Motto na dziś

    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 09.05.10, 17:49

      Hitler to jedyny może w historii przykład tyrana, który nie pozostawił żadnych
      aktywów na swoim koncie. Dla siebie samego, dla swego narodu i świata oznaczał
      wyłącznie samobójstwo i mord. Siedem milionów zamordowanych Żydów, siedem
      milionów deportowanych i zabitych ludzi z całej Europy, dziesięć milionów ofiar
      wojny to może jeszcze nie dość dla historii, żeby go osądzić: historia jest
      przyzwyczajona do morderców. Ale niszcząc swoje ostatnie usprawiedliwienie, to
      znaczy naród niemiecki, ten człowiek, którego obecność historyczna przez lata
      prześladowała miliony, stał się tylko nędznym i przelotnym cieniem. Zeznania
      Speera na procesie norymberskim dowiodły, że Hitler, choć mógł położyć kres
      wojnie jeszcze przed ostateczną klęską, wybrał samobójstwo powszechne,
      materialne i polityczne zniszczenie narodu niemieckiego. Od początku do końca
      jedyną wartością dla niego był sukces. Skoro Niemcy przegrywają wojnę, są
      tchórzliwe i zdradzieckie, i powinny zginąć. "Jeśli naród niemiecki nie jest
      zdolny do zwycięstwa, nie zasługuje na życie". Postanowił więc wciągnąć go w
      śmierć, a własne samobójstwo obrócić w apoteozę - w chwili, kiedy działa
      rosyjskie obracały w gruz mury berlińskich pałaców.

      Albert Camus, Człowiek zbuntowany
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 09.05.10, 18:28

        Zagłada wsi Lidice dowodzi, że pod pozorem systematyczności i naukowości ruch
        hitlerowski krył w sobie irracjonalność, którą mogły zrodzić tylko pycha i
        rozpacz. Wobec wsi jakoby zbuntowanej zdobywca mógł dotąd zastosować dwa rodzaje
        działań: albo wykalkulowane represje i zimne rozstrzelanie zakładników, albo
        dziki i siłą rzeczy krótki atak rozwścieczonych żołnierzy. Lidice zniszczono
        łącząc oba sposoby; dają obraz spustoszeń, jakich dokonuje irracjonalna
        racjonalność. Nie tylko podpalono domy, rozstrzelano stu siedemdziesięciu
        czterech mężczyzn, wywieziono dwieście trzy kobiety, a sto troje dzieci
        wyprawiono do Niemiec, żeby wychować je w religii Fuhrera; ponadto ekipy
        specjalne pracowały przez miesiące, aby przy użyciu dynamitu wszystko zrównać z
        ziemią, usunąć każdy kamień, nie zapominając o zasypaniu stawu, o zmienieniu
        kierunku drogi i rzeki. W rezultacie Lidice, zgodnie z logiką ruchu, przestały
        istnieć i objawiły się jako czysta szansa dla przyszłości. Dla większej pewności
        opróżniono też cmentarz, gdyż umarli mogli przypominać, że coś było w tym miejscu.

        (Człowiek zbuntowany)
        • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 09.05.10, 18:30

          Terror żąda zniszczenia nie tylko osoby, ale uniwersalnych możliwości osoby –
          refleksji, solidarności, wołania o miłość absolutną. Propaganda i tortura są
          bezpośrednimi sposobami dezintegracji; bardziej jeszcze systematyczne upadlanie,
          stop z cyniczną zbrodnią, wymuszona współwina. Ten, kto zabija czy torturuje,
          jeden tylko cień widzi na swoim zwycięstwie: nie może czuć się niewinny. Musi
          więc stworzyć poczucie winy u ofiary, aby w świecie pozbawionym kierunku wina
          powszechna uzasadniała użycie siły, uświęcała sukces. Kiedy pojęcie niewinności
          zanika u niewinnego, wartość potęgi rządzi ostatecznie rozpaczliwym światem.
          Dlatego nikczemna i okrutna pokuta nim włada. Skazańcy wieszają się nawzajem.
          Zamordowany jest nawet czysty głos macierzyństwa, jak w przypadku owej matki
          greckiej, którą oficer zmusił do wskazania tego z jej trzech synów, którego
          przeznacza na rozstrzelanie. Oto w jaki sposób jest się ostatecznie wolnym. Siła
          zabijania i upadlania ratuje służalczą duszę od nicości. Wolność niemiecka
          śpiewa w obozach śmierci przy wtórze orkiestry skazańców.

          (Człowiek zbuntowany, przełożyła Joanna Guze)
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 11.05.10, 23:43

      Gruby schował pistolety i zatrzasnął szufladę. Do dziś nie wiem, dlaczego
      zostawił mnie w spokoju. Może należał do ludzi, jakich nieraz spotykałem, którym
      większą satysfakcję od zabijania daje świadomość, że mogliby zabić, a tego nie
      robią.

      (Jeszcze dzień życia)
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 12.05.10, 16:44
      Pomyślne znaki na ponurym niebie rasizmu: "Newsweek" pisze w maju 1997, że w Stanach Zjednoczonych zaczyna kształtować się, marzona kiedyś przez meksykańskiego filozofa Jose Vasconcelosa rasa cosmica: mianowicie coraz więcej młodych w tym kraju ma trudności z określeniem, do jakiej rasy właściwie należą. Coraz trudniej wytyczyć granicę ras. W różnych miejscach zaczyna dominować rasa mieszana.

      (Lapidarium IV)
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 13.05.10, 22:29

      (...) Nagle przychodzi dzień, po którym jutra już nie będzie. Karą
      dla tych, którzy pozostają przy życiu, jest głęboki żal, nie
      do naprawienia i wyrzuty sumienia, które pieką gorzkim wstydem. Jaka
      to szkoda, że wszystkiemu, co w ludziach jest życzliwe dla siebie
      wzajem i przychylne, zgodne i rozsądne, pogodne i przyjazne, na drodze
      stają nerwowe urazy i dziecinne dąsy - dziecinne i puste, gdy
      mierzyć je grozą i powagą śmierci.

      /S. Grodzieńska, Urodził go ,,Niebieski Ptak"/
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 14.05.10, 09:55

      Tragedie małżeńskie


      TRZY TYGODNIE PO ŚLUBIE


      ONA: Wiesz, że ja ciebie strrrasznie kocham, słoniu.
      ON: Ja ciebie też strrrasznie kocham, serduszko.
      ONA: Słoniu!
      ON: Co, serduszko?
      ONA: Wiesz, słoniu, jak dawno my już jesteśmy po ślubie?
      ON: Trzy tygodnie i dwa dni, serduszko.
      ONA: A właśnie, że trzy tygodnie i trzy dni, bo już dwunasta!
      ON: To już strasznie dawno jesteśmy po ślubie, serduszko.
      ONA: A kto jest tak dawno po ślubie, słoniu?
      ON: No, my.
      ONA: Kto my?
      ON: No, my. Ty i ja.
      ONA: Serduszko ze słoniem, słoniu?
      ON: Serduszko ze słoniem, serduszko.
      ONA: Ale tak się kochamy, jakbyśmy byli dopiero co po ślubie,
      prawda, słoniu?
      ON: Tak, serduszko.
      ONA: Ale serduszko więcej kocha słonia niż słoń serduszko.
      ON: Wcale nie, bo słoń więcej kocha serduszko niż serduszko słonia.
      ONA: Słoń się serduszku sprzeciwia, to znaczy, że słoń serduszka
      nie kocha tak, jak serduszko słonia.
      ON: Serduszko wmawia słoniowi, że słoń serduszka nie kocha,
      znaczy, że serduszko nie kocha słonia tak, jak słoń serduszko.
      ONA: Już serduszko chyba dosyć dało słoniowi dowodów, że słonia
      kocha.
      ON: A słoń serduszku nie?
      ONA: .Słoń nie chciał wczoraj iść z serduszkiem na kolację. A ser-
      duszku bardzo zależało.
      ON: Serduszku zależało, bo na tej kolacji miał być Fordasiewicz.
      ONA: Słoń chyba zwariował. Co serduszko obchodzi Fordasiewicz?
      ON: Jeżeli serduszka nie obchodzi Fordasiewicz, to dlaczego zeszłym
      razem serduszko się na niego gapiło i pozwoliło do siebie oko puszczać
      w obecności słonia?
      ONA: Nic serduszko nie pozwoliło. Słoń ma chorą wyobraźnię.
      Gdyby serduszku zależało na każdym, kto do niego oko puszcza, toby
      serduszko nie musiało wychodzić za słonia, który ma półtorej średniej
      pensji bez przydziałów.
      ON: Nie podoba ci się moja pensja? A co, może mam kraść, jak inni?
      ONA: Czy ja mówię, żebyś kradł? Już przekręcasz moje słowa. Ja
      ci każę kraść ! Tylko mi nie zaczynaj wmawiać, że ja ci każę kraść!
      Tego by brakowało! Miałam tłumy starających się. Bogatych, przystoj-
      nych, inteligentnych. A mimo to wyszłam za ciebie. Teraz mam
      wdzięczność.
      ON: Może i miałaś tłumy starających się, ale nie o rękę. Wszędzie
      cię było pełno, po knajpach, po kawiarniach, wszędzie z mężczyznami.
      Ale jak przyszło co do czego, to ożeniłem się z tobą ja jeden.
      ONA: Przestań mnie obrażać! Niewychowany cham! Nieinteligentny
      (a może „głupi”?) idiota! Ładną karierę zrobiłam, nie ma co! Jeszcze
      mnie obraża!
      ON: A kariera, żebyś wiedziała, że kariera! Gdzie znajdziesz
      takiego drugiego , żeby wytrzymał z tobą trzy tygodnie i dwa dni.
      ONA: I trzy dni.
      ON: I trzy dni, zapewniając cię dwanaście razy dziennie o swojej
      miłości. Gdzie drugi taki osioł, pytam się ciebie?
      ONA: Kłamca, nie osioł! Kłamałeś dwanaście razy dziennie.
      ON: Nic podobnego! Kłamstwo mi jeszcze zarzuca!
      ONA: Mówiłeś, że mnie kochasz, i nie kłamałeś?
      ON: Nie do cholery!
      ONA: To znaczy, że mnie kochasz?
      ON: Tak, do cholery!
      ONA: Słoń kocha serduszko i nie gniewa się na serduszko?
      ON: Serduszko kocha słonia, chociaż krzyczy na słonia?
      ONA: Serduszko nie krzyczy. Serduszko kocha słonia, jakby słoń
      był wieloryb. A jak słoń kocha serduszko?
      ON: Słoń kocha serduszko, jakby serduszko było żabą.
      ONA: Ale serduszko więcej kocha słonia...
      ON: Nie! Słoń więcej kocha serduszko.
      ONA: Znowu słoń dokucza serduszku...

      /S. Grodzieńska, Kawałki żeńskie, męskie i nijakie/
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 16.05.10, 23:16

      Ale oto zajechał kremowy mercedes i przywiózł sałatę. Widziałem to na własne oczy. Widziałem w Kazimierzu, jak na rynek zajechał nowiutki, lśniący mercedes wyładowany w środku skrzynkami ze świeżą sałatą!

      (Lapidarium IV)
      • gdytyjeszczenamucheptapta Czy nie miałeś rano kłopotów z wypróżnianiem? 16.05.10, 23:21
        - pytał (Gandhi) każdego na powitanie.

        (tamże)
        • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 16.05.10, 23:28

          Be the change you want to see in the world.

          (Gandhi)
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 17.05.10, 19:44

      "Tak, spokój powrócił.
      Mam piękne dzieci, dosyć żyzne pole, dobrego męża, który mi
      pomaga. Parę lat temu, po masakrze, kiedy mnie pan poznał,
      byłam zwykłą dziewczynką, jedną z wielu sierot, bez niczego,
      tylko ciężka harówka i złe myśli w głowie. A potem, dzięki
      mężowi, stałam się panią domu, nie do wiary. Rano, kiedy się
      budzę, odwaga podaje mi rękę, nawet po koszmarnej nocy
      czy podczas suszy. Życie się do mnie uśmiecha i jestem mu
      wdzięczna, że nie zostawiło mnie na bagnach.
      Ale nadzieja, że będę kimś, odeszła. Nigdy nie usłyszy pan,
      jak prawdziwa Claudine odpowiada na pańskie pytania, bo
      trochę już brakuje mi miłości własnej. Zaznałam bydlęcego
      życia, doświadczyłam okrucieństwa hieny i czegoś jeszcze gor-
      szego, bo zwierzęta nie są aż tak złe. Nazwano mnie insektem.
      Zgwałciło mnie dzikie zwierzę. Zapędzono mnie w miejsce,
      o którym nie da się opowiedzieć. Ale najgorsze jest jeszcze
      przede mną. Moje serce zawsze już będzie nieufne, ono już
      wie, że przeznaczenie nie musi dotrzymywać najprostszych
      obietnic.
      Dobry los podarował mi drugie życie i tego nie będę już od-
      rzucać. Ale będzie to tylko połowa egzystencji, tamta została
      przerwana. Ścigała mnie śmierć, kiedy za wszelką cenę chcia-
      łam przeżyć. A potem męczyło życie, gdy chciałam rozstać się
      z tym światem, skończyć ze wstydem, który mnie zadręczał.
      Wchodziłam w życie z dziewczęcą ufnością bez granic. Zdra-
      dziło mnie. To okropne nieszczęście, gdy zdradzą cię sąsiedzi,
      władza, biali. Po czymś takim można się pogubić. Niektórzy
      mężczyźni rzucają motykę i przesiadują w barze, kobiety zo-
      stawiają dzieci na pastwę losu i przestają o siebie dbać.
      Ale kto mógłby znieść, że życie go zdradziło? To poważna
      sprawa, potem już nie wiadomo, w którą stronę pójść. Dlatego
      od teraz będę stała z boku”.


      /Jean Hatzfeld, Strategia antylop/
      • musz-ka23 Re: Motto na dziś 17.05.10, 23:00

        Któregoś dnia usłyszałam jakiś hałas na dworze. Wyszłam
        na ulicę i dołączyłam do tłumu. Kiedy dostrzegliśmy w dali
        pierwszych więźniów, poczuliśmy się nagle jak w dziewięć-
        dziesiątym czwartym. Byliśmy wstrząśnięci, ale nikt się nie
        ruszył. Zbliżali się. Przeszli szeregiem, jakby zawstydzeni czy
        onieśmieleni, w milczeniu, dobrze ich przeszkolili. Odeszli, nie
        odwracając głów. Zniknęli, a my przestaliśmy się bać.
        Po południu jakiś pan wszedł do piekarni, trzymając za
        rękę chłopca . Kupił mu fantę i słodką bułeczkę. Był cały spo-
        cony. Właśnie wyszedł z więzienia, poruszał się jak starzec.
        Zaczęliśmy rozmawiać: <<Tak mi smutno, mam syna, który
        rósł beze mnie. Byłem silnym mężczyzną, teraz jestem słaby.
        Wszyscy mnie szanowali, teraz nikt się ze mną nie wita. Zło
        zniszczyło mi życie>>.
        Pomyślałam: <<Cóż, ten człowiek mówi szczerze. Jeżeli wszy-
        scy Hutu zawinili, to wszyscy, po co się zastanawiać, co zrobił
        właśnie ten? Jeżeli wyraża skruchę, jeśli proponuje mi przy-
        jaźń, z głębi serca odpowiadam tak, bo życie musi toczyć się
        dalej>>.

        /Strategia antylop/
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 18.05.10, 07:44

      Cechy populizmu:
      ambiguo - dwuznaczny, nawet wieloznaczny, nie-
      skonkretyzowany, mętny;
      transaccional - polityka przetargów, godzenia sprzecz-
      ności, kunktatorstwo, paktowanie;
      sin salida - polityka, która nie prowadzi do żadnych
      ostatecznych rozwiązań, która pozostawia struktury nie-
      naruszone;
      demagogico - język ludu, ale działanie - bez ludu,
      ataki na oligarchię, ale słowne tylko, mgliste i bałamutne.

      (Lapidarium I)
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 18.05.10, 07:48

      Strach w Urugwaju:
      Paco, cynik i złośliwiec, opowiadał mi o eksperymen-
      tach, jakie urządzał z ludźmi na ulicach Montevideo. A
      więc zaczynał iść za przygodnym człowiekiem. Człowiek
      przystawał - Paco przystawał. Człowiek ruszał - Paco
      za nim. Po jakimś czasie zaczynał się oglądać: Paco pa-
      trzył na niego przez ciemne okulary. Mijały chwile i Paco
      widział, jak na twarzy człowieka pojawia się pot. Jak jego
      koszula zaczyna być mokra na plecach. Wtedy Paco po-
      rzucał swoją ofiarę i odchodził.

      (Lapidarium I)
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 19.05.10, 23:58

      The fall of waters! rapid as the light,
      The flashing mass foams shaking the abyss;
      The hell of waters! where they howl and hiss,
      And boil in endless torture; while the sweat
      Of their great agony, wrung out from this

      (Byron)
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 20.05.10, 08:19

      - Woda jest wszystkim — mówi mędrzec żyjącego w Mali ludu Dogonów, Ogotemmeli. - Ziemia pochodzi z wody. Światło pochodzi z wody. I krew.
      - Pustynia nauczy cię jednego - powiedział mi saharyjski kupiec wędrowny w Niamey - że jest coś, czego można pragnąć i kochać bardziej niż kobietę. To jest woda.

      (Heban)
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 25.05.10, 05:48

      Kilka lat temu Wigilię Bożego Narodzenia spędzałem ze znajomymi w Parku Narodowym Mikumi, w głębi Tanzanii. Wieczór był ciepły, pogodny, bezwietrzny. Na polanie w buszu, pod odkrytym niebem, stało kilka stołów. Na stołach - smażone ryby, ryż, pomidory, lokalne piwo pombe. Paliły się świece, kaganki, lampy naftowe. Panowała przyjemna, luźna atmosfera. Jak to w Afryce przy takich okazjach - dużo opowieści, dowcipów, śmiechu. Byli tam ministrowie rządu Tanzanii, ambasadorzy, generałowie, wodzowie klanów. Minęła północ. Nagle poczułem, jak nieprzenikniona ciemność, która zaczynała się tuż za oświetlonymi stołami, kołysze się i dudni. Trwało to krótko. Łoskot szybko narastał i oto tuż zza naszych pleców, z głębi nocy, wyłonił się słoń. Nie wiem, czy ktoś z was znalazł się kiedyś oko w oko ze słoniem, ale nie w zoo czy w cyrku, lecz w afrykańskim buszu, w tym miejscu, w którym słoń jest groźnym panem świata. Na jego widok ogarnia człowieka śmiertelne przerażenie. Słoń-samotnik, odłączony od stada, to często zwierzę w amoku, rozszalały napastnik, który rzuca się na wioski, tratuje lepianki, zabija ludzi i bydło.
      Słoń jest naprawdę duży, ma przenikliwe, świdrujące spojrzenie i milczy. Nie wiemy, co się w jego potężnym łbie dzieje, co zrobi za sekundę. Stoi chwilę, a potem zaczyna się przechadzać między stołami. Przy stołach martwa cisza, wszyscy siedzą znieruchomiali ze strachu, sparaliżowani. Nie można się ruszyć, bo a nuż wyzwoli to jego furię, a jest szybki, przed słoniem się nie ucieknie. Z drugiej strony, siedząc nieruchomo, człowiek wystawia się na jego atak: ginie się zmiażdżonym nogami olbrzyma.
      Więc słoń przechadza się, patrzy na zastawione stoły, na światło, na zmartwiałych ludzi. Widać po jego ruchach, po kołysaniu głowy, że waha się, ciągle nie może podjąć decyzji. Trwa to i trwa w nieskończoność, całą lodowatą wieczność. W pewnym momencie chwytam jego spojrzenie. Patrzył na nas uważnie, ciężko, była w tych oczach jakaś głęboka, nieruchoma posępność.
      W końcu, obszedłszy kilka razy stoły i polanę, słoń zostawił nas, odszedł i roztopił się w ciemnościach. Kiedy ustało dudnienie ziemi i mrok znieruchomiał, ktoś z siedzących koło mnie Tanzańczyków spytał: - Widziałeś? - Tak - odparłem, na wpół jeszcze zmartwiały. - To był słoń. - Nie - odpowiedział. - Duch Afryki przybiera zawsze postać słonia. Bo słonia nie może pokonać żadne zwierzę. Ani lew, ani bawół, ani wąż.
      W ciszy wszyscy rozeszli się do lepianek, a chłopcy pogasili na stołach światło. Była jeszcze noc, ale zbliżała się najbardziej olśniewająca chwila w Afryce - moment świtu.

      (Heban)
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 26.05.10, 23:54


      Urodziłam się w Mayange, była nas szóstka, trzech braci i dwie
      siostry. Byłam ulubienicą taty, który mnie rozpieszczał. Ro-
      dzice od wczesnego ranka pracowali w polu, najęty pasterz
      pilnował krów, mieliśmy dużo mleka. Była też wielka planta-
      cja bananów i kiedy rodzice odkopywali urwagwę , dzielili się
      z sąsiadami – było to wtedy prawdziwe święto. Mieszkaliśmy
      w glinianym domu z blaszanym dachem, typowym dla Buge-
      sery. Dzieci chodziły czyste. Mama bardzo o nas dbała. Była
      inteligentna, chodziła do szkoły, powtarzała z nami lekcje ma-
      tematyki i francuskiego, zwłaszcza słownictwo.
      Tata uciekł przed masakrą w Ruhengeri w 1959 roku. Zaczął
      handlować na targu, mama chodziła tam na zakupy i tak się
      sobie spodobali. Rodzina ze strony matki sprzeciwiała się mał-
      żeństwu, ale tata bardzo się starał i postawił na swoim.
      I tak tata, jak to jest tu w zwyczaju, sprowadził mamę na
      swoją parcelę w Mayange. Był pogodny, barczysty, bardzo wy-
      soki, uprzejmy i serdeczny dla sąsiadów. Dużo pracował i naj-
      lepiej radził sobie w handlu, chyba że wszędzie było krucho.
      Mama była dobroduszną, tęgą i rumianą kobietą, najchętniej
      śmiałaby się z wszystkimi.
      Przywykliśmy do tego szczęśliwego życia. Nic nas nie trapiło,
      może tylko segregacja w szkole, kiedy nauczyciel pytał każdego
      o pochodzenie etniczne, ale to nie było groźne. Żyliśmy razem
      z Hutu, nie okazując sobie nawzajem wrogości.

      /J. Hatzfeld, Strategia antylop/
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 27.05.10, 10:39

      Moje wielkie jaja zawsze się kołyszą
      W lewo i w prawo
      Oczekuję, że będą dopieszczane
      Każdej nocy
      Wielkie jaja
      Naprawdę cholernie wielkie
      Brudne jaja

      (AC/DC)




      www.youtube.com/watch?v=98I85ceICRM
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 29.05.10, 21:25

      What the hell is wrong with freedom? That's what it's all about.




      www.youtube.com/watch?v=mJS8j9YYB9w
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 31.05.10, 12:44

      Corruption in the government
      Corruption in the crown
      No justice in a system
      Thats there to put you down


      (The Exploited, Law for the Rich)



      www.youtube.com/watch?v=dxrolYt2j18




    • Gość: lolo Re: Motto na dziś IP: *.ssp.dialog.net.pl 31.05.10, 13:05
      piszeksiazke.wordpress.com
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 01.06.10, 12:08

      Bo dorosłemu nikt nie powie: "Wynoś się", a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli, a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak - nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.

      Janusz Korczak, Kiedy znów będę mały



      www.youtube.com/watch?v=Bz8iEJeh26E
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 01.06.10, 12:33

        Szacunku dla każdej z osobna chwili, bo umrze i nigdy się nie powtórzy, a zawsze na serio; skaleczona krwawić będzie, zamordowana płoszyć upiorem złych wspomnień.

        Janusz Korczak, Prawo dziecka do szacunku


        www.youtube.com/watch?v=iNjSUm0-V1Y
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 03.06.10, 21:54

      MĄDRA KOBIETA

      Do uogólnienia doszłam znacznie później. Do każdego uogólnienia dochodzi się,
      depcząc po własnych odciskach.
      A wtedy zobaczyłam cię w ostatniej chwili. Już było za późno, żeby udawać, że
      nie widzę. Szedłeś z niedojrzałym kotem o siwych włosach. (Koty, zrobione na
      siwo, wypełniają pustkę w naturze, spowodowaną przez prawdziwe siwe kobiety,
      zrobione na rudo). Kot był przyczepiony do twego ramienia, modnie podrygiwał i
      demonstrował zażyłość. W dekolcie kota, sięgającym granic możliwości, kipiał
      biust. Dzięki przedziałkowi, który tworzy się między dwiema półkulami, dekolt
      taki robi wrażenie, że ktoś goły siedzi tyłem na oknie.
      Słowem, kot był szatański. A wiadomo, że im bardziej szatański kot, tym głupsza
      mina przydybanego, obwieszonego kotem. Toteż kiedy nasze oczy spotkały się, na
      twojej twarzy ukazał się zwykły w takich wypadkach wyraz, będący mieszaniną
      złości na kota, wściekłości na mnie i zadowolenia z siebie.
      Miałam przed sobą trzy możliwości:
      a) uderzyć kota w głowę przed chwilą zakupioną, wędzoną makrelą, a następnie
      wybuchnąć płaczem,
      b) ukłonić się zimno i obojętnie pójść dalej,
      c) podejść do was z tak zwanym naturalnym uśmiechem.
      Nie potrzebuję ci wyjaśniać, że najbliższe mojemu sercu, najszczersze i
      najsłuszniejsze byłoby działanie „a” z makrelą i płaczem. O, ale nie u mnie
      takie rzeczy. Znasz mnie. Wybrałam, rzecz jasna, działanie „c”.
      - Jak się masz – powiedziałam pogodnie – przedstaw mnie pani.
      Kot podał mi mokrą łapę i coś miauknął.
      - Państwo w którą stronę? – szczebiotałam, jak gdybym nie wiedziała, że na
      ksiuty do Łazienek.
      - W przeciwną – odpowiedziałbyś, gdybyś był szczery, ale na szczęście dla nas
      wszystkich to nie był moment szczerości.
      Od słowa do słowa (my z tobą jedliśmy sobie z dziobków, a kot milczał zasępiony)
      zaoferowałam się was kawałek odprowadzić. Po drodze wygłosiłam monolog na temat
      pięknej sukni kota i choć głupi by poznał, że była to kreacja z MHD Konfekcją
      Damską, wyraziłam radość, że tak oryginalne i gustowne rzeczy można u nas dostać
      w komisie.
      - Nie opłaca się wydawać dewiz w Paryżu – zachłystywałam się, zerkając na ciebie
      cynicznie.
      Nie przeciągałam struny. Po kilku minutach pożegnałam się, wyrażając nadzieję
      kontynuowania tego, co bezwstydnie nazwałam „tak miłą znajomością”. I poszłam
      samotnie po biały ser, dławiąc się stwardniałymi w gardle łzami.
      Kiedy potem spotkaliśmy się sami, miałam znów trzy możliwości:
      a) stłuc u twych stóp bardzo drogi wazon z Desy, a następnie wybuchnąć płaczem,
      b) siedzieć z kamienną twarzą i czekać na wyjaśnienia,
      c) odjąć wszelkie znaczenie wydarzeniu.
      Nie potrzebuję ci wyjaśniać, że najbliższe mojemu sercu, najszczersze i
      najsłuszniejsze byłoby działanie „a”.
      O, ale nie u mnie takie rzeczy. Znasz mnie.
      Wybrałam, rzecz jasna, wariant „c”.
      - Ładna dziewczyna - powiedziałam pogodnie i przy tym bardzo sympatyczna. Musi
      być niegłupia, w każdym razie takie robi wrażenie.
      Mówiłam tak, mając świeżo przed oczyma jej arogancką i tępą gębę. Spojrzałeś na
      mnie i uśmiechnąłeś się.
      - Wiesz, co ci powiem? – odezwałeś się. – Jesteś mądrą kobietą.
      Tak. Jestem mądrą kobietą. Ile razy robię coś nieskończenie bezsensownego
      przeciw sobie samej, słyszę to sformułowanie.
      Ile razy ktoś wyzuwa mnie z moich praw, a ja godzę się na to z uśmiechem, chwalą
      mnie: „Jesteś mądrą kobietą”.
      Jeszcze nigdy nie słyszałam tego określenia w przyjemnych dla mnie okolicznościach.
      Bardzo poważnie zastanawiam się, czy nie powinnam wreszcie trochę zgłupieć.


      /Stefania Grodzieńska/


    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 06.06.10, 20:27

      Gdy pochylisz nade mną twe usta pocałunkami nabrzmiałe
      usta moje ulecą, jak dwa skrzydełka ze strachu białe -
      krew moja się zerwie, aby uciekać daleko, daleko,
      i o twarz mi uderzy płonącą czerwoną rzeką.
      Oczy moje, które pod wzrokiem twym słodkim się niebią,
      oczy moje umrą, a powieki je cicho pogrzebią.
      Pierś moja w objęciu twej ręki stopi się jakby śnieg,
      i cała zniknę jak obłok, na którym za mocny wicher legł.

      /Maria Pawlikowska-Jasnorzewska/
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 07.06.10, 23:12
        Lwica senna i naga nie czuje więzienia,
        leżąc spogląda w oczy lwu, panu stworzenia.
        On się przybliża, cały w grzywie i w męskości,
        a jakaś pani patrzy - i płacze. Z zazdrości!
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 09.06.10, 23:14


      CO BYŚ ZROBIŁ, GDYBYM UMARŁA?

      ONA: Słuchaj, co byś ty zrobił, gdybym ja umarła?
      ON: Ależ, dziecko, co ci do głowy przychodzi?
      ONA: No bo każdy może umrzeć. Więc ja też mogę umrzeć. I co
      ty byś zrobił?
      ON: Kiedy ty na pewno nie umrzesz.
      ONA: Ale powiedzmy. I co byś wtedy zrobił?
      ON: Ożeniłbym się ze starą Kopcikiewiczową.
      ONA: Nie żartuj, tylko powiedz naprawdę. Co byś zrobił?
      ON: Rozpaczałbym.
      ONA: Długo?
      ON: Długo.
      ONA: Jak długo?
      ON: Do śmierci.
      ONA: A gdybyś umarł na przykład tydzień po mnie? Tobyś rozpaczał
      tylko tydzień?
      ON: Czy ty naprawdę nie masz weselszych tematów?
      ONA: Bo mówisz, że długo. Ładnie długo. Tydzień rozpacza i za-
      pomina. Nawet nie warto umierać.
      ON: To nie umieraj.
      ONA: Ale gdybym jednak umarła, to co zrobisz?
      ON: Zastanowię się.
      ONA: A ładnie mnie pochowasz?
      ON: Ładnie.
      ONA: A jakie kwiaty dasz mi na trumnę?
      ON: Jakie będziesz chciała.
      ONA: Tak, teraz to obiecujesz, a potem kto się będzie trupa pytał.
      Na pewno dasz złote chryzantemy.
      ON: Dobrze.
      ONA: No, widzisz. A wiesz przecież, jak mi paskudnie w żółtym.
      Już tylko nie wybieraj według własnego gustu. Będę wyglądała jak
      w tym kapeluszu co mi przywiozłeś na swój gust. Zobaczysz, jak
      umrę, to ci będzie żal, że byłeś dla mnie taki. Ale już będzie za późno.
      Jak Sieńkowską chowali, to była cała w liliach. Brzydkie kobiety
      mają szczęście. Pochowałbyś mnie w liliach?
      ON: W liliach.
      ONA: Chociaż to tak żałobnie wygląda. A w jakiej sukni byś mnie
      pochował? W czarnej aksamitnej?
      ON: W czarnej aksamitnej.
      ONA: Nie, czarna aksamitna postarza. Najlepiej w tej niebieskiej.
      Nie. Niebieska pogrubia. A jakby tak w ślubnej? Biała, długa suknia...
      ON: Brałaś ślub w beżowym kostiumie.
      ONA: W beżowym, w beżowym. Ty nie tracisz przytomności umysłu
      nawet na moim pogrzebie.

      /S. Grodzieńska/
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 12.06.10, 20:09

      Beduini lekceważą granice państw i przekraczają je bez najmniejszego papierka:
      zgodnie z wiekową tradycją, lato spędzają w chłodzie nadbrzeżnych krajów, a na
      zimę powracają do ciepła Półwyspu Arabskiego. Jak ich zatrzymać na miejscu? Jak
      z koczowników uczynić ludzi regularnej pracy? Jak panów własnego losu przerobić
      na opłacanych najmitów?

      Jerzy Stefan Stawiński, Notatki scenarzysty
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 17.06.10, 10:40

      Wszędzie, dokądkolwiek udawał się pan nasz, lud objawiał swoją rozwydrzoną i nienasyconą chciwość, prosząc to o chleb, to o buty, to o bydło, to o datek na budowę drogi. A pan nasz lubił odwiedzać prowincje, lubił prostym ludziom dawać do siebie dostęp, poznawać ich troski, pocieszać obietnicą, pochwalać kornych i pracowitych, karcić leniwych i władzom nieposłusznych. Ale ta skłonność dobrotliwego pana szczerbiła skarbiec, bo prowincję trzeba było najpierw przygotować, pozamiatać, odmalować, zakopać śmieci, przetrzebić muchy, zbudować szkołę i dać dziatwie mundurki, odnowić budynek municypalny, uszyć flagi i wymalować portrety czcigodnego monarchy. Nie byłoby to godne, aby pan nasz zjawiał się gdzieś niespodziewanie, wyłaniał się spod ziemi niczym mizerny poborca podatków, ot, dotknął życia takim, jakie ono jest. Można by sobie wyobrazić zaskoczenie i popłoch miejscowych notabli! Ich dygotanie, ich strach! A przecież władza nie może pracować w klimacie zagrożenia, władza to jest pewna umowność oparta na ustalonych regułach. Wyobraź sobie, drogi przyjacielu, że osobliwy pan miałby zwyczaj zaskakiwania. Powiedzmy, że monarcha leci na północ, gdzie wszystko już przygotowane, protokół dopięty, ceremoniał przećwiczony, prowincja lśni jak lustro, a tu nagle, w samolocie, czcigodny pan wzywa pilota i mówi do niego - synu, zawracaj maszynę, lecimy na południe. A na południu nie ma nic! Nic gotowego! Południe rozwałęsane, zababrane, złachmanione, czarne od much. Gubernator wyjechał do stolicy, notable śpią, policja rozpełzła się po wsiach i łupi wieśniaków. Jakąż by dobrotliwy pan odczuł przykrość! I jakież pohańbienie dla jego godności! A nawet - odważmy się powiedzieć - nawet po prostu śmieszność!

      (Cesarz)
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 18.06.10, 04:31

      Nasz dobrotliwy monarcha rozrzucał biedocie miedziaki, ale ludzi pałacu obdarzał wielkimi dobrami. Dawał im majątki, ziemię, chłopów, z których mogli ściągać podatki, dawał złoto, tytuły, kapitał. I chociaż każdy - jeżeli dowiódł lojalności - mógł liczyć na sowitą darowiznę, to jednak ciągłe były waśnie między koteriami, ciągłe walki o przywileje, ciągłe wydzierki i rwactwo, a to z powodu owej potrzeby rajskiego ptaka wypełniającej każdego człowieka. Najosobliwszy nasz władca z upodobaniem przyglądał się temu łokciowaniu. Lubił on, żeby ludzie dworu mnożyli swój majątek, żeby rosły im konta i pęczniały kiesy. Nie pamiętam wypadku, żeby szczodrobliwy monarcha cofnął komuś nominację i przycisnął mu głowę do bruku z powodu korupcji. A niechże się pokorumpuje, byle tylko okazywał lojalność! Monarcha nasz, dzięki swojej niezrównanej pamięci, a także stale napływającym donosom dokładnie wiedział, kto ile ma, ale tę buchalterię zatrzymywał dla siebie, nie robiąc z niej nigdy użytku, jeżeli podwładny zachowywał się lojalnie. Niech jednak wyczuł bodaj cień nielojalności, natychmiast wszystko konfiskował; odbierał przeniewiercy rajskiego ptaka! Dzięki tej buchalterii król królów miał wszystkich w ręku i wszyscy o tym wiedzieli. Był jednak w pałacu i taki wypadek: jeden z najbardziej szlachetnych naszych patriotów, wielki wódz partyzancki w latach wojny z Mussolinim - Tekele Wolda Hawariat, niechętny cesarzowi, odmawiał przyjmowania najmiłościwszych darowizn, odrzucał przywileje i nigdy nie wykazywał skłonności do korupcji. Tego miłościwy pan nasz kazał latami więzić, a potem ściąć.

      (Cesarz)
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 20.06.10, 16:26

      Nie da polityk ni dobra wróżka
      Tego, co może dać ci Wyd-muszka :)




      www.youtube.com/watch?v=2Wa0u2OFT08
      • musz-ka23 Re: Motto na dziś 21.06.10, 20:45


        Jest cudownie... Mam nadzieję, że nic tego nie zakłóci. Co tu zrobić,
        żeby już tak było stale?

        /Siedem sekretów szczęścia, R. Schache/
Pełna wersja