pathos_phobos
30.01.11, 23:10
Gdy we wtorek parlamentarzyści Platformy chwalili się wywalczeniem środków na budowę miejskiego odcinka krajowej drogi nr 73, niemal równolegle w Warszawie region świętokrzyski po cichu przegrywał chyba nawet ważniejszą batalię.
A mianowicie tego dnia rząd przyjął "Program budowy dróg krajowych na lata 2011-2015", czyli w praktyce odsunął na bliżej niesprecyzowaną przyszłość budowę dwóch odcinków drogi ekspresowej S7, w tym fragmentu koło Skarżyska, na który ogłoszono już przetarg.
To porażka całego regionu, tym większa, że w ostatniej chwili udało się przepchnąć do realizacji dwa inne odcinki drogi ekspresowej - S3 z Gorzowa do Międzyrzecza i S17 z Kurowa do Lublina.
Obserwowałem całą sytuację i mam kilka wniosków. Niestety, smutnych. Ta porażka świadczy przede wszystkim o tym, jak słaba jest polityczna siła przebicia naszego regionu. Regionalnej PO, która rzeczywiście chodziła za sprawą dróg, starczyło sił tylko na wywalczenie kawałka drogi 73, tak na otarcie łez. Pocieszenie jest tym mniejsze, że najpierw przez wiele miesięcy miasto też lobbowało w tej sprawie, a "Gazecie" i Radiu Kielce udało się zebrać ekspresowo grubo ponad 5 tys. podpisów poparcia.
Fatalnie wypada rządzący regionem PSL, no chyba że podjął jakieś superdziałania, którymi się w swojej skromności nie pochwalił. Bo oficjalnie zarząd województwa, gdzie PSL wygrało wybory, ograniczył się do petycji w sprawie drogi 73, a marszałek Adam Jarubas mówił, że trzeba czekać na efekt plac parlamentarnych, do których zaangażowano znanego z zupełnie czego innego posła Andrzeja Pałysa.
Gdy przyszło do konsultacji w sprawie programu budowy dróg krajowych, miałem wrażenie, że do końca nie było wiadomo, czy i kto z ramienia województwa pojedzie do Warszawy. Ostatecznie pojechał odpowiedzialny za infrastrukturę Jan Maćkowiak z PO. O działaniach opozycji nie wspominam, bo nie mam złudzeń, co do jej siły przebicia.
Jak wyglądała walka gdzie indziej? Spójrzmy na Lublin. Tam samorząd - czytaj marszałek Krzysztof Hetman i prezydent Lublina Krzysztof Żuk - wykupili reklamy w prasie ogólnopolskiej. Zmieniono treść kampanii reklamowej w Polsacie, która finansowana jest ze środków unijnych. Kolejne ogłoszenie i billboardy wykupili przedsiębiorcy zrzeszeni w różnych organizacjach. Do tego też zbierano podpisy i jeżdżono do ministerstwa. W sumie cała kampania kosztowała około 400 tys. zł. Czyli śmiesznie mało w porównaniu z kosztami budowy drogi S17.
U nas w regionie na skutki działań polityków nie czekali chyba tylko pasjonaci, tacy jak z portalu Kieleckie Inwestycje czy Obiady Czwartkowe - to oni skrzyknęli koalicję ponadregionalną i zorganizowali w Kielcach spotkanie samorządowców, parlamentarzystów z dwóch województw i zbierali podpisy. Pomysł był dobry, ale efekt raczej daleki od oczekiwanego.
Bardziej radykalnie zadziałali mieszkańcy Skarżyska, którzy zablokowali S7. I to było jedyne wydarzenie, o którym mówiły wszystkie media!
A dodatkowe inwestycje dostali ci, którzy krzyczeli najgłośniej i tam, gdzie zyski polityczne były największe. My, mieszkańcy regionu świętokrzyskiego, tę walkę przegraliśmy, bo krzyczeliśmy za słabo i głównie na własnym podwórku. Tym bardziej że nad inwestycją koło Skarżyska wisi protest ekologów. Teraz musimy wyciągnąć wnioski z tej lekcji. Wkrótce będzie przygotowywany nowy budżet, a program budowy dróg krajowych czeka nowelizacja. Warto więc jeszcze raz wziąć się na serio do pracy, żeby znów nie przegrać.
Póki co w regionie już organizują się, po raz kolejny pasjonaci. Na forach internetowych myślą, skąd wziąć pieniądze na billboardy i zastanawiają się, czy nie przyłączyć się do blokady S7 zapowiadanej na 11 lutego przez mieszkańców Radomia. Ciekawe, jakie teraz dostaną wsparcie z samorządu, przedsiębiorców, związków zawodowych i polityków z regionu świętokrzyskiego? Bo, że wsparcie mediów będą mieć, o to jestem spokojny. W końcu S7 to nasza wspólna droga.
kielce.gazeta.pl/kielce/1,47262,9022282,Egzamin_oblany__S7_czeka_na_sesje_poprawkowa.html