Dr KrisK i popsuty Sylwester..

06.01.04, 00:04
Tegoroczną noc sylwestrową KrisK spędził u swych przyjaciół, na rozrywce
miłej i niewymuszonej. Cenny zwłaszcza był fakt, iż zgromadzeni goście
poprzestali na rozmowie, spożywaniu i zakąszaniu, nie usiłując oddawać się
tańcom. Nic tak bowiem nie odstręczało KrisKa od zebrań towarzyskich, jak
wymuszona naciskiem społecznym konieczność rytmicznego podrygiwania w takt
przypadkowej muzuki, nierzadko z obcą osobą uwieszoną na ramieniu! Czynność
sama w sobie przyjemna, ale te ruchy niegodne filozofa... że zacytujemy
Immanuela K (chyba).
A więc okoliczność spotkania sympatyczna, towarzystwo miłe, panie przystojne
i nieszczebiotliwe, panowie o ciętym dowcipie i dużej autoironii. Jeżeli
dodamy do tego wielki kominek w pracowni plastycznej z widokiem na miasto
eksplodujące racami, diabelskimi młynkami oraz innymi piekielnymi wynalazkami
sprytnego narodu chińskiego (pomyśleć, że ociężali Teutoni potrafili
wykombinować tylko panzerfaust!), wielki samoobsługowy wybór alkoholi +
skromne jedzenie, Sylwester miał wszelki cechy Udanej Zabawy.
Niestety, niestety.... dzień wcześniej dr KrisK pochłonął w napadzie
czytelniczego szału zbiór opowiadań Asara Eppela "Trawiasta ulica" (seria
Nike). Rzeczy dzieją się pod Moskwą, w latach czterdziestych. Przeraźliwe
warunki bytowania (o ile można to nazwac bytem).. Ale KrisKa, choć twardy z
niego czytelnik, zupełnie załatwiło ostatnie z opowiadań "Ci, którzy siedzą w
mroku na wiedeńskich krzesłach". Pierwsza wojenna zima, w wyziębionej na kość
szopie wegetuje dwoje starych ludzi. Nie ma w tym opowiadaniu szczególnego
okrucieństwa, sama sytuacja tych ludzi, ich otoczenie, ich los, są tak
beznadziejne, że aż przerażające.
I siedział sobie dr KrisK w ciepłym pokoju, pomiędzy wesołymi, pachnącymi
dobrymi kosmetykami ludźmi, dla których przyszłe życie stanowiło logiczny
ciąg zasłużonych sukcesów i chwilowych porażek. I zastanawiał się, czy dużo
trzeba, aby znaleźć się w ciemnym pokoju, przed piecykiem w którym tlą się
kawałki mokrej kory, myśląc jedynie o czymś do zjedzenia.
I tak sobie zepsuł kolejnego Sylwestra.
Niech to szlag!
    • Gość: Ewa A przecież można było, IP: 157.25.31.* 06.01.04, 12:14
      jak ja, przeczytać "Ostatniego Sylwestra ludzkości" Ammanitiego... Oj, Doktorze!
      • dr.krisk Re: A przecież można było, 07.01.04, 00:23
        A bo ja zawsze złapię jakieś książki, co mi humor psują. Potem mam pretensje do
        samego siebie i słusznie.
        Czy ten "Ostatni Sylwester ludzkości" to Powieśc Optymistyczna? Tchnąca
        nadzieją i wiarą w człowieka? Bo cos tytuł taki raczej niewesoły...
        KrisK
        • Gość: Ewa Taka mała apokalipsa... IP: 157.25.31.* 07.01.04, 10:43
          ...na końcu zostaje żywa jedna osoba - ta, co próbowała popełnić samobójstwo.
          Ale mnie nastroiła optymistycznie. Nawet mi się w ostatniej chwili zachciało
          gdzieś pójść się pobawić, kupiłam sobie pod wpływem (książki ma się rozumieć)
          jedwabny szal i luksusowy kosmetyk, choć Sylwestra nie lubię i na ogół
          całkowicie bojkotuję (włącznie z ostentacyjnym spaniem!).
          • dr.krisk Hmm.. 08.01.04, 00:29
            Gość portalu: Ewa napisał(a):

            > ...na końcu zostaje żywa jedna osoba - ta, co próbowała popełnić samobójstwo.
            > Ale mnie nastroiła optymistycznie.
            O rany... aż ciarki po plecach chodzą.

            > Nawet mi się w ostatniej chwili zachciało
            > gdzieś pójść się pobawić, kupiłam sobie pod wpływem (książki ma się rozumieć)
            > jedwabny szal i luksusowy kosmetyk, choć Sylwestra nie lubię i na ogół
            > całkowicie bojkotuję (włącznie z ostentacyjnym spaniem!).
            Witam w klubie Ostentacyjnie Śpiących. Ja ostatnio zasnąłem w kinie na
            jakimś "Władcy Pierścieni", i to w trakcie bitwy! Oprócz tego notorycznie (oraz
            ostentacyjnie, niestety) zasypiam na konferencjach, radach wydziału, obronach
            prac dyplomowych oraz uroczystych akademiach. Tak już po prostu mam.
            KrisK
            • Gość: Ewa Naaapraaawdęęę???? IP: 157.25.31.* 08.01.04, 10:20
              Naprawdę zasnął pan na "Władcy Pierścieni"??? To cudownie! Bo ja też, na
              pierwszej części (w związku z czym na kolejne nie poszlam i nie pójdę)!!! Tyle,
              że w moim przypadku był to jedyny raz w życiu. Po prostu nie widziałam nigdy
              tak nudnego i nie trzymającego sie kupy filmu. Ale staram się do tego zaśnięcia
              nie przyznawać w towarzystwie (niestety, mam świadków w postaci własnego faceta
              oraz osobistego brata), bo to podobno rewelacyjny film był...
              • dr.krisk Naprawdę! Ale.. 09.01.04, 00:21
                .. dopiero na trzeciej części. Pierwszą nawet obejrzałem nawet z przyjemnością,
                choc po piętnastu minutach projekcji pogubiłem się w intrydze - kto, po co, i
                co ma zanieść, gdzie wrzucić i tak dalej. Dalej było już coraz gorzej: przez
                ile godzin można oglądać skaliste landszafty ściągnięte z grafik Dore'go,
                słuchać bitewnej wrzawy (skrzyżowanie porodówki z warsztatem mechanicznym) oraz
                wpatrywac się w goły tyłek Golluma wspinajacego się po skałach...
                Żebyście jednak nie myśleli, że jestem jakimś snobem (troche jestem, ale tylko
                trochę), wyznam że podobnie zasypiam na filmach Wernera Herzoga. I to już przy
                wyświetlaniu czołówki!
                KrisK
    • Gość: jaxa Re: Dr KrisK i popsuty Sylwester.. IP: 217.11.133.* 06.01.04, 12:33
      Doktorze, nadwrażliwiec z Pana.
      Należało docenić chwilę, czas i miejsce - nieszczebiotliwość, ciętość i
      autoironię towarzystwa aby je wspominać i tym się sycić do późnej starości,
      zwłaszcza jeśli jakiegoś Sylwestra przyjdzie spędzić w zamarzniętej szopie.
      • dr.krisk Re: Dr KrisK i popsuty Sylwester.. 07.01.04, 00:27
        Gość portalu: jaxa napisał(a):

        > Doktorze, nadwrażliwiec z Pana.
        Wiem. Trochę się martwię, bo mi się z wiekiem pogłębia. Koło emerytury zostanę
        zapewne rzewnym staruszkiem, chlipiącym na zawołanie.

        > Należało docenić chwilę, czas i miejsce - nieszczebiotliwość, ciętość i
        > autoironię towarzystwa aby je wspominać i tym się sycić do późnej starości,
        > zwłaszcza jeśli jakiegoś Sylwestra przyjdzie spędzić w zamarzniętej szopie.
        Też wiem, że należało. Ale ja mam taki talent do popsucia sobie (i innym też)
        dobrego nastroju. I chyba nic na to nie poradzę!
        KrisK
        • Gość: mary Re: Dr KrisK i popsuty Sylwester.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.01.04, 13:24
          ja za to dobiłam się "Hańbą" szanownego Pana Coetzee. Książkę czytałam w
          podróży i wszyscy wokół spoglądli na mnie jak na wariatkę, która słyszy głosy i
          widzi nieistniejące postaci. Usiłowałam ukradkiem ocierać łzy, ale przy
          trzeciej chusteczce stało się jawne, że nie są to już łzy ukradkowe....

          Nie czytać tej książki!
          pozdrawiam smutno - mary
          • dr.krisk A to ciekawe! 08.01.04, 00:32
            Bo ja wzmiankowaną powieść czytałem i nic. To znaczy jakoś mnie nie wzięła w
            ogóle. Ale mnie zaciekawiłaś - może trzeba jeszcze wrócić i jeszcze raz
            przeczytać?
            Choć nie sądzę, abym od razu się rozryczał.
            Zobaczymy.
            KrisK
            • Gość: mary Re: A to ciekawe! IP: *.76.classcom.pl 09.01.04, 08:15
              Hmmm, widocznie mamy inne gusty. Ja jestem miłośniczką "Władcy Pierścieni" i to
              przede wszystkim ksiązki, ale film też bardzo mi się podobał - a skaliste
              landszafty tylko pogłębiły mój zachwyt, zamiast znudzić. Nie byłam jeszcze na
              trzeciej części, ale na pewno nie zasnę. Tak więc najwidzoczniej ilu POlaków -
              tyle zdań :-)

              Jeśli chodzi o "Hańbę" - być może nie jest aż tak dołująca, lecz akurat
              czytałam ją w paskudnym nastroju, a w dodatku naprawdę bardzo daleko od domu.
              Ponadto kocham psy i kilka rozdziałów na temat ich śmierci krótko mówiąc
              rozłożyło mnie na łopatki. Ale to już kwestia osobista, być może ktoś tak by
              tego nie odebrał.

              pozdrawiam serdecznie
              mary
        • brunosch Re: Dr KrisK i popsuty Sylwester.. 07.01.04, 13:42
          dr.krisk napisał:
          > mam taki talent do popsucia sobie (i innym też)
          > dobrego nastroju. I chyba nic na to nie poradzę!
          > KrisK

          Ale to wcale dobra cecha charakteru! Nie ma nic gorszego, jak ktoś "dusza
          towarzystwa w nieustannie szampańskim nastroju", jednocześnie tłumiący
          wściekłość, że nie może być sobą i refleksyjnie pomilczeć.
          • dr.krisk Dusze towarzystwa.. 08.01.04, 00:37
            brunosch napisał:

            > Ale to wcale dobra cecha charakteru! Nie ma nic gorszego, jak ktoś "dusza
            > towarzystwa w nieustannie szampańskim nastroju", jednocześnie tłumiący
            > wściekłość, że nie może być sobą i refleksyjnie pomilczeć.
            Nic dodać, nic ująć. Najgorzej jak się taki trafi np. w podróży, albo na jakimś
            wspólnym wyjeździe. Pamiętam takie przypadki: chodziły mi wtedy po głowie
            mordercze myśli, i patrzyłem ponurym wzrokiem podczas gdy gośc wypuszczał race
            humoru i fajerwerki dowcipu. Koszmar.
    • gosiek71 nie chce mi się tego czytać. 06.01.04, 20:49

      dobrze było czy źle?

      MAłgorzta
      • dr.krisk Re: nie chce mi się tego czytać. 07.01.04, 00:28
        A mi się nie chce odpowiadać :)
        K.
    • Gość: Jarecka Re: Dr KrisK i popsuty Sylwester.. IP: 62.121.73.* 07.01.04, 09:54
      Świat nie jest całkiem zły, ani całkiem dobry. Ludzie, jako gatunek i
      jako "egzemplarze" nie są ani diabłami, ani aniołami. Są trochę tym, trochę
      tym. Miarą dojrzałości człowieka jest zdolność do pomieszczenia w sobie
      świadomości o całym ziemskim piekle i całym niebie. Trochę ta umiejętność
      przychodzi sama, z wiekiem, ale chyba nie do każdego, czy raczej nie każdy jest
      skłonny ją przyjmować. Konkludując, dzięki takim Sylwestrom dojrzewa Pan, drogi
      Doktorze, a rozwój kosztuje. Proszę wybaczyć nieco protekcjonalny ton - tak
      wychodzi, jak się próbuje pisać o subtelnościach w krótkich, żołnierskich
      słowach. Proszę przyjąć wyrazy serdeczności, Hania
      • dr.krisk Re: Dr KrisK i popsuty Sylwester.. 08.01.04, 00:47
        Gość portalu: Jarecka napisał(a):

        > Świat nie jest całkiem zły, ani całkiem dobry. Ludzie, jako gatunek i
        > jako "egzemplarze" nie są ani diabłami, ani aniołami. Są trochę tym, trochę
        > tym. Miarą dojrzałości człowieka jest zdolność do pomieszczenia w sobie
        > świadomości o całym ziemskim piekle i całym niebie.
        To chyba ja z wiekiem robię się coraz mniej dojrzały. Im więcej wiem o naszej
        ludzkiej kondycji (a cos tam juz wiem), tym bardziej mam problemy z jej
        akceptacją. Jak już sobie wszystko poukładam, to mi się znowu rozłazi, i tak w
        kółko. To przez ten nadmiar empatii.

        > Proszę przyjąć wyrazy serdeczności, Hania
        Dziękuję i wzajem - KrisK
    • heniek99 Re: Dr KrisK i popsuty Sylwester.. 07.01.04, 15:15
      Miałem podobnie, kiedy parę miesięcy temu przeczytałem "Tartak" Daniela Odiji.
      Na szczęscie nie był to czas sylwestrowy czy inny, wymuszający na spokojnych
      ludziach uczestnictwo w różnych nizbyt spokojnych przedsięwzięciach (np.
      karnawał), bo wtedy smutek pewnie zionął by z mej twarzy i żona po raz kolejny
      mogłaby nie spełnić się w zabawie ze mną.
      Na odtrutkę konieczny był, jak zawsze, Szwejk. Zadziałało.

      hen(ryk)
      ----------------------
      ... ciepło wewnętrzne łatwo można uzupełnić ciepłem zewnętrznym przy pomocy
      różnych wódek słodkich i mocnych, jak mówią w Galicji.
      • dr.krisk Szwejk.. 08.01.04, 00:51
        heniek99 napisał:

        > Na odtrutkę konieczny był, jak zawsze, Szwejk. Zadziałało.
        Ba! Szwejk zawsze działa. A moją ulubioną postacią jest jednoroczny ochotnik
        Marek. Oraz Palivec, a raczej jego filozofia życiowa...
        Kierunek - Budziejowice!!
        KrisK

        >
        > hen(ryk)
        > ----------------------
        > ... ciepło wewnętrzne łatwo można uzupełnić ciepłem zewnętrznym przy pomocy
        > różnych wódek słodkich i mocnych, jak mówią w Galicji.
    • hania55 Re: Dr KrisK i popsuty Sylwester.. 08.01.04, 22:36
      No i po co było takie z-założenia-smutne-i-skłaniające-do-myślenia rzeczy
      czytać? Trzeba było przekartkować VIVę albo Galę i poczuć się jak skrzyżowanie
      Einsteina z Pascalem, Matką Teresą, św. Franciszkiem z Asyżu i Orwellem i w
      błogim nastroju poddać się z ochotą urokowi dobrej zabawy w miłym gronie. Oraz
      cieszyć się, że nikt Doktora nie sfotografuje z buzią pełną sałatki albo z
      dziecięcym zachwytem spoglądającego w niebo rozjarzone fajerwerkami. Podpis
      pod zdjęciem: "Znany naukowiec, Dr Krisk, nie stroni od uciech podniebienia
      (catering z firmy xyz)" albo "Znany naukowiec, Dr Krisk, z nadzieją spogląda w
      lepsze jutro (pokaz fajerwerków zorganizownay przez firmę abcd)". O ile
      przyjemniejszy byłby ten Udany Sylwester, hę? Proszę dobre rady przemyśleć
      przed przyszłym Sylwestrem.
      Noworocznie pozdrawiam!
      • dr.krisk Życie towarzyskie czyli high life.. 09.01.04, 00:29
        No właśnie. Zawsze jak w poczekalni u dentysty kartkuję owe kompendia wiedzy o
        Pięknym Życiu, to zastanawia mnie, że ja praktycznie nikogo na tych zdjęciach
        nie znam! A podpis wyraźnie głosi: "znany aktor Anatol Piernatek w upojnym
        tańcu z Żanettą Gwizd". Kim młodzian był ów, kim dzieweczka była? Ja nie wiem...

        Za Dobre Rady serdecznie dziękuję, ale jestem pewien, że znowu coś zmajstruję.
        Ja po prostu mama samorodny talent do psucia sobie (oraz innym) zabawy.
        Może ja jakiś mizantrop jestem?
        Nieodmiennie pozdrawiam!
        KrisK
        • hania55 Re: Życie towarzyskie czyli high life.. 12.01.04, 20:56
          dr.krisk napisał:

          > .
          >
          > Za Dobre Rady serdecznie dziękuję, ale jestem pewien, że znowu coś
          zmajstruję.
          > Ja po prostu mama samorodny talent do psucia sobie (oraz innym) zabawy.
          > Może ja jakiś mizantrop jestem?
          > Nieodmiennie pozdrawiam!
          > KrisK

          Ech, zaraz mizantrop! Księgarnie i biblioteki omijać szerokim łukiem zaraz po
          Świętach, natomiast wpaść z życzeniami do dentysty proszę (nie żeby sobie coś
          dać borować czy wyrywać, o nie!) i przeczekawszy męki kilku pacjentów,
          spokojnie ponapawać się tym, że Spokojne Życie, w przeciwieństwie do Dolce
          Vita i High Life, jest o wiele przyjemniejsze. Chyba, bo co ja tam wiem o DV i
          HL?
          Pozdrowienia.
    • Gość: vin Osobista prosba IP: 213.56.66.* 10.01.04, 01:00
      Drogi Dr Krisku,
      prosilbym o nastepna relacje, ze spotkania na dachu - z ktorego to juz mielismy
      okazje otrzymac spora dawke emocji - tym razem w towarzystwie Profesora Tutki.
      Nie ukrywam, ze od pewnego czasu marzy mi sie lektura takiego spotkania.

      z powazaniem
      vin
      • Gość: vin Re: Osobista prosba IP: 213.56.66.* 10.01.04, 01:03
        prosze potraktowac moja prosbe jako dowod uznania dla umiejetnosci
        narratorskich Pana Dr jak i Pana Profesora.

        vin
        • dr.krisk Z największa przyjemnością, chociaż... 11.01.04, 01:04
          .. trudno byłoby sobie wyobrazić profesora Tutkę wspinającego się na dach!
          Raczej mała kawiarenka "Kaprys", gdzie przy okrągłym stoliczku profesor T.
          raczy się mokką i ciastkiem kremowym. Świat profesora Tutki był światem
          uporządkowanym, światem w którym profesorowie nie muszą posiadać umiejętności
          ogólnobudowlano-dekarskich, zajmują się semantyką języka górnokipczackiego, i
          największą frajdę mają jak mogą z innymi profesorami o tym porozmawiać.

          Ja pochodzę z innego świata, nie kawiarnia a bar garmażeryjny "Spółdzielczy",
          nie profesorski tużurek ale brązowy ortalion i dzinsy "Szarik". Nie sądzę, aby
          profesor Tutka kiedykolwiek musiał ręcznie zarabiac beton...

          Czy w ogóle jeszcze tacy Tutkowie gdzieś istnieją?
          KrisK
          • Gość: vin Czekam na & laquo; zycie po zyciu & raquo; ... IP: 213.56.66.* 12.01.04, 21:21

            Drogi Dr Krisku,

            Zapewniam Cie, ze profesor Tutka bylby zachwycony zmiana otoczenia, a bar
            garmazeryjny jest doskonalym miejescem na rozmowy – profesory lubuja sie w
            roznych takich « rezerwatach »- po powrocie z ktorych na nowo porzadkuja swoje
            swiaty.
            Pytasz : Czy w ogole jeszcze tacy Tutkowie gdzies istnieja ?
            Krisku w Tobie nadzieja !
            Czekam na « zycie po zyciu » profesora Tutki .

            vin
          • Gość: Jan Dżinsy "Szarik" IP: *.dclient.hispeed.ch 12.01.04, 22:48
            Te dżinsy "Szarik", to chyba kokieteria. Takie mocne robili? Przecież to się
            już da datować węglem C14! Chyba, że nostalgia gomułkowsko-gierkowska znów jest
            cool.

            Widziałem w niemieckiej telewizji reportaż z Polski, gdzie jakiś młody człowiek
            jeździł po Warszawie jaskrawożółtą Syrenką i wykupywał od ludzi rekwizyty z
            minionej epoki.

            Chciałem załączyć pozdrowienia w języku górnokipczackim - niestety najwyżej
            udało mi się go znaleźć na liście języków zagrożonych, a pod adresem
            www.kipchak.com
            prawie wszystkie strony "w budowie" :-(
            • dr.krisk Re: Dżinsy "Szarik" 13.01.04, 00:35
              Gość portalu: Jan napisał(a):

              > Te dżinsy "Szarik", to chyba kokieteria. Takie mocne robili? Przecież to się
              > już da datować węglem C14!
              To niestety retrospekcja była. W takich dżinsach, będących naszą socjalistyczną
              odpowiedzią na pyszniące się w peweksach levi-straussy (ach, ci Żydzi...),
              wzrastałem za mych chłopięcych czasów. Miały one tę wyższość (oprócz
              ideologicznej, rzecz jasna) nad owymi produktami wyzysku klasy robotniczej
              Zachodu, że praktycznie nie podlegały zniszczeniu, w lecie grzały, w zimę
              ziębiły i miały taki wspaniały niezdecydowany niebieskawy kolor...
              Tyle w kwestii dżinsów.
              Co do słownika języka kipczackiego - napotkałem go w pewnej prowincjonalnej
              bibliotece, gdzie oprócz lektur, poradników domowych znajdowało się owo dzieło!
              Gdy zaintrygowany poprosiłem o uzyskanie dostępu & oglądu, usłyszałem że.. jest
              wypożyczone!!!! To jedna z wielkich tajemnic życia, które mnie nurtują - kto u
              cholery, i po co studiował w mieście powiatowym K. język kipczacki!!!
              KrisK
              • brunosch kipczacki 13.01.04, 13:02
                Karaita pewno jakiś, bo to ich ojczysty.
              • Gość: Jan Polska prowincja is the best! IP: *.dclient.hispeed.ch 13.01.04, 22:23
                dr.krisk napisał:
                > To jedna z wielkich tajemnic życia, które mnie nurtują - kto u
                > cholery, i po co studiował w mieście powiatowym K. język kipczacki!!!

                Tu najciekawsze książki, np. interdyscyplinarne hipotezy o tym, jak to wszystko
                chodzi, są na ogół dostępne. Podejrzewam, że "normalni" czytają czytadła, a
                studenci (prawie) tylko to, co im każą. Skądinąd jest tu w bibliotekach sporo
                książek.

                Ale o kipczackim nie mają :-(
                Może to był jedyny egzemplarz w Europie?
Pełna wersja