Męski punkt widzenia

25.08.09, 11:54
Panowie,
miałabym do Was pytanie... Póki co wyobraźcie sobie taką sytuację: jest małżeństwo, przed papierową rocznicą, całkiem szczęśliwe, w którym - jak w każdym - bywają wzloty i upadki. Jest pół roczne dziecko. Któregoś dnia żona dowiaduje się, że mąż od ponad pół roku utrzymuje regularny kontakt (przeważnie telefoniczny) z inną kobietą, mężatką. W tamtym małżeństwie mąż dał za wygraną, tam nie ma dziecka... Natomiast matka chce walczyć o rodzinę, bo nie wyobraża sobie, że dziecko wychowuje się bez ojca. Mąż jest strasznie zagubiony, mówi, że ciągle ją kocha, ale w tamtej odnalazł siebie.
Ja, matka, walczę. Dużo było rozmów, dużo padło słów, które mnie zraniły, ale mimo to powtarzam, jak bardzo mi zależy. Z jednej strony nie chcę naciskać, bo boję się, że mąż podejmie nierozsądną decyzję. Z drugiej strony - stać z założonymi rękami i czekać, aż któregoś dnia spakuje walizkę..?
Zastanawiam się nad spotkaniem z tamtą kobietą.
I tu rodzi się pytanie - jak byście to odebrali? Czy rzeczywiście jako determinację do walki o rodzinę, przejaw wielkiej chęci ratowania związku, czy też skutek byłby odwrotny - gwóźdź do trumny..?
    • glus123 Re: Męski punkt widzenia 25.08.09, 12:02
      Jeśli Twój facet dowie się, że spotkałas się z jego kochanką bez
      jego wiedzy (a tamta laka pewnie go o tym powiadomi) to raczej gośc
      się totalnie wkurzy i może w przypływie niezdrowych emocji walizki
      spakować...
      Temat rozstania powinnaś tylko załatwić ze swoim mężem to on jest
      tak naprawdę stroną a nie tamta mężatak..
      Zastanawia mnie jednak to czy będziesz w przyszłości wstanie
      naprawdę wybaczyć mu jego romans kiedy z Tobą zostanie (powiedzmy
      dla dobra waszego dziecka). Czy za rok lub dwa nie będziesz
      przypadkiem robić mu wyrzuty, że Cię zdradził z obcą kobietą?
      (myślę, że jeśli trwało to już pół roku to pewnie już ją bzyknął)
      • anja.ltd Re: Męski punkt widzenia 25.08.09, 12:07
        Wiem, że zabrzmi to naiwnie, ale nie - nie było zdrady...
        A co do spotkania - mąż tamtej dziewczyny widział się też z moim, więc ja chyba
        też mam prawo spotkać się z nią...
        • dzikoozka Re: Męski punkt widzenia 25.08.09, 12:17
          1. Po pierwsze - ja nie wierzę, że dorosły facet moze "zakochać się"
          bez fizycznego kontaktu z inną kobietą. MOze mu się podobać, moze
          się zauroczyć, ale nie "zakochać". Poza tym nie chodzi o czysto
          ficzyczna zdradę, ale o psychiczną - on TAMTĄ ewidentnie woli.
          2. Sama - NIGDY - nie uratujesz zwiazku. Związek może trwać ale to
          nie będzie to.
          3. On się waha, bo bu jest wygodnie w stanie zawieszenia. Zapewne
          kocha dziecko i nie chce się z nim rozstawac. Tamta tez sie nie
          zdecydowała -0 wiec co, miałby miś pozostac samotny? Zapewne, gdyby
          kochanka uwolniła sie od poprzedniego, szybciutko by się razem
          gdzieś zagniazdkowali....
          3. Tamtej nie zależy na Tobie, zależy jej na twoim facecie, więc
          spotykanie sie z nią nie ma najmniejszego sensu. Tylko sie
          upokorzysz.
          Moja rada: zrobić zupełnie na odwrót, przestań dawac mu do
          zrozumienia jak Ci zależy, wypusc go, niech idzie w cholere. Niech
          ma swobode wyboru, bo "ratowany" przez jedna stronę zwiazek jest do
          dupy. Niech sie facet zdecyduje, czego chce.
          Inna sprawa - jeśli wybierze Ciebie i małżeństwo, to musi sie
          wykazać, że naprawdę chce je odbudować.
        • glus123 Re: Męski punkt widzenia 25.08.09, 12:21
          > Wiem, że zabrzmi to naiwnie, ale nie - nie było zdrady...

          No faktycznie brzmi strasznie naiwnie - pewnie Twój mąz ci tak
          powiedział? (ale co miał innego powiedzieć) A zdrada była tak czy
          owak bo nawiązanie romansu (bez konsumcji) to jednak też zdrada w
          sensie formalnym...

          > A co do spotkania - mąż tamtej dziewczyny widział się też z moim,
          więc ja chyba
          > też mam prawo spotkać się z nią...

          I co dało im to spotkanie? Były jakies obietnice - konsekwencje..
          I czego Ty spodziewasz się po tej kobiecie, że obieca Ci nie
          spotykać się z Twoim małżem...? Jeśli trafisz na wyrachowaną laskę
          to jeszcze będzie Ci się śmaiła w nos i opowie Ci pikantne szczegóły
          ich związku a wtedy dopiero będzie Ci głupio!!!
    • durneip Re: Męski punkt widzenia 25.08.09, 12:38
      > dziecka... Natomiast matka chce walczyć o rodzinę, bo nie wyobraża sobie, że d
      > ziecko wychowuje się bez ojca.

      matka niech się puknie w globus. mogę ci na stronie powiedzieć, co po latach
      dziecko myśli o rodzicach, którzy utrzymali małżeństwo "dla jego dobra".
      • cloclo80 Re: Męski punkt widzenia 25.08.09, 15:10
        Dziecko jeśli zechce zawsze znajdzie sposób, żeby przyjebać rodzicom. Lepiej nie
        dawać mu powodu rozchodząc się.
        • durneip Re: Męski punkt widzenia 25.08.09, 15:12
          pewnie, lepiej trwać w gó...e dla idei.
    • anja.ltd Re: Męski punkt widzenia 25.08.09, 15:04
      Problem w tym, że to nie jest albo czarne albo białe. Gdyby on był pewien, czego
      chce, to już dawno spakowałby walizkę i wyszedł lub zakończył znajomość z tamtą
      dziewczyną. A usłyszałam tyle gorzkich słów, że 'do widzenia' nie stanowiłoby
      dla niego problemu, gdyby tylko uważał, że to najlepsze rozwiązanie...
      • durneip Re: Męski punkt widzenia 25.08.09, 15:11
        > Problem w tym, że to nie jest albo czarne albo białe. Gdyby on był pewien, czeg
        > o
        > chce, to już dawno spakowałby walizkę

        obstawiam, że to nie duchowe rozterki ale wprost przeciwnie - albo macie wspólny
        kredyt albo czeka aż tamta się rozwiedzie, bo jak od ciebie odejdzie w próżnię,
        to kto mu gacie upierze?
        • anja.ltd Re: Męski punkt widzenia 25.08.09, 15:32
          Akurat sprawy materialne mam gdzieś, bo intercyzy nie podpisywałam. O to, że ja
          wylądowałabym na bruku też się nie martwię. Prędzej to ona czeka aż mój mąż
          odejdzie, bo dla niego byłaby to trudniejsza decyzja...
          • dzikoozka Re: Męski punkt widzenia 26.08.09, 14:11
            anja.ltd napisała:

            > Akurat sprawy materialne mam gdzieś, bo intercyzy nie podpisywałam.
            Otóz to :) Popatrz na to z jego punktu widzenia.... wszyściutko
            trzeba podzielić i moze to go boli.

            O to, że ja
            > wylądowałabym na bruku też się nie martwię. Prędzej to ona czeka
            aż mój mąż
            > odejdzie, bo dla niego byłaby to trudniejsza decyzja...

            I co, poczekaja tak sobie?
            Czy Ty nie jesteś naiwna???? 95% facetów ma w takim
            przypadku "rozterki", a Ty go usprawiedliwiasz.
    • showmessage Re: Męski punkt widzenia 25.08.09, 16:03
      Nie uważam żeby takie spotkanie miało sens. Przecież to dla Ciebie obca kobieta,
      nie będzie ją za wiele interesowało co masz do powiedzenia. Będzie za to
      awantura z mężem o wtrącanie się do nie swoich spraw. Można powiedzieć gwóźdź do
      trumny.
      Cóż mnie się widzi, że opcje są dwie; pierwsza natychmiast odejść, druga
      poderwać go na nowo. Zastanów się co właściwie takiego mu zrobiłaś, że zaczął
      mieć wątpliwości. Rozpad związku prawie nigdy nie jest zasługą tylko jednej strony.
      • anja.ltd Re: Męski punkt widzenia 25.08.09, 16:12
        Zdaję sobie sprawę, że to zupełnie obca kobieta. Chciałabym ją najzwyczajniej w świecie zapytać, czy jest na tyle silna i zdeterminowana, żeby odbierać dziecku ojca; czy jest gotowa żyć z takim piętnem i spokojnie patrzeć na swoje odbicie w lustrze; czy wierzy w to, że mój mąż tak po prostu zapomni o rodzinie... Taka terapia szokowa. Najlepiej, jakby zobaczyła jak mąż opiekuje się dzieckiem, jak się bawią, może taki widok pomógłby się jej opanować... Zakładając najgorsze - przecież ona i tak zawsze będzie tą drugą.
        Zgadzam się, że wina leży po obu stronach. Problem w tym, że teraz jeszcze mój mąż musi uwierzyć, że między nami może być tak, jak dawniej...
        • brzydula_betty Re: Męski punkt widzenia 25.08.09, 22:51
          anja.ltd napisała:
          Zdaję sobie sprawę, że to zupełnie obca kobieta. Chciałabym ją najzwyczajniej w
          > świecie zapytać, czy jest na tyle silna i zdeterminowana, żeby odbierać dzieck
          > u ojca; czy jest gotowa żyć z takim piętnem i spokojnie patrzeć na swoje odbici
          > e w lustrze; czy wierzy w to, że mój mąż tak po prostu zapomni o rodzinie...

          Myślisz, ze to ją wzruszy? dla niej ważne jest JEJ szczęście a nie Twoje.
          Zakładając najgorsz
          > e - przecież ona i tak zawsze będzie tą drugą.
          Niekoniecznie. Zakładając najgorsze to ona zostanie tą obecną-"pierwszą" a Ty byłą.
          I dlaczego chcesz mieszać obcą babę w Wasze problemy małżeńskie? bo tak naprawdę
          coś musiało się zepsuć między Wami, ze mąż zwariował na punkcie innej. Albo też
          druga wersja: mąż ma ciągle poczucie obowiazku wobec swojej obecnej rodziny ale
          po prostu się zakochał i w niej widzi to czego zawsze mu brakowało itp. W takim
          wypadku już raczej nie będzie ratunku dla Waszego małżeństwa bo jeśli
          zostaniecie razem to ktoś się udusi. Jeśli się zakochał ale tak na poważnie
          czyli w jej psychice, charakterze a nie w fizyczności(wysonduj) to sprawa jest
          chyba przegrana.
          • anja.ltd Re: Męski punkt widzenia 26.08.09, 08:59
            Zakochał się w jej charakterze... Pisząc, że ona będzie 'tą drugą' miałam na myśli, że na pierwszym miejscu będzie córka...
            Nie rozumiem tylko po co w takim razie z jego ust padają słowa 'kocham cię', czemu mówi, że gdzieś w głębi wierzy, że uda nam się to przetrwać, że patrzy też na to tak, jak ja - jest to przeszkoda, która musiała się pojawić, żebyśmy w końcu oboje zobaczyli to, co mamy, co jest dla nas najważniejsze. Dlaczego mówi, że zdaje sobie sprawę, że każdy związek można odświeżyć...
            Jest na tyle wyrafinowany, że daje złudne nadzieje..? Czy naprawdę w to wierzy, tylko to pragnienie musi zwyciężyć..?
            Może i nie walczyłabym gdyby powiedział mi prosto w oczy 'nie kocham cię, nie chcę już z tobą być, duszę się, brzydzę się twoją osobą'.
            Na moje pytanie 'czy naprawdę uważasz, że więcej nas dzieli niż łączy?' odpowiedział 'nie'.
            Więc pytam - czy ja jestem naiwna, czy jemu takie wyznania sprawiają satysfakcję..?
            • zonka77 Re: Męski punkt widzenia 01.09.09, 14:42
              miałam na my
              > śli, że na pierwszym miejscu będzie córka...

              albo nie będzie. Są trzy wyjścia - na pierwszym miejscu faktycznie będzie córka,
              tatuś będzie jej wynagradzał całe życie i wyhodujecie dziecko na nieszczęśliwą
              księżniczkę. Drugie wyjście jest takie że facet zapomni o dziecku czego nie
              życzę. Trzecie najmądrzejsze wg mnie to takie że swoje sprawy załatwicie poza
              dzieckiem a dziecku postaracie się zapewnić max normalności w tej trudnej
              sytuacji. Facet będzie kochał swoją nową wybrankę jak się kocha kobietę a
              dziecko jak się kocha dziecko i nie będzie robił numeracji miejsc.

              To że nie zakończył pierwszego związku zanim zaczął drugi to inna sprawa. Tak
              jak i to że nie ratował i nie zmieniał tylko poszukał innej.To strasznie
              komplikuje bo w grę wchodzą potężne emocje negatywne. Ale to już się stało.
            • squirrel-ka Bo mu gacie ktoś prać musi... 01.09.09, 17:43
              Nie proś, nie błagaj. Nie bierz go na litość: "bo dziecko musi mieć tatusia".
              Najgorsza opcja.
              Masz jakiegoś dobrego kumpla? Który jest wolny. Niech zagra do szaleństwa
              zakochanego w Tobie. Nie małżonek poczuje niepewność, bo jak na razie to ty
              jesteś ta opcja B, a nawet C czy D. Czyli, ugotowane i uprane.
        • tygrysio_misio Re: Męski punkt widzenia 30.08.09, 13:17
          jesli zostanie z Toba tylko z powodu dziecka to TY nigdy nie bedziesz ta
          pierwsza... bedziesz zawsze przykrym obowiazkiem...a tamta na zawsze pozostanie
          wielka niespoelniona miloscia
        • squirrel-ka Terapia szokowa!!! 01.09.09, 17:34
          A co zrobisz jak ona ci powie, że ma to głęboko w d...ie. Ciebie i wasze dziecko.
          I wtedy terapia szokowa będzie dotyczyć Ciebie, nie jej.
    • kajda28 Re: Męski punkt widzenia 26.08.09, 08:04
      Na innym forum widziałam podobny temat, tylko że już po. Pan miał
      romans na początku małżeństwa jak żona była w ciąży, chciał odejść,
      żona walczyła, i "wygrała", po wielu prośbach został z nią. Po 10
      latach pan był alkoholikiem, a małżeństwo było w rozsypce :(
    • sibeliuss Re: Męski punkt widzenia 26.08.09, 09:25
      anja.ltd napisała:

      > Mąż jest strasznie zagubiony, mówi, że ciągle ją kocha, ale w
      tamtej odnalazł siebie.
      --
      Musisz panicznie kochać, skoro nawet robiona w trąbę tłumaczysz go
      przed nami. Facet nie dorósł do roli męża i ojca, może 2 lata od
      ślubu niczego go nie nauczyło. Być może szybki ślub i ojcostwo
      wystraszyły biednego chłopczyka i uciekł od obowiązków i
      odpowiedzialności.

      Chcesz się z tą kobietą spotkać, hmm. Jak wyobrażasz sobie to
      spotkanie, zrobisz z siebie wrzeszczącą idiotkę, czy rozmemłaną
      żebraczkę? O co chcesz prosić tą kobietę? Dlaczego to ona ma
      zakończyć tą znajomość, a nie Twój kieszonkowy lovelas? Gdyby
      chciał - skończyłby. Poza tym jeśli nie ona dziś to inna jutro, bo
      facet jest otwarty na nowe znajomości.
      Popatrz na Wasz związek, czy aby dzidziuś Was nie zmienił? Czy
      pojawienie się dziecka nie zmieniło relacji, bo jak wiemy dziecko
      staje się najważniejsze... Czy z kobiety nie stałaś się matką..bo to
      dwie róże osoby, o ile kobieta jest matką, o tyle matkce ubywa
      atrakcyjności, a dzień się dzieli nie na godziny tylko na pory
      wyciągania cyca...
      Jestem brutalny, ale tak to często wygląda.
      Chcesz walczyć o partnera, czy tylko o ojca Twojego dziecka? (ojcem
      będzie zawsze)
      • anja.ltd Re: Męski punkt widzenia 26.08.09, 10:04
        Tak, to prawda,kocham go 'panicznie'.
        Czy ślub był szybki..? Naszą decyzję przyśpieszył fakt, że zaszłam a ciążę.
        Zaręczeni byliśmy ponad 2 lata, ale czy to ma teraz jakieś znaczenie...
        Dziecko na pewno nas zmieniło. Tylko sprawa wygląda tak, że ja ciągle czuję się
        kobietą, a mąż dostrzegał we mnie raczej matkę... Ciągle dbam o siebie ('ciało
        pielęgnuję, bo jest domem duszy'). Wiem, że ciągle jestem atrakcyjna...
        Ojcem będzie zawsze, fakt. Szkoda, że np. tylko w co drugi weekend. A po co
        myśleć o dylematach córki, kiedy pójdzie do przedszkola i będzie się
        zastanawiać, którego ojca zaprosić na 'dzień ojca', tego biologicznego, który
        zabierze od czasu do czasu do kina, czy tego, który jest na co dzień...
        • sibeliuss Re: Męski punkt widzenia 26.08.09, 10:27
          anja.ltd napisała:

          > A po co myśleć o dylematach córki, kiedy pójdzie do przedszkola i
          będzie się zastanawiać, którego ojca zaprosić na 'dzień ojca', tego
          biologicznego, który zabierze od czasu do czasu do kina, czy tego,
          który jest na co dzień...
          --
          Tworzę forum dzieci rozwodników:
          forum.gazeta.pl/forum/f,18111,Dorosle_Dzieci_Rozwodnikow.html
          Więc temat znam od podszewki. Dziwne (i straszne jest), że chcesz
          walczyć tylko o ojca dla dziecka, a nie partnera z którym
          przejdziesz resztę życia. Jeśli to tak ma wyglądać to może jednak
          pocierp po rozstaniu, a tego kwiata jest pół świata. Nie ten jest
          ojcem, który spłodził, a ten który wychował, dał czas, serce i był
          przy nas gdy nas chwalono, gdy łzy jak grochy opłakiwały rozbite
          kolano, i gdy po pierwszej rande wracaliśmy do domu, a on otwierał
          nam drzwi.
          • anja.ltd Re: Męski punkt widzenia 26.08.09, 10:30
            Rzecz w tym, że ja nie chcę walczyć tylko o ojca. Wtedy to nie miałoby sensu i
            prędzej czy później by się rozpadło. Chcę walczyć też o mężczyznę, którego
            kocham i któremu ślubowałam miłość na dobre i na złe, że będę z nim, przy nim,
            aż do śmierci. Wychodzi na to, że to tylko slogan, ale ciągle mam wiarę, że
            facet się otrząśnie...
            • sibeliuss Re: Męski punkt widzenia 26.08.09, 11:02
              anja.ltd napisała:

              > facet się otrząśnie...

              Zatem to z nim rozmawiaj, a nie z nią. Chyba oczywiste?
          • gazeta_mi_placi Re: Męski punkt widzenia 26.08.09, 11:07
            Dokładnie.
            Jak można walczyć o "ojca rodziny"...
            Jakby nie był ojcem to byś nie walczyła tak?


            • anja.ltd Re: Męski punkt widzenia 26.08.09, 11:20
              Chcę walczyć o mężczyznę, z którym jestem, ZARÓWNO ojca, jak i życiowego
              partnera... Nie rozgraniczam tego teraz. Nie chcę walczyć o to, bądź o tamto...

              >Jakby nie był ojcem to byś nie walczyła tak?
              Oczywiście, że bym walczyła, bo miłość chyba na tym polega, prawda? Problemy nie
              są od tego, żeby przed nimi uciekać, trzeba im stawić czoła... trzeba brać
              odpowiedzialność za swoje poczynania...
              • kaa.lka Re: Męski punkt widzenia 26.08.09, 13:50
                pozwole wytlumaczyc anji absurd ujecia slowa walczyc w kontekscie
                relacji milosnych.
                otoz to jak z powiedzonkiem:
                walczyc o pokoj.
                ma konotacje, jak widac takze damskie.

                trudno to anji sobie wytlumaczyc, na chwile obecna; ale ani tez anji
                maz ani tegoz zona nie naleza do siebie. i choc rozumiem bol utraty,
                to wywodzi sie on tylko z poczucia utraty bezpieczenstwa, a nie
                milosci. i jak kazda emocja mija, w przeciwienstwie do uczucia.
                hmm, sprobuj poczekac i przyjrzec sie sobie, dobrze?
                a tytulem pocieszenia i pozdrowienia
                :)



    • fredoo Re: Męski punkt widzenia 26.08.09, 12:33
      To jakies dyrdymały. Pozwól normalnie żyć swojemu chłopu bo
      rozwalisz małżeństwo.
      • fredoo Re: Męski punkt widzenia 29.08.09, 08:22
        Totalny brak umiejętności rozwiązywania konfliktu i zwykła głupota.
        Jak ci zależy na związku i facecie to pozwól mu honorowo wyjść z
        sytuacji. Ty jak widzę chcesz go upokorzyć. To najgłupsze co można
        zrobić. Jak czytam co piszesz i inne ci podpowiadają to nie widzę
        dla was przyszłości.
    • frisky2 Re: Męski punkt widzenia 26.08.09, 22:33
      Anja, piszesz rozsądnie. Małżeństwo jest na dobr ei na złe i trzeba walczyć o
      związek. Jeśli coś się sypie, można odbudować. Myślę, że twój mąż przejrzy na
      oczy w koncu i skonczy to glupie zauroczenie kims innym.
      • anja.ltd Re: Męski punkt widzenia 27.08.09, 10:08
        Dzięki wielkie frisky2 za jakieś słowa otuchy...
        Wczoraj poprosiłam o przyjazd teściów. Jak wyjeżdżali miałam w sobie znowu
        więcej nadziei... Jednak to, co potem usłyszałam od męża - masakra jakaś. Boli
        mnie też to, że on nie okazuje żadnej skruchy; nie martwi się o to, jak ja
        poradzę sobie z tym problemem, jak sobie w ogóle teraz radzę, jak się trzymam.
        Liczy się tylko on i to, czego on pragnie. I niesamowitą przykrość sprawia mi
        też, że moje słowa próbuje użyć na swą korzyść, w jakiś sposób usprawiedliwić
        swoje zachowanie, a we mnie wzbudzić wyrzuty sumienia...
        Nie wiem, jak to się skończy. Liczę na to, że facet otrzeźwieje...
        • miszamamma Re: Męski punkt widzenia 28.08.09, 00:48
          Liczę na to, że facet otrzeźwieje...

          Ale po co?
          Jak otrzeźwieje, to będziecie żyli długo i szczęśliwie?
          • anja.ltd Re: Męski punkt widzenia 28.08.09, 08:03
            Po co? Bo nie jest zdolny myśleć rozsądnie. Żałosne, żeby jakaś kobieta
            uświadomiła mu jaki to on jest nieszczęśliwy. Taki biedny mały miś, który przez
            6 lat nie miał własnego rozumu.

            > Jak otrzeźwieje, to będziecie żyli długo i szczęśliwie?
            Problemy są po to, aby o nich rozmawiać i je rozwiązywać. Odbudowywanie tego, co
            gdzieś straciliśmy zajęłoby dużo czasu i kosztowałoby nas wiele wysiłku, ale
            wierzę, że jest to możliwe...
            • sibeliuss Re: Męski punkt widzenia 28.08.09, 11:35
              Chyba jesteś dużą dziewczynką i zdajesz sobie sprawę, że już nigdy
              nie będzie tak jak wcześniej?
              • anja.ltd Re: Męski punkt widzenia 28.08.09, 12:09
                I tu właśnie jest problem - ja już sama nie wiem, czego jestem pewna... Są
                przecież ludzie, którzy twierdzą, że po 'wyjściu' z poważnego kryzysu są sobie
                jeszcze bliżsi aniżeli byli wcześniej... Dyrdymały..?
                • sibeliuss Re: Męski punkt widzenia 28.08.09, 12:37
                  anja.ltd napisała:

                  > Dyrdymały..?

                  Każdy z nas jest inny, ale powiem Ci, że nawet jesli znów będziecie
                  parą to Ty zawsze już będziesz żyła w leku, że pozna jakąś. Chcesz
                  jak tysiące kretynek sprawdzać go, czytać jego smsy i obserwować na
                  kogo patrzy? Wystarczy, że przyjdzie trochę później z pracy i już
                  będziesz miała ból brzucha, mrowienie ramion i tą suchość w gardle,
                  której uczucia z niczym nie mozna porównać.
                  • anja.ltd Re: Męski punkt widzenia 28.08.09, 12:44
                    I to kolejne pytanie, na które nie znam odpowiedzi.
                    "Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono".
                    Jutro będzie sądny dzień, a póki co to jedyne, czego jestem pewna...
                    • kejtionly Re: Męski punkt widzenia 28.08.09, 14:05
                      Myślę,że nie powinnas ani się spotykac z ta druga kobieta ani nie
                      próbować niczego na siłę. Twój maz ewidentnie zakochał się a z Toba
                      jest tylko z poczucia obowiązku. Jestem męzatka z długim stazem i
                      wiem, że posklejać sie da ale rysy pozostaną. Może zdarzyć sie tak,
                      że on wróci ale po czasie pojawi się inna kobieta. Daj mu spokój i
                      nie mieszaj w to teściów. To nie jest dobry pomysł wołać na pomoc
                      rodzinę. To Wasza sprawa a nie pole walki. Przestań panicznie starać
                      sie go przywiązać. Im bardziej będziesz zabiegać tym szybciej on
                      odejdzie. Uwierz ja to już przerobiłam .
                      • anja.ltd Re: Męski punkt widzenia 28.08.09, 17:57
                        Jeśli ma zamiar odejść, a nad tym właśnie się zastanawia, to i tak odejdzie,
                        jestem tego jak najbardziej świadoma. Nie zamierzam jednak stać z założonymi
                        rękami i 'być na jego łasce', a potem mieć jakieś wyrzuty, że nie spróbowałam
                        wszystkiego.
                        A gdybym miała tłamsić to tylko w sobie, to już dawno bym oszalała...
    • cezary30 Re: Męski punkt widzenia 29.08.09, 11:44
      kazda kobieta powinna wlaczyc o swoje! Ty zarowno o mezczyzne, dziecko i rodzine. Tamta nie ma zadnego prawa do rozbijania Ci rodziny, spotkaj sie z nia i daj jej do zrozumienia aby dałą sobie spokoj bo Ty nie dasz za wygrana!

      -------
      czy twoja kobieta przeżyła prawdziwe wytryski podczas orgazmu? oswieconykochanek.pl/
      • anja.ltd Re: Męski punkt widzenia 30.08.09, 10:15
        Dzięki za słowa zagrzewające do walki...
        Jednak po tym, co słyszę od męża słabnę...
    • ferdperson Re: Męski punkt widzenia 30.08.09, 12:32
      Szkoda mi Ciebie i szkoda dzieciaczka.
      Ja nie mogłabym pozwolić siebie tak traktować. Jeszcze rozumiem,
      gdyby był to tzw. jednorazowy wyskok, wtedy zapewne chciałabym
      ratować związek. Ale jeśli on się zakochał... Nie wyobrażam sobie
      zasypiać i budzić się obok mężczyzny wiedząc, że on pewnie myśli
      teraz o innej. Lepiej to po prostu zakończyć i dać sobie i jemu
      szanse na szczęście będąc osobno. Co Wam da to wspólne cierpienie i
      bycie razem na siłę "dla dobra dziecka"?
      A dziecka szkoda, bo chociaż jeszcze niewiele rozumie, to nie czuje
      się w swojej rodzinie bezpiecznie...
      • anja.ltd Re: Męski punkt widzenia 30.08.09, 19:55
        >gdyby był to tzw. jednorazowy wyskok
        No właśnie - coraz częściej myślę, że gdyby była to zdrada fizyczna, ale żadnych
        więcej emocji, to byłoby to 'mniejsze zło'...

        Nie rozumiem też dlaczego mąż tak zwleka z podjęciem decyzji, skoro w tamtej
        jest zakochany, a będąc ze mną już nie pamięta, że były też i miłe chwile.
        Czyżby czekał aż go wyręczę i wyrzucę z domu, żeby mógł potem mówić 'ja nie
        odszedłem; ona mnie wyrzuciła' ..?
        • konfuzja Re: Męski punkt widzenia 30.08.09, 20:10
          Może nie jest tak do końca pewien uczuć tamtej i trzyma Cię w
          rezerwie...
          Faceci to tchórze...
          • anja.ltd Re: Męski punkt widzenia 30.08.09, 20:14
            Tylko, że nawet rezerwa się kiedyś kończy... A ludzie też mają jakieś granice
            wytrzymałości, nawet, jeśli ciągle kochają...
            • konfuzja Re: Męski punkt widzenia 30.08.09, 20:20
              Trzymaj go przy sobie jeśli to zaspokaja Twoje poczucie
              bezpieczeństwa a jednocześnie rozglądaj się na boki. Jak znajdziesz
              kogoś lepszego na jego miejsce to go kopnij w cztery litery.
              Sorry za ten cynizm, ale jakoś dzisiaj tylko na to mnie stać...
              • anja.ltd Re: Męski punkt widzenia 30.08.09, 20:23
                I właśnie to w tym wszystkim jest chore - usłyszeć tyle przykrych słów, a
                jednocześnie nie być na tyle silną, żeby go kopnąć w dupę. Tylko ja, głupia,
                ciągle nie wyobrażam sobie życia bez niego, bo on ciągle zaspokaja owe poczucie
                bezpieczeństwa...
                No i nie ukrywam - boję się samotności jak jasna cholera...
                • veramon_a Re: Męski punkt widzenia 01.09.09, 08:54
                  Zmień taktykę. Odpuść sobie walkę "o męża z mężem" to nic nie da.
                  Zadbaj o siebie, spotykaj się ze znajomymi i choć to trudne baw się
                  (nie zaniedbując dziecka). Absolutnie nie spotykaj się z tamtą
                  kobietą.Pokaż jemu i tej drugiej, że masz klasę. Przestań płakać i
                  ciągnąć temat, staraj się być dobrą (cokolwiek to pojęcie oznacza)
                  żoną i czekaj na rozwój sytuacji. Taka nowa Ty zaskoczy nie tylko
                  męża. Ktoś wiele lat temu tak mi doradził i wygrałam.
                  Pozdrawiam Cię cieplutko i życzę wytrwałości.
                  • anja.ltd Re: Męski punkt widzenia 01.09.09, 09:24
                    Tylko czy aby ta taktyka nie będzie swego rodzaju przyzwoleniem, aby ta cała
                    sytuacja ciągnęła się dalej..?
                    • veramon_a Re: Męski punkt widzenia 01.09.09, 09:54
                      Być może ale co masz do stracenia? Moim zdaniem nic, wręcz
                      przeciwnie od czasu do czasu zaproponuj mężowi wspólne wyjście do
                      dyskoteki, klubu czy gdziekolwiek tak dla zasady. Odmówi trudno,
                      pomyśl o sobie, stań się trochę egoistką, teraz Ty jesteś
                      najważniejsza.Wychodząc z domu napewno poznasz kogoś interesującego
                      i z dystansu spojrzysz na cały ten diabelski układ męża. Zobaczysz
                      uda Ci się nie taki diabeł straszny.Tylko musisz być konsekwentna.
                      • anja.ltd Re: Męski punkt widzenia 01.09.09, 10:05
                        veramon_a, czy mogę Cię zapytać jak długo trwało to w Twoim przypadku..? Jak
                        długo trwał romans i 'wychodzenie' z niego..? Czy macie też dziecko/dzieci..? No
                        i jak wyglądają teraz wasze relacje..?
                        • veramon_a Re: Męski punkt widzenia 01.09.09, 11:00
                          Sytuację niemal identyczną jak Twoja przeżyłam kilkanaście lat temu,
                          dzieci dwoje, chłopcy mieli 6 i 12 lat. Kiedy się
                          zorientowałam "przyjaźń" trwała blisko trzy lata. Przez prawie pół
                          roku miotałam się, płakałam, prosiłam i tak wszystko było do bani.
                          Zmieniłam taktykę działania (przestałam walczyć o niego, wzięłąm się
                          w garść )i stał się cud - mąż powoli wracał na łono rodziny. Trwało
                          to kolejne pół roku. Od tamtej pory nigdy nie robiłam mężowi
                          wymówek, temat uznałam za zakończony. Nasz związek stał się
                          dojrzalszy, bardzo zbliżyliśmy się do siebie i wróciły uczucia. W
                          ubiegłym roku świętowaliśmy nasze srebrne wesele i dzisiaj wiem, że
                          warto było ryzykować.
                          • anja.ltd Re: Męski punkt widzenia 01.09.09, 11:18
                            Są to jakieś słowa otuchy, dziękuję.
                            Dziś mija 3 tydzień odkąd mąż mnie poinformował i czuję się psychicznie
                            wykończona. Mam wrażenie, że powoli przygotowuje mnie na najgorsze wieści, a
                            takie przeciąganie w czasie ma działać niczym 'znieczulenie'... On sam jest w
                            strasznej rozterce, bo jeszcze w piątek mówił, że podjął decyzję - zostaje,
                            będzie próbował znaleźć w sobie wolę walki... Kolejna rozmowa w sobotę i znów
                            mąż bliższy jest decyzji aby odejść.
                            Znowu wyjechał, twierdzi, że musi to wszystko przemyśleć...
                            Wraca jutro...
                            Kalejdoskop :(
                            • veramon_a Re: Męski punkt widzenia 01.09.09, 11:54
                              Tym bardziej musisz być silna i okazać całą mądrość kobiecą. Czy
                              mąż składał jakieś deklaracje udziału w wychowaniu dziecka po
                              ewentualnym odejściu od Ciebie? Czy rozmawialiście o tym?
                              • k.siunia2 Re: Męski punkt widzenia 01.09.09, 12:18
                                Z tego co piszesz wynika, ze to Ty bardziej zabiegasz o meza niz on
                                o Ciebie, a chyba w tej sytuacji powinno byc na odwrot... gdyby
                                zalował tego co zrobił to starałby sie naprawić to wszystko, a na
                                pewno urwałby od razu znajomośc z tamta kobieta jezeli rodzina
                                byłaby dla niego wazniejsza. Mysle, ze on widzi, jak Tobie zalezy i
                                ze moze Cie miec spowrotem dlatego nie musi sie starc bo po co...
                                Nie odchodzi bo nie jest pewnien, ale to oznacza, ze nie wie czy Cie
                                kocha, czy jestes dla niego wazna. Przestan go usprawiedliwiac.
                                zacznij zyc swoim zyciem, a nie wypisywaniem na forum tego co Ci
                                powiedzial danego dnia badz tego co poczułaś. Brniesz w jakas zabawe
                                jak 15-letnia dziewczyna, ktora nie wie co zrobic z chlopakiem i z
                                koleżankami razem obmysla plan. Przestan, jestes dojrzala kobieta
                                wez sie za siebie, a dupka popedz... Przy nim nigdy już nie zaznasz
                                bezpieczenstwa, spokoju i zaufania, mozesz sie oklamywac, ale zawsze
                                bedziesz czuwac czy danego dnia znowu cos sie nie wydarzy... Czy
                                chcesz takie zycie miec u boku faceta, ktory Cie zawiódł, zranił i
                                nawet nie walczy tylko jak flaki z olejem rozmysla i rozczula sie
                                bardziej nad swoim losem niz nad tym co zrobil Tobie... i po co Ci
                                to ? w imię czego ? Milości ?? Spójrz na siebie w lustro i odpowiedz
                                sobie sama czy potrafisz kochać jeszcze tego człowieka....
                                • anja.ltd Re: Męski punkt widzenia 01.09.09, 13:17
                                  >dupka popedz
                                  Owszem, zastanawiam się nad tym, ale dlaczego mam go wyręczać? Nie miał na tyle
                                  jaj, żeby odejść wcześniej, to niech ma jaja odejść teraz...

                                  >odpowiedz sobie sama czy potrafisz kochać jeszcze tego człowieka...
                                  "Popełniamy błędy, bo życie ma zakręty, to logiczne'...
                                  Nad tym zastanawiam się codziennie. Nie wiem, czy potrafię kochać go tak samo,
                                  bo to uczucie jeszcze nie minęło... Jest inne, ale ciągle trwa...

                                  I rozumiem te wszystkie wypowiedzi typu 'kopnij go w tyłek'. Tylko, że ciągle za
                                  dużo nas łączy niż dzieli, a w ciągu tych 6 lat było też dużo miłych rzeczy,
                                  których nie potrafię ot tak po prostu przekreślić i spróbować zacząć od nowa. Na
                                  tą chwilę nie wierzę, że mogę ułożyć sobie życie na nowo, więc robię co w mej
                                  mocy, by to uratować... Jestem świadoma, że wiele osób ma odmienne zdanie, ale
                                  to nie daje prawa do besztania mojej osoby...

                                  Tak, tak - impotencja, dziewictwo w wieku lat 30, ogolenie głowy na łyso - to są
                                  dopiero problemy i dylematy...
                              • anja.ltd Re: Męski punkt widzenia 01.09.09, 13:03
                                Oczywiście, że deklaracja była - 'będę się nią zajmował i widywał jak tylko
                                często to będzie możliwe'.
                                • veramon_a Re: Męski punkt widzenia 01.09.09, 14:52
                                  'będę się nią zajmował i widywał jak tylko
                                  > często to będzie możliwe'.
                                  W buty niech sobie wsadzi takie deklaracje. Postaw mu warunek
                                  Tydzień ty z dzieckiem, tydzień ja.Całodobowo. Koszty utrzymania
                                  równo po połowie. Macie takie same prawa i obowiązki wobec córci. A
                                  co? On chce układać sobie życie, Ty też masz do tego prawo. Ciekawe
                                  czy tak chętnie tamta zwiąże się z Twoim mężem w sytuacji kiedy w
                                  grę będzie wchodziła całodobowa opieka nad Waszym dzieckiem.
                • k.siunia2 Re: Męski punkt widzenia 01.09.09, 12:24
                  > bo on ciągle zaspokaja owe poczucie
                  > bezpieczeństwa...
                  > No i nie ukrywam - boję się samotności jak jasna cholera...

                  NO WŁAŚNIE. CZYLI NIE O MILOŚĆ TU CHODZI TYLKO O ZACHOWANIE PORTEK W
                  DOMU. KOBIETO, FAKTYCZNIE GŁUPIA JESTEŚ. OGARNIJ SIĘ.... Poza tym
                  zaspakaja poczucie bezpieczeństwa czy oby na pewno ?? Nie boisz sie,
                  ze pojdzie do niej, albo znajdzie inna i w ciagu jednego dnia
                  spokuje sie zostawiajac Ci 200 zł na stole ?? O jakim
                  bezpieczeństwie Ty piszesz ?? puk, puk czy jest tam ktoś ??
                  • zonka77 Re: Męski punkt widzenia 01.09.09, 14:53
                    Cholera, czytam i nie rozumiem. Jak już ktoś napisał - gdyby to był jednorazowy
                    skok w bok to być może byłabym w stanie po jakimś czasie wybaczyć. Ale w takiej
                    sytuacji?? Totalne upokorzenie. Nie rozumiem. Wychrzaniłabym z domu lub
                    wyprowadziła się z dziećmi ustalając przyzwoite alimenty i podział majątku.
                    Koniec. Jak by mi się nie mógł zdecydować to powiedziałabym papa. Ew. jeśli moje
                    odejście by sprawiło że się obudzi mogłabym rozważyć czy pozwolę mu wrócić gdyby
                    się bardzo bardzo postarał i udowodnił mi że bardzo mnie kocha i w 100% chce być
                    z nami. Ale nie wiem czy to by się udało. Błagania i skomlenia byleby został dla
                    dzieci sobie nie wyobrażam. Z samej wściekłości bym tego nie zrobiła.
                    • to_wszystko_ich_wina Re: Męski punkt widzenia 01.09.09, 16:35
                      Tyle o sobie wiemy ile nas sprawdzono...stary banal, a jakze
                      aktualny.
                      Ciekawa jestem, ile osob, ktore tutaj pisza posty pt "pogon dupka,
                      wystaw walizki i ustal alimenty" sama byla w takiej sytuacji.

                      Moge Ci odpowiedziec, bo sama bardzo niedawno bylam w podobnej
                      sytuacji.
                      Jesli go kochasz - pusc go wolno. Jesli on kocha Ciebie - wroci.
                      Naprawde - malzenstwo to nie walka. Samo to slowo ma negatywne
                      konotacje.

                      Naprawde, rozumiem Ciebie, ze rady w stylu "zapomnij o nim, baw sie,
                      zajmij sie soba" zupelnie teraz nie trafiaja na podatny grunt, ale
                      naprawde, musisz skupic sie na sobie, bo najwazniejsza w Twoim zyciu
                      jestes wlasnie Ty sama.
                      Pozwol szanownemu panu malzonkowi na wlasnoreczne zdjecie klapek z
                      oczu w momencie, kiedy bedzie mogl poznac tamta pania bardziej. Bo
                      predzej czy pozniej te klapki opadaja, a zycie to nie sa rozmowy
                      telefoniczne i milutkie esemesy/emaile (odpowiednie wstawic)
                    • takajatysia jak u zonka77 01.09.09, 19:31
                      Bardzo mi Ciebie żal (tak bez ironii), ale mężowi wydajesz się
                      raczej żałosna. To on powinien zabiegać o bycie razem. Nie wiem też
                      czy dziecko wychowywane przez tak upokarzaną matkę (a upokorzy Cię
                      jeszcze nie raz nawet jeśli wyprosisz by z wami został) i
                      bezdusznego ojca będzie rzeczywiście szczęśliwe.
    • bombalska Re: Męski punkt widzenia 02.09.09, 00:46
      Nie zmusisz ani meza ani nikogo na swiecie do milosci. Odpowiedzialnosc za
      zdrade ponosi w 100% maz, a nie jego kochanka.
      Przeciagajac te sytuacje tylko sie pograzysz. Jak najszybciej kaz mu dokonac
      wyboru: albo ona albo Ty (wraz z wyprowadzka jesli wybierze ja).
      Nie mozesz walczyc o meza, kiedy on jest Twoim przeciwnikiem. Za to mozesz
      walczyc o swoje prawo do zycia w normalnosci. Im szybciej tym lepiej.
Pełna wersja