unhollyseth
04.06.09, 09:25
Kilka dni temu rozpocząłem swoją prywatną wojnę. Otóż zawsze przeszkadzało mi
jak ktoś szedł ulicą, telefon trzymał w ręku a z telefonu w 99% przypadków
leciał hip hop. Ulice, autobusy, przystanki. Te miejsca nadal są i będą
okupowane przez moich wrogów.
Zawsze chciałem im zwrócić uwagę, ale był wstyd i brak odwagi.
Kilkanaście dni temu stojąc na przystanku, 3 z obozu przeciwnika katowało mnie
jak i kobiety wracające z II zmiany ze szpitala swoimi telefonami komórkowymi.
Kiedy wsiedliśmy do autobusu...oni nadal puszczali tą "muzykę". Nie
wytrzymałem. Podszedłem i zapytałem ich czy mają słuchawki. Zdziwieni byli.
Powiedzieli, że tak. Więc powiedziałem, że nie wszyscy muszą słuchać tego co
oni. O dziwo wyłączyli i siedzieli spokojnie.
Podbudowany tą "akcją" bez żadnych ogródek zwracam młodzieży uwagę jeżeli
słuchają swoje muzyki. A o co się dokładnie rozchodzi? Idzie taki ulicą
zupełnie sam, w ręku lub w kieszeni telefon i puszcza Ci coś czego akurat nie
masz ochoty słuchać. Ja jak chcę posłuchać muzyki to zakładam słuchawki i
odcinam się od świata i tym bardziej nie katuję innych swoją obleśną muzyką.
Najczęściej po prostu zwracam uwagę, pytam czy mają słuchawki. A raz
podszedłem do stojących na przystanku i rzuciłem im 1 zł pod nogi i
powiedziałem, że to na słuchawki, żebym nie musiał słuchać tej kociej muzyki.
W ciągu 16 dni wygrywam 6:0. Dziś 6 padł jak wracałem z biegów. Młody chłopak,
idący do szkoły 14, puszczał z telefonu hip hop...na dodatek bardzo wulgarny.
Był zszokowany, że ktoś zwraca mu uwagę...
Każdy dzień przynosi nowe ofiary. Każdy dzień jest próbą sił i charakterów. Ja
czy oni...
Czekam teraz na dzień kiedy w końcu się doigram i ktoś niezadowolony, że
zwracam mu uwagę sprawi, że moja twarz poniesie klęskę.
Dziennik wojenny
UnhollySeth