10 lat to powód do zmartwienia??

04.01.04, 11:41
Bardzo interesuje mnie opinia internautów na zawarty przeze mnie
problem.Jestem obecnie z mężczyzną,starszym ode mnie i jeszcze żonatym.Mamy
wspólnie dziecko i teraz od kilku dni mieszkamy razem.Bardzo długi czas bo 2
lata on mieszkał z żoną z czym bardzo ciężko było mi się oswoić,mimo że żona
wiedziałam o mnie.Niestety przez cały czas naszego związku wydzwania do niego
jego była kobieta,mimo że on prosi ją aby tego nie robiła.Jednak kobieta jest
jak głaz i ciągle dzwoni prosząc o to aby do niej wrócił.Wczoraj się
dowiedziałam że oni byli ze sobą 10 lat.Załamałam się,bo zdałam sobie sprawę
że był to dość poważny i długi związek.NIe wiem co myśleć.Czy jest to powód
dla mnie do zmartwienia??Jak dać sobie radę z tym faktem??
    • sociopata Re: 10 lat to powód do zmartwienia?? 05.01.04, 07:17
      nastepny madry zwiazek wymarzony sobie przez inteligentna kobiete. Jak ja lubie
      takie rzeczy czytac!
      • krystynathier Re: 10 lat to powód do zmartwienia?? 05.01.04, 10:10
        Bo dla was facetów wszystko jest za proste.A co najgorsze wydaje się wam że to
        WY wybieracie partnerkę i sterujecie swoim życiem.A to nieprawda.Kobiety maja
        bardzo duży wpływ na was,więc skąd mamy mieć pewność ze nie odejdziecie do
        innej za kolejne 10 lat.Przecież takie długotrwałe związki które kończą się
        fiaskiem o czymś świadczą,że nie umiecie stawiać czoła problemom tylko
        uciekacie do kolejnego związku?Czy nie??Czy ja się mylę?? A jak tak to co
        zrobić aby was zatrzymac na dłużej,na całe życie najlepiej??
    • Gość: ja Re: 10 lat to powód do zmartwienia?? IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 05.01.04, 10:33
      Sama jestem kobietą, ale takiego postępowania za żadne skarby nie zrozumiem!!!
      Czy naprawdę nie ma wolnych facetów na tym świecie? Ja zawsze kierowałam się
      zasadą, że jeżeli facet jest żonaty czy chociaż z kimś związany to po prostu
      nie interessuję się nim, choćby nie wiadomo co mówił, że się rozwodzi, że jej
      nie kocha itp. Masz z tym facetem dziecko a dopiero wczoraj dowiedziałaś się,
      że był "to dość poważny związek" i trwał 10 lat? A ty myślisz, że ludzie się
      pobierają po kilku dniach znajomości? Na pewno się kochali a ty weszłaś im w
      drogę. dziwisz się ,że dzwoni? Chce uratować ten związek, związek, który
      rozpadł się przez ciebie. I powiem ci jeszcze jedno jak mu się znudzisz to
      wróci do żony a z tego co piszesz ona go przyjmie...
      • krystynathier Re: 10 lat to powód do zmartwienia?? 05.01.04, 15:41
        Chyba nie zostałam zrozumiana.Żona to nie ta z którą był przez 10 lat.Osoba z
        którą był tak długo istniała poza małżeństwem.A z żoną bardzo długo się nie
        ukłądało i nie odszedł od nikogo do mnie.On odszedł od żony dawno (choć razem
        mieszkali) a mnie poznał niezależnie od tego,więc nie upraszczaj wszystkiego.Ja
        nikomu GO nie odbiłam.Mnie martwi tylko fakt że ta z którą był 10 lat próbuje
        znowu do niego wrócić i co JA mam zrobić w takiej sytuacji.A stwierdzeniem,że
        jak mu się znudzę to wróci do żony,wcale mnie nie pocieszyłaś.Wolałabym raczej
        radę a nie przygnębianie mnie dodatkowe.O ile jesteś w stanie to zrozumieć w
        ogóle.Może dla Ciebie świat jest prosty,ludzie się schodzą i koniec,muszą być
        ze sobą do końca życia czy im dobrze czy też źle.
        • Gość: ja Re: 10 lat to powód do zmartwienia?? IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 05.01.04, 18:01
          sorki, rzeczywiście źle cię zrozumiałam, nie miałam zamiaru cie dołować. Jeżeli
          chodzi o twój związek to uważam, że powód do zmartwienia jest, ale wyłącznie
          taki, że jego poprzednia kobieta ingeruje w wasze życie i zakłóca je, ale twój
          facet najwyraźniej chce być z tobą a nie z nią, skoro prosi ją, żeby nie
          wydzwaniała, ale według mnie proszenie to za mało powinien jej wyraźnie
          powiedzieć żeby się od was odczepiła, może stanowczość załatwi sprawę, chyba że
          on sam nie wie czego chce. W takim wypadku kazałabym mu się zdecydować: albo ja
          albo ona. I jeszcze jedno dla mnie świat nie jest prosty ja nigdy nie byłabym
          z kimś kogo nie kocham, jak byłoby mi źle to nie tkwiłabym w takim związku..
    • Gość: ja Re: 10 lat to powód do zmartwienia?? IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 05.01.04, 10:37
      I jeszcze jedno zawsze staraj się wczuć w sytuację innej osoby i pomyśl jak ty
      byś się czuła będąc na jej miejscu, ja zawsze tak robię, przynajmniej w miłości
      i dobrze na tym wychodzę, nikogo nie zraniłam..nigdy
    • sociopata Re: 10 lat to powód do zmartwienia?? 05.01.04, 17:25
      Krystyna, dla kobiet nie ma swietych rzeczy. Kobiety uwielbiaja wprost
      odbieranie faceta 'tej drugiej'. Zona? No problem. Dzieci? No problem.
      ALkoholik? No problem. Ja go bede miala i juz! A potem problem.

      Musisz postawic sprawe twardo: albo natychmiast przestanie sie z nia
      kontaktowac albo sie wyprowadzasz. Jak mu zalezy na tobie to zadecyduje na
      twoja korzysc, a jezeli nie to wyprowadzka, twoja oczywiscie. Zycie jest proste
      jak mowi jedna ekspertka od spraw serca. Acha, moze sie okazac ze facet
      jest 'swinia' i chce yebac was obie...
      • krystynathier Re: 10 lat to powód do zmartwienia?? 05.01.04, 18:51
        Wiecie co.Pocieszyliście mnie i to obydwoje,bardzo dziękuję.Powiedział jej żeby
        się odczepiła,nie chciał dosadnie bo nie lubi krzywdzić ludzi,ale w końcu
        został do tego zmuszony aby nakrzyczeć na nią.I socjopata ma rację,kobieta jak
        się uprze to.....(wcale tej byłej nie przeszkadzało tłumaczenie,że mamy
        dziecko -małe 3 miesięczne-powiedziała że będzie sobie mógł je odwiedzać
        itd.itp.) Kobiety jednak są bezwzględne.A facetom można tylko zazdrościć,że dla
        nich świat jest taki prosty.Jeśli chce być z kimś to jest po prostu.My kobiety
        zawsze się doszukujemy drugiego dna we wszystkim,podstępu i mimo że coś jest
        białe doszukujemy się szarości nawet na siłę.W NOwym Roku z nowymi siłami wejdę
        w nowe życie.A WAM chociaż nie znam Was, życzę abyście mieli tyle szczęścia i
        miłości w życiu co ja.A ja przestanę się w takim razie doszukiwać złego wierząc
        że mój mężczyzna ma dobre intencje-bo chyba na tym polega
        miłość.Pozdrowienia.KRYSTYNA
        • charade Re: 10 lat to powód do zmartwienia?? 06.01.04, 00:04
          oooo, zgadzam się w 100% z panem Sociopatą, nie ma takiego świństwa, jakiego
          nie zrobiłaby kobieta drugiej kobiecie, zwłaszcza jeśli chodzi o facetów.
          Niektóre nie maja żadnych hamulców. Tak więc, autorko wątko, pogoń męża, żeby
          pogonił babę precz, stanowczo i raz na zawsze. Jak sobie raz dasz wejść na
          głowę, to już zawsze tak będzie.
          Bądź stanowcza.
      • triss_merigold6 Brawo sociopata.:)))) 06.01.04, 00:18
        Brawo sociopata. Kobiety same sobie robią gorzej a potem ryk. Po co tak
        kombinować, nie lepiej stawiać sprawy jasno: mam takie a takie oczekiwania,
        chcę/nie chcę, konsekwentnie, precyzyjnie i bez rozmemłania.
        Tak na marginesie: znam pannę, której udało się rozwalić dwa sensowne związki z
        porządnymi, uczciwymi facetami bo byli - jej zdaniem - nudni i zbyt domowi. Z
        upodobaniem wybiera natomiast: cudziemców, którzy zaraz wracają do siebie;
        żonatych; alkoholik też był grany; pan "wszystkie dupy w mieście moje"; 1
        niezrównoważony nałogowy palacz trawki. Jak jęczy, że "nie może sobie nikogo
        znaleźć" to mam ochotę ją kopnąć w głowę.
        Pozdrawiam w Nowym Roku.
        • krystynathier Re: Brawo sociopata.:)))) 06.01.04, 20:00
          No tak łatwo powiedzieć,zeby stawiać sprawy jasno i konsekwentnie.Sęk w tym że
          facet w swojej prostocie to taka istota dziwna,że jak mu się powie, chce tego i
          tamtego to w odpowiedzi usłyszy się, że on nie lubi jak się nim steruje i każe
          mu się coś zrobić.Więc zazwyczaj muszę się nagimnastykować aby osiągnąć swój
          cel i to co chcę,i aby sprawić wrażenie że nim nie sterowałam i broń boże nic
          na nim nie wymuszam , wtedy dopiero by stanął okoniem i pstro wielkie bym
          miała.Także takie postępowanie wymaga od kobiety niezłej przebiegłości i
          sprytu, i możę dlatego właśnie my jesteśmy takie pokręcone (zdaniem facetów
          oczywiście:)) )
          • krystynathier Re: Brawo sociopata.:)))) 07.01.04, 18:47
            WIecie co.Najgorsze jest to że do tej baby nie docierają żadne argumenty,ona
            uważa że ma prawo dzwonić do niego kiedy chce.Dzisiaj nawet ja odebrałam
            telefon a ona go spokojnie poprosiła do telefonu,oczywiście nie podałam go.On
            zwrócił jej uwagę że nie życzy sobie telefonów ( na komórkę),nawet nakrzyczał
            na nią ale nie przyniosło rezultatu.Ciągle dzwoni i go straszy że jak z nia się
            nie spotka to ona się rzuci pod pociąg,. albo nałyka tabletek.Poradźcie mi co
            JA mam robić w takiej sytuacji???
            • Gość: ja Re: Brawo sociopata.:)))) IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 08.01.04, 14:59
              Może po prostu zmienić numery telefonów i niech sobie robi co chce, wiem, że
              jest trudno, mając świadomość że ona chce zrobić coś głupiego, ale chyba nie ma
              wyjścia skoro prośby i grośby nic nie dają. Poza tym nie musicie brać
              odpowiedzialności za życie osoby, która wymyśliła sobie nierealny związek i
              chce to "po trupach" zrealizować kosztem ciebie i twojego związku. Nie dajcie
              się.
              • sociopata Re: Brawo sociopata.:)))) 08.01.04, 15:34
                Been there done that... trick jest zeby nie byc obok tego pociagu czy jak lyka
                bo trudno udowodnic kto podawal szklanke wody...Jak grozi ze 'siem zabije na
                smierc' odpowiedz krotko i po sarmacku: 'spierdalay'.
                • krystynathier Re: Brawo sociopata.:)))) 08.01.04, 16:00
                  Zmienić numer telefonu nie bardzo się da, bo on jest menadżerem firmy i mnóstwo
                  klientów ma jego numer.Ostatnio mnie nastraszył wiecie,bo powiedział zę z
                  takimi ludźmi to nigdy nic nie wiadomo,i że tak naprawdę to on się trochę boi o
                  mnie,co by jej jakiś wspaniały pomysł nie wpadł do głowy co by mnie usunąć z
                  drogi do jej "szczęścia".A ja myślałam że takie rzeczy to w wenezuelskich
                  serialach się dzieją a nie w prawdziwym życiu.I niby fakt nie mogę brać
                  odpowiedzialności za kogoś,ale czy wyobrażacie sobie żyć z taką świadomością??
                  Ja tam się nie przejmuję (być może jestem gruboskórna) ale wiem że On by się
                  przejął.Nawet ostatnio jak jechał do pracy pociągiem, to zadzwonił do mnie ze
                  musi iść na piechotę bo się jakaś kobieta rzuciła pod pociąg.Obydwoje
                  poczuliśmy się nieciekawie.Tak mnie czasem kusi żeby do niej zadzwonić,i
                  powiedzieć tak jak poradził socjopata "spierdalay" ale nie wiem czy nie
                  zaszkodzę temu wszystkiemu że spowoduję coraz częstsze telefony.
                  • kocinka1 do przeczytania 08.01.04, 16:57
                    Mam równie dobrą historię. Niestety bez happy end'u dla mnie. Facet,którego
                    bardzo kochałam..i nic do tego chyba nie muszę nic dodawać. Choć mnie nie
                    utrzymywał / nie było ani takiej potrzeby,ani takiej konieczności, a w zasadzie
                    to dzięki mnie utrzymał swoje dobra materialne i poza materialne /, podziękował
                    mi tak, że kończą mi się powoli środki na życie. Jego partnerka, której
                    niestety dotąd nie trafił szlag / bardzow Was za to przepraszam, ale miałam
                    niezły serial przez rok i nadal kolejne jego odcinki /, nie zaprzestała mnie
                    niepokoić. Oberwam nadal za wszystkie laski, jakie miał w życiu a miał je
                    zawsze. Niestety partnerka "upolowała" mnie jedną. I generalnie nie ma juz
                    chyba dnia bez jej obelg, najść,listów, albo "wyszukanych" numerów. wszystko
                    zalezy od jej "humoru" i mam to tolerować. A Pan...Pan uszy po sobie i mina, że
                    to jest normalne.Pełen zrozumienia dla goryczy i furii partnerki. Bo ona jest
                    stara już, biedna i bez perspektyw zarówno materialnych jak i na innego
                    faceta...Więc to jest normalne i naturalne, że on jej takie perspektywy daje,
                    normalne jest to, że złośc wylewa na mnie / on ma świety spokój /. Według niego
                    normalne i naturalne jest to, że tak się zachowuje i pewnie norlmalne jest to,
                    że oboje mnie stłamsili jak psa. Także i to jest normalne, że za chwilę jak
                    straczy mi na chleb ze smalcem, to będę dziękowała Bogu za ten dar niebios.
                    Miłość to dar niebios, prawda ? Bo przecież normalne i naturalne jest to, że
                    ja nie muszę normalnie żyć, nie muszę mieć pracy i a nasniadanie mogę łykać
                    powietrze. Moje dziecko to przeciez bachor, mój dom to przejściowy burdel, ja
                    kurwiszcze, dziwka a prace mogę znaleźć w burdelu jako sprzątaczka. Takie
                    odbieram telefony i listy, takze posty na tym forum. Ostatnio na przykład Pani
                    Pana poleciła moje "usługi" forumowiczowi, który szukał rozrywkowej kobiety do
                    towarzystwa w celu dość konkretnym.Podała numer mojego telefonu na jakimś
                    forum "randka". Dokładnie nie wiem gdzie, bo zaśliniały i podpity gość nie mógł
                    sie dobrze wysłowić.Dalej juz nie chcę pisać...Napisałam, ponieważ powoli
                    rzeczywiście wymiękam...
                    • Gość: Triss Merigold Re: do przeczytania IP: *.acn.waw.pl 08.01.04, 17:07
                      Nic nie rozumiem. Byłaś kochanką (tak mi się wydaje z postu) czy zdradzaną
                      żoną? Jeśli byłaś kochanką to cóż... pani jest drastyczna ale sama jesteś sobie
                      winna. Zawsze możesz złożyć doniesienie na policji w sprawie gróźb karalnych,
                      nękania. Potrzebne dowody min. nagrania, listy, maile.
                      • sociopata Re: do przeczytania 08.01.04, 17:12
                        a mnie najbardziej zainteresowal ten numer telefonu...
                      • kocinka1 Re: Odp: TM i socipata 08.01.04, 17:56
                        TM: Winna jestem czego ? Odrzućmy proszę demagogię. Dowody ? Nawet nie musiałam
                        sie o nie starać. Są. Tylko po co ? Kolejne upokorzenie ? Taki mam sobie
                        prezent zrobić ?
                        S: Zaintrygował cię telefon ? . To było obrzydliwe. Obsceniczne.Nie wiem, czy
                        komuś normalnemu przyszedłby taki "chwyt" do głowy. Ale ta Pani ma bardzo,
                        bardzo dużo wolnego czasu. To było straszliwie prymitywne. Nie byłam na to
                        przygotowana. Ty sobie nawet nie wyobrażaj sytuacji, kiedy dzwoni do twojej
                        kobiety obcy facet i na dzień dobry....szkoda gadać. Rozwaliłam wtedy komórkę.

                        Słuchajcie. Ja nie napisałam po to, by jechano po mnie "w tę i z poworotem".
                        przeczytałam treść listu na forum i mnie ruszyła. Trzymam to w sobie długo.
                        Musiałam wypluć.Do ludzi, których nie znam. Tym, których znam i moim bliskim
                        nie mogę tego opowiedzieć. Nie potrafie, bo jest mi wstyd. Za siebie, za niego.
                        Piszecie tutaj o róznych sprawach. Wiecie dobrze, co znaczy
                        określenie "sajgon". Ja mam "sajgon" i w tej chwili dramat życiowy, który jest
                        konsekwencją mojej naiwności. Proszę, dobrze mnie zrozumcieć! Ja wiem, że za
                        takie związki się płaci. Ale tak ? Dobrze. Mogła mnie nazywać jak chciała.
                        Miała prawo. Mogła mnie uderzyć. Miała prawo.Mogła mnie nachodzić. Ale nie
                        przez rok. Nie ciągle. Zreszta, czy miała prawo ? I dlaczego mnie ? Za nie
                        wszystkie. Za jego. Za mnie ? Liczyłam na to, że zdacie mi konkretne
                        pytanie...Dlaczego do tej pory i w tej sytuacji pozostaję lojalna ? Dlaczego
                        nie obroniłam sie jak doradza mi TM ? Przemysliwałam to. Chciałam się bronić.
                        Ograniczyłam sie jedynie do kilku odpowiedzi na forum i kilku SMS. Dlaczego,
                        tak ? Jak Boga kocham, nie wiem. Po prostu, nie wiem. Byc może nie potrafie
                        odwdzięczać się ludziom, w sposób, jakiego użyła wobec mnie ta pani.
                        • Gość: Triss Merigold Re: Odp: TM i socipata IP: *.acn.waw.pl 08.01.04, 18:05
                          Wobec kogo pozostajesz lojalna? Ja to nie widzę lojalności tylko Twoje
                          zaszczucie.
                          • kocinka1 Re: Odp: TM i socipata 08.01.04, 18:54
                            Gość portalu: Triss Merigold napisał(a):

                            > Wobec kogo pozostajesz lojalna? Ja to nie widzę lojalności tylko Twoje
                            > zaszczucie.

                            Wobec nich. Wobec tych, którzy bez żadnych wątpliwości w to weszli. Może masz
                            rację ? Nie wiem. I dłużej tu siedzę, tym wiem mniej. Ja tego faceta kochałam.
                            Tak absolutnie. Bez oczekiwań, strategii i taktyki...Tak bez planów, tak poza
                            życiem chyba, że...sama na siebie ukręciłam bicz i petlę na szyję. Tu obawiam
                            się, że rozpętam dyskusję...Jaka to miłość ze strategią i taktyką ?
                            Odpowiadam ! Nie definiuję uczuć. Wiem, że we mnie wobec niego stanów takich
                            jak " ja, zrobię to..", to on zrobi tak, lub powinien zrobić tak...lub tak
                            postąpić" , nie było. Ja niczego nie zakładałam. To był kompromis, nie
                            podpisany przez nikogo z nas i nawet nie wypowiadany. Miał rodzinę i to
                            była...świętość. Nie ingerowałam, choć było mi przykro wiele razy.Dlaczego ? Bo
                            mój dom i życie mojej rodziny musiało być całkowicie podporządkowane...jego
                            życiu, jego zobowiązaniom, jego czasowi...dla mnie. Wiesz, to jest tak...zwykle
                            prozaicznie. Robisz zakupy w sobotę. Telefon.Dzwoni. Mówi. "Będę za piętnaście
                            minut". Lecisz jak ta głupia ze sklepu.Wpadasz przed nim ledwo o minutę. Zakupy
                            w kąt. Jest. Robisz kawę. Kawa i pogawędka.Miło go widzieć.Z takim zalem ale
                            miło. Wizyta trwa godzinę. Nie kochamy się, bo on śpieszy się do domu. Żona
                            zaplanowała obiad u rodziców.Zawsze planowała weekendy.Zwykle obiadowo-
                            towarzysko-marketowe.
                            Zawsze myslałam, że uda mi sie uniknąć takiego związku. Pomyliłam się. Ludzie
                            pisza tutaj o takich jak ja, "idiotka", to tak nawet życzliwie. Bywa gorzej.
                            Nie wiem, jak to się stało. Nigdy wcześniej nie byłam przy kimś w taki sposób.
                            Nie jestem dziwką. Nie byłam dziwką. Nie qrwiłam się.
                            On był i już. I było to naturalne. Bardzo miękko wszedł w moje zycie. Jakby na
                            niego czekało. Nie mam z nim kontaktu od kilku. Nie odebrałam od niego telefonu
                            po kolejnym numerze jego żony. Bardzo za nim ...ale wiesz, juz teraz zwyczajnie
                            zabrakło mi sił. Co mam powiedzieć ? Jeśli w ogóle cokolwiek powinnam.
                            W odpowiedzi na to, co od ciebie otrzymałam...ZASZCZUCIE...lojalność ?
                            Tak, zaszczucie. Tak, lojalność, pomimo zaszczucia. Przepraszam, że zabrałam
                            Wam czas.
                            • krystynathier Re: Odp: TM i socipata 08.01.04, 21:00
                              Miłość jest niestety ślepa i głucha, a co gorsze czasem głupia.Człowiek patrzy
                              na tego drugiego i myśli "jak on pięknie pluje".A potem się odpokutowuje coś o
                              czym się nie pomyślało.NIe chce nikogo tutaj oceniać,ani krytykować,takie są po
                              prostu uroki życia.Ja mam problem bo obca baba ingeruje w moje życie burząc
                              NASZ spokój psychiczny i rujnując nam życie a kocinka ma problem bo się
                              związała z nieodpowiednim człowiekiem.Wydzwanianie,pisanie listów itp.to
                              świadczy wyłącznie o autorce listów a nie o danej osobie,a przynajmniej rada
                              jest prosta- zgłosić na policję,bezwzględnie i kategorycznie.A facet z którym
                              się związałaś okazał sie niestety zwykłym bucem i tyle.Mój przynajmniej
                              ingeruje w te telefony i wyraża swoje stanowisko w tej sprawie i nie mówi że to
                              normalne i nie mówi że tak może być (chociaż i tak to nic nie daje).Z jednej
                              strony staram się zrozumieć, że 10 letni związek ma prawo dawać nadzieję na
                              przyszłość i żal mi tej kobiety z drugiej strony bronię swojego związku i
                              swojego szczęścia.Jedno powinniśmy wiedzieć, miłość wymaga poświęceń a nie
                              taktyki i planowania.Jeśli facet by kocinkę kochał to poświęcił by się dla
                              niej, a skoro tego nie zrobił to nie zasługiwał na nią i na tą miłość jaka mu
                              ofiarowała lecąc ze sklepu tylko po to aby w jego towarzystwie wypić kawę.I
                              tyle i można sobie wybić go z głowy i jednocześnie zlekceważyć telefony i
                              (powiem brzydko) olać sikiem falistym.Życzę powodzenia. A gdy znajdziecie rady
                              na tą upartą była kobietę mojego faceta to przyjmę wasze rady z radością :)) I
                              głowy i nosy w górę.Pozdrawiam.
                              • comments kocinka 08.01.04, 21:37
                                Takie rzeczy się zdarzają. Opowiem ci w skrócie inną historię. Rzecz dzieje się
                                za granicami Polski. Dziewczyna poznaje starszego gościa, który na początku
                                wydaje się być miłym facetem. Ten miły facet krzywdzi dziewczynę. Kiedy udaje
                                się jej wyjechać i schronić się u prawdziwego przyjaciela, ten starszy zdobywa
                                jej nowy numer telefonu. Zaczynają się telefony o każdej porze dnia i nocy.
                                Facet czuje się rozczarowany , ze po tym co zrobił nie ma co liczyć na żaden
                                związek. Ponieważ ma jej zdjęcia (zwykłe, oczywiście ubrane), umieszcza je wraz
                                z jej numerem na necie z niewybredynymi komentarzami. Podając się za nią
                                rozmawia z facetami online i zaprasza ich na gorący seks pod jej nowy adres. Co
                                jakiś czas do domu puka podejrzany napalony gość. Dziewczyna tłucze się od
                                policjanta do policjanta. Od posterunku do posterunku. Trafia do wydziału
                                przestępstw internetowych. Ma dowody w postaci nagranych wiadomości,
                                wydrukowanych emailii wraz z obraźliwymi słowami, przesyłanych kartek, gróźb.
                                Pan policjant obiecuje zając się sprawą.
                                Po pewnym czasie ona otrzymuje email od wyżej wspomnianiego skurczybyka, że
                                właśnie odbył sobie małą pogawędkę z panem policjantem.
                                Po ponownej rozmowie z policjantem, wszystko się kończy.
                                Cała sprawa ciągnęła się około 8 miesięcy. NIeprzespanych nocy, łez, nerwów.
                                I wciąz nie ma pewności, że nagle się cieć nie odezwie.
                                A ona przez ten czas spała z rewolwerem pod poduszką...
                                • sociopata ok, dziewczyny, 08.01.04, 22:50
                                  widze ze macie znacie niezle problemy. Co wy na to, urzadzamy sobie party zeby
                                  o tych problemach sobie porozmawiac? Zaprazamy te kilka rownych takich jak ten
                                  trys-kajacy podlotek i zaplanujemy wam nowe zycie. Dodatlowo oferuje obstawe
                                  tylko musisz powiedziec jak dlugo dana osoba ma cierpiec po spotkaniu z
                                  sociopata. Polecam postudiowanie atlasu medycznego zeby nie bylo dwuznacznosci.
                                  Nie lubie partactwa i prosze operowac lacina!
                                  • triss_merigold6 Re: ok, dziewczyny, 08.01.04, 23:00
                                    Myślisz, że dałoby radę coś sensownego poradzić? Mnie szczerze mowiąc kaliber
                                    problemów tych kobiet trochę przytłoczył. Pogadać można, czemu nie jeśli mnie
                                    zaprosicie oczywiście. Im by się życzliwa psychterapia przydała...
                                    Co do cierpień, proponuję rzeczy proste a dotkliwe: kop z boku w kolano
                                    powodujący trwałe uszkodzenie rzepki; złamanie ręki w nadgarstku (w aikido jest
                                    taki fajny chwyt, można złamać rękę jenocześnie w 3 miejscach).
                                  • comments Re: ok, dziewczyny, 08.01.04, 23:22
                                    Nie ma to jak liczyć na przyjaciół - sociopatów:)
                                    Jeżeli moge wybierać to wyżej wymienionego sk..syna zobaczyłam z wyraźnie
                                    nadwątlonym męskim ego. Okay, prościej, - bez jaj, skamlącego o litość...
                                    Tak, to by mi odpowiadało.
Pełna wersja