Dodaj do ulubionych

Najważniejsza proza ostatniej dekady

IP: 156.17.253.* 09.07.04, 12:50
Pracuje nad książką, mam swoje gusta, ale ciekawym opinii forumowiczów. Jakie
polskie ksiązki prozatorskie uzanjecie za najważniejsze, istotne wnoszącego
cos nowego do literatury naszej w latach 1997-2004.
Podkreslam chodzi mi o lata 1997-2004, o prozę i to o polska prozę.
Obserwuj wątek
    • Gość: bobofruit Re: Najważniejsza proza ostatniej dekady IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.07.04, 16:11
      W najnowszej polskiej prozie dzieje się zdecydowanie mniej niż w poezji. Może
      nie jestem najpilniejszym obserwatorem w tym zakresie, wymienię jednak nie tyle
      książki, co trzy ważne moim zdaniem zjawiska.
      Pierwsze to wzrost znaczenia tzw. literatury środka w amerykańskim wydaniu. Mam
      na myśli popularność "Samotności w sieci" Janusza L. Wiśniewskiego, odcinanie
      kuponów przez Pilcha, brzydko mówiąc, kierunek rozwoju pisarstwa Huelle, książki
      Jerzego Sosnowskiego ("Wielościan" jest odrębnym zjawiskiem i chyba
      zasługującym na większą uwagę) itp.
      Drugie zjawisko, które mnie cieszy, to przypływ literatury z pogranicza
      beletrystki. Wystarczy wspomnieć "W ogrodzie pamięci" Olczak-Ronikier,
      fenomenalny "Kościół św. Rocha" Rutkowskiego czy ostatni "Mój przyjaciel król" Hena.
      A trzecie zjawisko na imię ma Magdalena Tulli. "Tryby" reprezentują literaturę
      nadal mało u nas obecną i nadal niebanalną. A "W czerwieni" to majstersztyk.
      Brakuje mi jednak w naszej literaturze czegoś na miarę "Błednych cieni" Quignarda.
      Pozdrawiam
      • Gość: Radek Wiśniewski Re: Najważniejsza proza ostatniej dekady IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 09.07.04, 18:20
        ja może dodam tylko, że ten rok 1997 nie został przeze mnie wybrany
        przypadkowo, jiż książeczka ma byc lekko publicystyczna, lekko krytyczna, więc
        zabieram sie za coś co ostatnio był robione w okolicach roku 1997, swoistych
        rachunków zamknięcia ery bruLionu. Tylko mam narastające poczucie, że teraz nie
        ma czego zamykac bo nic sie nie otworzyło. Jak na razie zaciekawiające jest dla
        mnie że nie wymieniliście żadnych młodych autorów, a liczbowo ich był wysyp
        ostatnio i to spory - Winiarski, Shuty, Odija, Kuczok, Sieniewicz. To nie żaden
        zarzut, tylko konstatacja:-)
        • Gość: bobofruit Re: Najważniejsza proza ostatniej dekady IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.07.04, 18:48
          Celowo pominąłem najnowszych pisarzy, także tych wymienionych przez ciebie,
          ponieważ uważam, że, aby ocenić wagę ich dokonań choćby w stosunku do pokolenia
          bruLionu i okolic, trzeba jeszcze troszeczkę poczekać. Głośno o nich, ale raczej
          w kumpelskich okolicach (no, może poza Kuczokiem).
          Uważam, że pisarstwo Kuczoka jest dobre, dalekie od banału, ale literackiego
          koła to autor "Opowieści słychanych" na razie nie wymyślił. Ostrzę sobie zęby na
          najnowszą książkę, która może sporo wnieść.
          vide: www.wab.com.pl/katalog.nsf/ksiazka/isbn8374140267
          Sieniewicz też dobrze pisze, ale cóż, Gombrowiczem jeszcze nie jest.
      • Gość: Radek Wiśniewski Najważniejsza IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 11.07.04, 14:37
        Fakt, napisałem najważniejsza i niedoprecyzowałem w pospiecu. Chodzi mi o taka
        prozę która wyraa zeitgeista najpełniej. Nie chodzi mi o najbardziej znaną,
        najpoczytniejszą - bo wówczas bym sie odwołał do badań rynku, albo stał w
        wejściu ksiegarni i aptrzył co ludzie z poslkiej prozy kupują.
        Chodzi mi o cos artystycznie istotnego wypowiadającego sprawy waszym zdanie
        najważniejsze, albo w spośób najważniejszy, istotny, sprytny, sprawny, ciekawy.
        Dodam że siedze głownie w prozach niskonakładowych, tam sa moje miłości, ale
        przeciez nie moge polegac na swoich miłościach, więc sobie rozszerzam horyzonty
        na rózne sposoby, miedzy innymi wpisując ten wątek.
        Serdecznie dzieki tym którzy do tej pory się wypowiedzieli, ciekawe to jest dla
        mnie jak cholera.
        • Gość: bobofruit KONWÓJ. OPERA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.04, 15:36
          KONWÓJ. OPERA A. Sosnowskiego

          > Fakt, napisałem najważniejsza i niedoprecyzowałem w pospiecu. Chodzi mi o taka
          > prozę która wyraa zeitgeista najpełniej.

          ale...

          ...nie ma takiej. I nie będzie (mam nadzieję). Pomysł na to, że literatura ma
          wyrażać 'zeitgeista' jest stosunkowo nowy i został już odrzucony. Chciałbym
          jeszcze, żeby panie polonistki w szkołach i publicystyczni krytycy to zrozumieli.

          Coś "artystycznie istotnego wypowiadającego sprawy moim zdaniem najważniejsze i
          w sposób najważniejszy, istotny, sprytny, sprawny, ciekawy" dziś nieco podważa
          "artystycznie istotne wypowiadanie spraw najważniejszych w sposób
          najważniejszy". Coś rozgrywa coś. Taka jest cała twórczość A. Sosnowskiego,
          szerokiem kręgu kompletnie nieznana (i bardzo dobrze, Sępa sonety też czytali
          tylko znajomi).

          A gdyby wierzyć w nowoczesne artystyczne wyrażanie spraw najważniejszych w
          sposób najważniejszy, to mimo wszystko największym wydarzeniem w tym okresie nie
          byłaby żadna nowa książka, ale dajmy na to kolejne wznowienie "Doliny Issy".
          • Gość: pszemcio Re: KONWÓJ. OPERA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.04, 17:00
            PANIE ZAŁOŻYCIELU WĄTKU!:) jeśli jest pan tym panem o którym myślę , że pan nim
            jest:) to proszę uprzejmie o pojawianie sie częściej na "popularnych" forach i
            zachęcanie do ciekawych dyskusji z szarymi, przeciętnymi ludźmi , a nie
            tkwienie tylko na forach typu "literatorium", które jest troche taką enklawą do
            której my "maluczcy"wstępu nie mamy...może warto zainicjować czasem jakieś
            ciekawe wątki, a nie narzekać (jak to robicie na literatorium) na płytkośc
            popularnych for (forów???:)...to apel do wszystkich piszących do
            www.literatorium.pl (i nie tylko) krytyków (i nie tylko)...
        • Gość: Radek Wiśniewski Tylko spokojnie, IP: 156.17.253.* 12.07.04, 09:27
          Szybko odpowiadam,
          mam nadzieję że wszystkim. Więc po pierwsze - daty wiadomo że wybane są
          arbitralnie, ale nie nieracjonalnie - 1996 ukazuje się "Chiwlowe Zawieszenie
          Broni" J.Klejnockiego i Jerzego Sosnowskiego, w końcu 1996 o ile mnie pamieć
          nie myli, pada "Nowy Nurt", a razem z nim ostatnie w miare powszechne medium
          literackie (od tamtego czasu prym w ustalaniu gustów literackich wiodą gazety i
          tygodniki opinii). Chociażby te dwie okoliczności każą mysleć ostrożnie o dacie
          1996 lub 1997 jako ważnej. Omówienie dotyczące lat 1989-96 byłoby dosyc jałowym
          powtarzaniem pewnych ustaleń. I jeszcze, ja nad takim opracowaniem sobie
          dopiero myślę, i mysle sobie że taki facio jak ja, to może sie brac za projekty
          drobne, momentalne. Opasłe analizy epoki zostawiam akademikom. Inna jeszcze
          kwestia że te akademickie wykłady z epok byłyby niemożliwe gdyby nie cała ta
          chwiejna drobnica recenzji, chybotliwych pierwszych prób syntezy-rozpoznań
          bojem. To było do Norwida.

          Co do Sosnowskiego - mam z nim poważny problem, przynajmniej z tym co do tej
          pory czytałem. Nie czaję tego co facet robi, nie rozumiem zatem zachwytów,
          egzegetów przetrawiam żeby zrouzmiec ale po ich przeczytaniu - rozumiem jeszcze
          mniej :-). Zakładam że w odniesieniu doi niektórych zjawisk zawsze będę głupi.

          Co do Literatorium - nie mnie oceniać pomysł jakim było stworzenie tego forum.
          Ja tam uważałem go za dobry, nawet bardzo dobry. Sądze że gdyby wiekszość tam
          zaproszonych autorów uczyniła chociażby 1 (sic!) wpis, albo załozyła chociazby
          jeden wątek - byłoby to forum ciekawsze.

          A na forach GW bywam często:-), ale nie jako ja. Bywa też na www.nieszuflada.pl
          też i na poezja-polska.art.pl i na swoim blogu tyż, ale sie przyca nie rozerwę
          ani nie sklonuję, bo jestem przeciw.
          Pozdrawiam, na koniec zadając pytanie w przestrzeń o tzw. literature
          zaangażowaną. W srodowichu taki termin zrobił sie "modny" chociaż ja nie
          rozumiem za bardzo na czym owo zaangażowanie miałoby polegać. Bo jak oglądam
          niektóre filmy okreslane jako zaangażowane [zawsze didaskaliach mamy że jak
          zaangażowane to społecznie] to ja weim o co chodzi. A na
          czym ;olega "zaangażowanie" u Kuczoka nie czaję.
        • belle odpowiedź 17.07.04, 21:31
          Bodajże Nabokov pisał, że ,,człowiek nie jest niczym innym jak strzępem fikcji,
          utkanym z danych statystycznych". Intepretując to stwierdzenia na potrzeby tego
          tematu, diagnoza może się wydać druzgocąca, aczkolwiek prawdziwa. Ludzie
          czytają to, z czym się utożsamiają, co ich przy tym bawi czyli czytają
          Grocholę, trochę bardziej wyintelektualizowane jednostki może Gretkowską. Jest
          to niestety najważniejsza proza i najbardziej karykaturalnie (bo
          niezamierzonie) wyraża ,,zeitgeist". Poza tym wszelkie tego typu terminy czy
          filozofia gadamerowska jest nieco naiwna, ale zapewne pisać bez wiary w nią
          niepodobna;) Literatura nie musi wcale wyrażać zeitgeista na całe szczęście, bo
          nie znoszę dla przykładu Żeromskiego, który przecież w swojej twórczości był
          zaangażowany w problemy jemu współczesne. Literatura zwykle dotyczyła wąskiej
          grupy ludzi, ludzi na ogółu silnie zindywidualizowanych, dlatego wydaje mi się,
          że warto zwrócić się np. ku Ingardenowi.
          A żeby ta wypowiedź nie była całkowicie panu zbędna do pracy to muszę przyznać,
          że wolę czytać klasykę, literaturę zagraniczną (,,Cząstki elementarne" wyrażają
          aż nadto zeitgeista!;), prozy współczesnej czytam niewiele, a z tej co znam
          to ,,Próba listopada" Piotra Wojciechowskiego wydaje mi się godną podziwu prozą
          ostatniej dekady. pozdrawiam,
          • Gość: bobofruit Re: odpowiedź IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.04, 22:48
            > Literatura zwykle dotyczyła wąskiej
            > grupy ludzi, ludzi na ogółu silnie zindywidualizowanych, dlatego wydaje mi się,
            > że warto zwrócić się np. ku Ingardenowi.

            Czy mogę prosić o rozwinięcie, dlaczego warto zwrócić się ku Ingardenowi? To
            chyba zbyt duży skrót myślowy dla mnie.
            Zdawało mi się, że do Ingardena w tym aspekcie nie warto wracać, skoro
            literatura składa się z quasi-sądów, a więc jest pozbawiona "znaczenia" dla
            "rzeczywistości".
            • belle Re: odpowiedź 17.07.04, 23:07
              Warto zwrócić uwagę na Ingardena, poniewaz kładł on szczególny nacisk na
              intencjonalność dzieła, wchodzienia w strefy ,,niedookreslenia" przez co
              niezależnie od realiów, w jakich zył pisarz można odnajdywać się w jego
              utworach jako indywidualna jednostka. A we wczesniejszym poscie zwróciłam uwagę
              na bezsensowność, a właśnie brak potrzeby by literatura miała wielkie znaczenie
              dla ,,rzeczywistości". Mam nieodparte wrażenie, że literatura stanowi
              wyrafinowaną rozrywkę, chociaż zdawałoby się, że jest inaczej. Jeśli
              przyświecają niektórym książkom (nawet tym wyrażającym zeitgeist;) jeszcze inne
              wznioślejsze aspekty to tym lepiej dla odbiorcy. pozdrawiam,
              • Gość: bobofruit Re: odpowiedź IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.04, 16:24
                Pozwolę sobie podzielić włos na czworo: akurat intencjonalność łączy Ingardena z
                Gadamerem i większością hermeneutów. Gdy czytam Gadamera interpetacje wierszy
                Celana, to on tam nie robi nieczego innego jak tylko dookreśla, wypełnia luki.
                Problem powstaje, jeśli dookreślanie traktuje się jako skończone, np. gdy
                czytając taką interpretację damy wiarę, że wyraziła, pospołu z interpretowaną
                książką, raz na zawsze owego ducha czasu.
                Z fenomenologicznym pozdrowieniem,
                b
                • belle Re: odpowiedź 20.07.04, 21:30
                  Pan wchodzi w filozofię Gadamera i Ingardena, a ja bardziej chciałam zwrócić
                  uwagę na błędne intepretowanie lub powierzchowne obu filozofii, które
                  rzeczywiście mają parę wspólnych mianowników. Niestety nie czytałam
                  gadamerowskich intepretacji wierszy Celana, ale z samej filozofii owego
                  filozofa łatwo wywnioskować, że ,,prawdziwa" intepretacja jest jedna
                  (aczkolwiek ponawialna), o czym świadczy chociażby wprowadzenie terminu gry,
                  który stanowi swoisty ontologiczny wzorzec dla sztuki. GRa m.in. nie doprowadza
                  do sprowadzenia sztuki do subiektywności oraz (i w dodatku niestety;) zastępuje
                  kategorie estetyki. Inny przykład podkreślający uzależnienie filozofii Gadamera
                  od ,,ducha czasu" to chociażby zanegowanie trwałości i tożsamości dzieła
                  sztuki, ponieważ człowiek jako Dasein jest bytem pozbawionym pozaczasowości,
                  jakiś absolutnych odniesień itd. Z kolei Ingarden w moim odczuciu bardziej
                  stawia na indywidualizm, odbiorca wchodzac w relacje z dziełem sztuki (może
                  nawet współczesną prozą?;) może dojśc do ,,prawd" bardziej dalekosiężnych niż
                  samego autora, przez co intepretacji może być wiele. Następnie dla porównania
                  Ingarden wprowadził pojęcie zachowań kulturotwórczych jako niezbednych do
                  zachowania tożsamości podmiotu indywidualnego itd...
                  Przechodząc do setna: lepiej niech ,,młodzi" pisarze skupiają się na
                  indywidualnym przekazie ( zwrócą się ku Ingardenowi) niż na wyrażaniu
                  zeitgeista, co wyjdzie lepiej nam jako czytelnikom i im jako artystom (sic!).

                  popzdrawiam ciepło, czule po ludzku, a nie fenomenologicznemu;)
    • iselin Re: Najważniejsza proza ostatniej dekady 16.07.04, 16:40
      Gość portalu: Radek Wiśniewski napisał(a):

      > Pracuje nad książką, mam swoje gusta, ale ciekawym opinii forumowiczów. Jakie
      > polskie ksiązki prozatorskie uzanjecie za najważniejsze, istotne wnoszącego
      > cos nowego do literatury naszej w latach 1997-2004.
      > Podkreslam chodzi mi o lata 1997-2004, o prozę i to o polska prozę.

      Poczytaj Waldemara Łysiaka!
      Polecam Statek, Cena, Flet z mandragory, MW, Wyspy Bezludne, Wyspy Zaczarowane.
      No i pisze takze historyczne.
      • sutekh1 Re: książki to gówno, lepsze jest piwo (_)> 21.07.04, 13:36
        ja lubie pipki...przede wszystkim wyniku meczu rozgrywanego przez repr.polski w
        pn przewidzieć sie jednoznacznie ostatnio nie da, najładniej w fenomenologii
        powiązanej z literaturą poszedł bachelard.
        w latach 90. ważną książką było "na klęczkach" praszyńskiego-dużo się tam
        ważnych rzeczy wala po stronach co jest całkiem wyśmianiem schematów życia
        które zaczęło się wtedy otwierać na perspektywy szersze niż prl-owska kałuża.
        po ok. 10 latachy taką podobną wypowiedź wypuściła masłowska.
        sieniewicz nie zostanie gombrem no, trudno sobie wyobrazić konkurencja
        olbrzymia a i media niektóre genialnego "nowego" nie poszukują wolą oryginał w
        postaci rity gombrowicz(jego fizyczny substytut).burszewski tez jest ważną
        osobą szkoda że nie osiągnął większego niż lokalny nakładu swojej"eddy domowej
        każdego polaka" uważam że to jedna z naważn. książek prześmiewczych dotyczących
        polski w half lat 90.
    • Gość: borewicz sławomir Re: Najważniejsza proza ostatniej dekady IP: 82.160.72.* 23.07.04, 08:58
      1. Stasiuk - Jak zostałem pisarzem ... i Jadąc do Babagad
      2. Varga - Śmiertelność
      3. Masłowska - Wojna polsko-ruska

      Siłą wszystkich wymienionych jest język. Każdy z autorów po mistrzowsku się nim
      posługuje.
      Masłowska zamieszała ostro i dla tego jej książka jes ważna i co by nie mówić
      wartościowa, ale nie z powodów socjologiczno jakichśtam (proza dresiarska i
      tego typu pierduły). To po prostu kawałek znakomitej prozy i tyle.

      A Stasiuk w swojej ostatniej księżce oddaje honor zapyziałej prowinji, o której
      trudno popwiedzieć czy to Europa czy może już nie. Wiem cośo tym bo sam od lat
      jeżdzę tam gdzie nie ma makdonaldów, a kible śmierdzą, albo w ogóle ich nie ma.

      A Krzysztofa Vargę po prostu lubię. Zresztąśmiertelnośćto naprawdę dobrze
      napisana, dojżała księżka.

      I tyle.
    • Gość: Dorota Re: Najważniejsza proza ostatniej dekady IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 27.07.04, 17:18
      Z góry przepraszam za możliwe omyłki - bo aż tak doskonałej pamięci nie mam, by
      wiedzieć, czy dana książka została wydana w 1996, czy w 1999 itd. , a sprawdzić
      nie mogę, gdyż z braku odpowiedniej ilości środków książek kupuję bardzo mało,
      głównie wypożyczam z biblioteki.
      W moim odczuciu do ważniejszych zjawisk należałoby zaliczyć - oprócz
      wymienionych przez innych dyskutantów "Pod mocnym aniołem" Pilcha, "Snów i
      kamieni" Tulli, co najmniej 2 pozycji Olgi Tokarczuk ("Dom dzienny, dom
      nocny", "Prawiek i inne czasy") - także "Niskie łąki" Siemiona, "Poczwarkę"
      i "Ono" Terakowskiej, "Memorbuch" Grynberga, a także - choć osobiście nie lubię
      tego typu książek, gdyż świat w nich opisywany jest mi całkowicie obcy i
      antypatyczny, niemniej jednak nie da się udawać, że nie istnieje - "Tequilę"
      Vargi i "Wojnę polsko-ruską..." Masłowskiej.
      O Miłoszu, Szymborskiej, Hartwig, Przyborze itd. nie wspominam, bo to swego
      rodzaku klasycy - pozycje, które wydali, nie stanowią rewolucji w literaturze,
      nie są w niczym pionierskie - wiec chyba nie o takie chodziło.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka