kszo.pany
01.10.06, 20:56
Kto ukradł broń ze starachowickiej komendy
Agnieszka Drabikowska2006-10-01, ostatnia aktualizacja 2006-10-01 19:40
Afera w starachowickiej komendzie policji. Z depozytu w sekcji prewencji
zginął służbowy P 64. Komendant jest przekonany, że broń ukradł jeden z
policjantów.
Sprawa wyszła na jaw w piątek po południu. Ujawnił ją policjant z prewencji,
który od kolegów z wydziału przyjmuje do depozytu broń służbową. Policjanci
muszą ją zdeponować na komendzie, jeśli idą na zwolnienie lekarskie lub
urlop. W piątek okazało się, że w szafie pancernej brakuje jednej sztuki
broni - służbowego P 64. Broń należała do policjantki, która przebywa na
zwolnieniu.
O zdarzeniu natychmiast zostali powiadomieni komendant powiatowy i wojewódzki
oraz prokuratura.
Sprawa jest bardzo poważna - do starachowickiej komendy wkroczyło naraz
czterech prokuratorów oraz policjanci z komendy wojewódzkiej, nie tylko z
wydziału inspekcji, ale i specjalna grupa operacyjno-dochodzeniowa. Byli tam
do późnej nocy. Nie stwierdzono jednak żadnych śladów włamania, w sprawie
nikogo nie zatrzymano.
- Cały czas trwają czynności i ze strony prokuratury, i ze strony policji,
aby wyjaśnić okoliczności zaginięcia broni. Nie ulega wątpliwości, że ukradł
ją jeden z policjantów, a grono osób, które miały dostęp do tej szafy, jest
bardzo wąskie - mówi zdecydowanie Krzysztof Klepner, szef komendy w
Starachowicach.
Kto jest podejrzewany o kradzież? - O to trzeba zapytać prokuratora -
odpowiada Klepner.
Z naszych informacji wynika, że w piątek wieczorem przeszukano mieszkania
dwóch policjantów - funkcjonariusza odpowiedzialnego za depozyt oraz
Grzegorza Klimkowskiego, wiceszefa związku zawodowego NSZZ Policjantów w
Starachowicach, a także wiceprzewodniczącego zarządu wojewódzkiego tej
organizacji.
Broni u nich nie znaleziono. Grzegorz Klimkowski potwierdził nam, że było u
niego przeszukanie. - Odbieram to jako bezprawny atak na związek zawodowy w
Starachowicach, zresztą spodziewaliśmy się, że podejrzenia padną na kogoś ze
związku. Nawet zaginiona broń należała przecież do policjantki ze związku -
mówi.
Od prawie dwóch tygodni trwa ostry konflikt między związkowcami i
kierownictwem komendy. Związkowcy domagają się odwołania wiceszefa jednostki
Krzysztofa Panaszewskiego, donieśli też do prokuratury na komendanta
Krzysztofa Klepnera.
- Zamierzam zaskarżyć czynność przeszukania do Prokuratury Okręgowej w
Kielcach. Prokurator nie odpowiedział mi, na jakiej podstawie je
przeprowadzono - mówi. Z naszych informacji wynika, że podejrzenia padły na
Klimkowskiego, ponieważ kilka dni temu sam zdawał broń w depozycie i podczas
jego obecności szafa pancerna była otwarta. Poprzednia inwentaryzacja
depozytu odbyła się natomiast w ubiegły piątek i wszystko się zgadzało.
Komendant Klepner pytany, czy sytuacja z zaginięciem broni łączy się z
konfliktem ze związkowcami, odpowiada: - Uważam, że obie sprawy mogą mieć ze
sobą związek.
- Broń zginęła, bo w komendzie jest ogólny bałagan. Ujawniono brak broni, ale
może jeszcze coś zginęło? - pyta Klimkowski. I nie ukrywa, że związki są za
tym, aby do Starachowic przyszedł nowy komendant, ktoś z zewnątrz, osoba
niewywodząca się z tamtejszej policji.
Konflikt związkowcy - komendanci
21 września - związkowcy piszą do komendanta wojewódzkiego Wojciecha
Olbrysia, domagając się odwołania zastępcy komendanta starachowickiej policji
Krzysztofa Panaszewskiego. Oskarżają go o stosowanie przemocy psychicznej i
molestowanie policjantek. Komendant Olbryś wysyła do Starachowic swoich
inspektorów, by sprawdzili, czy zarzuty są prawdziwe. Szef starachowickiej
policji Krzysztof Klepner ocenia działania związkowców jako próbę odwrócenia
uwagi od nich samych, ponieważ mają słabe wyniki w pracy i "pali im się grunt
pod nogami".
26 września - ponad 100 policjantów na 180 pracujących w komendzie podpisuje
się pod listem otwartym w obronie komendantów. Zarzuty związkowców nazywają
stekiem kłamstw i bzdur. 27 września - związkowcy składają doniesienie do
prokuratury. Ich zdaniem podczas kontroli z KWP, która miała wyjaśnić zarzuty
wobec wicekomendanta Panaszewskiego, doszło do przestępstwa. Około 20
policjantów, pod groźbą kar dyscyplinarnych, miało być zmuszanych do pisania
określonych notatek służbowych. Co dziwne, doniesienie w tej sprawie
skierowano nie przeciwko inspektorom z komendy wojewódzkiej, a przeciw
komendantowi Klepnerowi i dwóm policjantom ze Starachowic, którzy pomagali
funkcjonariuszom z KWP. W doniesieniu napisano: "komendant wydał takie
polecenie", a dwaj pozostali policjanci "przeprowadzili opisane działanie". -
Kontrolę przeprowadzali policjanci z komendy wojewódzkiej, a ja jestem
przecież stroną w sprawie, więc nie mogłem wykonywać żadnych czynności z nią
związanych - komentuje Klepner.
29 września - w komendzie ujawniono brak broni policjantki ze związków
zawodowych.
Gazeta Wyborcza