gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 07.04.10, 09:58 W sąsiadującej z Ukrainą Mołdowie poznałem człowieka, który spędził 10 lat w łagrze za to, że musiał umieścić w świetlicy na piętrze ciężkie popiersie Lenina. Drzwi były za wąskie, więc ów nieszczęśnik postanowił wciągnąć popiersie przez balkon, okręcając szyję autora „Marksizmu i empiriokrytycyzmu" grubym sznurem. Jeszcze nie zdążył odsupłać pętli, a już wrzucili go na dno więziennego lochu. (Imperium) Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 07.04.10, 10:09 „To straszne zobaczyć łagier — pisał Warłam Szałamow, który spędził w łagrach dwadzieścia lat, z tego większość na Kołymie. — Żaden człowiek na świecie nie powinien znać łagrów. W łagrowym doświadczeniu wszystko jest negatywne — co do jednej minuty. Człowiek staje się jedynie gorszy. I nie może być inaczej. W łagrze jest wiele tego, o czym człowiek nie powinien wiedzieć. Ale ujrzeć dno życia — to nie jest najstraszniejsze. Najstraszniejsze jest to, gdy owo dno staje się własnością człowieka, gdy miara jego moralności zapożyczona jest z łagrowego doświadczenia, kiedy zastosowanie w życiu znajduje moralność kryminalistów. Gdy rozum człowieka stara się nie tylko usprawiedliwić owe łagrowe uczucia, ale też im służyć". I dalej : „Łagier był dla człowieka wielką próbą charakteru, zwykłej ludzkiej moralności, i dziewięćdziesiąt dziewięć procent ludzi nie wytrzymywało tej próby. Wraz z tymi, co nie wytrzymywali, umierali ci, co zdołali wytrzymać, starając się być lepszymi niż wszyscy, twardszymi dla samych siebie..." (Warłam Szałamow — „Opowiadania kołymskie"). (Imperium) Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 07.04.10, 10:28 Sąsiadka z samolotu mówi mi o udrękach swojego syna-rekruta szeptem, na ucho: zdradza przecież tajemnice wielkiej armii. Nie wiem, czy czytała studium Michajłowskiego o Dostojewskim. Stary, wielki tekst napisany w 1882 roku. Michajłowski był rosyjskim eseistą, myślicielem. Odrzucał Dostojewskiego, nazywał go „okrutnym talentem", ale jednocześnie podziwiał jego przenikliwość, jego geniusz. Michajłowski pisze, że Dostojewski odkrył w człowieku cechę straszną — niepotrzebne okrucieństwo. Że w człowieku jest skłonność do zadawania innym cierpienia — bez przyczyny i bez celu. Człowiek zadręcza drugiego bez żadnego powodu, tylko dlatego, że dręczenie daje mu rozkosz, do której nigdy głośno się nie przyzna. Cecha ta (niepotrzebne okrucieństwo), połączona z władzą i pychą, stworzyła najokrutniejsze tyranie świata. Odkrycia tego, podkreśla Michajłowski, dokonał Dostojewski, który w opowiadaniu „Wieś Stiepańczykowo i jej mieszkańcy" opisał małą, prowincjonalną kreaturę — Fomę Opiskina, dręczyciela, potwora, tyrana. „Dajcie Fomie Opiskinowi władzę Iwana Groźnego lub Nerona, pisze Michajłowski, a nie ustąpi im w niczym i zadziwi świat swoimi zbrodniami". Ponad pół wieku przed umocnieniem się Stalina na Kremlu i przed dojściem Hitlera do władzy Dostojewski z proroczą intuicją dostrzegł w postaci Fomy Opiskina protoplastę obu tych tyranów. (Imperium) Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 08.04.10, 10:11 Wszyscy jednak wiedzą, że pytanie oficera śledczego nie jest pytaniem akademickim, bezinteresownym, zadanym po to, aby mozolnym, choć intrygującym wysiłkiem zgłębiać mroczne tajemnice naszego bytu. W każdym pytaniu śledczego jest przecież ukryty śmiercionośny ładunek, pytanie jest zadawane po to, aby cię zniszczyć, wdeptać w ziemię, unicestwić. Nie przypadkiem określenie „krzyżowy ogień pytań" jest wzięte ze słownika walki, frontu, wojny, śmierci. W rezultacie w Imperium było coraz mniej i mniej ludzi zadających pytania i coraz mniej i mniej wszelkich pytań. Ponieważ forma pytająca języka była zawłaszczona przez śledczych, przez tzw. organa, przez dyktaturę, już sama tonacja zdania wyrażająca chęć dowiedzenia się czegoś sygnalizowała zagrożenie, mogła zapowiadać złowieszcze fatum. Dlatego też stopniowo zanikła i sztuka formułowania pytań (bo to jest sztuka!, patrz — studium Romana Ingardena „O pytaniach esencjonalnych") i nawet sama potrzeba ich zadawania. Wszystko coraz bardziej przedstawiało się takim, jakim miało być. Zwyciężyła nie dająca się zakwestionować ani podważyć oczywistość. A skoro się tak stało, pytań już po prostu nie było. W ich miejsce pojawiła się nieskończona ilość powiedzeń, zawołań i zwrotów wyrażających aprobatę tego, co jest, obojętność, brak zdziwienia, pokorne przyzwolenie, rezygnację. A niech tam! A co tam! Wszystko możliwe! No i dobra! Co ma być, to będzie! Wsiewo mira nie pierejebiosz! Pożyjesz zobaczysz! Naczalstwo łutsze znajet! Życie! Takie ono i jest! Lepszego nie trzeba! Pokorne cielę dwie matki ssie! Ptaka w locie nie złapiesz! itd., itp., jako że język to przebogaty. Jednakże cywilizacja, która nie zadaje pytań, która wyrzuca poza swój obręb cały — wyrażający się właśnie pytaniami — świat niepokoju, krytycyzmu i poszukiwań, jest cywilizacją stojącą w miejscu, sparaliżowaną, nieruchomą. I o to też ludziom z Kremla chodziło, ponieważ najłatwiej jest panować nad światem nieruchomym i niemym. (Imperium) Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 08.04.10, 10:16 W Europie Zachodniej dziwiono się, że stare i ubogie kobiety w Moskwie (pokazywano to w telewizji) wychodziły z kolejki po chleb, rezygnowały z chleba i szły ulicą, skandując hasło: Nie oddamy Wysp Kurylskich! Ale dlaczego się dziwić? Wyspy Kurylskie to część Imperium, a Imperium zostało zbudowane kosztem wyżywienia i przyodziewku tych kobiet, ich przeciekających butów i zimnych mieszkań, a najsmutniejsze — kosztem krwi i życia ich mężów i synów. A teraz to oddawać? Nigdy. Przenigdy. Między Rosjaninem i jego Imperium istnieje silna i żywa symbioza, losy mocarstwa to coś, czym się Rosjanin prawdziwie i głęboko przejmuje. Dziś także! Na świecie drukowane są dwie mapy kuli ziemskiej. Jedną rozpowszechnia „The National Geographic" (USA) — na tej mapie, pośrodku, w miejscu centralnym, leży kontynent amerykański, otoczony przez dwa oceany — Atlantyk i Pacyfik. Były Związek Radziecki jest rozcięty wpół i rozmieszczony dyskretnie po obu krańcach mapy, tak aby nie straszył dzieci amerykańskich swoim ogromem. Zupełnie inną mapę świata drukuje Instytut Geografii w Moskwie. Na tej mapie, pośrodku, w miejscu centralnym, leży były Związek Radziecki, który jest tak duży, że przygniata nas swoimi rozmiarami, natomiast Amerykę rozcięto na pół i rozmieszczono dyskretnie po obu krańcach mapy, aby dziecko rosyjskie nie pomyślało sobie: Boże! Ależ ta Ameryka jest wielka! Tak oto dwie mapy kształtują od pokoleń dwie różne wizje świata. W czasie wędrówek po obszarach Imperium zwróciło moją uwagę między innymi to, że nawet w opuszczonych i zapadłych miasteczkach, nawet w pustych niemal księgarniach z reguły była do kupienia wielka mapa tego kraju, na której reszta świata znajdowała się jakby na drugim planie, na marginesie, w cieniu. Mapa ta jest dla Rosjan rodzajem wizualnej rekompensaty, swoistą emocjonalną sublimacją, a także przedmiotem nie skrywanej dumy. Służy ona także do tłumaczenia i usprawiedliwiania wszelkich niedostatków, błędów, biedy i marazmu. Za duży kraj, żeby dało się go zreformować! — tłumaczą przeciwnicy reform. Za duży kraj, żeby dało się go posprzątać! — rozkładają ręce dozorcy od Brześcia do Władywostoku. Za duży kraj, żeby wszędzie dostarczyć towar! — burczą ekspedientki w pustych sklepach. Wielki rozmiar, który wszystko wyjaśnia i rozgrzesza. Pewnie, gdybyśmy byli takim małym krajem jak Szwajcaria, też wszystko chodziłoby u nas jak w zegarku! Patrzcie, jaka ta Holandia malutka, żadna sztuka mieć dobrobyt w państwie, które ledwie widać na mapie! A weź u nas i spróbuj dać każdemu, co by chciał — każdemu u nas nie dasz! (Imperium) Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 08.04.10, 10:20 Gościnność tych ludzi jest niebywała, na mój przyjazd, zresztą tym razem zupełnie przypadkowy, Dżumal zarżnął barana i wyprawił kolację. Cała jurta wypełniła się ludźmi, którzy zawiadomieni przez konnego posłańca pościągali z innych pastwisk. Siedzieliśmy w kucki na wojłokach ogryzając baranie kości i pijąc wódkę. W piciu wódki Kirgizi przewyższają Rosjan, nie mówiąc o Polakach. Piją również kobiety. Z reguły w czasie uczty przebywają one poza jurtą. Gospodarz nalewa szklankę stolicznej i wywołuje imię kobiety. Ona wchodzi, kuca i duszkiem wychyla całą szklankę. Potem bez słowa, bez zakąski, wstaje i znika w ciemnościach. W czasie uczty podają gościowi na talerzu ugotowaną głowę barana. Gość musi zjeść mózg. Potem musi wydłubać i zjeść oko. Należy pamiętać, że oko baranie jest duże jak śliwka. Drugie oko zjada gospodarz. W ten sposób zawiązuje się więzy braterstwa. Jest to doświadczenie, które na długo zostaje w pamięci. (Imperium) Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Światłe, dobre, demokratyczne i humanistyczne 09.04.10, 05:37 Zapytany o przyszłą Ukrainę, jeden z jej przywódców — Michaiło Horyń, powiedział nam w Kijowie: „Chcemy, aby Ukraina była państwem światłym, dobrym, demokratycznym i humanistycznym". Światłym, dobrym, demokratycznym i humanistycznym. Amen. (Imperium) Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Światłe, dobre, demokratyczne i humanistyczne 09.04.10, 13:02 Wykrzyknął dwakroć - zapewne na widok jakiegoś obrazu, jakiegoś widziadła - wykrzyknął po dwakroć szeptem, który nie był głośniejszy od tchnienia: - Zgroza! Zgroza! Joseph Conrad-Korzeniowski, Jądro ciemności wyborcza.pl/1,76842,7743654,Ekshumowano_ks__Popieluszke_na_relikwie.html Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Trzy plagi 09.04.10, 05:41 Światu grożą trzy plagi, trzy zarazy. Pierwsza — to plaga nacjonalizmu. Druga — to plaga rasizmu. Trzecia — to plaga religijnego fundamentalizmu. Te trzy plagi mają tę samą cechę, wspólny mianownik — jest nim agresywna, wszechwładna, totalna irracjonalność. Do umysłu porażonego jedną z tych plag nie sposób dotrzeć. W takiej głowie pali się święty stos, który tylko czeka na ofiary. Wszelka próba spokojnej rozmowy będzie mijać się z celem. Nie o rozmowę mu chodzi, tylko o deklarację. Żebyś mu przytaknął, przyznał rację, podpisał akces. Inaczej w jego oczach nie masz znaczenia, nie istniejesz, ponieważ liczysz się tylko jako narzędzie, jako instrument, jako oręż. Nie ma ludzi — jest sprawa. Umysł tknięty taką zarazą to umysł zamknięty, jednowymiarowy, monotematyczny, obracający się wyłącznie wokół jednego wątku — swojego wroga. Myśl o wrogu żywi nas, pozwala nam istnieć. Dlatego wróg jest zawsze obecny, jest zawsze z nami. (Imperium) Odpowiedz Link Zgłoś
aleks652 Dwuznaczny tekst do użycia 09.04.10, 11:04 Przeczytane rano w tramwaju książce Koncercie łgarzy: "(...)nie powstrzymuj się od okazania mi podziwu w najbardziej bezwstydny sposób, jeśli poczujesz taką potrzebę." Nie tyle motto co idealny tekst do użycia...;) Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 10.04.10, 09:59 Wielki mróz, tłumaczy mi, poznaje się po tym, że w powietrzu wisi jasna, świecąca mgła. Kiedy człowiek idzie, w tej mgle robi się korytarz. Korytarz ma kształt sylwetki przechodzącej osoby. Człowiek przechodzi, ale korytarz zostaje, tkwi w mgle nieruchomo. Wielkie chłopisko robi wielki korytarz, a małe dziecko — mały korytarzyk. Tania robi wąski korytarz, ponieważ jest szczupła, ale, jak na jej wiek, jest to korytarz wysoki — to zrozumiałe, przecież dziewczynka jest najwyższa w klasie. Idąc rano, według tych korytarzy Tania orientuje się, czy jej koleżanki poszły już do szkoły — wszystkie wiedzą, jak wyglądają korytarze ich najbliższych sąsiadek i przyjaciółek. A oto szeroki, niski korytarz o wyraźnej, zdecydowanej linii — znak, że poszła już Kławdia Matwiejewna, kierowniczka szkoły. Jeżeli rano nie ma żadnych korytarzy, które wysokością odpowiadałyby wzrostowi uczniów z podstawówki, to znaczy, że mróz jest tak wielki, iż nie ma lekcji i dzieci siedzą w domu. Czasem widzi się korytarz, który jest bardzo nierówny i potem nagle się urywa. To znaczy — Tania zniża głos — że szedł jakiś pijak, potknął się i upadł. W wielki mróz pijacy często zamarzają. Wtedy taki korytarz wygląda jak ślepa uliczka. Wcale nie żałuję, że przyjechałem do Jakucka, skoro mogłem tu spotkać taką wspaniałą, mądrą dziewczynkę, i to spotkać przypadkowo, kiedy chodziłem ulicami dzielnicy, która nazywa się Założnaja. Po prostu Tania była jedyną żywą istotą, jaką zobaczyłem w pustym pejzażu tej dzielnicy (było południe, ludzie o tej porze są w pracy), a ponieważ zgubiłem drogę, chciałem spytać, którędy iść do ulicy Krupskiej, gdzie miałem spotkanie. A to ja cię zaprowadzę, powiedziała ochoczo Tania, bo możesz sam nie trafić. W praktyce oznaczało to, że musiałem przyłączyć się do jej zabawy, ponieważ dojść do ulicy Krupskiej można tylko w jeden sposób — skacząc przez kałuże. (Imperium) Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 10.04.10, 15:08 Gdyby ktoś uznał moje dzisiejsze wpisy za niestosowne - nie wiedziałem jeszcze o katastrofie, gdy je zamieszczałem. Więc z tą mgłą to czysty przypadek. A niczego stosownego nie znajduję. Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 13.04.10, 07:28 Dlaczego świat przeleciał obok mnie tak szybko nie dał się zatrzymać zbliżyć przejść na ty pognał znikający punkt w ogniu i dymie /R. Kapuściński/ Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 20.04.10, 13:19 Zachód chciałby dobrze żyć z władcami Kremla, ale ma jeden warunek: żeby to byli ludzie sympatyczni, żeby się uśmiechali, żeby chodzili dobrze ubrani, rozluźnieni, pogodni, dowcipni, uprzejmi. I oto po sześciuset latach beznadziejnych oczekiwań — pojawia się taki człowiek: Gorbaczow! Londyn i Paryż, Waszyngton i Bonn — wszyscy otwierają ramiona, cieszą się. Jakież odkrycie! Jaka ulga! Starsze Panie, amerykańskie turystki, ruszają strumieniem do Rosji: — Let's go to Moscou! Let's have a lunch with Gorbi! Rosjanie patrzą na to wszystko wielkimi oczyma. Rosyjskie rówieśnice amerykańskich turystek, stojące godzinami w kolejkach po kawałek mięsa albo sera, myślą o genseku z mniejszym entuzjazmem. (Imperium) Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 21.04.10, 07:13 Dla mnie pierestrojka była połączeniem dwóch wielkich procesów, jakim zostało poddane społeczeństwo Imperium: — była masową kuracją odwykową od lęku, oraz — zbiorową podróżą do świata informacji. Ktoś, kto nie był wychowany w atmosferze powszechnego, zwierzęcego lęku i w świecie bez informacji, będzie miał trudności w zrozumieniu, o co tu chodzi. Fundamentem Imperium sowieckiego był terror i jego nieodłączna, drżąca latorośl — strach. Ponieważ Kreml zarzuca politykę masowego terroru wraz ze śmiercią Stalina i Berii, można powiedzieć, że ich odejście jest początkiem końca Imperium. Odwilż chruszczowowska, a potem lata zastoju łagodzą nieco koszmar strachu epoki Stalina, jednakże nie likwidują go w stopniu radykalnym. Trwają prześladowania dysydentów, wyrzucają z pracy, jeżeli ktoś myśli inaczej, niż trzeba, szaleje cenzura itd. Dopiero pierestrojka i głasnost' wnoszą tu zasadniczą zmianę. Ludzie po raz pierwszy zaczynają wyrażać własne opinie publicznie, mieć zdanie — krytykować i postulować. Ludzie się oczywiście tym zachłystują i upajają, co jednak na dalszą metę staje się niesłychanie męczące, gdyż wszyscy i wszędzie bez przerwy mówią, mówią i mówią. Albo — piszą, piszą i piszą. Zalew słów, miliardy słów na salach zebrań, na wszystkich falach eteru, na tonach, setkach ton kartek papieru. Tej przeobfitości mowy, temu wzburzonemu słowotokowi sprzyja i sam język rosyjski o frazie szerokiej, rozległej, nieskończonej jak ziemia rosyjska. Żadnej tu kartezjańskiej dyscypliny, żadnej aforystycznej ascezy. Trzeba brnąć i brnąć przez strumień czyjegoś wykładu albo przez wiele stron tekstu, żeby dotrzeć do zdania o wielkiej wartości. Ileż trzeba się natrudzić, żeby dotrzeć do tej perły! Nie tylko wolno mówić, chodzi o to, że jest już i o czym mówić. Bo jednocześnie zaczęła się podróż do świata informacji. Mówiąc bardzo ogólnie i upraszczając: jedną z zasadniczych różnic między pierwszą połową naszego wieku a połową drugą (dotyczy to zwłaszcza lat ostatnich) jest ta — w każdej z tych epok żyło (i żyje) się w zupełnie różnym świecie informacyjnym. Pod tym względem człowiek żyjący w pierwszej połowie wieku, zwłaszcza w ZSRR, był bliższy człowiekowi jaskiniowemu niż temu, który siedzi dziś przy komputerze i naciskając klawisze może otrzymać natychmiast wszystkie informacje. Na tę różnicę zwraca uwagę jeden z rosyjskich pisarzy dysydentów, Lew Kopieliew, w swojej książce „Bożyszcza mojej młodości", w której pisze, że pod względem informacyjnym nawet dorośli byli wówczas dziećmi, podczas gdy dziś — nawet dzieci są dorosłymi. Ludzie naprawdę mało wówczas wiedzieli. Jednym z rzeczywistych przywilejów był właśnie dostęp do informacji. Archiwa KGB były bardziej strzeżone niż arsenały broni masowej zagłady. Jeden z dziennikarzy rosyjskich (nie pamiętam jego nazwiska) wspomina, że kiedy po inwazji sowieckiej na Czechosłowację spytał Breżniewa, co wolno pisać o sytuacji w tym kraju, ten odpowiedział mu: „Piszcie wszystko, ale tylko w jednym egzemplarzu i wysyłajcie tylko do mnie". A tu nagle pojawiają się wzmianki i o Katyniu, i o Kuropatach, i o Sołowkach. (Imperium) Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 22.04.10, 23:52 Trzeba trzymać się z dala od toczących się sporów, bo są przepojone nienawiścią, jadem trucizną. Nie chodzi w nich o to, by coś ustalić, ale żeby komuś podstawić nogę, wymierzyć cios, ogłuszyć. A potem chichotać, ale nie pa- trząc w lustro, bo w nim czyha na nas twarz, której wolało- by się nie widzieć. /Lapidarium V/ Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 23.04.10, 00:09 Simone Weil: "Potrzeba takiego życia zbiorowego, które, otaczając każdą istotę ludzką ciepłem, pozostawi wokół niej wolną przestrzeń i ciszę. Współczesne życie jest tego przeciwień- stwem". /Lapidarium IV/ Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 23.04.10, 02:38 Uważałeś się za wolnego i oburzałeś się, kiedy mówiłem o przymusie. Jest to zaś przymus nie ze strony jakiegoś żandarma, a więc widoczny, lecz tym bardziej nieunikniony, że nieodczuwalny, podobnie jak w przypadku drzwi w murze, kiedy przymusu dojścia do nich nie traktujesz jako zamachu na swoją wolność. Jeżeli chcesz jednak dojrzeć pole napięć, które ci wyznacza i każe ci tak właśnie, a nie inaczej poruszać się, odczuwać, myśleć, kochać, skarżyć się i nienawidzić, zaobserwuj, jak zaczyna działać ów gorset u sąsiada — wtedy stanie się dla ciebie widoczny. W przeciwnym razie nigdy go nie dostrzeżesz. Spadający kamień nie odczuwa siły ciążenia. Kamień ciąży wtedy, gdy leży nieruchomo. Tylko stawiając opór, czujesz siłę, która cię chce popchnąć. I liść ulatujący z wiatrem nie czuje go, i kamień wypuszczony z ręki — nie czuje ciążenia. Antoine de Saint-Exupéry, Twierdza Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Motto na wczoraj 24.04.10, 18:56 Czy pana „filozofia" gromadzenia książek zmieniała się w jakiś sposób? Zawsze miałem jedną filozofię - mieć jak najwięcej książek. Do dziś zwożę je ze świata. W latach sześćdziesiątych, w Nigerii, kiedy poważnie się rozchorowałem, wysłali mnie samolotem, a rzeczy osobno. Celnik na Dworcu Gdańskim dopytywał się, gdzie właściwie jest mój bagaż, bo przyszła skrzynia książek, jedne dżinsy i patelnia. (Autoportret reportera) Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na wczoraj 29.04.10, 08:29 Smutne wrażenie pozostawia wizyta w księgarni przy Largo do Portugal. Jest tam pusto. Kurz osiadł szarą warstwą na starym kontuarze. Ani jednego nabywcy. Kto ma teraz głowę do czytania książek? Żołnierze dawno wykupili ostatnie pisma pornograficzne i zawieźli je na front. To, co pozostało - stosy arcydzieł przemieszane z literaturą najbardziej podrzędną - nikogo nie interesuje. Ci, którzy parają się piórem, mogą tu odebrać ważną lekcję skromności. Dzieło nieśmiertelne czy zdawkowe romansidło są dla uchodźcy jednakowo uciążliwe z prostej przyczyny: papier jest ciężki. R. Kapuściński, Jeszcze dzień życia Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 24.04.10, 18:59 Ktoś o młodym pokoleniu: - że jest nastawione na sukces, jest indywidualistyczne i bezimienne, a także - że się nie buntuje. (Lapidarium V) Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Motto na jutro 24.04.10, 23:01 Ludzie wierzą w to, co jest wygodne. W to, czego potrzebują. Bardzo wierzą w obietnice, są wdzięczni tym, którzy obiecują. (Lapidarium V) Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 29.04.10, 08:41 Słabością każdej kobiety jest maleńkie zdanko: "a nie mówiłam"*. Uczucie triumfu przy wypowiadaniu tego zdania zmienia nasze klęski w gorzkie zwycięstwa. Stefania Grodzieńska *znane też w wariantach: "no widzisz!", "no widzisz, nie mówiłam!?", "i co, nie mówiłam?" (przyp. ptaptaka) Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 30.04.10, 09:01 I o racje swoje Kopii już nie kruszę Świata się nie boję Bo już nic nie muszę! Jeśli się nie skusisz To ja cię nie zmuszę Bo ty nic nie musisz Tak jak ja nie muszę Milutkie trzy słowa Jak miód na mą duszę Powtarzam od nowa że już , że już, że już... Nic nie muszę... sł. Grażyna Szałkowska muz. Seweryn Krajewski mp3bear.com/01-bo-ju-nic-nie-musz Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 30.04.10, 19:16 MAŁŻEŃSTWO I SZOSA ONA: Niepotrzebnie zacząłeś hamować na śliskiej szosie. ON: Zacząłem hamować, kiedy złapałaś za kierownicę. ONA: Złapałam za kierownicę, jak cię zaczęło rzucać. ON: Zaczęło mnie rzucać, kiedy pociągnęłaś za ręczny hamulec. ONA: Pociągnęłam za ręczny hamulec, jak krzyknąłeś: ,,Rany boskie”. ON: Krzyknąłem: ,,Rany boskie”, kiedy zepchnęłaś mi nogę z gazu. ONA: Zepchnęłam ci nogę z gazu, bo mnie nie chciałeś posłuchać. ON: Nie chciałem cię posłuchać, bo mi radziłaś prowadzić kozę na sznurku zamiast samochodu. ONA: Radziłam ci prowadzić kozę na sznurku zamiast samochodu, bo jechałeś jak wariat. ON: Jechałem jak wariat, żeby uciec przed fiatem, którego zwymyś- lałaś przy wyprzedzaniu. ONA: Zwymyślałam go przy wyprzedzaniu, bo patrzył na mnie i stukał się w czoło. ON: Stukał się w czoło, bo wystawiłaś przez okno prawą rękę, jakbyśmy mieli skręcać w prawo. ONA: Wystawiłam rękę, żeby ci pokazać, w które drzewo rąbniemy, jak będziesz tak głupio jechał. ON: Ale w końcu rąbnęliśmy w inne. ONA: Pewnie! Czego ty nie zrobisz, żeby tylko mnie na złość. * * * Tak gawędzili, wznosząc się ku niebu. Tymczasem dokoła wypadku gromadzili się ludzie, w mil- czeniu patrząc w ich twarze. Na każdej z tych twarzy zastygł na zawsze wyraz przeświadczenia o własnej słuszności. /S. Grodzieńska, Kawałki żeńskie, męskie i nijakie/ PS Ptaptasiu, a nie mówiłam :) Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 01.05.10, 15:04 Czas zdefiniować lewicę prosto: ma stanąć po stronie mrówek, a nie mrówkojadów. Izabela Jaruga-Nowacka jaruga-nowacka.pl/ Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 03.05.10, 12:17 Tron polski elekcyjnym przez familie mieć na zawsze chcemy i stanowimy. Konstytucja 3 Maja, art. VII Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 03.05.10, 12:20 Na Prezydenta Rzeczypospolitej może być wybrany obywatel polski, który najpóźniej w dniu wyborów kończy 35 lat i korzysta z pełni praw wyborczych do Sejmu. Kandydata zgłasza co najmniej 100 000 obywateli mających prawo wybierania do Sejmu. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, art. 127 Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 03.05.10, 12:21 Są wesołe konstytucje Które mają jeden cel Chcą oddalać rewolucje Ale my to mamy gdzieś Dokładnie tam Dokładnie tam Dokładnie tam Dokładnie tam Są przewrotne rezolucje Które mają zgubną treść Nigdy nikt ich nie przeczyta Ale my to mamy gdzieś Dokładnie tam Dokładnie tam Dokładnie tam Dokładnie tam Lech Janerka, Konstytucje Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 04.05.10, 15:40 Nie chcieli Angoli. Mieli dosyć tego kraju, który miał być ich ziemią obiecaną, a przyniósł im rozczarowanie i poniżenie. Żegnali swój afrykański dom z mieszaniną rozpaczy i wściekłości, żalu i bezsiły, z poczuciem, że odjeżdżają na zawsze. Pragnęli tylko ujść z życiem i wywieźć swój dobytek. Wszyscy byli zajęci budowaniem skrzyń. Zwieziono góry desek i dykty. Skoczyły ceny młotków i gwoździ. Skrzynie były głównym tematem rozmów - jak je budować i czym najlepiej wzmacniać. Pojawili się samozwańczy znawcy - skrzyniarze, domorośli architekci skrzyniarstwa, skrzyniarskie style, szkoły i kierunki. Wewnątrz Luandy - zbudowanej z betonu i cegły, zaczęło powstawać nowe, drewniane miasto. Chodziłem teraz po ulicach jak po wielkim placu budowy. Potykałem się o rozrzucone deski, gwóźdź wystający z belki rozerwał mi koszulę. Niektóre skrzynie były wielkości letnich domków, bo wytworzyła się nagle skrzyniarska skala prestiżu - im kto bogatszy, tym większą budował skrzynię. Imponujące były skrzynie milionerów — belkowane i wybite od wewnątrz żeglarskim płótnem, miały ściany solidne i eleganckie, zrobione z najdroższych gatunków tropikalnego drewna, o słojach tak pięknie przyciętych i tak starannie spolerowanych, że przypominały antyczne meble. W skrzynie te pakowano całe salony i sypialnie, kanapy, stoły i szafy, kuchnie i lodówki, komody i fotele, obrazy, dywany, żyrandole, porcelanę, pościel i bieliznę, wszystkie ubrania, makatki, pufy i wazony, nawet sztuczne kwiaty (co także widziałem), całą monstrualną i nieprzebraną rupieciarnię zagracającą dom każdego mieszczucha, a więc figurki, muszle, szklane kule, flakony, wypchane jaszczurki, metalową miniaturkę katedry mediolańskiej przywiezioną z wycieczki do Włoch, listy! listy i fotografie, ślubne zdjęcie w złoconych ramach — to może zostawimy, mówi pan, no wiesz, jak ci nie wstyd, woła oburzona pani - wszystkie zdjęcia maluchów, a tu jak pierwszy raz usiadł, a tu jak pierwszy raz powiedział daj, daj, a tu z lizakiem, a tu z babcią, no więc to wszystko, wszystko dosłownie, bo także skrzynki z winem, ten zapas makaronu, który kupiłam, jak tylko zaczęli się strzelać, i jeszcze wędka, szydełko, moje nici! mój sztucer, kolorowe klocki Tutuni, ptaszki, fistaszki, odkurzacz i dziadek do orzechów też muszą się zmieścić, po prostu - muszą i już, tak żeby zostały tylko goła podłoga, nagie ściany, pełny negliż, strip-tease mieszkania zrobiony do końca, przy oknie bez zasłon i tylko jeszcze zamkniemy drzwi i w drodze na lotnisko zatrzymamy się na bulwarze i wrzucimy klucz do morza. (Jeszcze dzień życia) Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 04.05.10, 15:45 A jednak zdążyłem zobaczyć, jak odpływa miasto. O świcie kołysało się jeszcze u brzegu, bezładnie spiętrzone, bezludne, bez życia, jak zamienione w muzeum miasto starożytnego Wschodu po wyjściu ostatniej wycieczki. O tej godzinie było mglisto i chłodno. Stałem na lądzie z grupą żołnierzy angolańskich i gromadką czarnych dzieci, oberwanych i zmarzniętych. Wszystko nam zabrali - powiedział jeden z żołnierzy nawet bez złości i zabrał się do rozcinania ananasa, bo owoce te, tak przejrzałe, że po rozcięciu sok wylewał się z nich jak woda z kubka, były wtedy jedynym naszym pożywieniem. Wszystko nam zabrali - powtórzył i zagłębił twarz w złocistej czarce owocu. Bezdomne, portowe dzieci wpatrywały się w niego zachłannym, zafascynowanym wzrokiem. Żołnierz uniósł twarz umazaną sokiem, uśmiechnął się i dodał - ale za to mamy teraz dom. Zostaliśmy sami na swoim. Wstał i uradowany tą myślą, że Angola jest jego, wywalił w powietrze całą serię z automatu. Odezwały się syreny, mewy skoczyły i pognały nad wodą, miasto drgnęło i powoli zaczęło odpływać. Nie wiem, czy zdarzył się kiedyś wypadek, żeby całe miasto przepłynęło ocean, ale tym razem tak właśnie było. Miasto wypłynęło w świat, w poszukiwaniu swoich mieszkańców. Byli to dawni mieszkańcy Angoli, Portugalczycy, którzy rozproszyli się po Europie i Ameryce. Część z nich udała się do Południowej Afryki. Wszyscy oni wyjechali z Angoli w pośpiechu, uciekając przed pożogą wojenną, przekonani, że w kraju tym nie będzie więcej życia i że pozostaną tylko cmentarze. Ale zanim wyjechali, zdążyli jeszcze zbudować w Luandzie drewniane miasto, do którego zapakowali wszystko, co było w mieście kamiennym. Na ulicach pozostało tylko tysiące samochodów pokrytych kurzem, które zjadała rdza. Pozostały też mury, dachy, asfalt na jezdniach i żelazne ławki na bulwarze. I teraz drewniane miasto płynęło przez Atlantyk miotane gwałtowną, sztormową falą. Gdzieś na oceanie nastąpił podział miasta i jedna z dzielnic, największa, popłynęła do Lizbony, a druga do Rio de Janeiro, a trzecia dzielnica do Cape Town. Każda z tych dzielnic dotarła szczęśliwie do swojego portu. Wiem o tym z różnych źródeł. Maria pisała mi, że jej skrzynie znajdują się już w Brazylii, a przecież skrzynie te stanowiły część drewnianego miasta. O tym, że jedna z dzielnic pomyślnie dopłynęła do Cape Town, pisało wiele gazet. A teraz o tym, co widziałem na własne oczy. Po wyjeździe z Lu-andy zatrzymałem się w Lizbonie. Kolega wiózł mnie szeroką ulicą, nad ujściem Tagu, w pobliżu portu. I wtedy zobaczyłem fantastyczne sterty skrzyń, spiętrzone do ryzykownej wysokości, zostawione, nie ruszane, jakby niczyje. To była właśnie ta największa dzielnica drewnianej Luandy, która dopłynęła do brzegu Europy. (Jeszcze dzień życia) Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 05.05.10, 03:35 Przy życiu trzymały się jeszcze psy. Były to psy domowe, porzucone przez uciekających w popłochu właścicieli. Widziało się bezpańskie psy wszystkich najdroższych ras - boksery, buldogi, charty i dobermany, jamniki, pinczery i spaniele, nawet szkockie teriery, a także dogi, mopsy, pudle. Opuszczone, zbłąkane, chodziły wielkim stadem w poszukiwaniu żarcia. Dokąd było wojsko portugalskie, ta nieprzebrana psia czereda zbierała się każdego rana na placu przed sztabem generalnym, gdzie wartownicy karmili ją konserwami z żołnierskich racji paktu północno-atlantyckiego. Widok był taki, jakby się oglądało światową wystawę rasowych psów. Potem nakarmione, zadowolone stado przenosiło się na miękką, soczystą trawę porastającą ocieniony skwer przed Pałacem Rządu. Zaczynała się nieprawdopodobna, zbiorowa orgia seksualna, roznamiętnione i niestrudzone szaleństwo, gonitwy i kotłowanina do stanu zupełnej zatraty. Znudzeni wartownicy mieli z tego powodu wiele rubasznej uciechy. Po wyjściu wojska psy zaczęły głodować i chudnąć. Jakiś czas snuły się po mieście bezładną zgrają, poszukując daremnie pożywienia. Pewnego dnia zniknęły. Myślę, że śladem ludzi opuściły Luandę, ponieważ później nigdy nie natrafiłem na zdechłego psa, a tych, które przychodziły pod sztab generalny, a potem baraszkowały przed Pałacem Rządu, były setki. Można przyjąć, że z gromady wyłonił się energiczny przywódca, który wyprowadził psie stado z umierającego miasta. Jeżeli psy poszły na północ, trafiły do FNLA. Jeżeli na południe - trafiły do UNITA. Natomiast jeśli udały się na wschód, w stronę Dalatando i Saurimo, mogły dojść do Zambii, następnie do Mozambiku a nawet do Tanzanii. Być może wędrują one nadal, ale nie wiem, w jakim kierunku i w którym są teraz kraju. (Jeszcze dzień życia) Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 06.05.10, 23:26 Nie cierpię tego języka: biały, czarny, żółty. Mit rasy jest wstrętny. O co tu chodzi? Że ktoś jest biały, to ważniejszy? Jak dotychczas, najwięcej łobuzów miało białą skórę. Nie widzę, z czego się cieszyć czy martwić, że się jest takim czy siakim. Na to nie ma nikt wpływu. Wszystko, co jest ważne, to serce. Nic więcej się nie liczy. /R. Kapuściński, Busz po polsku/ Odpowiedz Link Zgłoś
aleks652 O kobiecie 07.05.10, 10:06 Kobieta, jeśli nawet nie kocha, jest wdzięczna za miłość, którą ją obdarzają [url=http://www.pasjaksiazek.pl/ksiazka/1261,saga_rodu_forsyte%27ow_t.1.html]John Galsworthy/url] Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 08.05.10, 23:13 Na pytanie: co jest dla ciebie największą porażką, A.B. odpowiada: - Kiedy nie mogę porozumieć się z drugim człowie- kiem. Kiedy widzę, że ten drugi, to czasami inna istota. Właśnie – inna. Takie sytuacje, w których nie jestem w sta- nie nawiązać jakiegoś porozumienia, zdarzają mi się rzad- ko, ale jednak bywają. Dosyć szybko zaczynamy się wów- czas orientować, że jesteśmy na różnych falach, że nada- wane przez nas sygnały nigdzie się nie spotykają. Wtedy właśnie czuję się pokonany, beznadziejnie bezsilny. Ktoś zadzwonił z Rozgłośni Harcerskiej, prosząc o wy- wiad. - Czy wierzy pan w przyjaźń? - Tak, wierzę. - Czy ma pan przyjaciół? - Tak, wielu. Bez nich nie umiałbym żyć, nie wyobra- żam sobie życia. - Co najważniejsze jest w przyjaźni? - Że nad przyjaźnią trzeba pracować. Przyjaźń może zrodzić się sama, ale aby ją utrzymać, potrzeba wspólnego wysiłku, pielęgnacji, troski, zabiegów. Słyszy się, jak ktoś narzeka: - nie mam przyjaciół. Ale niechże odpowie – ile włożył wysiłku, aby przyjaźń rozbudzić, a potem podtrzy- mywać, kultywować, umacniać? /Lapidarium IV/ Odpowiedz Link Zgłoś