Motto na dziś

    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 03.07.11, 08:29

      W tej chmurze albo w tych kilku scalonych chmurach jesiennych nurza się Pałac Kultury, który kiedyś, za młodu, był Pałacem Kultury i Nauki imienia Józefa Stalina. Ogromna, szpiczasta budowla budziła strach, nienawiść, magiczną zgrozę. Pomnik pychy, statua niewolności, kamienny tort przestrogi. A teraz to tylko wielki barak, postawiony na sztorc. Zżarty przez grzyb i pleśń stary szalet zapomniany na środkowoeuropejskim rozdrożu. Mruga do mnie kilkoma wątłymi płomyczkami okienek. Kokietuje z obleśną poufałością. A kto mnie postawił na sztorc? Mnie położono na boku. Odłożono na bok. Leżę na lewym boku i słucham swego serca, którego nie słychać. I myślę o tym wątłym łańcuszku reakcji chemicznych, który powoduje, że unoszę powiekę, że burczy mi w żołądku, że marszczy się skóra na czole, że skwierczy stłumionym bólem ordynarny pęcherz, że w głowie albo poza głową odbywa się ruch słów, wyobrażeń, które nazywamy myślami, że pojawia się obłok fal, który jest tęsknotą albo spazmem nienawiści, że wystrzeliwuje się w przestrzeń kosmiczną pocisk lęku przed wiecznym nieznanym albo nabój rozkoszy poznania okruchu prawdy. U wielu moich przyjaciół pękł nagle jednego dnia ten łańcuszek reakcji chemicznych i nie wiem, gdzie oni teraz są, czy pokutują przy garści fosforu wietrzejącej w ziemi cmentarnej, czy oddalają się w konwulsjach drgań właściwych falom, czy pędzą w głąb nieskończoności i odbiją się od czarnej ściany końca tej nieskończoności i wrócą tu, gdzie mnie już nie będzie.
      W domu słychać pierwsze odgłosy życia. Ta wielka lokomobila w postaci czynszowej kamienicy rusza powoli w codzienność. Więc i ja sięgam po pierwszego papierosa. Najsmaczniejszy jest ten papieros przed śniadaniem. Skraca życie. Od wielu lat mozolnie skracam sobie życie. I wszyscy ukradkiem skracają swoją egzystencję. Coś w tym musi być. Jakiś wyższy nakaz albo może prawo natury przeludnionego globu.

      (Mała Apokalipsa)
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 04.07.11, 02:47

      - A kto pan jest? - spytał nagle gospodarz ze strachem.
      Kowalski wolno odwrócił w jego stronę twarz ściętą cierpieniem.
      - Mam blizny na całym ciele. Raz przy razie - jął rozpinać marynarkę i podciągnął nawet koszulę, ale rychło zapomniał o rozpoczętej czynności. - Skóra jakby z rusztu zdjęta. Może już lepsza byłaby śmierć niż takie życie? Niech pan tylko uważa. Nikomu ani słowa. Gdyby coś, pan zapuka trzy razy. Żywego mnie nie wezmą.
      Ukrył twarz w dłoniach i wyglądało, że zupełnie zapomniał o cudzej obecności.

      T. Konwicki - Ostatni dzień lata. Scenariusze filmowe
      Salto (1963)
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 05.07.11, 05:36

      Kowalski szczęknął zębami, a potem kichnął dwa razy. Jego lewa ręka zaczęła najpierw drżeć, później podrygiwać. Helena odwróciła się. Prawą dłonią usiłował przytrzymać rozdygotane ramię.
      - Przepraszam. To jeszcze z wojny. Staliśmy trzy doby po pas w śniegu. Okrążeni.

      (Salto)
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 06.07.11, 11:35

      Nie przerywając tańca zszedł między nich. Kojarzył pary i kiedy one wpadały już w rytm, wypychał na środek sali. Nie spoczął, póki wszyscy, omotani jednostajną melodią, nie ulegli natrętnemu rytmowi.
      A on czynił to najbieglej. Tańczył z uniesionymi do góry rękami, przynaglał ich wszystkich wzrokiem i gestem tanecznym.
      - To jest salto - powiedział. - Zapamiętajcie ten taniec.

      (Salto)


      www.youtube.com/watch?v=RyDHmkv3ChI&feature=related
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 07.07.11, 08:05

      Szukam mojego męża. Taki ciemny, w okularach. Jednym mówi, że się nazywa Kowalski, drugim, że Malinowski.
      - Cśś. Nie wolno - szepnął gospodarz. On ukrywa się. Generalnie. Szukają go źli ludzie. Ledwie życie wyniósł.
      - Kto go szuka? - zdziwiła się młoda kobieta. - To dziwkarz i łazęga. Nigdzie miejsca nie zagrzeje. Nakłamie, nakłamie i ucieka.

      /Salto/
      • musz-ka23 Re: Motto na dziś 07.07.11, 08:19

        www.youtube.com/watch?v=NyDIJX3-5rQ
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 09.07.11, 11:29


      Wojtek Siemion jest aktorem przez całą okrągłą dobę. Wojtek jest zawsze aktorem. Wojtek Siemion lubi recytować wiersze w każdej wolnej chwili. Lubi recytować dla kolegów, dla przechodniów, nawet dla dzieci.
      Kiedy kręciliśmy "Salto", któregoś wieczora Siemion jadł kolację we wrocławskim Klubie Dziennikarzy. Po kolacji Wojtek wspiął się na podium orkiestry i zaczął recytować Gałczyńskiego. Recytował tak cały wieczór. Sala z wolna pustoszała. Wreszcie zostało tylko kilkunastoosobowe towarzystwo przy zsuniętych stolikach. Wtedy Siemion zszedł z podium i zbliżył się do tego towarzystwa. I recytował tylko dla nich, tylko dla nich jedynych, jak cygański skrzypek, obchodząc nieśpiesznie te zsunięte stoliki. Koło północy jeden z biesiadników odwrócił się nieśmiało do artysty i rzekł z przepraszającym uśmiechem:
      - My russkije, my nie panimajem.

      /Kalendarz i klepsydra/
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 12.07.11, 23:47

      - A ty nie boisz się naszej miłości?
      - Nie. Bo ona jest jedyna. Nie ma takiej drugiej na świecie
      - Skąd możesz wiedzieć?
      - Całą noc byłem sam z wiatrem, z niebem, z gwiazdami. Teraz już wszystko wiem. Wystałem ciebie jak cierpliwy ptak.
      - Który ptak?
      - Na pewno jest taki najcierpliwszy.


      Tadeusz Konwicki, Kronika wypadków miłosnych
      • musz-ka23 Re: Motto na dziś 13.07.11, 01:16

        Witek podszedł do łóżka i usiadł na brzeżku pościeli.
        - Dziadku, ja zakochałem się.
        Odór zjełczałych maści załaskotał w opuchniętym nosie.
        - Zakochałem się, dziadek słyszy?
        Znowu zakaszlał, jakby chciał wykrztusić wątrobę.
        - Słyszę, ale już nie pamiętam, co to zakochanie. Poczekaj, muszę sobie przypomnieć. Coś takiego było. Jakiś czad, szaleństwo, kompletne dziwactwo. Gdzieś latałem, gdzieś wystawałem pod oknami, chciałem odebrać sobie życie. Pamiętam, że waliło mi strasznie serce, ciągle rumieniłem się, coś bardzo bolało, mocno bolało, ale za to słodko, strasznie słodko aż pod niebo, bolała pewnie dusza albo coś podobnego. Teraz już pamiętam, tak, przypominam sobie, tylko to mnie dziwi, tak dziwi teraz, że wydaje się niepojęte, bezsensowne, jakby w cudzym istnieniu umieszczone, ale było coś takiego, nie zaprę się, jednak dokładnie, synku, nie przypomnę.
        W sąsiednim pokoju zagadała przez sen matka. Zza ramy wyciskał się już księżyc, prostokąt martwego, przerażającego światła przylepił się do ściany nad głową chorego.
        - Dlaczego nic nie mówisz?
        - Zakochałem się, dziadku.
        - To chyba nic złego, ja już dobrze nie pamiętam, wszystko mi się poplątało, ale wtedy było pewnie dobre, na pewno nieszkodliwe, skoro do dziś żyję i nie mogę umrzeć.


        /Kronika wypadków miłosnych/
    • jutta_t Re: Motto na dziś 15.07.11, 16:23

      "... zło działa szybko, gwałtownie, z nagłą, miażdżącą siłą. Natomiast dobro z reguły działa wolniej, potrzebuje czasu, aby się objawić i dać świadectwo. Więc dobro często się spóźnia i - przegrywa." ..Kapuściński
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 18.07.11, 02:57

      Myślałem rozpaczliwie z łatwą rozpaczą i pośpiesznym żalem o mojej matce, o tym, że ją za mało kochałem, że raczej w ogóle nie kochałem, że nie wiadomo, co to miłość, a co dobre wychowanie, co wdzięczność, a co wygoda, co pamięć, a co wyrzut sumienia.

      /Kronika wypadków miłosnych/
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 19.07.11, 23:47

      Mam pewną wyrozumiałość dla regionalizmów, bo mnie bawią, ale nacjonalizm jest rzeczą straszną!! Nacjonalizmy wielkich narodów są przerażające, upiorne i zbrodnicze!! Natomiast nacjonalizmy małych narodów są obrzydliwe i samobójcze.

      Stanisław Nowicki (Stanisław Bereś), Pół wieku czyśćca. Rozmowy z Tadeuszem Konwickim
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 20.07.11, 01:43


      ...celem każdej władzy jest pełna i niczym nieskrępowana totalitarna dyktatura. Jeśli nie wszędzie realizuje się ona do końca, to tylko dlatego, że stają jej na przeszkodzie coraz wątlejsze i z dnia na dzień zanikające przeszkody w postaci starych nawyków demokratycznych czy liberalnych, kiedyś gdzieniegdzie żywych i zmaterializowanych w instytucjach konstytucyjnych, parlamentarnych czy socjalnych. Każdy prezydent demokratycznego państwa, który w ciągu dnia plecie o wolności jednostki, o parlamentaryzmie, o praworządności, w nocy wije się w paroksyzmach zazdrości wobec sąsiedniego prezydenta, co kazał się wybrać dożywotnio, wprowadził cenzurę, doraźne sądy i rządzi za pomocą dekretów, w nocy śni więc rajskie sny o tym dniu szczęśliwym, kiedy będzie mógł rozwiązać parlament, założyć wszystkim podsłuchy, ustokrotnić policję polityczną, wybudować obozy koncentracyjne i ogłosić się bogiem. Jeśli można założyć, że istnieje międzynarodówka proletariatu, to tym bardziej możemy być być pewni, że egzystuje i prosperuje międzynarodówka prezydentów, szefów junt, tyranów i dyktatorów.

      Tadeusz Konwicki, Kompleks polski
    • gdytyjeszczenamucheptapta Antymotto na dziś 23.07.11, 11:58

      Toteż najjaśniejszym zjawiskiem naszego życia jest ten silny prąd w naszych młodszych pokoleniach do budowania życia na tradycyjnych podstawach narodowych, do zacieśnienia węzłów moralnych, czyniących naród zwartą całością, do wymiecenia z życia pierwiastków rozkładu, które duszę narodu plugawią i siły jego paraliżują.

      Roman Dmowski - Myśli nowoczesnego Polaka



      wyborcza.pl/1,75248,9995175,Tragedia_w_Norwegii__Co_najmniej_91_osob_zginelo_w.html

    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 01.08.11, 08:00

      Wychodki zawsze wszystkie były zajęte. Więc czekało się na swoją kolejkę. I rajcowało. To, że drzwi nie było, tylko zawiasy, to nic. Nikt na nikogo nie zwracał uwagi. Ani się nie wstydził. Niecierpliwości też nie było, bo niby komu dokąd miało się spieszyć? Rajcowało się. Z tymi obok. Co czekali. Co robili kupę. Co już. Co jeszcze. Co dla towarzystwa. Co tak. Co siusiu. Co po drodze.
      Jednego razu na przykład — to pamiętam — w nocy pod tymi żarówkami ja byłem przykucnięty w swojej kabinie bez drzwi, a obok była jedna starsza pani w białym płaszczu. Przez cały czas gadaliśmy ze sobą po sąsiedzku.

      Miron Białoszewski, Pamiętnik z powstania warszawskiego
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 02.08.11, 10:02

      Było w tym słychać katiusze, czyli tak zwane "organy Stalina". To znaczy - jakieś serie, wyroje - ale grzały. I tę resztę. Ale chyba źle określam. Bo jak raptownie zaczął się jeden huk. Taki, że niebo się obijało o ziemię. Albo - i chyba tak to wtedy czułem - że rwie się całe na kawały (i aż dziwne, że wisi dalej). Tak szło. I szło. To. Bez zmiany.
      Nie wiedziałem, że tego rodzaju huk może istnieć.
      A znało się bardzo dużo rzeczy. No... Ale.

      Pamiętnik z powstania warszawskiego
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 03.08.11, 20:56

      Jedzenie pod framugą. Bo się brało ze sobą. Jak zasypie, to co? Trudno. Chyba że jak dużo. To się odtego, łyżką. I się je.

      Pamiętnik z powstania warszawskiego
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 04.08.11, 00:29

      Zocha go częstowała. Zupą świeżo zrobioną. Cały talerz. Zabiera się Roman do jedzenia. A tu "krowa".
      u-u! u-u! u-u!
      - i sypie się z sufitu. Prosto w zupę. Roman odgarnia łychą, co się da. Drobniejsze sufitowe zjada. Drugi raz też tak chyba było. Z tym, że i kuchnia się rozwaliła. Co nie przejęło nas. Bo się ulepiło natychmiast od początku. Sufit spadał chyba codziennie. Plastrami. Plasterkami. I do zup. I na głowę. A miało co spadać, bo to była gorsza z wierzchu, ale w środku też secesja. A raczej ten piąty-szósty klasycyzm warszawski. W stiuki. Rozety. Girlandy. Co najmniej w gzymsy.

      Pamiętnik z powstania warszawskiego
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 05.08.11, 20:19

        Errata

        jest: "krowa".

        ma być: "krowa":
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 05.08.11, 21:30

      No i — coraz więcej bombardowań. Artyleria, kanonierka z Wisły, pancerniaki z kolei obwodowej, pociski najróżniejszych kalibrów jednym słowem. To swoją drogą. Ale samoloty. Ta groza. Dzienna. A dnie były długie. Samoloty przylatywały. Czyli zniżały się nad dachy. I wtedy, jak już było słychać, że są... drrrrr... i zlatują nad nasze dachy, naszych bloków albo nad najbliższe, to wiadomo było, że i bomby. I zaraz od tego świdrowania z góry na dół samolotowego odłączało się wycie bomby; chwilę się czekało, ale króciutką. Ta chwila to było samo trafienie. A dalej huk, czyli wybuch. I dalej — łomot, trzask, rozsypywanie się czegoś, czyli skutki trafienia. Na szczęście strasznie dużo było niewypałów. Mówiło się, że to Czesi. Że u nich się te bomby robiło i oni specjalnie nie dokręcali. Więc jak od samolotu odłączało się to wycie, lecenie bomby, trafienie i cisza, to zaczynało się w pierwszych dniach po cichu, potem razem ze Swenem, potem całym chórem rodzinnym na głos liczyć:
      — Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć, jedenaście... dwa-na-ście... (tu już spoglądanie na siebie) trzy-na-ściee... — i ten ruch ręką, niedowierzania, odpędzania, westchnienie:
      — Niewypał.
      Ale niedługo zlatywały samoloty, świdrowały, to odłączanie się bomb, wycie, cisza — i:
      — Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć, jedenaście... — i tu nieraz potrafiło nagle — jak grzmotnąć!
      Przeważnie wybuchało przy ośmiu, dziewięciu. No tak. Ale samoloty znów zlatywały i:
      — Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem...
      Trzask!
      W nas? Nie... Ale już wycie.
      — Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć...
      Trzask!
      Nie, obok, chyba — no bo jesteśmy. Innego dowodu nie było. I już lecą, wyją...
      — Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć...
      Trzask!
      Ale już następne:
      — Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dzie-sięć, jedenaście... dwa-naś-cieee... trzy-na...ście...
      — O...
      Potem mogła być nagle przerwa. Pół godziny. Godzinę. I...
      — Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć...
      sss — i zaraz
      — raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć, jedenaście, dwanaście... trzy-naa-ście...
      ...o...
      i już zlatywały nowe
      — raz, dwa, trzy, cztery, ...o rany!... — i znów za trochę
      — o już są
      — o Jezu
      i
      — raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć, jedenaście, dwa-na-ście... trzy-naa-ście... o!
      To był dzień. A w nocy. Leżymy. Potokiem. Potokami. Piwnicami. I nagle:
      trzszach... trzszach... trzszach... tszach... tszach... tszach...
      Podmuchy, ogień i rwanie murami — po sześć razy, przeważnie.
      Ale jak te mury chodziły... raz patrzę — a one chodzą chyba na metr w tę i w tę... i w tę... i w tę... rozlatujemy się?!... niee — pohuśtały się... trochę mniej, coraz mniej, i ustawiły... tak jak stały. Przecierałem oczy ze zdumienia.
      Po każdej takiej "szafie" ludzie chwilę
      — ru-ru-ru... — i kładli się od razu, tak jak stali, i od razu spaliśmy.
      I znów:
      wh...sz...wh rzsz...wh...sz — ognie, podmuchy, latające mury (czerwone), ludzie z dziećmi na rękach hurmem rzucają się w stronę beczki, w wąskie przejście do tamtych piwnic, a ci z tamtych piwnic rzucają się w nasz schron.
      Wszyscy naraz.
      Zderzają się, obijają o siebie. Wracają. "Szafa" ucicha. Rzucają się na prycze. Śpią. Dopóki znów. Za godzinę. Za dwie. Za pół:
      wższch...wższch...wżch...
      I znów z tymi dziećmi na rękach, buch, w przejście, tamci do nas, zderzenie, cisza, oklapnięcie, tak jak stoją, w ubraniach, w płaszczach... z dziećmi, chrapią...


      Pamiętnik z powstania warszawskiego
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 06.08.11, 15:54

      Z powstańcami były na ogół dobre stosunki. Chociaż pamiętam jakąś przykrą scenę na Freta przed Dominikanami. Jakieś baby wymyślały jakimś przypadkowym powstańcom. O to, co oni w ogóle narobili.

      Pamiętnik z powstania warszawskiego
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 07.08.11, 13:22

      You do something to me
      Something that simply mystifies me
      Tell me, why should it be
      You have the pow'r to hypnotize me
      Let me live 'neath your spell
      Do do that vodoo that you do so well
      For you do something to me
      That nobody else could do
      Let me live 'neath your spell
      Do do that vodoo that you do so well
      For you do something to me
      That nobody else could do
      That nobody else could do

      Cole Porter


      www.youtube.com/watch?v=b28br15q0qY
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 08.08.11, 21:26


      — No bo nagle powrót do normy, i nagle nie ma miasta, nie ma domów, no... rozpacz...
      Tak, właśnie to, że to już spokój. Koniec. Po wszystkim. Dwieście tysięcy ludzi leży pod gruzami. Razem z Warszawą.
      Na Jasnej było chyba najgorzej. Szliśmy po potwornych zwaliskach. To wysoko. To nisko. Tu było pusto. I Swen zaczął nagle płakać. Na cały głos. Na całą ulicę. To mnie do reszty rozłożyło. I tak zresztą ryczałem. Tyle że może ciszej. Doszliśmy do placu Dąbrowskiego. Z czterech stron i na środku gruzy. I puchy. I to niebo. Z zaczajonym echem.

      Pamiętnik z powstania warszawskiego
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 09.08.11, 20:43


      głowa boli mnie i siebie

      e tyle było z sobą do myślenia

      co robić?
      — bolić?
      co myśleć?
      — głowić?
      co tyle miane byte —?
      — góra kapust z myśleń na wsi na pamięć Karmelu w kucki między jak
      Sabbie, Salomonowi, Salomonowemu Kazdnodziei, kochankom z Pieśni
      nad Pieśniami, podgasłymi pod nogami piaskami jak pustyni sierpnia
      wsi a muchami co i ich

      Miron Białoszewski - Głowienie
      • musz-ka23 Re: Motto na dziś 10.08.11, 11:47

        Errata

        jest: "Kazdnodziei"

        ma być: "Kaznodziei"
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 10.08.11, 23:59

      włos ma piękno
      mam przerwę we włosach
      jestem bez przerwy
      o włos a byłbym piękny


      M. Białoszewski - Kwadrat mowy o sobie
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 11.08.11, 00:14

      Miron Białoszewski - Idę po chleb dla Mamy

      Mijam dwie kaczki.
      - Całe życie w Garwolinie?
      - Dlaczego nie?

      Kury
      już na grzędzie
      dużo piór rozłożyły.
      Dorodne.

      Chce się życia dorodnego.
      Bo jak duch,
      to bez niczego.
      Dlaczego leci się tak
      na tego ducha?
      Te pióra niewidzialne?

      Ale nim co,
      to podfruwać trzeba
      na tych.


    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 14.08.11, 15:03

      lato
      obwisłe
      koci się i koci
      chmurami

      /M. Białoszewski/
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 15.08.11, 17:23

      Boris Vian - Dezerter

      Panie Prezydencie
      Dziś list ten Panu prześlę
      Przeczyta Pan go jeśli
      Mieć tylko będzie czas
      Dziś właśnie otrzymałem
      Do wojska powołanie
      Bym we środę nad ranem
      Na wojnę ruszyć miał
      Panie Prezydencie
      Nie mogę się z tym zgodzić
      Nie po tom się urodził
      By zabijać ludzi
      I nie chcę Pana złościć
      Lecz muszę Wam to wyrzec
      Podjąłem już decyzję
      Zdezerterować chcę

      Widziałem, dokąd żyję
      Jak ojciec życie traci
      Widziałem odjazd braci
      I dzieci moich płacz
      Ma matka tak cierpiała
      Że dawno leży w grobie
      I z bomb może kpić sobie
      Z robaków też już kpi
      A kiedy jeńcem byłem
      To żonę mi skradziono
      Mą duszę ukradziono
      Z nią to, co drogie mi
      Więc jutro skoro świt
      Wyruszę drogą w świat
      Przed nosem martwych lat
      Zatrzasnę moje drzwi

      Me życie przewędruję
      Po drogach całej Francji
      Z Bretanii do Prowansji
      I ludziom powiem to
      Zbuntujcie wszyscy się
      Na wojnę nie ruszajcie
      Gdy każą – odmawiajcie
      Powiedzcie wreszcie: nie!
      Gdy krew potrzebna będzie
      Niech Pan utoczy swojej
      Pan dobrym apostołem
      Jest, Panie Prezydencie
      Żandarmów za mną śląc
      Niech to Pan powie do nich
      Że mieć nie będę broni
      Zastrzelić mogą mnie

      (przekład: Bartek Chaciński)


      ***


      Le Deserteur


      Monsieur le Président
      Je vous fais une lettre
      Que vous lirez peut-être
      Si vous avez le temps
      Je viens de recevoir
      Mes papiers militaires
      Pour partir à la guerre
      Avant mercredi soir
      Monsieur le Président
      Je ne veux pas la faire
      Je ne suis pas sur terre
      Pour tuer des pauvres gens
      C'est pas pour vous fâcher
      Il faut que je vous dise
      Ma décision est prise
      Je m'en vais déserter

      Depuis que je suis né
      J'ai vu mourir mon père
      J'ai vu partir mes frères
      Et pleurer mes enfants
      Ma mère a tant souffert
      Elle est dedans sa tombe
      Et se moque des bombes
      Et se moque des vers
      Quand j'étais prisonnier
      On m'a volé ma femme
      On m'a volé mon âme
      Et tout mon cher passé
      Demain de bon matin
      Je fermerai ma porte
      Au nez des années mortes
      J'irai sur les chemins

      Je mendierai ma vie
      Sur les routes de France
      De Bretagne en Provence
      Et je dirai aux gens:
      Refusez d'obéir
      Refusez de la faire
      N'allez pas à la guerre
      Refusez de partir
      S'il faut donner son sang
      Allez donner le vôtre
      Vous êtes bon apôtre
      Monsieur le Président
      Si vous me poursuivez
      Prévenez vos gendarmes
      Que je n'aurai pas d'armes
      Et qu'ils pourront tirer



      www.youtube.com/watch?v=x9WRLJU2BKQ


Pełna wersja