anja.ltd
25.08.09, 11:54
Panowie,
miałabym do Was pytanie... Póki co wyobraźcie sobie taką sytuację: jest małżeństwo, przed papierową rocznicą, całkiem szczęśliwe, w którym - jak w każdym - bywają wzloty i upadki. Jest pół roczne dziecko. Któregoś dnia żona dowiaduje się, że mąż od ponad pół roku utrzymuje regularny kontakt (przeważnie telefoniczny) z inną kobietą, mężatką. W tamtym małżeństwie mąż dał za wygraną, tam nie ma dziecka... Natomiast matka chce walczyć o rodzinę, bo nie wyobraża sobie, że dziecko wychowuje się bez ojca. Mąż jest strasznie zagubiony, mówi, że ciągle ją kocha, ale w tamtej odnalazł siebie.
Ja, matka, walczę. Dużo było rozmów, dużo padło słów, które mnie zraniły, ale mimo to powtarzam, jak bardzo mi zależy. Z jednej strony nie chcę naciskać, bo boję się, że mąż podejmie nierozsądną decyzję. Z drugiej strony - stać z założonymi rękami i czekać, aż któregoś dnia spakuje walizkę..?
Zastanawiam się nad spotkaniem z tamtą kobietą.
I tu rodzi się pytanie - jak byście to odebrali? Czy rzeczywiście jako determinację do walki o rodzinę, przejaw wielkiej chęci ratowania związku, czy też skutek byłby odwrotny - gwóźdź do trumny..?