Gość: aniamania
IP: *.lodz.mm.pl
19.01.04, 20:15
Tak właśnie siedzę i próbuję nie zacząć pisać tego co powinnam i w ramach tej
niechęci przyszła mi do głowy taka zupełnie nie związana z tematem mojej
pracy rzecz: często mi się zdarza, że nie pamiętam treści książki, a
doskonale potrafię opisać jedną z niej scenę; dwa przykłady:
1. "Historia Żyda Wiecznego Tułacza" d'Ormessona - jest taki moment, w którym
bohater znajduje się na łodzi Wikingów, która ściga się z inną łodzią o
dopłynięcie do jakiejś wysepki; reguła jest taka, że który z dowódców
pierwszy położy dłoń na brzegu, ten wygrywa; no i dowódca statku naszego
bohatera, widząc, że przegra, o d c i n a swoją dłoń i rzuca ją na brzeg -
wygrywa :))
2. "Biesy" Dostojewskiego - scena zabójstwa Szatowa jest wstrząsająca po
prostu, przez okoliczności towarzyszące, ale do ostatniej chwili miałam
nadzieję, że jakoś mu się uda...
Ciekawa jestem Waszych przypadków :))
pzdr