewielki procent wszytskich innych, zreszta nawet jak sie zaczna
              komplikacje to maz ci na porodowce pomoze niewiele. A jesli chodzi
              o "przywolywanie towarzystwa do porzadku"? Litosci, przy porodzie
              boli Cie tak i jestes tak otumaniona wszystkim dookola, ze
              konwenanse maja znaczenie drugorzedne.
    • olionly Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 19.08.09, 10:56
      Wybacz, ale nie potwierdze twojej opinii tylko dlatego, zebys mogl napisac super
      tekst o tym jak to mezowie nienawidza porodow. Oboje z zona zgodzilismy sie na
      to, zeby rodzic razem, nikt mnie do tego nie zmuszal. Jasne, bylo strasznie,
      meczaco, smierdzialo i ledwie trzymalem sie na nogach, ale nie odpuscil bym tego
      za zadne skarby. Co bym potem powiedzial dziecku - sorry, maly, nie bylem na
      twoim porodzie bo brzydzilem sie mamusi? Wiedzialem, ze bedzie ciezko,
      zdecydowalem sie i juz.
    • dawidok a tak z innej beczki 19.08.09, 12:16
      dlaczego niektórzy faceci nabierają obrzydzenia do swojej kobiety po
      porodzie? czyżby nigdy wcześniej nie widzieli pochwy? krwi?
      zakrwawionej podpaski lub tampona? ja byłem przy porodzie było
      super, stres, adrenalina a żonę kocham jeszcze mocniej a sex jest
      częściej niż przed porodem. Panowie ! pochwa wraca do poprzednich
      rozmiarów !!!!
      • heniahenkowska Re: a tak z innej beczki 19.08.09, 16:19
        Hmmm...wiesz,zboczenia są różne. Są pedofile, są fetyszyści różnego rodzaju,
        nekrofile, zoofile...są i tacy, których widok zakrwawionych podpasek, tamponów i
        wreszcie porozrywanej, pokrwawionej pochwy podnieca do tego stopnia, że gdy się
        tego naogląda to chce mu się bardziej. Ja jednakże (przy okazji mając nadzieję,
        że mój mąż jest w miarę normalny) sikać, sr..., pierdzieć, dłubać w nosie, bekać,
        etc. przy mężu nie będę, a podpaski zakrwawione wyrzucać będę do kosza na śmieci
        nim mąż się spostrzeże,zaś brudne gacie od razu do pralki. Rodzić przy nim też
        nie będę rzecz jasna. No ale...ja rodzić naturalnie nie będę nigdy bo mi to nei
        na rękę :]
        • evela1982 Re: a tak z innej beczki 16.01.10, 16:26
          Hmmmm, a kto mówi o zaglądaniu w pochwę???? Ja bym mojemu w życiu na
          to nie pozwoliła, bez przesady. Mój maż był 2 razy przy porodzie i
          siedział z boku, a ja mu jęczałam,ze tego nie przeżyje:) Przy
          pierwszym porodzie wyszedł jak juz "akcja" się zaczęła, zresztą sama
          mu kazałam,zeby teraz wyszedł, a przy drugim był do końca i stał za
          mną i dopingował a na koniec przeciaą pępowinę:)
      • gazeta_mi_placi Re: a tak z innej beczki 19.08.09, 17:32
        Nie zawsze wraca a właściwie (wystarczy podręcznik do biologii) nigdy
        nie wraca chyba,że poród jest przez CC albo po porodzie ma tzw.plastykę pochwy.
        Doucz się biologii na poziomie podstawowym.
        Żadna pochwa (oczywiście w naturalny sposób -nie mówię tu o plastyce pochwy czy
        celowym ciaśniejszym zaszyciu przez lekarza po porodzie)
        nie jest już tak wąska jak przed porodem SN.
    • dzien_bez_nocy Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 19.08.09, 12:19
      W moim przypadku było to tak, że wcześniej umówiliśmy się z żoną, że będę z nią
      aż do chwili kiedy wejdzie już na samą salę porodową. Zatem byliśmy razem przez
      około 8 godzin przedporodowych - czas nasilających się skurczów, otwierania tego
      i owego. Kobieta wtedy jest jednym wielkim instynktem, koncentruje się na sobie
      (i dobrze) więc tym bardziej czas to jest męczący dla faceta. Dlaczego? Bo widzi
      jak jego partnerka cierpi, a on nic nie jeste w stanie zrobić.
      Przydałem się do masowania, podania czegoś, zawołania pielęgniarki i tego typu
      działań.
      Cieszę się, że tak mogłem pomóc. I oboje z żoną cieszymy się, że właśnie na
      takie uczestnictwo się umówiliśmy. Że na nic więcej. Bo oglądanie żony już na
      samej sali porodowej nie byłoby ani dla mnie, ani dla niej komfortowe. Poza tym
      fizycznie nie było tam miejsca na "turystę" - 4 osoby (lekarze, położna) wystarczą.

      Po wszystkim żona mi dziękowała, że z nią byłem. Tyle ile byłem. To dało jej
      dużo wsparcia i poczucia bezpieczeństwa. Myślę, że to może być niezła formuła.
      Uczestniczysz w trudnych dla kobiety chwilach, ale nie przekraczacie ryzykownej
      granicy. Bo część facetów (przykładem jest 2 moich kolegów) traci później
      zainteresowanie żoną jeśli chodzi o seks. Coś w nich się zacięło.
    • ciekawski.kotek Tak, brałem w tym udział. Przy czym byłem tam po 19.08.09, 12:21
      to aby podać ślubnej wodę, gdy tego potrzebowała no i zawołać pigułę, gdy była
      potrzebna. Rodziła państwowo, więc piguła grzała dupę w dyżurce. Były problemy
      przy porodzie i wiem, że moja obecność była potrzebna (tak twierdzi ślubna)
      Choćby po to, żeby polecieć do bankomatu w nocy i wypłacić 6 stów na
      znieczulenie, które okazało się konieczne - w 2007 roku trzeba było za to bulić
      - nie wiem jak jest dziś.

      Nie ma mowy o żadnej "podniosłej chwili" - dla niej to była trauma i byłem ja
      mogąc do niej mówić i za rękę potrzymać. Niewiele brakowało a dziecko nie
      wyszłoby żywe - lekarz patrzył i czekał aż wyjdzie samo. Dopiero wskazania na
      monitorze (nie znam się i nie wiem co pokazał) sprawiły, że nagle zjawiło się
      kilku lekarzy w trybie pilnym wzięli ślubną na stół. Skończyło się cesarką ale
      mała dziś żyje i rozwija się prawidłowo.

      Reasumując - trauma. Nigdy więcej. Choć gdy będzie trzeba to oczywiście będę na
      miejscu. Ale nie są to chwile, które wspomina się z łezką w oku. Nie rozczulam
      rodziny opowiastkami o cudownym przeżyciu pewnej zimowej nocy.
      • olala_29 Re: Tak, brałem w tym udział. Przy czym byłem tam 19.08.09, 16:28
        Właśnie - poród to często trauma. Ja mam gdzieś co piszą kolorowe pisemka i
        wymagane jest od mamuśki tzn. że to uwzniaślający ból, przeżycie mistyczne. Dla
        mnie to był ból i strach i tyle.

        Pierwszy poród miałam przeżyć sama (drugą fazę). Mąż miał mnie opuścić kiedy
        zacznie się sam poród. On chciał być, ja sobie tego nie wyobrażałam: 1)
        fizjologia w swej najobrzydliwszej formie, 2) ból, którego partner nie jest w
        stanie uśmierzyć, co może u mężczyzny powodować silny stres i złe samopoczucie,
        3) nie uczestniczył ze mną w szkole rodzenia, więc myślałam, że nie jest
        przygotowany. Został do końca, właściwie jak to wyszło nie wiem. Trzymał mnie za
        rękę, głaskał po twarzy (w strefę 0 nie rwał się bo bym go zabiła, zresztą nie
        sądzę by miał na to ochotę). Okazało się, że jego obecność była ważna i bardzo
        mi potrzebna, ten poród związał nas dodatkowo (szczególnie córkę i męża). Drugi
        poród odbyliśmy też razem.

        Myślę, że każdy decyzję musi podjąć indywidualnie, tu nie ma dobrych i złych
        rozwiązań w ogólności. Rozumiem kobiety, które nie chcą mieć partnera przy
        sobie, rozumiem mężczyzn, którzy nie chcą być przy tym obecni.
    • tatibi Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 19.08.09, 13:24
      Nie jestem Panem. Za dwa miesiace bede rodzic i mam odwrotny problem. Moj mąż
      upiera się aby uczestniczyc w porodzie. A ja nie chcę bo on sie nie nadaje na
      cierpliwego wspieracza. To sa za długie godziny a on by chciał żeby wszystko
      odbywało sie rachu ciachu. O tym się za wiele nie mówi ale męska obecność może
      kobietę rozpraszać, kiedy ona potrzebuje skupienia. Trzeba takiemu tłumaczyć co
      sie dzieje. Albo oglądac przerażona minę. Ja poprosiłam mame żeby była przy
      pierwszej częsci porodu, a mąż przy drugiej gdyż zamierzam rodzić do końca w
      pozycji wertykalnej i musze się na kimś silnym powiesić. Nie mieszkamy w Polsce
      wiec mam nadzieje że nikt nie bedzie w szpitalu oponował.Moja konkluzja jest
      taka> to kobieta ponosi największe koszta porodu i powinna podejść do sprawy
      indywidualnie tak jak czuje że jest dla niej najlepiej. Natomiast partner ma
      prawo odmowic ale delikatnie , wskazując jak mógły być pomocny w inny sposób.
    • cubitus12 Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 19.08.09, 14:47
      Nie zaluje
      nie tez mam dwoch wersji, a to dlatego, ze nie mialem zadnej
      potrzeby opisywania komukolwiek "cudow porodu", ani tez nikt sie nie
      dopytywal, to po prostu pozostalo jako cos niezwkle intymnego miedzy
      nami.
      Gdybym nie byl, moja zona na pewno czulaby sie pozbawiona wsparcia i
      osamotniona (szczegolnie ze nasze ciaze do "latwych" nie nalezaly i
      dzieci zostaly okupione jej ogromnym stresem i wysilkiem, same
      porody też były trudne, nie w terminie itp.) i mialbym z tego powodu
      ogromne wyrzuty sumienia.
      Troche sie przy okazji naogladalem:), raczej przypadkiem i bez
      jakiejs weterynaryjnej wiwisekcji i na pewno na sex nie ma to
      wplywu. Natomiast na więź z żoną (co tez sie przeklada na sex ;) )
      mialo z pewnoscia ogromny.
    • farfocel_forever Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 19.08.09, 14:53
      Wg mnie ten szok w związku z porodem to w dużej mierze wina wizerunku kobiety w
      pornografii i mediach tzn. kobiety jako czegoś idealnie gładkiego, pachnącego i
      różowiutkiego. Kobiety przecież nawet kupy nie robią, mają tylko różową dziurkę
      do seksu analnego. Jak dla mnie taki spanikowany i nadwrażliwy koleś będzie miał
      także problem ze zmienianiem pieluch, opieką nad żoną w czasie ciężkiej choroby,
      czy chociażby starości, gdy będzie popuszczała w majty. Albo będzie miał
      pretensje, że zajęta 24h na dobę noworodkiem nie zdąży ogolić nóg, w związku z
      czym może poczuć się usprawiedliwiony, by udać się do agencji, gdzie panie są
      gładkie i piękne.
      • peryklejtos Re: Strzał w 10-kę 19.08.09, 16:08
        Podpisuję się pod tym "obyma rękoma".
        Poród to natura, ja byłem z żoną od poczatku do końca porodu, mogę
        śmiało powiedzieć, że to piękne, wzruszające, życiowe doświadczenie.
        Piękne nie dlatego, że "ładne", estetyczne, ale dlatego że to samo
        życie, natura, od natury nie uciekniemy.

        Stres był ogromny, ale skoro ja sie stresowałem to co ona miała
        powiedzieć żona? Przydało się jej moje wsparcie, towarzystwo, pomoc
        przy ćwiczeniach oddechowych, trzymanie za rękę kiedy cierpiała.

        Za dużo w nas egozimu, za mało empatii wobec drugiego człowieka.
        Za bardzo mamy wyprane mózgi przez sztuczną rzeczywistość, kreowaną
        przez media.
      • eye-witness Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 19.08.09, 16:24
        taaa, kobieta w pornografii to raczej widok rozmazanego oka, sliny splywajacej
        po akcji glebokie gardlo, czasem odruchu wymiotnego, czy spermy wszedzie gdzie
        sie da, wiec z tym akurat nie trafiles;-)
        co do mediow, czesciowo zgadza sie, z tym, ze faceci, ktorzy zostaja ojcami,
        widzieli juz swoje kobiety w roznych sytuacjach, nie tylko napudrowane i pachnace.
    • basten9 Re: Czy któryś z Panów żałuje uczestnictwa w poro 19.08.09, 15:19
      A my dwukrotnie "rodziliśmy" w domu, z dyskretną opieką niesamowitej położnej. Za pierwszym razem trwało to w sumie około 5-6 godzin, przez większość czasu cichutko grała ulubiona muzyczka moje żony z Norah Jones w roli głownej, w całym mieszkaniu paliły się świece i był rewelacyjny nastrój. Oddychanie, masowanie i zmienianie pozycji wedle uznania, wszystko robiliśmy sam, co jakiś czas pomogała nam położna delikatnie wskazując co możemy robić, żeby żonce było lżej/lepiej. Porządna szkoła rodzenia i więź między nami sprawiły, że ja to wydarzenie zapamiętam jako najwspanialszy fakt w moim życiu. Córa urodziła się na moich oczach, żona siedziała oparta plecami o mnie na krzesełku porodowym i położna złapała córcię i podała nam....coś niesamowitego....Druga córa rodziła się w podobny sposób, trwało to już tylko 2-3 godziny (ledwo położna zdążyła dojechać), a w decydującym momencie, już przy bólach prawdy moja żona mnie pocałowała mówiąc mi, że mnie kocha....

      to nie amerykański film, taki był fakt....jak najdalej od szpitala, pomagajcie sobie wzajemnie i wtedy dopiero doceniacie swoje żony...
      Jak komuś przeszkadza zapach, puszczone zwieracze, dużo krwi czy krzyki żony to jest po prostu mięczakiem i frajerem, który myśli tylko o własnej d...ie. Żaden z niego mężczyzna,tylko metroseksualne gó..no.
    • bez_owijania Nigdy porodu na żywo! 19.08.09, 15:43
      Dajcie spokój. Przemogłem się kiedyś i obejrzałem film z porodu ze wszystkimi
      detalami i już mi było niedobrze. Odechciało mi się seksu na miesiąc, a co
      dopiero gdybym to przeżył na żywo. Poród to jednak prywatna sprawa kobiety i
      żaden facet nie powinien tam się wtrącać, no chyba, że małżonka aż tak bardzo
      tego chce.
    • affera123 "Poród rodzinny" pod presją społeczną 19.08.09, 15:56
      Jako kobieta powiem krótko: faceci nie palą się do tego
      uczestnictwa, ale rzadko który się przyzna, że się brzydzi albo boi,
      bo, jak to jakaś fruzia napisała powyżej "takie niemęskie". Więc
      stoi taki biedaczyna koło żony, która jęczy, stęka i często nie wie,
      co robić. Udało mi się kiedyś poobserwować. Wyglądało to tak, że
      facet siedział i widać było, że nie wie, co ze sobą zrobić, że mu
      się nudzi, ale próbował trzymać fason. A potem, jak już się robiło
      zamieszanie, to myk, na fajkę, byle z dala od krwi. Co jest bowiem
      przyjemnego w tej całej porodowej fizjologii? Pół biedy, jak kobieta
      zgodzi się na lewatywę, ale przeważnie nie ma na to przyzwolenia, bo
      rodzi się "po ludzku". W związku z tym, mój znajomy, którego żona
      rodziła 16 godzin, na pytanie, o wrażenia, skwitował to krótko:
      zesrała się i rozlazła. Cóż, na temat i szorstko, po męsku.
      Niektórzy faceci płaczą, ale chyba bardziej ze strachu, który
      kumulowali w sobie podczas kilkunastu godzin oczekiwania na finał.
      Kobiety jęczą, krzyczą i przeklinają partnerów, kłócą się, choć
      powinny przeć, niektóre każą sobie przynosić jedzenie z fastfoodów,
      choć lekarz wyraźnie zakazał. Stoi taki biedaczyna, mąż, a ona mu
      wrzeszczy, że chce hamburgera, a tu położna - "nie ma mowy", gość
      głupieje. A prawdziwym hardcorem jest udział faceta przy cesarce.
      Proszę mi wierzyć (i obejrzeć np. na youtube), że baba rozpłatana
      jak wieloryb (ja tak ponoć wyglądałam) na stole operacyjnym to
      widok, który na wiele długich miesięcy tak mocno wbija się w pamięć
      faceta, że o seksie nie może być mowy bez odruchu wymiotnego (opinia
      mojego męża i paru ojców, którzy dali się namówić na udział w
      cesarkach). Poród to nic pięknego - to krew, kał, mocz, smród tego
      wszystkiego jako mix, w tym wszystkim tylko dziecko wydaje się być
      cudem, reszta to syf.
      • peryklejtos Re: "Poród rodzinny" pod presją społeczną 19.08.09, 16:12
        affera123 napisała:

        > mój znajomy, którego żona
        > rodziła 16 godzin, na pytanie, o wrażenia, skwitował to krótko:
        > zesrała się i rozlazła. Cóż, na temat i szorstko, po męsku.

        Fajnych masz znajomych...

        Poród to nic pięknego - to krew, kał, mocz, smród tego
        > wszystkiego jako mix, w tym wszystkim tylko dziecko wydaje się być
        > cudem, reszta to syf.

        byłaś przy porodzie? wiesz z autopsji jak wygląda? Jeśli znasz tylko
        z opowiadań znajomych to lepiej się nie wypowiadaj.
      • wilma.flintstone Re: "Poród rodzinny" pod presją społeczną 19.08.09, 22:35
        affera123 napisała:

        Wyglądało to tak, że
        > facet siedział i widać było, że nie wie, co ze sobą zrobić, że mu
        > się nudzi

        Bedaczyna...Mogl se chociaz krzyzowke jakas zabrac albo komiks...


        >Co jest bowiem
        > przyjemnego w tej całej porodowej fizjologii?

        No ba, nic. Dlatego popieram, facet powinien byc chroniony prawem
        przed takimi strasznosciami, w koncu jego rola w plodzeniu dzieci
        ograniczac sie powinna tylko do przyjemnosci. A te glupie babska
        maja czelnosc domagac sie czegos wiecej!


        Pół biedy, jak kobieta
        > zgodzi się na lewatywę, ale przeważnie nie ma na to przyzwolenia,
        >bo rodzi się "po ludzku".

        Lewatywa niestety nie jest gwarancja, ze do wyproznienia nie dojdzie.


        >W związku z tym, mój znajomy, którego żona
        > rodziła 16 godzin, na pytanie, o wrażenia, skwitował to krótko:
        > zesrała się i rozlazła.

        Swietny gosc :/

        > Proszę mi wierzyć (i obejrzeć np. na youtube), że baba rozpłatana
        > jak wieloryb (ja tak ponoć wyglądałam) na stole operacyjnym to
        > widok, który na wiele długich miesięcy tak mocno wbija się w
        >pamięć faceta, że o seksie nie może być mowy bez odruchu wymiotnego


        Wyjaw mi, prosze, ktora normalna para decyduje sie na to, zeby facet
        przy cesarce mogl wchodzic za ekran przyslaniajacy przebieg ciecia?
        Maz mojej przyjaciolki byl przy dwoch cc i stal caly czas przy jej
        glowie, jak wyciagneli dziecko to czekal az je przyniosa i poloza
        zonie na piersiach...Co ty za bzdety wypisujesz?

        >Poród to nic pięknego - to krew, kał, mocz, smród tego
        > wszystkiego jako mix, w tym wszystkim tylko dziecko wydaje się być
        > cudem, reszta to syf.

        Nie jestem szczegolna entuzjastka porodow rodzinnych, ale jak czytam
        opinie tak sformulowane, tak bezmyslnie chroniace biednego,
        zagubionego w tym wszystkim i podenerwowanego faceta, ktorego
        jedynym doswiadczeniem w kwestii ciazy i porodu jest orgazm 9
        miesiecy wczesniej, to mi sie normalnie noz w kieszeni otwiera...Dla
        mnie pytaniem zasadniczym powinno byc czy kobieta
        rzeczywiscie ma ochote na to, zeby ktos ogladal ja i te cala
        fizjologie, nie za fajna, rzeczywiscie, nie zas czy biedaczek
        gatunku meskiego sie przypadkiem od tego wszystkiego zbytnio nie
        zestresuje..