musz-ka23 Re: Motto na dziś 17.11.11, 23:02 Byli znowu na ulicy; gdy przeszli na drugą stronę, powitała z wdzięcznością pretekst, jakiego jej dostarczyło okno wystawowe drukarni, przed którym mogła poprawić włosy. Stali, jak kiedyś, zaglądając do środka. Drukarnia, sąsiadująca z pałacem, ale oddzielona od niego wąską i stromą ulicą, otwierała się wcześnie. Z szyby wystawowej spoglądało na nią stworzenie morskie tak skąpane i wyzłocone w słońcu, tak wysmagane morskim wiatrem i bryzgami piany, że wydawało jej się, nawet kiedy wykonywała ukradkowe gesty próżności, że jest gdzieś poza zasięgiem ludzkiego smutku, że jedzie jak rydwanem po pienistych czubach fal. Ale słońce zmienia smutek w truciznę, a tryskające zdrowiem ciało naigrawa się tylko z chorego serca, o czym Yvonne wiedziała — jeżeli nawet nie wiedziało o tym to wybrązowione w słońcu stworzenie powstałe z fal i brzegów morza, i szyb okiennych! /Pod wulkanem/ Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 23.11.11, 23:31 Ujrzał znów świt, przez otwarte drzwi patrzał w samotnej udręce, jak w blasku cieniście fioletowym powoli wybucha bomba nad Sierra Madre — Sonnenaufgang! — byki zaprzężone do wozów na drewnianych tarczowych kołach, czekające cierpliwie na woźniców w ostrym, czystym, chłodnym powietrzu nieba. Tęsknota Konsula była tak ogromna, że duszę miał jakby zwartą w uścisku samej istoty tego miejsca, gdy teraz stał i gdy nawiedziły go myśli podobne do myśli marynarza, który po długiej podróży dostrzega dalekie światła latarni Start Point i wie, że wkrótce będzie trzymał w objęciach żonę. (Pod wulkanem) *** He saw the dawn again , watched with lonely anguish from that open door, in the violet-shaded light, a slow bomb bursting over the Sierra Madre – Sonnenauf-gang! – the oxen harnessed to their car ts with wooden disc wheels patiently waiting outside for their drivers, in the sharp cool pure air of heaven. The Consul’s longing was so great his soul was locked with the essence of the place as he stood and he was gripped by thoughts like those of the mariner who, sighting the faint beacon of Start Point after a long voyage, knows that soon he will embrace his wife. Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 24.11.11, 00:00 Potem nagle wrócił myślami do Yvonne. Czy naprawdę o niej zapomniał? Rozejrzał się znów po pokoju. Ach, w iluż pokojach, na ilu kanapach, pośród ilu książek odnajdowali swoją miłość, swoje małżeństwo, swoje wspólne życie, życie, które mimo licznych klęsk, nawet mimo ostatecznej i całkowitej katastrofy — i mimo pewnych elementów błędu w jej koncepcji tego życia, ponieważ poślubiała częściowo przeszłość, poślubiała swoich anglo-szkockich przodków, wizję pustych zamków w Sutherland, gdzie zawodzą duchy, poślubiała zjawy kościstych wujów z nizin szkockich, żujących szkockie placki o szóstej rano — nie było pozbawione tryumfów. Ale jak krótko to trwało. Za prędko ich życie wydało się zbyt wielkim tryumfem, było zbyt piękne, zbyt straszliwa była myśl o tym, że można je stracić, aż w końcu stało się nie do zniesienia; było tak, jak gdyby to życie nosiło w sobie zapowiedź rychłego końca, zapowiedź, która jak żywa istota kierowała jego kroki z powrotem do tawern. (Pod wulkanem) *** Then they returned to Yvonne abruptly. Had he really forgotten her, he wondered. He looked round the room again. Ah, in how many rooms, upon how many studio couches, among how many books, had they found their own love, their marriage, their life together, a life which, in spite of its many disasters, its total calamity indeed Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 02.12.11, 12:10 Jak cudownie, jak dobrze jest czuć się znowu — mimo całego napięcia i wysiłku dnia, mimo podróży, jazdy autobusem i teraz tych koślawych, zatłoczonych trybun — cząstką tej barwnej sarape* istnienia, cząstką słońca, zapachów, śmiechu! /Pod wulkanem/ *Koc z otworem na głowę, zwykły strój Indian południowoamerykańskich. Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 03.12.11, 13:02 Skorpion zachodzi... Strzelec, Koziorożec. Ach, tak, więc jednak są, wszystkie są na właściwych miejscach, nagle ich konfiguracja stała się czytelna, rozpoznawalna, ich czysta roziskrzona geometria skrzyła się bezbłędnie. I dzisiaj jak pięć tysięcy lat temu wypłyną na niebo i odpłyną: Koziorożec, Wodnik i dalej za nim samotny Fomalhaut, w Rybie Południa; Ryby; Baran; Byk z Aldebaranem i Plejadami. "Kiedy Skorpion zachodzi na południowym zachodzie, Plejady wschodzą na północnym wschodzie". "Kiedy Koziorożec zachodzi na zachodzie, Orion wschodzi na wschodzie. I Cetus, Wieloryb, wraz z Mirą". "Dzisiaj jak za milion lat ludzie będą to mówili albo będą zamykali drzwi, żeby na nie nie patrzeć, będą się odwracali od nich w udręce osamotnienia albo podnosili ku nim oczy i szeptali: "O, tam jest nasza gwiazda, moja i twoja". Będą się kierowali gwiazdami, lecąc nad pułapem chmur, albo zagubieni na morzu, albo stojąc w bryzgach piany na dziobie statku przy nagłym przechyle będą je obserwowali, śląc ku nim swoją wiarę lub brak wiary; będą w tysiącu obserwatoriów kierowali na nie słabe teleskopy, w których obiektywach popłyną tajemnicze roje gwiazd i pył mrocznych gwiazd umarłych, kataklizmy wybuchu słońc albo gigantyczny Antares pędzący ku nieuchronnej śmierci — żarzący się węgielek, a jednak pięćset razy większy od ziemskiego Słońca. I Ziemia bezustannie obraca się dookoła swojej osi i krąży wokół Słońca, Słońce krąży po świetlistym kole swojej Galaktyki, niezliczone, niezmierzone, usiane klejnotami koła niezliczonych, niezmierzonych galaktyk krążą majestatycznie, krążą, pędząc w nieskończoność, w wieczność i życie na nich toczy się dalej — a w długi czas po jej śmierci ludzie wszystko to będą nadal odczytywali na nocnym niebie i gdy Ziemia będzie się toczyła przez te przyszłe, odległe pory roku, gdy ludzie będą obserwowali gwiazdozbiory wciąż wschodzące na niebo, osiągające kulminację i zachodzące, aby znowu wzejść: Baran, Byk, Bliźnięta, Rak, Lew, Panna, Waga i Skorpion, Koziorożec, czyli Kozioł Morski, i Wodnik, czyli Woziwoda, Ryby i jeszcze raz tryumfalnie Baran! — czy nie będą wtedy jak ona nadal zadawali sobie odwiecznego, beznadziejnego pytania: dokąd, do jakiego celu? Jaka siła porusza tę niezwykłą maszynerię niebieską? Skorpion zachodzi... I znów wspinają się na niebo, pomyślała Yvonne, niewidoczne za wulkanami te gwiazdozbiory, których kulminacja przypada o północy, kiedy Wodnik zachodzi; i ktoś na pewno będzie patrzał — ze świadomością przemijalności, czując jednak, jak brylantowy blask na sekundę rozświetla mu duszę, wydobywa z mroku pamięci wszystko to, co było tkliwe albo szlachetne, albo odważne, albo dumne — będzie patrzał, gdy wysoko na niebie, mknąc miękkim lotem ptaków w kierunku Oriona, ukażą się dobroczynne Plejady... /Pod wulkanem/ Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 16.12.11, 07:44 Dlaczego zatrzymaliśmy się na lunch w restauracji 4-Dice w Fordyce w stanie Arkansas w weekend Święta Niepodległości? Albo w jakikolwiek inny dzień? Pomimo tego wszystkiego, czego dowiedziałem się podczas dziesięciu lat jeżdżenia przez Pas Biblijny*? Malutkie miasteczko Fordyce. Rolling Stonesi w jadłospisie policyjnym w całych Stanach Zjednoczonych. Każdy gliniarz za wszelką cenę chciał nas przyskrzynić, żeby dostać awans, wykazać się patriotyzmem i uwolnić Amerykę od tych małych zniewieściałych Anglików. Był rok 1975, czas brutalności i konfrontacji. Sezon polowań na Stonesów trwał od naszej ostatniej trasy koncertowej w 1972 roku, znanej jako STP. Departament Stanu odnotował wtedy zamieszki (zgadza się), nieposłuszeństwo obywatelskie (również się zgadza), czyny nierządne (cokolwiek to znaczy) oraz przemoc wzdłuż i wszerz Stanów Zjednoczonych. A wszystko to nasza wina, zwykłych minstreli. Podżegaliśmy młodzież do buntu, deprawowaliśmy Amerykę, a oni orzekli, że już nigdy więcej nie będziemy mogli podróżować po Stanach Zjednoczonych. W czasach Nixona stało się to poważną sprawą polityczną. Wykorzystał swoich ludzi i brudne sztuczki przeciw Johnowi Lennonowi, który - jego zdaniem - mógł przeszkodzić mu w wygraniu wyborów. My natomiast, jak powiedzieli naszemu prawnikowi, byliśmy najniebezpieczniejszym zespołem rockandrollowym na świecie. *Pas Biblijny - tak określa się regiony USA, w których dominują konserwatywni protestanci. Keith Richards, Życie (przełożyła Magdalena Bugajska) *** Why did we stop at the 4-Dice Restaurant in Fordyce, Arkansas, for lunch on Independence Day weekend? On any day? Despite everything I knew from ten years of driving through the Bible Belt. Tiny town of Fordyce. Rolling Stones on the police menu across the United States. Every copper wanted to bust us by any means available, to get promoted and patriotically rid America of these little fairy Englishmen. It was 1975, a time of brutality and confrontation. Open season on the Stones had been declared since our last tour, the tour of '72, known as the STP. The State Department had noted riots (true), civil disobedience (also true), illicit sex (whatever that is), and violence across the United States. All the fault of us, mere minstrels. We had been inciting youth to rebellion, we were corrupting America, and they had ruled never to let us travel in the United States again. It had become, in the time of Nixon, a serious political matter. He had personally deployed his dogs and dirty tricks against John Lennon, who he thought might cost him an election. We, in turn, they told our lawyer officially, were the most dangerous rock-and-roll band in the world. www.youtube.com/watch?v=iTNudjVaueQ Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 18.12.11, 11:07 Podczas wczesnych tras koncertowych wiele kilometrów pokonaliśmy drogą lądową. Przydrożne knajpy zawsze były interesującym ryzykiem. Trzeba było być na nie gotowym. Zatrzymywanie się w zajeździe dla kierowców ciężarówek w 1964, 1965 albo 1966 roku na głębokim Południu albo w Teksasie wydawało się o wiele bardziej niebezpieczne niż cokolwiek, co mogło się przytrafić w mieście. Wchodziłeś, a tam siedziała banda facetów, i powoli zdawałeś sobie sprawę, że twój posiłek w towarzystwie ostrzyżonych na jeża kierowców z tatuażami nie będzie należał do przyjemnych. Nerwowo dłubiesz w talerzu. "Och, może poproszę to na wynos". Z powodu naszych długich włosów nazywali nas dziewczynkami. "Jak leci, dziewczynki?" "Zatańczymy?" Włosy... taka mała rzecz, o której czasem w ogóle się nie myśli, a która zmieniła kultury. Reakcje na nasz wygląd w niektórych częściach Londynu nie różniły się więc od tego, jak witano nas na Południu. "Cześć, skarbie", i takie tam. Była to nieustępliwa wojna, ale wówczas nie myśleliśmy o tym w ten sposób. Wszystkie doświadczenia były wtedy nowe i naprawdę nie byliśmy świadomi, jakie może mieć to dla nas konsekwencje. Powoli się do tego przyzwyczajaliśmy. Zauważyłem, że jeśli dostrzegli gitary i wiedzieli, iż jesteśmy muzykami, nagle wszystko było w porządku. Do przydrożnego zajazdu lepiej wziąć ze sobą gitarę. "Czy możesz coś zagrać, synu?" Czasem tak robiliśmy: wyjmowaliśmy gitary i śpiewaliśmy za kolację. Wystarczyło jednak przejść przez tory, żeby otrzymać prawdziwą lekcję. Gdy graliśmy z czarnymi muzykami, opiekowali się nami. Było mniej więcej tak: "Hej, chcesz się dziś zabawić? Spodobasz się jej. Nigdy jeszcze nie widziała kogoś takiego jak ty". Witali nas, karmili i załatwiali nam dziewczyny. Biała strona miasta była martwa, ale po drugiej stronie torów bujało. Jeśli znałeś czarnych kolesiów, byłeś w porządku. Niesamowita nauka. Keith Richards, Życie *** We did many miles on the ground in those early tours. Roadhouses were always an interesting gamble. And you better get ready for it--and be ready for it. You try going to a truck stop in 1964 or '65 or '66 down south or in Texas. It felt much more dangerous than anything in the city. You'd walk in and there's the good ol' boys and slowly you realize that you're not going to have a very comfortable meal in there, with these truckers with crew cuts and tattoos. You nervously peck away--"Oh, I'll have that to go, please." They'd call us girls because of the long hair. "How you doing, girls? Dance with me?" Hair... the little things that you wouldn't think about that changed whole cultures. The way they reacted to our looks in certain parts of London then was not much different from the way they reacted to us in the South. "Hello, darling," and all that shit. When you look back it was relentless confrontation, but you're not thinking about it at the time. First off these were all new experiences and you were really not aware of the effects it might or might not have on you. You were gradually growing into it. I just found in those situations that if they saw the guitars and knew you were musicians, then suddenly it was totally OK. Better take a guitar into a truck stop. "Can you pick that thing, son?" Sometimes we'd actually do it, pull out the guitars, sing for our supper. But then all you had to do was cross the tracks and you'd get a real education. If we were playing with black musicians, they'd look after us. It was "Hey, you wanna get laid tonight? She'll love you. She ain't seen anything like you before." You got welcomed, you got fed and you got laid. The white side of town was dead, but it was rockin' across the tracks. Long as you knew cats, you was cool. An incredible education. www.youtube.com/watch?v=2C7FYQtxwiA Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 19.12.11, 12:41 Na koniec trasy Steel Wheels wyzwoliliśmy Pragę albo przynajmniej tak się czuliśmy. Cios w oko Stalina. Graliśmy tam koncert wkrótce po rewolucji, która zakończyła komunistyczny reżim. Wytaczają się czołgi, wjeżdżają Stonesi, brzmiał jeden z nagłówków. Przewrotu dokonał Vaclav Havel, polityk, który zaledwie kilka miesięcy wcześniej przeprowadził Czechosłowację przez zmiany bez rozlewu krwi. Świetny ruch. Czołgi wyjeżdżają, a teraz będziemy mieli Stonesów. Cieszyliśmy się, że możemy być tego częścią. Havel to prawdopodobnie jedyna głowa państwa, która wygłosiła mowę o roli muzyki rockowej w wydarzeniach politycznych, które doprowadziły do rewolucji w Europie Wschodniej. Jest jedynym politykiem, z którego poznania jestem dumny. Uroczy facet. Kiedy był prezydentem, miał w pałacu ogromny teleskop wymierzony w celę więzienną, gdzie spędził sześć lat. "Codziennie na nią patrzę, gdy rozwiązuję jakiś problem". Rozświetliliśmy dla niego pałac. Nie było ich na to stać, więc poprosiliśmy naszego speca od oświetlenia, Patricka Woodroffe'a, aby rozpalił na nowo ten ogromny zamek. Patrick wszystko załatwił, zmienił go w Tadż Mahal. Daliśmy Vaclavowi małego białego pilota z naszym firmowym językiem. Chodził i zapalał światła, i nagle pomniki ożyły. Był jak mały dzieciak, wciskał przyciski i się zachwycał. Nieczęsto ma się okazję spędzać czas z takimi prezydentami i powiedzieć sobie: Jezu, lubię tego kolesia. Keith Richards, Życie *** At the tail end of the Steel Wheels tour we liberated Prague, or so it felt. One in Stalin’s eye. We played a concert there soon after the revolution that ended the communist regime. “Tanks Roll Out, Stones Roll In” was the headline. It was a great coup by Václav Havel, the politician who had taken Czechoslovakia through a bloodless coup only months earlier, a brilliant move. Tanks were going out, and now we’re going to have the Stones. We were glad to be a part of it. Havel is perhaps the only head of state who has made, or would imagine making, a speech about the role that rock music played in political events leading to a revolution in the Eastern Bloc of Europe. He is the one politician I’m proud to have met. Lovely guy. He had a huge brass telescope in the palace, once he was president, and it was focused on the prison cell where he did six years. “And every day I look through there to try and figure things out.” We lit the state palace for him. They couldn’t afford to do it, so we asked Patrick Woodroffe, our lighting guru, to relight the huge castle. Patrick set him up, Taj Mahal’d him. We gave Václav this little white remote control with a tongue on it. He walked around lighting up the palace, and suddenly statues came alive. He was like a kid, pushing buttons and going, whoa! It’s not often you get to hang with presidents like that and say, Jesus, I like the cat. www.youtube.com/watch?v=348WHt4UR0Y Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 17.01.12, 19:24 Ja jestem najbardziej cudacznym chłopakiem, Mam matkę Żydówkę, a ojciec jest ptakiem. Z tym cieślą Józefem żyć w zgodzie nie mogę, Więc zdrowie Kalwarii i uczniów i - w drogę! Jeżeli ktoś w boskość mą wątpi, to sobie Nie łyknie za darmo, gdy wina narobię James Joyce, Ulisses (przełożył Maciej Słomczyński) *** —I’m the queerest young fellow that ever you heard. My mother’s a jew, my father’s a bird. With Joseph the joiner I cannot agree. So here’s to disciples and Calvary. —If anyone thinks that I amn’t divine He’ll get no free drinks when I’m making the wine wyborcza.pl/1,75968,10978169,Obciach_kontra_wiara.html Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 18.01.12, 19:26 ...i o Duke street i targu drobiu gdzie wszystko gdacze przed Larby Sharonem i o biednych osiołkach potykających się na pół uśpionych i o tych niewyraźnych facetach w opończach śpiących w cieniu na stopniach i o wielkich kołach tych wózków o bykach i o starym zamku mającym tysiące lat tak i o tych przystojnych Maurach całych w bieli i w turbanach jak królowie proszących cię żebyś usiadła w tych ich malutkich sklepikach i o Rondzie ze starymi oknami posadas zerkające oczy kryła krata aby kochanek jej ucałować mógł żelazo i o winiarniach na pół otwartych w nocy i o kastanietach i o nocy kiedy spóźniliśmy się na statek w Algeciras a strażnik chodził sobie pogodny z latarnią i o Och o tym strasznym prądzie głęboko w dole Och i o morzu o morzu szkarłatnym czasami jak ogień i o wspaniałych zachodach słońca i o drzewach figowych w ogrodach Alamedy tak i o tych wszystkich dziwnych uliczkach i różowych i niebieskich i żółtych domach i o ogrodach różanych i o jaśminie i o pelarganiach i o kaktusach i o Gibraltarze gdzie jako dziewczyna byłam Kwiatem górskim tak kiedy wpięłam różę we włosy jak to robiły andaluzyjskie dziewczyny a może lepiej mieć czerwoną tak i o tym jak całował mnie pod Mauretańskim murem i pomyślałam cóż może być tak samo dobrze on jak inny i wtedy poprosiłam go oczyma żeby poprosił znowu tak a wtedy on poprosił mnie czy ja tak powiem tak mój kwiecie górski i najpierw objęłam go ramionami tak i przyciągnęłam go w dół ku sobie tak że mógł uczuć moje piersi pachnące tak a serce biło mu jak szalone i tak powiedziałam tak chcę Tak. (Ulisses) *** ...and Duke street and the fowl market all clucking outside Larby Sharons and the poor donkeys slipping half asleep and the vague fellows in the cloaks asleep in the shade on the steps and the big wheels of the carts of the bulls and the old castle thousands of years old yes and those handsome Moors all in white and turbans like kings asking you to sit down in their little bit of a shop and Ronda with the old windows of the posadas 2 glancing eyes a lattice hid for her lover to kiss the iron and the wineshops half open at night and the castanets and the night we missed the boat at Algeciras the watchman going about serene with his lamp and O that awful deepdown torrent O and the sea the sea crimson sometimes like fire and the glorious sunsets and the figtrees in the Alameda gardens yes and all the queer little streets and the pink and blue and yellow houses and the rosegardens and the jessamine and geraniums and cactuses and Gibraltar as a girl where I was a Flower of the mountain yes when I put the rose in my hair like the Andalusian girls used or shall I wear a red yes and how he kissed me under the Moorish wall and I thought well as well him as another and then I asked him with my eyes to ask again yes and then he asked me would I yes to say yes my mountain flower and first I put my arms around him yes and drew him down to me so he could feel my breasts all perfume yes and his heart was going like mad and yes I said yes I will Yes. Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 19.01.12, 01:48 Przechodzą teraz. Spod oka na mój hamletowski kapelusz. Gdybym nagle siedział tu nagi? Ale nie siedzę. Poprzez piaski całego świata, ku zachodowi, ścigana płomiennym mieczem słońca, wędruje powoli ku krainom wieczoru. Wlecze, schleppuje, trainuje, taszczy, trascinuje swój ciężar. Zachodni, księżycem wleczony przypływ postępuje w ślad za nią. A w niej przypływy o niezliczonych wyspach, nie moja krew, oinopa ponton, morze ciemne jak wino. Spójrz, oto służebnica księżyca. We śnie mokry znak woła, że oto nadeszła jej godzina, każe jej powstać. Ślubne łoże, łoże porodowe, łoże śmierci, oświecone upiornie. Omnis caro ad te veniet. On przybywa, blady wampir, oczyma przeszywając nawałnice, nietoperzymi żaglami krwawiąc morze, ustami całując jej usta. Tu. Przyszpilić to szybko. Moje tabliczki. Ustami całując ją. Nie. Musi być dwoje tych ust. Zlepmy je dobrze. Ustami całując jej usta. Jego wargi musnęły i ucałowały bezcielesne wargi powietrza: ustami do jej łona. Ona we wszechłonach kona. Jego usta ułożyły się, odetchnąwszy, nie wypowiedzianym ooiiihaa: grzmotem spadających planet, kulistych, ognistych, grzmiących daledaledaledaledal. /Ulisses/ ~~~~~~~~~~~ Passing now. A side eye at my Hamlet hat. If I were suddenly naked here as I sit? I am not. Across the sands of all the world, followed by the sun’s flaming sword, to the west, trekking to evening lands. She trudges, schlepps, trains, drags, trascines her load. A tide westering, moondrawn, in her wake. Tides, myriadislanded, within her, blood not mine, oinopa ponton, a winedark sea. Behold the handmaid of the moon. In sleep the wet sign calls her hour, bids her rise. Bridebed, childbed, bed of death, ghostcandled. Omnis caro ad te veniet. He comes, pale vampire, through storm his eyes, his bat sails bloodying the sea, mouth to her mouth’s kiss. Here. Put a pin in that chap, will you? My tablets. Mouth to her kiss. No. Must be two of em. Glue em well. Mouth to her mouth’s kiss. His lips lipped and mouthed fleshless lips of air: mouth to her moomb. Oomb, allwombing tomb. His mouth moulded issuing breath, unspeeched: ooeeehah: roar of cataractic planets, globed, blazing, roaring wayawayawayawayaway. Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 20.01.12, 07:20 - To nic nie daje, powiada. Przemoc, nienawiść, historia, to wszystko. To nie jest życie dla mężczyzn i kobiet, zniewagi i nienawiść. I wszyscy wiedzą przecież, że jest to czymś wręcz przeciwnym do tego, czym życie jest naprawdę. - Czym? powiada Alf. - Miłością, powiada Bloom. Mam na myśli przeciwność nienawiści. /Ulisses/ ~~~~~~~~ —But it’s no use, says he. Force, hatred, history, all that. That’s not life for men and women, insult and hatred. And everybody knows that it’s the very opposite of that that is really life. —What? says Alf. —Love, says Bloom. I mean the opposite of hatred. Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 21.01.12, 17:33 Lecz czy słowa Ukoiciela pokonały trwogę młodego Pyszałka? Nie, gdyż tkwił w jego piersi ćwiek zwany Goryczą, którego słowa wyrwać nie zdołają. A czy nie był on spokojny jak jeden z nich ni bogobojny jak drugi? Nie był ni tym, ni drugim, choć bardzo pragnąłby być oboma. Lecz czy nie usiłował odnaleźć, jako w dniach swej młodości, butli Świętości, którą miał ongi z sobą? Z pewnością nie, gdyż zabrakło Łaski, aby z jej pomocą mógł odnaleźć butlę ową. Lecz czy usłyszał w owym gromie głos boga Pójdźkumnie, czy też, jak rzekł Ukoiciel, łomot Fenomenu? Usłyszał? Jakże to? Musiał przecie usłyszeć, jeśli nie zatkał rury Zrozumienia (czego nie uczynił). Ponieważ przez rurę ową ujrzał, że znajduje się w krainie Fenomenu, gdzie z pewnością musi pewnego dnia umrzeć, gdyż był jako pozostali przemijającym widowiskiem. A czy nie pragnął pogodzić się z tym, że jako pozostali zemrze i przeminie? W żadnym wypadku nie pragnął; pragnął czynić dalsze widowiska takie, jakie mężowie czynią z żonami i jakie nakazywał im czynić Fenomen w zgodzie z księgą Prawo. Czyżby nie wiedział o owej innej krainie, którą nazywają Wierz-we-Mnie, która jest ziemią obiecaną, a włada nią król Rozkoszny i będzie trwała po wiek wieków, a nie masz w niej ni śmierci, ni narodzin, ni żeniaczki, ni macierzyństwa, a wejdą do niej ci wszyscy, którzy w nią uwierzą? Tak, Świętobliwość opowiadała mu o owej krainie, a Cnota wskazywała drogę, lecz idąc popadł w sidła pewnej kur.wy miłej oku, której imię, jak mu rzekła, było Wróbel-w-Garści, i zwiodła go ona, sprowadzając z ścieżki prawdy swymi pochlebstwy, które mówiła mu, a to, Hola, piękny mężu, jeśli zboczysz, ukażę ci prześliczne miejsce, a tak go podeszła pochlebstwy, że miała go w swej grocie nazywanej Dwoje-w-Krzakach lub, przez bardziej uczonych, Chucią Cielesną. Tego właśnie cała ta kompanija siedząca pospólnie w owym Dworze Matek pożądała najbardziej, a jeśliby napotkali kurwę ową Wróbel-w-Garści (która kryła w sobie wszelakie plagi, potworności i diabelstwa), wytężyliby sił ostatek, byle jeno przybliżyć się ku niej i posiąść ją. Gdyż, jeśli w grę wchodził Wierz-we-Mnie, był on niczym więcej, jeno wyobrażeniem, a nie umieli zrozumieć go, gdyż, po pierwsze, Dwoje-w-Krzakach, gdzie wabiła ich, była najprzedniejszą z grot, a najdowało się w niej poduszek czworo, a na nich bileciki, na których wypisano takie oto słowa: Na Jeźdźca i Po Francusku, Język w Futerku i Buzia w Buzię, a po wtóre, jeśli rzecz tyczy owej plagi Wszechfrancy i inszych smoków, nie dbają o nie, gdyż Prezerwatywa dała im puklerz mocarny z jelita wołowego uczyniony, a po trzecie, nie mogli także szkody nijakiej ponieść ze strony Potomstwa, które było owym diabelstwem jej, a to dzięki cnotom onegoż puklerza, co go zwą Dzieciobój. I tak grzęźli w zaślepieniu swoim pan Krętacz i pan Niegdyś Bogobojny, pan Małpiwożłop, pan Kłamliwy Kmieć, Dworny Dixon, Młody Pyszałek i pan Roztropny Ukoiciel. W czym, o nieszczęsna kompanijo, wszyscyście byli oszukani, gdyż był to głos boga ogarniętego tak wszechpotężną wściekłością, że wzniesie on ramię swe i zetrze ich dusze za bluźnierstwa ich i upuszczanie nasienia, przeciwko słowu jego, które płodzić pilnie przykazuje. (Ulisses) *** But was young Boasthard’s fear vanquished by Calmer’s words? No, for he had in his bosom a spike named Bitterness which could not by words be done away. And was he then neither calm like the one nor godly like the other? He was neither as much as he would have liked to be either. But could he not have endeavoured to have found again as in his youth the bottle Holiness that then he lived withal? Indeed no for Grace was not there to find that bottle. Heard he then in that clap the voice of the god Bringforth or, what Calmer said, a hubbub of Phenomenon? Heard? Why, he could not but hear unless he had plugged him up the tube Understanding (which he had not done). For through that tube he saw that he was in the land of Phenomenon where he must for a certain one day die as he was like the rest too a passing show. And would he not accept to die like the rest and pass away? By no means would he though he must nor would he make more shows according as men do with wives which Phenomenon has commanded them to do by the book Law. Then wotted he nought of that other land which is called Believe-on-Me, that is the land of promise which behoves to the king Delightful and shall be for ever where there is no death and no birth neither wiving nor mothering at which all shall come as many as believe on it? Yes, Pious had told him of that land and Chaste had pointed him to the way but the reason was that in the way he fell in with a certain whore of an eyepleasing exterior whose name, she said, is Bird-in-the-Hand and she beguiled him wrongways from the true path by her flatteries that she said to him as, Ho, you pretty man, turn aside hither and I will show you a brave place, and she lay at him so flatteringly that she had him in her grot which is named Two-in-the-Bush or, by some learned, Carnal Concupiscence. This was it what all that company that sat there at commons in Manse of Mothers the most lusted after and if they met with this whore Bird-in-the-Hand (which was within all foul plagues, monsters and a wicked devil) they would strain the last but they would make at her and know her. For regarding Believe-on-Me they said it was nought else but notion and they could conceive no thought of it for, first, Two-in-the-Bush whither she ticed them was the very goodliest grot and in it were four pillows on which were four tickets with these words printed on them, Pickaback and Topsyturvy and Shameface and Cheek by Jowl and, second, for that foul plague Allpox and the monsters they cared not for them for Preservative had given them a stout shield of oxengut and, third, that they might take no hurt neither from Offspring that was that wicked devil by virtue of this same shield which was named Killchild. So were they all in their blind fancy, Mr Cavil and Mr Sometimes Godly, Mr Ape Swillale, Mr False Franklin, Mr Dainty Dixon, Young Boasthard and Mr Cautious Calmer. Wherein, O wretched company, were ye all deceived for that was the voice of the god that was in a very grievous rage that he would presently lift his arm up and spill their souls for their abuses and their spillings done by them contrariwise to his word which forth to bring brenningly biddeth. Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 22.01.12, 16:32 ...a ja mam tłuc się po kuchni i przygotowywać jego lordowskiej mości śniadanie podczas kiedy on będzie leżał zawinięty jak mumia na pewno będę widzieliście mnie kiedy biegającą chciałabym się przy tym zobaczyć okazuj im troskliwość a będą cię traktowali jak ścierkę nie dbam o to co kto może sobie powiedzieć byłoby o wiele lepiej gdyby świat był rządzony przez kobiety nie widziałbyś kobiet idących na wojnę i zabijających jedna drugą i zarzynających się a czy widzisz kiedyś kobiety zataczające się po pijanemu jak oni albo przegrywające wszystko co do pensa na konia tak bo kobieta cokolwiek robi wie kiedy przestać nie byłoby ich wcale na świecie gdyby nie my nie wiedzą co to znaczy być kobietą i matką jak mogliby wiedzieć gdzie by się oni wszyscy znaleźli gdyby każdy z nich nie miał matki która by ich przypilnowała... /Ulisses/ ~~~~~~ ...and Im to be slooching around down in the kitchen to get his lordship his breakfast while hes rolled up like a mummy will I indeed did you ever see me running Id just like to see myself at it show them attention and they treat you like dirt I dont care what anybody says itd be much better for the world to be governed by the women in it you wouldnt see women going and killing one another and slaughtering when do you ever see women rolling around drunk like they do or gambling every penny they have and losing it on horses yes because a woman whatever she does she knows where to stop sure they wouldnt be in the world at all only for us they dont know what it is to be a woman and a mother how could they where would they all of them be if they hadnt all a mother to look after them... Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 24.01.12, 17:55 ZA DAWNYCH dobrych czasów była sobie pewnego razu ryczykrówka, co chodziła po ulicy. Więc ta ryczykrówka, co chodziła sobie po ulicy, spotkała raz cacanego chłopczyka, a chłopczykowi temu było na imię Papudzidzi... James Joyce, Portret artysty z czasów młodości (przełożył Zygmunt Allan) *** Once upon a time and a very good time it was there was a moocow coming down along the road and this moocow that was coming down along the road met a nicens little boy named baby tuckoo Odpowiedz Link Zgłoś
black_jotka Re: Motto na dziś 25.01.12, 17:43 Małgorzata Baranowska Poezja jest całkowicie niezbędna do życia, przynajmniej dla nieuleczalnych "pijaków poezji" . Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 30.01.12, 19:21 Później? Ucałował wonne miękkie miłe miodne melony jej zadu, obie melonomiękkie półkule w ich miłą miodną bruzdę, długim ciemnym nawołującym miodnowonnym pocałunkiem. (Ulisses) *** Then? He kissed the plump mellow yellow smellow melons of her rump, on each plump melonous hemisphere, in their mellow yellow furrow, with obscure prolonged provocative melonsmellonous osculation. Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 31.01.12, 20:18 ...dlaczego nie można pocałować mężczyzny bez wyjścia przedtem za niego za mąż czasami chcesz tego zupełnie dziko kiedy czujesz to tak przyjemnie w całym ciele nie możesz się powstrzymać chciałabym czasem żeby jaki mężczyzna wziął mnie w ramiona przy nim i pocałował nie ma to jak pocałunek długi i gorący do dna duszy prawie cię paraliżuje ale nienawidziłam tego spowiadania się kiedy chodziłam do Ojca Corrigana dotykał mnie ojcze i co to zresztą szkodzi że dotykał gdzie a ja powiedziałam na brzegu kanału jak głupia ale gdzie na twojej osobie moje dziecko na nodze z tyłu czy wysoko tak raczej wysoko to na czym siedzisz tak O Boże czy nie mógł powiedzieć tyłek zwyczajnie i skończyć z tym co to ma wspólnego jedno z drugim i czy robiłaś tamto którędy to włożył nie pamiętam nie ojcze i zawsze myślę wtedy o prawdziwym ojcu dlaczego chciał to wiedzieć kiedy wyspowiadałam się już z tego Bogu miał miłe tłuste zagłębienie dłoni zawsze wilgotne nie przeszkadzałoby mi jej dotknięcie ani jemu ja myślę z tą byczą szyją w tym chomącie ciekawe czy poznał mnie w konfesjonale mogłam widzieć jego twarz on nie mógł mojej oczywiście nie odwrócił się ani razu ani nie zdradził ale miał zaczerwienione oczy kiedy ojciec mu umarł straceni są dla kobiet oczywiście musi być okropne kiedy mężczyzna płacze a co dopiero dla nich samych chciałabym żeby mnie objął ktoś w jego szatach z tym zapachem kadzidła na nim jak papież poza tym nie ma strachu z księdzem jeżeli się jest mężatką jest aż za bardzo ostrożny potem daje pewnie coś J Ś papieżowi jako pokutę ciekawa jestem czy było mu ze mną przyjemnie jedna rzecz która mi się nie spodobała to to klepnięcie mnie w tyłek w przedpokoju kiedy odchodził tak poufale chociaż roześmiałam się nie jestem koniem ani osłem prawda przypuszczam że myślał o swoim ojcu ciekawa jestem czy nie śpi czy myśli o mnie czy śni mu się coś czy jestem tam w tym śnie kto mu dał ten kwiat który powiedział że sobie kupił pachniał jakimś napojem nie whisky ani piwem może tą słodkawą mazią którą przyklejają afisze jakiś alkohol chciałabym pić tak powoli te wytwornie wyglądające zielone i żółte kosztowne trunki które piją ci fircykowie spod teatru w cylindrach spróbowałam kiedyś zanurzając tam palec od tego Amerykanina który miał wiewiórkę rozmawiał o znaczkach z ojcem ze wszystkich sił strzegł się żeby nie usnąć po ostatnim razie kiedy wypiliśmy to porto i zjedliśmy marynowane mięso miało świetny słony smak tak bo czułam się cudownie i zmęczyłam się i usnęłam jak kamień w tej samej chwili kiedy weszłam prosto do łóżka póki ten grzmot mnie nie obudził jakby się świat kończył Boże zlituj się nad nami myślałam że niebo runie na nas żeby nas ukarać i przeżegnałam się i powiedziałam Zdrowaś Mario jak te okropne pioruny w Gibraltarze a potem oni ci powiadają że nie ma Boga a co by można było zrobić gdyby to tak runęło i rozlało się wszędzie nic tylko zrobić akt skruchy ta świeca którą zapaliłam wtedy w kaplicy przy Whitefriars street na miesiąc maj widać że przyniosła szczęście chociaż drwiłby z tego gdyby się dowiedział bo on nigdy nie chodzi do kościoła na mszę albo modlitwy powiada twoja dusza nie masz żadnej duszy w środku tylko szare komórki bo nie wie co to znaczy mieć duszę tak kiedy zapaliłam lampę tak bo chyba musiał spuścić się ze 3 albo 4 razy tym ogromnym wielkim czerwonym bydlakiem którego ma myślałam że mu na tym żyły czy jak się to nazywa pękną chociaż nosa nie ma wcale takiego dużego kiedy rozebrałam się ze wszystkiego a rolety były opuszczone po tych wszystkich godzinach mojego ubierania się i perfumowania i czesania a to sterczało jak kawał drutu albo gruby łom przez cały czas w moją stronę chyba musiał najeść się ostryg myślę że z parę tuzinów bo był przy głosie nigdy w życiu nie poczułam żeby ktoś miał takiego tych rozmiarów żeby cię aż tak wypełnił chyba musiał zjeść później całą owcę i co to za pomysł żeby nas tworzyć z taką wielką dziurą pośrodku jak Ogier wbija to w ciebie bo przecież to jest wszystko czego chcą od ciebie z tym zażartym złym wyrazem oczu musiałam przymknąć oczy ale nie ma aż tak ogromnego ognia w sobie kiedy kazałam mu wyciągnąć to i skończyć na mnie myśląc jakie to jest wielkie i będzie lepiej na wszelki wypadek gdyby się wszystkiego nie dało wymyć stamtąd porządnie za ostatnim razem pozwoliłam mu to skończyć we mnie to ładnie wymyślone dla kobiet żeby on miał całą przyjemność ale gdyby ktoś mi dał to odczuć wiedzieliby co przeszłam z Milly nikt by nie uwierzył a kiedy zęby jej się przerzynały też a mąż Miny Purefoy ze swymi kelnerskimi bokobrodami nabija ją dzieckiem albo bliźniętami co roku regularnie jak w zegarku... (Ulisses) Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 31.01.12, 20:23 ...why cant you kiss a man without going and marrying him first you sometimes love to wildly when you feel that way so nice all over you you cant help yourself I wish some man or other would take me sometime when hes there and kiss me in his arms theres nothing like a kiss long and hot down to your soul almost paralyses you then I hate that confession when I used to go to Father Corrigan he touched me father and what harm if he did where and I said on the canal bank like a fool but whereabouts on your person my child on the leg behind high up was it yes rather high up was it where you sit down yes O Lord couldnt he say bottom right out and have done with it what has that got to do with it and did you whatever way he put it I forget no father and I always think of the real father what did he want to know for when I already confessed it to God he had a nice fat hand the palm moist always I wouldnt mind feeling it neither would he Id say by the bullneck in his horsecollar I wonder did he know me in the box I could see his face he couldnt see mine of course hed never turn or let on still his eyes were red when his father died theyre lost for a woman of course must be terrible when a man cries let alone them Id like to be embraced by one in his vestments and the smell of incense off him like the pope besides theres no danger with a priest if youre married hes too careful about himself then give something to H H the pope for a penance I wonder was he satisfied with me one thing I didnt like his slapping me behind going away so familiarly in the hall though I laughed Im not a horse or an ass am I I suppose he was thinking of his fathers I wonder is he awake thinking of me or dreaming am I in it who gave him that flower he said he bought he smelt of some kind of drink not whisky or stout or perhaps the sweety kind of paste they stick their bills up with some liqueur Id like to sip those richlooking green and yellow expensive drinks those stagedoor johnnies drink with the opera hats I tasted once with my finger dipped out of that American that had the squirrel talking stamps with father he had all he could do to keep himself from falling asleep after the last time after we took the port and potted meat it had a fine salty taste yes because I felt lovely and tired myself and fell asleep as sound as a top the moment I popped straight into bed till that thunder woke me up God be merciful to us I thought the heavens were coming down about us to punish us when I blessed myself and said a Hail Mary like those awful thunderbolts in Gibraltar as if the world was coming to an end and then they come and tell you theres no God what could you do if it was running and rushing about nothing only make an act of contrition the candle I lit that evening in Whitefriars street chapel for the month of May see it brought its luck though hed scoff if he heard because he never goes to church mass or meeting he says your soul you have no soul inside only grey matter because he doesnt know what it is to have one yes when I lit the lamp because he must have come 3 or 4 times with that tremendous big red brute of a thing he has I thought the vein or whatever the dickens they call it was going to burst though his nose is not so big after I took off all my things with the blinds down after my hours dressing and perfuming and combing it like iron or some kind of a thick crowbar standing all the time he must have eaten oysters I think a few dozen he was in great singing voice no I never in all my life felt anyone had one the size of that to make you feel full up he must have eaten a whole sheep after whats the idea making us like that with a big hole in the middle of us or like a Stallion driving it up into you because thats all they want out of you with that determined vicious look in his eye I had to halfshut my eyes still he hasnt such a tremendous amount of spunk in him when I made him pull out and do it on me considering how big it is so much the better in case any of it wasnt washed out properly the last time I let him finish it in me nice invention they made for women for him to get all the pleasure but if someone gave them a touch of it themselves theyd know what I went through with Milly nobody would believe cutting her teeth too and Mina Purefoys husband give us a swing out of your whiskers filling her up with a child or twins once a year as regular as the clock... (Ulysses) Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 01.02.12, 23:56 Wisława Szymborska - "Kot w pustym mieszkaniu" Umrzeć - tego się nie robi kotu. Bo co ma począć kot w pustym mieszkaniu. Wdrapywać się na ściany. Ocierać między meblami. Nic niby tu nie zmienione, a jednak pozamieniane. Niby nie przesunięte, a jednak porozsuwane. I wieczorami lampa już nie świeci. Słychać kroki na schodach, ale to nie te. Ręka, co kładzie rybę na talerzyk, także nie ta, co kładła. Coś sie tu nie zaczyna w swojej zwykłej porze. Coś się tu nie odbywa jak powinno. Ktoś tutaj był i był, a potem nagle zniknął i uporczywie go nie ma. Do wszystkich szaf sie zajrzało. Przez półki przebiegło. Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło. Nawet złamało zakaz i rozrzuciło papiery. Co więcej jest do zrobienia. Spać i czekać. Niech no on tylko wróci, niech no się pokaże. Już on się dowie, że tak z kotem nie można. Będzie się szło w jego stronę jakby się wcale nie chciało, pomalutku, na bardzo obrażonych łapach. O żadnych skoków pisków na początek. Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 05.02.12, 02:28 Ja też pokornie przyznaję się do zaniedbania - spowodowanego pośpiechem i porą dnia. Zatem, raz jeszcze "Kot w pustym mieszkaniu" (bez literówek i innych błędów): Umrzeć - tego nie robi się kotu. Bo co ma począć kot w pustym mieszkaniu. Wdrapywać się na ściany. Ocierać między meblami. Nic niby tu nie zmienione, a jednak pozamieniane. Niby nie przesunięte, a jednak porozsuwane. I wieczorami lampa już nie świeci. Słychać kroki na schodach, ale to nie te. Ręka, co kładzie rybę na talerzyk, także nie ta co kładła. Coś się tu nie zaczyna w swojej zwykłej porze. Coś się tu nie odbywa jak powinno. Ktoś tutaj był i był, a potem nagle zniknął i uporczywie go nie ma. Do wszystkich szaf się zajrzało. Przez półki przebiegło. Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło. Nawet złamało zakaz i rozrzuciło papiery. Co więcej jest do zrobienia. Spać i czekać. Niech no on tylko wróci, niech no się pokaże. Już on się dowie, że tak z kotem nie można. Będzie się szło w jego stronę jakby się wcale nie chciało, pomalutku, na bardzo obrażonych łapach. I żadnych skoków pisków na początek. Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 02.02.12, 12:03 Wisława Szymborska (1923 - 2012) - "Psalm" O jakże są nieszczelne granice ludzkich państw! Ile to chmur nad nimi bezkarnie przepływa, ile piasków pustynnych przesypuje się z kraju do kraju, ile górskich kamyków stacza się w cudze włości w wyzywających podskokach! Czy muszę tu wymieniać ptaka za ptakiem jak leci, albo jak właśnie przysiada na opuszczonym szlabanie? Niechby to nawet był wróbel - a już ma ogon ościenny, choć dzióbek jeszcze tutejszy. W dodatku - ależ się wierci! Z nieprzeliczonych owadów poprzestanę na mrówce, która pomiędzy lewym a prawym butem strażnika na pytanie: skąd dokąd - nie poczuwa się do odpowiedzi. Och, zobaczyć dokładnie cały ten nieład naraz, na wszystkich kontynentach! Bo czy to nie liguster z przeciwnego brzegu przemyca poprzez rzekę stutysięczny listek? Bo kto, jeśli nie mątwa zuchwale długoramienna, narusza świętą strefę wód terytorialnych? Czy można w ogóle mówić o jakim takim porządku, jeśli nawet gwiazd nie da się porozsuwać, żeby było wiadomo, która komu świeci? I jeszcze to naganne rozpościeranie się mgły! I pylenie się stepu na całej przestrzeni, jak gdyby nie był wcale w pół przecięty! I rozleganie się głosów na usłużnych falach powietrza: przywoływaczych pisków i znaczących bulgotów! Tylko to co ludzkie potrafi być prawdziwie obce. Reszta to lasy mieszane, krecia robota i wiatr. *** "Psalm" Oh, the leaky boundaries of man-made states! How many clouds float past them with impunity; how much desert sand shifts from one land to another; how many mountain pebbles tumble onto foreign soil in provocative hops! Need I mention every single bird that flies in the face of frontiers or alights on the roadblock at the border? A humble robin - still, its tail resides abroad while its beak stays home. If that weren't enough, it won't stop bobbing! Among innumerable insects, I'll single out only the ant between the border guard's left and right boots blithely ignoring the questions "Where from?" and "Where to?" Oh, to register in detail, at a glance, the chaos prevailing on every continent! Isn't that a privet on the far bank smuggling its hundred-thousandth leaf across the river? And who but the octopus, with impudent long arms, would disrupt the sacred bounds of territorial waters? And how can we talk of order overall when the very placement of the stars leaves us doubting just what shines for whom? Not to speak of the fog's reprehensible drifting! And dust bowling all over the steppes as if they hadn't been partitioned! And the voices coasting on obliging airwaves, that conspiratorial squeaking, those indecipherable mutters! Only what is human can truly be foreign. The rest is mixed vegetation, subversive moles, and wind. (Translated by Stanisław Barańczak and Clare Cavanagh) Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 03.02.12, 20:42 Poleganie wyłącznie na e-bookach i stronach internetowych, cytowanie bez książki w ręku - przeważnie się mści, niestety. Jest: jeśli, ma być: jeżeli, jest: przywoływaczych, ma być: przywoływawczych, jest: Tylko to co ludzkie, ma być: Tylko co ludzkie. Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 03.02.12, 20:53 Wisława Szymborska - "Cebula" Co innego cebula. Ona nie ma wnętrzności. Jest sobą na wskroś cebula do stopnia cebuliczności. Cebulasta na zewnątrz, cebulowa do rdzenia, mogłaby wejrzeć w siebie cebula bez przerażenia. W nas obczyzna i dzikość ledwie skórą przykryta, inferno w nas interny, anatomia gwałtowna, a w cebuli cebula, nie pokrętne jelita. Ona wielekroć naga, do głębi itympodobna. Byt niesprzeczny cebula, udany cebula twór. W jednej po prostu druga, w większej mniejsza zawarta, a w następnej kolejna, czyli trzecia i czwarta. Dośrodkowa fuga. Echo złożone w chór. Cebula, to ja rozumiem: najnadobniejszy brzuch świata. Sam się aureolami na własną chwałę oplata. W nas - tłuszcze, nerwy, żyły, śluzy i sekretności. I jest nam odmówiony idiotyzm doskonałości. Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 05.02.12, 03:00 Wisława Szymborska - "Uśmiechy" Z większą nadzieją świat patrzy niż słucha. Mężowie stanu muszą się uśmiechać. Uśmiech oznacza, że nie tracą ducha. Choć gra zawiła, interesy sprzeczne, wynik niepewny - zawsze to pociecha, gdy uzębienie białe i serdeczne. Muszą życzliwie pokazywać czoło na sali obrad i płycie lotniska. Ruszać się żwawo, wyglądać wesoło. Ów tego wita, ten owego żegna. Twarz uśmiechnięta bardzo jest potrzebna dla obiektywów i dla zbiegowiska. Stomatologia w służbie dyplomacji spektakularny gwarantuje skutek. Kłów dobrej woli i siekaczy zgodnych nie może braknąć w groźnej sytuacji. Jeszcze nie mamy czasów tak pogodnych, żeby na twarzach widniał zwykły smutek. Ludzkość braterska, zdaniem marzycieli, zamieni ziemię w krainę uśmiechu. Wątpię. Mężowie stanu, dajmy na to, uśmiechać by się tyle nie musieli. Tylko czasami: że wiosna, że lato, bez nerwowego skurczu i pośpiechu. Istota ludzka smutna jest z natury. Na taką czekam i cieszę się z góry. Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 06.02.12, 11:01 Raz Mozarta bawiącego w Pradze Obsypały z komina sadze. Fakt, że potem w ciągu godziny, Wymorusał aż cztery hrabiny, Jakoś uszedł biografów uwadze. Wisława Szymborska Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 07.02.12, 18:02 Jawnogrzesznica z miasta Kłaj W swoim zawodzie była „naj”. Ale to zależało, Czy jej się chciało, czy nie chciało – Taki już miała obyczaj. Wisława Szymborska Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 09.02.12, 06:47 Wisława Szymborska - "Nic dwa razy" Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy. Z tej przyczyny zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny. Choćbyśmy uczniami byli najtępszymi w szkole świata, nie będziemy repetować żadnej zimy ani lata. Żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy, dwóch tych samych pocałunków, dwóch jednakich spojrzeń w oczy. Wczoraj, kiedy twoje imię ktoś wymówił przy mnie głośno, tak mi było, jakby róża przez otwarte wpadła okno. Dziś, kiedy jesteśmy razem, odwróciłam twarz ku ścianie. Róża? Jak wygląda róża? Czy to kwiat? A może kamień? Czemu ty się, zła godzino, z niepotrzebnym mieszasz lękiem? Jesteś - a więc musisz minąć. Miniesz - a więc to jest piękne. Uśmiechnięci, wpółobjęci spróbujemy szukać zgody, choć różnimy się od siebie jak dwie krople czystej wody. Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 10.02.12, 02:31 Wisława Szymborska - "Nienawiść" Spójrzcie, jaka wciąż sprawna, jak dobrze się trzyma w naszym stuleciu nienawiść. Jak lekko bierze wysokie przeszkody. Jakie to łatwe dla niej - skoczyć, dopaść. Nie jest jak inne uczucia. Starsza i młodsza od nich równocześnie. Sama rodzi przyczyny, które ją budzą do życia. Jeśli zasypia, to nigdy snem wiecznym. Bezsenność nie odbiera jej sił, ale dodaje. Religia nie religia - byle przyklęknąć na starcie. Ojczyzna nie ojczyzna - byle się zerwać do biegu. Niezła i sprawiedliwość na początek. Potem już pędzi sama. Nienawiść. Nienawiść. Twarz jej wykrzywia grymas ekstazy miłosnej. Ach, te inne uczucia - cherlawe i ślamazarne. Od kiedy to braterstwo może liczyć na tłumy? Współczucie czy kiedykolwiek pierwsze dobiło do mety? Zwątpienie ilu chętnych porywa za sobą? Porywa tylko ona, która swoje wie. Zdolna, pojętna, bardzo pracowita. Czy trzeba mówić ile ułożyła pieśni. Ile stronic historii ponumerowała. Ile dywanów z ludzi porozpościerała na ilu placach, stadionach. Nie okłamujmy się: potrafi tworzyć piękno. Wspaniałe są jej łuny czarną nocą. Świetne kłęby wybuchów o różanym świcie. Trudno odmówić patosu ruinom i rubasznego humoru krzepko sterczącej nad nimi kolumnie. Jest mistrzynią kontrastu między łoskotem a ciszą, między czerwoną krwią a białym śniegiem. A nade wszystko nigdy jej nie nudzi motyw schludnego oprawcy nad splugawioną ofiarą. Do nowych zadań w każdej chwili gotowa. Jeżeli musi poczekać, poczeka. Mówią, że ślepa. Ślepa? Ma bystre oczy snajpera i śmiało patrzy w przyszłość - ona jedna. Odpowiedz Link Zgłoś