Pisanie książek o bzdetach dla kasy

09.06.12, 14:08
Czy to jest zjawisko naszych czasów, czy bywało tak też w przeszłości. Mam dopiero 23 lata, więc nie mogę za bardzo sięgnąć pamięcią wstecz :). Tyle jest książek celebrytów o byle czym, byle tylko sprzedać parę kopii. Kasia Cichopek radzi jak być sexy po ciąży itp. Ale nie tylko.
Przykłady: Rodzicom uprowadzili 3 letnią córeczkę. Minęło od tamtego czasu 15 lat. W międzyczasie były o tym wzmianki a gazetach, w TV. Jak się można domyślić, w jednym z programów tv niedawno, w saloniku, rodzice siedzą na kanapie i reklamują swoją książkę, która dopiero co została wydana. Opisali, ile to przeszli, ile wycierpieli.
Zwykli ludzie zakładają blogi, a póżniej piszą książki. Niektórzy biorą ludzi na litość, opisując chorobę, którą przeszli lub na którą nadal chorują. Zyskuja sobie tym sympatię czytelników, a potem to wykorzystują i nim się obejrzymy, już informują o tym, że w sprzedaży jest ich książka. Żerowanie na własnym nieszczęściu. Pocierpialem, ale może trochę na tym zarobię.
Inny przykład- dziewczyna mająca bloga o swoim życiu w Toskani i o domu, który tam kupiła. Pisze o totalnych bzdetach typu- "Siedzieliśmy przy stole. Przyszedł S. i porozmawialiśmy o psach. A póżniej B. udzieliła mi kilku lekcji języka włoskiego. Na koniec wypiliśmy po filiżance kawy". Cały blog w tym stylu. Za jakiś czas ogłasza, że wydała książkę o swoim życiu w Toskanii.
Kto to w ogóle kupuje takie pozycje i w jakim celu?
Co sądzicie o tego rodzaju "literaturze" i czy to jest zjawisko wyłącznie naszej epoki?
    • gazeta_mi_placi Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy 09.06.12, 16:28
      Przypomniała mi się książka "Napisz na priv" właśnie w podobnych klimatach o których wspominasz.
      I jeszcze druga "Cisza pod sercem".
      Obydwie otrzymują gazetowy złoty laur Gniota Roku.
      Panienki (autorki owych książek, pisarkami ich nazwać nie mogę bo nie chcę obrażać prawdziwych pisarek) myślały, że wystarczy na podstawie forumowych wypocin ( w pierwszym przypadku forum macierzyńskie, w drugim poronieniowe) wydać książkę i już jest super.
      Jedna wielka żenada.
      • shiva772 Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy 09.06.12, 18:23
        Odejdę od ksiażek ale muszę...przedwczoraj przypadkowo odkryłam cos o wiele bardziej żenującego. Siedzę i oglądam fragmenty i oczom nie wierzę. Na tym YouTubie to jest dopiero inny świat. Podklejam przykładowe bohaterki a jest ich cała masa, jak się okazuje. One wszystkie wkrótce napiszą swoje poradniki heheheh :

        www.youtube.com/watch?v=g0YoONNLt8s
        www.youtube.com/watch?v=p3qFNbbWBV8&feature=related
        • malowanalala22 Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy 12.06.12, 18:41
          Zenujące to jest takie coś:

          www.youtube.com/watch?v=OKtpcOyly-I&list=UU7shd07sxXvOR37Kl339raQ&index=7&feature=plcp
          robiła makijażyki, zyskała sobie widzów, a teraz organizuje z sobą warsztaty za "jedyne" 650 zł. Normalnie Vipów z siebie robią ci z youtube. Jakby była jakimś sławnym makijażystą gwiazd co najmniej.
          A w jednym z filmików, o tym jak zostać wizażystką, mówi, że sama najwięcej nauczyła się z tutoriali na youtube, że szkoły wizażu niewiele dają. Za chwilę też napisze książkę.
          • minniemouse Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy 21.06.12, 04:58
            malowanalala22 napisała:
            Zenujące to jest takie coś:

            chyba ci sie cos pomylilo - to nie jest zenujace, to jest genialne.

            Minnie
      • maniaczytania Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy 10.06.12, 09:38
        gazeta_mi_placi napisała:

        > Przypomniała mi się książka "Napisz na priv" właśnie w podobnych klimatach o których wspominasz.
        ...
        Panienki (autorki owych książek, pisarkami ich nazwać nie mogę bo nie chcę obrażać prawdziwych pisarek) myślały, że wystarczy na podstawie forumowych wypocin ( w pierwszym przypadku forum macierzyńskie, w drugim poronieniowe) wydać książkę i już jest super.
        > Jedna wielka żenada.

        Hmm, mialam ja na polce, wiec specjalnie po tym wpisie zaczelam czytac. Widze, ze juz chyba ze drugi raz czepiasz sie tej ksiazki - mozesz napisac, co Ci sie w niej nie podoba? A moze nie zlapalas ironii? Ksiazki jeszcze nie skonczylam, ale jest swietnie napisana, zmysl obserwacyjny autorki jest doskonaly, idealna satyra naszych 'internetowych' czasow.
        • gazeta_mi_placi Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy 10.06.12, 15:30
          Znudzona mamuśka która opisuje swoje "arcyciekawe" perypetie, nuda i tyle.
          Zamiast pisaniem zajęłaby się lepiej dzieckiem.
          • maniaczytania Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy 10.06.12, 16:09
            gazeta_mi_placi napisała:

            > Znudzona mamuśka która opisuje swoje "arcyciekawe" perypetie, nuda i tyle.
            > Zamiast pisaniem zajęłaby się lepiej dzieckiem.

            Eee, ze co? A skad Ci to przyszlo do glowy?
    • Gość: f Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy IP: *.cnow.pl 09.06.12, 18:42
      Odpowiadam: tak, to jest zjawisko naszych czasów. Przekaz zamieniono na przelew. Tak najkrócej. Na szczęście jest mnóstwo starszej, wartościowej literatury i pseudotwórczością naszych czasów nie warto się przejmować.
      • Gość: BrnXB Zabawna diagnoza IP: *.adsl.inetia.pl 09.06.12, 19:33
        Autor tematu sugerując że ktoś pisze "bzdety dla kasy" jakoś pomija, że nikt nikomu tych bzdetów nie każe kupować. A takie "bzdety" są pożyteczne, choćby dlatego, że są tysiące czy miliony ludzi, którzy pragną właśnie to chłonąć. Tak jak pożyteczne są kebaby, bo są ludzie którzy pragną jeść syf - czy za to należą się słowa potępienia Turkowi który kroi tłuste mięso na ruszcie?

        > Odpowiadam: tak, to jest zjawisko naszych czasów. Przekaz zamieniono na przelew.

        To nie jest zjawisko naszych czasów. U starożytnych cywilizacji zaledwie drobny procent tworzący elitę społeczną znał pismo w wysokim stopniu i korzystał z tej umiejętności chłonąc najambitniejsze dzieła swojej kultury. Do dziś ten udział procentowy nie zwiększył się zbyt wiele: sam analfabetyzm spadł do minimum, ale to nie znaczy, że współczesny człowiek kiedykolwiek przeczyta Biblie, dzieła Arystotelesa czy Kanta, albo coś jeszcze łatwiejszego jak choćby "Czarodziejską Górę" Manna. Ludzie wolą powieści dla mas albo poradniki celebrytów - potępiać ich za to, że w życiu nie przeczytali nic Platona chociaż na codzennie nieświadomie używają słów i konstrukcji myślowych które pochodzą z jego książek?

        Rozpisałem się, bo zawsze intryguje mnie szalone przekonanie, żeby od ludzi którzy chcą tylko przeżyć wymagać czegoś więcej. Równie śmieszy mnie narzekanie na to, że spada czytelnictwo. Jedno nie ulega wątpliwości - wydana w tym roku książka o "matce Madzi z Sosnowca" to jedno z najdoskonalszych dzieł współczesnej kultury.
        • nchyb Re: Zabawna diagnoza 10.06.12, 10:10
          zgadzam się niemal z całością twojej przemowy, jedynie ostatnie zdanie bardzo mi zgrzyta...
          • f.l.y Re: Zabawna diagnoza 10.06.12, 15:19
            jest drugie dno takich książek - być może rodzice, którzy piszą o zaginionym dziecku, z pieniędzy za książkę będą dalej finansować poszukiwania - tonący brzytwy się chwyta - postawcie się na ich miejscu...

            podobnie z chorymi - piszą, bo za pieniądze będą mogli kupić leki, pojechać za granicę na operację...

            nadzieja chyba jest w tych przypadkach siłą 'twórczą' - więc powód 'dla kasy' jest, ale na co ta kasa - o tym też powinno się pamiętać, zanim się tych ludzi 'obrzuci' błotem...

            • nchyb Re: Zabawna diagnoza 10.06.12, 15:52
              nie patrzyłam na to z tej strony, ale przyznaję, ze ten punkt widzenia może być trafny. Jednak w przypadku książki, którą wymienił mój przedmówca wyżej, tam już te pieniądze dziecku nie pomogą, więc komu? Pseudodziennikarce, czy pseudorodzicielce?
              • Gość: BrnXB Re: Zabawna diagnoza IP: *.adsl.inetia.pl 10.06.12, 22:03
                To co wymieniłem, wymieniłem z ironią. Chociaż może jest zasadne pytanie: dlaczego ta książka nie odniosła sukcesu? bo żeruje na tragedii ? to właśnie powinno być intratne. Słyszałem opinie, że w temacie odbioru tej książki o wszystkim decydowała kwestia tygodni - nie wiem.

                Gdzieś kiedyś znalazłem info, że wspomnienia N. Kampusch były w Austrii i gdzieś tam jeszcze hitem, co mnie zdziwiło, no bo kto by chciał to czytać. Jeśli tam tego typu "literatura" odniosła sukces, to można pokusić się o tezę, że masowy polski czytelnik ma jednak nieco sensowniejszą wrażliwość. Ten protest czytelników Empiku zrobił na mnie wrażenie.
                • nchyb Re: Zabawna diagnoza 12.06.12, 20:12
                  > polski czytelnik ma jednak nieco sensowniejszą wrażliwość. Ten protest czyteln
                  > ików Empiku zrobił na mnie wrażenie.

                  przyznaję, ze na mnie też. Tym bardziej nie rozumiem uporu wydawcy, by takie coś wydać...
                  pozdrawiam
            • autumna Re: Zabawna diagnoza 10.06.12, 15:59
              Do tego bym dołączyła też funkcję terapeutyczną. Niektórzy potrzebują swoje przeżycia ubrać w słowa, żeby pogodzić się z tym, co się stało, rozliczyć się z przeszłością czy mieć siłę do dalszej walki.
          • Gość: taaadek Re: Zabawna diagnoza IP: *.dynamic.mm.pl 17.06.12, 15:09
            Rzadko się wypowiadam, ale mnie to aż ruszyło. Zgadzam się z przedmówcą. "dzieło"?????
            Może czas zdefiniować na nowo ten wyraz, bo wszyscy nim sobie gęby wycierają.
        • rzymianin.w.ogrodzie Re: Zabawna diagnoza 12.06.12, 21:47
          Gość portalu: BrnXB napisał(a):

          > Autor tematu sugerując że ktoś pisze "bzdety dla kasy" jakoś pomija, że nikt ni
          > komu tych bzdetów nie każe kupować.

          Autor tematu również jakoś pomija fakt, że woda w Bałtyku jest bardziej słona, niż w Wiśle.
          Hmm, może dlatego, że wcale nie chce pisać o zasoleniu wody? Albo o przymusie/braku przymusu kupowania literatury?

          > Tak jak
          > pożyteczne są kebaby, bo są ludzie którzy pragną jeść syf - czy za to należą s
          > ię słowa potępienia Turkowi który kroi tłuste mięso na ruszcie?

          Gdyby Turek wywiesił tabliczkę, że ten kebab leczy raka, alzheimera i jest przyrządzony przez światowych mistrzów patelni, to może i by się należały. Nie kojarzę przypadku, żeby wydawnictwo na okładce "bzdetu dla kasy" napisało, że to "bzdet dla kasy".

          Do reszty się odnoszę, choć zestawianie książek beletrystycznych z filozoficznymi trąci mi brzydką demagogią. Niby i to i to literki, ale też i sacharoza i celuloza cukier. Smacznej topoli.
    • spacey1 Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy 10.06.12, 17:23
      A co jest złego w pisaniu ksiażki "dla kasy"? Ludzie produkują skarpetki dla kasy, wędliny, organizują wycieczki za granicę dla kasy, sprzedają ślubne suknie, też dla kasy. Myślałaś, ze dla czego? Dla misji niesienia w świat pięknych ślubnych sukni i ciepłych skarpetek?
      Do tego wydawnictwa - to są firmy, które żyją ze sprzedaży książek. Uwielbiają wydawać dobrą literaturę, która się sprzedaje w wielkich nakladach. Niestety jest tylko kilku współczesnych autorów, którzy sa wielcy, a jednocześnie sprzedają się w wielkich nakładach. Wydawcy wymyślają więc, na jakie książki jest popyt i czasem namawia różnych ludzi do pisania takich książek. Ja wiem, że zwykło się kojarzyć pisanie i wydawanie ksiażek z misją i pracą pro publico bono, ale to jest także normalny biznes. BTW co jest gorszego w przykładach, które podałaś, od książek takich autorów, jak Katarzyna Grochola, czy Monika Szwaja? Ich ksiażki to produkty pop-kulturowe, nie żadna literatura. I co z tego? Takie ksiażki są widać komuś potrzebne. Owszem, ksiazka o rodzicach Madzi jest być może czymś innym i budzi moje wątpliwości, ale nie miałam jej w ręku, nie wiem de facto, co to jest za ksiażka, więc nie mogę sie tak naprawdę o niej wypowiedzieć.
      Dodam, ze jestem wieloletnim pracownikiem rynku książki, z zamiłowania, wykształcenia i zawodu. Chciałabym, aby ludzie czytali tylko Marqueza i Bułhakowa, ale tak nie jest.
      • nchyb Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy 10.06.12, 17:52
        > A co jest złego w pisaniu ksiażki "dla kasy"?
        hm, może chodzi o mitologizowanie pisarstwa? Dla wielu to ciągle nie zawód i źródło kasy, ale he he powołanie? Niestety, tzw. omawianie lektur w szkole i twórczości pisarzy na polskim raczej utwierdzają wielu w takim przekonaniu...

        > Dodam, ze jestem wieloletnim pracownikiem rynku książki, z zamiłowania, wykszta
        > łcenia i zawodu. Chciałabym, aby ludzie czytali tylko Marqueza i Bułhakowa, al
        > e tak nie jest.

        również od wielu lat mam związki z tym rynkiem, ale kompletnie nie chciałabym, by czytano wyłącznie tzw. "wielką literaturę".
        Podobnie jak nie chciałabym (mimo, ze uwielbiam) jeść tylko kawioru i ostryg i pić tylko szampana...
      • yanga Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy 10.06.12, 17:59
        Ja miałabym tylko jeden postulat: żeby zdania, z których składają się takie książki, były poprawnie napisane, bez błędów gramatycznych i ortograficznych, z właściwą interpunkcją. Reszta to sprawa rynku, byle klient wiedział, co kupuje.
        • spacey1 Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy 10.06.12, 18:45
          bardzo, bardzo słuszny postulat :)
          • marek.zak1 Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy 10.06.12, 20:11
            Zwracam uwagę, że książki są pisane i wydawane przez prywatne osoby/wydawnictwa i nic nikomu do tego. Nikt nikogo nie zmusza do kupna. Cała chmara żenujących polskich filmów powstaje w tym samym czasie w oparciu o publiczne, czyli nasze pieniądze i jeśli gdzieś widzę problem, to właśnie tutaj.
            • rzymianin.w.ogrodzie Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy 12.06.12, 20:56
              Ale sam widzisz, że

              > Zwracam uwagę, że książki są pisane i wydawane przez prywatne osoby/wydawnictwa
              > i nic nikomu do tego. Nikt nikogo nie zmusza do kupna.

              twoja argumentacja jest nietrafna (bo dotyczy innego zagadnienia) oraz

              > Cała chmara żenujących
              > polskich filmów powstaje w tym samym czasie w oparciu o publiczne, czyli nasze
              > pieniądze i jeśli gdzieś widzę problem, to właśnie tutaj.

              że stosujesz obleśne, demagogiczne chwyty, czy też wychodzi ci to nieświadomie?
              • marek.zak1 Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy 13.06.12, 08:25
                Każdy, kto ma ochotę (i pieniądze) może wydać książkę. Rolą rynku jest jej akceptacja, bądź odrzucenie.
                Odnośnie ,,obleśnych i demagogicznych" argumentów, traktuję Twoją obraźliwą wypowiedź, jako wyraz braku jakichkolwiek merytorycznych argumentów w dyskusji.
                • rzymianin.w.ogrodzie Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy 13.06.12, 13:53
                  marek.zak1 napisał:

                  > Każdy, kto ma ochotę (i pieniądze) może wydać książkę. Rolą rynku jest jej akce
                  > ptacja, bądź odrzucenie.

                  A teraz wykażesz, jaki to ma związek z poruszonym wątkiem:

                  (i) potwierdzasz/obalasz tezę "dzisiejsza literatura nie porusza ważnych tematów i jest tworzona tylko w celach zarobkowych"

                  czy może (ii) odpowiadasz na któreś z tych pytań:
                  a) "kto kupuje takie pozycje i w jakim celu?"
                  b) "co sądzisz o tego rodzaju literaturze?"
                  c) "czy to jest zjawisko wyłącznie naszej epoki?"

                  Póki co traktuję twoją wypowiedź jako wyraz braku jakichkolwiek merytorycznych argumentów w dyskusji i manifestację nieumiejętności czytania ze zrozumieniem.

                  > Odnośnie ,,obleśnych i demagogicznych" argumentów, traktuję Twoją obraźliwą wyp
                  > owiedź, jako wyraz braku jakichkolwiek merytorycznych argumentów w dyskusji.

                  Czemu się mnie czepiasz? Nikt nikogo nie zmusza do czytania moich wypowiedzi. Cała chmara żenujących polskich filmów powstaje w tym samym czasie w oparciu o publiczne, czyli nasze pieniądze i jeśli gdzieś widzę problem, to właśnie tutaj.

                  Widzisz już obleśność i demagogię, czy nadal pustka?
                  • rzymianin.w.ogrodzie errata 13.06.12, 14:34
                    ja, rzymianin.w.ogrodzie napisałem:

                    > (i) potwierdzasz/obalasz tezę "dzisiejsza literatura nie porusza ważnych temató
                    > w i jest tworzona tylko w celach zarobkowych"

                    Oczywiście autor wątku nie postawił takiej głupiej tezy. Jego teza to "część dzisiejszej literatury...". Przepraszam za brzydkie przekręcenie.
      • Gość: mmena Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy IP: *.89.67.170.static.cdpnetia.pl 09.07.12, 16:21
        spacey1 napisała:
        BTW co jest gorszego w przykładach, które podałaś
        > , od książek takich autorów, jak Katarzyna Grochola, czy Monika Szwaja?
        Obie kobiety potrafią pisać. Może się to podobać bądź nie, ale mają coś co nazywa się warsztatem.
        Książka o tym, że dwie osoby siedzą przy stole, piją kawę i rozmawiają o psach jest straszna. Niestety kupiłam ją. Nie udało mi się przeczytać. Bardzo niewiele jest książek, których nie kończę. Nawet jeśli już wpadną mi w ręce te nieszczęsne Szwaje i Grochole, to czytam je do końca, ale tych wypocin o Toskanii nie dałam rady. To jest pisanie o bzdetach. Nie da się tego czytać.
    • hulga A wczoraj... 13.06.12, 10:18
      skrzyczała mnie reklama: NAJBARDZIEJ OCZEKIWANA książka roku!!! Radosław Majdan, Pierwsza połowa. Reklama umieszczona w miesięczniku na B, który podobno pisze o literaturze wyższej niż niższej.
      I proszę. Człowiek dowiedział się, na jakie książki NAJBARDZIEJ czeka.
      • marek.zak1 Re: A wczoraj... 13.06.12, 11:51
        Chyba głównie o Dodzie. Będzie się działo :).
        • moleslaw Re: A wczoraj... 13.06.12, 14:36
          Nie to nie jest zjawisko naszych czasów. Najbliższym chyba przykładem jest Sienkiewicz, inna sprawa że wtedy nawet tworząc "dla kasy" trzeba było jednak prezentować jakiś poziom.
        • Gość: miła Re: A wczoraj... IP: *.31.123.14.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 13.06.12, 21:54
          Przeciesz nie musisz czytać. Skąd Wiesz że się będzie działo. Wypowiadaj się jak przeczytasz.
          • hulga Re: A wczoraj... 15.06.12, 15:01
            Jak nie przeczytam, też się wypowiem.
            Znak czasów i przykład, który idzie z góry, od zawodowych recenzentów.
          • moleslaw Re: A wczoraj... 03.07.12, 10:56


            Gość portalu: miła napisał(a):

            > Przeciesz nie musisz czytać. Skąd Wiesz że się będzie działo. Wypowiadaj się j
            > ak przeczytasz.

            Cytowac proszę! Bo wyszło że odpowiadasz na mój post i kompletnie nie na temat o którym pisałam. Te dyskusje na forum się dziwnie układają.
            • Gość: miła Re: A wczoraj... IP: *.204.90.101.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 03.07.12, 11:46
              Przepraszam Molesław, to był odzew dla Marka.zak1, rzeczywiście wyszło nie tak jak powinno.
              • zona_mi Re: A wczoraj... 03.07.12, 11:51
                Wyszło tak jak powinno - nawet w zwiniętym wątku widać, że odpowiedź podpięta jest pod Marka.
                A rozwinięty wyraźniej (z szarymi liniami) to pokazuje.
                • marek.zak1 Re: A wczoraj... 03.07.12, 14:09
                  Troche się pogubiłem, ale było chyba o Dodzie i książce Majdana. Setki tysiecy kupują Galę, Flesha czy Party, i ci sami ludzie kupią o Dodzie. Gdzie widzicie problem? Przecież jeśli ktoś nie chce-nie kupi. Żyjemy w wolnym kraju.
      • kub-ma Re: A wczoraj... 13.07.12, 15:13
        hulga napisała:

        > I proszę. Człowiek dowiedział się, na jakie książki NAJBARDZIEJ czeka.

        Bo z reklam dużo można się dowiedzieć :-)
    • Gość: czytanka Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.12, 12:44
      Sądzę,ze od zawsze każdy chce jakoś zaznaczyć swoją obecnośc w świecie.Wielu ludzi starszych opowiadało swoje losy wnukom,znajomym.teraz dzięki blogom i łatwemu dostępowi do drukarni
      tzw.przecietni ludzie mogą większje ilości osób coś opowiedzieć.Może nie jest to literatur aale jest to dokument,poz atym "lustro"widzimy ,czytamy,zę inni podobnie jak my przezywają codzienność, chorobę.Prawdziwa literatura często onieśmiela!!!
    • Gość: fanka Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy IP: *.182.21.49.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 19.06.12, 20:24
      Dla autora książki, to o czym pisze, to nie są bzdety. Tak sobie myślę, że autor pisząc, myśli sobie, że ktoś to przeczyta i mu się spodoba. Nie ma chyba autora książek, który będzie pisał i nie brał za to pieniędzy.
      • Gość: f Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy IP: *.cnow.pl 20.06.12, 17:36
        Spłycasz. Czy nie widzisz różnicy między poniższymi postawami?
        1. Napisał książkę, ponieważ chciał się podzielić z innymi tym, co uważa za istotne, chce coś przekazać. Wziął kasę, bo musi z czegoś żyć.
        2. NIe ważne o czym się pisze. Można wybebeszyć swoje osobiste, intymne życie. Im pikantniej, bardziej kontrowersyjnie (perwersyjnie?), tym lepiej. Większy szum, skandal, lansik, to głównie się liczy. Ale najbardziej kasa, kasa, kasa.
        Kilka postów powyżej napisałem mniej więcej to samo, tylko zwięźlej.
        • peut.etre Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy 22.06.12, 20:27
          Dobrze prawisz. Jeśli książka zawiera naprawdę jakieś wartościowe treści, to jestem jak najbardziej za tym, żeby była wydawana, a autor na tym zarabiał. Oby jak najwięcej wartościowych książek było na rynku. Mnie chodziło o bezwartościowe popłuczyny pisane tylko i wyłącznie dla kasy. Szkoda wyciętych drzew na taką "twórczość".
      • mika_p Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy 03.07.12, 14:34
        Gość portalu: fanka napisał(a):
        > Nie ma chyba autora książek, który będzie pisał i nie brał za to pieniędzy.

        Są, są. Przynajmniej w pewnym serwisie,w którym udzielają się głównie nastolatki, co kilka dni pada pytanie: "Jak wydać książkę i ile to kosztuje?"
        A że nie tylko nastolatki tak myślą, to istnieją wydawnictwa, które biorą od autorów pieniądze za wydanie ksiażki.
    • kub-ma Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy 13.07.12, 15:18
      Niech ludzie sobie piszą o czym chcą, mają prawo. Gorzej, że jednak ktoś to niestety wydaje.

      A w przypadku ludzi chorych, to ja mam przekonanie, że pieniądze mają im pomóc w walce z chorobą.
    • Gość: obiektywna Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.12, 13:27
      Tak,to jest zjawisko czasów współczesnych w Polsce! Każdy kto ma trochę kasy wydaje własną książkę o bzdetach (na zachodzie celebryci komponują własne perfumy).Wchodzimy do księgarni i widzimy półki zasatawione Cichopkami,Rusinami,Ibiszami czy Majdanami itp.Ile egzemplarzy tych "dzieł" sprzedano-tego się nigdy nie dowiemy (no jeszcze pytanie-ile egzemplarzy wykupił sam autor,ile rodzina,ile znajomi). Z drugiej strony mamy książko-śmieci (czasami nawet sprzedawane na wagę!).Nie wiem czy wolno wymienić mi autorów?Owszem,nikt nikogo nie zmusza do kupowania,ale księgarnie nie są tym co były kiedyś... A potem sondy,że Polacy mało czytają:(
      • Gość: odkrywanie Re: Pisanie watkow dla kasy hehe IP: *.pools.arcor-ip.net 27.07.12, 11:41
        forum.zarabianie-na-blogu.pl/reklamowanie-bloga-przez-pisanie-na-forach-t117.html
        niby nic aaaaa... takich pomyslow duuuzio w sieci;)
      • zona_mi Re: Pisanie książek o bzdetach dla kasy 27.07.12, 15:14
        > Ile egzemplarzy tych "dzieł" sprzedano-tego się nigdy nie dowiemy

        Czytałam (chyba nawet na tym forum), że książka Małysza sprzedała się w zaledwie 7 tys. egzemplarzy. Myślę, że to bardzo dużo poniżej oczekiwań.

        > Owszem,nikt nikogo nie zmusza do kupowania,ale księgarnie nie są tym co były kiedyś... A potem sondy,że Polacy mało czytają:(

        Tak, księgarnie nie są tym, co kiedyś. Po pierwsze jest ich coraz mniej, a po drugie właśnie księgarze - w mojej ocenie - się nie sprawdzają, zamawiając głównie, a nierzadko jedynie, pozycje szeroko reklamowane, a co najgorsze nie mają orientacji w tym, co jest wydawane, nie wiedzą co polecić klientowi. Niedawno w moim mieście zamknięto księgarnię, w której kupowałam w zasadzie jedynie podręczniki, gdyż przez kilka lat na każde pytanie o polecenie książki dla dziecka w wieku 5-10 lat proponowano mi Dzieci z Bullerbyn , żelazne pozycje w rodzaju Andersena i... to w zasadzie wszystko. Na wystawie jedynie to, co na bilbordach i w gazetach. Gdy poprosiłam o sprowadzenie mi pewnej książki (polski autor i wydawca, dostępna bez problemu), po ponad dwóch tygodniach "nie było w hurtowni", więc w ciągu dwóch dni kupiłam sobie w sieci.

        Żeby oddać niektórym sprawiedliwość, są księgarnie, gdzie znajdzie się chyba każdą książkę, zarówno z nowości jak i sprzed kilku lat. Do takich należą księgarnia Atena w Kamiennej Górze, Badet w Warszawie, pewnie wiele innych. Ale większość znanych mi księgarni prowadzą albo ludzie wypaleni, albo zupełnie nieinteresujący się tym, co się dzieje na rynku wydawniczym. Łatwiej "lecieć" na prasie, art. biurowych, czy co?

        W Polsce wydawana jest dobra literatura i wcale nie jest jej mało, tylko o wielu książkach nie sposób się dowiedzieć z prasy/radia/telewizji, o poleceniu przez wydawcę nie wspomnę. Trzeba się tym specjalnie interesować, a czytelników "z przypadku" zwykle na to nie stać.
        Kiedy usłyszą ochnaście razy w każdej telewizji śniadaniowej o "dziele" Cichopka, przynajmniej tytuł wryje się im w pamięć...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja