Nieznośna lekkość...

13.07.04, 22:30
Właśnie minutę temu skończyłem czytać "Nieznośną lekkość bytu" Milana
Kundery. Strasznie smutna książka, okropnie. Opis śmierci pieska Karenina
jest po prostu jednym z bardziej przejmujących opisów śmierci jakie
czytałem...

Historia Teresy, Tomasza, Sabiny i ich nękanego komunizmem kraju
Czechosłowacji. Oddech literatury współczesnej. Miałem momenty zwątpienia i
siłą szedłem do końca książki, ale koniec wynagrodził całą tą podzieloną na
etapy drogę. Miły akcent przy dzwiękach pianina i skrzypiec, dobiegających z
dołu.

Przedemną książka kolejna. Igor Newerly "Zywe wiązanie". Autor słynnego i
wiekopomnego dzieła "Pamiątka z celulozy". Tak, myślę, że to świetne
połączenie czytać Kunderę a po nim Newerlego. Nic nie szkodzi, że pewnie nie
przeczytam do końca, nic a nic. Po białym czas na czarne.

Źródło: electric.blox.pl/html
    • gagatka84 Re: Nieznośna lekkość... 14.07.04, 00:29
      po pierwszym razie bylam zła na kundere,ze serwuje taki meski punkt widzenia ,
      którego nie trawie. z czasem powracałam po łyk ukochaanej pragi. dziś też tam
      wrócę, nie wiem dlaczego ale nieznośna lekkość bytu przypomina mi greka
      zorbę.dziwne
    • natalicja Re: Nieznośna lekkość... 15.07.04, 00:30
      __jw napisał:

      > Właśnie minutę temu skończyłem czytać "Nieznośną lekkość bytu" Milana
      > Kundery. Strasznie smutna książka, okropnie. Opis śmierci pieska Karenina
      > jest po prostu jednym z bardziej przejmujących opisów śmierci jakie
      > czytałem...
      Oj tak, ksiazke przeczytalam w jeden wieczor, bylam pod wrazeniem, potem dlugo z nia chodzilam, ale smierc pieska Karenina byla strasznie smutna. Nie wiem, czy to bylo rzeczywiscie potrzebne, az taki smutek w opisie, chociaz smierc bliskiego psa JEST smutna i ciezka...
      >

      • Gość: szcz Re: Nieznośna lekkość... IP: *.czes.gazeta.pl 15.07.04, 10:32
        A propos Newerly'ego to polecam „Zostało z uczty bogów”. Kawał dobrego pisania.
      • soulbrother Re: Nieznośna lekkość... 15.07.04, 10:41
        Czytałem w wieku 17 lat. Najbardziej przejęło mnie zdanie o muszli klozetowej
        wyrastajacej z toalety, niczym kwiaty lilii wodnej, czy coś w tym stylu. Całość
        cechuje niepowtarzalny klimat, z jednej strony odwołane do nietscheańskiej
        teorii wiecznego powrotu, z drugiej strony ukłoń w stronę kiczu, lub jak kto
        woli celowa stylizacja na "kiczowatą literaturę", która robi niesamowite
        wrażenie. kundera stwarza niesamowity klimat, jego literatura jest oczyszczona,
        nieskrępowana, buntownicza. Jedna z tych powieści, ktre mają w sobie to "coś".
        Podobał mi się podział formalny tekstu, i "mały słownik niezrozumiałych
        słow"...

        Pozdrawiam.
Pełna wersja