Kobieta z wydm

IP: *.spam.mim.pl 27.03.04, 15:20
...po raz trzeci już chyba czytam tę książkę. Zastanawia mnie o czym wg Was
to jest? mam kilka teorii i chętnie powymieniam poglądy.
- Czym jest wolność?
- może już sam fakt że się człowiek nad tym zastanawia znaczy że...
- daj znać jeśli znasz coś podobnego z wyjątkiem Kafki
J.J.
    • Gość: adas Re: Kobieta z wydm IP: 212.244.195.* 28.03.04, 16:18
      Paul Auster Muzyka przypadku
      John Fowles Kolekcjoner
      Ken Kesey Lot nad kukułczym gniazdem

      To na pewno, teraz kilka pozycji o podobnym wydźwięku, tak się składa, że
      latynoamerykańskich:
      Borges - niektóre opowiadania
      Cortazar - jak wyżej
      Casares - Plan ucieczki
      Fuentes - Urodziny
    • Gość: Nu! Re: Kobieta z wydm IP: *.gce.gliwice.pl 29.03.04, 12:48
      J.G Ballard, "Wyspa" - polecam gorąco, bo to bardzo podobna ksiązka.

      Bohater rozbija się samochodem na wysepce, utworzonej z krzyżujących się
      autostrad, i nie może się wydostać. Łamie nogę, i... :D

      Wyspa u Ballarda jest o tyle ciewawa, że bohater po drugiej stronie drogi
      widzi budkę telefoniczną, a w niedalekiej oddali supermarkety,
      sklepy a nawet biurowiec w którym pracuje (własnie jechał do tej pracy rano).

      Nu!
    • Gość: adas Re: Kobieta z wydm IP: 212.244.195.* 29.03.04, 16:10
      Dręczy mnie ta Kobieta. Szczerze przyznam, że trochę ta książka po mnie
      spłynęła, a od wczoraj nie potrafię przestać myśleć i przypominać sobie...
      To bardzo przewrotna książka, i nie chodzi wyłącznie o fabułę. Bo, czy to jest
      powieść o zniewoleniu, czy przeciwnie, o wolności?
      Opcja pierwsza: wirtuozerski wręcz podręcznik indoktrynacji, łamania woli
      człowieka, prania mózgu, zniewolenia. Kolejne etapy: wściekłość,
      niedowierzanie, bunt, rozgoryczenie, rezygnacja, ostatnia próba ucieczki,
      zobojętnienie, akceptacja, szczęście.
      Opcja druga: powieść o zawsze modnym temacie; o poszukiwaniu własnego JA w
      obliczu bezwzględnych, nieustępliwych, powracających cyklicznie sił natury. O
      zrzuceniu - wobec zdarzenia kryzysowego - nudnych, banalnych, rutynowych
      konwenansów i obowiazków normalnego, mieszczańskiego świata i odnalezieniu
      pełni szczęścia w Dziurze (piasku).
      I jak takim razie odczytywać jedną z ostatnich scen książki (opisującą odkrycie
      wody) jako triumf, czy jako klęskę?
      Powieść o woli przetrwania, czy o zdolności przystosowania się do KAŻDYCH
      okoliczności i warunków, i za WSZELKĄ cenę?

      P.S. Adolfo Bioy Casares Plan ucieczki
      • Gość: Lila Róż Re: Kobieta z wydm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.04, 15:46
        ksiazke czytalam jakis czas temu i bardziej niz detale fabuły zapamietalam
        silne wrazenie jakie na mnie wywarla...
        dla mnie to opowiesc o uniwersalnej ludzkiej potrzebie CELOWOŚCI.
        O tym ze "celowosc" podejmowanych dzialan wcale nie sankcjonuje "celowosci"
        zycia jako takiego, bo nie nadaje mu sensu a tylko je organizuje.
        I odwrotnie: zycie (albo milosc/odpowiedzilanosc/konsekwencja)jako wartosc sama
        w sobie sankcjonuje wszystkie dzialania pozornie tej "celowosci" pozbawione.
        Wspaniala literatura.
        • Gość: Jan Piasek IP: *.shl / *.inforesources.ch 30.03.04, 17:36
          Ja pamietam tylko wciskajacy sie wszedzie piasek. Bylo zdaje sie porownanie z
          owadem (czy innym zwierzakiem), ktory siedzi w zaglebieniu o takim kacie
          nachylenia piasku, ze kazda ofiara, ktora przekroczy gorna krawedz, musi sie
          zsunac na dol. Brrr...
      • gintonic Re: Kobieta z wydm 16.04.04, 14:27
        przewrotnie ale zawsze wydawało mi się że jest to książka o odnalezieniu
        wolności w niewoli. Bo wolność jest uczuciem wewnętrznym, nie zależy, nie
        powinna zależeć od reszty świata. Podobnie jak w "Obcym" - człowiek skazany nie
        czuje się zniewolony, znajduje w swoim położeniu nawet pewien perwersyjny
        rodzaj przyjemności. Inna sprawa że droga do tej wolności prowadziła przez
        rezygnacje z pewnych rzeczy. Ale czy w życiu codziennym, w społeczeństwie nie
        jesteśmy zmuszeni często do różnych ustępstw - wolność absolutna nie istnieje
        bo nie może istnieć, bo są inni i zawsze mają jakiś wpływ na nasze życie.
        Wolność to poczucie że ma się przynajmniej w pewnym stopniu kontrolę nad swoją
        rzeczywistościa - more or less...
        PS Adaśku dzięki za książki
        • Gość: adas Re: Kobieta z wydm IP: 212.244.195.* 16.04.04, 20:42
          O Pani, uniżony sługa dziękuje za okazaną łaskę.

          adas

          P.S. Może pociągnąć dalej wątek o klaustrofobicznych książkach?
          • Gość: Joanna obcy IP: *.crowley.pl 22.04.04, 13:41
            ...w takim razie. Też jedna z moich ulubionych. O wartościach, o tym że
            wszystko właściwie można zdewaluować... Zbrodnia bez motywacji - czyli
            właściwie nic nowego pod Słońcem. Ale zarazem dziwna - jakby przez pomyłkę?
            jako logiczny ciąg wydarzeń? ujście ukrytej urazy, złości do reszty świata?
            (kiedy wreszcie będzie wojna) wpływ przypadku na los człowieka - dlaczego
            zdarzenia potoczyły się tak a nie inaczej? myślę ze to zdanie się na bieg
            wydarzeń, inercja, wszystko może się zdarzyć i wszystko można zaakceptować.
            Kiedyś b mi się podobało zakonczenie książki - a w dalszym ciągu lubię tego
            niepokornego-zagubionego człowieka - zresztą jest takich więcej. ale dawno już
            to czytałam i zaczynam dorabiać chyba swoją ideologię - jakiś komentarz?
            - JJ
            • Gość: adas Re: obcy IP: 81.219.117.* 27.04.04, 02:12
              Pozwolę sobie wykorzystać Twoje słowa.
              czyli
              > właściwie nic nowego pod Słońcem
              Na podobne morderstwa natrafiłem w "Lochach Watykanu" Gide i "Kontrapunkcie"
              Huxleya. Jest jednak pewna róznica, u wyżej wymienionych autorów opisywane
              morderstwo jest tylko jednym z wątków, a niewielka ksiązeczka Camusa
              relacjonuje, z niemal dokumentalną i równie beznamiętną dokładnością, sam
              proces "dojrzewania" do morderstwa jak i samą zbrodnię, no i oczywiście karę. W
              pozostałych ksiązkach zabójstwo staje się rzeczą niemal ekscytującą (choć też
              nie ma mowy o wyrzutach sumienia), a w "Obcym" jest to tylko kolejna nudna,
              banalna i niepotrzebna czynność jaką wykonujemy w życiu. Brzmi strasznie?
              Dla "bohatera" ksiązki w jego beznadziejnym, nudnym, zmęczonym życiu, wszystko
              jest równie szare i brudne.
              Nie wiem, ale wydaje mi się, że morderca nie zdaje sobie sprawy, ze ma no co
              się złościć i co naniewidzić. To jest jego świat, górnolotnie: i dobro i zło są
              tylko wyrazami bez znaczenia, po prostu nigdy sie nad tym nie zastanawiał, bo
              takie rozważania niczego nie mogłyby zmienić. Nie chodzi tu o jego
              inteligencję, ale wyuczoną od małego postawę wobec świata, sposób reakcji.
              wpływ przypadku na los człowieka - dlaczego
              > zdarzenia potoczyły się tak a nie inaczej?
              To najstraszniejsze pytanie codzienności. Jaką można mieć nadzieję, ze z
              miliarda możliwości ta jest właśnie właściwa? Ale niebezpieczne to pytanie,
              szukajac odpowiedzi można stracić zmysły a w najlepszym razie byc wiecznie
              niezadowolonym (miałem inną możliwość, dlaczego tego nie zrobiłem TAK).
              Wracając do ksiązki, morderstwo (nawet popełnione na zimno) jest czymś
              odmiennym, czymś zaskakującym, musi wpłynąć na życie, choćby z uwagi na "zmianę
              miejsca zamieszkania".
              a w dalszym ciągu lubię tego
              > niepokornego-zagubionego człowieka
              Może dopiero w wiezieniu M. poczuł się bezpieczny. Życie, mimo swej rutyny, w
              każdej chwili może przynieść zagrożenia albo choćby koniecznosć wyboru. Tutaj
              jedynym zmartwieniem jest gilotyna... Też podoba mi się jego "duma". Brak
              prośby o łaskę na pewno nie wynika z poczucia winy czy tez chęci odkupienia.
              Jest to raczej respektowanie "reguł gry" do samego końca.

              P.S jest taki zbiór opowiadań Urugwajczyka Onettiego "Historia kawalera..." -
              bardzo długi tytuł - zainspirowany ponoć miedzy innymi Camus.
              • Gość: Joanna Re: obcy IP: *.spam.mim.pl 05.05.04, 15:41
                ...czyli taki nowy stoicyzm? nie przeżywać, stłumić niepotrzebne emocje
                (wszystkie na dobrą sprawę),uniezależnienie się w pewnym sensie od reszty
                ludzkości - przecież każdy nawet najbliższy krewny jest obcym. brak większych
                radości ale i brak cierpienia - to też jest jakieś wyjście. szkoda że trudne do
                zrealizowania. pozostaje jeszcze kwestia - życie jest sztuką wyboru; wybierać
                to co w danej chwili wydaje się właściwe czy myśleć raczej o przyszłości? skoro
                i tak jutro jest wielką niewiadomą... zostaje nam tylko nigdy i niczego nie
                żałować (łatwo powiedzieć). o tej książce już chyba nic do dodania. (na razie)
                "Urodziny" Fuentesa
                przeczytałam i przyznam że dopiero koniec rozjaśnia nieco treść opowiadania (co
                ma wspólnego z Kobietą z wydm?). wspólny intelekt ziemskiej cywilizacji,
                reinkarnacja, przekonanie że dusza nie jest nieśmiertelna (myślę że niestety
                jest) - no więc teorie ciekawe acz się z nimi nie zgadzam.
                czekam na jakieś nawiązania, coś jeszcze dobrze byłoby o tym napisać
                --
                JJ
                • Gość: adas Re: obcy IP: 81.219.117.* 06.05.04, 01:08
                  Do "Obcego".
                  Czy można stłumić jakiekolwiek emocje? Tłumienie, przewrotnie, potwierdza ich
                  przeżywanie. Stoicyzm to nazwa wyuczonej, wymuszanej postawy; czy nabytej
                  niemal naturalnie wraz z dorastaniem? A uniezależnić od reszty ludzkości nie
                  sposób, nawet jeśli najbliższy krewny jest obcym. Śmieszne, właśnie skończyłem
                  niemal rówieśnika "Obcego" - "Pilota wojennego" Saint - Exupery, też przecież
                  Francuza, choć trochę starszego. Pisze on między innymi, że suma kamieni nie
                  zawsze tworzy katedrę - żeby ją zbudować trzeba CZEGOŚ więcej. Pewnie tak samo
                  jest z ludźmi, te same elementy nie zawsze dają taki sam efekt. I znowu wracamy
                  do przypadku, szczęścia itp.
                  Ta książeczka w twórczości Fuentesa to pozycja wyjatkowa. Fuentes jest pisarzem
                  realistycznym, choć miejscami strasznie poplątanym. A "Urodziny" to chyba żart,
                  lekko drwiący uśmieszek w kierunku pisarzy "filozoficznych". I moim zdaniem ma
                  trochę wspólnego z "Kobietą". Pozostawiając na boku zabawy z czasem i kolejnymi
                  wcieleniami nie sposób nie zuważyć atmosfery pułapki. I tak jak w przypadku
                  Japończyka można zapytać: dlaczego bohater chce się wydostać z więzienia, nie
                  lepiej w nim zostać, czym takie życie różni sie od normalnego?
                  Pewnie i tak się mylę. Dla mnie "Urodziny" są przede wszystkim zabawą
                  literacką. I za dużo czytam...

                  adas
                  P.S Za anglojęzycznych pisarzy ręczę, choć może nie głową. Za Onettiego też,
                  choć mu bliżej do Camusa (tylko za opowiadania).
                  • Gość: Joanna Re: obcy IP: 195.136.30.* 09.05.04, 16:57
                    sprostowanie: oczywiście miałam na myśli raczej nieokazywanie emocji, ale po
                    zastanowieniu - można tłumić emocje, polega to na zmuszaniu się do myślenia w
                    pewien określony sposób (kontrola myśli jako środek do samodoskonalenia? -
                    element filozofii buddyzmu - wg mnie ma to coś z tortury). oczywiście że
                    stoicyzm jest wymuszony i że być może to nie najlepsze słowo (to musiał jednak
                    swoją drogą wymyślić ktoś z wrodzoną zdolnością...). i powinnam była
                    napisać "uniezależnić" w ten sposób.
                    Fuentes raz jeszcze - to można też traktować jako studium upływającego czasu, w
                    każdym razie takie mam jeszcze z tym utworem skojarzenie. (a może czas jest jak
                    wstęga moebiusa, a może czasu wogóle nie ma - wszystko dzieje się równolegle,
                    czas porządkuje wszystkie wydarzenia na użytek człowieka. zresztą były już
                    podobno jakieś doświadczenia które wykazały że istotą wszystkiego jest
                    informacja, szybsza od światła i niezależna od czasu właśnie. nieważne -
                    czołwiek jest tym szczęśliwszy im mniej się nad tym zastanawia)
                    ostatnio wpadła mi w łapki Samotność długodystansowca - i znowu bunt,
                    nonkonformizm, życie na przekór, tyle że tym razem - uzasadnione. ma sens
                    robienie innym na przekór, nawet bez jakichś wymiernych korzyści? jasne że ma,
                    to podobnie jak zazdrość powoduje że świat nie stoi w miejscu. i zawsze jakaś
                    satysfakcja, że udało ci się kogoś zaskoczyć.
                    na razie nie udało mi się dotrzeć do reszty tych "klaustrofobicznych"
                    --
                    JJ
                    • Gość: jw Re: obcy IP: 217.173.201.* 11.05.04, 11:15
                      Gość portalu: Joanna napisał(a):

                      > sprostowanie: oczywiście miałam na myśli raczej nieokazywanie emocji, ale po
                      > zastanowieniu - można tłumić emocje, polega to na zmuszaniu się do myślenia w
                      > pewien określony sposób (kontrola myśli jako środek do samodoskonalenia? -
                      > element filozofii buddyzmu - wg mnie ma to coś z tortury).
                      >
                      Stereotypowy pogląd nt buddyzmu. Wcale nie chodzi w nim o kontrolowanie mysli,
                      a tym bardziej o ich tlumienie, lecz o przytomne doswiadczanie i
                      wykorzystywanie tego co sie pojawia w umysle. Jest zreszta na ten temat swietna
                      ksiazka, ostatnio wydana pt. "Spektrum ekstazy" [
                      www.merlin.com.pl/sklep/sklep/strona.towar?
                      oferta=296679&ret=wys50484750 ].

                      pozdrawiam,

                      jw

                      • Gość: Joanna Re: obcy IP: *.kki.pl / *.kki.pl 15.05.04, 19:01
                        no dobrze nie upieram się. jeśli się lepiej na tym znasz pewnie masz i rację.
                        tak to jest jak się człowiek nie zastanowi i coś pisze. albo pisze o czymś o
                        czym ma b. blade pojęcie
                        --
                        JJ
                    • Gość: chichot Re: obcy IP: 195.116.43.* 12.05.04, 14:09
                      można tłumić emocje, polega to na zmuszaniu się do myślenia w
                      pewien określony sposób (kontrola myśli jako środek do samodoskonalenia? -
                      element filozofii buddyzmu - wg mnie ma to coś z tortury).

                      buddyzmu powiadasz... a to ciekawostka. a jaka to szkola? nazi-zen?
                      • Gość: adas Chichot!!! IP: *.katowice.msk.pl / 81.219.117.* 12.05.04, 14:46
                        Ty nie w Katowicach? Ja się zaraz wybieram.
                        • Gość: chichot poza zasada przyjemnosci IP: 195.116.43.* 12.05.04, 19:37
                          Gość portalu: adas napisał(a):

                          > Ty nie w Katowicach? Ja się zaraz wybieram.

                          szczesliwcze,ja siedze w pracy,w miescie w ktorym nawet konie pisza wiersze.a w
                          katowicach bede dopiero dziewietnastego... mam nadzieje,ze forumowicze nie
                          wykupia do tego czasu wszystkich zapasow katowickich jatek.
                          • Gość: adas Re: poza zasada przyjemnosci IP: *.katowice.msk.pl / 81.219.117.* 12.05.04, 20:39
                            O Musilu nie słyszeli, lista dostępnych pozycji pod "Człowiekiem bez
                            właściwości".
                            Odśwież sobie Faulknera, wrócimy do starego sporu:)
                            adas
                    • Gość: adas Do Joanny IP: *.katowice.msk.pl / 81.219.117.* 14.05.04, 03:07
                      Pewnie każda nauka ma swoje białe plamy - działa zasada: im więcej wiesz tym
                      więcej musisz sie nauczyć. Powstają nieprawdziwe teorie, prawdopodobne, możliwe
                      itd. Dlaczego o tym piszę? W swoim poście(chodzi o część
                      poświeconą "Urodzinom") poruszyłaś temat z pogranicza fizyki, filozofii i
                      psychologii. A akurat do tych dziedzin podchodzę z rezerwą. Jeszcze fizyka
                      wydaje mi sie najuczciwsza - potrafi przyznać, że pewnych rzeczy nie jest w
                      stanie (na razie?) wytłumaczyć. A już i w filozofii, i psychologii ścierają się
                      przeciwstawne teorie, szkoły i pomysły na szczęście/życie. I masz stokrotnie
                      rację pisząc, że człowiek jest tym szczęśliwszy im mniej sie zastanawia (pewnie
                      nie tylko w wypadku Wszechświata). Ogram spraw to rozważenia przygniata. Choć
                      pewnie można w ten sposób próbować uciec od życia czy też od siebie. Taka
                      ucieczka nie moze trwać wiecznie, niestety/ na szczęście.
                      Z "Samotnosci długodystansowca" zapamiętałem, że nie warto chować forsy (a
                      szczególnie trefnej) w rynnie. Akurat w tym opowiadaniu bunt ma jakis cel, może
                      i ulotny, nietrwały, jednak dający poczucie satysfakcji. Jest także krzykiem
                      młodej pomiatanej (naprawdę, a nie tylko w wyobraźni kolejnego Wertera)
                      osobowości, bohater przestaje być przedmiotem, przydatnym narzędziem chwały.
                      Moralny zwycięzca - niemalże bez ironii

                      adas
                      • Gość: Joanna kolekcjoner IP: *.spam.mim.pl 30.05.04, 13:58
                        ale moralność i tak każdy ma swoją - przynajmniej ja tak uważam... tak że to
                        jest jednak zwycięstwo - w subiektywnym odczuciu tego człowieka.
                        dla mnie psychologia jest metodą przede wszystkim zrozumienia innych i nie
                        uważam że jest za bardzo wydumana czy nieistotna, no i właśnie ze względu na
                        nią lubię właśnie takie a nie inne książki.
                        przeczytałam kolekcjonera - najbardziej podobał mi się fragment jak po śmierci
                        dziewczyny F. idzie sobie zrobić herbatę. b. realistycznie pokazane zachowania
                        i odczucia kata i ofiary, napięcie i niepewność jak się ta absurdalna sytuacja
                        zakończy - od takich rzeczy ciężko się mi oderwać. potem przyszła jeszcze taka
                        refleksja że więzienie jest takim tylko wtedy jeżeli je za więzienie uznamy i
                        pewne rodzaje zniewolenia człowiek toleruje, więcej wogóle ich nie zauważa -
                        zalezy od osób, sytuacji i... pewnie jeszcze od czegoś. godna podziwu
                        wytrwałość więzionej, zatrważający portret strażnika
                        napisz coś o tym jak masz ochotę

                        JJ
                        • a.adas Re: kolekcjoner 03.06.04, 01:03
                          Witam
                          Przyznać muszę, że za Fowlesem, w sumie, nie przepadam. Ale po kolei. Dla mnie
                          najciekawsze jest pierwsze bodaj dwadzieścia stron. To odkrycie możliwości
                          jakie dają pieniądze - i już nie wiem czy moje odczucia korespondują z Twoimi
                          odczuciami (na temat więzienia) czy nie? Ten nagły przeskok między chorymi
                          rojeniami i marzeniami a możliwością ich realizacji. I smutno ironiczny styl
                          narracji. Pytanie - czy ten człowiek jest naprawdę szalony? Jeśli tak, to co
                          spowodowało chorobę? Kompleksy, zahamowania, poczucie alienacji klasowej? Jak
                          mozna zauważyć, bardziej interesuje mnie relacja kata niż ofiary. Pewnie
                          dlatego, że jestem meżczyzną:), mocniej też przekonuje mnie gęsta, obłąkańcza
                          atmosfera pierwszej części - człowiek jeszcze nie do końca wierzy w to co
                          czyta. Choć z drugiej strony "zdobycz" też zaczyna wariować, czemu się nie
                          można zanadto dziwić:)
                          Obydwie "książki" ukazują złożoność ludzkiej psychiki, jednak różnica jest
                          taka, że dziewczyna dorasta, jej wizja świata ulega ciągłym modyfikacjom.
                          Rodzi się kolejne pytanie, czy psychika szaleńca może ewoluować? Dręczyciel
                          także przechodzi swoją burzę emocjonalną czy też intelektualną, jednak jego
                          psychika podporzadkowana jest jednej obsesji i ta myśl przeszkadza mu
                          w "normalnym" odbiorze świata. Nie jest zdolny do rozwoju intelektualnego, mimo
                          swego, niewątliwie wysokiego IQ. Jego tok myślenia dobrze obrazuje okrąg.
                          Ciekawa jest także zabawa literacka autora, którą doskonale ilustruje"
                          pojedynek" Sillitoe z Salingerem, choć Anglika czytałem tylko "Samotność
                          długodystansowca", a Salingera, co dziwne, nic.
                          Ciekawe, sam narrator sie dziwi jak łatwo idzie wypełnianie planu. Jego ciągły
                          strach mocno kontrastuje z łatwością, z jaką kat realizuje swoje zamierzenia.
                          To dosyć smutny wniosek na temat naszego, ponoć cywilizowanego, świata.
                          Zakładzasz, ze moralność jest pojęciem względnym? Teza mocna i chyba prawdziwa -
                          moze dlatego tak ważne są spisane albo tylko ogólnie przyjęte prawa, nawet przy
                          swojej ułomnosci.
                          Przejrzałem te zapiski, i już naprawdę nie wiem dlaczego Fowles mi nie
                          podchodzi.:)

                          Pozdrawiam
                          adas
                          PS zastanawiam się czy nie lepiej byłoby się przenieść na skrzynki. Oczywiscie
                          jeżeli ciagniecie tego wątku ma jeszcze sens
                          a
    • Gość: bibi Re: Kobieta z wydm IP: *.chello.pl 27.04.04, 04:27
      Czytałam bardzo dawno. Miło że mi ją przypomniałaś. Muszą po nią sięgnąć.
      Pamiętam, że byłam zachwycona. Długo o niej myślałam. Ale teraz już się zatarła
      w pamięci. Mam nadzieję, że jeszcze gdzieś ją mam.
    • kustosz.m Re: Kobieta z wydm 06.05.04, 15:17
      > - daj znać jeśli znasz coś podobnego

      jest wydanie "literatury na swiecie' poswiecone japonii. kilka ciekawych
      opowiadan do czytania i dla ogolnego tla *kobiety z wydm*.

      oczywiscie duzo tropow do podobnej literatury
    • twarda_trawa Abe Kobo 06.05.04, 15:47
      "Żołnierz ze snu"

      w zbiorze "Tydzień świętego mozołu" Opowiadania japońskie 1945-1975, PIW W-wa 1986
      polecam też zbiór (bez Abe Kobo) "Ballada o Narayamie" Opowieści niesamowite z prozy japońskiej, PIW W-wa 1986
      • Gość: Nu! Re: Abe Kobo IP: *.gce.gliwice.pl 07.05.04, 12:27
        Prawidłowo powinno się chyba pisać jednak Kobo Abe (Coś mi tak świta w pamięci).

        Kiedyś szukałem na sieci o "Kobiecie z wydm" i znalazłem kilka interesujących
        analiz tej książki.

        Trudno jednak tak po prostu traktować o książce w izolacji od
        europejskiej prozy (Camus, Kafka), bo to było chyba wyraźne nawiązanie
        i jakby kontynuacja określonych nurtów myśli i literatury.
    • wlodekbar Re: Kobieta z wydm 12.05.04, 03:42
      No pewnie, ze juz sam fakt, iz sie czlowiek zastanawia, znaczy, ze...
      ...powinien czerpac z tego satysfakcje. To co najmniej:)))
Pełna wersja