Dodaj do ulubionych

Wielkie Południe z Itaką - relacja

23.11.14, 23:28
Pierwsze podejście do Maroka zrobiliśmy dwa lata temu - bardzo ciekawa wycieczka trasą po północnym Maroku z Itaką www.itaka.pl/wycieczki/maroko/blekitny-labirynt-szafran-i-harissa,OUDBLEK.html z genialnym pilotem, panem Marcinem (mieliśmy dużo szczęścia, załapaliśmy się na ostatnią wycieczkę, Itaka wycofała ten objazd z oferty, a szkoda...) Na podobnej trasie Rainbow ma obecnie Błękitną Północ.

Teraz dla odmiany zaatakowaliśmy Wielkie Południe - też z Itaką.

<b>Dzień 1 - 14.11.2014, piątek</b>

Wylot z Warszawy o 10 rano. Lot nuuuudny ;) - pięć godzin do Agadiru (na ekranikach Bolek i Lolek na wakacjach :)

W Agadirze na lotnisku rezydentka Itaki obdarowała nas kartami do hotelu i skierowała do odpowiedniego autokaru.

Uwaga, przy wyjściu łapią miejscowi wołając pytająco "Itaka? Itaka?!" i usiłują "pomóc" przy przeciągnięciu bagażu przez kilkadziesiąt metrów do autokaru. Stanowcze podziękowanie wystarcza.

Zamieszanie przy autokarze, ktoś rzucił okiem na moją kartę, krzyknął "Kenzi" i kierowca upchnął moją walizkę.
Posłuchałam przez chwilę otoczenia, zorientowałam się że autokarem jadą ludzie do trzech różnych hoteli, a ja na karcie mam Oasis - poszłam reklamować ;) Wyciągnął moją walizkę (już przywaloną dziesiątkiem innych) i przełożył na drugą stronę luku bagażowego.

Rezydentka na lotnisku powinna wyraźnie mówić ludziom z danych wycieczek objazdowych do którego hotelu jadą. W przeciwieństwie do ludzi z pobytu objazdowicze tego nie wiedzą. W autokarze byli ludzie z Wielkiego Południa do jednego hotelu, z Rabatu na Berbera do drugiego i pobytówka do trzeciego. Rezydentka w autokarze posługiwała się nazwami hoteli (nie wszyscy z objazdówek mieli karty do właściwego hotelu) - no, trochę zamieszania było. Dopytywać się już na lotnisku i uważać.

Pół godziny jazdy, podjechaliśmy pod Tulip Inn Oasis - Wielkie Południe wysiadało pierwsze. Przywitała nas pilotka, usłyszałam że z jest nas dziesięć osób, później miało dobić drugie dziesięć z lotu z Katowic - razem dwadzieścia, bardzo przyzwoita ilość ludzi jak na objazdówkę ;)

Zakwaterowanie i czas wolny do kolacji. Pierwszy spacer po Agadirze - nie wiemy co, jak i gdzie, więc włóczymy się cokolwiek bez celu, ale nie narzekamy - CIEPŁO jest :)

Trafiamy do Doliny Ptaków - kawałek ogrodu zrobiony na mini-ZOO. Miło. Niestety, w połowie drogi nas wypraszają bo już zamykają przed zmrokiem. Przy wyjściu nie sprawdziliśmy od której otwierają, co z kolei było powodem kiksa ostatniego dnia ;->

Kolacja w formie bufetu, Stoliki czteroosobowe, jak dla mnie bufet estetyczny, smaczny i obfity. Spać!

<b>Dzień 2 - 15.11.2014, sobota, ok. 380 km </b>

Pobudka, śniadanie, wyjazd. Po 90 km postój w Tarudant - imponujące mury obronne i suk. Suk cokolwiek przypomniał mi ten z Tazy na północy. Oprócz wyrobów i produktów miejscowych sporo chińszczyzny. Kupuję wiązkę bananów za całe 7 dirhamów ;)

Ponieważ rejon od Agadiru na wschód to rejon drzew arganowych, to wypatrujemy kóz na drzewach, mimo że to już po sezonie na orzeszki. Zatrzymujemy się w jednym miejscu gdzie drzew i kóz dostatek, chyba wytresowane, bo po chwili uprzejmie pozują wskakując na drzewo :)

Rano zapytałam pilotkę o szafran. Okazuję się, że właśnie jedziemy przez zagłębie szafranowe, po drodze zatrzymujemy się na zakupy. 1 gram za 5€, 5 gramów za 20€. Kupuję zamówiony przez znajomego szafran, po chwili się decyduję na taki sam zakup dla siebie. Inni kupują również - w międzyczasie jesteśmy częstowani herbatką szfranową :)

Gdzieś po drodze był lunch. Około szesnastej dojeżdżamy do Ait Ben Haddou. Ksar imponujący, chyba niewiele zachowało się w Maroku równie kompletnych takich zespołów zabudowań. Wdrapujemy się na samą górę, uliczkami i po schodach, potem fantastyczny widok z góry na cały ksar, dolinę rzeki Asif Ounila, Antyatlas z przodu i Atlas Wysoki z tyłu :)

Schodząc kupujemy obrazek malowany... herbatką szafranową z cukrem ;) Oczywiście taki skrót myślowy, ale zielona herbata, szafran i cukier w użyciu były. Po namalowaniu autor przesuwał obrazek (na którym ledwo co było widać, jakieś żółtawe zacieki tylko) nad płomieniem i po chwili pojawiał się obrazek właściwy, z wizerunkiem ksaru. 20 dirhamów za format pocztówki a radości dużo :)

W trakcie dalszej jazdy mamy okazję zaobserwować niezwykle barwne chmury podczas zachodu słońca. Zółto-pomarańczowo-czerwono-rude na błękitnym tle. Kicz palce lizać :)

O zmroku docieramy do Ouarzazate. Zakwaterowanie, zwiedzanie terenu hotelu w poszukiwaniu bagaży (ale na wesoło raczej), kolacja, spać!
Obserwuj wątek
    • imka.allegro Re: Wielkie Południe z Itaką - relacja 23.11.14, 23:40
      Dzień 3 - 16.11.2014, niedziela, 170 km

      Po śniadaniu podjeżdżamy do kazby Taurirt. Po zwiedzeniu kazby idziemy do Muzeum Filmowego naprzeciwko, w zamian za akurat niedostępne do zwiedzania studio filmowe (kręcą jakiś film o Tutenchamonie, czyli znowu Maroko udaje Egipt ;)
      Zresztą czego to Maroko nie udawało - lista zrealizowanych tu filmów jest imponująca :) No, wszystko niemalże - oprócz słynnej Casablanki ;)

      Po Muzeum zakupy - w mieście, w zwykłym sklepie - jedyny sklep do którego nas zaprowadziła pilotka :)
      Sporo osób kupuje olej arganowy, TZ wybiera pocztówki, ja biorę pięć kartonów z sokami owocowymi. Mniam.

      Wyjeżdżamy z Ouarzazate. Doliną rzeki Draa jedziemy do Zagory, na jednym z fotostopów kupujemy daktyle (20 MAD za pół kilo), potem przerwa na spacer po gaju palmowym i fotostop przy kiczowatym malunku-drogowskazie "Do Timbuktu 52 dni" - na wielbłądzie ;) Zresztą drogowskaz ponoć pokazuje zły kierunek ;)

      Dojeżdżamy do Zagory. Hotel prawie-że-wypasiony :) Architektura bardzo ciekawa, a ogród hotelowy przepiękny. Aż miło było posiedzieć z tabletem na obrzeżu fontanny ;)


      Dzień 4 - 17.11.2014, poniedziałek, 310 km

      Po noclegu i śniadaniu wracamy na północ, kilkadziesiąt kilometrów tą samą drogą - wzdłuż doliny rzeki Draa, potem skręcamy na wschód, mijamy wioskę-miasteczko Tazzarine i dojeżdżamy do Alnif, gdzie mamy lunch. Ponieważ do lunchu jeszcze chwila, to wpadamy na pocztę kupić znaczki i idziemy na suk. W obliczu wielbłądów wieczorem zaopatruję się w jakiś szal (25 MAD bez targów). No i oczywiście banany - za 16 MAD dostaję wiązkę piętnastu
      małych bananków. (Ja tam na całej wycieczce mogłabym się żywić wyłącznie takimi bananami, prosto z krzaka, ani ich porównać z tymi z dojrzewalni u nas ;/ )

      Suk lokalny - znaczy rozgardiasz, tłok, hałas, można było kupić owoce, warzywa, chińszczyznę jak na całym świecie, wielbłądzie nogi i kozie głowy.

      Ciekawą scenkę zaobserwowałam - witała się dwójka ludzi, starszy Arab i starsza Arabka, oboje tradycyjnie ubrani. Uścisnęli sobie dłonie, potem ona pocałowała go w rękę, potem uścisnęli sobie dłonie ponownie, potem on ją pocałował w rękę, wszystko odbyło się płynnie i błyskawicznie.
      Zaciekawiona spytałam pilotkę - tak się witają albo członkowie bardzo bliskiej rodziny, albo osoby które odbyły pielgrzymkę do Mekki.

      Po lunchu (WiFi w knajpce ;) ruszamy w dalszą drogę. Fotki na prawo, fotki na lewo, fotostopy... dojeżdżamy do Erfoud. Hotel fantastyczny. Zakwaterowanie w parterowych bungalowach, po wejściu do pokoju myję ręce, stwierdzam że nie ma ręczników, wyskakuję na zewnątrz, ufff, właśnie roznoszą ;)

      Chwila odpoczynku i wyjazd dżipami na erg Chebbi, na wielbłądy i zachód słońca. Przychodzę do lobby z szalem na szyi, natychmiast doskakuje do mnie jakiś jegomość i wiąże mi zawój na głowie :)

      Jedziemy w pięć dżipów, po cztery osoby w dżipie plus kierowca. Nie wolno wyprzedać dżipa którym jedzie pilotka, po pustyni jadą tyralierą, jak jeden z dżipów trochę się wysunął i zorientował, że wyprzedził, to natychmiast zwolnił ;)
      Jadą szybko, nawet bardzo szybko, ale nie wariują, a tego się najbardziej bałam. Można się nie bać :)

      Po drodze postój przy namiocie koczowniczym. Koczowniczka musiała zobaczyć dżipy z daleka, bo herbatka już była przygotowana :) Oglądamy namiot z koziej wełny, kolorowe dywany i dywaniki jakim jest usłany, obok szałas gdzie przechowuje się wodę, w drugim jest kuchnia, w kolejnym siedzi grupka dzieci, nie wychodzą... można fotografować, ale mi jest głupio, jak małpki w klatce. Nie robię fotek malcom, znajdą się inne tematy.

      Kręcę aparatem filmik, obracając się 360 stopni. Pustynia. To nieprawdopodobne, że ktoś może tu żyć.

      Dojeżdżamy do oazy na północno-wschodnim krańcu ergu. Wydmy - IMPONUJĄCE. Tego się nie da opisać, to trzeba samemu zobaczyć.

      Wsiadamy na wielbłądy. Dramat! Ostatni, ostatni, ostatni raz! wsiadłam na wielbłąda nie pomacawszy go uprzednio po grzebiecie ;-P Kręgosłup biednego zwierzaka wpija mi się w sempiternę, siedzę jak na fajerce ;/

      I rozpoczynamy wędrówkę na krawędź jednej z pobliskich wydm. Słońce z prawej już nisko, z lewej na zboczu sąsiedniej wydmy karawana-bis - to nasze cienie :) Fotka wspaniała :) Na szczęście jazda na wydmę to 20 minut, zsiadam z dużą ulgą ;->

      Chłopak prowadzący wielbłądy rozściela derkę na szczycie wydmy, siadamy i czekamy.
      Zachód słońca ładny, ale jakichś spektakularnych efektów świetlnych akurat nie było.
      Po zachodzie wracamy, ałć, moja..... no.

      W oazie herbatka, krótki pokaz muzyki berberyjskiej, grupa jakoś nie wykazuje ochoty na wspólne tańce i swawole, zatem pokaz kończy się w miarę szybko. Na całe szczęście, "muzyka" berberyjska jako żywo z muzyką w naszym rozumieniu tego słowa niewiele ma wspólnego ;)

      Jedziemy przez pustynię po nocy, zatrzymujemy się popatrzeć na gwiazdy... nie wiem gdzie jeszcze oprócz Sahary można takie niebo zobaczyć. Zapewne tylko na innej pustyni...

      Wracamy do hotelu - kolacja: znakomity bufet. Spać! ;)


      Dzień 5 - 18.11.2014, wtorek, 185 km

      Po śniadaniu (bufet nadal znakomity) wyjeżdżamy. Tuż za bramą hotelu pilotka pyta czy chcemy obejrzeć zakład kamieniarski z trylobitami i amonitami - głośno krzyczę że TAAAAAK (kilka osób się dołącza ; ) zatem po chwili zatrzymujemy się i idziemy, ciekawa jestem różnic z kamieniarzami w Egipcie ;)

      Zakład jak zakład - pokaz materiałów, pokaz zasad obróbki, pokaz produktów - ale największe cudo i atrakcja to te materiały.
      Wykopywane w odległości kilkunastu kilometrów i przywożone kawały skał, tutaj są cięte na "plastry", szlifowane na wysoki połysk - robią z tego stoły, blaty, fontanny, umywalki, brodziki, wanny, rzeźby, patery... amonity i trylobity w przekroju, skamieniałości liczące sobie po kilkaset milionów lat.
      Kupuję jakiś nieistotny gadżet, ale co się napatrzyłam i napstrykałam to moje, pierwszy raz w życiu widziałam coś takiego :)

      Ceny extra wyrobów są też extra - blat ławy (czy tez cała ława?) w 'naturalny wzorek amonitów' - 1793$ (cena z trasportem i ubezpieczeniem).
      Mogliby spokojnie chyba dawać gwarancję, że nie istnieje drugi taki sam egzemplarz ;)

      Po zakładzie kamieniarskim, w drodze powrotnej do Ouarzazate, punkt ekstra wymyślony przez pilotkę - khettary (chettara), czyli system dystrybucji wody przy pomocy szeregu podziemnych kanałów i studni. Każdy pionowy kanał dostępowy zwieńczony jest kopcem, wygląda to jak krajobraz księżycowy lub robotę gigantycznych kretów :) Pokaz prymitywnego kołowrotu z belek i krzyżaków, służącego do wyciągania piasku/szlamu/kamieni podczas czyszczenia kanału.
      Schodzimy nawet na dół, żeby zobaczyć taki tunel od środka.
      W sumie dopiero stosunkowo niedawno przestały być użytkowane, gdzieś jeszcze są działające.

      Po obejrzeniu khettar jedziemy do wąwozu Tudra. Pionowe ściany skalne wysokie na trzysta metrów (podaję za opisem wycieczki - osobiście nie sprawdzałam! ;)
      Miły spacer w chłodnym wąwozie i lunch w jednym z wąwozowych hoteli.

      Kolejne miasteczko na trasie to Kalaat - postój pod Wiszącą Skałą :) Fotki skały, fotki ze skały i zakupy różanych kosmetyków przy okazji.

      Nie wiem jak to pilotka zrobiła ;) - nad sztuczne jezioro Al-Mansur az-Zahabi koło Ouarzazate przyjechaliśmy dziesięć minut przed zachodem słońca :)

      Potem do tego samego hotelu co drugiego dnia - taka sama zabawa z bagażami, kolacja średnia - okazało się, że tym razem jesteśmy niemalże jedynymi gośćmi w hotelu, zatem kolacja serwowana a nie bufet. Spać :D
      • imka.allegro Re: Wielkie Południe z Itaką - relacja 23.11.14, 23:47
        Dzień 6 - 19.11.2014, środa, 220 km

        Po śniadaniu wyjeżdżamy do Marrakeszu - przed nami przeprawa przez góry Atlasu Wysokiego. Jak sobie przypominam moje niemiłe wrażenia z jazdy po górach Rif, to cierpnę i łykam stosowną tabletkę ;/

        Osoby cierpiące na lęk wysokości proszone o niesiadanie przy oknie - wspinamy się na przełęcz Tizi-n-Tichka na wysokość 2260 m n.p.m.

        Wrażenia niesamowite. Na przełęczy zimno. Wiatr, który nie pozwolił mi pójść parę metrów do przodu ;)
        Zjazd z przełęczy - nie wiedziałam, czy mam się bać i zamknąć oczy, czy podziwiać widoki (widoki wygrały). Fotostopy po drodze - znowu silny wiatr, lodowato - ale warto po stokroć!

        Do Marrakeszu dojeżdżamy zgodnie z planem, prosto na lunch w hotelu.
        Po lunchu i odpoczynku jedziemy do ogrodu Majorelle, po ogrodzie na plac Jemaa el-Fna - trafiamy tam o zachodzie słońca, jeszcze jest jasno, ale plac już wre. Zagłębiamy się w uliczki suku, chodzimy bez ładu i składu, oglądamy, wąchamy i napawamy się :)

        Dopiero po tym spacerze zrozumiałam fascynację placem Jemaa el-Fna i znaczenie zwrotu 'suk w Marrakeszu' ;)

        Na kolację jedziemy do restauracji marokańskiej (z występami, a jakże ;) a po kolacji do hotelu. Spać ;/

        Dzień 7 - 20.11.2014, czwartek, 250 km

        Po śniadaniu zwiedzanie. Oglądamy z zewnątrz meczet Kutubijja, zwiedzamy pałac Bahia i medresę Ben Jusufa. Kończymy o 11. No i się zaczyna problem - cześć osób zachwycona placem i sukiem chce czas wolny jak najdłuższy, część znudzona (wystraszona? zmęczona?) uważa że dwie godziny wystarczą i o 13 możemy już wyjeżdżać do Agadiru.

        Nie będę opisywać, ręce mi opadły, wytargowaliśmy pół godziny raptem - zbiórka o 13:30.
        Urywamy się i pryskamy w medinę. Pochodzić. Popatrzeć. Jak najwięcej zobaczyć, zapamiętać, wchłonąć. Kolory. Zapachy. Dźwięki. Aleje, alejki, uliczki, zaułki. Garbarnia skór (cudem udało nam się wykręcić, Fez nas uratował ;)
        Prysnęliśmy z mediny przez Bab Debagh, przeszliśmy kawałek na zewnątrz, przez Bab Kechich weszliśmy na medinę z powrotem. Malutkiej, trzyletniej dziewczynce arabskiej uciekł balonik - przytrzymałam - dziecko podniosło na mnie czarne ślepka, uśmiechnęło się i powiedziało: 'Merci'. Zgubiliśmy się. Znaleźliśmy się. Przy pomocy tabliczek wskazujących kierunek na plac wydostaliśmy się na Jemma el-Fna. Napiłam się soku pomarańczowego (4 dirhamy, jak z jednorazowego kubeczka to 5). Zobaczyłam dwóch turystów-plecakowiczów. Pomyślałam że Francuzi. Okazało się że Polacy. Zbaraniałam. No.

        To, że muszę tu wrócić, wiedziałam po pierwszej wieczornej przechadzce po placu. Teraz wiem że chciałabym wracać tam ciągle :)

        O 13:45 ruszamy do Agadiru. Wykończona przebieżką po medinie rozkładam fotel i zasypiam jak kamień, budzę się chyba po godzinie, gnamy w najlepsze autostradą - za oknem niskie, skłębione chmury. Piękna pogoda została w Marrakeszu :(
        Tuż po zachodzie słońca dojeżdżamy do hotelu i tuż po wejściu do pokoju zaczyna się burza z gradobiciem na dobry początek. Grad po chwili przestaje padać, ale deszcz i błyskawice trwają jeszcze długo.


        Dzień 8 - 21.11.2014, piątek

        Śniadanie. Wypad na miasto zlane wczorajszym deszczem - Dolina Ptaków. No i kiks, otwarta od 11. A my jeszcze musimy się spakować... Na kazbę już za późno. Spacer po plaży, pochmurno ale plus dwadzieścia i ciepły wiatr.
        Wykwaterowanie. Punktualny transfer na lotnisko, 12:15. Powrót. W Warszawie zimno - TAM było CIEPLEJ ;/


        Uwagi i spostrzeżenia różne:

        Kilometry spisywane na oko z googla, więc niekoniecznie muszą się zgadzać.

        WiFi w hotelach w lobby bezproblemowo i bezpłatnie, w pokoju zasięg był tylko w hotelu w Erfoud.
        W knajpce w Alnif na trasie wystarczyło wyciągnąć tableta, żeby zmaterializował się obok pan z hasłem do sieci ;)

        Suszarki do włosów - częściej nie było niż były, sugeruję paniom zabrać własne (jeśli potrzebują).

        Baseny hotelowe - były wszędzie, czasem wielkości salaterki, ale były ;) Niestety, z uwagi na dojazdy do hotelu tuż przez zmrokiem, nie udało mi się skorzystać z nich ani razu, wcześnie robiło się ciemno, być może w miesiącach wiosenno-letnich miałabym większe szanse.

        Autokar - duży, czysty, codziennie sprzątany, klimatyzacja sprawna, regulowana z pomyślunkiem. Można było zostawiać swoje rzeczy, których nie chciało się na noc nosić do hotelu.
        Kierowca bardzo dobry. Tego zjazdu z przełęczy długo nie zapomnę - ale to, że go w ogóle przeżyłam, to zasługa kierowcy :)

        Pomocnik kierowcy służył do ładowania i rozładowywania bagażu z luku bagażowego i do liczenia czy stadko w komplecie :)

        Na pożegnanie TZ wręczył tipy kierowcy i pomocnikowi.

        Pilotka - pani Grażyna - BARDZO rzeczowa i kompetentna, znająca historię i realia marokańskie, jak dla mnie wprost rewelacyjnie zorganizowana. Zamknięte akurat studio filmowe w Ouarzazate płynnie nam zmieniła na Muzeum Filmowe, ksar Ait Ben Haddou upchnęła pierwszego dnia (jak najbardziej słusznie; więcej czasu mieliśmy na Marrakesz), zbiornikiem retencyjnym Al-Mansur az-Zahabi tez sprytnie powachlowała tak, że trafiliśmy tam innego dnia na świetny zachód słońca.
        Znalazła czas i na szafran (na życzenie!) oraz marokańską szlifiernię kamienia (też na życzenie!). Nigdzie, do żadnego sklepu/sklepiku/straganu nie byliśmy prowadzeni na zasadzie "A teraz państwo robią zakupy tutaj." Miejscowych przewodników trzymała krótko ;)
        Fotostopów dostatek, w odpowiednich miejscach i przy ciekawostkach. O toaletach pamiętała.
        Sorry, że tak wyliczam, ale byłam już na wycieczce gdzie o fotostopy trzeba było się głośno dopominać.

        Hotele:
        Agadir - Tulip Inn Oasis (pierwszy i ostatni nocleg)
        Ouarzazate - Riad Salam (drugi i piąty nocleg)
        Zagora - Palais Asmaa (trzeci nocleg)
        Erfoud - Palm's Hotel (czwarty nocleg)
        Marrakesz - Hotel Corail (szósty nocleg, przy dworcu kolejowym, dość daleko od placu Jemaa el-Fna)

        Największym zaskoczeniem dla mnie były hotele w Zagorze i w Erfoud, spodziewałam się lokalnych ciupek,wylądowaliśmy w dużych, bardzo ciekawych architektonicznie hotelach.

        Najlepszy wg mnie - Palm's w Erfoud, zarówno sam hotel jak i wyżywienie.

        Finanse: wycieczka kupowana tydzień przed wyjazdem, w momencie kiedy zorientowałam się że Itaka zlikwidowała znienacka terminy grudniowe. Koszt 2059 zł od osoby. Kilka dni później staniała do 1759 zł.
        Dopłaty obowiązkowe - 50€ wstępy, 15€ napiwki.
        Fakultet jeepami na pustynię + wielbłądy + zachód słońca - 35€, pojechało 18 osób.
        Kurs wymiany € na lotnisku - 1€ - 10,23 MAD
        Kurs wymiany w kantorze na suku w Marrakeszu - 1 € - 10,80 MAD
        Przelicznik uliczny 1€ - 10 MAD.

        ==========
        Miriam, bardzo, baaardzo Ci współczuję spaskudzonego Rabatu na Berbera... :((

        Ale jak widać WSZYSTKO nieomalże zależy od pilota.
        My nasze dwie objazdówki z Itaką po Maroku oceniamy bardzo pozytywnie. I twardo wybieramy się na następne, ściskając kciuki żeby trafić albo na pana Marcina albo na panią Grażynę ;)

        Disclamer: TZ oprotestował niektóre sformułowania zawarte przeze mnie w opisie. Inaczej odbierał pewne rzeczy, pilotkę, wyżywienie, hotele (brak haczyków w łazience na ubranie - no skandal! ;-> ) etc. Jak widać nawet w parze ten sam wyjazd może być oceniony różnie :)
        Ja wróciłam zachwycona, on wrócił zadowolony, więc naprawdę było lepiej niż dobrze :)

        Jeśli ktoś ma jakieś pytania, chętnie odpowiem/podpowiem w miarę możliwości :)
        • miriam_73 Re: Wielkie Południe z Itaką - relacja 24.11.14, 14:15
          Na trasie spaliście w tych samych hotelach co Rainbow. Co do basenów mogę powiedzieć, że we wszystkich kapałyśmy się po zmierzchu - pytałyśmy na recepcji - WOLNO. Jedyna kwestia - woda zimnawa, ale i tak, po całym dniu w drodze przyjemnie jest zrobić parę rundek (zwłaszcza po powrocie z pustyni ;-)
          • j363 Re: Wielkie Południe z Itaką - relacja 21.01.15, 21:22
            imka---znalazłam dzis Twoją relację z tej wycieczki,ja równiez się na nią wybieram.Zaplanowałam juz jesienią ze pojedziemy 6 luty z Poznania ale niestety, nie ma Poznania,tylko Wawa i Katowice.a my z Bydgoszczy jesteśmy.Trudno dojedziemy.Dziękuję Ci za obszerną relację z podróży.
            pozdr.
            • imka.allegro Re: Wielkie Południe z Itaką - relacja 22.01.15, 10:47
              Polecam się :)

              Ponieważ jedziecie w lutym, to sugeruję monitorowanie pogody i temperatur.
              Tu jest całkiem przyzwoita prognoza (przyzwoita w sensie: mniej więcej się sprawdza ;)
              www.wunderground.com/global/MC.html
              Z miejscowości z tej listy na trasie wycieczki będzie Agadir, Tarudant, Warzazat (Quarzazate) i Marrakesz, przed wyjazdem sprawdźcie prognozy i dopasujcie odzież. Podczas przejazdu przez przełęcz Tizi-n-Tichka www.storm247.com/weather/110323742#day=0 w drodze do Marrakeszu może być naprawdę bardzo zimno (2260 m n.p.m.) , również podczas spaceru w wąwozie Tudra www.gosur.com/en/morocco/souss-massa-draa/tinghir/poi/parks/todra-gorge-map/?weather=1 - szkoda aby marznięcie przysłoniło Wam uroki krajobrazu :)

              Opady śniegu bywają nieprzewidywalne, my byliśmy w listopadzie, a pilotka mówiła że kilka tygodni wcześniej gdzieś na trasie wylądowała w sandałkach w temperaturze +2 i warstwie śniegu ;->
              • j363 Re: Wielkie Południe z Itaką - relacja 22.01.15, 17:05
                imka--dzięki.Tak,oczywiście będziemy sprawdzac pogode przed wylotem,bedziemy miec zresztą kurtki,buty,czapkę i inne ciuchy z przejazdu,bo musimy także do Wawy dotrzec.A może i u nas zima wtedy przyjdzie.Ja czekam z kupnem do ostatniej chwili,nie chcę jak Ty przepłacać.We wrześniu równiez się pośpieszyłam z kupnem wczasów w Bułgarii i straciłam 600 zł.od osoby.
                Czy polecasz coś pysznego do spróbowania?(po za bananami)
                pozdr
                • imka.allegro Re: Wielkie Południe z Itaką - relacja 23.01.15, 21:34
                  Jakoś nic poza bananami i mandarynkami w ilościach hurtowych nie przychodzi mi do głowy. Wspaniałe są owoce opuncji zwane figami berberyjskimi, ale to nie sezon na nie. W listopadzie już ich nie było. Z kolei napój panache (awokado-banan-sok z pomarańczy-mleko), którym raczyłam się na północy Maroka, na południu sprawia wrażenie jakby był zupełnie nieznany.
                  A jedzenie w lokalnym kolorycie będziecie mieć codziennie na obiad/kolację :)

                  Być może podczas wyjazdu na pustynię traficie do tej samej koczowniczki - weźcie dla dzieci ze dwie paczki kredek i trochę słodyczy.
                      • j363 Re: Wielkie Południe z Itaką - relacja 03.02.15, 18:16
                        Witajcie.Lecę za 3 dni,ale nie z Itaki jak chciałam,tylko z RT na Magiczne południe.Niestety z Katowic,a ja z Bydgoszczy jestem.Ale dobre jest to że wracamy do Poznania.Itaka jakby w kotka i myszkę się bawiła,bo na tydzien przed juz nie było mojego lotu na 6 luty,a teraz znowu się pojawiło.Zapewne błędy w systemie,ale ja już wykupiłam z RT.
                        • imka.allegro Re: Wielkie Południe z Itaką - relacja 03.02.15, 18:36
                          Wybrałaś termin potwierdzony, co świadczyło o tym, że już mieli dość osób aby wycieczkę zorganizować. Jest okres ferii i terminy znikają bez ostrzeżenia, Maroko robi się popularne.
                          A teraz najpewniej pojawiła się oferta tylko dla dwóch osób, bo ktoś w ostatniej chwili zrezygnował. Zdarza się.

                          Błędy w systemie też się zdarzają, ale raczej z cenami. Kiedy polowałam na Irlandię z Itaki, to w ciągu kilku godzin po moim zakupie miałam możliwość obejrzenia pełnego spektrum cen tej samej wycieczki, niektórych ewidentnie od czapy :)

                          • j363 Re: Wielkie Południe z Itaką - relacja 03.02.15, 20:09
                            Tak,masz racje,ale wczoraj rano nie było obu wycieczek Itaki i RT wogule--wykupione zostały.Dzwoniłam do obu biur.Ale ok 12 pojawiły się miejsca w RT,a ok 13 z Itaki.Kupiłam więc z RT aby wogule wyjechac w czasie którym chcę.
                            a liczyłam na dooobrą niską cenę.
                            • imka.allegro Re: Wielkie Południe z Itaką - relacja 04.02.15, 11:56
                              No niestety - kupując klasycznego lasta należy się liczyć z tym, że oferta znienacka zniknie. Itaka pod tym względem jest dość złośliwa ;) - bywa że stopniowo obniża cenę i nigdy nie wiadomo czy to już jest ta ostatnia wersja cenowa, czy znajdą się inni chętni i czy cena jeszcze spadnie. Wojna nerwów :) Tylko dla wyjątkowo odpornych (albo dla klasycznych łowców lastów, którym jest w zasadzie wszystko jedno gdzie pojadą, byle "jutro" - tacy mają największe szanse na bardzo korzystne ceny).
                              Terminy potwierdzone w Itace są zawsze nieco "podejrzane" - mają już wystarczającą liczbę osób do zorganizowania wycieczki i mniejszą motywację do spuszczania z ceny.
                              Wycieczki w terminach niepotwierdzonych z kolei potrafią mieć bardzo korzystne ceny - i się nie odbyć w ogóle z powodu małej liczby zainteresowanych. Loteria :)

                              W każdym razie najważniejsze że jedziecie :) Miłych wrażeń :)
                              • tz48 Re: Wielkie Południe z Itaką - relacja 04.02.15, 16:53
                                Z Twojego postu wynika że do końca zachowałaś się jak "rasowy" łowca lastów, trzy dni przed wylotem ,jest to duże ryzyko. Zwykle trzy dni przed, to ja już w zasadzie jestem przygotowany do wyjazdu. Jeżeli wylot jest w godzinach porannych, to przyjeżdżamy dzień wcześniej i nocujemy w hotelu od czasy kiedy przeżyliśmy horror jadąc pociągiem do Warszawy zimą podczas silnych mrozów. Ledwo zdążyliśmy na lotnisko i cały czas w nerwach, zdążymy czy nie. Otóż podczas silnych mrozów ( nad ranem - 27stC ) ,popękały szyny i staliśmy w polu 5 godz czekając aż dojedzie ekipa spawaczy drezyną. Od tego zdarzenia zawsze przyjeżdżamy z dużym zapasem czasowym. ( gdy wylot jest w godzinach popołudniowych czy wieczornych). Będziecie zadowoleni , RT ma bardzo dobrych pilotów ,na objazdówki to jeżdzimy tylko z nimi i zawsze wracaliśmy zadowoleni. Pozdrawiam i życzę jeszcze raz Udanego pobytu i Miłych wrażeń.
                                • j363 Re: Wielkie Południe z Itaką - relacja 04.02.15, 18:22
                                  Dziękuję bardzo.Tak---ja jestem łowczynią haha lastów.Mnie było by obojetnie czy lecę 6 czy 13 luty,ale córka ma urlop juz zaplanowany i wg niej lecimy 6 luty.Miałyśmy opcję wrazie gdyby...Izrael dla pielgrzymów.Ale lecimy jak obmarzyłyśmy sobie do Maroka.Byłam w Tunezji i Egipcie i ciekawa jestem jak sie Maroko będzie prezentowało.
                                  Mrozów aż takich wielkich u nas nie ma więc pociąg miejmy nadzieje pojedzie zgodnie z rozkładem,mam do przejechania pól Polski na lotnisko.
                                  tz48--rok temu także ledwo zdążyłam na samolot w Pizie.Pamiętam jeszcze ten stres.
                                  pozdr.
                                    • j363 Re: Wielkie Południe z Itaką - relacja 14.02.15, 17:18
                                      Wróciłam wczoraj.Nie zaglądałam na forum podczas objazdu,bo odstawiam internet na czas wyjazdu.
                                      Co moge powiedziec o wycieczce---było warto,niezapomniane widoki,pogoda fantastyczna-codzien slonecznie,ciepło.Długie przejazdy w niektóre dni.Hotele dobre--ja akurat nie jestem wybredna.W Agadirze oczywiscie hotel Tagadirt-i nikt z nas nie miał ciepłej wody.Na ostatnią noc zmieniono nam hotel.Sniadania raz lepsze raz beznadziejne.Ja akurat zawsze jem na słodko,więc zapchałam sie słodkimi bułeczkami z dżemem.Obiadokolacje niektóre naprawde wypasione,było co wybrac. w Marrakeschu było jako jedyne serwowane.

                                      kto potrzebuje jakiejś podpowiedzi,to niech pyta.
                                      a najwspanialsze niespodziankę mielismy w drodze powrotnej,bo leciało nas w samolocie aż ....17 osób.
                                      • tz48 Re: Wielkie Południe z Itaką - relacja 14.02.15, 21:10
                                        O jak miło , Witamy na forum .
                                        My startujemy z Poznania 27 lutego ,podglądam temperatury na trasie objazdu by ostatecznie zdecydować co do wierzchniego okrycia , również "dojazdowego" do lotniska .Czy wystarczy lekka kurteczka na miejscu czy korzystaliście z okrycia "dojazdowego". Jak liczna była grupa i czy zgrana ?
                                        • starhaze77 Re: Wielkie Południe z Itaką - relacja 14.02.15, 21:38
                                          zostawiłem kartę pamięci ze zdjęciami z wycieczki w Agadir. Proszę Panią tz48 o kontakt na mail starhaze@tlen.pl.skoro pani jedzie 27go i być może będzie jakąś chwile w centrum Agadir. Proszę o pomoc
                                          Karta leży w biurze agencji turystycznej w centrum Agadir,
                                        • j363 Re: Wielkie Południe z Itaką - relacja 14.02.15, 21:53
                                          już spieszę Ci odp.Nam dopisywała pogoda wyśmienicie.Słonce było całe dnie,cała wycieczkę,ale wiatr był,nie da się ukryć,ze potrzebne lekkie kurtki,chusty-apaszki,kaptur od bluzy przyda się szcegulnie wysoko w górach, oraz na Saharze.Bo tam wiatr i piach.My zawsze mieliśmy krótkie kurtki w których przyjechalismy,czapki,szale i rękawiczki w autokarze na górnej półce.Gdy wysiadalismy na foto przystanki,to zakładaliśmy w razie potrzeby.
                                          Ale na Sahare to już trzeba zabiezpieczyc się koniecznie w chuste na głowę.
                                          grupa miała 35 osób,tak bylismy zgrani,nie było żadnych spięc i nieporozumien,to chyba zasługa genialnej pilotki--pani Sylwi.
                                          Musisz spr pogode,bo za 2 tyg może się zmienic.
                                          Najwspanialszy widokowo był 5 dzien--przełęcz Tischka.Gdy tam pada ulewny deszcze lub śnieg,to zamykają drogę i nie można przejechac.Wielka szkoda by była,widoki cudowne.
                                          • tz48 Re: Wielkie Południe z Itaką - relacja 15.02.15, 15:43
                                            Wielkie dzięki za szczegółowe wiadomości .Mam nadzieję że już posiadłem wystarczająca wiedzę z forum na kolejny wyjazd i jak przed każdą wycieczką staram się do niej przygotować dobrze przygotować. Pozdrawiam serdecznie.
                                            • j363 Re: Wielkie Południe z Itaką - relacja 15.02.15, 17:49
                                              proszę uprzejmie.Ja tez zawsze czytam aby jak najwięcej wiedziec przed wycieczką.Ja planuje następną objazdówkę na jesien,choć nie wiem dokąd.świat jest taki wielki.

                                              Przyznam tz48,ze nieco zaniepokoiłam się tym co pisałeś o swoich perypetiach z dojazdem na lotnisko,,ze może mój pociąg się spóżni,albo tory popękają albo jeszcze co innego i nie zdążę na lotnisko,a miałam do przejechania z Bydgoszczy do Katowic.Ale pociąg przyjechał co do minuty do Częstochowy,stamtąd mieliśmy busik Pyrzowice express,tez co do minuty i 3 godz przed byliśmy na lotnisku.
                                              pozdr

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka