Gość: aśka
IP: 87.204.126.*
23.09.10, 11:01
To miasto rzeczywiście umiera-tu pracę mają jedynie Ci, którzy mają układy.Nawet do zwykłej Biedronki trzeba mieć znajomości,żeby móc iść pracować.
Od 1,5 miesiąca szukam bardzo aktywnie pracy-chodzę i roznoszę osobiście cv oraz wysyłam e-mailem.
To jest porażka jakaś.
Mam skończone studia ale w moim zawodzie(filolog polski) tu pracy nie znajdę-bo nie mam znajomości.
Chodziłam po bibliotekach ale panie się tylko uśmiechają.
Nie omijam też sklepów w tym także spożywczych.Tu jest masakra-pracodawcy robią normalnie kastingi.Przychodzi po 40 osób na 1 miejsce więc pracodawca ma w czym wybierać.
Od 1,5 miesiąca nie mogę jednak nigdzie znaleźć pracy!
Wczoraj zadzwonił właściciel spożywczaka-jestem 2 dni na próbie-praca ciężka(wiem bo pracowałam w spożywczym dorywczo i tam było ok).Tu jest horror-za jedyne 1000 zł miesięcznie.
Nawet nie wiem czy się dostanę bo przecież pan ma na oku inne babki jeszcze.
Tu się nie da żyć-próbuję być dzielna ale łzy się cisną do oczu.
Panie w PUP wciskają mi staż w innym sklepie spożywczym-tylko jak mam utrzymać rodzinę za 780zł?
Brak mi słów...jestem załamana.