iwa3028
24.08.09, 00:11
kilka dni temu byliśmy na cmentarzu w Mircu gdzie pochowana jest
nasza rodzina.Celem odwiedzin było posprzątanie wokół pomnika.Z
zapasem sił zaczęlismy porządki,gdy ku naszemu zdziwieniu zjawił się
obok nas sam zarządca cmentarza. Bez ceregieli zaczął z "grubej
rury",że mamy zapłacic 50 zł za to ,że sprzątamy.Zdziwieni całą tą
sytuacją zaczęliśmy wymianę zdań i dalsze sprzątanie bez zapłaty
pieniędzy.Ludzie ,którzy w tym samym momencie byli niedaleko nie
mogli uwierzyc w to co sami usłyszeli.Po skończonych porządkach
kiedy to pakowaliśmy się do samochodu zjawił się zarządca po raz
kolejny i zarządał pieniędzy.Odparlismy ,że nie zapłacimy żadnej
kwoty a on na to,że mamy spier....,że cmentarz jest czynny tylko do
godziny 16.00.Spytaliśmy się gdzie jest tak zapisane? Czy wogóle
istnieje coś takiego jak godziny otwarcia cmentarza.doszło do
kolejnej tym razem ostrzejszej wymiany zdań i stwierdzeniu ,że
jeżeli nadal będzie stwarzał zarządca problemy to skontaktujemy się
z proboszczem tutejszej parafii. To chyba poskutkowało bo po chwili
zarządca wsiadł do samochodu i odjechał z wyzwiskami na ustach.Nasza
kolejna wizyta na tamtejszym cmentarzu (mieszkamy ponad 100 km )
zacznie się od wizyty u księdza i rozmowie na temat Pana zarządcy.
Interesuje nas czy nasz przypadek był pierwszym takim przypadkiem na
cmentarzu i jak takim sytuacjom zaprzestac? człowiek jedzie do
rodziny pomodlic się i zadbac o porządek a tu spotykają go takie
sytuacje-cmentarz należy do bardzo zaniedbanych aż żal patrzec!!!