Dodaj do ulubionych

Maroko-porównania-prosze o opinie

10.02.13, 00:00
Zastanawiam sie nad wyjazdem na wakacje-sierpien do Maroka.
W zwiazku z tym, ma kilka pytan.
Mam nadzieje, ze pomozecie mi, za co z gory bardzo Wam dziekuje!
Mam kilka konkretnych pytan, choc dla wielu moga wydac sie banalne-dla mnie sa bardzo istotne.
Tak, jak wspomnialam wyjazd planuje na ok 2/3 tydzien sierpnie, na 2 tygodnie.
1. jaka faktycznie jest tam pogoda?
Czy slonce ,,opala" podobnie jak w Egipcie o tej porze roku? Czy moze klimat jest podobny do Wysp Kanaryjskich, a konkretnie mam na uwadze Fuertawenture, bo teoretycznie najblizej, na wprost polozona wyspa? Dodam, ze w kazdym zwe spomnianych bywalam rowniez w okresie sierpnia.
2. Jaka jest temp. wody. przypuszczam, ze taka sama jak o tej porze na Fuenawenturze....? Czy chlodniejsza/cieplejsza?
Bardzo prosze o porownanie, najbardziej cenne, jesli ktos byl w Maroku w sierpniu i w pozostalych krajach wspomnianych w moim watku w podobnym okresie!
Z gory jeszcze raz bardzo dziekuje.
Oczywiscie, bede wdzieczna za kazde: rady/ sugestie/ spostrzezenia!
Obserwuj wątek
      • nchyb Re: Maroko-porównania-prosze o opinie 13.02.13, 15:26
        jak internet polecasz, to biblioteka nie potrzebna, więc nie przesadzaj

        w necie przeczytasz, ze w Marrakeszu w sierpniu temperatury i do 40 stopni mogą sięgać, a od osób które tam są, bądź bywają, dowiesz sie, ze i znacznie powyżej 45 też się możesz spodziewać. A w Agadirze w tym samym czasie chłodniej powinno być...
        • zjawa1 Re: Maroko-porównania-prosze o opinie 14.02.13, 22:13
          Wybieram sie do Agadiru.
          Ksiazka srednio mi pomoze we faktycznym ,,opalaniu" i mocy slonca.
          Np. na Sycyli o tej porze roku, tez bywa w granicach 35 stopni, albu wiecej, a mimo tego ,,moc" slonca jest nizsza niz w Egipcie w sierpniu.
          Dodatkowo chcialam zapytac-jakie hotele polecacie osobiscie?
          • deoand Re: Maroko-porównania-prosze o opinie 15.02.13, 16:14
            Nie bardzo rozumiem co ma ci dać odpowiedź jak opala słońce w Maroku - ano normalnie na brąz . Maroko zostało nazwane przez francuskiego namiestnika -najzimniejszym krajem gorącej Afryki i pewno coś w tym jest ale w sierpniu to bedzie ciepło nawet w Agadirze . Latem w Agadirze bywa tak , ze do południa jest mgła i nie ma pełnego słońca a dopiero później grzeje na całego .Ważniejsze jest to że nie ma prywatnych hotelowych plaż w Agadirze tylko jest jedna plaża publiczna bez tzw infrastruktury czyli leżaków , parasoli itp. Leżysz sobie na ręczniku i tyle chyba , że twój hotel jest przy plaży to masz wydzielone miejsce , ogrodzone gdzie są leżaki hotelowe . Dlatego też trzeba wybierać hotele przy plaży chocby w Holidaycheck .pl. Ja byłem w hotelu Tivoli cztery gwiazdki ale hotel leży ok 10 minut od plazy i idac na plaże trzeba leżeć na ręczniku .Uwaga plaża jest szeroka bo mamy przypływy i odpływy więc uwaga aby ciebie woda nie podmyła gdy nastąpi przypływ a pozornie będziesz leżała daleko od wody .We wrześniu Ocean wcale nie był taki gorący -to nie Egipt !! Woda nigdy nie będzie miała trzydziestu -paru stopni jak w Egipcie -rafy też nie ma .Ciepłota wody chyba porównywalna z Lanzarote gdzie też byłem tyle tylko , ze we wrześniu .
            Ogólnie warto pojechać do Agadiru -poopalać sie trochę i pojechać na wycieczkę do Marakeszu oraz gdzieś na południe .Takie wycieczki organizuje piszący czasem na forum maroko4you
            pozdrawiam
            • zjawa1 Re: Maroko-porównania-prosze o opinie 10.04.13, 23:19
              Wybrałam już hotel tuż przy plaży, z tego co wiem to leżaki są hotelowe. Hotel bardzo blisko centrum Agadiru. A to, ze woda nie będzie miała tyle samo temp co w Egipcie, tyle to wiem:)
              Pytałam o moc nasłonecznienia. Ogólnie czy słonce tak mocno pazy jak w Egipcie z początkiem sierpnia czy może opala jak na wyspach kanaryjskich, a więc jest znacznie łagodniejsze.
              • deoand Re: Maroko-porównania-prosze o opinie 11.04.13, 00:20
                ale ty dociekliwa jestes jak kobieta ... Hotel przy plaży ma włąsne leżaki to fakt tylko trochę daleko do wody ale to małe piwo / A teraz męska odpowiedź na pytanie o Słońce - w sierpniu rano występuja mgły w godzinach rannych w Agadirze a potem Słońce grzeje jak jasna cholera !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!pzdr.
                  • deoand Re: Maroko-porównania-prosze o opinie 11.04.13, 13:57
                    No może trochę przesadziłem z ta odległościa - chodziło mi o to , ze plaża jest dośc szeroka nie tam 6 m piasku i woda tylko ze 20 m i dopiero Ocean . Który raz jest bliżej a raz dalej - odpływ i przypływ -sama zobaczysz jaka to róznica . Oczywiscie zależy jaki i gdzie jest hotel . Załaczam zdjecie , które mniej wiecej obrazuje o co mi chodzi
                    fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/1529747,2,594,Maroko-czesc-1-529.html
    • ip77 Re: Maroko-porównania-prosze o opinie 15.04.13, 18:39
      „Cesarskie Miasta” z Rainbow Tours odwiedziłam w sierpniu 2012 r. Zastanawiałam się, czy opisać swoje wrażenia z tej podroży na forum. Skoro jednak korzystam z wiedzy innych osób na forum, może komuś przyda się i moja wiedza. Zaznaczam jednak, że to wyłącznie moje spojrzenie na ten wyjazd, co nie oznacza, że każdy musi się z nim zgodzić.
      Wylot czarterowym samolotem Boeing 737 linii Enter z 40 minutowym opóźnieniem. W samolocie ciasno, nie można nawet nóg rozprostować i w dodatku linie te znane są ze stałych opóźnień. Przylatujemy do Agadiru około godz. 20 ( zegarki cofnęliśmy już o dwie godziny). Przed wejściem na lotnisko czeka na nas rezydentka i lokalny przewodnik. Autokarem przewiezieni zostajemy do hotelu Adrar. Do hotelu niedaleko, ok.30 min. I już na początku zaczyna się szopka. Okazało się, że Rainbow wysłał na ten objazd 5 autokarów, w tym aż 4 na trasę Cesarskie Miasta. Tak, że spotkaliśmy się w recepcji hotelowej i czekaliśmy na swoją kolejkę na zakwaterowanie. Kolacja o godz.22 do pokoju. Nic specjalnego: zimny kurczak, mięso, jakieś sałatki. ale mnie się i tak nie chce jeść, jestem zmęczona tym zamieszaniem. Hotel Adrar znajduje się w centrum miasta, w pobliżu portu. Nie specjalnie ładny, ani ciekawy, z małym basenem w kategorii 3 *, do plaży też trzeba dojść przez ulicę. Nie chciałabym go na pobyt. Tak minął dzień 1. Dzień 2. Agadir-Essaouira-Safi ( do pokonania około 300 km). Po śniadaniu, dość późno bo o 9.00 ( znowu zamieszanie, ze względu na ilość osób kelnerzy nie nadążali z uzupełnianiem pustych naczyń- wszędzie obowiązuje tzw szwedzki stół ) wyruszamy na krótkie zwiedzanie miasta. Przejeżdżamy ulicami Agadiru i udajemy się na wzgórze, które już wczoraj wieczorem widzieliśmy z okien hotelu, tam mieści się średniowieczna kazba, czyli twierdza . Wspinamy się autobusem po serpentynach, z których oglądamy całą agadirską zatokę. W końcu stajemy na szczycie, powietrze jest nieco przymglone, mimo to Agadir widać jak na dłoni. Na pierwszym planie port, potem szeroki ciągnący się po horyzont pas plaży, dalej białe budynki hotelowe. Przy parkingu obok kazby można przejechać się na wielbłądzie. Na stoku wzgórza
      z kamieni ułożony jest napis „Bóg, król, naród”, który z nadejściem zmierzchu zostaje oświetlony. Kilka zdjęć i wyruszyliśmy autokarem w dalszą drogę wzdłuż Oceanu Atlantyckiego do Essaouiry. To około 170 km. Sama trasa bardzo ciekawa, piękne wybrzeże z wystającymi z wody skałami z jednej strony, a z drugiej pagórki porośnięte ciernistymi drzewami arganowymi. Wcześnie rano na drzewach tych pasą się kozy zwane "akrobatkami", gdyż wychodzą na drzewa i skaczą po konarach. My wyjechaliśmy zbyt późno aby te scenki zobaczyć- a przecież można było wyjechać o dwie godziny wcześniej. Liczyłam również, że po drodze będziemy mieli okazję zajrzeć do wytwórni oleju
      i dokonania jego zakupu ( tak jak poprzednie wycieczki) ale pilotka nie miała na to ochoty, w zamian zaproponowała, że dla chętnych zamówi oryginalny produkt bezpośrednio od wytwórców. Ze względu na wysoką cenę oleju zdarzają się jego podróbki w postaci mieszania arganu ze zwykłym olejem więc większość zainteresowanych wolała go kupić z pewnego źródła. Essaouira to dawny fenicki port, zbudowany w biało-błękitnej tonacji. Jej białe domy otoczone są murami obronnymi. W dolnych partiach tych murów mają swoje warsztaty rzemieślnicy rzeźbiący w drewnie oraz malarze prowadzący swoje galerie. Schodząc w dół dotarliśmy pod opieką przewodnika na suk (targowisko
      i warsztaty rzemieślników). Najciekawszy jest jednak suk stolarzy, gdzie można nabyć wiele przedmiotów z inkrustowanego drewna tui i cedru, z których słynie Essaouira. Wyroby są naprawdę piękne, wykorzystuje się korzeń tui, który jest cętkowany i pień o jasnym odcieniu, daje to możliwość łączenia ich nadając przedmiotom różne wzory. Nie ma tu wiele do zwiedzania, więc po około godzinie mamy półtorej godziny czasu wolnego. Korzystamy z okazji aby coś zjeść ( po drodze zatrzymaliśmy się tylko na kawę i herbatę miętową, były to krótkie postoje tzw. „ techniczne” innymi słowy na toaletę) i udajemy się do restauracji na tażina. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że wszystkie nasze przejazdy będą miały postoje na stacjach paliw. W czasie innych naszych wyjazdów zawsze próbowaliśmy owoców, które nie zawsze są dostępne w naszych sklepach. Teraz kupiliśmy owoce opuncji ( 1 dirham za sztukę). Owoce podaje sprzedawca, gdyż posiadają małe kolce, które mogą dotkliwie pokłuć ręce. Jeszcze pudełeczko ciasteczek i wyruszamy w dalszą drogę- 130 km do Safi. Do Safi dojechaliśmy po godz. 18. Znowu za późno. Safi to 300-tysięczny ośrodek przemysłowy i port przeładunkowy. Słynie z wyrobów garncarskich oraz zielonych kafli służących do budowy meczetów w całym Maroku. Niezliczone sklepiki wypełniają po sufit kolorowe talerze, miseczki, dzbanki, naczynia w żywych barwach. Niestety już zamykane. Poświęcamy temu miejscu zaledwie pół godziny i dodatkowo 20 minut czasu wolnego, niestety nic nie kupiliśmy, choć chciałam tu kupić swój tażin. Jednak 20 minut to za mało, szczególnie, gdy należy się targować, bo cena początkowa jest i dla nas „ z kosmosu” a jakość wyrobu różna ( wyszczerbione pokrywy, źle przylegające do garnka nie trzymają wewnątrz pary, co jest podstawą przygotowania w nich dania) więc należy go dokładnie obejrzeć. Noc spędzamy w Hotelu Atlantique Panorama w Safi. Sam hotel dość przyjemny, pokój ładny i duży mamy na parterze z widokiem na ocean i basen. Jednak do oceanu trzeba dość daleko iść stromą skarpą w dół- 30 minut to za mało. W czasie przejazdu, w autokarze pilotka dość dziwnie się zachowała. Mianowicie stwierdziła abyśmy w czasie posiłków cytuję :”nie jedzcie za dużo, gdyż nie starczy dla innych”. Coś podobnego usłyszałam po raz pierwszy odkąd jeździmy na objazdy. Wzięło się to prawdopodobnie stąd, że na trasie i w hotelach spotykaliśmy pozostałe autokary zarówno
      z Rainbow jak i biura Maxim co powodowało zamieszanie nie tylko przy zakwaterowaniu lecz także przy posiłkach w hotelach, ale takiej bzdurnej wypowiedzi to jeszcze nie słyszałam. Oczywiście dało to odmienny efekt niż oczekiwany przez pilotkę. Dzień 3.Safi- Qualaliti- El Jadida- Casablanca. Przed nami około 240 km. W trakcie tego objazdu dość późno wyruszamy w trasy. Każdego dnia mamy do przebycia od 200 do 500 km. Błędem jest wyjazd o godz. 8 czy 9 , bo zazwyczaj omija nas część atrakcji, po prostu docieramy na miejsce zbyt późno. Kierując się w stronę El Jadidy po drodze wstępujemy do małej wioski rybackiej Qualaliti, która słynie z hodowli ostryg . Qualaliti - miasteczko leżące nad piękną laguną i plażą, osłonięte od fal Atlantyku niewielkimi wysepkami. Na plaży byliśmy świadkami targu rybnego między miejscowymi rybakami a zapewne restauratorami lub kupcami. Rybacy zaprosili nas na degustację ostryg i jeżowców świeżo złowionych w oceanie ( oczywiście za opłatą po 10 Dirhamów od sztuki). El Jadida wita nas gorącem, nie ma się co dziwić , jest południe. Idziemy uliczkami starego miasta. Centrum miasta to mieszanka architektury mieszkających tutaj kupców żydowskich i portugalskich oraz arabskiej Medyny. Na terenie Medyny znajduje się synagoga, meczet i sąsiadujący z nim kościół zbudowany przez Portugalczyków. Przechodząc główną ulicą w kierunku Bramy Portowej najbardziej zainteresowała nas stara cysterna wybudowana przez Portugalczyków w 1514 r. Do fortecy prowadzą dwie położone blisko siebie bramy. Do dziś przetrwały jej cztery bastiony, przechodzimy po murach obronnych spoglądając poprzez blanki na miasto i ocean. Zwiedzanie zajęło nam około 20 minut, potem jak zwykle 25 minut czasu wolnego. No i Casablanca. Do Casablanki przyjeżdżamy około 14. Mamy godzinkę dla siebie –pilotka pozostawia nas na Bulwarze ( nie wiem po co , bo wprawdzie Bulwar na uwagę zasługuje, gdyż jest to najbardziej reprezentacyjna część miasta ale wystarczyłoby 20 minut). Bulwar, którym spacerujemy, to palmow
    • ip77 Re: Maroko-porównania-prosze o opinie 15.04.13, 18:44
      Okazało się, że nie cała moja relacja z tego wyjazdu zmieściła się , więc wysyłam dalszą część. Mam nadzieję, że się przyda.
      No i Casablanca. Do Casablanki przyjeżdżamy około 14. Mamy godzinkę dla siebie –pilotka pozostawia nas na Bulwarze ( nie wiem po co , bo wprawdzie Bulwar na uwagę zasługuje, gdyż jest to najbardziej reprezentacyjna część miasta ale wystarczyłoby 20 minut). Bulwar, którym spacerujemy, to palmowa aleja z zadbanymi trawnikami, wzdłuż której wzniesiono okazałe budynki użyteczności publicznej z przepięknie zdobionymi elewacjami a przy samej plaży postawiono hotele. Na szczęście jest w Casablance coś co może zachwycić- wspaniały meczet Hassana II. Jest trzecim co do wielkości po Mekkce i Medynie w Arabii Saudyjskiej budynkiem sakralnym. Świątynia jest trzy razy większa od Katedry Świętego Pawła w Londynie oraz rzymskiej Bazyliki św. Piotra. My jednak zaglądamy do wewnątrz z poziomu bramy wejściowej. I dlaczego? Przecież meczet udostępniony jest dla zwiedzających ale do godz. 16 . I choć zwiedzanie wewnątrz nie było ujęte w programie to czy nie można było zamiast trzymać nas na ulicach miasta najpierw dowieźć pod meczet? Czas wolny
      i jedziemy na Plac Mohammeda V, to główny plac w Casablance i choć nie ma tu nic ciekawego, to program musi być zrealizowany ( jak to pisze w katalogu: „ plac Mohammeda V, którego zabudowa jest ciekawym przykładem architektury kolonialnej”- tak się pisze jak już nie ma o czym). Zatrzymujemy się w hotelu Anfa Port w środku nowej części miasta, z punktu widokowego na 14 piętrze robimy kilka zdjęć meczetu z rozświetlonym laserem wskazującym kierunek na Mekkę. Dzień 4 . Rabat- Meknes- Volubilis-Fez. Trasa około 300 km. Rabat jest stolicą kraju od 1912 roku., wpisany w 2012 r. na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, Poznawanie miasta rozpoczęliśmy od pałacu królewskiego, obecnej siedziby marokańskiego króla Muhammada VI-oczywiście tylko
      z zewnątrz. Mijamy kilka bram i za kolejną - Bab Zair, po drugiej stronie trawiastej przestrzeni, widoczne są mury cytadeli Szella. Szella to otoczony murami ogród, w którym znajdują się pozostałości najstarszej części Rabatu. Szella to jak na razie dla mnie był najciekawszy fragment naszej podróży po Maroku. I choć bogactwo i przepych meczetu Hassana II w Casablance jest godne podziwu nie wzbudziło mojego zainteresowania na takim poziomie jak te pozostałości dawnej historii Maroka. Następnie autokar wiezie nas do najbardziej znanego miejsca w Rabacie- pozostałości Meczetu Hassana oraz Mauzoleum gdzie spoczywa dziad (Muhammad V- ostatni sułtan i pierwszy król, który przywrócił Maroku niepodległość w 1956 r.) a także ojciec (Hassan II) i stryj (Abdullah) obecnie panującego w Maroku monarchy. Mauzoleum - główny cel naszego przybycia to biała budowla w stylu orientalnym, lekko wyniesiona, bogato zdobiona, do której prowadzą schody. Następnie udaliśmy się w kierunku cytadeli (Kazba al Udaja), której początki sięgają XII wieku. Przekraczając mury kazby mamy uczucie jakbyśmy przenieśli się do zupełnie innego świata. To jakby miasto w mieście, wewnątrz stara Medyna a na zewnątrz nowoczesne miasto. Czas na dalszą podróż. Jest 11:15 a przed nami jeszcze Meknes, Volubilis i dojazd do Fezu. Po dwugodzinnej podróży drogą gór Atlasu, docieramy do Meknes, miasta nazywanego afrykańskim Wersalem. Wjeżdżamy do miasta przez pięknie zdobioną Bramę Czwartkowego Targu –Bab El-Khemis. Wyjście na kilka minut aby zrobić zdjęcia. Przejechaliśmy przez bramę i po kilku kilometrach jazdy wzdłuż murów miasta zatrzymaliśmy się przed dużym zbiornikiem wodnym Akdal z fontanną, z którego ongiś dostarczano wodę do pałaców i ogrodów. Po drugiej stronie tego stawu znajdują się ruiny dawnych spichrzów
      i magazynów (Heri es Swani). Teraz ciekawsza część –udajemy się do Mauzoleum Mulaya Ismaila. Przejeżdżamy kolejne bramy, jak poprzednia pięknie zdobione. Meknes posiada jeszcze jedną nazwę„ Miasto Pięknych Bram” , którą nadano mu właśnie ze względu na okazałe bramy. Mauzoleum zwiedzamy wewnątrz. Mijamy kolejno kilka pomieszczeń. Sala wejściowa ze wspaniałym sklepieniem z rzeźbionego i malowanego drewna a pośrodku fontanna, mały dziedziniec również
      z fontanną. Wreszcie biała sala z fontanną w środku do ablucji i pomieszczenie z grobowcem Mulaya Ismailia, jego żony i synów. Nasz pobyt w tym mieście zakończył się przed najpiękniejszą bramą
      w Maroku zwaną Bab el Mensur- Brama Zwycięzcy, uznaną również za najpiękniejszą w całej Afryce Północnej. Wyruszamy do Volubilis. Volubilis jest stanowiskiem archeologicznym z najlepiej zachowanymi ruinami miasta rzymskiego w tej części Afryki Północnej. Zwiedziliśmy wspaniałe wille- Dom Orfeusza, oraz Dom Wenus gdzie podziwiać można dwie najlepiej chyba zachowane mozaiki: "Uprowadzenie Hylasa przez nimfy" oraz "Dianę w kąpieli", Łuk triumfalny, który zbudowano z kamienia wydobytego ze zboczy Dżabal Zerhun oraz Kapitol . Koło godz. 17 opuściliśmy Volubilis i teraz już prosto do Fezu na nocleg. Po drodze zatrzymujemy się na kawę
      „ nok-nok” i miętową herbatę. Tylko dlaczego na stacji paliw a nie w restauracji? I to mnie właśnie denerwuje w tej wycieczce. Rozumiem, że jest ramadan, ale czy nie lepiej było się zatrzymać nawet
      w jakiejś wiosce na suku niż na stacji paliw? Do Fezu docieramy o 18:30. Hotel „ Sofia” w stylu marokańskim, bogato zdobiony, w centrum miasta, pokoje super, o 19:00 kolacja. Dzień 5 . Fez. To fascynujące arabskie miasto, gdzie na każdym kroku widać żywą historię. Fez jest najbardziej wiekowym królewskim miastem Maroka. Po śniadaniu wyjazd w stronę rezydencji królewskiej Dar El- Makhzen. - niestety nie udostępnionej zwiedzającym. Pozostało nam więc obejrzeć budynek pałacu od zewnątrz, przez ogromną, pięknie zdobioną bramę . Kilka zdjęć i pieszo przechodzimy
      w kierunku mellah - XIV-wiecznej dzielnicy żydowskiej. Tylko kilkanaście rodzin pochodzenia żydowskiego mieszka tu do dziś. Jest dość wcześnie, więc wokół panuje cisza a na ulicy mija nas niewielu mieszkańców. Budynki są bardzo zaniedbane i momentami zdaje się, że zwalą się wprost na nas. Lokalny przewodnik prowadzi nas do znakomicie utrzymanej, wpisanej na listę zabytków UNESCO synagogi Ibn Danana. Wchodzimy do środka, niewiele jest tu do zwiedzania. Specjalnie dla turystów odsłonięta zostaje Tora. Przejście dzielnicą żydowską nie zajmuje zbyt wiele czasu i po dwudziestu minutach wracamy do autokaru. Kierujemy się na wzgórza wznoszące się ponad Fezem. Z posępnych ruin roztacza się wspaniały widok na kazbę Fas al-Bali i okolice miasta. Do Medyny, można dostać się przez 14 bram nazywanych babami. Przekraczając je, natychmiast przenosimy się do zupełnie innego świata. Z jednej strony uderza nas brud, smród i straszliwy tłok w krętych, wąskich uliczkach, z drugiej strony ten klimat porywa nas i fascynuje. Teraz dopiero czuje się jak w baśni
      z tysiąca i jednej nocy. Już wiem, opisanie tego miejsca w sposób jaki zrobiło na mnie wrażenie nie jest możliwe. Rzeczywistość przeszła moje oczekiwania. Otworzył się przede mną czarodziejski świat wezyrów, szejków, kalifów, Aladyna i czterdziestu rozbójników. Odwiedzamy kolejno warsztaty: wyrobów z miedzi, wyrobów skórzanych z widokiem na garbarnię oraz tkacki. Trzeba przyznać, że wyroby skórzane są dobrej jakości ale również drogie, wyrobami z miedzi ( choć ręczna robota budzi podziw) niestety nikt nie był zainteresowany, natomiast w warsztacie tkackim kilka osób zakupiło wyroby z sizalu pozyskanego z włókien agawy. Wyroby rzeczywiście piękne, delikatne, ponadto farbowane w naturalnych środkach. Fez zwany jest miastem tysiąca meczetów - ponoć 800 było już ich w XII wieku , w programie mieliśmy jeden z nich zwiedzić niestety pilotka wejście do meczetu
      w Fezie skwitowała słowami: „przykro mi ale jest dziś zamknięty, no trudno nie wejdziemy , kolejny raz okazała zero wysiłku i zaangażowania. Koło godz. 13 opuszczamy ten zakątek czarów i wracamy do hotelu
    • ip77 Re: Maroko-porównania-prosze o opinie 15.04.13, 18:47
      Oto 3 część mojej relacji:
      Fez zwany jest miastem tysiąca meczetów - ponoć 800 było już ich w XII wieku , w programie mieliśmy jeden z nich zwiedzić niestety pilotka wejście do meczetu w Fezie skwitowała słowami: „przykro mi ale jest dziś zamknięty, no trudno nie wejdziemy , kolejny raz okazała zero wysiłku i zaangażowania. Koło godz. 13 opuszczamy ten zakątek czarów i wracamy do hotelu. Musimy się spieszyć, ( a szkoda bo własnie to miejsce warte było dłuższego pobytu) bo po obiedzie dla chętnych fakultet w postaci wieczorku marokańskiego z uroczystą kolacją w cenie 40 euro od osoby. Nie korzystamy z oferty, gdyż mamy doświadczenie z takich wieczorków z wcześniejszych wyjazdów. Postanowiliśmy skorzystać z czasu wolnego i sami zwiedzić nową część miasta. Wynajęliśmy więc kolejkę i w dwie pary wyruszyliśmy na miasto. Przejazd trwał 40 minut ale nie był zbyt ciekawy. Nowoczesna, ville nouvelle została zbudowana w typowym francuskim stylu kolonialnym, z szerokimi, wysadzanymi drzewami bulwarami, licznymi placami i parkami. Wokoło pełno pięciogwiazdkowych hoteli, a także poczta, banki i dworzec kolejowy. Po powrocie udajemy się więc w odwrotnym kierunku i odwiedzamy największy suk w mieście. Z żalem żegnam Fez, jutro długa droga do Marrakeszu. Dzień 6. Fez- Ifrane- Marrakesz. Trasa około 500 km. Najpierw Ifrane- totalna porażka, ale w katalogu Rainbow miasteczko jest tak pięknie zareklamowane :”po drodze krótki postój w otoczonym przez lasy cedrowe górskim kurorcie Ifrane. Spacer po kurorcie.” Czy stojąc pośrodku asfaltowej ulicy można stwierdzić, że wokół są piękne lasy cedrowe ?. A na dodatek nie było nawet możliwości wypić kawy, gdyż miasteczko stwarzało wrażenie jakby wymarłego.
      W jedynej w pobliżu restauracji, w której panie chciały skorzystać z toalety ( oczywiście za opłatą) dowiedziały się , że najpierw muszą coś zamówić. Gdy poprosiły o kawę okazało się, że teraz restauracja jest nieczynna, otworzą gdzieś za godzinę. Dopiero na prośbę naszego kierowcy kelner przyniósł kilku osobom kawę i pozwolił skorzystać z toalety. Wyruszamy w dalszą trasę. Podróżujemy przez malownicze góry Atlasu Średniego. Cała trasa jest niezwykła widokowo, to nie to samo , co widoki w Ifrane. Planowany jest dojazd do Marrakeszu na godzinę 18, przed nami więc ładnych kilka godzin jazdy przez Góry Atlas. Zatrzymujemy się na krótkich postojach. I znów postoje są na stacjach paliw, jakby nie można było zatrzymać się w jakiejś wiosce, których po drodze mijamy tak wiele. Byłoby na pewno ciekawiej i przyjemniej. Hotel Mariem w Marrakeszu usytuowany jest
      w centrum miasta. Pokoje dość przyjemne i dwa duże baseny. Na kolacji spotykamy się z wycieczką, która zwiedzała południe Maroka. Są bardziej zadowoleni od nas. Mieli okazję spotkać się
      z miejscowymi w ich domach, przebywać z nimi, otrzymali zaproszenie od rodzin na wspólny rodzinny posiłek. Ale to w dużej części zasługa ich pilota, gdyż te atrakcje nie mieściły się w ich programie. To były prawdziwe wrażenia , nie wyreżyserowane przedstawienie, na jakie zaproszono nas w Fezie. Po kolacji, około 20:15 udajemy się na Plac Jamma El Fna. Codzienne przedstawienie na Dżemaa el Fna trwa co najmniej do północy. Spacerujemy po tym magicznym miejscu z zachwytem oglądając zmieniający się z każdym krokiem krajobraz. I choć jest ramadan i według słów pilotki na placu jest stosunkowo niewielka liczba straganów, to nie próbuje sobie nawet wyobrazić jaki jest tu tłum w każdym innym czasie poza tym świętem. Choć oglądałam wiele filmów o Maroku, w tym również z Marrakeszu, to rzeczywistość znacznie odbiega od filmowego flesza , tylko będąc tu można poczuć w pełni całą bajkową atmosferę. Jestem zachwycona i zadowolona biorąc pod uwagę wcześniejsze nieprzyjemne wrażenia z Ifrane, to miła odmiana. Na każdym kroku wciągani zostajemy w kolejne stragany i restauracje. Doskonały sok pomarańczowy, którego nie potrafiliśmy sobie odmówić, mocna miętowa herbata, którą od początku chciałam skosztować i to nie taka, jaką oferowali nam na postojach. Tutaj ¾ szklanki zajmuje mięta i około 4 łyżeczek cukru. Jest bardzo słodka i bardzo miętowa, super. Jest 22 :00 autokar zawozi nas do hotelu ale my chcemy obejrzeć jeszcze dworzec kolejowy, podobno jeden z ładniejszych w Maroku. Dzień 7. Marrakesz- Agadir. Około 270 km. Wyjeżdżamy na zwiedzanie miasta. Najpierw plac Jamma El Fna, wygląda inaczej niż wczoraj, jest opustoszały nie ma tak wielu straganów i nie robi już takiego imponującego wrażenia jak w nocy. Kierujemy się w stronę meczetu Kutubijja. Meczet jest niedostępny dla niemuzułmanów, oglądamy go jedynie z zewnątrz jak wiele innych tego typu zabytków w Maroku. Spędzamy tu niewiele czasu, teraz kolej na Pałac El Bahia. Warto tu zobaczyć pięknie zdobione pomieszczenia, ogrody pełne przeróżnych zapachów i fontanny. Czas mija szybko i już musimy jechać do kolejnego zabytku. Tym razem spokojnie poruszamy się ulicami starego miasta w kierunku grobowców Saadytów. Mijamy wąskie uliczki Medyny, gdzie zgromadziły się sklepy, stoiska i małe targi oferujące ludowe wyroby. Przed nami Grobowce Saadytów - XVI-wiecznej dynastii królewskiej, które zostały zamurowane przez sułtana Mulaja Ismailia. W trzech głównych salach nekropolii znajdują się groby sułtanów, a także grobowce dzieci zmarłych w czasie epidemii dżumy. Umieszczona centralnie Sala Dwunastu Kolumn uważana jest za jeden z najpiękniejszych przykładów andaluzyjsko-marokańskiej sztuki dekoracyjnej. Zagłębiając się w gąszcz zaułków Medyny docieramy do Medresy Ben Jusufa. Medresa to szkoła koraniczna średniego stopnia. Medresa Ben Jusufa w Marrakeszu była największą szkołą koraniczną wraz z internatem w całym Maroku w latach 1570-1962. Spędzamy tu około godziny a obiekt ciekawy i wart zobaczenia. Kolejnym naszym celem jest zielarnia berberyjska. Wewnątrz całe przedstawienie, prawie po polsku, zachęcające do kupna kosmetyków, oleju arganowego, ziół, przypraw, maści, mydła, olejków, herbaty, trwające dobrą godzinę. Oczywiście specjalnie dla nas jest promocyjna cena na wszystko- przy kupnie dwóch kosmetyków trzeci-gratis. Zainteresowanie duże i ceny przystępne. Poza tym są to oryginalne wyroby. Kończąc wizytę w Marrakeszu udajemy się ponownie na plac Dżemaa el- Fna, gdzie korzystając
      z czasu wolnego przed wyjazdem zjedliśmy obiad. Autokar przewozi nas do tego samego hotelu
      w Agadirze, w którym spędziliśmy pierwszą noc w Maroku. Następnego dnia transfer do Polski albo na wypoczynek do wybranych hoteli. Nasz należy do sieci hoteli Iberostar . Teraz kilka słów
      o pobycie w Agadirze. Jeszcze przed wyjazdem do Maroka postanowiliśmy skorzystać z wycieczki fakultatywnej rejsu statkiem z połowem ryb i nie pociągał nas w tym sam rejs ale możliwość połowu ryb i pływanie na pełnym oceanie. Tak przynajmniej było w reklamie . Wycieczkę zakupiliśmy
      u naszej pilotki ( i to wcale nie tanio- bo 40 Euro od osoby). Rano przyjechał po nas busik i zawiózł nas na przystań. A tu pierwsze rozczarowanie. Liczyłam na jakiś super stateczek ( no może niekoniecznie taki, jakim pływał Arystoteles Onasis ale coś choć lekko podobnego), przed nami ukazała się jakaś średniej klasy łajba. Odpływamy od brzegu i…….każdy dostaje do ręki coś dziwnego- kawałek deseczki, na niej nawinięta żyłka, przechył przez burtę i łowimy. Wiedziałam, że
      o dużej rybie nie mamy co marzyć, aby jakaś płotka się choć dała nabrać na przynętę. Kolejną naszą rozrywką jest wizyta w hammamie, zakupiona również u pilotki ( opłata 35 Euro od osoby). Niestety nie polecam żadnej z tych ofert, przynajmniej zakupu ich od pilotki. Nie są wartej tej ceny i zupełnie nie spełniają oczekiwań .
      Jeżeli chodzi o zakupy, to spokojnie można odłożyć je sobie na pobyt w Agadirze. Wprawdzie ja kupiłam w Essaouirze malowane na skórze wielbłąda obrazki ( 50 dirhamów), w Fezie mieszankę przypraw ras-el-hanout ( 40dag- 80 dirhamów), tażin- nie zdobiony , gdyż ma mi służyć do gotowania nie do ozdoby ( 70 dirhamów ) , naczyn
    • ip77 Re: Maroko-porównania-prosze o opinie 15.04.13, 18:49
      Oto 4 część mojej relacji- to już koniec opisu.
      Jeżeli chodzi o zakupy, to spokojnie można odłożyć je sobie na pobyt w Agadirze. Wprawdzie ja kupiłam w Essaouirze malowane na skórze wielbłąda obrazki ( 50 dirhamów), w Fezie mieszankę przypraw ras-el-hanout ( 40dag- 80 dirhamów), tażin- nie zdobiony , gdyż ma mi służyć do gotowania nie do ozdoby ( 70 dirhamów ) , naczynia ceramiczne z Safi, ręcznie malowane- tutaj w cenie korzystniejszej – ok. 80 dirhamów, srebrna bransoleta z marokańskimi motywami- w cenie jak
      w Polsce. U pilotki zamówiłam olej arganowy spożywczy i kosmetyczny – warto kupić bo oryginalny i w cenie dobrej , niższej niż proponowano nam w Marrakeszu w zielarni. Tutaj interesują mnie przede wszystkim kosmetyki z dodatkiem oleju arganowego. Kupiłam więc mydełka z arganem (2 szt. za 40 dirhamów + trzecia szt. za darmo), krem do twarzy z arganem ( 2 szt. po 40 dirhamów + trzecia za darmo), warto kupić również czarne mydło oraz szafran – wychodzi około 30% ceny w Polsce. Pozostałe zakupy zrobiłam na agadirskim suku. Efektem mojego wypadu na suk jest uzupełnienie bagaży o sześć par babuoches ( po 100 dirhamów para), amlu ( coś w rodzaju pasty ze zmielonych orzechów z dodatkiem oleju arganowego- ceny art. żywnościowych nie podlegają w Maroku negocjacji- są określone), perfumowane kostki z ambrą ( wykorzystywane jako naturalny dezodorant albo do szaf- nie warto kupować) , skórzane paski do spodni – nie widziałam różnicy w jakości z tymi w Fezie ( w cenie 120 dirhamów każdy) , 30 dag papryki chili w owocu (80 dirhamów), oraz przyprawę ras el hannout- tym razem składającą się z 45 przypraw oraz inne drobiazgi. Jednak portfele i torebkę ze skóry postanowiłam kupić w butiku , niestety te na suku były marnie wykonane
      i gorszej jakości, poza tym były ze skóry wielbłądziej, która posiada specyficzny zapach, którego ciężko się pozbyć (torebka średniej wielkości- to cena 250 dirhamów, portfele męskie-120 dirhamów). Obiad w restauracji składający się z tażina, zupy hamat, deseru- mahallabija – mleczny pudding
      z wodą różaną i orzechami z dodatkiem kardamonu –jogurt kwiatowy ( polecam !!) zapłaciłam 70 dirhamów .Dla przeliczenia 100 dirhamów to było 38 zł.
      To już koniec naszej przygody z Magicznym Marokiem . Tylko czy aż tak magicznym jakbyśmy tego chcieli? Nie ukrywam, że duży wpływ na moją ocenę tego wyjazdu ma postawa naszej pilotki a co za tym idzie również niezbyt ciekawie ułożony program. Nie wątpię w to, iż Maroko potrafi obudzić
      w podróżujących tęsknotę za latami z dzieciństwa, kiedy rodzice opowiadali nam baśnie o sułtanach
      i wezyrach, takie uczucia są w każdym z nas. Niewiele trzeba było abyśmy mogli przeżyć podróż
      w czasie , wystarczyło trochę zaangażowania ze strony Pani Aleksandry Senator- naszej pilotki
      i zamiast wozić nas po stacjach paliw zaproponować spotkanie z mieszkańcami jakiejkolwiek wioski mijanej w drodze do kolejnych stolic Maroka. Nieważne, że był ramadan i być może nie byłoby okazji zjeść obiadu w restauracji , z głodu i tak nikt z nas by nie umarł a posiłki na stacji paliw wcale nie należały do przyjemności. I powrót. Ponownie czekamy na przylot samolotu, z tym, że teraz to ponad dwie godziny, byle jakie linie czarterowe nie przysłużą się pozytywnej opinii Rainbowa .Trochę mnie to zaskakuje, iż właśnie z tym biurem realizujemy od lat swoje podróżnicze marzenia i choć nie zawsze było idealnie ten wyjazd zaliczam do najgorzej przygotowanych pod każdym względem.
      Mogę przyznać, że z całego pobytu w tym kraju naprawdę utkwiły mi w pamięci kręte uliczki Medyny, szczególnie tej w Fezie. Tam i wieczorem będąc w Marrakeszu na Placu Jemma el Fna czuje się niezwykłą atmosferę . Ale to za mało jak na dwutygodniowy pobyt. Bardzo chciałam zobaczyć charakterystyczny i tajemniczy riad. To co kryje się za murami otaczającymi Medynę jest prawdziwym życiem. Uczciwie należy jednak przyznać, że wybrany przez nas hotel Iberostar sprawił nam bardzo miłą niespodziankę. Był po prostu super i spełnił wszystkie nasze oczekiwania. Jednak Agadir ze swoimi mglistymi porankami nie zachęca do kolejnych odwiedzin. Nam się udało i pogoda była ładna ale to tylko szczęśliwy traf. Czas się rozstać z Marokiem. Kraj jest ciekawy, ale nie widzę potrzeby, żeby tutaj wracać. Już powoli myślę o następnej wyprawie. Opuszczam Maroko bez specjalnego żalu. Ale warto było przyjechać!!!!!

      • zjawa1 ip77 16.04.13, 00:49
        Fajnie, spoko. Tylko, no coz. Jak się okazuje umiejetnosc odpowiadania na konkretne pytanie wymaga jednak nie lada sztuki-jak okazuje się w Twoim przypadku:(
        Tutaj klaniaja się niemiłosiernie :analiza i synteza....
        Mimo wszystko dziekuje w imieniu osob, którym jednak przydadzą się zdobyte przez Ciebie doświadczenia. Pozdrawiam.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka