Motto na dziś

    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 23.06.10, 11:59

      Kiedyś pan nasz sam kierował tym ruchem, dobierając młodzieńców z zacnych i lojalnych rodzin, ale później - och, o ból głowy przyprawiające czasy nowoczesne! - taka zaczęła się presja, takie naciski, żeby wyjechać za granicę, że dobrotliwy pan stopniowo tracił panowanie nad tą nierozmyślną manią i papuzią modą, która opętała młodzież, i rzeczywiście - coraz więcej owych młodzieniaszków wyprawiało się na studia to do Europy, to do Ameryki. I - jakżeby inaczej! - po latach zaczęły się kłopoty. Ponieważ, niczym czarnoksiężnik, pan nasz wywołał nadprzyrodzoną i niszczącą siłę, jaką okazał się efekt konfrontacji. Ludzie ci wracali do kraju pełni nieprawomyślnych idei, nielojalnych poglądów, szkodliwych pomysłów, nierozważnych i porządek naruszających projektów i ledwie rozejrzawszy się po cesarstwie, chwytali się za głowy wołając - Boże święty, jak coś takiego może w ogóle istnieć! Oto masz, przyjacielu, jeszcze jeden dowód na niewdzięczność młodzieży. Z jednej strony tyle troski naszego pana, aby dać im dostęp do wiedzy, z drugiej - zapłata w postaci gorszącego krytykanctwa, obelżywych fochów, podważania, odrzucania. Łatwo przedstawić sobie gorycz, jaką ci potwarcy napełniali naszego monarchę. Najgorsze, że owi nieopierzeńcy, nadziani obcymi naszym zwyczajom fanaberiami, zaczęli wnosić do cesarstwa jakiś niepokój, jakąś niepotrzebną ruchliwość, jakieś nieuporządkowanie, jakąś chęć przeciwnego zwierzchności działania i tu właśnie dostojnemu panu przychodzili w sukurs ci ministrowie, którzy nie wyróżniali się lotnością i przenikliwością. Nie, nie było to przychodzenie świadome i rozmyślne, lecz raczej samoistne i mimowolne, ale jakże jednak istotne dla zachowania spokoju w cesarstwie. Wystarczyło bowiem, żeby taki faworyt dostojnego pana wydał bezmyślny dekret. Dekret mocą swojego autorytetu zaczyna działać, a działając, oczywiście, wyrządza szkody, wywołuje bałagan, lamenty, urwanie głowy, katastrofę. Na szczęście widzą to owi przemądrzali nieopierzeńcy i już wyobrażając sobie całą nadciągającą fatalność, rzucają się na ratunek, biorą się do naprawy, zaczynają prostować, łatać, odkręcać. I oto miast zgubnie trwonić swoje siły na samowolny ruch do przodu, miast wprowadzać swoje nieobliczalne i porządek burzące fantazje, nasi malkontenci muszą zawijać rękawy i brać się do odkręcania. A roboty przy odkręcaniu zawsze huk! Więc odkręcają i odkręcają, potem się oblewają, nerwy sobie targają, tu biegają, tam łatają, a w tym zapędzeniu, zarobieniu, zawirowaniu fantazje powoli z gorących głów wyparowują.

      (Cesarz)
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 24.06.10, 03:23

      Najtrudniejsze: żyjąc w pałacu wyobrazić sobie inne życie. Na przykład — własne
      życie, ale bez pałacu, poza nim. Człowiek będzie miał zawsze trudności w
      przedstawieniu sobie takiej sytuacji. W końcu jednak znajdą się tacy, którzy
      zechcą mu w tym pomóc. Niestety, czasem przy tej okazji ginie wiele ludzi.
      Problem honoru w polityce. De Gaulle — człowiek honoru. Przegrał referendum,
      uporządkował biurko, opuścił pałac i nigdy do niego nie wrócił. Chciał rządzić
      pod warunkiem, że zaakceptuje go większość. W momencie, kiedy większość odmówiła
      mu uznania — odszedł. Ale ilu jest takich? Inni będą płakać, a nie ruszą się,
      zmęczą naród, a nie drgną. Wyrzuceni przez jedne drzwi, wrócą drugimi, zrzuceni
      ze schodów, zaczną wczołgiwać się ponownie. Będą tłumaczyć się, płaszczyć,
      kłamać i kokietować — byle zostać, albo — byle wrócić. Będą pokazywać ręce —
      proszę, nie ma na nich krwi. Ale sam fakt, że trzeba te ręce pokazać, okrywa
      najwyższą hańbą. Będą pokazywać kieszenie — proszę, mało tam czego. Ale sam fakt
      pokazywania kieszeni — jakże upokarzający. Szach, kiedy opuszczał pałac —
      płakał. Na lotnisku — znowu płakał. Potem tłumaczył w wywiadach, ile ma
      pieniędzy i że ma mniej, niż myślą. Jakie to wszystko żałosne, jakie marne.

      R. Kapuściński - Szachinszach
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 25.06.10, 01:00

      To władza prowokuje rewolucję. Na pewno nie czyni tego świadomie. A jednak jej
      styl życia i sposób rządzenia stają się w końcu prowokacją. Następuje to
      wówczas, kiedy wśród ludzi elity ugruntuje się poczucie bezkarności. Wszystko
      nam wolno, wszystko możemy. Jest to złudzenie, ale nie pozbawione racjonalnych
      podstaw. Rzeczywiście przez jakiś czas wygląda to tak, jakby wszystko mogli.
      Skandal za skandalem, jedno bezprawie po drugim uchodzą im na sucho. Lud milczy,
      jest cierpliwy i ostrożny. Boi się, nie czuje jeszcze własnej siły. Ale
      równocześnie prowadzi drobiazgowy rachunek krzywd i w pewnym momencie dokonuje
      podsumowania. Wybór tego momentu jest największą zagadką historii. Dlaczego
      wypadł on w tym dniu, a nie w innym? Dlaczego przyspieszyło go to wydarzenie, a
      nie inne? Przecież wczoraj jeszcze władza pozwalała sobie na gorsze ekscesy, a
      jednak nikt nie reagował. Cóżem takiego uczynił, pyta zaskoczony władca, że się
      tak nagle zbiesili? Otóż uczynił: nadużył cierpliwości ludu. Ale gdzie przebiega
      granica tej cierpliwości, jak ją określić? W każdym wypadku odpowiedź będzie
      inna, o ile w ogóle można tu cokolwiek ustalić. Pewne jest tylko, że władcy,
      którzy wiedzą o istnieniu takiej granicy i potrafią ją respektować, mogą liczyć
      na długie panowanie. Ale nie jest ich wielu.


      W jaki sposób szach naruszył ową granicę i wydał wyrok na samego siebie? Poszło
      o artykuł w gazecie. Nieostrożne słowo może wysadzić w powietrze największe
      imperium, władza powinna o tym wiedzieć. Niby wie, niby czuwa, ale w jakiejś
      chwili zawodzi ją instynkt samozachowawczy, pewna siebie i zadufana popełnia
      błąd arogancji i ginie. 8 stycznia 1978 w rządowej gazecie „Etelat” ukazał się
      artykuł atakujący Chomeiniego. W tym czasie Chomeini przebywał na emigracji,
      stamtąd zwalczał szacha. Prześladowany przez despotę, potem wygnany z kraju, był
      bożyszczem i sumieniem ludu. Zniszczyć mit Chomeiniego oznaczało zniszczyć
      świętość, zrujnować nadzieje skrzywdzonych i poniżonych. I taka właśnie była
      intencja artykułu.


      Co należy napisać, aby skończyć przeciwnika? Najlepiej dowieść, że to człowiek
      obcy. W tym celu tworzymy kategorie prawdziwej rodziny. My tutaj, ty i ja,
      władza i naród, jesteśmy prawdziwą rodziną. Żyjemy w zgodzie, dobrze nam i
      swojsko. Mamy wspólny dach, wspólny stół, umiemy się porozumieć, jeden drugiemu
      zawsze pomoże. Niestety, nie jesteśmy sami. Dookoła pełno obcych, którzy chcą
      zburzyć nasz spokój i zająć nasz dom. Kim jest obcy? Obcy to przede wszystkim
      ktoś gorszy i jednocześnie — ktoś niebezpieczny. Gdyby tylko był gorszy, ale
      zachowywał się biernie! Gdzie tam! On będzie mącić, warcholić i niszczyć. Będzie
      skłócać, tumanić i rozbijać. Obcy czyha na ciebie, jest sprawcą twoich
      nieszczęść. W czym siła obcego? W tym, że stoją za nim obce siły. Obce siły mogą
      być nazwane albo nie nazwane, ale jedno jest pewne — są potężne. To znaczy są
      potężne, jeżeli je lekceważymy, natomiast jeżeli jesteśmy czujni i prowadzimy
      walkę, jesteśmy od nich silniejsi. A teraz spójrzcie na Chomeiniego. Ten jest
      obcy. Jego dziadek pochodził z Indii, można więc zadać pytanie — czyim interesom
      służy wnuk tego dziadka cudzoziemca? To była pierwsza część artykułu. Druga była
      poświęcona zdrowiu. Jak to dobrze, że jesteśmy zdrowi! Bo nasza prawdziwa
      rodzina jest również rodziną zdrową. Zdrową na ciele i umyśle. Komu to
      zawdzięczamy? Zawdzięczamy naszej władzy, która zapewniła nam dobre, szczęśliwe
      życie i dlatego jest najlepszą władzą pod słońcem. Wobec tego któż może
      sprzeciwiać się takiej władzy? Tylko ten, kto jest niespełna rozumu. Skoro jest
      to najlepsza władza, trzeba być wariatem, żeby z nią walczyć. Zdrowe
      społeczeństwo musi izolować takich pomyleńców, wysyłać ich do miejsca
      odosobnienia. Jak to dobrze, że szach wyrzucił Chomeiniego z kraju, inaczej
      trzeba by go zamknąć w domu dla umysłowo chorych.

      (Szachinszach)
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 26.06.10, 03:12

      Teraz najważniejszą chwilą, która zdecyduje o losach kraju, szacha i rewolucji, jest ta, kiedy wysłany z posterunku policjant zbliża się do stojącego na skraju tłumu człowieka i podniesionym głosem każe mu iść do domu. I policjant, i człowiek z tłumu to zwykli, anonimowi ludzie, a jednak ich spotkanie ma znaczenie historyczne. Obaj są ludźmi dorosłymi, coś przeżyli, mają swoje doświadczenia. Doświadczenie policjanta: jeżeli na kogoś krzyknę i podniosę pałkę, ten zdrętwieje z przerażenia, a potem zacznie uciekać. Doświadczenie człowieka z tłumu: na widok zbliżającego się policjanta zamieniam się w strach i zaczynam uciekać. Na podstawie tych doświadczeń układamy dalszy scenariusz: policjant krzyczy, człowiek ucieka, za nim pierzchają inni, plac pustoszeje. A jednak tym razem wszystko dzieje się inaczej. Policjant krzyczy, ale człowiek nie ucieka. Stoi i patrzy na policjanta. Jest to spojrzenie czujne, jeszcze z odrobiną lęku, ale zarazem twarde i bezczelne. Tak jest! Człowiek z tłumu patrzy bezczelnie na ubraną w mundur władzę. Nie rusza się z miejsca. Potem rozgląda się dookoła, widzi spojrzenia innych. Są podobne: czujne, jeszcze z odrobiną lęku, ale już twarde i nieustępliwe. Nikt nie ucieka, mimo że policjant ciągle jeszcze krzyczy, aż w końcu przychodzi chwila, kiedy milknie i na moment zapada cisza. Nie wiemy, czy policjant i człowiek z tłumu zdali już sobie sprawę z tego, co zaszło. Że człowiek z tłumu przestał się bać i że to jest właśnie początek rewolucji. Od tego ona się zaczyna. Dotychczas, ilekroć ci dwaj ludzie zbliżali się do siebie, natychmiast zjawiał się między nimi ktoś trzeci. Był to strach. Strach zjawiał się jako sojusznik policjanta i wróg człowieka z tłumu. Narzucał swoje prawo, rozstrzygał o wszystkim. A teraz ci dwaj znaleźli się sam na sam — strach zniknął, zapadł się pod ziemię. Dotąd stosunek między nimi był pełen emocji. Była to mieszanina agresji, pogardy, wściekłości i lęku. Ale teraz, kiedy ustąpił strach, ten przewrotny i nienawistny związek nagle rozpadł się, coś się wypaliło, coś zgasło. Ci dwaj stali się sobie obojętni, nawzajem nieprzydatni, każdy mógł pójść w swoja stronę. Toteż policjant odwraca się i zaczyna iść ociężałym krokiem w stronę posterunku, natomiast człowiek z tłumu pozostaje na placu i jakiś czas odprowadza wzrokiem znikającego wroga.


      Strach: zaborcze, żarłoczne zwierzę, które w nas siedzi. Nie daje o sobie zapomnieć. Ciągle nas obezwładnia i torturuje. Ciągle domaga się strawy, ciągle musimy go karmić. Sami dbamy, aby pożywienie było najlepsze. Jego ulubione potrawy to — ponure plotki, złe wieści, paniczne myśli, koszmarne obrazy. Spośród tysiąca plotek, wieści i myśli wybieramy zawsze najgorsze, a więc te, które strach najbardziej lubi. Aby go zaspokoić, aby ugłaskać potwora. Oto widzimy człowieka, który słuchając innego ma bladą twarz i porusza się niespokojnie. Cóż się stało? On karmi swój strach. A jeżeli nie mamy żadnego pożywienia? Gorączkowo je wymyślamy. A jeżeli nie możemy wymyślić (co zdarza się rzadko)? Pędzimy do innych, szukamy ludzi, pytamy, słuchamy i zbieramy wieści tak długo, aż znowu zaspokoimy nasz strach.


      Wszystkie książki o wszystkich rewolucjach zaczynają się od rozdziału, który mówi o zgniliźnie władzy upadającej albo o nędzy i cierpieniach ludu. A przecież powinny one zaczynać się od rozdziału z dziedziny psychologii — o tym, jak udręczony, zalękniony człowiek nagle przełamuje strach, przestaje się bać. Powinien być opisany cały ten niezwykły proces, który czasem dokonuje się w jednej chwili, jak wstrząs, jak oczyszczenie. Człowiek pozbywa się strachu, czuje się wolny. Bez tego nie byłoby rewolucji.



      (Szachinszach)

    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 27.06.10, 10:25

      Myślę sobie, że przyszły badacz dziejów cywilizacji odkryje kiedyś i uzna za początek nowej epoki taką scenkę, którą panu opiszę. W jakimś obiekcie użyteczności publicznej, w tramwaju albo w autobusie, pojawili się młodzi ludzie: chłopak i dziewczyna. Poszli pod prąd, w kierunku odwrotnym niż wszyscy pasażerowie, tamując ruch. Potrzeba im było więcej miejsca. Wreszcie stanęli pośrodku wozu, odwrócili się twarzami do siebie, a plecami do innych, i swobodnie oddali pieszczotom. Nie sposób wyliczyć, ile zasad złamali. (...) To z nich w znacznej mierze składa się współczesne społeczeństwo. Z tych, którzy na całym świecie łamali w latach sześćdziesiątych wszystkie reguły. Wynaleźli podarte dżinsy, włochatość, rocka, autostop, seks w namiocie, a przy okazji różne rewolucje w zależności od miejsca zamieszkania. Wytoczyli wojnę rodzicom, wypowiedzieli posłuszeństwo organizacjom, palili flagi narodowe. Zadziwiającą rzeczą jest, że teraz od tych ludzi oczekuje się, żeby odtworzyli społeczeństwo tradycyjne, z którym oni nie mają nic wspólnego, jeszcze od czasów tamtego autobusu.


      Jacek Bocheński, [w:] Krzysztof Masłoń - Miłość nie jest nam dana



      www.flickr.com/photos/verywildwitek/4738133260/
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 28.06.10, 00:55

      Pan rozkłada dywan na strasznej, spalonej pustyni, kładzie się na nim i czuje, że leży na zielonej łące. Tak, nasze dywany przypominają kwitnące łąki. Pan widzi kwiaty, widzi ogród, sadzawkę i fontannę. Między krzewami przechadzają się pawie. A dywan to trwała rzecz, dobry dywan zachowa kolor na wieki. I w ten sposób, żyjąc w nagiej i monotonnej pustyni, pan żyje jak w ogrodzie, który jest wieczny, który nie traci barwy ni świeżości. A jeszcze można sobie wyobrazić, że ten ogród pachnie, można usłyszeć szum strumienia i śpiew ptaków. I wtedy pan czuje się dobrze, pan czuje się wyróżniony, pan jest blisko nieba, pan jest poetą.

      /Szachinszach/
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 29.06.10, 07:19

      Cały czas poświęcał rozbudowie swojej prywatnej sieci donosicieli i na to wydawał wszystkie pieniądze, jakie posiadał. Makonen stworzył państwo w państwie, miał swoich ludzi w każdej instytucji, w urzędach, w wojsku i w policji. Nad zbieraniem i porządkowaniem donosów pracował dzień i noc, mało sypiał, miał zniszczoną twarz i wyglądał jak cień. Spalał się w tym działaniu, ale spalał się milczkowato i krecio, bez sceny i fanfaronady, szary, skwaśniały, skryty w półmroku, sam jak półmrok. Najgłębiej starał się przenikać inne, konkurencyjne siatki wywiadowcze, węsząc tam sztylet i zdradę i - jak potwierdziło się teraz - węsząc słusznie, a to w myśl zasady naszego pana, że jeśli dobrze się wwąchać, to wszędzie śmierdzi.

      (Cesarz)
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 30.06.10, 13:46

      Mam to silne przekonanie, że lepiej jest być gwałtownym niż oględnym, gdyż szczęście jest jak kobieta, którą trzeba koniecznie bić i dręczyć, aby ją posiąść; i tacy, którzy to czynią, zwyciężają łatwiej niż ci, którzy postępują oględnie. Dlatego zawsze szczęście, tak jak kobieta, jest przyjacielem młodych, bo ci są mniej oględni, bardziej zapalczywi i z większą zuchwałością rozkazują.

      Niccolo Machiavelli, Książę
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 01.07.10, 08:03

      ...born again with fascist cravings
      Still, you made me president
      Human rights will soon go 'way
      I am now your Shah today
      Now I command all of you
      Now you're going to pray in school
      I'll make sure they're Christian too

      (Jello Biafra)


      lodz.gazeta.pl/lodz/1,35136,8080466,Jello_Biafra_zagra_koncert_w_Lodzi.html
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 03.07.10, 22:34

      Here’s to fear
      ‘nother circus election year
      Clown-didates pretend they’re human beings

      Here’s the ads
      Then we vote and someone wins
      That’s all we’re allowed to really change

      Flatscreen flatscreen on the wall
      Who’s the best marketed of all
      Best disguising what an asshole
      They really are
      I’ve had enough of this
      We’ve had enough of this
      Audacity to exploit hope for cash



      Jello Biafra




      www.alternativetentacles.com/product.php?product=1705&sd=ji7tKecf57kc2O1I4gH
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 03.07.10, 23:05

        ... god elected me I’m never wrong kuz he speaks through me...



        www.youtube.com/watch?v=svsrlL4CeBI
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 04.07.10, 07:36

      So act fast
      Or this lasts
      Kuz before you know it,
      Guess who’ll be back

      /Jello Biafra/


      www.youtube.com/watch?v=l1XCbDsltnY
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 05.07.10, 19:01

      Can't make love or go anywhere
      Without bodyguards in your hair
      Never know which trusted friend
      Has plans to blow you away
      3,000 pairs of shoes
      No one to talk to

      Jello Biafra - Power Is Boring





      www.flickr.com/photos/verywildwitek/4764602172/in/photostream/
      www.flickr.com/photos/verywildwitek/4764606390/in/photostream/

    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 06.07.10, 15:16

      Strength Thru Shopping


      Monogrammed toilet paper rollers that sing
      Ever wonder who would buy these things?
      The ones with plastic Santas in their yards
      And custom license plates no one understands

      Strength thru shopping
      What a thrill
      Who cares, they were on sale
      Save more buying nothing at all
      But it’s the art of the deal

      Fake glasses so people think I’m smart
      Fitness toys by mail, I think I used ‘em once
      Found a quicker way
      To wow the boys and girls
      Silicone implants for he-man lumpy arms

      Strength thru shopping
      Make my day
      Obey the call of the consumer
      Give me convenience
      Or give me death
      Before I choke on myself

      My car stereo’s so loud and big
      There’s hardly anywhere for me to sit
      Or make room for an inflatable doll or three
      So I can take the carpool lane
      And pass toll-free

      Took a paid vacation on a train
      My camcorder never left my face
      Only put it down to recharge
      At home I’ll play it back

      And see just where we’ve gone

      Strength through shopping everywhere
      Am I possessed by my possessions?
      Online I never leave my chair
      No one screws me
      Kuz I’m protected
      I’m protected
      I screw myself instead


      Jello Biafra




      www.youtube.com/watch?v=1_gWSCmRWLY
      (imho - najlepszy numer z ostatniej płyty)
    • gdytyjeszczenamucheptapta O praco, która uszlachetniasz ducha, 07.07.10, 10:16
      Jesteś jak słońce, co w nas ciepłem chucha.



      You’re a star-belly sneech, you suck like a leech / You want everyone to act like you / Kiss ass while you bitch so you can get rich / While your boss gets richer off you



      www.youtube.com/watch?v=-KTsXHXMkJA
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: O praco, która uszlachetniasz ducha, 07.07.10, 10:18

        If your machine might slip a gear / Push this button to help it clear / Your time card says that your name’s Joe / But we’ll call you 6-3-0 / Chorus: I’m working at my job / I’m so happy / More boring by the day / But they pay me / All that time spent going to school / Just to end up following the rules / (Chorus) / Now it’s time to take a break / Don’t stray too far or you’ll be late / Thank you for your service and a long career / Glad you gave us your best years / (Chorus)


        www.youtube.com/watch?v=GdHg_ZyR4NM
        • gdytyjeszczenamucheptapta Re: O praco, która uszlachetniasz ducha, 07.07.10, 10:20

          We’re sorry / But you’re no longer needed / Or wanted / Or even cared about here / Machines can do a better job than you / This is what you get for asking questions / The unions agree / “Sacrifices must be made” / Computers never go on strike / To save the working man you’ve got to put him out to pasture / Looks like we’ll have to let you go / Doesn’t if feel fulfilling to know / That you - the human being - are now obsolete / And there’s nothing in hell we’ll let you do about it / Chorus: Soup is good food - (We don’t need you anymore) / You make a good meal - (We don’t need you anymore) / Now how do you feel - (We don’t need you anymore) / To be shit out our ass / And thrown in the cold like a piece of trash / We’re sorry / You’ll just have to leave / Unemployment runs out after just six weeks / How does it feel to be a budget cut? / You’re snipped / You no longer exist / Your number’s been purged from our central computer / So we can rig the facts / And sweep you under the rug / See our chart? Unemployment’s going down / If that ruins your life, that’s your problem / (Chorus) / We’re sorry / We hate to interrupt / But it’s against the law to jump off this bridge / You’ll just have to kill yourself somewhere else / A tourist might see you / And we wouldn’t want that / I’m just doing my job, you know / So say uncle / And we’ll take you to the mental health zoo / Force feed you mind melting chemicals / ‘Til even the outside world looks great / In hi-tech science research labs / It costs too much to bury all the dead / the mutilated, disease-injected / Surplus rats who can’t be used anymore / So they’re dumped (with no minister present) / In a spiraling corkscrew disposal unit / Ground into stew and flushed away / Aw geez… / (Chorus) / We know how much you’d like to die / We joke about it on our coffee breaks / But we’re paid to force you to have a nice day / In the wonderful world we made just for you / “Poor Rats”, we human rodents chuckle / At least we get a dignified creation / And yet / At 6:00 tomorrow morning / It’s time to get up and go to work


          www.youtube.com/watch?v=JUpidCc7wwY
    • musz-ka23 Happy Birthday, Ringo! 07.07.10, 23:53

      I like Beethoven, especially the poems.

      Ringo Starr


      www.youtube.com/watch?v=JB2OfLnw0p0
    • gdytyjeszczenamucheptapta Is my cock big enough? 08.07.10, 16:28

      I’m tired of self respect / I can’t afford a car / I wanna be a prefab superstar
      / I wanna be a tool / Don’t need no soul / Wanna make big money / Playing rock
      and roll / I’ll make my music boring / I’ll play my music slow / I ain’t no
      artist, I’m a businessman / No ideas of my own / I won’t offend / Or rock the
      boat / Just sex and drugs / And rock and roll / Drool, drool, drool, drool,
      drool, drool…my payola! / Drool, drool, drool, drool, drool, drool…my payola! /
      You’ll pay ten bucks to see me* / On a fifteen foot high stage / Fatass bouncers
      kick the shit / Out of kids who try to dance / If my friends say / I’ve lost my
      guts / I’ll laugh and say / That’s rock and roll / But there’s just one problem…
      / Chorus: Is my cock big enough / Is my brain small enough / For you to make me
      a star / Give me a toot / And I’ll sell you my soul / Pull my strings and I’ll
      go far / And when I’m rich / And meet Bob Hope / We’ll shoot some golf / And
      shoot some dope / (Chorus)


      www.youtube.com/watch?v=lUMT9OIaVvE
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Is my cock big enough? 08.07.10, 16:31

        Ever wonder why commercial radio’s so bad? / It’s ‘cause someone upstairs wants it that way / If the Doors or John Lennon were getting started now / The industry wouldn’t sign ‘em in a million years / So what do we get / Christian censorship and taxed blank tapes / Shoppers strung out on our false hopes / Will flock to obey / Triumph of the swill


        www.youtube.com/watch?v=BBl9BOoaZRM
        • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Is my cock big enough? 08.07.10, 16:33


          You’ve turned rock and roll rebellion / Into Pat Boone sedation


          www.youtube.com/watch?v=F7X3PzAPL5A
    • gdytyjeszczenamucheptapta Too drunk to fuck 09.07.10, 10:35


      Went to a party / I danced all night / I drank 16 beers / And I started up a fight / But now I’m jaded / You’re out of luck / I’m rollin’ down the stairs / Too drunk to fuck / Too drunk to fuck / Too drunk to fuck / Too drunk to fuck / I’m too drunk, too drunk, too drunk / To fuck / I like your stories / I love your gun / Shooting out cop tires / Sounds like loads and loads of fun / But in my room / Wish you were dead / You bawl like the baby / In Eraserhead / Too drunk to fuck / Too drunk to fuck / Too drunk to fuck / It’s all I need right now / Too drunk to fuck / Too drunk to fuck / Too drunk to fuck / Too drunk to fuck / I’m sick, soft, gooey and cold / Too drunk to fuck / I’m ‘bout to drop / My head’s a mess / The only salvation is / I’ll never see you again / You give me head / It makes it worse / Take out your fuckin’ retainer / Put it in your purse / I’m too drunk to fuck / You’re too drunk to fuck / Too drunk, to fuck / It’s all I need right now, oh baby / I’m melting like an ice cream bar, / Oh baby / And now I got diarrhea / Too drunk to fuck / Yeah, yeah / Yeah, yeah / Yeah, yeah / Ooooohhh…




      www.youtube.com/watch?v=l7TWLxCIgwE
      www.youtube.com/watch?v=Hapufz1NFkY
    • gdytyjeszczenamucheptapta Police Truck 10.07.10, 17:38

      Tonight’s the night that we got the truck / We’re goin’ downtown, gonna beat up drunks / Your turn to drive, I’ll bring the beer / It’s the late late shift no one to fear / And ride, ride how we ride / We ride, lowride / It’s round-up time where the good whores meet / Gonna drag one screaming off the street / And ride, ride, how we ride / Got a black uniform and a silver badge / Playin’ cops for real, playin’ cops for pay / Let’s ride, lowride / Pull down your dress here’s a kick in the ass / Let’s beat you blue ‘til you shit in your pants / Don’t move, child, got a big black stick / There‘s six of us, babe, so suck on my dick / And ride, ride, how we ride / Let’s ride, ride, how we ride / Let’s ride, lowride / The Left newspapers might whine a bit / But the guys at the station, they don’t give a shit / Dispatch calls, “Are you doin’ something wicked?” / “No, siree, jack, we’re just given’ tickets” / As we ride, ride, how we ride / Let’s ride, lowrid


      www.youtube.com/watch?v=7YAqstduXmI
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 11.07.10, 14:14

      Drużyna Salwadoru przyjechała do Tegucigalpy w sobotę i spędziła w hotelu
      bezsenną noc. Drużyna nie mogła spać, ponieważ była obiektem wojny
      psychologicznej rozpętanej przez kibiców Hondurasu. Hotel otoczyło mrowie ludzi.
      Tłum walił kamieniami w szyby, tłukł kijami w blachy i w puste beczki. Raz po
      raz wybuchały hałaśliwe petardy. Przeraźliwie wyły klaksony ustawionych przed
      hotelem aut. Kibice gwizdali, wrzeszczeli, wznosili wrogie okrzyki. Trwało to
      przez całą noc. Wszystko po tu, żeby drużyna gości, niewyspana, zdenerwowana,
      zmęczona, przegrała mecz. W Ameryce Łacińskiej są to zwyczajne praktyki, które
      nikogo nie dziwią.
      Następnego dnia Honduras pokonał zaspaną drużynę Salwadoru 1:0.
      Kiedy napastnik Hondurasu, Roberto Cardona, strzelił w ostatniej minucie
      zwycięską bramkę, siedząca w Salwadorze przed telewizorem 18-letnia Amelia
      Bolanios zerwała się i pobiegła do biurka, gdzie w szufladzie leżał pistolet jej
      ojca. Popełniła samobójstwo strzelając sobie w serce. "Młoda dziewczyna, która
      nie mogła znieść, że jej ojczyzna została rzucona na kolana" - pisał nazajutrz
      dziennik Salwadoru "El Nacional". W pogrzebie Amelii Bolanios, transmitowanym
      przez telewizję, wzięła udział cała stolica. Na czele konduktu maszerowała
      kompania honorowa wojska ze sztandarem. Za trumną okrytą flagą narodową szedł
      prezydent republiki w otoczeniu ministrów. Za rządem kroczyła piłkarska
      jedenastka Salwadoru, która tego dnia rano, wygwizdana, wyśmiana i opluta na
      lotnisku w Tegucigalpie, wróciła specjalnym samolotem do kraju.
      Ale po tygodniu w stolicy Salwadoru - w San Salwadorze, na stadionie o pięknej
      nazwie Flor Blanca (Biały Kwiat) odbył się rewanż. Tym razem drużyna Hondurasu
      spędziła bezsenną noc: wrzeszczący tłum kibiców wybił wszystkie okna w hotelu,
      wrzucając do środka tony zgniłych jaj, zdechłych szczurów i cuchnących szmat.
      Zawodnicy zostali przewiezieni na stadion w wozach pancernych I Zmechanizowanej
      Dywizji Salwadoru, co uratowało ich przed żądną zemsty i krwi gawiedzią, która
      stała na trasie przejazdu trzymając portrety bohaterki narodowej - Amelii Bolanios.
      Cały stadion był otoczony wojskiem. Wokół boiska stały kordony żołnierzy
      doborowego pułku Guardia Nacional z rozpylaczami gotowymi do strzału. W czasie
      odgrywania hymnu Hondurasu stadion wył i gwizdał. Następnie, zamiast flagi
      narodowej Hondurasu, którą spalono na oczach oszalałej ze szczęścia widowni,
      gospodarze wciągnęli na maszt brudną, podartą ścierkę. Zrozumiałe, że w tych
      warunkach zawodnicy z Tegucigalpy nie myśleli o grze. Myśleli, czy wyjdą stąd
      żywi. "Całe szczęście, że przegraliśmy ten mecz" - powiedział z ulgą trener
      gości, Mario Griffin.
      Salwador zwyciężył 3:0.
      Prosto z boiska, w tych samych wozach pancernych, odwieziono drużynę Hondurasu
      na lotnisko. Gorszy los spotkał jej kibiców. Bici i kopani, uciekali w stronę
      granicy. Dwie osoby poniosły śmierć. Kilkadziesiąt trafiło do szpitala. Gościom
      spalono 150 samochodów. W kilka godzin później granica między obu państwami
      została zamknięta.
      O tym wszystkim przeczytał Luis w gazecie i powiedział, że będzie wojna. Był
      kiedyś wytrawnym reporterem i znał dobrze swój teren.
      W Ameryce Łacińskiej, mówił, granica między futbolem a polityką jest niezmiernie
      wąska. Długa jest lista rządów, które upadły lub zostały obalone przez wojsko,
      ponieważ drużyna narodowa poniosła porażkę. Zawodnicy drużyny, która przegrała,
      są nazywani później w prasie zdrajcami ojczyzny. Kiedy Brazylia zdobyła w
      Meksyku mistrzostwo świata, mój kolega - Brazylijczyk, emigrant polityczny, był
      zrozpaczony: "Prawica wojskowa - powiedział - ma zapewnione co najmniej pięć lat
      spokojnych rządów". W drodze do tytułu mistrzowskiego Brazylia pokonała Anglię.
      Wychodzący w Rio de Janeiro dziennik "Jornal dos Sportes" w artykule pt. "Jezus
      broni Brazylii" tak wyjaśnia przyczynę wygranej: "Ilekroć piłka leciała w stronę
      naszej bramki i gol wydawał się nieuchronny, Jezus spuszczał nogę z obłoków i
      wykopywał piłkę na aut". Do artykułu dołączono rysunki ilustrujące to
      nadprzyrodzone zjawisko.
      Kto idzie na stadion, może stracić życie. Oto mecz, w którym Meksyk przegrywa z
      Peru 1:2. Rozgoryczony kibic meksykański woła ironicznym tonem: Viva Mexico! W
      kilka chwil później ginie zmasakrowany przez tłum. Ale czasem rozbudzone emocje
      znajdują ujście w innej formie. Po meczu, w którym Meksyk pokonał Belgię 1:0,
      pijany ze szczęścia Augusto Mariaga - naczelnik więzienia dla skazanych na
      dożywocie w Chilpancingo (Meksyk, stan Guerrero), biega z pistoletem w ręku,
      strzela w powietrze i z okrzykiem: Viva Mexico! otwiera wszystkie cele
      wypuszczając na wolność 142 groźnych, ciężkich przestępców. Sąd uniewinnia
      Mariagę, "ponieważ - czytamy w uzasadnieniu wyroku - działał w uniesieniu
      patriotycznym".


      R. Kapuściński - Wojna futbolowa
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 11.07.10, 14:17

        Piłka nożna pomogła zaognić jeszcze bardziej nastroje szowinizmu i histerii hurrapatriotycznej, tak potrzebne do rozpętania wojny i wzmocnienia władzy oligarchii w obu krajach. (...)
        Oba rządy były zadowolone z wojny, ponieważ przez kilka dni Honduras i Salwador zajmowały czołowe miejsca w prasie światowej i były obiektem zainteresowania międzynarodowej opinii. Małe kraje z trzeciego, czwartego i dalszych światów mają szanse wzbudzić żywsze zainteresowanie dopiero wówczas, kiedy zdecydują się na przelew krwi. Smutna to prawda, ale tak jest.


        (Wojna futbolowa)

    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 12.07.10, 23:51

      Well, I don't care if it rains or freezes
      Long as I have my plastic Jesus


      www.youtube.com/watch?v=kzMjGbSoTj4
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 12.07.10, 23:59

        Chorus: All religions make me wanna throw up / All religions make me sick / All religions make me wanna throw up / All religions suck / They all claim that they have the truth / They’ll set you free / Just give ‘em money and they’ll set you free / Free for a fee / They claim that they have “the Answer” / When they don’t even know the Question / They’re just a bunch of liars / They just want your money / They just want your consciousness / (Chorus) / All religions suck / All religions make me wanna throw up / All religions suck / All religions make me wanna BLEAH / They really make me sick / They really make me sick / They really make me sick / They really make me sick / They really make me sick / They really make me ILL


        www.youtube.com/watch?v=kMI0vWBt44s
        • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 13.07.10, 00:02


          Budget's in the red?
          Let's tax religion!




          www.youtube.com/watch?v=983DwAOCXRI
          • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 13.07.10, 00:41

            Masturbating with a flag and a bible
            God must be dead if you're alive



            www.youtube.com/watch?v=YgwcFIGqmWA
            • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 13.07.10, 00:47

              You still think swastikas look cool
              The real nazis run your schools
              They're coaches, businessmen and cops
              In a real fourth reich you'll be the first to go
              Nazi punks
              Nazi punks
              Nazi punks - Fuck Off!





              www.youtube.com/watch?v=HcaEY9CXTr4
    • gdytyjeszczenamucheptapta Life Sentence 13.07.10, 01:33

      Are you really you?
      No
      You're a chained-up dog fenced in a yard
      Don't see much, you can't go far
      Pace and froth, you're getting sick
      Run too fast it'll snap your neck
      You say you'll break out
      But you never do
      You're just another ant in the hill
      That's your life sentence

      (Biafra)



      www.youtube.com/watch?v=s8of1iv1Pj4&feature=related
    • musz-ka23 Motto na sobotę 13.07.10, 11:28

      do you, do you really enjoy living a life that’s so hateful
      cause there’s a hole where your soul should be
      you’re losing control of it
      and it’s really distasteful


      www.youtube.com/watch?v=Qg7jA-H-jMo
    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 28.07.10, 23:54

      Nieznajomy

      Byłam właśnie w takim nastroju, w jakim bywa się na ży-
      ciowych zakrętach. Wtedy nam się wydaje, że odległość stu
      kilkudziesięciu kilometrów cokolwiek załatwi. Że jeżeli wsią-
      dziemy do pociągu, żeby uciec, to uciekniemy. Wydaje nam
      się, że kiedy pociąg ruszy, stanie się coś... stanie się coś, co
      przynajmniej zajmie nasze myśli.
      Zajęłam miejsce w pustym przedziale. Kiedy wszedł, byłam
      niezadowolona. Wyglądał na nałogowego uwodziciela. Uszami
      duszy już słyszałam: „Pani ma na pewno na imię Elżbieta.
      Nie? To dziwne! Bo ja zmam jedną bardzo miłą Elżbietę”
      i dalej w ten deseń. A do tego dowcipy o mężach stanu, jak
      się spotkali, albo jak ksiądz i rabin jechali pociągiem. Nie,
      to nie dla mnie. Odwróciłam się nieuprzejmym ruchem do
      okna.
      - Rękawiczki – powiedział i podał mi je.
      - Dziękuję... nie zauważyłam, kiedy spadły.
      - Wcale nie spadły.
      - Więc po cóż pan mi je podał?
      - Byłyby spadły za chwilę. Gdyby pani wykonała jeszcze
      jeden taki gwałtowny gest. A byłaby pani wykonała, bo za
      chwilę byłbym się odezwał. Pierwszy gwałtowny gest dlatego,
      że wszedłem, drugi dlatego, że się do pani odezwałem, a pani
      sobie tego nie życzy. Więc pani byłaby go wykonała i ręka-
      wiczki by spadły, a ja bym je podał. Więc nie czekałem, aż
      spadną, i od razu podałem.
      - Bardzo pan uprzejmy.
      - Nie jestem uprzejmy. Jestem egoistą. Lubię, kiedy ko-
      biety mnie lubią.
      - I udaje się to panu? – zdziwiłam się szczerze.
      - Tak.
      - Skromny to pan nie jest.
      - Wcale nie mam tej ambicji. A zresztą co to ma wspólne-
      go ze skromnością? Czy jeżeli kucharz stwierdza, że potrafi
      upiec kaczkę, to dowodzi braku skromności? Dowodzi to tyl-
      ko, że kucharz jest fachowcem.
      - Ja mam być tą kaczką?
      - Oczywiście.
      - Kaczka ma krzywe nogi.
      Przez dłuższą chwilę oglądał mnie w skupieniu.
      - Nie każda – powiedział.
      - I pan się uważa za fachowca od... pieczenia kaczek?
      - Tak.
      - Dziwny fach.
      - Ale jaki przyjemny!
      - Czy dla kaczki też?
      - I jak jeszcze!
      - Nie dla każdej – wtrąciłam sucho.
      - Wiem, pani woli mężczyznę niezaradnego... bidusia, co
      wszystko gubi... takiego, do którego mówi się najpierw „ ma-
      ły”, a potem „ tatusiu”, zależnie od stadium. Pani woli być
      mocniejszą stroną, macierzyńską, opiekuńczą – znowu masz
      katar, nie pal tyle, uważaj na siebie, co byś ty beze mnie zro-
      bił...
      Roześmiałam się, nie mogłam się nie roześmiać.
      - Skąd pan to wszystko wie?
      - Wiem wszystko o kobietach. Pani ma brązowe oczy.
      - Rzeczywiście szalenie pan spostrzegawczy.
      - Niesłusznie pani ironizuje. Proszę zwrócić uwagę, że nie
      dojechaliśmy jeszcze do Skierniewic. A pani ofermiasty ideał
      zauważyłby kolor oczu gdzieś za Koluszkami. Pani ma uśmiech
      gorzki jak migdał.
      - Na jakiej stacji zauważyłby to mój ofermiasty ideał?
      - Na żadnej.
      - A co p a n zauważy za Koluszkami?
      - Tego się pani dowie za Koluszkami. Tu wieje, niech się
      pani otuli.
      Owinął mnie moim szalem, między mną a oknem powiesił
      swój płaszcz.
      - W pani jest niepokój – mówił – niech już pani nie myśli
      o tamtych sprawach. Niech się pani oderwie od wszystkiego.
      Pani jest w pociągu, zawieszona między gwiazdami. Lubi mnie
      pani?
      - Tak! – przestraszyłam się tonu, jakim to powiedziałam
      i prędko dodałam konwencjonalnie: - Oczywiście, bardzo pan
      miły.
      Ale on słyszał tylko to, co chciał.
      - No widzi pani, no widzi pani. A przejechaliśmy dopiero
      Skierniewice. Co będzie za Koluszkami?
      - Ja nie wiem – powiedziałam to zupełnie inaczej, niż było
      zamierzone.
      Czarował dalej. Był ironiczny i romantyczny, poetycki i za-
      bawny, uosobienie tego wszystkiego, czemu poddaje się każ-
      da kobieta bez względu na wiek, usposobienie i pochodzenie
      socjalne.
      Zapadał zmrok. Wstyd mi się przyznać, ale więcej niż
      z obawą myślałam o końcu podróży.
      Nagle drzwi rozsunęły się i wtargnęła korpulentna niewia-
      sta.
      - Co tu tak ciemno! – zawołała i zapaliła światło. – No,
      tatusiu, zbieraj się, zaraz wysiadamy. Mąż to by zginął beze
      mnie – zwróciła się do mnie – już raz kiedyś stację przejechał,
      gapka mała. My z dziećmi nie znosimy dymu, ale pozwalam
      mu jechać „dla palących”, bo inaczej pali na korytarzu i za-
      raz katar, takie chuchro z niego. No chodź już, tatuś, masz tu
      szalik, bo znowu gdzieś posiejesz.
      - Do widzenia pani – powiedział bez cienia zmieszania
      i wyszedł za niewiastą.
      - Do widzenia, panie tatuś – szepnęłam, ale już do siebie.


      /S. Grodzieńska/
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 03.08.10, 06:24

      Zdobywszy to, co potrzebne do życia, może jednak dokonać innego wyboru niż
      zdobywanie nadmiaru, może się teraz zdobyć na odwagę i żyć, może zacząć wakacje
      i zaniechać bardziej upokarzającej harówki.

      ***

      When he has obtained those things which are necessary to life, there is another
      alternative than to obtain the superfluities; and that is, to adventure on life
      now, his vacation from humbler toil having commenced.


      Henry David Thoreau - Walden, or Life in the Woods


      en.wikipedia.org/wiki/Henry_David_Thoreau
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 04.08.10, 13:00

      Zamieszkałem w lesie, albowiem chciałem żyć świadomie, stawać w życiu wyłącznie
      przed najbardziej ważkimi kwestiami, przekonać się, czy potrafię przyswoić sobie
      to, czego może mnie życie nauczyć, abym w godzinie śmierci nie odkrył, że nie żyłem.


      ***


      I went to the woods because I wished to live deliberately, to front only the
      essential facts of life, and see if I could not learn what it had to teach, and
      not, when I came to die, discover that I had not lived.


      (Walden)


Pełna wersja