Dodaj do ulubionych

Dlaczego Ostrowiec będzie grajdołem?

16.09.08, 20:43
Ano, przez władze. A już przez obecne - na pewno. Wilczyński mógł
być najwyżej wice, ale nigdy preziem. Ludzie się mylą i
wybierają ... Busha w USA, a w Ostrowcu Wilczyńskiego. Nic nie
potrafi, oprócz dobrego i dużo jedzenia. Ale to mało by rządzić.
Obserwuj wątek
            • Gość: oficyna Niestety jest grajdołem IP: 194.181.129.* 16.09.08, 22:45
              Jest grajdołem. W opinii 90 % mieszkańców i rządzących tym miastem jest grajdołem. Tyle, ze Ci ostatni, im jest dobrze są przy korycie. Mieszkańca to wali, byleby miał jeść co, jego dzieci są w metropoliach. Tutaj zaś zostały potęzne zaniedbania z ostatniego 10 - lecia. Strategiczne rzeczy zostały zaniedbane. Odbudowa tych zaniedbań to natępne 10 lat. Zanim to wejdzie na tory to 2020 przy dobrze rządzonym mieście. Polityka to wielka szkoda dla zarządzania miastami.
              • maczek83 Re: Niestety jest grajdołem 16.09.08, 23:24
                Tak jest! Zgadza się, jest grajdołem i nic nie wskazuje żeby to się w
                najbliższym czasie zmieniło. Dlatego nie zamierzam wiązać swojej przyszłości z
                tym miastem, i tylko czekam zakończenia studiów i paru rozpoczętych spraw, które
                mnie tutaj trzymają i uciekam w kraj.
                • temponick Re: Niestety jest grajdołem 17.09.08, 00:18
                  I tak trzymaj. Wyjechałem z tego miasta mając skonczone 19 lat, a juz definitywnie 10 lat później i wszystko co osiągnąłem w swoim życiu raczej nie wiąże się z tym grajdołem, a raczej z decyzją wyjazdu (co jest przykre). Pomimo faktu, że przędłem wyjątkowo dobrze i zgrzeszyłbym, gdybym napisał, że mi było źle. Ale atmosfera była nie do zniesienia
                  • Gość: wojtek_68 A ja cholernie lubię to miasto... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.09.08, 07:17
                    mierzi mnie tylko jego niszczenie (fatalny Rynek i wyburzone kominy).
                    To oczywiście nie ma związku z poziomem życia w mieście a tylko z
                    osobistym postrzeganiem estetyki miasta.

                    Kilkanaście lat temu poważnie rozważałem wyjazd do Poznania bo jest
                    to miasto szyte na moją miarę (komfortowo się w nim czułem)
                    i "blisko" Europy.

                    Jednak przywiązanie do miejsca to nie tylko przypadłość starości.

                    Ostrowiec, to miejsce dla ludzi otwartych na świat i drugiego
                    człowieka, kochających przyrodę i nie zazdroszczących innym sukcesów.
                    Miejsce, gdzie można się zakochać i dożyć spokojnej starości.
                    Miejsce, gdzie wychodząc na taras słychać w dzień śpiew ptaków a
                    wieczorem świerszcze.
                    Miejsce w którym spadające gwiazdy spełniają nasze życzenia.

                    Pozdrawiam i zapraszam do Ostrowca Świętokrzyskiego

                    PS
                    Czasami wystarczy jeść mniejszą łyżeczką by się najeść.
                    Ja juz zmieniłem swoją łyżeczkę i nie jest to wyrazem braku ambicji
                    a jedynie głebszej refleksji nad życiem.
                    • jmalin1 Re: A ja cholernie lubię to miasto... 17.09.08, 08:57
                      Popieram, szczegolnie co do mniejszej lyzeczki.
                      i mimo, ze jestem jeszcze mlody (hehe, to jest wzgledne), i wywialo
                      mnie do stolicy, to marze o powrocie, i probuje sobie poukladac
                      wszystko tak, zeby wyszlo ok.
                      Mimo, ze mam prace, dom, i wszystkie tzw. dobra materialne, to
                      brakuje mi... domu wlasnie. Czasu dla dziecka, rodziny, siebie.
                      Jakos udzial w wyscigu po "lepsze warunki" przerodzil sie w wyscig
                      po kase na "łup odsetkowy dla banku".
                      A jak tylko nadarzy sie okazja - wracam.
                    • maczek83 Re: A ja cholernie lubię to miasto... 17.09.08, 09:36
                      Syty głodnego nie zrozumie. Ja też do miasta jako do samego miasta nic nie mam,
                      mierzi mnie raczej lokalny rynek pracy, brak ciekawych perspektyw zawodowych i
                      szans rozwoju. Jakoś nie przekonuje mnie idea "mniejszej łyżeczki", bo nie mam
                      zamiaru biedować i pracować poniżej moich kwalifikacji i ambicji skoro chcę
                      wykorzystać swój potencjał i umiejętności. No chyba że nagle w Ostrowcu pojawi
                      się jakiś spory inwestor z branży IT, który zainwestuje w zaawansowane centrum
                      badawcze, to będę skłonny rozważyć opcję pozostania w naszym mieście, bo póki co
                      rynek pracy dla "ITków" jest bardzo ubogi, a kariera doradcy klienta w banku
                      albo przedstawiciela handlowego mi się nie marzy.
                    • jmalin1 Re: Niestety jest grajdołem 17.09.08, 09:00
                      No ja wlasnie zalozylem rodzine w tych tzw. 'normalnych warunkach',
                      a teraz ubolewam potwornie na to, ze nie mam czasu sie ta rodzina
                      cieszyc, co prowadzi do wielu frustracji i napiec w tejze rodzinie
                      wlasnie, wiec to takie troche bledne kolo.
                      • maczek83 Re: Niestety jest grajdołem 17.09.08, 09:40
                        No zgadza się, Ostrowiec jest dobrym miejscem na osiedlenie się i założenie
                        rodziny, tylko z czego ją tutaj utrzymać? Bez znajomości dobrej pracy tutaj nie
                        sposób dostać, a za najniższą krajową to utrzymanie rodziny można sobie między
                        bajki włożyć.
                      • Gość: wojtek_68 Ostrowiec wcale nie jest grajdołem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.09.08, 09:43
                        Gdy wciąż gonimy za tym by "utrzymać" rodzinę najłatwiej ją stracić.
                        Praca po 12 godzin dziennie, dojazdy 2 godziny do pracy i powrót,
                        praca za granicą i rozłąka z rodziną, to wszystko nie jest warte
                        naszego życia.
                        Single mogą więcej ale też nie są szczęśliwsi.
                        Gdy już masz dużo "gadżetów" i kasy nie masz czasu by z nich
                        korzystać a już z pewnością brak czasu by korzystać mądrze wspólnie
                        z rodziną. Dzieci do rodziców mówią z
                        przyzwyczajenia "dziadku", "babciu"...

                        Można o tym pisać i pisać...

                        Czas wyrzucić duże łyżeczki i wracać do "domu".

                        PS
                        To jest punkt widzenia głowy rodziny a nie młodego singla, czy
                        małżonków bez dzieci. Dzieci zmieniają wszystko w naszym życiu i
                        wcale nie jest przykro tym zmianom ulegać.


                          • jmalin1 Re: Ostrowiec wcale nie jest grajdołem 17.09.08, 09:56
                            Ja tylko pisze to co wiem, bazujac na doswiadczeniu, ktore mam.
                            W pelni popieram Wojtka, z mojego punktu widzenia.
                            Przede mna akurat pojawily sie pewne perspektywy powrotu, ktore nie
                            ukrywam sa zwiazane z tym, ze kilka lat temu wyjechalem, i mozna
                            powiedziec, ze spelnilem sie zawodowo.
                            Nie bede sciemnial, ze gdybym zostal, to bylo by to samo. Bo bylbym
                            pewnie w sytuacji tych pracujacych za 1000.
                            Ale teraz juz wiem jak jest, nie mam mozliwosci poswiecic dziecku
                            tyle czasu, na ile ono zasluguje. Widze tez co dzieje sie dookola
                            mnie. Nie kreci mnie duze miasto, raczej irytuje.
                            Itd, itp... Wiec wracam.
                            • maczek83 Re: Ostrowiec wcale nie jest grajdołem 17.09.08, 10:04
                              No ja też miałem w swoim życiu okres "dużego miasta", bo 14 miesięcy pracowałem
                              w Wawie i ostatecznie mnie miasto zmęczyło i zdenerwowało. Wróciłem żeby dać
                              sobie na luz, ale w Ostrowcu nie widzę dla siebie perspektyw, a znajomości nie
                              mam żadnych, mimo że paradoksalnie znam dziesiątki często nawet wpływowych osób.
                              • jmalin1 Re: Ostrowiec wcale nie jest grajdołem 17.09.08, 10:12
                                No wlasnie, a teraz wyobraz sobie, ze dodatkowo masz rodzine, ktorej
                                nie jestes w stanie poswiecic 1 godziny dziennie. Co uwierz,
                                dodatkowo frustruje. I to cala rodzine ;).
                                Przy okazji - rowniez zaczynalem w Wawie od 1000 pln. Co prawda
                                kilka lat temu, ale zawsze. A teraz zarabiam kilka razy wiecej, i
                                duzo szczesliwszy nie jestem.
                                Ale moze potrzeba Ci takiego wyjazdu, zebys sobie to uswiadomil, a
                                przy okazji zdobyl troche doswiadczenia w IT.
                          • rotarepo Re: Ostrowiec wcale nie jest grajdołem 17.09.08, 10:04
                            Czasami warto zacząć od tego 1000 zł ....i bez znajomości .
                            Maczek a gdyby ktoś zaoferował Ci pracę po znajomości przyjął byś ją bez
                            zastawiania się ? Bo gdzieś tam czuć ze jesteś bardzo oburzony z tego powody ,
                            że ktoś komuś coś ?
                            • maczek83 Re: Ostrowiec wcale nie jest grajdołem 17.09.08, 10:13
                              Wybacz, ale ja pracę w Ostrowcu zaczynałem kilka lat temu za 500 zł i
                              stwierdzenie "warto zacząć od 1000 zł" mnie nie przekonuje, bo stać mnie na dużo
                              więcej niż praca za 1000 zł, która z pewnością nie będzie rozwojowa ani ciekawa.
                              Co do pracy po znajomości to chyba bym miał dylemat. Powiem tak: nie chciałbym
                              dostać pracy po znajomości do której bym się nie nadawał lub nie miał
                              kwalifikacji do jej wykonywania, a otrzymał jedynie dzięki protekcji. Jakoś
                              wstyd byłoby mi przed ludźmi jeśli wykonywałbym pracę, której wykonywać bym nie
                              potrafił.
                              • maczek83 Re: Ostrowiec wcale nie jest grajdołem 17.09.08, 10:23
                                I generalnie mówiąc chyba nie miałbym satysfakcji z tego, że pracuję dzięki temu
                                że kogoś znam. Większa satysfakcja jest ze znalezienia pracy i samej pracy,
                                jeśli jest przeświadczenie że osiągnąłem to tylko dzięki swojemu wysiłkowi i
                                zawdzięczam to głównie sobie.
                              • rotarepo Re: Ostrowiec wcale nie jest grajdołem 17.09.08, 10:33
                                Ja swoją pierwszą pracę też ,zaczynałam mogę już napisacie lat temu w O za nawet
                                mniej 500 zł , teraz wiem ze warto było . Małż, też zaczynał pracę od zwykłego
                                robotnika na produkcji( miedzy czasie studiując) , w różnych firmach nie wielu
                                między innymi poza O , stara firma się o niego upomniała i pracuje na takim
                                stanowisku jak chciał . W tym czasie udało nam kupić mieszkanie , założyć
                                rodzinę , żyć na normalnym poziomie ( bez kredytów bo jeszcze żaden bank na nie
                                zrobił ale nigdy nie wykluczamy , ze kiedyś tak się stanie ) . I to wszystko
                                osięgneliśmy TUu i bez nieczej pomocy ( znajmości , rodziny itd ) .
                                Macie aspiracjcie , wiecie czego chcecie wiec zostaje Wam tylko życzyć byście w
                                tym wytrwali i znaleźli swoje miejsce :)
                                I naprawdę nie neguje Was "Młodzi Wilcy " czasmi gniewni ;)
                                Ps. Podoba mi się zdanie Wojtka z tymi małymi łyżeczkami :)
                                • maczek83 Re: Ostrowiec wcale nie jest grajdołem 17.09.08, 10:46
                                  No widzisz, tu już nawet nie chodzi tylko o to ile można w Ostrowcu zarobić,
                                  tylko co można tutaj robić. Moja osoba: Informatyka w Zarządzaniu - studia
                                  inżynierskie, Zarządzanie Organizacjami Gospodarczymi - magisterka (ostatni
                                  sem.), kilka lat doświadczenia w branży IT i nie tylko, bardzo znajomość języka
                                  angielskiego, kurs CCNA w trakcie, planowany kurs FCE i CEA (jakoś wcześniej nie
                                  chciało mi się robić tego dla papierka). I co ja mogę robić w Ostrowcu? Pracować
                                  w serwisie komputerowym? Zanudziłbym się na śmierć. Wychodzę z założenia że mogę
                                  pracować za mniej, jeśli praca pozwala poszerzać moje horyzonty i nabywam nowego
                                  doświadczenia, bo w przeciwnym wypadku nie ma to sensu, bo kroków wstecz się nie
                                  robi.
                                  Bliżej mi do stanowiska IT managera niż szeregowego pracownika od instalowania
                                  systemów operacyjnych czy składania komputerów.
                            • maczek83 Re: Ostrowiec wcale nie jest grajdołem 17.09.08, 10:26
                              Z "pracą po znajomości" chodziło mi głównie o to, że dobre stanowiska rozdaje
                              się pod stołem, pocztą pantoflową, a nie ogłasza publicznie naboru, co
                              automatycznie wyklucza osoby będące spoza "kółka wzajemnej adoracji", jako
                              kandydatów na stanowisko.
                      • unhollyseth Re: Niestety jest grajdołem 17.09.08, 10:08
                        Ale ja wyjeżdżam z tego chorego kraju a nie tylko z Ostrowca. Tam gdzie szanuje
                        się pracownika i samego człowieka. Skoro mojego znajomego, który zbyt bystry nie
                        jest stać po 6 latach pracy ( 8h od poniedziałku do piątku )na otwarcie własnego
                        interesu...Przy tym ma czas na rodzinę, na swój wolny czas. Nie żyje w luksusach
                        nie ma plazmy czy Lexusa, ale niczego mu nie brakuje. I to w małym mieście, w
                        żadnej tam metropolii. A nie wspomnę już o sprawach socjalnych. Nie martwi się o
                        zapewnienie dziecku ubrań i zabawek. Jak przyjeżdża z rodzina do Ostrowca to
                        tylko na urlop, ale z tym tez kończy bo mu się nie opłaca. Chciałby wrócić do
                        Ostrowca, tutaj coś założyć i postawić dom. Ale twierdzi, że nie ma sensu, bo
                        żeby utrzymać tutaj dom i rodzinę musiałby pracować za granicą.
                        Ja nie chcę wyjeżdżać z Ostrowca bo lubię to miasto, ale tak jak napisał maczek,
                        lokalny rynek pracy zabija. Nie ma nic ambitnego, a pracodawcy szukają idiotów
                        naprawdę! Ja nie lubię być poniżany i traktowany jak śmieć, jak "ROBOL". I nie
                        mówmy tutaj kurczę o "zmniejszaniu łyżeczek potrzeb", bo gdybyś Wojtku był w
                        moim wieku, szukałbyś pracy i chciałbyś mieć dziecko...to szlag by Cię trafił!
                          • maczek83 Re: Niestety jest grajdołem 17.09.08, 11:04
                            Dlaczego równasz jednostkę do stwierdzenia "każdy"? Uważasz że KAŻDY w jego
                            wieku ma obowiązek życia skromnie itp.? Ludzie są różni, mają inne aspiracje,
                            kwalifikacje, ambicje i nie można nikogo przyrównać do stwierdzenia "każdy kiedyś".
                            • good_man Re: Niestety jest grajdołem 17.09.08, 11:20
                              moja pierwsza pensja (ta legalna ) wynosiła mniej niz ostatnie stypendium :))) i tak przez kilka miesięcy. Aż tak stary nie jestem, ale stwierdzenie, ze "dawniej było łatwiej" nie potwierdza sie w moich osobistych obserwacjach ....
                                • Gość: wojtek_68 ciekawie się dyskusja rozwija... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.09.08, 13:20
                                  Ja również nie zdobyłem pracy po znajomości. Zwykły nabór z
                                  ogłoszenia. Rozwijałem się zawodowo wraz z poszerzaniem zakresu
                                  obowiązków.
                                  Na pierwszą pracę w TP SA czekałem prawie rok (jako zarejestrowany
                                  bezrobotny)bo była tzw. blokada etatów. Spokojnie czekałem bo
                                  liczyłem że warto - nie było warto. Atmosfera pracy nie dająca
                                  satysfakcji. Gdy ją dostałem, to zdecydowano się wykorzystywać moje
                                  kwalifikacje może w 15%. Nawet nie mogłem uzyskać podłączenia
                                  telefonu, dzięki któremu pracodawca mógłby mnie mieć na każde
                                  żądanie (w jego interesie) bo szef firmy był zbyt ograniczony aby
                                  widzieć w tym korzyść dla siebie. Założyłem później z Netii pomimo
                                  pracy w TP SA.

                                  Gdy pojawiło się ogłoszenie o innej pracy przybyłem, zobaczyłem,
                                  zwyciężyłem. Jedynym warunkiem z mojej strony było zatrudnienie na
                                  czas nieokreślony, bo nie chciałem się bawić w testy.
                                  Zdobyłem kolejne kwalifikacje, które są wciąż wykorzystywane w około
                                  15%. Ale ta praca dawała mi wiele satysfakcji do pewnego czasu.
                                  Dojrzewam do zamiaru otworzenia własnej działalności na bazie
                                  zdobytego doświadczenia.

                                  Miałem w życiu prawie wszystko czego chciałem (może nie chciałem
                                  wystarczająco dużo by czuć się niespełnionym) i doszedłem do
                                  wniosku, że wcale nie chcę znacznie więcej niż mam. Stabilizacja nie
                                  oznacza braku ambicji a dobrowolną rezygnację z wyścigu szczurów.
                                  Mam coś czego nie mają inni.
                                  Byłem i jestem aktywny społecznie choć często czułem się raczej
                                  wykorzystany przez bardziej doświadczonych "społeczników".

                                  Wciąż ktoś obok "odchodzi" przedwcześnie, wciąż trwa walka o życie,
                                  które nam się należy z urzędu i które powinno się spokojnie przeżyć
                                  do późnej starości. Mam niekiedy wrażenie, że egipskie plagi spadły
                                  na naszą cywilizację.
                                  Nie chcę się wciąż spieszyć i zaczynam ilość zamieniać w jakość.
                                  Chcę przejść przez życie godnie i oby nie zbyt szybko.

                                  P.S.
                                  Syty rozumie głodnego, jeśli był kiedyś głodny.

                                  Żal mi tylko, że sami sobie tworzymy piekło tam, gdzie mógłby być
                                  raj.
                                  Wzajemna wrogość i brak życzliwości są gorsze od niskich
                                  wynagrodzeń. I można to zmienić bez większych nakładów.



                                  • kamila2604 Re: ciekawie się dyskusja rozwija... 17.09.08, 13:35
                                    Dystans, spokój, dojrzałośc - oto Wojtek_68. Są jeszcze w naszym mieście ludzie, którym się udało, chcą tu zostać i pracować. Nie mają wymagań ponad stan. Jestem jak najbardziej przekonana, że gdyby wokół Wojtka skupiła się grupa ludzi z charyzmą - mogliby wspólnie duzo zdziałać. No - społecznicy - czas dla Was nadchodzi.

                                    "ludzie bliscy są sobie bliscy nawet jeśli są daleko"
                                    • maczek83 Re: ciekawie się dyskusja rozwija... 17.09.08, 13:39
                                      Mi się określenie "społecznik" kojarzy z kimś kto przedkłada czyjeś interesy
                                      ponad swoje i jest gotowy pracować za uścisk dłoni i słowo dziękuję, byle tylko
                                      wszyscy wokół byli zadowoleni. Taki rodzaj wolontariusza i altruisty.
                                      • wadera_77 Re: ciekawie się dyskusja rozwija... 17.09.08, 13:55
                                        No to bardzo się mylisz..
                                        społecznik to jest ktoś kto chce zmienić coś na lepsze.. pomóc.. a
                                        większość i tak uważa, jego intencje za co najmniej nieczyste ...
                                        dlatego dodatkowo musi być dość silny psychicznie i odporny na
                                        zaczepki..:)
                                      • temponick Re: ciekawie się dyskusja rozwija... 17.09.08, 14:31
                                        Stanowisko wojtka potwierdza niestety regułe, ale nie jest wcale wyjątkiem. Oczywiście są w tym mieście ludzie, którzy osiągneli kariere i pozostali w pewnym sensie uczciwi. Ja zaczynałem od typowego 3.5tys dla inżyniera na Nowym Zakładzie. Intymidacja zarówno z czerwonej strony jak i pózniej Solidarności była nie do zniesienia dla niezależnego typa jak ja, więc mimo tego że forsy miałem jak lodu (na samych korepetycjach wyciągałem 5tys), dodatek za system 4ro brygadowy + premia, mistrza i brygadzisty następne 5tys, tyle samo pensji po kolejnej podwyżce + inne dawało mi masywne 20tys (prawie tyle co miał wówczas dyrektor w Hucie), zdecydowałem się na 'emigrację' bo w tym g(ó)wnie nie dało się życ. I co? Wyjechałem, ale nie sam. I wszystko co dobre (oprócz Chreptusa z przedwojennymi jeszcze nauczycielami) w moim życiu, jest niezwiązane z tym nawiedzonym niestety miastem...
                                • tdx Re: Niestety jest grajdołem 12.10.08, 21:34
                                  wadera_77 napisała:

                                  > Ostrowiec będzie grajdołem do czasu, kiedy większość uwierzy, że nim
                                  > nie jest i że może być lepiej.
                                  Przeczytalem, uwierzylem i wyjechalem... Ostrowcowi brak spojnej strategii
                                  rozwoju. Poprzednia ekipa chciala tu zrobic wioske sportowa, z rzadka
                                  poprzedzielana marketami. Moim zdaniem przede wszystkim powinno sie zainwestowac
                                  w infrastrukture (drogi, dostep do szybkiego internetu itp.) To od niej zalezy
                                  szybki rozwoj regionu. Wierze w to, ze ktos kiedys wpadnie na to, iz firmy
                                  tworzace produkty tzw. wysokich technologii sa motorem napedowym dla miasta. Nie
                                  huta, ani nie sport. Co mi z tego, ze wybuduja nowa plywalnie, skoro bede mial w
                                  kieszeni tysiaka na zycie (czynsz+zona+male dziecko). Myslicie, ze pojde wydac
                                  tam ostatnie pieniadze? Watpie. Nikt sie nie zastanawia nad tym, ze jest wiele
                                  osob, ktore chcialoby wrocic (np. ja), ale nie zamierza sie przekwalifikowywac
                                  wylacznie dlatego, ze "doradca" z PUPy wydal osad cyt. "prosze Pana tutaj nie ma
                                  rynku" Prosze mi nie zarzucac, ze chce przyjsc na "gotowe". To wladze sa od
                                  tego, zeby stworzyc przyjazna dla duzych inwestorow atmosfere. A teraz pytanie:
                                  to po co nadal w THM (pozdrawiam) istnieja kierunki takie, jak informatyka?
                                  Skoro "nie ma rynku".
                                  • maczek83 Re: Niestety jest grajdołem 12.10.08, 21:50
                                    Oj ale pływalnie czy wioski sportowe nie mają być dla Ciebie. "Plebs" ma
                                    rozrywki w postaci telewizora i spacerów po mieście. Elita lokalna z grubym
                                    portfelem bawi się i relaksuje w takich miejscach, "plebsu" ma nie być stać na
                                    takie miejsca.
                                    • unhollyseth Plebs 12.10.08, 22:10
                                      A mnie tam się podoba bycie w najniższej warstwie społecznej...przynajmniej nie
                                      muszę udawać kogoś kim nie jestem:P
                                      • tdx Re: Plebs 12.10.08, 22:16
                                        Hm... a nie chcesz miec LCD "HD Ready" z EURO-RTV-AGD i dwuletniego Passata, lub
                                        Hummera na gaz (tak! widzialem goscia jak tankowal!) ;-)
                                        • unhollyseth Re: Plebs 12.10.08, 22:22
                                          wole golfa II, wystarczy mi monitor Samsunga za 500 zł i do kompa podepnę, i
                                          relatywnie dużo czasu wolnego dla mojej kobiety.... i będę szczęśliwy :)
                                        • maczek83 Re: Plebs 12.10.08, 22:28
                                          No tylko u nas takie "gadżety" są wyznacznikiem statusu społecznego. Zaraz mi
                                          ktoś napisze "co Ty z tą Wawą", ale dzisiaj miałem okazję zobaczyć jak
                                          mieszkają, żyją i czym jeżdżą ludzie z klasy średniej wyższej właśnie w
                                          Warszawie, i powiem że nasza lokalna elita może się im tylko kłaniać, a to tylko
                                          klasa średnia wyższa, a gdzie jeszcze wyższa i ekstra klasa? No ale wiadomo, to
                                          co u nas jest "wypasem po pachy" i najnowszym szpanem, w takim wielkim mieście
                                          jest standardem. Dlatego nie widzę powodu do radochy właściciela Hummera, bo dla
                                          mnie to zwykły wiejski obciach a nie pokazanie klasy i stylu.
                                          • tdx Re: Plebs 12.10.08, 22:34
                                            Zapomniales dodac, ze moda na samochody autralijskich rolnikow - pseudo
                                            terenowki marki Nissan pochodzi wlasnie stamtad ;) W Ostrowcu taka Nervarka to
                                            ach... wsztscy sasiedzi na Kolonii takiej zazdroszcza. No i VAT mozna sobie
                                            odpisac ;)
                                            • maczek83 Re: Plebs 12.10.08, 22:41
                                              Czy ja wiem czy tak dużo Navar jest w Ostrowcu. Navara, Hillux, LS200 - jeden
                                              pieron. Hilluxem jeździłem, niezły czołg - jak by mnie było stać to bym nie kupił.
                                              • tdx Re: Plebs 12.10.08, 22:45
                                                Shame on You! Nie jestes trendi ;-) Nie chcesz utopic prawie 100 tysi w taki
                                                "czolg"?. No ale jak to wyglada na podjezdzie przed firma... Od razu poczujesz
                                                sie prawdziwym "byznesmenem" i nawet pracownicy zauroczeni przednim grillem
                                                przestana Ci zawracac dupe podwyzkami ;-)
                                                • maczek83 Re: Plebs 12.10.08, 22:53
                                                  Pewnie gdyby moi pracownicy byli zadowoleni (czyt. dobrze opłaceni), to nie
                                                  miałbym oporów przed kupnem takiego samochodu, i byłoby to uczciwe: oni mają -
                                                  ja też mam tylko trochę więcej. W przeciwnym wypadku po cholerę kupować
                                                  samochód, który ktoś w ramach podziękowania za głodową pensję potraktuje gwoździem?
                                                  • tdx Re: Plebs 12.10.08, 22:59
                                                    Dlaczego? Dla sportu ;-) Kupujesz furke, a potem jezdzisz i kombinujesz jakby tu
                                                    kupic tanio uzywane opony, bo dotychczasowe nie wytrzymaly palenia gumy przed
                                                    podjazdem firmy. J... pracownikow ;-) Tylko Ty i Twoje potrzeby sa najwazniejsze ;-)
                                                  • maczek83 Re: Plebs 12.10.08, 23:13
                                                    Jak się daje - to się kraje. Nasz rynek jest tak ubogi i jest tak duże
                                                    bezrobocie, że ktoś kto nie ma środków do życia, a rodzinę na utrzymaniu i
                                                    rachunki do zapłacenia to złapie się wszystkiego i za każdą stawkę, będzie
                                                    znosił każdą zniewagę ze strony swojego "chlebodawcy", bo zwyczajnie nie "da mu
                                                    w ryj", nie odwróci się na pięcie i nie wyjdzie. A z drugiej strony - ludzie są
                                                    sami sobie winni i swojej, przepraszam, głupoty. Gdyby wszyscy nagle zaczęli się
                                                    cenić to stawki wzrosnąć by musiały, bo nikt by nie chciał pracować. Ale zawsze
                                                    znajdzie się ktoś kto wytnie całą stawkę, bo ma ochotę tanio sprzedać swoją dupę
                                                    (z różnych powodów, czasami głupich), szkodząc nie tylko sobie ale i całemu
                                                    rynkowi. Dumping fajna sprawa, tylko dla tych co płacą, a nie żądają opłacania.
                                                  • tdx Re: Plebs 12.10.08, 23:22
                                                    Dlatego poszedlem po rozum do glowy i zalaczylem wlasna dzialnosc. Ubezpiecznie
                                                    i podatki odprowadzam sobie sam. Obecnie jestem wylacznie podwykonawca. Pod
                                                    koniec miesiaca faktura na r... i przelew na konto. A jak nie pasuje, niech
                                                    szukaja sobie innego losia. Troche psuja rynek zdesperowani studenci, ale i oni
                                                    (na szczescie) zaczynaja byc coraz cwansi :)
                                                  • maczek83 Re: Plebs 12.10.08, 23:29
                                                    No student zawsze chyba będzie zdesperowany, bo w momencie ukończenia studiów
                                                    kończy się również żyła złota w postaci rodziców dających na michę i mieszkanie
                                                    co prowadzi do sytuacji chwytania się brzytwy. Takich ludzi firmy szukają, bo
                                                    mogą desperata uwiązać u siebie w prosty sposób np. firmowymi długopisami,
                                                    koszulkami czy służbową komórką - nawet takie trywialne rzeczy mogą spowodować
                                                    wywołanie przywiązania do firmy. A spróbuj tylko dać poznać po sobie że
                                                    właściwie możesz dać sobie radę bez danej pracy, to wylecisz jak z procy albo
                                                    będziesz w firmie cenzurowanym.
                                                  • tdx Re: Plebs 12.10.08, 23:30
                                                    tdx napisał:

                                                    > Dlatego poszedlem po rozum do glowy i zalaczylem wlasna dzialnosc. Ubezpiecznie
                                                    Oczywiscie mialo byc "zalozylem"...
                                          • Gość: wojtek_68 błędna identyfikacja elity... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.10.08, 07:58
                                            Zapewniam Was Koledzy, że błędnie identyfikujecie elity finansowe w
                                            naszym mieście.
                                            Jest tu co najmniej kilkadziesiąt rodzin, którym warszawska klasa
                                            średnia, czy średnia wyżsa (zgodnie z Waszym nazewnictwem) może co
                                            najwyżej złote klamki polerować.
                                            Ludzie z prawdziwą kasą i o prawdziwie wysokim statusie materialnym
                                            są niemal anonimowi w naszym środowisku. I takie zachowania
                                            pochwalam.

                                            Kto się z kasą obnosi zazwyczaj jej nie ma. To nie paradoks, to
                                            agresywny marketing - finansowa piramida.

                                            Ludzie z kasą i na poziomie żyją sobie spokojnie w zaciszu domowego
                                            ogniska (poza singlami, którzy dorzycoją coś od siebie do innych
                                            ognisk ;)

                                            Jak sądzicie dlaczego mafiozi nie lubili się fotografować?
                                            Z tych samych powodów.
                                            Anonimowość jest najlepszą obroną przed całym złem jakie może
                                            spotkać człowieka z dużą kasą. Pieniądze dają szczęście ale potrafią
                                            przysporzyć wielu kłopotów.

                                            Ostrowiec ma bardzo różnorodne środowiska ale warszawska klasa
                                            średnia jest tu spoko do łyknięcia przez bardzo wielu mieszkańców.


                                              • tdx Re: błędna identyfikacja elity... 13.10.08, 09:21
                                                Gość portalu: absolwent napisał(a):

                                                > mam wrażenie ,że forumowiczom nie chodzi tu o porownanie klas
                                                > srednich w Ostrowcu i Warszawie, a bardziej o wykazanie, że nic
                                                nie
                                                > mogą osiagnac w Ostrowcu, bo a to nie maja znajomosci, a to klasa
                                                > srednia w nich nie inwestuje, a to doradcca z PUP-u ...itp., wiec
                                                > wszedzie jest lepiej niż tu!
                                                Moze sie najpierw zarejestruj "absolwencie" - bdw. wole "Bollsa" ;-)
                                                A potem przeczytaj sobie jeszcze raz mojego posta, a jak nie pomoze
                                                , to kup okulary ;-)
                                            • temponick Re: błędna identyfikacja elity... 13.10.08, 13:57
                                              Masz rację, znam parę osób z dużą forsą, i są niemalże anonimowi w naszym środowisku. Z wyjątkiem posiadanych samochodów. Jeżeli ktoś nie wie ile kosztuje Mercedes Benz to kalkulator jest b prosty. Numer modelu z tyłu trzeba pomnożyć przez mniej lub więcej niż 1000. Zaczęli więc kupować bez identyfikatorów modeli, ale nawet dziecko widzi róznicę między siermiężnym MB a 500tka za grubo ponad pół miliona.
                                            • temponick Re: błędna identyfikacja elity... 13.10.08, 16:06
                                              Finansowa elita z ta prawdziwą ma niestety niewiele wspólnego...Łączy
                                              je jedynie słowo, które jak wiele innych zdewaulowało się już dawno.
                                              Tysiącom niewykształconych i z wystajacą słomą z butów, śmierdząco
                                              bogatych miliarderów na tym świecie, pozostały niestety li tylko
                                              finansowe sposoby, by dobić do szeregów prawdziwej elity przez
                                              wielkie E. Dotacje na charity, fundacje dla czołowych uniwersytetów,
                                              róznego rodzaju sponsoring społecznych i obywatelskich przedsięwzięć,
                                              to jedynie kilka z najpopularniejszych sposobów zapisania się do
                                              historii. Niektórzy kupują sobie arystokratyczne tytuły a jeszcze
                                              inni miejsce za życia w niebie...

                                              -A co robią ostrowieckie 'elity' ze swoją ciężko zarobioną kapuchą?
    • unhollyseth Małe łyżeczki 18.09.08, 08:17
      Wybacz Wojtku, ale nie mogę się z Tobą zgodzić. Twoja teoria "małych łyżeczek"
      jest niczym innym jak dostosowywaniem się do rzeczywistości i godzeniem się na
      status quo. Nie jest za dobrze dookoła, ale Ty umywasz ręce bo..jesteś
      szczęśliwy. Nie wnikam w to jak bardzo i czy faktycznie, ale jedzenie zupy
      małymi łyżeczkami jest zaniżaniem swoich ambicji. Jeżeli już posługujemy się
      metaforami to gdy jesz zupę małą łyżeczką, to czy naprawdę się najesz? Żeby
      zjeść talerz zupy poświęcisz na to o wiele więcej czasu nie wspominając o tym,
      że zaboli Cię ręka. I drugie pytanie, czy podążając za twoim tokiem myślenia,
      jeżeli mała łyżeczka okaże się nie odpowiednia to zamienisz ją na widelec i
      będziesz mówił, że widelcem też zjesz zupę?
      Mówisz, że "jesz swoja zupę małymi łyżeczkami". Tak zgodzę się z Tobą, że tak
      możesz, ponieważ już coś w życiu osiągnąłeś, masz dom, rodzinę i możesz to
      wszytko utrzymać. Ja może za 20 - 30 lat też stwierdzę, że małe łyżeczki są
      fajne, ale nie teraz...
      • jmalin1 Re: Małe łyżeczki 18.09.08, 09:09
        Mysle, ze Wojtek nie mial na mysli rezygnacji ze starania sie
        o "lepszy byt". On tylko uwaza, ze ten lepszy byt, to nie ogromne
        zarobki i wielkie domy, tylko raczej cieplo domowego ogniska,
        spokoj, itp. Jezeli wyjedziesz z kraju, znajdziesz dobra prace, i
        jednoczesnie bedziesz mial wystarczajaca ilosc czasu dla siebie i
        rodziny, to gratuluje. Byc moze nadejdzie taki okres, ze zatesknisz
        za rodzina, znajomymi, miastem, a okazjonalne przyjazdy nie
        wystarcza.
        Gorzej gdy zorientujesz sie, ze ta walka o 'lepszy byt' przerodzila
        sie w pogon za kasa, a Ty stajesz sie mimowolnym uczestnikiem tej
        pogoni.
        Wojtek napisal, ze wlasnie walczac o "utrzymanie" rodziny najlatwiej
        ja stracic. I jest w tym bardzo wiele racji.
        • unhollyseth Re: Małe łyżeczki 18.09.08, 09:56
          Ale ja nie potrzebuje zarabiać nie wiadomo ile naprawdę. Chce mieć jedynie
          satysfakcję z tego, że pracuję, mogę sobie pozwolić na pewne rzeczy i przede
          wszystkim mogę mieć czas dla dzieci. Nie bawi mnie dążenie do super bogactwa,
          ale nie bawi mnie też to co się dzieje w kraju i na lokalnym rynku pracy. I nie
          zamierzam stać z boku i przyglądać się i może mi się uda a może nie.
          • jmalin1 Re: Małe łyżeczki 18.09.08, 10:15
            No dobra - moze przesadzilem, ale czasem latwo sie zagubic w naszej
            hierarchii wartosci. Ja nie mowie zeby zostac w ostrowcu i klepac
            biede. Tylko ulozyc sobie zycie tak, zeby pozniej byc szczesliwym,
            no i zeby rodzina byla szczesliwa, co oczywiste.
            Czasem ludzie nie maja duzych wymagan na poczatku, ale pozniej
            pojawia sie mieszkanie, dziecko jedno, drugie, samochod. I zeby to
            wszystko utrzymac to tak naprawde trzeba to wszystko poswiecic.
            Latwo wtedy nad tym stracic kontrole.
            Grunt zeby za ilestam lat nie pluc sobie w twarz, ze wszystko mialo
            byc przeciez inaczej.
            Na ostrowieckim rynku pracy (szczegolnie IT) za rozowo nie jest.
            Zgadzam sie. Aczkolwiek mam znajomych informatykow w Irlandii, i tam
            tez nieciekawie sie robi (w kilku firmach byla redukcja etatow, a o
            nowa prace wcale nie tak latwo).
            W sumie jezeli mialbym emigrowac, to pewnie do Stanow mimo wszystko,
            bylem tam kilka miesiecy, i bardzo milo ten czas wspominam (w
            przeciwienstwie do UK), choc pewnie teraz to inny kraj. Albo wrocic
            do Ostrowca :) Tylko z doswiadczeniem i perspektywami...
            • promocja.gospodarcza Re: Małe łyżeczki 23.09.08, 00:24
              Elementem nakręcającym są inwestycje zewnętrzne. Nie ma co ukrywać. Każdy duży inwestor daje potęzny impuls do rozwoju. Załóżmy: zakład zatrudnia 200 osób. Juz odchodze od sporów na temat płac, ale zawsze jest tam ta praca, która moze być i nawet dobra na początek dla bezrobotnego. Poza tym taki zakład nakręca lokalna gospodarkę. zawsze w jakiś sposób firmy takie są powiązane z lokalnymi podmiotami gospodarczymi. Częściowo je wspierają np. poprzez zlecanie częci zadan, itd. Nowy inwestor to zawsze zmiana w przestrzeni miasta, w infrastrukturze, to także element gospodarki miasta, to również podatki, kultura organizacyjna, produkcja , logistyka, itd. Każde miejsce w produkcji daje 3 inne w sektorach gospodarki. Jest się o co strać. Inwestor wybierze miejsce, tam gdzie ma najlepsze warunki, czyli infrastruktura, tereny inwestycyjne, a tego w województwie świętokrzyskim, jak nie było, tak nie ma...
              • tdx Re: Małe łyżeczki 05.10.08, 18:21
                Dobrze... To miasto jest grajdolem bo:
                1) jest dla "swoich"
                2) jesli ktos probuje sie wybic zostaje brutalnie sprowadzony na ziemie przez
                ukladzik (ja zostalem probujac zalozyc wlasny interes w branzy IT - "lapka" dla
                pewnej instytucji za pozwolenie na kladzenie kabla)...
                3) majac prawie 30 na karku ;) Skonczone studia i jako takie doswiadczenie
                "doradca" PUP kazala mi sie przekwalifikowac. Kurs na wozek widlowy?! ;)
                Wybacie, ale nie jestem az tak zdesperowany, ani przywiazany do tego miejsca,
                zeby probowac tu na sile cos zmieniac. Kierunek rozwoju nadaje obecna opcja
                polityczna, a nie inwestor z zewnatrz. To rzadzacy akceptuja, lub nie
                potencjalnego przedsiebiorce... Wiekszosc tutajszych "biznesmenow" ma maniere
                faceta sprzedajacego na stadionie, wiec prosze sie nie dzwiwic, ze pracujecie za
                1000 do reki. Oczywiscie nie chce obrazac wszystkich, ale wiekszosc, z ktorymi
                mialem okazje "wspolpracowac" nazwal bym mianem "malych cwaniczkow"...
                Oczywiscie sa ludzie, ktorym tu sie podoba... Pracuja w budownictwie, marketach
                i hucie. A panowie "szefowie" przejeli mode ze Stolnicy i lansuja sie po miescie
                Nevara =] Pozdrawiam wszystkich logicznie myslacych i nie dajacych sie
                zaszufladkowac :)
                • Gość: obserwator Re: Małe łyżeczki IP: 87.205.144.* 05.10.08, 21:29
                  proponuję wrócić i tropić "szary układ" i wziąć jeszcze takich dwóch
                  co ukradli księżyc do pomocy ...
                  Jeśli ktoś chciał łapówki, to trzeba było to zgłosić, a nie biadolić
                  że chcieli ...
                  A poza tym, gdzie jest powiedziane, że po studiach nie możesz
                  jeżdzić wóżkiem widłowym? W USA wszystkie wielkie kariery tak się
                  zaczynały !:)
                  • tdx Re: Małe łyżeczki 10.10.08, 18:52
                    Gość portalu: obserwator napisał(a):

                    > proponuję wrócić i tropić "szary układ" i wziąć jeszcze takich
                    dwóch
                    > co ukradli księżyc do pomocy ...
                    > Jeśli ktoś chciał łapówki, to trzeba było to zgłosić, a nie
                    biadolić
                    > że chcieli ...
                    > A poza tym, gdzie jest powiedziane, że po studiach nie możesz
                    > jeżdzić wóżkiem widłowym? W USA wszystkie wielkie kariery tak się
                    > zaczynały !:)
                    Tja. Proponuje siedziec w tym grajdole i marudzic, jak to zle w tym
                    miescie i czekac na swoj szczesliwy los, grajac w lotka =] Prosze mi
                    pokazac, ktora kariera "byznesowa" zaczynala sie wozka widlowego!?
                    Wydaje mi sie, ze te lokalne fortuny powstaly w skutek starych
                    znajomosci jeszcze z lat osiemdziesiatych.

                  • maczek83 Re: Małe łyżeczki 05.10.08, 22:15
                    Przywaliłeś jak kulą w płot. Nie po to ktoś 5 lat więcej się uczył i wybrał to
                    świadomie, żeby ktoś mu mówił między wierszami: "po cholerę się Pan uczył, zrób
                    Pan papiery na wózek widłowy". Czasami zastanawiam się po co ja poszedłem na
                    studia, uczyłem języka. Mogłem zostać na etapie technikum, mówić tylko po polsku
                    i jeździć wózkiem. Teraz ambicja i wiedza psychicznie mi zabraniają pracy dużo
                    poniżej moich kwalifikacji oraz fakt że studia kosztowały kupę kasy i mają mi
                    się zwrócić jak każda inwestycja. Jak każdy student będzie zmuszony pracować
                    dużo poniżej swoich kwalifikacji, to ten kraj nigdy się nie rozwinie, bo bez
                    obrazy, ale kraje rozwijają się dzięki ludziom wykształconym, którzy mają świeże
                    i nowoczesne pomysły, a nie dzięki tym którzy jeżdżą wózkami widłowymi. Dopóki
                    wykształceni ludzie będą zmuszeni sytuacją gospodarczą (bo pracy w ich branży
                    nie ma, a jest jakakolwiek więc muszą ją brać bo rachunki płacić trzeba)
                    pracować dużo poniżej kwalifikacji nic w tym kraju na dobre się nie zmieni, bo
                    kapitał intelektualny zmarnuje się na kasie w Tesco czy za kierownicą wózka.
                    • Gość: absolwent Re: Małe łyżeczki IP: *.adsl.inetia.pl 05.10.08, 22:44
                      jak słyszę takie biadolenia to źle mi się robi ..., ja wiem, że jak
                      wraca gwiazda IT to Ostrowca, to powinna byc witana kwiatami i
                      utworzone dla niej jakieś porządne stanowisko. A może tak by zaczą
                      od czegos,pokazac swoją klasę, to wtedy napewno znajdzie sie dobrze
                      plana praca w tej czy innej firmie.
                      • tdx Re: Małe łyżeczki 13.10.08, 17:30
                        Kolega kupil ostatnio mieszkamie na kredyt. Ja tez sie przymierzam do
                        zakupu. Wole 30 lat splacac kredyt, niz placic komus slona kase za
                        wynajem :) Tyle :)
                        • temponick Re: Małe łyżeczki 13.10.08, 17:51
                          Z logicznego punktu jest to jedyne sensowne rozwiązanie, bo zamiast komuś (kto zainwestował pod wynajem) spłacasz sobie. Problem w tym, że musisz mieć na te spłaty (co miesiąc przez 360 miesięcy) albo i dłużej. To jest kolosalne obciążenie psychiczne w warunkach niepewnego jutra oraz niestabilnego rynku pracy...
                    • stolat3 Re: Małe łyżeczki 07.10.08, 00:33
                      Myslę jednak że wielu idzie na studia po to by studiować. Należy
                      uczyć się a nie studiować. Jeżeli coś potrafisz to nie ma problemu
                      ze znalezieniem zajęcia. A jakieś psycho, marko , ito , można o
                      kant dupy potłuc.No własnie . Po co poszedłeś na studia i się
                      uczyłeś ? Widocznie masz małe umiejętności lub za duże wymagania
                      skoro nie możesz odnaleźć się na rynku.
                        • unhollyseth Re: Małe łyżeczki 07.10.08, 10:30
                          Chyba umieją :P i masz rację...narzekam bo nic nie umiem. Nadal jestem na etapie
                          wiązania sznurowadeł. Ale pocieszę Cię...wczoraj po raz pierwszy sam zrobiłem
                          siku na nocnik...
                          ech inaczej nie mogę..mam dziś czarny humor:P
                        • maczek83 Re: Małe łyżeczki 07.10.08, 10:54
                          A może "umiom"? Ty widać dużo "umisz". Nie osłabiaj mnie. Jak chcesz zabierać
                          głos w dyskusji o wiedzy i umiejętnościach, to chociaż pokaż że masz podstawy
                          ortografii. Pisze się UMIEJĄ!!
                        • tycja78 Re: Małe łyżeczki 07.10.08, 10:57
                          Mnie podoba sie to co napisał Wojtek, ale unhollyseth myślę tez ma sporo racji w tym co pisze. Ja sama zastanawiam sie juz 3 lata nad tym, czy to miasto daje mi to co można nazwać szczęsliwym życiem. oboje z męzem prace mamy, dziecko, mieszkanie i samochód... ale czy tylko o to w życiu chodzi??? chciałabym jeszcze rozwijac sie każdego dnia, poznawac cos nowego, cos przzywac. Staram sie jak mogę, ale ...
                          Moge tez napisac, ze mam porównanie z duzy miastem, bo mieszkałam na studiach w Lublinie( trochę załuję, ze tam nie zostałam), potem wyjechałam za granice i tam zobaczyłam jak smutne moze byc zycie: duze miasto- 2 godziny poświęcane na dojazdy, 12 godzin w pracy, brak czasu na dom, na to by w nim pomieszkac, bu sie nim cieszyc, by go nawet meblowac- bo nie ma kiedy do miasta pojechac. Piwo kosztuje fortune, wiec na weeekendy do baru szkoda wychodzic, bo poł wypłaty sie zostawia, czynsz za mieszkanie taki, ze szkoda gadac. I ostatecznie wychodzi na to samo. Więc po co nam wielkie miasto, jak tak naprawde pracujac tam nie ma kiedy sie z niego cieszyc?

                          Wolę pojechac do duzego miasta na weekend, zwiedzic, pojśc do teatru i wrócic do mniejszego.
                          Ale to wszystko oczywiscie jest pojęciam wzglednym- bo mam prace, a gdybym jej nie miała? Pewnie mowiłabym co innego.Pozdrawiam was i zycze zmiany na lepsze i oby spełniały sie marzenia- bo po to sa- BY DĄŻYC DO CELU.
                          • michal02 Re: Małe łyżeczki 07.10.08, 12:35
                            tycja78 napisała:

                            Piwo ko
                            > sztuje fortune, wiec na weeekendy do baru szkoda wychodzic, bo poł
                            wypłaty sie
                            > zostawia,

                            Ale masz spust!!!!
                            Policzylem pobieznie, za miesiac musialbym obciagnac 200 litrow!!!
                            Gratuluje, tyle nawet w najlepszych latach nie dalbym rady
                                    • Gość: ona BMW IP: 195.116.34.* 08.10.08, 09:18
                                      I nigdy nie masz ochoty na pojscie gdzieś gdzie jest ładnie i przyjemnie? JA wole na starówkę, gdzie jest ładne otoczenie lub jak wyjde gdzies do do porządnej restauracji lub baru.
                                      • bmwariat Re: BMW 08.10.08, 09:37
                                        starowka juz mi sie dawno znudzila:).Kiedys na Chmielnej bylem w kawiarnio-herbaciarni.25 zl za cappucino wtedy dalem.Masakra.Nie wiedzialem ze takie ceny sa...Bylem ze znajomymi i po prostu zamowilem nie przegladajac menu.To byl moj blad:). Starowka jest taka sama jak byla,nic sie nie zmienila.Polak nadal jest tam mniejszoscia narodowa,te same atrakcje,te same punkty zwiedzan..Tylko ludzie sie zmieniaja i ceny na wyzsze.
                                          • Gość: Bartek Re: BMW IP: *.centertel.pl 11.10.08, 22:37
                                            Ja wyjechalem 5 lat temu do stolicy i nie wybrazam sobie powrotu. Nie ma do
                                            czego- niestety. Moze tylko brakuje mi rodziny i znajomych- ale cos za cos. W
                                            stolicy mam mieszkanie i dobra prace ktora pozwala zyc na godziwym poziomie- nie
                                            osiagnalbym tego w Ostrowcu.
                                            Wady zycia w stolicy: jest brzydka (Ostrowiec jest jeszcze brzydszy), woda jest
                                            kiepska a i powietrze nie za dobre.
                                            Zalety: to wielkie miasto i latwo o prace, jest gdzie isc i co robic.
                                            W Ostrowcu zaczynalem od 1005 zl netto w 2002.
                                            Do maczka: CCNA in progress nie robi wrazenia raczej. Lepiej zatrudnij sie
                                            gdzies i zdobadz doswiadczenie. Moim zdaniem nie ma sensu wydawac pieniedzy na
                                            akademie- lepiej sie nauczyc samemu i isc na egzamin (nota bene- w sieci chodza
                                            dzialajace kody na znizke 20% oplaty :-)
                                            • maczek83 Re: BMW 12.10.08, 21:38
                                              No co ja mogę napisać, już trochę w życiu pracowałem więc nie jestem "goły", a
                                              CCNA robię dla poszerzenia swojej wiedzy i jako dopełnienie.
                                              • Gość: Bartek Re: BMW IP: *.centertel.pl 13.10.08, 08:18
                                                Mieszkanie jest juz moje- bo jak je kupowalem to metr kosztowal 3000 (co zreszta
                                                wydawalo mi sie bardzo drogo :-))) Teraz metr chodzi po 7000-7500. Zaryzykowalem
                                                i udalo sie- kto nie ryzykuje ten nie ma! Gdybym sprzedal mieszkanie to splace
                                                kredyt i jeszcze moge sobie domek w Ostrowcu kupic :-))- tylko po co?
                                                Fakt faktem- teraz trzeba odpowiednio zarobic zeby Cie bylo stac na nowe
                                                mieszkanie w Warszawie- jak masz 500000 kredytu- to rata wychodzi 2500
                                                (najmniej). Mimo to uwazam ze warto- bo nawet z kredytem to mieszkanie bedzie
                                                kiedys twoje. W Ostrowcu mieszkania tansze i zarobki mniejsze wiec w sumie
                                                wychodzi na to samo.Lepiej byc w Warszawie gdzie pracy duzo, zycie lepsze i
                                                latwiejsze. Argumenty na temat podziwiania przyrody i bratania sie z otoczeniem
                                                do mnie nie trafiaja. Bede na emeryturze to sie nad tym zastanowie. Ale kazdy
                                                decyduje sam...
                                                • maczek83 Re: BMW 13.10.08, 10:13
                                                  Widzę że nie zrozumiałeś pytania poprzednika. Do tego napisałeś że kupiłeś je na
                                                  kredyt, więc jak jest Twoje? To że zapłaciłeś za nie gotówką nie kwalifikuje go
                                                  do pojęcia "Twoje". W pełni Twoje może być coś, za co zapłacisz pieniędzmi
                                                  wyjętymi z Twojej kieszeni, a nie pożyczonymi od banku. Więc pogódź się z tym,
                                                  że mimo możesz dysponować tym mieszkaniem dowolnie, to przez najbliższe
                                                  kilkadziesiąt lat pracujesz na jego spłatę. Bogaty ten co żyje z odsetek, a nie
                                                  pracuje na odsetki - taka znana prawda.