Motto na dziś

    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 01.10.11, 17:07
      Zrobił wielki skok, obrócił się w powietrzu dokoła i opadł przysiadając na piętach. Jego sutanna, rozpostarta wokół niego, tworzyła duży kwiat ciemniejący na piasku.
      - To należy do obrządku? - spytał archeolog.
      - Nie! - odparł ksiądz. - To sposób mojej babki na to, by zrobić siusiu na plaży nie zwracając niczyjej uwagi. Muszę się państwu przyznać, że nie noszę mego apostolskiego okrycia dołu. Jest zbyt gorąco. Mam dyspensę.
      - Ciężko księdzu chyba dźwigać te wszystkie dyspensy? - rzucił Angel.
      - Kazałem zrobić mikrofilm - odparł Małyjanio. - Wszystko razem mieści się w rolce o minimalnej objętości rzeczywistej.

      (Jesień w Pekinie)


      ***


      Il fit un bond considérable, et retomba en tournant sur lui-même, accroupi sur ses talons. Sa soutane, déployée autour de lui, faisait une grande fleur noire que l’on distinguait vaguement sur le sable.
      – Cela fait partie du rituel ? demanda l’archéologue.
      – Non ! dit l’abbé. C’est un truc de ma grand-mère quand elle voulait pisser sur la plage sans qu’on la remarque. Je dois vous dire que je n’ai pas ma culotte apostolique. Il fait trop chaud. J’ai une dispense.
      – Toutes ces dispenses doivent vous alourdir, remarqua Athanagore.
      – Je les ai fait reproduire sur micro-film, dit Petitjean. Cela tient en un rouleau de faible volume réel.
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 02.10.11, 17:12

      - Nie smakowało panu? - spytał Atanagoras ze zdziwieniem.
      - I owszem, bardzo - odparł Małyjanio - ale co to jest, raptem czterdzieści trzy procent i po krzyku. Co innego taki wyskokowiec dziewięćdziesięciopięcioprocentowy albo porządny spirytus lekarski. Jak byłem proboszczem u Świętego Filipa, tylko tego używałem jako wina mszalnego. To były ogniste msze, moi państwo!

      (Jesień w Pekinie)


      ***


      – Il n’est pas bon ? demanda Athanagore, étonné.
      – Si, bien sûr, dit Petitjean, mais quoi, ça fait tout de suite quarante-trois degrés et c’est tout. Parlez-moi d’une Arquebuse à quatre-vingt quinze ou de bon alcool à pansements. Quand j’étais à Saint-Philippe-du-Roule, je n’utilisais que ça comme vin de messe. C’étaient des messes qui pétaient le feu, ces messes-là, je vous le dis.
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 05.10.11, 23:29

      - Co się dzieje, panowie! - odezwał się ksiądz. Ele, mele...
      - Dudki - odparł asystent. Odpier.dolcie się ode mnie wszyscy, bo mam już tego dosyć. Jazda!
      - To nie jest właściwy respons - rzekł Małyjanio. - Zapomniał pan? Gospodarz malutki...
      - Niech się pan do niego nie odzywa - powiedział Zjadłjad. - To gbur i nieuk.

      (Jesień w Pekinie)


      ***


      – Qu’est-ce qui vous prend ? demanda l’abbé. Bateau, ciseau…
      – Des clous, dit l’interne. Vous me les cassez avec vos conneries. Je vous chie sur la gueule, tous, tant que vous êtes !
      – C’est pas ça la réponse, dit Petitjean. Il faut répondre : La bataille au bord de l’eau.
      – Ne lui parlez pas, dit Mangemanche. C’est un sauvage et un malappris.










    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 06.10.11, 03:20

      We live in a political world
      Where peace is not welcome at all
      It’s turned away from the door to wander some more
      Or put up against the wall

      We live in a political world
      Everything is hers or his
      Climb into the frame and shout God’s name
      But you’re never sure what it is


      Bob Dylan



      www.youtube.com/watch?v=_YQaHyK8Xzc
    • 3-tylko Re: Motto na dziś 06.10.11, 16:01
      "Późnym wieczorem, gdy znalazły się w łóżkach, Antoinette nawiązała do rady pani Desboutin. 'To bardzo miło z jej strony, że się tak o nas troszczy, zupełnie jak matka, prawda Coco?'. Coco gwałtownie usiadła na łóżku. Nienawidziła rad. Czy Antoinette nie rozumie, że ludzie zawsze doradzają innym to, co im samym odpowiada najlepiej?"

      /"Coco", Cristina Sanchez-Andrade, Świat Książki, s. 46/
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 07.10.11, 09:02
      It ain’t easy to swallow, it sticks in the throat
      She gave her heart to the man
      In the long black

      (Bob Dylan)



      www.youtube.com/watch?v=m3IXEEckZz4



      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 07.10.11, 09:06

        ...in the long black coat
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 08.10.11, 01:24
      A najbardziej lubię okres przedwyborczy..
      ..zaraz pojawi się tak jak zawsze ta pierd.olnięta husaria.

      (Świetlicki)
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 09.10.11, 03:01

      Nikt nie będzie odczuwał lojalności wobec nikogo i niczego oprócz Partii. Nie będzie kochał nikogo oprócz Wielkiego Brata. Nie będzie się śmiał, chyba że radując się z triumfu nad wrogiem. Zniesiemy sztukę, literaturę, naukę. Kiedy staniemy się wszechwiedzący, nauka na nic się nam nie zda. Zatrzemy różnicę między brzydotą a pięknem. Zniknie ciekawość, zniknie radość życia. Zniknie cała gama przyjemności. Ale zawsze, Winston, zapamiętaj to sobie, zawsze istnieć będzie upajająca władza, coraz potężniejsza i coraz bardziej wyrafinowana. I zawsze, w każdej sekundzie da się odczuć rozkoszny dreszcz zwycięstwa, jaki budzi deptanie pokonanego wroga. Jeśli chcesz wiedzieć, jaka będzie przyszłość, wyobraź sobie but depczący ludzką twarz, wiecznie!
      Zamilkł spodziewając się, że Winston coś odpowie. Winston jednak, zupełnie przybity, leżał nieruchomo. Serce w nim struchlało; nie potrafił wydusić z siebie słowa. O'Brien mówił więc dalej:
      - Pamiętaj, że tak będzie już zawsze. Nie zabraknie twarzy, które można deptać. Zawsze znajdą się heretycy i wrogowie państwa, abyśmy mogli pokonywać ich i poniżać bez końca. Przetrwa wszystko, czego doznałeś, odkąd znalazłeś się w naszych rękach, i to zwielokrotnione. Inwigilacja, donosicielstwo, aresztowania, tortury, egzekucje i zniknięcia nigdy się nie skończą. Świat przyszłości okaże się w równej mierze światem terroru co triumfu. Im potężniejsza będzie Partia, tym mniej tolerancyjna; im słabsza opozycja, tym silniejszy despotyzm.


      ***


      There will be no loyalty, except loyalty towards the Party. There will be no love, except the love of Big Brother. There will be no laughter, except the laugh of triumph over a defeated enemy. There will be no art, no literature, no science. When we are omnipotent we shall have no more need of science. There will be no distinction between beauty and ugliness. There will be no curiosity, no enjoyment of the process of life. All competing pleasures
      will be destroyed. But always—do not forget this, Winston—always there will be the intoxication of power, constantly increasing and constantly growing subtler. Always, at every moment, there will be the thrill of victory, the sensation of trampling on an enemy who is helpless. If you want a picture of the future, imagine a boot stamping on a human face—for ever.’
      He paused as though he expected Winston to speak. Winston had tried to shrink back into the surface of the bed again. He could not say anything. His heart seemed to be frozen. O’Brien went on:
      ‘And remember that it is for ever. The face will always be there to be stamped upon. The heretic, the enemy of society, will always be there, so that he can be defeated and humiliated over again. Everything that you have undergone since you have been in our hands—all that will continue, and worse. The espionage, the betrayals, the arrests, the tortures, the executions, the disappearances will never cease. It will be a world of terror as much as a world of triumph. The more the Party is powerful, the less it will be tolerant: the weaker the opposition, the tighter the despotism.

      Gerge Orwell, Nineteen Eighty-Four



      upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/14/Big-brother-poster.jpg

      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 09.10.11, 03:05
        George, of course.
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 09.10.11, 11:45
      Tadeusz Różewicz - Ludzie ludzie


      Co było ukryte
      Jest odkryte

      Dajemy przedstawienie
      Dla dorosłych i dzieci
      Żołnierzy studentów
      Gospodyń domowych
      Dookoła stoją ludzie
      Przyglądają się mówią
      Śmieją się kiwają głowami

      Ty przyprawiłeś sobie
      Rogi kły i pazury
      Ja język długi i ostry
      Ty bijesz się w piersi
      Połykasz noże
      Rwiesz łańcuchy
      Łamiesz moje serce

      Stajemy na głowach
      Chodzimy na rękach
      Kobieta i mężczyzna
      W jednej osobie

      Ludzie ludzie
      Cuda w tej budzie
      W tej naszej budzie

      Ludzie ludzie
      Zlitujcie się
      Rzućcie kruszynkę miłości


    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 12.10.11, 10:11

      Zaczęła tłuc szyby w drzwiach frontowych. Trzymając w ręce Dzieła wybrane Henry'ego Chinaskiego, rozbijała jedną szybkę po drugiej.
      - Chcesz dostać swoje książki? No to masz te cholerne arcydzieła! I NIE OPOWIADAJ MI O SWOICH KOBIETACH! NIE CHCĘ SŁYSZEĆ O TWOICH ZDZIRACH!
      Stałem patrząc, jak się wydziera i tłucze szyby. Gdzie jest policja? - pomyślałem. No, gdzie?

      Charles Bukowski, Kobiety
      (przełożył Lesław Ludwig)


      ***


      She started smashing the glass panes in my front door. She took The Selected Works of Henry Chinaski and smashed pane after pane, screaming, "You want your books back? Here are your goddamned books! AND DON'T TELL ME ABOUT YOUR WOMEN! I DON'T WANT TO HEAR ABOUT YOUR WOMEN!"
      I stood there as she screamed and broke glass.
      Where are the police? I thought. Where?
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 16.10.11, 23:40


      Z Lydią kłóciliśmy się nieustannie. Lubiła flirtować, co mnie irytowało. Kiedy jedliśmy kolację w restauracji, byłem przekonany, że wpatruje się w faceta siedzącego w drugim końcu sali. Kiedy odwiedzali mnie znajomi, a Lydia była w domu, słyszałem, jak kieruje rozmowę na tory coraz bardziej osobiste, na sprawy seksu. Zawsze siadała blisko, jak najbliżej rozmówców.
      Lydię z kolei wyprowadzało z równowagi moje picie. Uwielbiała seks, a moje chlanie właziło w paradę naszym łóżkowym zabawom. "Albo jesteś zbyt napruty, żeby robić to w nocy, albo zbyt chory, żeby robić to rano" - mawiała. Wpadała w szał, jeśli wypiłem w jej obecności choćby butelkę piwa. Co najmniej raz w tygodniu rozstawaliśmy się "na dobre", lecz zawsze potrafiliśmy sie jakoś pogodzić.

      /Bukowski, Kobiety/
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 17.10.11, 23:55

      - Uważam cię - spojrzała na mnie swymi wielkimi, pięknymi oczyma - za jednego z dwóch lub trzech najlepszych współczesnych pisarzy.
      Szybkim ruchem wyłączyłem światło nad łóżkiem. Całowałem ją, pieściłem jej piersi i całe ciało, po czym wziąłem się do minety. Byłem trochę wstawiony, ale chyba poszło mi nieźle. Później jednak nie byłem w stanie skończyć. Ujeżdżałem ją, galopowałem bez końca. Kutas stał mi jak trzeba, ale nie mogłem osiągnąć orgazmu. W końcu sturlałem się z niej i zasnąłem...

      Rankiem Lilly leżała na brzuchu i pochrapywała. Poszedłem do łazienki, odlałem się, umyłem zęby i twarz, po czym wśliznąłem się z powrotem do łóżka. Odwróciłem Lilly ku sobie i zacząłem zabawiać się jej szparką. Zawsze na kacu jestem cholernie napalony, może nie aż tak, żeby robić minetę, ale dostatecznie mocno, by wystrzelić swoją porcyjkę białka. Pierdolenie jest najlepszym lekarstwem na kaca. Dzięki niemu wszystkie części znów chodzą jak w zegarku. Oddech miała tak nieświeży, że nie pragnąłem już tych różanych ust. Wsadziłem jej. Jęknęła cicho. Było bardzo przyjemnie, przynajmniej mnie. Nie wydaje mi się, bym pchnął ją więcej niż dwadzieścia razy, zanim się spuściłem.
      Po jakimś czasie usłyszałem, jak wstaje i idzie do łazienki. Kiedy w końcu wróciła, leżałem odwrócony do niej plecami, niemal zasypiając.
      Po kwadransie wstała z łóżka i zaczęła się ubierać.
      - Co się dzieje? - spytałem.
      - Muszę już iść. Trzeba zawieźć dzieciaki do szkoły.
      Zamknęła za sobą drzwi i zbiegła po schodach.
      Zwlokłem się z łóżka, poszedłem do łazienki i przez jakiś czas wpatrywałem się w swoje odbicie.

      (Kobiety)


      ***


      "I think you," she said, looking at me with wide and beautiful eyes, "are one of the two or three best writers of today."
      I switched off the bed lamp fast. I kissed her some more, played with her breasts and body, then went down on her. I was drunk, but I think I did O.K. But after that I couldn't do it the other way. I rode and rode and rode. I was hard but I couldn't come. Finally I rolled off and went to sleep...
      In the morning Lilly was flat on her back, snoring. I went to the bathroom, pissed, brushed my teeth and washed my face. Then I crawled back into bed. I turned her toward me and started playing with her parts. I am always very horny when hungover--not horny to eat but horny to blast. Fucking was the best cure for hangovers. It got all the parts ticking again. Her breath was so bad that I didn't want the flower mouth. I mounted. She gave a small groan. For me, it was very good. I don't think I gave her more than twenty strokes before I came.
      After a while I heard her get up and walk to the bathroom. Lillian. By the time she came back I had turned my back to her and was nearly asleep.
      After 15 minutes she got out of bed and began to dress.
      "What's wrong?" I asked.
      "I've got to get out of here. I've got to take my kids to school." Lillian closed the door and ran up the stairway.
      I got up, walked to the bathroom, and stared for a while at my face in the mirror.
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 18.10.11, 00:08

      Wstałem i poszedłem się napić. Podszedł do mnie młody, bardzo wysoki facet.
      - Posłuchaj, Chinaski, nie wierzę w te wszystkie bzdury o tym, że mieszkasz w dzielnicy mętów i znasz wszystkich handlarzy narkotyków, alfonsów, dziwki, ćpunów, graczy na wyścigach, bokserów i pijaczków...
      - To po części prawda.
      - Gówno prawda. - Oddalił się.
      Wiadomo, krytyk literacki.

      (Kobiety)


      ***


      I got up, left her, had another drink. A young guy--at least 6 feet 6 inches tall--walked up to me. "Look, Chinaski, I don't believe all that shit about you living on skidrow and knowing all the dope dealers, pimps, whores, junkies, horse players, fighters and drunks..."
      "It's partly true."
      "Bullshit," he said and walked off. A literary critic.
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 19.10.11, 23:34

      - Sprawmy sobie małego Henry'ego! Pomyśl tylko, mały Henry Chinaski!
      - Poczekajmy z tym jeszcze.
      - Chcę mieć dziecko. Teraz!
      - Zaczekajmy trochę.
      - Nic nie robimy, tylko śpimy, jemy, wylegujemy się w wyrze i pieprzymy się na okrągło. Jesteśmy jak ślimaki. Ślimacza miłość.
      - Mnie to odpowiada.
      - Dawniej potrafiłeś pisać także tutaj. Często byłeś zajęty. Przynosiłeś tusz i rysowałeś. A teraz idziesz do siebie i tam robisz najciekawsze rzeczy. Tutaj tylko jesz i sypiasz, a potem z samego rana wychodzisz. To nudne.
      - Mnie się to podoba.
      - Od miesięcy nie byliśmy na żadnym przyjęciu! Lubię składać wizyty! Jestem znudzona! Tak znudzona, że zaraz zwariuję! Chcę coś robić! Chcę TAŃCZYĆ! Chcę żyć!
      - O rany!
      - Jesteś za stary. Nic, tylko byś tkwił w miejscu, krytykując wszystko i wszystkich. Na nic nie masz ochoty. Nic nie jest dla ciebie dostatecznie dobre!
      Sturlałem się z łóżka i wstałem. Zacząłem wkładać koszulę.
      - Co ty robisz? - spytała.
      - Wychodzę.
      - No właśnie! Gdy tylko coś idzie nie po twojej myśli, zrywasz się na równe nogi i wylatujesz jak z procy. Nigdy nie chcesz o niczym dyskutować. Po prostu jedziesz do domu, upijasz się, a nazajutrz jesteś chory i wydaje ci się, że umierasz. Wtedy do mnie dzwonisz!
      - Cholera jasna, wynoszę się stąd!
      - Dlaczego?
      - Nie mam ochoty przebywać tam, gdzie mnie nie chcą.
      Lydia odczekała chwilę, po czym odezwała się pojednawczo:
      - Już dobrze. Chodź, połóż się. Zgasimy światło i poleżymy sobie spokojnie.

      (Kobiety)


      ***


      "Let's have a little Henry!" "Think of it, a little Henry Chinaski!"
      "Let's wait a while."
      "I want a baby now!" "Let's wait."
      "All we do is sleep and eat and lay around and make love. We're like slugs. Slug-love, I call it."
      "You used to write over here. You were busy. You'd bring ink and make your drawings. Now you go home and do all the interesting things there. You just eat and sleep here and then leave first thing in the morning. It's dull."
      "I like it."
      "We haven't been to a party in months! I like to see people! I'm bored! I'm so bored I'm about to go crazy! I want to do things! I want to DANCE! I want to, live!"
      "Oh, shit."
      "You're too old. You just want to sit around and criticize everything and everybody. You don't want to do anything. Nothing's good enough for you!"
      I rolled out of bed and stood up. I began putting my shirt on.
      "What are you doing?" she asked.
      "I'm getting out of here."
      "There you go! The minute things don't go your way you jump up and run out of the door. You never want to talk about things. You go home and get drunk and then you're so sick the next day you think you're going to die. Then you phone me!"
      "I'm getting the hell out of here!"
      "But why?"
      "I don't want to stay where I'm not wanted. I don't want to stay where I'm disliked."
      Lydia waited. Then she said, "All right. Come on, lay down. We'll turn off the light and just be still together."


    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 20.10.11, 00:22

      - Hank. Zostań ze mną! Nie wracaj do niej! Spójrz, jakie mam ładne nogi!
      Uniosła jedną nogę i podsunęła mi.
      - I mam też ładne łydki. Popatrz!
      Pokazała mi swoje łydki. Siedziałem na brzegu łóżka.
      - Nie mogę z tobą zostać, Dee Dee...
      Uniosła się i zaczęła mnie okładać pięściami. Były twarde jak kamienie. Siedziałem bez ruchu, a ona waliła gdzie popadnie. Trafiła mnie w brew, w oko, w czoło i w policzki. Dostałem nawet w gardło.
      - Och, ty skur.wielu! NIENAWIDZĘ CIĘ, SKURWYSYNU!
      Chwyciłem ją za przeguby.
      - Już dobrze, Dee Dee, wystarczy.
      Opadła na łóżko, ja zaś wstałem i wyszedłem, minąłem korytarz i zamknąłem za sobą drzwi.

      Kiedy wróciłem do domu, Lydia siedziała w fotelu. Twarz miała nachmurzoną.
      - Długo cię nie było. Spójrz mi w oczy! Rżnąłeś ją, prawda?
      - Nie.
      - Cholernie długo cię nie było. A to co?! Podrapała ci twarz!
      - Powtarzam ci, nic nie było.
      - Ściągnij koszulę. Chcę obejrzeć twoje plecy!
      - Kurwa, daj spokój, Lydio.
      - Ściągaj koszulę i podkoszulek.
      Zdjąłem. Zaszła mnie od tyłu.
      - Co to za zadrapanie?
      - Jakie zadrapanie?
      - Takie długie, pozostawione przesz kobiecy paznokieć.
      - Skoro tam jest, to ty je zrobiłaś...
      - W porządku. Znam tylko jeden sposób, żeby się przekonać.
      - Jaki?
      - Chodźmy do łóżka.
      - Chętnie!

      Zdałem egzamin, ale potem pomyślałem: jak facet może sprawdzić wierność kobiety? Wydaje się to niesprawiedliwe.

      (Kobiety)


      ***


      "Hank," she said, "Stay with me! Don't go back to her! Look, I have nice legs!"
      Dee Dee lifted one of her legs and showed it to me.
      "And I have nice ankles too! Look!"
      She showed me her ankles.
      I was sitting on the edge of the bed. "I can't stay with you, Dee Dee--"
      She sat up and began punching me. Her fists were as hard as rocks. She threw punches with both hands. I sat there as she landed blows. She hit me above the eye, in the eye, on the forehead and cheeks. I even caught one in the throat. "Oh, you bastard! Bastard, bastard, bastard! I HATE YOU!"
      I grabbed her wrists. "All right, Dee Dee, that's enough." She fell back on the bed as I got up and walked out, down the hall and out the door.
      When I got back Lydia was sitting in an armchair. Her face looked dark. "You've been gone a long time. Look at me! You fucked her, didn't you?"
      "No, I didn't
      "You were gone an awful long time. Look, she scratched your face!"
      "I tell you, nothing happened."
      "Take off your shirt. I want to look at your back!"
      "Oh, shit, Lydia."
      "Take off your shirt and undershirt." I took them off. She walked around behind me. "What's that scratch on your back?"
      "What scratch?"
      "There's a long one there... from a woman's fingernail."
      "If it's there you put it there..."
      "All right. I know one way to find out."
      "How?"
      "Let's go to bed."
      "All right!"
      I passed the test, but afterwards I thought, how can a man test a woman's fidelity? It seemed unfair.
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 22.10.11, 23:54

      Tymczasem ja za każdym razem, gdy dzwoniłem do Sibel, nie wiedziałem, o czym z nią rozmawiać, i wpadałem w panikę. Czasem miałem ochotę przytulić się do niej, szukać u niej pocieszenia, lecz byłem tak zmęczony poczuciem winy, wyrzutami sumienia spowodowanymi własną dwulicowością, że nieobecność Sibel przynosiła mi spokój. Wierzyłem, że gdy nie będę musiał niczego udawać, wrócę do dawnego, normalnego stanu. Dodawało mi to nadziei podczas poszukiwań Füsun w odległych rejonach miasta, złościłem się nawet na siebie, że wcześniej nie wybrałem się do tych starych dzielnic, na te bliskie sercu ulice. Przypominam sobie, jak krążąc po nich, często żałowałem, iż w ostatniej chwili nie wycofałem się z zaręczyn albo nie potrafiłem ich zerwać, że zawsze działałem z opóźnieniem.

      Orhan Pamuk, Muzeum niewinności
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 26.10.11, 23:53

      Ten karzeł był ożeniony z niebywale piękną blondynką, a tej pięknej osobie, jak była małolatą, utknęła w cipie butelka Coca-Coli. Musieli więc iść do lekarza, i jak to już jest w takich zadupiach, wszyscy nagle wszystko wiedzieli. Biedną dziewczynę przestano nagle dostrzegać, a karzeł się nad nią ulitował.

      Charles Bukowski, Listonosz
      (przełożył Michał Ratyński)


      ***


      The midget was married to a very beautiful girl. When she was in her teens she got a coke bottle trapped in her pussy and had to go to a doctor to get it out, and, like in all small towns, the word got around about the coke bottle, the poor girl was shunned, and the midget was the only taker.


    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 27.10.11, 23:47

      Siedziałem na lotnisku czekając na jej samolot. Byłem zdenerwowany jak diabli. Nie można polegać na zdjęciach, nigdy nie można mieć pewności. Chciało mi się rzygać. Zapaliłem papierosa i zakrztusiłem się. Po co robię takie rzeczy? Wcale jej teraz nie chcę. A ona przylatuje aż z Nowego Jorku. Przecież znam wiele kobiet. Po co mi ciągle nowe? Co usiłuję osiągnąć? Nowe przygody są ekscytujące, ale oznaczają też ciężką harówę. W pierwszym pocałunku i w pierwszym stosunku tkwi pewna doza dramatyzmu. Ludzie z początku wydają się interesujący, ale potem, stopniowo, lecz nieodwracalnie, wychodzą na jaw wszystkie ich wady i odchylenia od normy. Kobiety. Zawsze w końcu przestaję je obchodzić, a i one tracą dla mnie znaczenie.
      Jestem stary i brzydki. Może właśnie dlatego tak lubię wsadzać młodym dziewczętom. Jestem King Kongiem, a one kruchymi, delikatnymi istotami. Czy w ten sposób próbuję się wymknąć i wyru.chać śmierć? Czy szukając towarzystwa młodych dziewcząt próbuję zachować poczucie, że stawiam opór upływowi czasu, że nie jestem jeszcze taki stary? Po prostu nie chcę brzydko stetryczeć, poddać się, stać się martwy jeszcze przed nadejściem śmierci.

      (Kobiety)


      ***


      I sat in the airport and waited. You never knew about photos. You could never tell. I was nervous. I felt like vomiting. I lit a cigarette and gagged. Why did I do these things? I didn't want her now. And Mindy was flying all the way from New York City. I knew plenty of women. Why always more women? What was I trying to do? New affairs were exciting but they were also hard work. The first kiss, the first fuck had some drama. People were interesting at first. Then later, slowly but surely, all the flaws and madness would manifest themselves. I would become less and less to them; they would mean less and less to me.
      I was old and I was ugly. Maybe that's why it felt so good to stick it into young girls. I was King Kong and they were lithe and tender. Was I trying to screw my way past death? By being with young girls did I hope I wouldn't grow old, feel old? I just didn't want to age badly, simply quit, be dead before death itself arrived.




    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 29.10.11, 20:23

      Zadzwonił telefon. Lydia.
      - Co porabiasz?
      - Mam gościa.
      - To kobieta, prawda?
      - Lydio, nasz związek to przeszłość. Dobrze o tym wiesz.
      - TO KOBIETA, PRAWDA?
      - Tak.
      - No cóż, nie ma sprawy.
      - Nie ma sprawy. Do widzenia.
      - Do widzenia.
      Jej ton nagle złagodniał. Poczułem się lepiej. Jej gwałtowność mnie przerażała. Zawsze twierdziła, że to ja jestem zazdrosny, i rzeczywiście, często bywałem, ale kiedy widziałem, że okoliczności sprzysięgły się przeciwko mnie, zniechęcałem się i dawałem za wygraną. Lydia była inna. Zawsze reagowała ostro. Grała pierwsze skrzypce w Orkiestrze Wielkiej Przemocy. Tym razem jednak w jej głosie pobrzmiewała tylko rezygnacja, ani śladu rozwścieczenia. Znałem ten głos.
      - Moja eks - wyjaśniłem Mindy.
      - To już skończone?
      - Tak.
      - Czy ona wciąż cię kocha?
      - Tak sądzę.
      - To znaczy, że nic nie jest skończone.
      - Jest.
      - Mam zostać?
      - Oczywiście. Proszę.
      - Czy ty nie chcesz mnie wykorzystać? Czytałam te wszystkie twoje wiersze miłosne... dla Lydii.
      - Byłem zakochany. I naprawdę nie chcę cię wykorzystać.

      /Kobiety/
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 30.10.11, 23:47

      Potem urwał mi się film. Pewnie wypiłem więcej whisky, niż sądziłem. Nie pamiętam, jak dotarłem do Nicole. Rano obudziłem się w nie znanym mi łóżku, odwrócony do kogoś plecami. Spojrzałem na przeciwległą ścianę, na której wisiała ozdobna litera N. Musiała oznaczać "Nicole". Zebrało mi się na wymioty. Poszedłem do łazienki. Skorzystałem ze szczoteczki do zębów Nicole, zakrztusiłem się. Umyłem twarz, uczesałem się, wysrałem, umyłem ręce i wypiłem dużo wody prosto z kranu, po czym wróciłem do łóżka. Nicole wstała, zrobiła sobie poranną toaletę i przyszła do mnie. Zwróciła ku mnie twarz. Zaczęliśmy się całować i pieścić.
      Jestem właściwie niewinny, Lydio - pomyślałem. Na swój sposób pozostaję ci wierny.

      (Kobiety)
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 05.11.11, 17:10

      M. Laruelle pomyślał, że może spadnie deszcz; niekiedy, chociaż rzadko, padał deszcz o tej porze, na przykład w zeszłym roku, kiedy nie powinien był padać. A te chmury na południu są burzowe. Wydało mu się, że czuje zapach deszczu, i nagle pomyślał, że nic nie sprawiłoby mu większej przyjemności, że pragnąłby zmoknąć w ulewie, przemoknąć do skóry, iść przez ten dziki krajobraz w przylegającym do ciała białym flanelowym ubraniu — mokry, ociekający deszczem. Obserwował chmury, ciemne, śmigłe konie wspinające się na niebo. Gwałtowna burza wybuchająca nie w swojej porze! Taka jest miłość, pomyślał; miłość przychodząca za późno. Tylko że nie przychodzi po niej ozdrowieńczy spokój jak po burzy, kiedy wieczorne zapachy czy senne słońce i ciepło wracają na zaskoczoną ziemię! Laruelle znowu przyśpieszył kroku. Ale gdy taka miłość uderzy cię jak grom i ogłuszy, oślepi, odbierze zmysły, zabije — żadne porównanie literackie nie zmieni twojego losu! Tonnerre de dieu... Nie ugasisz ani cząstki pragnienia, jeżeli powiesz, jaka jest ta miłość, która przychodzi za późno.

      Malcolm Lowry, Pod wulkanem
      (przełożyła Krystyna Tarnowska)


      ***


      ‘ M. Laruelle wondered if it
      was going to rain: it sometimes,
      though rarely, did at this time of
      year, as last year for instance, it
      rained when it should not. And
      those were storm clouds in the
      south. He imagined he could
      smell the rain, and it ran in his
      head he would enjoy nothing
      better than to get wet, soaked
      through to the skin, to walk on
      and on through this wild country
      in his clinging white flannels
      getting wetter and wetter and
      wetter. He watched the clouds:
      dark swift horses surging up the
      sky. A black storm breaking out
      of its season! That was what
      love was like, he thought; love
      which came too late. Only no
      sane calm succeeded it, as when
      the evening fragrance or slow
      sunlight and warmth returned
      to the surprised land! M.
      Laruelle hastened his steps still
      farther. And let such love
      strike you dumb, blind, mad,
      dead — your fate would not be
      altered by your simile. Tonnerre
      de dieu
      ... It slaked no thirst to
      say what love was like which
      came too late.
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 06.11.11, 04:15

      Na południu olbrzymi archanioł, czarny jak burza, wynurzył z Pacyfiku. A jednak mimo wszystko burza niosła swój własny, tajemny spokój... Namiętność do Yvonne (nie miało znaczenia, czy Yvonne byłaby, czy nie byłaby coś warta jako aktorka, bo mówił prawdę, kiedy jej powiedział, że byłaby doskonała we wszystkich filmach, które on kręcił) wskrzesiła w jego sercu, chociaż nie umiałby wyjaśnić dlaczego, wspomnienie owej chwili, kiedy idąc samotnie przez łąki z Saint Près — małej francuskiej mieściny kanałów, śluz i nieczynnych, szarych młynów, gdzie mieszkał — ujrzał wyrastające powoli, przecudownie i w nieskończonej piękności nad ścierniskami pełnymi polnych kwiatów, wyrastające powoli w słońcu, jak wyrastały przed wiekami, gdy patrzyli na nie pielgrzymi, którzy szli przez te same łąki, bliźniacze wieże katedry w Chartres. Jego miłość przyniosła spokój, zbyt krótki spokój, w dziwaczny sposób przypominający tamto dawne urzeczenie, oczarowanie samym Chartres, w którym kochał każdą uliczkę czy kawiarenkę, skąd widział wieże katedry nieprzerwanie płynące na tle chmur — urzeczenie, którego nie zniweczył nawet fakt, że M. Laruelle był wtedy po uszy w długach! Podobnie jak żadne skrupuły czy wyrzuty sumienia wobec Konsula nie zniweczyły w piętnaście lat później tego drugiego urzeczenia w Quauhnahuac! Zresztą, pomyślał M. Laruelle, pojednały go na jakiś czas z Konsulem już po wyjeździe Yvonne bynajmniej nie obopólne wyrzuty sumienia. Pojednało ich coś innego: być może, przynajmniej częściowo, pragnienie owej iluzorycznej pociechy, dającej taką mniej więcej satysfakcję jak próba gryzienia bolącym zębem, pociechy, którą czerpali z dwustronnej, milcząco odgrywanej komedii, że Yvonne jest wciąż z nimi.

      (Pod wulkanem)


      ***


      To the south an immense
      archangel, black as thunder, beat
      up from the Pacific. And yet,
      after all, the storm contained its
      own secret calm... His passion
      for Yvonne (whether or not
      she’d ever been much good as an
      actress was beside the point, he’d
      told her the truth when he said
      she would have been more than
      good in any film he made) had
      brought back to his heart, in a way
      he could not have explained, the
      first time that alone, walking over
      the meadows from Saint Près, the
      sleepy French village of
      backwaters and locks and grey
      disused watermills where he was
      lodging, he had seen, rising
      slowly and wonderfully and with
      boundless beauty above the
      stubble fields blowing with
      wildflowers, slowly rising into
      the sunlight, as centuries before
      the pilgrims straying over those
      same fields had watched them
      rise, the twin spires of Chartres
      Cathedral. His love had brought
      a peace, for all too short a while,
      that was strangely like the
      enchantment, the spell, of
      Chartres itself, long ago, whose
      every side-street he had come to
      love and café where he could
      gaze at the Cathedral eternally
      sailing against the clouds, the
      spell not even the fact he was
      scandalously in debt there could
      break. M. Laruelle walked on
      swiftly towards the Palace. Nor
      had any remorse for the Consul’s
      plight broken that other spell
      fifteen years later here in
      Quauhnahuac I for that matter,
      M. Laruelle reflected, what had
      reunited the Consul and himself
      for a time, even after Yvonne left,
      was not, on either side, remorse.
      It was perhaps, partly, more the
      desire for that illusory
      comfort, about as satisfying as
      biting on an aching tooth, to be
      derived from the mutual
      unspoken pretence that Yvonne
      was still here.
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 07.11.11, 18:39

      Dwaj obdarci Indianie nadchodzili pośród kłębów kurzu; sprzeczali się, ale w owym głębokim skupieniu profesorów uniwersytetu wędrujących przez letni zmrok po dziedzińcach Sorbony. Ich głosy, ruchy ich delikatnych, przeraźliwie brudnych rąk były nieprawdopodobnie pańskie, wytworne. Postawą przywodzili na myśl azteckich książąt, ich twarze przypominały mroczne rzeźby na ruinach Jukatanu.
      ...perfectamente borracho...
      ...completamente fantástico.
      Si, hombre, la vida impersonal...
      Claro, hombre...
      ¡Positivamente!
      Buenas noches.
      Buenas noches.
      Odeszli w mrok.

      (Pod wulkanem)


      ***


      Two ragged Indians were
      approaching M. Laruelle
      through the dust; they were
      arguing, but with the profound
      concentration of university
      professors wandering in
      summer twilight through the
      Sorbonne. Their voices, the
      gestures of their refined grimy
      hands, were unbelievably
      courtly, delicate. Their carriage
      suggested the majesty of Aztec
      princes, their faces obscure
      sculpturings on Yucatecan
      ruins:
      perfectamente borracho -
      --- completamente fantástico —’
      ‘Sí, hombre, la vida impersonal —’
      ‘Claro, hombre — ’
      ‘¡Positivamente!’
      ‘Buenas noches.’
      ‘Buenas noches.’
      They passed into the dusk.
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 11.11.11, 13:43

      — Ty pisarz? Ty antychrysta. Si, ty antychrysta. — Szef Trybun wyrwał mu z ręki kartę i schował do kieszeni. — I Juden — dodał. Zsunął gumkę z listów Yvonne i pośliniwszy kciuk, przejechał przez nie palcami, znowu rzucając ukośne spojrzenia na koperty.

      (Pod wulkanem)
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 12.11.11, 21:52

      — Oddaj mi listy! — usłyszał swój głos ryczący do Szefa Trybun, ale radio zagłuszyło jego głos, a teraz grzmot zagłuszył radio. — Banda syfilityków! Bydlęta! To wy zabiliście Indianina! Zabiliście go i próbowaliście tak to urządzić, żeby wyglądało jak wypadek! — wrzeszczał. — Wszyscy maczaliście w tym palce! A potem przyszli inni z waszej bandy i zabrali konia. Oddajcie mi moje papiery.
      — Papiery. Cabrón. Nie masz żadne papiery.
      Prostując się, Konsul dojrzał w wyrazie twarzy Szefa Trybun jak gdyby cień rysów M. Laruelle'a i uderzył. Potem jeszcze raz zobaczył siebie w Szefie Ogrodów i uderzył; potem w Szefie Okręgu Miejskiego zobaczył policjanta, którego Hugh chciał uderzyć po południu, ale się powstrzymał, i uderzył. Odezwał się zegar na dworze, bił szybko siedem razy. Znowu kogut łomotał skrzydłami tuż przed nim, oślepił go. Szef Trybun schwycił Konsula za klapy marynarki. Ktoś przytrzymał go od tyłu. Mimo że się szarpał i wyrywał, ciągnęli go do drzwi. Blondyn, który pojawił się znowu, pomagał go ciągnąć; i Diosdado, który przeskoczył ciężko przez bar; i Kilka Pcheł, który złośliwie kopał go po nogach. Konsul schwycił długi nóż meksykański leżący na stoliku blisko wejścia i wymachiwał nim dziko.
      — Oddajcie mi listy! - wołał.


      (Pod wulkanem)


      ***


      ‘Give me those letters back!’ he heard
      himself shouting at the Chief
      of Rostrums, but the radio
      drowned his voice, and now a
      peal of thunder drowned the
      radio. ‘You poxboxes. You
      coxcoxes. You killed that Indian.
      You tried to kill him and make it
      look like an accident,’ he roared.
      ‘You’re all in it. Then more of
      you came up and took his horse.
      Give me my papers back.’
      ‘Papers. Cabrón. You har no
      papers.’ Straightening himself
      the Consul saw in the Chief of
      Rostrum’s expression a hint of
      M. Laruelle and he struck at it.
      Then he saw himself the Chief
      of Gardens again and struck
      that figure; then in the Chief of
      Municipality the policeman
      Hugh had refrained from
      striking this afternoon and he
      struck this figure too. The dock
      outside quickly chimed seven
      times. The cock flapped before
      his eyes, blinding him. The
      Chief of Rostrums took him by
      the coat. Someone else seized
      him from behind. In spite of his
      struggles be was being dragged
      towards the door. The fair man
      who had turned up again helped
      shove him towards it; and
      Diosdado, who had vaulted
      ponderously over the bar; and A
      Few Fleas, who kicked him
      viciously on the shins. The
      Consul snatched a machete lying
      on a table near the entrance and
      brandished it wildly. 'Give me
      back those letters!’ he cried.
Pełna wersja