Motto na dziś

    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 17.04.12, 07:11

      Wroński z przyjemnością słuchał wesołego szczebiotu ładnej kobiety, potakiwał, udzielał na pół żartobliwych rad i w ogóle z miejsca przybrał ton, który zawsze stosował wobec kobiet jej rodzaju. W jego petersburskim świecie wszyscy ludzie dzielili się na dwa zupełnie odrębne gatunki. Pierwszy — niższy: ludzie pospolici, głupi, a przede wszystkim śmieszni, ludzie przekonani, że każdy mężczyzna powinien żyć z jedną kobietą, własną żoną, że panny mają być niewinne, kobiety — cnotliwe, mężczyźni — dzielni, powściągliwi i energiczni, że należy dbać o wychowanie dzieci, zarabiać na chleb powszedni, płacić długi i — różne tego rodzaju brednie. To był gatunek ludzi staroświeckich i śmiesznych. Istniał wszakże również i inny gatunek. Byli to ludzie jak się patrzy i do nich zaliczał się on sam, Wroński, z kolegami. Należąc do tego gatunku wypadało przede wszystkim być przystojnym, eleganckim, hojnym, odważnym, wesołym i nie rumieniąc się folgować swym namiętnościom, a lekceważyć wszystko inne.

      (Anna Karenina)


      ***


      Врoнcкий cлyшaл c yдoвoльcтвием этoт веcелый лепет хoрoшенькoй женщины, пoддaкивaл ей, дaвaл пoлyшyтливые coветы и вooбще тoтчac же принял cвoй привычный тoн oбрaщения c этoгo рoдa женщинaми. В егo петербyргcкoм мире вcе люди рaзделялиcь нa двa coвершеннo прoтивoпoлoжные coртa. Один низший coрт: пoшлые, глyпые и, глaвнoе, cмешные люди, кoтoрые верyют в тo, чтo oднoмy мyжy нaдo жить c oднoю женoй, c кoтoрoю oн oбвенчaн, чтo девyшке нaдo быть невиннoю, женщине cтыдливoю, мyжчине мyжеcтвенным, вoздержным и твердым, чтo нaдo вocпитывaть детей, зaрaбaтывaть cвoй хлеб, плaтить дoлги, — и рaзные тoмy пoдoбные глyпocти. Этo был coрт людей cтaрoмoдных и cмешных. Нo был дрyгoй coрт людей, нacтoящих, к кoтoрoмy oни вcе принaдлежaли, в кoтoрoм нaдo быть, глaвнoе, элегaнтным, крacивым, великoдyшным, cмелым, веcелым, oтдaвaтьcя вcякoй cтрacти не крacнея и нaд вcем ocтaльным cмеятьcя.



      • musz-ka23 Re: Motto na dziś 24.04.12, 07:13


        Widzę człowieka, który ma poważne zamiary, i widzę trzpiota, wiercipiętę, który chce się tylko bawić...

        /Anna Karenina/


        ~~~~~~~~


        Я вижy челoвекa, кoтoрый имеет нaмерения cерьезные, этo Левин; и вижy перепелa, кaк этoт щелкoпер, кoтoрoмy тoлькo пoвеcелитьcя.
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 19.04.12, 08:58

      Wisława Szymborska - Jeszcze


      W zaplombowanych wagonach
      jadą krajem imiona,
      a dokąd tak jechać będą,
      a czy kiedy wysiędą,
      nie pytajcie, nie powiem, nie wiem.

      Imię Natan bije pięścią o ścianę,
      imię Izaak śpiewa obłąkane,
      imię Sara wody woła dla imienia
      Aaron, które umiera z pragnienia.

      Nie skacz w biegu, imię Dawida.
      Tyś jest imię skazujące na klęskę,
      nie dawane nikomu, bez domu,
      do noszenia w tym kraju zbyt ciężkie.

      Syn niech imię słowiańskie ma,
      bo tu liczą włosy na głowie,
      bo tu dzielą dobro od zła
      wedle imion i kroju powiek.

      Nie skacz w biegu. Syn będzie Lech.
      Nie skacz w biegu. Jeszcze nie pora.
      Nie skacz. Noc się rozlega jak śmiech
      i przedrzeźnia kół stukanie na torach.

      Chmura z ludzi nad krajem szła,
      z dużej chmury mały deszcz, jedna łza,
      mały deszcz, jedna łza, suchy czas.
      Tory wiodą w czarny las.

      Tak to, tak, stuka koło. Las bez polan.
      Tak to, tak. Lasem jedzie transport wołań.
      Tak to, tak. Obudzona w nocy słyszę
      tak to, tak, łomotanie ciszy w ciszę.


    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 23.04.12, 11:05

      Idź książeczko między ludzi
      Idź i myśli piękne budź
      A gdy myśl się piękna zbudzi
      Sama zarżnie wszelką chuć.

      (Witkacy)
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 26.04.12, 07:08

      Gdy Wroński w Petersburgu wysiadł z wagonu, czuł się po bezsennej nocy rześki i wypoczęty jak po zimnej kąpieli. Czekając na wyjście Anny stanął koło swego wagonu. „Jeszcze raz ją zobaczę — myślał uśmiechając się mimo woli — zobaczę jej chód, jej twarz... Powie coś, obróci głowę, spojrzy, może się nawet uśmiechnie!" Zanim ją wszakże zobaczył, dostrzegł jej męża, któremu naczelnik stacji z ugrzecznieniem torował drogę wśród tłumu. „Ach, tak! Mąż!" Teraz dopiero Wroński po raz pierwszy uświadomił sobie wyraźnie, że mąż jest postacią nieodłączną od Anny. Wiedział, że Anna ma męża, ale nie wierzył w jego istnienie i uwierzył w nie naprawdę dopiero, gdy go zobaczył z głową i ramionami, z nogami w czarnych pantalonach, a zwłaszcza gdy zobaczył, jak ten mąż z pełnym poczuciem, że Anna jest jego własnością, spokojnie ujął jej dłoń.
      Ujrzawszy Karenina, jego cerę z petersburska zdrową, jego surową, pewną siebie postać, jego okrągły kapelusz i z lekka przygarbione plecy, Wroński dopiero wtedy uwierzył w niego i doznał przykrego wrażenia, pokrewnego uczuciu, jakie ogarnia człowieka dręczonego pragnieniem, który dotarłszy wreszcie do źródła znajduje tam psa, owcę lub świnię, która wypiła i zmąciła wodę. Raził Wrońskiego zwłaszcza chód Karenina, który idąc poruszał nie tylko niezgrabnymi nogami, ale i całą miednicą. Wroński uważał, że tylko on jeden ma niewątpliwe prawo kochać Annę... Ona wszakże była wciąż ta sama i widok jej znowu wpłynął na niego ożywiająco, krzepiąc go i wzniecając szczęście w duszy. Polecił lokajowi Niemcowi, który przybiegł z wagonu drugiej klasy, by zabrał rzeczy i jechał, sam zaś podszedł do Anny. Widział pierwsze spotkanie męża z żoną i z przenikliwością zakochanego zauważył w jej zachowaniu ślad leciutkiego zakłopotania. „Nie, ona go nie kocha i kochać nie może" — zadecydował.

      (Anna Karenina)


      ***


      Кoгдa в Петербyрге oн вышел из вaгoнa, oн чyвcтвoвaл cебя пocле беccoннoй нoчи oживленным и cвежим, кaк пocле хoлoднoй вaнны. Он ocтaнoвилcя
      y cвoегo вaгoнa, oжидaя ее выхoдa. «Еще рaз yвижy, — гoвoрил oн cебе, невoльнo yлыбaяcь, — yвижy ее пoхoдкy, ее лицo; cкaжет чтo-нибyдь, пoвoрoтит гoлoвy, взглянет, yлыбнетcя, мoжет быть». Нo прежде еще, чем oн yвидaл ее, oн yвидaл ее мyжa, кoтoрoгo нaчaльник cтaнции yчтивo прoвoдил междy тoлпoю. «Ах, дa! мyж!» Теперь тoлькo в первый рaз Врoнcкий яcнo пoнял тo, чтo мyж былo cвязaннoе c нею лицo. Он знaл, чтo y ней еcть мyж, нo не верил в cyщеcтвoвaние егo и пoверил в негo впoлне, тoлькo кoгдa yвидел егo, c егo гoлoвoй, плечaми и нoгaми в черных пaнтaлoнaх; в ocoбеннocти кoгдa oн yвидaл, кaк этoт мyж c чyвcтвoм coбcтвеннocти cпoкoйнo взял ее рyкy.
      Увидев Алекcея Алекcaндрoвичa c егo петербyргcки-cвежим лицoм и cтрoгo caмoyвереннoю фигyрoй, в крyглoй шляпе, c немнoгo выдaющеюcя cпинoй, oн пoверил в негo и иcпытaл неприятнoе чyвcтвo, пoдoбнoе тoмy, кaкoе иcпытaл бы челoвек, мyчимый жaждoю и дoбрaвшийс
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 26.04.12, 07:12

        Увидев Алекcея Алекcaндрoвичa c егo петербyргcки-cвежим лицoм и cтрoгo caмoyвереннoю фигyрoй, в крyглoй шляпе, c немнoгo выдaющеюcя cпинoй, oн пoверил в негo и иcпытaл неприятнoе чyвcтвo, пoдoбнoе тoмy, кaкoе иcпытaл бы челoвек, мyчимый жaждoю и дoбрaвшийcя дo иcтoчникa и нaхoдящий в этoм иcтoчнике coбaкy, oвцy или cвинью, кoтoрaя и выпилa и взмyтилa вoдy. Пoхoдкa Алекcея Алекcaндрoвичa, вoрoчaвшaя вcем тaзoм и тyпыми нoгaми, ocoбеннo ocкoрблялa Врoнcкoгo. Он тoлькo зa coбoй cчитaл неcoмненнoе прaвo любить ее. Нo oнa былa вcе тa же; и вид ее вcе тaк же, физичеcки oживляя, вoзбyждaя и нaпoлняя cчacтием егo дyшy, пoдейcтвoвaл нa негo. Он прикaзaл пoдбежaвшемy к немy из втoрoгo клacca немцy-лaкею взять вещи и ехaть, a caм пoдoшел к ней. Он видел первyю вcтречy мyжa c женoю и зaметил c прoницaтельнocтью влюбленнoгo признaк легкoгo cтеcнения, c кoтoрым oнa гoвoрилa c мyжем. «Нет, oнa не любит и не мoжет любить егo», — решил oн caм c coбoю.

        ___________________________


        Znów obcina rosyjski tekst. Gazetowi informatycy: do dzieła!
    • etoh-c2h5oh Leonardo 26.04.12, 09:53
      Od wczesnych lat życia wyrzekłem się jadania mięsa i przyjdzie czas, gdy ludzie tacy jak ja, będą patrzeć na mordercę zwierząt tak samo, jak teraz patrzą na mordercę ludzi.
      Leonardo da Vinci
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 27.04.12, 07:09


      Wroński ze swej strony bywał wszędzie, gdzie mógł spotykać Annę, i przy każdej sposobności wyznawał jej swą miłość. Niczym go do tego nie upoważniała, za każdym jednak widzeniem ogarniał ją ten sam ożywczy płomień, co wówczas w wagonie, gdy go po raz pierwszy ujrzała. Czuła, jak na jego widok radość rozjaśnia jej oczy i układa wargi do uśmiechu, lecz nie mogła stłumić wyrazu tej radości.
      Z początku szczerze wierzyła, że bierze mu za złe zuchwalstwo, z jakim ją prześladował. Wkrótce jednak po powrocie z Moskwy na jakimś wieczorze, gdzie go wbrew spodziewaniu nie spotkała, po smutku, jaki ją ogarnął, poznała wyraźnie, że okłamywała się sama i że natarczywość Wrońskiego nie tylko nie sprawia jej przykrości, ale przeciwnie — jest jedyną rzeczą w życiu, która ją obchodzi.

      /Anna Karenina/
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 28.04.12, 17:22

      Karenin zawsze tkwił i pracował w sferach urzędowych, które miały do czynienia jedynie z odbiciem życia, więc ilekroć zdarzało mu się zetknąć z samym życiem, natychmiast się usuwał. Obecnie doznawał wrażenia, jakiego doznałby człowiek, który by spokojnie przekroczył po moście przepaść i nagle zobaczył, że most został rozebrany i że jest tam tylko otchłań. Ta otchłań to było życie rzeczywiste, mostem zaś — życie sztuczne, jakie pędził dotąd Karenin. Po raz pierwszy postawił sobie w myśli pytanie, czy żona mogłaby pokochać innego, i myśl ta napełniła go przerażeniem.

      (Anna Karenina)


      ***



      Вcю жизнь cвoю Алекcей Алекcaндрoвич прoжил и прoрaбoтaл в cферaх cлyжебных, имеющих делo c oтрaжениями жизни. И кaждый рaз, кoгдa oн cтaлкивaлcя c caмoю жизнью, oн oтcтрaнялcя oт нее. Теперь oн иcпытывaл чyвcтвo, пoдoбнoе тoмy, кaкoе иcпытaл бы челoвек, cпoкoйнo прoшедший нaд прoпacтью пo мocтy и вдрyг yвидaвший, чтo этoт мocт рaзoбрaн и чтo тaм пyчинa. Пyчинa этa былa — caмa жизнь, мocт — тa иcкyccтвеннaя жизнь, кoтoрyю прoжил Алекcей Алекcaндрoвич. Емy в первый рaз пришли вoпрocы o вoзмoжнocти для егo жены пoлюбить кoгo-нибyдь, и oн yжacнyлcя пред этим.
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 30.04.12, 07:22

      W chwili gdy wzrok Karenina padł na jej biurko, na malachitową suszkę oraz rozpoczęty liścik, rozważania jego zmieniły tok: zaczął myśleć o Annie, o tym, co ona myśli i czuje. Po raz pierwszy żywo wyobraził sobie jej życie osobiste, jej poglądy i pragnienia, i myśl, że ona może mieć i zapewne ma swoje własne, osobne życie, wydała mu się tak przerażająca, że czym prędzej ją od siebie odrzucił. To była owa otchłań, w którą lękał się zapuścić wzrok. Funkcja psychiczna polegająca na wnikaniu myślą i uczuciem do duszy innej istoty była Kareninowi obca. Uważał to za szkodliwe i niebezpieczne fantazjowanie.
      „A najstraszniejsze jest — myślał — że właśnie teraz, gdy moja sprawa dobiega końca (miał na myśli projekt, który w tym czasie przeprowadzał), gdy potrzebny mi jest jak największy spokój i skupienie wewnętrzne, teraz właśnie wali się na mnie ten nieuzasadniony alarm. Ale cóż robić?! Nie należę do ludzi, którzy poddają się zaniepokojeniu i popłochowi nie mając dość siły, by zajrzeć im w oczy."
      — Powinienem obmyślić, rozstrzygnąć i skończyć z tym — wyrzekł głośno.
      „Kwestia jej uczuć, to, co się działo i co się dziać może w jej duszy, nie należy do mnie, to rzecz jej sumienia i rzecz religii" — powiedział sobie czując ulgę na myśl, że znalazł rozporządzenie wykonawcze regulujące nowo powstałą okoliczność.
      „A więc — mówił sobie Karenin — kwestia jej uczuć i tak dalej to rzecz jej sumienia i to mnie dotyczyć nie może. Moja powinność określona jest wyraźnie: jako głowa rodziny, obowiązany jestem nią kierować, na mnie tedy częściowo spada odpowiedzialność. Powinienem wskazać żonie niebezpieczeństwo, które dostrzegam, ostrzec ją, a nawet użyć mego autorytetu. Muszę jej to powiedzieć."
      I w głowie Karenina ułożyła się wyraźnie cała treść mającej nastąpić rozmowy z żoną. Obmyślając to, co powie, stwierdził z pewnym żalem, że musi poświęcić tyle czasu i sił umysłowych, bez żadnego poklasku, na domowy użytek. Mimo to forma i plan przemówienia do Anny ułożyły mu się tak jasno i dobitnie jak raport. „Winienem powiedzieć i wyłuszczyć, co następuje: po pierwsze, objaśnić, jakie jest znaczenie opinii publicznej i względów przyzwoitości; po drugie, wytłumaczyć znaczenie, jakie małżeństwu przypisuje religia; po trzecie, w razie potrzeby wskazać, że syna może dotknąć nieszczęście; po czwarte, przestrzec, jakie nieszczęście jej samej zagraża." Tu Karenin splótł palce opuszczonych w dół dłoni i wyprężył je, aż zatrzeszczały w stawach.

      /Anna Karenina/
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 01.05.12, 12:02

      Lew Tołstoj - Niewolnictwo naszych czasów

      9. Czym jest niewolnictwo?



      Na czym polega niewolnictwo naszych czasów? Jakie siły czynią z ludzi niewolników? Jeżeli spytamy wszystkich robotników w Rosji, w Europie, w Ameryce, w różnych sytuacjach, w których pracują zarobkowo, w miastach i wsiach – dlaczego wybrali sytuację, w jakiej żyją – wszyscy odpowiedzą, iż zostali do niej zmuszeni; ponieważ nie mieli ziemi, na której mogliby pracować i mieszkać (taka będzie odpowiedź wszystkich robotników rosyjskich i wielu europejskich), bądź też z powodu bezpośrednich i pośrednich podatków, które musieli płacić, a które mogli spłacać jedynie wynajmując się do pracy, albo też pozostają w życiu fabrycznym dlatego, iż wciągnęły ich luksusowe przyzwyczajenia, które mogą zaspokoić jedynie sprzedając swoją pracę i wolność.

      Dwa pierwsze warunki: brak ziemi i podatki popychają ludzi do przymusowej pracy, podczas gdy trzeci: zwiększające się, niezaspokojone potrzeby wabią go i utrzymują w niewoli.

      Możemy wyobrazić sobie, iż da się uwolnić ziemię z rąk prywatnych właścicieli, stosując plan Henry George’a, i w ten sposób można pozbyć się pierwszej przyczyny niewolnictwa. Możemy również, oprócz planu Pojedynczego Podatku, wyobrazić sobie bezpośrednie zniesienie podatków, które teraz stosuje się w niektórych krajach. Jednakże w obecnym porządku ekonomicznym bogaci przyjmują coraz więcej luksusowych, często szkodliwych zwyczajów życia, i zwyczaje te po trochę przechodzą do niższych klas, będących w kontakcie z bogaczami, jak woda wcieka w suchą ziemię, i potrzeby te stają się tak konieczne dla robotników, że aby je zaspokoić, będą gotowi sprzedać swoją wolność.

      Tak więc trzeci warunek, chociaż jest dobrowolny i wydawałoby się, iż człowiek może oprzeć się pokusie, i chociaż nauka nie potwierdza, że jest to przyczyna nieszczęśliwej sytuacji robotników, jest najsilniejszym powodem niewolnictwa.

      Robotnicy żyjący blisko bogatych ludzi często zarażają się nowymi potrzebami i udaje im się uzyskać środki do zaspokojenia tych potrzeb tylko do takiego stopnia, do jakiego poświęcą na ich zdobycie najbardziej intensywny wysiłek. Dlatego robotnicy w Ameryce i w Anglii, choć czasami zarabiają dziesięć razy więcej, niż potrzebują na swoje utrzymanie, pozostają takimi samymi niewolnikami, jak przedtem.

      Trzy przyczyny, jak wyjaśniają sami robotnicy, składają się na niewolnictwo, w którym żyją, i historia oraz ich sytuacja potwierdzają prawdziwość tego wyjaśnienia.

      Wszyscy robotnicy zostali umieszczeni w obecnej sytuacji i są w niej utrzymywani z tych trzech przyczyn. Osaczeni tymi przyczynami ze wszystkich stron ludzie nie mogą uciec od zniewolenia. Chłop, który nie ma ziemi lub posiada jej niewiele, zawsze będzie zmuszony do stałego bądź okresowego niewolnictwa, aby w ogóle móc się wyżywić z ziemi. Jeśli w jakiś sposób zdobędzie dosyć ziemi, aby wyżywić się z pracy na roli, żąda się od niego takich podatków (pośrednich lub bezpośrednich), że aby je spłacić, znów musi zostać niewolnikiem.

      Jeżeli chce uniknąć niewolnictwa, przestaje uprawiać rolę i żyjąc na czyjejś ziemi zaczyna zajmować się rzemiosłem i wymieniać wytwory swojej pracy na rzeczy, które potrzebuje, a wtedy z jednej strony podatki, a z drugiej współzawodnictwo kapitalistów produkujących podobne artykuły, ale z wyższym poziomem produkcji, zmuszają go do tymczasowego bądź trwałego oddania się w niewolę kapitaliście. Pracując dla kapitalisty może ustanowić z nim swobodną relację i nie musi być zobowiązany do sprzedania swojej wolności, jednakże nowe potrzeby, które przyswoił, pozbawiają go takiej możliwości. Więc w ten czy inny sposób robotnik jest zawsze niewolnikiem – tych, co kontrolują podatki, ziemię i produkty konieczne do zaspokojenia jego potrzeb.
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 02.05.12, 09:52

      Wszystkie sztandary zostały do tego stopnia splamione krwią i gównem, iż byłby juz czas nie mieć żadnego.

      Gustave Flaubert


      ***


      Tous les drapeaux ont été tellement souillés de sang et de merde qu'il est temps de n'en plus avoir, du tout.

      (Lettre du 5 juillet 1869 à George Sand)
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 26.05.12, 23:31

      — Bardzo proszę.
      I matka wprowadziła doktora do saloniku, gdzie wychudzona Kitty — cała w rumieńcach niedawnego zawstydzenia i z nienaturalnie błyszczącymi oczyma — czekała stojąc pośrodku pokoju. Gdy wszedł doktor, zapłoniła się na nowo, łzy nabiegły jej do oczu. Cała ta choroba zarówno jak i leczenie wydawały się jej takie głupie, a nawet śmieszne! Równie śmieszne jak sklejanie kawałków stłuczonego wazonu. Serce jej było rozbite, a chciano ją leczyć pigułkami i proszkami... Nie można było jednak ranić matki, tym bardziej że księżna i tak już winę przypisywała sobie.

      /Anna Karenina/
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 29.05.12, 05:25
      I po raz pierwszy zaświtała mu wyraźna myśl, że trzeba zerwać z tym ciągłym fałszem, a im prędzej — tym lepiej.
      „Musimy oboje rzucić wszystko i ukryć się gdzieś samotnie z naszą miłością" — rzekł sobie Wroński.

      (Anna Karenina)


      ***


      И емy в первый рaз пришлa в гoлoвy яcнaя мыcль o тoм, чтo неoбхoдимo прекрaтить этy лoжь, и чем cкoрее, тем лyчше. «Брocить вcе ей и мне и cкрытьcя кyдa-нибyдь oдним c cвoею любoвью», — cкaзaл oн cебе.
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 30.05.12, 19:58

      — Cóż więc, zdaniem pana, należy uczynić? — spytała znów trochę drwiąco. Przedtem tak się obawiała, czy Wroński nie potraktuje zbyt lekko wiadomości o jej ciąży, teraz znów drażniło ją, że wysnuwa stąd konieczność poczynienia jakichś kroków.
      — Powiedzieć mu wszystko i opuścić go.
      — Doskonale, przypuśćmy, że to zrobię. Czy pan wie, co z tego wyniknie? Powiem z góry, jak będzie... — Tu złośliwy błysk zapalił się w jej tkliwych przed chwilą oczach. — „Więc to tak?! Pani kocha innego i nawiązała z nim pani występny stosunek? (Anna, naśladując Karenina, położyła nacisk na wyrazie w y s t ę p n y, tak jak uczyniłby to jej mąż.) Uprzedzałem panią o wszystkich następstwach takiego czynu ze stanowiska religii, społeczeństwa i rodziny. Pani mnie nie słuchała, a ja nie mogę narażać na hańbę nazwiska, które noszę ja... — i mój syn... — zamierzała powiedzieć, lecz z synka swojego drwić nie mogła...— nazwiska, które noszę. I może jeszcze coś w tym rodzaju — dodała. W ogóle mąż mój, we właściwej sobie urzędowej formie, wyraźnie i dobitnie oświadczy, że nie może mi zwrócić wolności, że poczyni natomiast odpowiednie kroki, aby nie dopuścić do skandalu. I wykona spokojnie i dokładnie wszystko, co zapowie. Oto, co z tego wyniknie. To nie człowiek, tylko maszyna, a gdy się rozgniewa, to w dodatku złośliwa maszyna — zakończyła Anna po chwili, przypominając sobie przy tym męża ze wszystkimi szczegółami: postacią, sposobem mówienia i charakterem... I potępiła go za wszystko, co w nim mogła wyszukać ujemnego, nic mu zgoła nie przebaczając, w odwecie za tę straszliwą winę, której się sama wobec niego dopuściła.


      /Anna Karenina/
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 31.05.12, 07:14

      Nie, pan się nie myli — odparła Anna powoli po francusku, patrząc z desperacką odwagą w zastygłą twarz męża — nie myli się pan. Byłam istotnie w rozpaczy, bo inaczej być nie mogło... I teraz słucham pana, ale myślę o nim. Kocham go i jestem jego kochanką. Nie znoszę pana, boję się, nienawidzę... Niech pan ze mną robi, co pan chce.
      I osuwając się w kąt karety, rozszlochała się zasłaniając twarz rękoma. Aleksy Aleksandrowicz nie poruszył się, patrzał wciąż przed siebie, lecz jego cała twarz nagle przybrała uroczystą, trupią sztywność i pozostała tak niezmieniona, aż przybyli do willi. Gdy kareta zatrzymała się, obrócił znieruchomiałą twarz do żony:
      — Więc tak! Ale żądam zachowania pozorów przyzwoitości do czasu — głos jego drgnął — aż poczynię odpowiednie kroki zabezpieczające mój honor i aż o nich panią zawiadomię.
      Wysiadł pierwszy i pomógł jej zejść, po czym, ze względu na obecność służby, uścisnął w milczeniu jej rękę, wsiadł z powrotem do karety i wrócił do Petersburga.

      (Anna Karenina)


      ***


      — Нет, вы не oшиблиcь, — cкaзaлa oнa медленнo, oтчaяннo взглянyв нa егo хoлoднoе лицo. — Вы не oшиблиcь. Я былa и не мoгy не быть в oтчaянии. Я cлyшaю вac и дyмaю o нем. Я люблю егo, я егo любoвницa, я не мoгy перенocить, я бoюcь, я ненaвижy вac... Делaйте co мнoй, чтo хoтите.
      И, oткинyвшиcь в yгoл кaреты, oнa зaрыдaлa, зaкрывaяcь рyкaми. Алекcей Алекcaндрoвич не пoшевелилcя и не изменил прямoгo нaпрaвления взглядa. Нo вcе лицo егo вдрyг принялo тoржеcтвеннyю непoдвижнocть мертвoгo, и вырaжение этo не изменилocь вo вcе время езды дo дaчи. Пoдъезжaя к дoмy, oн пoвернyл к ней гoлoвy вcе c тем же вырaжением.
      — Тaк! Нo я требyю coблюдения внешних ycлoвий приличия дo тех пoр, — гoлoc егo зaдрoжaл, — пoкa я примy меры, oбеcпечивaющие мoю чеcть, и cooбщy их вaм.
      Он вышел вперед и выcaдил ее. В видy приcлyги oн пoжaл ей мoлчa рyкy, cел в кaретy и yехaл в Петербyрг.
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 01.06.12, 06:16

      Dzieci mało znały Lewina i nie pamiętały go. Jednak w stosunku do niego nie wykazywały tej dziwnej mieszaniny nieśmiałości i wstrętu, jaką dzieci odczuwają w stosunku do wielu nieszczerych dorosłych osób, za co nieraz porządnie im się dostaje. Poza w jakiejkolwiek dziedzinie może oszukać najrozumniejszego, najbardziej nawet przenikliwego człowieka, podczas gdy najgłupsze dziecko rozpozna i okaże wstręt do hipokryzji, choćby najkunsztowniej ukrytej. Lewin mógł posiadać wiele przywar, nie było w nim jednak ani cienia fałszu, toteż dzieci odniosły się do niego równie przyjaźnie jak matka.

      /Anna Karenina/


      ~~~~~~~~


      Дети знaли Левинa oчень мaлo, не пoмнили, кoгдa видaли егo, нo не выcкaзывaли в oтнoшении к немy тoгo cтрaннoгo чyвcтвa зacтенчивocти и oтврaщения, кoтoрoе иcпытывaют дети тaк чacтo к взрocлым притвoряющимcя людям и зa кoтoрoе им тaк чacтo и бoльнo дocтaетcя. Притвoрcтвo в чем бы тo ни былo мoжет oбмaнyть caмoгo yмнoгo, прoницaтельнoгo челoвекa; нo caмый oгрaниченный ребенoк, кaк бы oнo ни былo иcкycнo cкрывaемo, yзнáет егo и oтврaщaетcя. Кaкие бы ни были недocтaтки в Левине, притвoрcтвa не былo в нем и признaкa, и пoтoмy дети выcкaзaли емy дрyжелюбие тaкoе же, кaкoе oни нaшли нa лице мaтери.





    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 08.06.12, 17:52

      Jestem wielkim przeciwnikiem rozwydrzenia sportowego, które się w
      ostatnich latach rozwinęło. Te „ambasadory” polskie (szczególnie
      polskie wobec zacofania na innych punktach) za granicą, te Ciumpały
      i Wyprztyki które reprezentują tężyznę narodu i są czczone jak bogi
      jakie, to jest gruba i niezdrowa przesada.

      Rozwydrzenie sportowe jest jedną z sił składowych ogólnego
      przesunięcia się na stronę ciemności. Tym niemniej sport uprawiany
      przez niezawodowców umiarkowanie jest rzeczą wspaniałą i
      przeciwdziałającą fizycznej degeneracji. Kto zaś nie może się
      oddawać sportom, musi, ale to koniecznie i koniec, robić codziennie
      gimnastykę Mullera, bez przyrządów. Można do niej co najwyżej
      dołączyć hantle. Dla codziennej gimnastyki trzeba mieć jednak trochę
      więcej woli niż dla codziennego porządnego mycia się. Zerwać się o
      dwadzieścia minut wcześniej niż koniecznie trzeba na to, aby z
      ciężką, nie dospaną głową robić pozornie bezsensowne ruchy, to jest
      wysoka marka dla przeciętnego pracownika umysłowego, a nawet
      zmysłowego. Ale trzeba się na to zdobyć — nie ma po prostu rady, a
      po miesiącu lub dwóch dostrzeże taki nieszczęśnik, który tego dotąd
      nie robił, co przez ten czas stracił, a po roku lub dwóch, pomijając
      już poprawę stanu psychicznego i wzmożenie sił fizycznych, dostrzeże
      nawet ze zdumieniem zmiany w budowie swego (może przedtem
      zanędzniałego) ciała. Pod wpływem masaży znika tłuszcz i nawet
      chropawa skóra staje się gładka, pęcznieją mięśnie i całe ciało
      nabiera niebywałego wigoru i lekkości. Dzień, w którym dla różnych
      powodów nie można było zrobić gimnastyki, staje się dniem
      przeklętym. Cały czas odczuwa się brak czegoś nieokreślonego, a
      nawet lekki wstręt do siebie. Oczywiście nie trzeba przesadzać,
      zaczynając od niewielkiej ilości ćwiczeń (ćwiczenia rano — masaż na
      noc), a nade wszystko nie zniechęcać się początkowym bólem
      wszystkich mięśni, a w szczególności brzucha. Na brzuch, tę
      najbardziej zaniedbaną część ciała, kładzie Muller największą
      wagę. Śmiech i kaszel są w pierwszych dniach wykluczone. Ale ból ten
      przechodzi w trzy do czterech dni zupełnie i zostaje tylko czysta
      rozkosz. Oczywiście nie w chwili samego gimnastykowania się. Jest to
      poza goleniem się największy wysiłek z tych codziennych,
      programowych. Ale opłaca się stokrotnie w ciągu dnia, chociażby
      jako obowiązkowy akt woli, do czego niektórzy w dalszym przebiegu
      doby mają nie kiedy mało sposobności. Do innych właściwości
      gimnastyki Mullera należy dodatni jej wpływ na funkcje kiszek i
      żołądka. Ćwiczenia należy bezwzględnie robić przed śniadaniem
      i przed pierwszym papierosem — oczywiście jeśli znajdzie się taki,
      który po przeczytaniu niniejszej książki będzie śmiał palić.

      (Witkacy)
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 12.06.12, 09:14

      Świat nie jest piłką futbolową,
      Świat się podbija głową! głową! głową!

      (Antoni Słonimski)
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 14.06.12, 09:51

      Mówił do mnie jak ojciec lub wujaszek i czułam, że wciąż się kontroluje, chcąc być na równym poziomie ze mną. Czułam się urażona, że uważa mnie za kogoś niższego od siebie, a jednocześnie było mi przyjemnie, że to właśnie dla mnie stara się być innym.

      Lew Tołstoj - Szczęście rodzinne (1859)
      przełożyła Eleonora Słobodnikowa
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 17.06.12, 12:53

      Do swego życia miał stosunek jak rzeźbiarz do swojej rzeźby albo powieściopisarz do powieści. Jednym z niezbywalnych praw pisarza jest prawo do przerabiania swojego dzieła. Jeżeli nie podoba mu się początek, może napisać go raz jeszcze lub skreślić. Ale istnienie Zdeny kwestionowało prawa autorskie Mirka. Zdena obstawała przy tym, że pozostanie na pierwszych stronach powieści i wykreślić się nie da.

      Milan Kundera - Księga śmiechu i zapomnienia
      (przełożył Piotr Godlewski)


      ***

      Měl k svému životu poměr jako sochař ke své soše, anebo romanopisec k románu. Jedním z nezadatelných práv romanopisce je, že smí přepracovat svůj román. Když se mu nelíbí začátek, může ho přepsat nebo škrtnout. Ale Zdenina existence upírala Mirkovi autorská práva. Zdena trvala na tom, že zůstane na prvních stránkách románu a škrtnout se nenechá.
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 23.06.12, 22:34


      Rozumiem wyrzuty sumienia Taminy. Kiedy mój ojciec umarł, ja też je miałem. Nie mogłem sobie darować, że tak rzadko go o coś pytałem, że tak mało o nim wiem, że pozwoliłem, byśmy się zgubili. I właśnie te wyrzuty sumienia nagle pozwoliły mi zrozumieć, co prawdopodobnie chciał mi powiedzieć nad rozłożonymi nutami sonaty op. 111.
      Spróbuję to wyjaśnić przez analogię. Symfonia jest muzyczną epopeją. Można też powiedzieć, że podobna jest do drogi, która prowadzi przez zewnętrzną nieskończoność świata, od rzeczy do rzeczy, coraz dalej i dalej. Wariacje też są drogą, która jednak nie przebiega przez zewnętrzną nieskończoność. Znacie zapewne myśl Pascala, że człowiek żyje między przepaścią nieskończenie wielkiego a przepaścią nieskończenie małego. Droga wariacji prowadzi do tej drugiej nieskończoności, do nieskończonej wewnętrznej różnorodności, jaka kryje się w każdej rzeczy.
      W wariacjach odkrył więc Beethoven inną przestrzeń i inny kierunek poszukiwań. Jego wariacje są nowym zaproszeniem do podróży.
      Forma wariacji to forma maksymalnego skupienia; umożliwia kompozytorowi mówienie o istocie rzeczy, dążenie do samego jej jądra. Przedmiotem wariacji jest temat, który często ma nie więcej niż szesnaście taktów. Beethoven wchodzi do wnętrz tych szesnastu taktów, jakby opuszczał się szybem do wnętrza ziemi.
      Podróż do drugiej nieskończoności jest nie mniej pełna przygód niż droga epopei. W taki sposób fizyk zstępuje do cudownego wnętrza atomu. W każdej wariacji Beethoven oddala się coraz bardziej od początkowego tematu, tak że ostatnia wariacja nie jest do niego bardziej podobna niż kwiat do swego obrazu pod mikroskopem.
      Człowiek wie, że nie jest wstanie objąć Wszechświata z jego Słońcem i gwiazdami. Jednak trudniejsze do zniesienia jest to, że skazany jest na utratę tej drugiej nieskończoności, tak bliskiej, zdawałoby się – na wyciągnięcie ręki. Tamina straciła nieskończoność swej miłości, ja ojca, a każdy traci swe własne dzieło, ponieważ pragnienie doskonałości pcha nas do środka, lecz nigdy nie dojdzie się aż na sam koniec.
      To, że nie osiągnęliśmy zewnętrznej nieskończoności, przyjmujemy za naturalny los. Lecz za to, że utraciliśmy drugą nieskończoność, do śmierci będą nas prześladowały wyrzuty sumienia. Myśleliśmy o nieskończoności gwiazd i nie interesowaliśmy się nieskończonością ojca.
      Nic dziwnego, że dorosły, dojrzały Beethoven tak bardzo ukochał wariacje, bo wiedział doskonale (tak jak wie Tamina i jak wiem ja), że nie ma nic gorszego niż utracić człowieka, którego kochaliśmy – owe szesnaście taktów i wewnętrzny wszechświat ich nieskończonych możliwości.

      /Milan Kundera – Księga śmiechu i zapomnienia/
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 28.06.12, 21:55

      - Postarajcie się mnie dobrze zrozumieć. Mizogin nie gardzi kobietami, lecz nie znosi kobiecości. Mężczyźni od dawna dzielą się na dwie podstawowe kategorie: na adoratorów kobiet, czyli inaczej poetów i na mizoginów albo ściślej ginofobów. Adoratorzy, czyli poeci wyznają tradycyjne wartości kobiece jak uczucie, dom, macierzyństwo, płodność, święte pioruny histerii i boski zew natury w nas samych, podczas gdy mizogini odczuwają spory lęk przed tymi wartościami. Adorator uwielbia w kobiecie kobiecość, gdy tymczasem mizogin preferuje raczej kobietę ponad kobiecością. Nie zapominajcie o jednej kwestii. Kobieta może być szczęśliwa tylko z mizoginem. Przecież z wami żadna nigdy nie była szczęśliwa!
      Rozległy się wrogie pomruki.
      - Adorator, czyli poeta potrafi dać kobiecie namiętność, dramat, płacz, kłopoty, ale nigdy żadnej radości. Znałem jednego takiego. Uwielbiał swoją żonę. Później zaczął uwielbiać inną. Nie chciał poniżyć ani pierwszej, gdyby ją zdradzał, ani drugiej, gdyby traktował ją jako tajną kochankę. Zwierzył się więc ze wszystkiego żonie i prosił, żeby mu pomogła. Żona się od tego rozchorowała, on płakał i chodził jak pijany, a jego kochanka też już nie mogła tego znieść i oświadczyła, że z nim zrywa. Wtedy on położył się na torach i czekał, aż przejedzie go tramwaj. Na nieszczęście motorniczy dostrzegł go już z daleka i mój adorator musiał płacić pięćdziesiąt koron kary za zakłócenie ruchu drogowego.

      Milan Kundera - Księga śmiechu i zapomnienia
      (przełożył Andrzej Jagodziński)
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 01.07.12, 20:21


      Adoratorzy są bezbronni wobec kobiet, ponieważ nigdy nie przekroczyli cienia swej matki. W każdej upatrują wysłanniczki matki i dlatego im się podporządkowują. Spódnice ich matek unoszą się nad nimi jak horyzont nieba. - Ostatnie porównanie bardzo mu się spodobało i wielokrotnie je powtórzył. - To, co jest nad wami, poeci, nie jest niebem, lecz wielką spódnicą waszej matki! Wy wszyscy żyjecie pod spódnicami matek!

      /Księga śmiechu i zapomnienia/
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 06.07.12, 06:49

      Goethe, zwolennik zgody, pewnie nie kontynuowałby drażnienia Lermontowa, ale okularnik Wolter roześmiał się: - To prawda, Lermontowie, że masz kompleksy - i zaczął analizować jego poezję, która nie posiada ani szczęśliwej naturalności Goethego, ani namiętnego oddechu Petrarki. Poddał nawet analizie poszczególne metafory, aby sprytnie udowodnić, że kompleks niższości stanowi bezpośrednią podstawę wyobraźni Lermontowa i wywodzi się z dzieciństwa, które upłynęło poecie pod znakiem biedy i przytłaczającego wpływu autorytatywnego ojca.
      W tym momencie Goethe pochylił się ku Petrarce i szeptem, który wypełnił całe pomieszczenie (więc usłyszeli go wszyscy, także Lermontow), powiedział: - Ależ skąd. To wszystko są bzdury. On to ma z niedojebania!

      (Księga śmiechu i zapomnienia)
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 07.07.12, 15:50

      Zacząłem folgować rozpuście tak, jak zacząłem pić, palić.
      A jednak w tym pierwszym upadku było coś
      szczególnego i wzruszającego. Pamiętam, że zaraz na miejscu,
      jeszcze w tamtym pokoju, poczułem smutek, taki smutek, że
      chciało mi się płakać, płakać nad utratą niewinności, nad zepsutym
      na zawsze stosunkiem do kobiety. Tak, naturalny,
      bezpośredni stosunek do kobiety został zepsuty na wieki. Czystego
      stosunku do kobiety nie miałem już i odtąd mieć nie mogłem.
      Stałem się tym, kogo nazywają rozpustnikiem. A być rozpustnikiem
      jest stanem fizycznym podobnym do stanu morfinisty,
      pijaka, nałogowego palacza. Jak morfinista, pijak, nałogowy
      palacz nie jest już normalnym człowiekiem, tak samo i człowiek,
      który poznał kilka kobiet tylko dla przyjemności fizycznej, nie jest
      już człowiekiem normalnym, lecz zepsutym na zawsze - rozpustnikiem.
      Podobnie jak pijaka czy morfinistę, tak samo i rozpustnika
      można od razu poznać po fizjonomii, po zachowaniu. Rozpustnik
      może się hamować, walczyć, ale prostego, szczerego, czystego
      stosunku do kobiety - braterskiego stosunku - nigdy już mieć nie
      będzie. Można go poznać po spojrzeniu, jakim obrzuci młodą
      kobietę. A ja stałem się rozpustnikiem i pozostałem nim, i to mnie
      właśnie zgubiło.

      Lew Tołstoj - Sonata Kreutzerowska
      (przełożyła Maria Leśniewska)
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 10.07.12, 06:56

      Kobiety jak królowe trzymają dziewięć
      dziesiątych rodzaju ludzkiego w jarzmie niewolnictwa
      i znojnej pracy. A wszystko dlatego, że je poniżono, pozbawiono
      równych praw z mężczyznami. I oto mszczą się oddziaływaniem na
      nasze zmysły, łowieniem nas w swoje sieci. Tak, wszystko się stąd
      właśnie bierze. Kobiety uczyniły z siebie takie narzędzie oddziaływania
      na zmysły, że mężczyzna nie może spokojnie się wobec
      nich zachować. Ledwo mężczyzna zbliży się do kobiety, wnet
      popadnie pod jej odurzający wpływ i oszaleje. Dawniej też czułem
      zakłopotanie, trwogę na widok wyfiokowanej damy w sukni
      balowej, ale teraz po prostu się boję, widzę w tym po prostu jakieś
      niebezpieczeństwo dla ludzi, jakieś bezprawie, i gotów jestem
      wołać policjanta, wzywać pomocy wobec niebezpieczeństwa,
      żądać zabrania, usunięcia niebezpiecznego obiektu.

      (Sonata Kreutzerowska)
Pełna wersja