o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek

16.02.13, 16:02
Ktoś czytał już?
wyborcza.pl/1,127462,13398558,Gdzie_ustawic__Nasza_szkape___czyli_klotnia_o_biblioteki.html
Uważacie, że taki pomysł miałby szanse się sprawdzić?

Nie za bardzo rozumiem, dlaczego należy bronić uprzywilejowanej pozycji nauczycieli bibliotekarzy; ich obowiązki nie powinny bardzo odbiegać od tych, którzy pracują w bibliotekach publicznych. Zajęcia w takim zakresie, w jakim je prowadzą z uczniami, powinny mieć miejsce również w bibliotekach publicznych. Wiedza, jaka jest potrzebna do wykonywania tego zawodu, jest tak samo ważna w bibliotece publicznej jak w szkolnej. Tak mi się wydaje; proszę mnie sprostować, jeśli się mylę.
    • jottka Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 16.02.13, 20:49
      wiesz co, ale to - na moje oko lejka - nie chodzi wcale o dobro bibliotek, tylko o cięcie kosztów gdzie się da, a diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. biblioteki szkolne mają zupełnie inny profil i specyfikę niż publiczne, za to ostro niedofinansowane są wszystkie.

      nie bardzo sobie wyobrażam też ten pomysł lokalowo, bo biblioteki publiczne mają w tej chwili raczej nieduże metraże (myślę o osiedlowych, nie o wojewódzkich, ale z nich i tak nie zrobią bibliotek szkolnych) i regularnie przewietrzają zbiory, bo nie mają gdzie ich trzymać - to gdzie one nagle i kosztem czego wepchną te iks lektur i podręczników, które są potrzebne kilkunastu czy kilkudziesięciu klasom w jednej podstawówce czy gimnazjum?

      i czy to znaczy na przykład, że od tej pory biblioteki osiedlowe będą większość pieniędzy przeznaczać na potrzeby dziatwy szkolnej? no bo skoro w tej chwili duże biblioteki krakowskie nie mają w tegorocznych budżetach pieniędzy na nowości, to znaczy, że po fuzji z bibliotekami szkolnymi będą musiały kupować - jeśli w ogóle - książki potrzebne dzieciom. a kwestia dostępności biblioteki też jest nie od rzeczy, w wypadku malucha pożyczenie książki na miejscu w szkole a pożyczenie jej w odległym o co najmniej parę ulic budynku to jest duża różnica.

      z tekstu wynika, że problemem jak zwykle jest karta nauczyciela, której podlegają bibliotekarze szkolni (i stąd ich przywileje w porównaniu z resztą). karty ruszyć od niepamiętnych lat nie można, to prościej zlikwidować biblioteki, gdyż tak szalone będziemy mieli oszczędności... to jest budowanie domu od komina, że ja to elegancko wyrażę, choć inne słowa cisną się mnie na usta.


    • Gość: miła Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek IP: *.204.3.64.dsl.dynamic.t-mobile.pl 16.02.13, 20:55
      Masz rację, bibliotekarz to bibliotekarz, ale pomysł żeby likwidować biblioteki w szkołach wcale mi się nie podoba. W dużych miastach do biblioteki miejskiej uczeń ma blisko, ale w małych miejscowościach albo na wsiach już może być gorzej, nie wiem nawet czy tam są biblioteki. I dlatego nie chodzi mi o bibliotekarzy tylko o dzieci i młodzież.
    • karolivia Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 16.02.13, 21:14
      Tu jest fajna stona, która dużo tłumaczy na czym polaga różnica pomiędzy bibliotekami szkolnymi a publicznymi
      www.facebook.com/stoplikwidacjibibliotek
      • eeela Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 17.02.13, 19:43

        > Tu jest fajna stona, która dużo tłumaczy na czym polaga różnica pomiędzy biblio
        > tekami szkolnymi a publicznymi

        Różnicę między bibliotekami tłumaczy sensownie. Różnicę między bibliotekarzami - mało satysfakcjonująco.
    • jeepwdyzlu Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 17.02.13, 13:01
      Moje dziecko kończące gimnazjum pożyczyło książkę w szkolnej bibliotece może ze dwa razy..
      Czemu?
      Bo najczęściej lektur nie ma albo są 3 egzemplarze.
      Bo pani bibliotekarka chora więc biblioteka 3 tygodnie nieczynna..
      Bo uczeń jest traktowany per noga, dzieci nie potrafią korzystać z katalogu, nikt ich tego nie uczy, w czytelni pani świetliczanka organizuje zabawy (!)

      To nie szkolne biblioteki tylko w większości atrapy.
      Lepiej szkolne zasoby przerzucić do bibliotek publicznych, zorganizować tam specjale ścieżki dla uczniów (nawet odrębne, prostsze procedury)
      i NIE UDAWAĆ, że w szkołach są zasoby biblioteczne.
      Jestem za poważną reorganizacją.
      jeep
      • Gość: młoda Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek IP: *.204.119.164.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 17.02.13, 16:20
        Nie wszystkie biblioteki szkolne są takie złe. Jak ktoś jest niezadowolony może korzystać z miejskiej. A jeżeli chodzi o lektury, to i tak dla wszystkich nie starczy, czy to będzie szkolna, czy miejska biblioteka.
        • jeepwdyzlu Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 17.02.13, 16:27
          większość lektur jest w domenie publicznej
          zatem ebooki sprawy załatwiają - są darmowe
          Tak - są na pewno biblioteki szkolne na najwyższym poziomie.
          Ile w kraju?
          Dwie? Dwadzieścia dwie?
          Ok - może likwidacja to nie właściwy kierunek - ale poważna reforma - absolutnie.
          To moim zdaniem szerszy problem. Szkoła powinna służyć całej społeczności. Sala gimnastyczna - na popołudniowe zajęcia, biblioteka - również dla rodziców, boiska - dla każdego...
          W końcu to nie folwarki dyrektorów, tylko dobro wspólne...
          jeep
          • eeela Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 17.02.13, 19:39

            > zatem ebooki sprawy załatwiają - są darmowe

            Ale czytniki nie. I chyba raczej nie należy się spodziewać, że nagle znajdą się pieniądze na dofinansowywanie czytników dla uczniów, skoro nie ma ich na utrzymanie szkolnych bibliotek.
            • jeepwdyzlu Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 17.02.13, 23:16
              eela wiesz ile kosztuje piórnik?
              a ile komplet podręczników?
              naprawde nawet nie ebook reader ale nawt iPad jest tańszy...
              byle były podreczniki
              I będą. jak w Norwegii czy Finlandii
              jeep
              • popielucha Biblioteki zdychają i zdechną już niedługo i tak 18.02.13, 23:44
                jeepwdyzlu napisał:

                > eela wiesz ile kosztuje piórnik?
                > a ile komplet podręczników?
                > naprawde nawet nie ebook reader ale nawt iPad jest tańszy...
                > byle były podreczniki
                > I będą. jak w Norwegii czy Finlandii
                > jeep

                A miały być już e-podręczniki, no i zgadnij - znowu nie wyszło. Tzn. miały być ujednolicone podręczniki - podręcznik, ale wydawnictwa z tej półki podniosły wrzask i ministerstwo ustąpiło, jak zwykle, a innego pomysłu na to nie mieli, zero planu be, tak jak i szacunku w stosunku do obywatela, nic nowego.

                Choć w sumie też uważam, że już wkrótce po większość książek nie trzeba będzie chodzić do biblioteki, a wreszcie po żadne, wystarczy jakiś abonament i klik. Oczywiście biedota i upośledzeni w związku z tym na różnych polach i tak są już straceni i mało istotni dla ogółu, a że ich szeregi wciąż się powiększają, to też żaden problem, więc można ich totalnie pominąć, udać że nie istnieją. Że nam to nie grozi.

                Oczywiści biblioteki, zwłaszcza publiczne, to nie tylko wypożyczalnie książek, ale tu też trzeba kasy, jak wszędzie.

                To, co dzieje się złego w bibliotekach, albo z bibliotekarzami, to naprawdę najmniejsza wina samych bibliotekarzy.
                Np. w szkole dużo może dyrektor. A zwykle ma biblioteki gdzieś. Dobrze to różne osoby przedstawiły w wątku - w szkole pracownik biblioteki, to przede wszystkim zapchajdziura i któreś ćwierci etatu, taki ni pies, ni wydra. (dawniej punkty zbierane do teczki awansu; ze ścieżek chyba niewiele zostało?)

                To, co jest w bibliotece szkolnej - cóż, i te placówki nie narzekają na nadmiar kasy, a i to się pojawia, jak dyrektor jest trochę wyżej przeciętnej myślący, jak nie to... Odsyłanie do publicznej, tyle tylko że tu... jeden egzemplarz, gdyż bo ponieważ teraz mogą być i co roku nowe lektury, wedle życzenia raczej mało myślącej, choć pewnie pełnej dobrych chęci pani od polskiego. Lektura szkolna - książka, która kupiona za późno, bo kasa przyszła za późno, a szukało jej całe miasto po całym mieście, a po roku stoi na półce, pies z kulawą nogą nie zapyta, teraz całe miasto biega za nowymi patykami i patyczakami...

                Najlepiej oczywiście zlikwidować wszystko i żeby nie było niczego... Wszyscy chodzić będziemy w fajnych sweterkach i na haju polityczno-internetowym, a co.
                • jeepwdyzlu histerycy 19.02.13, 11:48
                  A miały być już e-podręczniki, no i zgadnij - znowu nie wyszło. Tzn. miały być ujednolicone podręczniki - podręcznik, ale wydawnictwa z tej półki podniosły wrzask i ministerstwo ustąpiło, jak zwykle, a innego pomysłu na to nie mieli, zero planu be, tak jak i szacunku w stosunku do obywatela, nic nowego.
                  ---------------------------
                  na razie nie wyszło
                  ale wyjdzie
                  nie w 2013 to rok później
                  ale darmowe ebooki i likwidacja grandy z podręcznkami - jest przesądzona

                  Choć w sumie też uważam, że już wkrótce po większość książek nie trzeba będzie chodzić do biblioteki, a wreszcie po żadne, wystarczy jakiś abonament i klik. Oczywiście biedota i upośledzeni w związku z tym na różnych polach i tak są już straceni i mało istotni dla ogółu, a że ich szeregi wciąż się powiększają, to też żaden problem, więc można ich totalnie pominąć, udać że nie istnieją. Że nam to nie grozi.
                  -----------------------
                  I po co ten histeryczny ton.
                  Środki publiczne są wydawane źle, trzeba to naprawić. Nauczyciele i bibliotekarze sami tego nie zrobią - więc inicjatywa wychodzi od samorządowców. Popełnią liczne błędy? Pewnie tak, ale przy okazji posprzątają stajnię Augiasza...
                  jeep
                  • popielucha Nie histeryczny ton, ale sarkazm 19.02.13, 18:41

                    Ale faktycznie, to ty chyba nie wiesz jak to wygląda na poziomie tych samorządowców, o których mówisz, na poziomie mieścin? Łatwiej zamykać i burzyć, niż budować i tworzyć. W teorii wszystko jest piękne. W praktyce żadne próby łączenia bibliotek nie wyszły nigdy nikomu na zdrowie, a było już parę takich prób, no ale możesz spróbować mnie przekonać, że jestem w błędzie.
                    Histeryczny ton, bo nie mówię z teorii, już się napatrzyłam i nie tylko, dziękuję - najfajniej zaczyna się robić, kiedy chce się naprawdę coś zrobić, hehe.
                    Nie zaprzeczam, że zmiany są potrzebne, nawet konieczne, ale widocznie taka już jestem stara i sfrustrowana oraz zniechęcona, że zwyczajnie NIE WIERZĘ, że nagle będzie "druga Norwegia", a nawet 1/10 wsi norweskiej, trudno. Ale życzę powodzenia.

                    A zwłaszcza tym naiwnym, którzy sądzą, że jakiekolwiek zaoszczędzone pieniądze pójdą na doposażenie bibliotek - nowych tworów - w książki, sprzęt, szkolenia.

                    Dobierali się do pedagogicznych - nie dało się, do szkolnych - też się nie da, zęby zjedzą. Proponuję od razu publiczne, po co sobie robić problem? Tu pójdzie jak z płatka, są tak już zdegradowane i nędzne, że nawet dla Kononowicza żadne wyzwanie (sarkazm).

                    • jeepwdyzlu Re: Nie histeryczny ton, ale sarkazm 19.02.13, 18:56
                      niestety
                      sarkazm jest mało widoczny
                      za to rozlewająca się żółć - jak najbardziej...

                      Zwracam Ci uwagę popielucha - ze na TYM FORUM - masz do czynienia z ludźmi czytającymi, kochającymi książki i bywającymi w bibliotekach.
                      Twoje wpisy dowodzą, że podobnie jak nie można liczyć na nauczycieli w reformowaniu szkół, lekarzy w naprawie służby zdrowia - tak samo bibliotekarze są ślepi na widoczne od lat paradoksy i wyrzucanie publicznych jednak środków...

                      Czasami trzeba boleśnie ciąć - dla dobra pacjenta - nawet jak ten wije się i pluje...
                      Pozdrawiam
                      jeep
                      • scoutek Re: Nie histeryczny ton, ale sarkazm 19.02.13, 19:01

                        jeepwdyzlu napisał:
                        > Czasami trzeba boleśnie ciąć - dla dobra pacjenta - nawet jak ten wije się i pl
                        > uje...

                        napisałam wcześniej: działać w interesie czytelników/użytkowników/odbiorców a nie bibliotekarzy

                      • popielucha Re: Nie histeryczny ton, ale sarkazm 19.02.13, 22:21
                        jeepwdyzlu napisał:

                        Ekhm, chyba piszę za długie wypowiedzi, skoro ich nie czytasz. Odpadasz po pierwszym, drugim zdaniu?
                        W każdym razie nie widzę dyskusji, żadnej w ogóle próby odniesienia się do czegokolwiek, jak grochem o ścianę. Z braku argumentów sa za to jakieś delikatne początki wycieczek na poły osobistych i pouczeń typu "tak tak, musisz się dziecko jeszcze wiele nauczyć, a póki co słuchaj mądrzejszych". To ja dziękuję za taka wymianę zdań. EOT
                        • jeepwdyzlu co się z Wami porobiło? 20.02.13, 13:55
                          Ekhm, chyba piszę za długie wypowiedzi, skoro ich nie czytasz. Odpadasz po pierwszym, drugim zdaniu?
                          W każdym razie nie widzę dyskusji, żadnej w ogóle próby odniesienia się do czegokolwiek, jak grochem o ścianę. Z braku argumentów sa za to jakieś delikatne początki wycieczek na poły osobistych i pouczeń typu "tak tak, musisz się dziecko jeszcze wiele nauczyć, a póki co słuchaj mądrzejszych". To ja dziękuję za taka wymianę zdań.
                          -------------------------
                          jasne
                          Twoje wypowiedzi są za to pozbawione złośliwości i nikogo nie obrażają...

                          Generalnie - spotkałem wielu wspaniałych bibliotekarzy. Znakomitych nauczycieli i ciepłych, skoncentrowanych na pacjencie lekarzy.
                          I co z tego?
                          To wyjątki.
                          Nie rozumiem też tego tonu - państwo mnie oszukało, bo kazało się uczyć a ja z tą wiedzą mam jak Himilsbach z angielskim.
                          Tak - sytuacja się zmienia. Wiedzą to notariusze, adwokaci, przewodnicy, trenerzy w klubach i ludzie w setkach branż, którym kiedyś obiecano monopol, a teraz go tracą.
                          I nie ma nad czym płakać, bo nauczycielom ich niczym nieuzasadnione przywileje TEŻ ZABIERZEMY.
                          Dziś anomalią jest to, że byle jaka posadka byle na państwowym to gwarancja dożywotniego wygodnego nicnierobienia, pełnego ubezpieczenia, płatnych urlopów, nagród, trzynastek, deputatów, mundurówek, piórnikowych i czego tam jeszcze pazerni terroryści nie wymyślą...
                          Koniec - my - normalni podatnicy mamy tego dość.
                          I nauczyciel i bibliotekarz sprzedaje usługę. W gruncie rzeczy dość prostą. Tak - ma ją wykonywać z zaangażowaniem i pasją - jak każdy.
                          I nie musi oczekiwać braw z powodu uczciwości.
                          jeep
                          • popielucha Re: co się z Wami porobiło? 20.02.13, 19:45
                            jeepwdyzlu napisał:


                            > jasne
                            > Twoje wypowiedzi są za to pozbawione złośliwości i nikogo nie obrażają...

                            Słucham? A kogo i w którym miejscu? Udowodnij, albo weź zimny prysznic, dobrze radzę ;)
    • Gość: bea Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.02.13, 11:16
      oczywiście, że chodzi o likwidacje etatów bibliotekarzy nauczycieli,
      bo oni korzystają z Karty, czyli urlopy, pensum itd., jednym słowem koszty,
      zwykli bibliotekarze tego nie mają, czyli są tańsi a biblioteki dłużej czynne,
      b. szkolne podlegają pod ministerstwo edu., b. publiczne pod min. kultury,
      najczęściej będzie to dotyczyć powiatów i gmin, w miastach raczej mało prawdopodobne
      • scoutek Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 18.02.13, 12:36
        Gość portalu: bea napisał(a):

        > oczywiście, że chodzi o likwidacje etatów bibliotekarzy nauczycieli,
        > bo oni korzystają z Karty, czyli urlopy, pensum itd., jednym słowem koszty,

        poza tym stałą praktyką jest zatrudnianie w bibliotece szkolnej nauczyciela, któremu zostało trochę do emerytury, a nie ma dla niego pełnej obsady godzinowej w rozkładzie lekcji
        (np. kiedyś namiętnie zatrudniano rusycystów, albo polonistów, którzy jeszcze czasem przydawali się w zastępstwach)
        o poziomie wykształcenia bibliotekarskiego w tych przypadkach nie ma co mówić
        ogólnoświatowy schemat myślenia o bibliotece i pracy w niej wygląda tak samo: każdy sobie poradzi, szczególnie ten, który lubi czytać
        • ewa9717 Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 18.02.13, 15:52
          Od iluś już lat, zeby pracować w szkolnej bibliotece, należy mieć odpowiedni papier. W praktyce wyglada to jednak tak, jak napisała przedpiśczyni, bo ci, dla których brakowało godzin, szybciutko odbyli dokształty w tzw. CEN-ach, jak to najczęsciej wyglada i na czym polega, lepiej nie pisać; teraz chyba trzeba machnąc dwuletnią podyplomówkę ;)
          Wiem, zaraz odezwą się pracownicy bibliotek szkolnych, że oni to ho, ho i jeszcze więcej. Na pewno są panie bibliotekarki ( bo to jednak najczęściej panie) nie tylko oczytane, ale i potrafiące dzieciaki czymś zainteresować, ale to rzadkie ptaki. Znam 6 bibliotek szkolnych, pracują w nich (często dopełniając etat lub na pół etatu): 1 bibliotekarka po studiach kierunkowych (akurat dziewczyna inteligentna i oczytana), 1 bibliotekarka po studiach kierunkowych - kompletnie nieoczytana, nie wyszła poza Musierowicz, 2 rusycystki, 3 osoby po nauczaniu początkowym, 1 wuefistka, 1 historyczka i 1 po zpt ( czy jak tam się to nazywa,roboty ręczne dawniejsze). Do biblioteki z rzadka dzieciaki zachodzą po jakąś lekturę, częsciej pobawić się na komputerze lub coś na szybko wydrukować na lekcję, bo teraz wszystkie biblioteki to centra multimedialne ;) Oprócz tej pierwszej bibliotekarki resztę mogłaby zastąpić pani woźna, panie po prostu przegladają czasopisma, zajmują się robótkami ręcznymi i są nieszczęsliwe, gdy trzeba się awaryjnie zająć jakąś klasą czy przygotować coś na radę pedagogiczną. Lekcje biblioteczne to fikcja, każdy polonista i tak omówi z dzieciakami korzystanie z katalogów, poćwiczy opisy bibliograficzne itp.
          Księgozbiory szkolne też zostały odchudzone, przy okazji pozbyto się wielu ciekawych książek. Inna sprawa to zakupy: pieniędzy jest mało, a tu jeszcze np. dyrektor zarządza kupno kilkudziesięciu egzemplarzy czegoś, co na chwilę pasowało jakiemuś kolejnemu reformatorowi. Od chwili zakupu nikt do tego nie zajrzał, ale...
          No i tak to często (ba, zaryzykowałabym: najczęsciej) wygląda. I co z tym zrobić?
          • jeepwdyzlu Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 18.02.13, 16:16
            I co z tym zrobić?
            ---------
            likwidować
            tak samo jest z nauczaniem informatyki i sprzętem komputerowym
            najczęściej dzieci uczą ludzie przypadkowi, przypadkowych rzeczy, na żłym sprzęcie, złym oprogramowaniu. Niereformowalni...
            jeep
            • eeela Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 18.02.13, 16:29
              > likwidować

              Przy jednoczesnej digitalizacji wszystkich materiałów edukacyjnych i zakupie tableta albo chociaż czytnika dla każdego ucznia - jasne. Tylko pieniędzy na to nie ma. Jakieś zasoby szkoła musi mieć. Tak jak przeczytałam na stronie tej facebookowej grupy obrońców szkolnych bibliotek: nauczyciele potrzebują do pracy na lekcjach atlasów, słowników, roczników statystycznych czy czego tam jeszcze. Jeśli szkoła nie będzie miała lektur, nauczyciele będą mieli straszne trudności z egzekwowaniem ich czytania. Pytanie tylko, czy do tych zasobów potrzebny jest pełnoetatowy pracownik z przywilejami.
          • qw994 Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 18.02.13, 18:07
            Zadam zapewne idiotyczne pytanie, ale jestem zdumiona: jak po bibliotekarstwie można mieć na koncie wyłącznie lekturę Musierowicz??
            • shiva772 Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 18.02.13, 18:38
              Już widzę panią z biblioteki publicznej w szkolnej bibliotece :) Jak przychodzi przerwa to trzeba obsłużyć w ciągu 10-u minut 30tkę dzieci - potem w trakcie lekcji uporządkować karty i młyn który został na półkach i odnowa :) Panie z publicznej czasem przez tydzień nie mają takiej klienteli jak w szkole podczas długiej przerwy. Poza tym bibliotekarz chodzi na zastępstwa - bo ma przygotowanie pedagogiczne - pani z publicznej nie. Pani z publicznej nie pojedzie na wycieczkę, nie pójdzie na zastępstwo i nie będzie też siedzieć po godzinach na radach pedagogicznych (to nie jej zakres obowiązków). Przy tych oszczędnościach trzeba jeszcze myśleć o dzieciakach. Zlikwidujcie biblioteki - zabijecie język polski, dostęp do komputerów itp. Ja uczę angielskiego i historii, żeby nie było, mam też skończone biliotekoznawstwo. Wolę być pod tablicą niż w bibliotece. Poza wypożyczaniem w szkole robi się skontra, przekazuje na makulaturę tony makulatury, wpisuje się do ksiąg dziesiątki nowych pozycji, kataloguje, robi konkursy, statystyki itp itd. To straszne, że tego nikt nie docenia. Jak w każdej pracy są ludzie zaangażowani i olewający. Dajcie spokój z tą nagonką.
              • eeela Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 18.02.13, 18:48
                Ja nie chcę uprawiać nagonki, tylko twierdzę, że przygotowanie bibliotekarza w szkole i w bibliotece powinno być takie samo, i zakres obowiązków, który powinni podejmować, również. Nie uważam, żeby szkolnemu bibliotekarzowi potrzebne było pełne wykształcenie pedagogiczne, ale też bibliotekarzowi w bibliotece publicznej należałoby zapewnić szkolenia w prowadzeniu zajęć z dziećmi i młodzieżą. Po prostu przy okazji tej debaty należałoby się może zastanowić, jak w ogóle powinna wyglądać praca bibliotekarza, niezależnie od miejsca zatrudnienia, i dlaczego się nie egzekwuje od nich więcej en masse, tylko polega na nielicznych jednostkach, którym się chce.
                • shiva772 Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 18.02.13, 19:07
                  Ale jak może być tak samo w szkole i zwykłej bibliotece? To tak jakby porównać hutę z pracą w biurze. Szkoła ma inną specyfikę i dlatego tam się pracuje inaczej, ciężej, w stresie, pędzie bo na dzwonki, w hałasie itd. Wypożyczanie książek to tylko jeden aspekt tej pracy - najprzyjemniejszy do tego jednak trzeba robić nieustanną krecią robotę: znać przepisy, współpracować z księgowością, robić kilometry dokumentów, papierków i ksiąg.
                  W każdym zawodzie jest inaczej i nie mów mi, że to nie nagonka, może żeby bibliotekarzom było ciężej to odgórnie (nie znając zawodu) każmy im codziennie przerzucać taczkę kamieni, tak na wszelki wypadek. Na stacjach benzynowych też się niektórym tylko chce uśmiechać a w sklepie mięsnym jest taka jedna pani która zawsze do mnie pyskuje, znam też taką jedną panią w rejestracji w przychodni która rzuca słuchawką, a lekarze są bardzo wyniośli i nie mili: dlaczego się nie egzekwuje od nich więcej en masse, tylko polega na nielicznych jednostkach, którym się chce ?
                  • scoutek Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 18.02.13, 19:41
                    shiva772 napisała:

                    > Ale jak może być tak samo w szkole i zwykłej bibliotece? To tak jakby porównać
                    > hutę z pracą w biurze. Szkoła ma inną specyfikę i dlatego tam się pracuje inacz
                    > ej, ciężej, w stresie, pędzie bo na dzwonki, w hałasie itd. Wypożyczanie książ
                    > ek to tylko jeden aspekt tej pracy - najprzyjemniejszy do tego jednak trzeba ro
                    > bić nieustanną krecią robotę: znać przepisy, współpracować z księgowością, robi
                    > ć kilometry dokumentów, papierków i ksiąg

                    masz rację, wypożyczanie to nie jedyny aspekt tej pracy
                    to tylko laikom się tak wydaje, że w bibliotece panie to tylko książki czytają, spokój jest i tyle
                    ale
                    właśnie, ale: tę całą robotę techniczno-księgową, poza wypożyczaniem, mają także do wykonania bibliotekarze bibliotek, jak to napisałaś, zwykłych
                    często w miastach biblioteki publiczne tworzą specjalne oddziały młodzieżowe czy dziecięce, aby zająć się dziećmi dodatkowo poprzez zajęcia, spotkania, konkursy itp. działalność

                    biblioteki szkolno-publiczne to nie odkrycie ostatnich dni i nie tylko w Polsce
                    znam takie dobrze działające w Polsce od wielu lat, znam nawet wspólną publiczno-naukową, w ramach wyższej uczelni
                    ale także poza granicami
                    w takiej Finlandii szkoły nie mają wcale własnych bibliotek, wszyscy korzystają z miejskich, które rozwożą książki na daleką północ w bibliobusach
                    i też to działa


                    i nie odbieraj tego jako nagonkę na bibliotekarzy, bo to tak nie jest
                    • shiva772 Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 18.02.13, 20:37
                      Ja nie odmawiam bibliotekarzom z bibliotek publicznych ich zasług, absolutnie.
                      Bibliobusy już u nas były - przyjeżdżały raz w tygodniu i ze względu na pojemność miały mały zasób. Nie widzę tego bibliobusu pod naszą szkołą - i po co przelewać z pustego w próżne - likwidować biblioteki żeby inwestować w bibliobusy?? Bzdura, zresztą samej "Zemsty" musiały by wozić ze 30 egzemplarzy. I proszę nie porównujcie Polski do Finlandii albo Niemiec - u nas wszystko się robi byle jak a potem krytykuje. Tak jak z gimnazjami - najpierw szybka nieprzemyślana reforma a teraz 13 lat marudzenia i narzekania. To samo będzie z bibliotekami. Wszystko co dobre trzeba zepsuć? Zamiast oszczędności zrobią galimatias i to kosztem dzieciaków - dam sobie rękę uciąć, że jeżeli zaczną tę pseudoreformę to wszystko sknocą. Szukajcie oszczędności tam gdzie faktycznie są pieniądze - w bibliotekach ich nie ma.
                      • scoutek Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 18.02.13, 20:52
                        czytasz niedokładnie
                        nigdzie nie pisałam o tym, aby wprowadzać bibliobusy, podałam tylko jak to wygląda w Finlandii

                        po drugie - niedługo nie zatrzymasz nowoczesności - śladem krajów bardzo dobrze rozwiniętych biblioteki przeniosą się do Internetu, ebooki dostępne online wypożyczysz z biblioteki bez ruszania się z domu, już tak jest na wyższych uczelniach z czasopismami, a w bogatszych z książkami również
                        do tego dochodzi niż demograficzny i masz wynik: bardzo niska frekwencja i w publicznych i w szkolnych
                        i to ciągłe narzekanie na niskie czytelnictwo generalnie
                        młodzież woli net, gry, komputery, filmy

                        nie zacietrzewiaj się, nie tylko ty znasz biblioteki od podszewki

                        • shiva772 Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 18.02.13, 21:14
                          Podałaś jak to wygląda w Finlandii ale to nie był dobry przykład, anachroniczny wręcz.
                          Tak w ogóle jak można porównywać wyższe uczelnie z biblioteką w szkole podstawowej? W jakim celu? Nowoczesność nie usunie książki papierowej z powierzchni ziemi - na języku polskim lektury trzeba będzie czytać zawsze - forma nie jest istotna - prowadziłam wypożyczalnię audiobooków i znam realia - to że jest niska frekwencja nie zwalnia nas z krzewienia literatury i kultury. Młodzież woli net, gry itd - ale czy z tego powodu należy zlikwidować biblioteki? Bez sensu - przecież jedno drugiego nie wyklucza. Ludzie nie chodzą masowo do galerii sztuki, ba nie rozumieją jej, mój ojciec nigdy w życiu nie był w teatrze a ja nie sądziłam że w Białymstoku będzie kiedykolwiek opera. A jednak się kręci. Powstają nowe galerie, teatry a nasz opera ma pełne obłożenie na klika miesięcy wprzód. Łatwo jest ukręcić łeb bibliotekom ale pytanie brzmi po co? Oszczędności będą zerowe jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że trzeba będzie przeprowadzić ogromną reorganizację a efekt końcowy jest nieznany. Jedno tylko można przewidzieć: protesty rodziców z powodu utrudnionego dostępu do książek. I jeszcze jedno: biblioteka dziś to centrum informacyjne, wiec czyta sie w niej książki na kompach, z internetu.
                          Nie dajcie się zbałamucić ograniczonym (tak, to właśnie chciałam napisać bo to często chłopki-roztropki ze złotymi zębami co nigdy w życiu książki w ręku nie mieli) samorządowcom, którzy mają tylko jeden cel: oszczędności nieważne jakim kosztem byle nie zabrać swoim.
                          • scoutek Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 19.02.13, 09:51
                            shiva772 napisała:

                            > Podałaś jak to wygląda w Finlandii ale to nie był dobry przykład, anachroniczny
                            > wręcz.

                            anachroniczne było kiedyś, teraz to wygląda tak, że bibliobus dostarcza książki zamówione przez Internet
                            stary pomysł, nowe wykonanie, nowe rozwiązanie


                            > Tak w ogóle jak można porównywać wyższe uczelnie z biblioteką w szkole podstawo
                            > wej?

                            nie porównałam, podałam jako przykład, tak się dzieje i będzie schodzić w dół, bo motorem zmian jest młodzież, to oni uwielbiają gadżety i to oni zmuszają starych do kupowania nowości
                            rozejrzyj się po środkach komunikacji miejskiej, młodzi czytają wszędzie, korzystają z czytników, tabletów, w najgorszym razie czytają na ekranach smartfonów, słuchają audiobooków na mp3 lub telefonach
                            (audiobookowe ebooki są tańsze, więc może to wyjaśnia czemu wypożyczalnia audiobooków nie cieszyła się wielką popularnością)

                            czasopisma zmniejszają nakłady papierowe, albo całkiem je likwidują (taki Newsweek nie wychodzi już w wersji papierowej angielskiej), bo ludzie wolą e-wydania (i szybsze i nie trzeba zbierać ton makulatury)

                            pewnie, że samorządowcy to chłopki roztropki, rzadko któremu leży na sercu dobro wspólne
                            biblioteki zawsze są na samym końcu tego łańcucha, nie mam żadnej nadziei, że to się zmieni
                            dlatego trzeba szukać innego rozwiązania
                            nigdzie nie postulowałam likwidacji bibliotek, tylko zwracam uwagę, że czas idzie naprzód i należy znaleźć coś innego, rozwiązanie, które będzie dobrze służyło CZYTELNIKOM i UŻYTKOWNIKOM (krótko: odbiorcom informacji, bo masz rację, biblioteki powinny zamieniać się w centra informacji KAŻDEJ), a nie bibliotekarzom
                  • eeela Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 19.02.13, 13:39

                    > W każdym zawodzie jest inaczej i nie mów mi, że to nie nagonka, może żeby bibli
                    > otekarzom było ciężej to odgórnie (nie znając zawodu)

                    Zawód jest mi znany, chociaż w innych realiach, i to myślę, że w bardziej obciążających warunkach niż ma to miejsce w szkolnej bibliotece w Polsce. Wiem, na czym polega praca, i że jest wymagająca, zwłaszcza jeśli się ją chce wykonywać dobrze. Nic z tego, co wymieniłaś, nie było mi obce w pracy, wyjąwszy dzwonki. Bibliotekarz w "zwykłej" miejskiej bibliotece z pewnością będzie miał nieco mniej obowiązków dydaktycznych, a więcej papierkowych, ale to tylko różnica w proporcjach. Wymagane umiejętności i zadania pozostają te same.

                    Jeśli bibliotekarz jednocześnie uczy jakiegoś przedmiotu w szkole, to inna sprawa, oczywiście. Ale bibliotekarz szkolny na gołym etacie bibliotekarza szkolnego nie powinien cieszyć się przywilejami nauczycielskimi, wszystko jedno, na ile wycieczek w miesiącu jeździ. Moim zdaniem tutaj jest jak najbardziej pole dla jakichś oszczędności.
                    • aneta.edu Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 19.02.13, 20:27
                      >Ale bibliotekarz szkolny na gołym etacie bibliotekarza szkolneg
                      > o nie powinien cieszyć się przywilejami nauczycielskimi,

                      Miłe:( Tylko powiedz mi, co byś zrobiła na miejscu nauczyciela bibliotekarza, który przez 15 lat pracy w zawodzie:

                      a) ukończył 3 kierunki studiów pedagogicznych (by być lepszym w swojej profesji, czyli nauczyciela bibliotekarza)

                      b) poświęcił czas i pieniądze na owe studia, oraz na ogrom kursów, warsztatów, szkoleń (co roku dyrekcja każe się nam pochwalić, ile to dokształceń zrobiliśmy - nie ma mowy o symulowaniu, że się nie mogło, nie miało czasu itd. Musisz, i tyle)

                      c) poświęcił czas (mnóstwo, dodam) na przejście ścieżki zawodowej i udokumentowaniu stażu na nauczyciela mianowanego, potem dyplomowanego. Nikt, kto nie pracował w szkole, nie ma pojęcia ile to pracy wymaga i jak często polega to na gromadzeniu tony dokumentów. Zapytajcie się jakiegokolwiek nauczyciela, który robi staż...)

                      d) tak zwyczajnie po ludzku: to wg Ciebie w porządku, że państwo najpierw kazało mi na własny koszt doskonali się w swoim zawodzie, a potem mówi: teraz już pani dorobek zawodowy się nie liczy. Bo do tego się to sprowadza. W bibliotece publicznej może pracować każdy: nawet nie musi znać owej Musierowicz, może być po szkole średniej i po kierunku technik mechanik (co nie znaczy, że ktoś taki nie może być oczytany, od razu zaznaczę, że nie o to mi chodzi). Ale ktoś taki może trafić do szkoły, w której będzie uczyło się Twoje dziecko. To wg Ciebie ok? I jeszcze raz podkreślę: ten człowiek może się okazać wspaniałym przewodnikiem po świecie książek, ale nie lepiej, by pracował tam ktoś po przygotowaniu pedagogicznym? Dla mnie to pytanie retoryczne. Dla Was, jak zauważyłam, nie. Ot, kolejne zdziwienie.

                      Ja po zmianie, która proponuje Boni, zaczynam od zera. Bo w bibliotece publicznej moje dokształcanie i dodatkowe studia nie mają znaczenia. Zacznę od najniższego stopnia. No i na dokładkę, być może będę pracować w tej samej bibliotece, ale zapłacą mi średnio o 700 zł mniej. Teraz dostaję 2200 (a nie 5000 jak chce prasa i "oburzeni" rodzice). A w tym samym czasie minister Boni daje premie swoim pracownikom (za dwa miesiące pracy) po 30 tys. Ja takich pieniędzy nie zarobię nawet przez rok, jak łatwo obliczyć. Ale to ja i moje przywileje nauczycielskie są sola w oku...

                      e) napisałam 3 programy autorskie, które realizuję w każdym roku szkolnym. Co z nimi? Do kosza? Bo tak? Bo jako bibliotekarz, a nie bibliotekarz nauczyciel, to sobie mogę pomarzyć o ich realizacji. To dopiero motywuje człowieka do pracy, prawda?

                      f) w szkole pracuję tygodniowo 33 godziny. Ale czekam na ewidencjonowanie czasu pracy nauczycieli, bo bez problemu wykażę, że tygodniowo poświęcam zdecydowanie więcej godzin na przygotowanie się do pracy niż te 7 godzin, których brakuje mi do mitycznych 40 godzin. Co robię? Realizuję zajęcia dydaktyczne (w każdym tygodniu mam jakąś klasę-y na zajęciach w bibliotece) prowadzę zajęcia społeczne dla uczniów (wyrównawcze z j.polskiego).
                      Mam zajęcia komputerowe (2 godz.) dla uczniów z klas 1-3 ) z tego też powodu wybrałam się na kolejne studia podyplomowe: informatyka, ale oczywiście, jak głupia, dla nauczycieli)

                      Czytam w końcu literaturę dziecięcą. W domu, bo w pracy nie mam na to szans, dodam od razu. Nowości, te które są najgłośniejsze, kupuję zazwyczaj za własne pieniądze i potem udostępniam uczniom. Ostatnio? "Wierszyki domowe" Michała Rusinka, "Oro" Marcela M. Marcela oraz "Niedoparki" (przepraszam, ale nie pamiętam nazwiska autora. Czech w każdym bądź razie).
                      W roku organizuję kilkanaście konkursów(nota bene: jak sądzicie kto płaci za nagrody? W zeszłym roku wydałam na to 980 zł, jak jakaś kretynka), prowadzę warsztaty plastyczne, organizuję kiermasze, akcje czytelnicze (ostatnio: "5 minut dla książki" na każdej lekcji wychowawczej" z której jestem wyjątkowo dumna, bo odzew jest ogromny). W styczniu wypożyczyłam 1358 książek. Przeprowadziłam 8 lekcji bibliotecznych, pracowałam w zespole samokształceniowym, byłam na zespole wychowawczym, pomagałam w przygotowaniu imprezy dla kombatantów, itd. To tylko styczeń.

                      Może jeep nazywać mnie histeryczką, możesz i Ty pisać, że wg Ciebie nauczyciel bibliotekarz i bibliotekarz to jedno i to samo. Mogę i ja napisać, że szum i protesty wzięły się właśnie dlatego: w sprawie biblioteka szkolnych wypowiadają się ludzie, którym się wydaje, że są ekspertami i doskonale wiedzą, jakie funkcje pełni biblioteka szkolna a jakie publiczna, i że jest to tożsame. Otóż nie, nie jest.

                      Ale po informacje zapraszam na stronę:
                      www.stoplikwidacjibibliotek.pl/
                      Tam jest dokładnie wyjaśnione, jakie są różnice pomiędzy bibliotekami, co się zmieni dla ucznia i o co chodzi w tym projekcie. Bo ja nie mam już siły udowadniać, ze nie jestem wielbłądem.Na szczęście akcja ma poparcie: zebrano już ponad 11 tys. podpisów. To cieszy.
                      Przynajmniej mnie. "Ekspertów" nie musi, bo oni i tak wiedzą lepiej.

                      I też dla jasności: przedstawiłam problem głównie od strony społecznej. Bo problem, który opisałam powyżej dotknie tysiące ludzi, których państwo nabiło w butelkę. Uczniom też pokaże figę z makiem. Bo tak jak teraz otwieram dla nich bibliotekę o 7.15, to po "reformie" będą mogli skorzystać ze zbiorów od 10. A maluchy tylko pod opieką wychowawcy.
                      To dopiero ułatwienie życia...
                      Dlaczego otwieram o takiej porze? Bo dostosowałam się do potrzeb uczniów i zmieniłam godzinę. Przed ósmą mam każdego dnia w bibliotece tłumy dzieciaków. Zdarza się, że muszę maluchy z klas 1-3 odsyłać do świetlicy, bo zwyczajnie nie ma już miejsc siedzących w bibliotece (sala na 40 osób). To w mojej szkole potrzebna jest biblioteka czynna od 10 (jak publiczna) czy od 7.15? Po 14 ruch zamiera. Skąd wiem? Bo w ramach eksperymentu dwa lata temu mieliśmy dwa razy w tygodniu czynne do 16. Owszem, zawsze ktoś był. Ale to były pojedyncze osoby, a nie dzikie tłumy, które mam od otwarcia do drugiej lekcji. Te dzieci są pod moją opieką, jako nauczyciela. Po reformie to się chyba zmieni...

                      To tylko ułamek z tego, co szanownym przedmówca umknęło.

                      A teraz idę się szykować do szkolnego konkursu czytelniczego, który odbędzie się jutro, i którym podsumuję cykl zajęć o twórczości Astrid Lindgren. I jak głupią babę, wciąż mnie takie przedsięwzięcia cieszą.

                      Ciekawe, kto pierwszy rzuci kamieniem?





                      • aneta.edu Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 19.02.13, 21:11
                        I już wiem za co mi się dostanie.
                        Walnęłam byka: powinno być szanownym przedmówcom.
                        • popielucha Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 19.02.13, 22:38
                          aneta.edu napisała:

                          > I już wiem za co mi się dostanie.
                          > Walnęłam byka: powinno być szanownym przedmówcom.

                          Nie wiesz. A dostanie ci się za to:

                          > W bibliotece publicznej może pracować każdy: nawet nie musi znać owej Musierowicz, może być po szkole średniej i po kierunku technik mechanik

                          Przyganiał kocioł garnkowi. Masz pretensje jak to ludzie oceniają i naskakują a nie wiedzą nic o twojej tak ważnej i trudnej, odpowiedzialnej pracy, a sama nie jesteś lepsza. Nie pytam nawet czy masz porównanie, bo uznaję że ktoś, kto tak wyrokuję nie ma go, widzi tylko czubek swego własnego nosa, ale domaga się szacunku i pochylenia nad swoim ciężkim żywotem od wszystkich, nawet tych, których obraża, a już od naturszczyków i amatorów, to w ogóle!
                          Ech wy, nie warto za wami się wstawiać, idę podrzeć petycję :P
                          • aneta.edu Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 20.02.13, 17:28
                            Błagam ,czytajcie ze zrozumieniem.

                            Ja piszę o deregulacji zawodów, które zafundował nam Gowin. I wg niej, to właśnie ów przysłowiowy mechanik może pracować w bibliotece publicznej. Chodzi o takie zagrożenie, a nie o to, że ja jestem lepsza od pracowników biblioteki publicznej. Nie jestem i tak wcale nie uważam, ale mam inne wykształcenie i moja działalność spełnia inne funkcje. Tyle.

                            Cytaty:

                            W bibliotece publicznej może pracować każdy: nawet nie musi znać owej Musierowicz, może być po szkole średniej i po kierunku technik mechanik (co nie znaczy, że ktoś taki nie może być oczytany, od razu zaznaczę, że nie o to mi chodzi).
                            I jeszcze raz podkreślę: ten człowiek może się okazać wspaniałym przewodnikiem po świecie książek, ale nie lepiej, by pracował tam ktoś po przygotowaniu pedagogicznym?

                            kolejny mój post:

                            A co do obowiązków bibliotekarza z biblioteki publicznej. Mam zaprzyjaźnioną bibliotekę, do której chodzę z uczniami na lekcje biblioteczne(tak, dla urozmaicenia korzystam i z tej formy upowszechniania czytelnictwa). Fantastycznie prowadzone, atrakcyjne, bardzo cenię sobie tę współpracę.
                            Czy mają tego nie robić, ale wtedy w bibliotece szkolnej oprócz wspaniałych ludzi, których mnóstwo w bibliotekach publicznych, pojawią się również owi "technicy mechanicy"?

                            W którym miejscu obraziłam bibliotekarzy? Ów mechanik to był przykład, o czym przecież pisałam. I z góry przepraszam wszystkich oczytanych mechaników, posłużyłam się tutaj tylko skrótem myślowym. Sorry.

                            • scoutek Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 20.02.13, 19:01
                              tak na marginesie oczytanych mechaników: bardzo przydają się w dużych bibliotekach (nie szkolnych!!!) fachowcy z różnych dziedzin z dodatkowym przygotowaniem bibliotecznym - tzw. bibliotekarze kierunkowi, tacy są naprawdę bardzo pomocni w szukaniu literatury i fachowej informacji
                            • popielucha Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 20.02.13, 19:48
                              aneta.edu napisała:

                              Drugi cytat jest późniejszy, z pierwszego wynika to, co napisałam. Chodzi o to, żeby w ferworze uważać na słowa, jeśli samemu chce się być rozumianym i dobrze traktowanym.
                      • eeela Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 19.02.13, 21:25

                        > Miłe:( Tylko powiedz mi, co byś zrobiła na miejscu nauczyciela bibliotekarza, k
                        > tóry przez 15 lat pracy w zawodzie:

                        Ale z tego co rozumiem, to ty pracujesz w szkole również w roli nauczyciela, więc o co chodzi? Karta tak czy siak cię obejmuje. Ja wypowiadałam się (a ty dosłownie zacytowałaś) jedynie o sytuacji, w której bibliotekarz jest w szkole tylko bibliotekarzem, i kropka. No przepraszam, ale to, ile czasu spędziłaś na dokształcaniu się, to jest twoja inwestycja w umiejętności i wiedzę, jakie potem możesz próbować obrócić w zarobek, ale nie jest to gwarancja przywilejów na wieki wieków amen. Państwo nie podpisało z tobą umowy 'ty się wykształcisz, a my ci damy 2 miesiące wakacji'.

                        Jeśli jest tak, jak mówisz, że w bibliotece publicznej może pracować każdy, to to też mieści się w problemie, który usiłuję cały czas wskazać: że rola i zadania bibliotekarza szkolnego i publicznego NIE POWINNY się znacząco różnić. Od bibliotekarzy w bibliotekach publicznych również należy wymagać organizowania zajęć z młodzieżą, podejmowania działań edukacyjnych, asystowania przy opiece nad grupami dzieci i młodzieży. Jeśli tego nie robią, to bardzo niedobrze. Jeśli to robią bez przygotowania, też nie za dobrze. Jeśli rzeczywiście nauczyciele bibliotekarze statystycznie mają większą wiedzę, wykształcenie i umiejętności w kierunku bibliotekarzenia, niechże to oni bibliotekarzą, a zwolnijmy tych mechaników, o których mówisz. Ale karta nauczycielska bibliotekarzowi do niczego niepotrzebna.
                        • aneta.edu Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 19.02.13, 22:25
                          Ale wszystkie moje zajęcia/lekcje to lekcje prowadzone przez nauczyciela bibliotekarza. Wchodzę na lekcję wychowawczą i robię zajęcia np. o bezpieczeństwie w internecie. Nie jako nauczyciel informatyki (bo wciąż studiuję, ale nawet wtedy nie będę tam jako nauczyciel informatyki), ale nauczyciel bibliotekarz. I każdy nauczyciel bibliotekarz tak pracuje: tzn. jeden oczywiście robi mniej, drugi więcej, ale tak bywa w każdym zawodzie.
                          Idę do klasy 5 i robię lekcję o sztuce filmowej. Nie jako polonista, tylko jako nauczyciel bibliotekarz.

                          Wspomagam nauczycieli przedmiotowców w realizacji podstawy programowej. Bibliotekarz tego robić nie może i dlatego właśnie jestem ujęta w karcie. Bo taka jest moja rola "wspomagać nauczycieli i uczniów w procesie dydaktyczno-wychowawczym". Bo UCZĘ pracując w bibliotece szkolnej.
                          Moje 3 programy autorskie to również programy pisane z myślą o zajęciach bibliotecznych. Mój ulubiony i mój konik, i duma, to zajęcia interdyscyplinarne, podczas których dzieciaki kształcą i doskonalą umiejętności matematyczne, polonistyczne, plastyczne. Są tam elementy historii czy geografii.
                          To jestem nauczycielem czy nie? Uczę ich czy nie? Mam wkład w realizację podstawy programowej? Znowu: to pytania retoryczne.
                          Żadnych zajęć nie prowadzę jako przedmiotowiec, powtórzę kolejny raz. Żadnych.

                          Wkurza mnie to, że wydajesz tak mocne sądy, kompletnie nie znając problemu. Nie chcę Cię obrazić, ale tak jest: rozumiem, że nie musisz się znać na specyfice mojego zawodu, ale pomimo braku wiedzy w tym temacie konstruujesz arbitralne sądy.

                          Państwo nie zawarło ze mną umowy, ale jeśli nie dostrzegasz tego, że zostałam nabita w butelkę, i że jest to niesprawiedliwe dla mnie osobiście, jako jednostki a nie bezimiennego tłumu nauczycieli bibliotekarzy, to przykro mi.
                          Mam nadzieję, że Ciebie tak nie potraktują.

                          I pytanie: w maju kończę staż na dyplomowanego nauczyciela (i raz jeszcze: staż realizuję jako nauczyciel bibliotekarz, nie przedmiotowiec). Jak sądzisz: powinnam podjąć wysiłek, czy machnąć na to ręką? Bo teraz państwo twierdzi, że spełniam warunki na nauczyciela a od września może mi powiedzieć, że już nim nie jestem. Co byś zrobiła na moim miejscu?
                          Co takiego się wydarzyło, że czerwiec zakończę jako nauczyciel a wrzesień rozpocznę jako bibliotekarz? Nic. To tylko kwestia oszczędności a nie wyjście naprzeciw potrzebom uczniów.

                          Pytałam o to minister Szumilas, pytałam ministra Boniego. Nie odpowiedzieli mi. Może tak, jak Ty uważają, że to mój problem i egoistycznie histeryzuję. Poza tym, ja to pyłek w porównaniu z ministrami. Kto by się tam przejmował nauczycielami bibliotekarzami? Minister Boni nawet nie wie, że istniejemy, bo wciąż określa nas mianem bibliotekarzy. Ale za reformowanie bibliotek szkolnych się zabrał... "Ekspert" :(

                          • eeela Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 19.02.13, 22:35

                            > Mam nadzieję, że Ciebie tak nie potraktują.

                            Kto mnie tak nie potraktuje? Jak zaczynałam studia doktoranckie, perspektywy zatrudnienia na uniwersytecie wyglądały pięknie, sugerowała mi to rodzona promotorka. Zanim zdążyłam je ukończyć, zrobił się kryzys, cięcia w budżetach uczelni, pracy dla młodych naukowców nie ma, a jak jest, to niewolnicza. Zainwestowałam kilka lat życia w coś, co miało być opłacalne, a nie jest. Kto mnie tak potraktował? Promotorka? Uniwersytet? Rząd? Bankowcy w City? I co mam teraz zrobić, siedzieć i biadolić? Założyć grupę protestacyjną na Facebooku? Czy dostosować się do nowych warunków, w których takich doktorów jak ja dziś trzeba mniej niż kiedyś?

                            robię zajęcia np. o bezpieczeńs
                            > twie w internecie. Nie jako nauczyciel informatyki (bo wciąż studiuję, ale nawe
                            > t wtedy nie będę tam jako nauczyciel informatyki), ale nauczyciel bibliotekarz.

                            I co, uważasz, że wykonywanie takich obowiązków powinno być wyłącznym przywilejem bibliotekarza szkolnego? I że za ich wykonywanie należy się im urlop we wszystkie szkolne wakacje, podczas których biblioteki są zamknięte? Czy ty aby na pewno masz na względzie dobro czytelnika?
                            • aneta.edu Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 19.02.13, 23:19
                              Gdybym miała stracić pracę, bo redukują etaty w bibliotece szkolnej, bo likwidują szkoły - nie biadolę, jak to ładnie określiłaś, ale szukam nowej pracy. I nie mam pretensji, że ktoś mnie oszukał. Ale ja piszę o innej sytuacji.

                              Trzy lata temu złożyłam wniosek o rozpoczęcie awansu. Realizuję go, a moim obowiązkiem, wg przepisów, jest ciągłe dokształcanie się. Spełniam ten warunek, a do tego ja również chcę się dokształcać.Ale jakby nie było, państwo jednak przez te 15 lat mojej pracy "wymagało" ode mnie bym się dodatkowo edukowała i własnymi środkami opłacała kursy, studia itd.

                              Teraz nie likwidują mojej szkoły, nie zamykają biblioteki, tylko chcą, bym pracowała w tym samym miejscu, na tym samym księgozbiorze, z tymi samymi dziećmi (choć "dojdą" nowi czytelnicy... już to widzę, jak lokalne środowisko rzuci się do biblioteki szkolnej po "Pinokia"), ale tak, jakbym zaczynała dopiero pracę. Mój 15 letni dorobek zawodowy nie ma przełożenia na pracę w bibliotece publicznej. Zacznę od zera a nawet nie zmienię miejsca pracy, bo to wciąż będzie sala nr 24.
                              Jeśli nie dostrzegasz w tym co najmniej "ironii" to faktycznie: kompletnie się nie rozumiemy. Sądzę, że to również nieco inny przypadek, niż Twój.

                              I gdzie ja pisałam o wakacjach? Że nie przyjdę do pracy? Przyjdę, ale jeśli ja teraz własnymi środkami łatam księgozbiór, to niech przynajmniej dofinansują biblioteki. Na razie jest tak, że gmina zamyka szkolną bibliotekę, bo ta ma stary księgozbiór. Ale to ta sama gmina odpowiada za tenże stan księgozbioru. Kuriozalne, prawda?

                              Nie boję się pracy w wakacje, czy 40 godzinnego tygodnia pracy. Nie odżegnuję się od tego. Ale żeby uczeń przyszedł specjalnie do biblioteki szkolnej w wakacje, to muszę mu zaoferować coś więcej, niż to, co szkolna biblioteka posiada teraz.

                              Poza tym, proszę, nie przypisuj mi "dziwnych" poglądów. Nie piszę, że tylko nauczyciel bibliotekarz może prowadzić takie lekcje, o których pisałam wcześniej. Sugerowałam tak? Ja wymieniłam Ci zajęcia, które prowadzę w szkole, bo wg Ciebie albo jest się przedmiotowcem, albo nie jest się nauczycielem. Pokazałam Ci, że nie wiesz o czym piszesz i , jak widzę dalej się nie rozumiemy. Trudno.

                              A co do obowiązków bibliotekarza z biblioteki publicznej. Mam zaprzyjaźnioną bibliotekę, do której chodzę z uczniami na lekcje biblioteczne(tak, dla urozmaicenia korzystam i z tej formy upowszechniania czytelnictwa). Fantastycznie prowadzone, atrakcyjne, bardzo cenię sobie tę współpracę.
                              I teraz, jak to ma być? Panie z biblioteki publicznej będą musiały zrobić kurs pedagogiczny, żeby pracować w bibliotece szkolnej; będą prowadziły wówczas lekcje, chodziły na zastępstwa (bezpłatne, dodam od razu), będą miały pod opieką uczniów zwolnionych z wychowania fizycznego i religii, będą uczestniczyły w realizacji podstawy programowej, ale nauczycielami nie będą? Bo?

                              Czy mają tego nie robić, ale wtedy w bibliotece szkolnej oprócz wspaniałych ludzi, których mnóstwo w bibliotekach publicznych, pojawią się również owi "technicy mechanicy"?
                              Albo jedno, albo drugie. Albo mam brać pełną odpowiedzialność za ucznia, albo nie. Albo uczestniczę w procesie dydaktycznym, albo nie.

                              Ale nie odpowiedziałaś mi na pytanie: to wg Ciebie jestem nauczycielem czy nie? Czy moja działalność w szkole, to sprawa hobby i bzika, czy kwestia wywiązywania się z obowiązków nauczyciela?

                              • eeela Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 19.02.13, 23:30
                                > Czy moja działalność w szkole, to sprawa hobby i bzika, czy kwestia wywiązywan
                                > ia się z obowiązków nauczyciela?

                                Moim zdaniem jest to wywiązywanie się z obowiązków bibliotekarza, i cały czas, od początku tego wątku o tym właśnie mówię. Wszystko to, co opisujesz, powinno odnosić się również do pracy bibliotekarza w bibliotece publicznej. Że tobie częściej się zdarza mieć grupę młodzieży pod opieką? Taka specyfika miejsca pracy. Ci "drudzy" bibliotekarze są za to bardziej obciążeni innymi obowiązkami, bo nie mają np. księgowości pod ręką, z którą "współpracują", tylko sami sobie są księgowością, żeglarzem i okrętem. Z jakiego tytułu żądasz dla siebie przywilejów, których nie mają twoi równie zapracowani koledzy, mnie się nie do końca mieści w głowie.
                                • aneta.edu Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 20.02.13, 17:14
                                  Nie wiem, co masz do nauczycieli bibliotekarzy, o co tak naprawdę Ci chodzi, bo po Twoim ostatnim poście, jestem już przekonana, że na pewno nie jesteś zainteresowana, by dowiedzieć się czegokolwiek o moim zawodzie. Z góry zakładasz, że Twój poziom wiedzy na ten temat jest wystarczający. Ba! Ty występujesz w roli eksperta.

                                  Nie mam zamiaru więcej bawić się w Don Kichota, który walczy z wiatrakami, ale zacytuję Twoje dwa wpisy, które wyraźnie wykazują, że nie masz pojęcia, o czym piszesz. I wystawiasz sobie piękne świadectwo:

                                  Po moim pierwszym poście, w którym opisywałam swoje działania w szkole napisałaś tak:

                                  >Ale z tego co rozumiem, to ty pracujesz w szkole również w roli nauczyciela, więc o co >chodzi? Karta tak czy siak cię obejmuje.

                                  Tak podsumowałaś moją pracę. Dziękuję, przyznałaś mi status nauczyciela.

                                  Za chwilę, gdy wykazuję Twój zupełny brak wiedzy w tym temacie, bo wszystko to, co opisałam, realizuję jako nauczyciel bibliotekarz, a nie przedmiotowiec, to zmieniasz zdanie. Teraz te same zadania podsumowujesz tak:

                                  > Moim zdaniem jest to wywiązywanie się z obowiązków bibliotekarza,

                                  Raz łaskawie uznajesz we mnie nauczyciela, by za chwilę, przy tym samym zestawie zadań, które Ci przedstawiłam, uznać: a nie, jednak nie jesteś nauczycielem. Bo przecież pracujesz w bibliotece.

                                  Dlatego wydaje mi się, że ta dyskusja jest zbędna. Przynajmniej ja już podziękuję za udział.
                                  • eeela Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 20.02.13, 21:34
                                    Uprzednio zrozumiałam, że prowadzisz też zajęcia przedmiotowe - przyznaję, błędnie, nie zajrzałam ponownie do twojego postu, żeby się upewnić, że tak jest w rzeczywistości.

                                    Ja nie zakładam, tylko wiem. Wiem, na czym polega praca bibliotekarza, ponieważ tak pracowałam i niebawem znów będę. Wiem, jakie są warunki pracy w szkole, ponieważ wychowała mnie szkolna polonistka. Nigdy nie pracowałam jako szkolna bibliotekarka, nie pracowałam też w miejskiej bibliotece publicznej, i to przyznaję od samego początku, niemniej posiadana przeze mnie wiedza pozwala mi na dokonywanie obserwacji, co też niniejszym czynię.

                                    Proszę, wyjaśnij mi, gdzie się wykazałam takimi strasznymi brakami w wiedzy na temat tego zawodu w poście, na który odpowiadasz. Na razie przeczytałam uważnie wszystkie wypowiedzi w wątku (aby uzupełnić braki w wiedzy, których jestem świadoma), i nadal nie widzę wystarczających powodów do tego, aby jednych bibliotekarzy traktować inaczej niż drugich.
                              • popielucha Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 20.02.13, 20:07
                                aneta.edu napisała:


                                > Teraz nie likwidują mojej szkoły, nie zamykają biblioteki, tylko chcą, bym
                                > pracowała w tym samym miejscu, na tym samym księgozbiorze, z tymi samymi dzieć
                                > mi
                                (choć "dojdą" nowi czytelnicy... już to widzę, jak lokalne środowisko r
                                > zuci się do biblioteki szkolnej po "Pinokia"), ale tak, jakbym zaczynała dopier
                                > o pracę. Mój 15 letni dorobek zawodowy nie ma przełożenia na pracę w bibliot
                                > ece publicznej
                                . Zacznę od zera

                                Ty się lepiej ciesz, bo z tego co piszesz wynika, że będziesz mieć pracę, a publiczni odpadną!

                                >
                                > Nie boję się pracy w wakacje, czy 40 godzinnego tygodnia pracy. Nie odżegnuję s
                                > ię od tego. Ale żeby uczeń przyszedł specjalnie do biblioteki szkolnej w
                                > wakacje, to muszę mu zaoferować coś więcej, niż to, co szkolna biblioteka pos
                                > iada teraz.

                                Czyli dobry pomysł - łączenie z publicznymi? Będziesz miała co dać i w wakacje ;)

                                > Poza tym, proszę, nie przypisuj mi "dziwnych" poglądów. Nie piszę, że tylko nau
                                > czyciel bibliotekarz może prowadzić takie lekcje, o których pisałam wcześniej.
                                > Sugerowałam tak? Ja wymieniłam Ci zajęcia, które prowadzę w szkole, bo wg Ciebi
                                > e albo jest się przedmiotowcem, albo nie jest się nauczycielem. Pokazałam Ci,
                                > że nie wiesz o czym piszesz i , jak widzę dalej się nie rozumiemy. Trudno.
                                >
                                > A co do obowiązków bibliotekarza z biblioteki publicznej. Mam zaprzyjaźnioną bi
                                > bliotekę, do której chodzę z uczniami na lekcje biblioteczne(tak, dla urozmaice
                                > nia korzystam i z tej formy upowszechniania czytelnictwa). Fantastycznie prowad
                                > zone, atrakcyjne, bardzo cenię sobie tę współpracę.

                                To ja też już przestaję rozumieć? Czym w takim razie różnią się bibliotekarze szkolni i publiczni, skoro robią to samo? Tylko tym:

                                > I teraz, jak to ma być? Panie z biblioteki publicznej będą musiały zrobić kurs
                                > pedagogiczny, żeby pracować w bibliotece szkolnej; będą prowadziły wówczas lekc
                                > je, chodziły na zastępstwa (bezpłatne, dodam od razu), będą miały pod opieką uc
                                > zniów zwolnionych z wychowania fizycznego i religii, będą uczestniczyły w reali
                                > zacji podstawy programowej, ale nauczycielami nie będą? Bo?

                                Obawiam się, że tak, a jak nie, to fora ze dwora i tak najpewniej będzie.

                                Jeśli chodzi o uwalnianie zawodów - pan Gowin jest bardzo zadowolony, że nasze opiekuńcze, czyli opresyjne państwo bankrutuje i nie ukrywa tego.

                                • popielucha poprawka 20.02.13, 20:20
                                  Żeby nie było - miało być po "Tylko tym" - znak zapytania, a potem "Obawiam się, że tak, a jak nie, to fora ze dwora i tak najpewniej będzie" w odpowiedzi do tego, co napisałaś - albo się przekwalifikują publiczni, albo fora, ale to i tak będzie ciężko, skoro taki przesiew był ostatnio wśród nauczycieli, wszystkich za dużo jest z tego wynika, jeszcze więcej, to jeszcze gorzej.
                                  Na końcu cytat z pana G.

                                  > To ja też już przestaję rozumieć? Czym w takim razie różnią się bibliotekarze s
                                  > zkolni i publiczni, skoro robią to samo? Tylko tym?
                                  >
                                  > > I teraz, jak to ma być? Panie z biblioteki publicznej będą musiały zrobić
                                  > kurs
                                  > > pedagogiczny, żeby pracować w bibliotece szkolnej; będą prowadziły wówcza
                                  > s lekc
                                  > > je, chodziły na zastępstwa (bezpłatne, dodam od razu), będą miały pod opi
                                  > eką uc
                                  > > zniów zwolnionych z wychowania fizycznego i religii, będą uczestniczyły w
                                  > reali
                                  > > zacji podstawy programowej, ale nauczycielami nie będą? Bo?
                                  >
                                  > Obawiam się, że tak, a jak nie, to fora ze dwora i tak najpewniej będzie.

                                  wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13429151,Gowin__Mamy_opresyjne_panstwo__Nie_ukrywam_radosci_.html#BoxWiadTxt
                        • popielucha Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 19.02.13, 22:27
                          eeela napisała:

                          > Ale z tego co rozumiem, to ty pracujesz w szkole również w roli nauczyciela, wi
                          > ęc o co chodzi? Karta tak czy siak cię obejmuje. Ja wypowiadałam się (a ty dosł
                          > ownie zacytowałaś) jedynie o sytuacji, w której bibliotekarz jest w szkole tylk
                          > o bibliotekarzem, i kropka. No przepraszam, ale to, ile czasu spędziłaś na doks
                          > ztałcaniu się, to jest twoja inwestycja w umiejętności i wiedzę, jakie potem mo
                          > żesz próbować obrócić w zarobek, ale nie jest to gwarancja przywilejów na wieki
                          > wieków amen. Państwo nie podpisało z tobą umowy 'ty się wykształcisz, a my ci
                          > damy 2 miesiące wakacji'.

                          No nie do końca tak. Może chodzi o to, ale nie wiem jak jest teraz, dawniej na wyścigi dokształcało się, robiło awans, pęczniało te teczki, co również kosztowało i raczej nie było wyboru i owszem, państwo obiecało w zamian za to to i owo. Jeśli teraz odstępuje w chamski sposób od umowy, a choćby odstępowało jak i od społecznej, to coś nie halo. To jak np. z wydłużeniem wieku emerytalnego, czy przerzucaniem bez pytania wpłacających i oszczędzjących o zdanie ich składek to tu, to tam, wg własnego widzimisię. To nie fair, mimo nawet zrozumiałych argumentów za.

                          Gdybyż to chociaż było inaczej robione, nie tak po chamsku właśnie...

                          • eeela Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 19.02.13, 22:48
                            Niestety muszę się zgodzić z tym, że reformy przeprowadzane są w Polsce słabo, przy dużych kosztach, małych korzyściach, jeśli w ogóle, i przede wszystkim w ogromnym bałaganie. Dlatego nie jest tak, że ja ten projekt entuzjastycznie popieram, i zgadzam się całkowicie, że - jakkolwiek dobro czytelników powinno być stawiane na pierwszym miejscu - należy też pochylić się nad potrzebami pracowników dostarczających usługę. Ale na pewno nie mogę zgodzić się z tym, że należy walczyć o zachowanie status quo, ponieważ status quo jest potwornie wadliwe, a argumenty za jego zachowaniem przemawiają za korzyścią jedynie wąskiej grupy. Nie podano mi w tym wątku chociaż jednego przekonującego argumentu, że praca nauczyciela bibliotekarza musi się z zasady różnić od pracy zwykłego bibliotekarza (wyjąwszy dzwonki).
                        • magrathh Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 21.02.13, 13:17
                          Przeczytałam całą rozmowę i również mam wrażenie, że nie rozumiesz, na czym polega różnica, między pracą bibliotekarza szkolnego, a pracą bibliotekarza w bibliotece publicznej.
                          Ponieważ pracowałam i w jednej, i w drugiej funkcji, miałam okazję odczuć tę różnicę na własnej skórze.
                          Piszesz:
                          Ja wypowiadałam się (a ty dosł
                          > ownie zacytowałaś) jedynie o sytuacji, w której bibliotekarz jest w szkole tylk
                          > o bibliotekarzem, i kropka. No przepraszam, ale to, ile czasu spędziłaś na doks
                          > ztałcaniu się, to jest twoja inwestycja w umiejętności i wiedzę, jakie potem mo
                          > żesz próbować obrócić w zarobek, ale nie jest to gwarancja przywilejów na wieki
                          > wieków amen.

                          Po pierwsze nie ma czegoś takiego, jak "sytuacja, w której bibliotekarz jest w szkole tylk
                          > o bibliotekarzem, i kropka." Również to, że Twoja rozmówczyni się dokształcała pedagogicznienie jest do końca jej wyborem, ale koniecznością, o ile nadal chciała pracować w bibliotece szkolnej. Podobnie wygląda sprawa z realizacją ścieżki kariery zawodowej nauczyciela wiażącej się z kosmiczną papierologią. Czyli reasumując - albo zdobywasz wykształcenie pedagogiczne i zdobywasz kolejne stopnie jak każdy inny nauczyciel, albo przestajesz pracować w bibliotece szkolnej. I to jest ta podstawowa różnica między w/w bibliotekarzami. Ci którzy twierdzą, że nie ma różnicy są więc w błędzie. Szkolnemu bibliotekarzowi nie dano innego wyjścia - wymuszono na nim bycie nauczycielem, a dokładniej nauczycielem bibliotekarzem. Właśnie po to, by móc złożyć nie jego barki część zajęć dydaktycznych, w tym większość niepłatnych zastępstw. Pod groźbą utraty pracy zmuszono do zdobycia kwalifikacji (często na własny koszt), by po likwidacji bibliotek powiedzieć "sorry, w zasadzie to jednak nie będą wam te kwalifikacje do niczego potrzebne, musicie zrobić sobie inne". Czy kiedy decydowałaś się na zrobienie doktoratu ktoś Ci postawił ultimatum "albo go zrobisz, albo nie będziesz mogła pracować w swoim zawodzie"? Bo szkolni bibliotekarze takie właśnie ultimatum dostali.
                          Jeśli chodzi o pracę papierkową - w szkole miałam jej o wiele więcej, niż w bibliotece miejskiej. Jednak być może tak było akurat w tej bibliotece.
                          Ktoś pisał o robótkach ręcznych i czytaniu w bibliotece szkolnej. Ja czasem nie miałam możliwości, żeby wyjsć do toalety, za to w publicznej zwykle udawało mi się interesujące mnie lektury poczytać w trakcie pracy. Z biblioteki publicznej nigdy też nie przynosiłam pracy do domu, czego nie można powiedzieć o szkolnej.
                          I jeszcze najważniejsze - w kwestii uwag o nędznym wyposażeniu bibliotek szkolnych. W publicznej to nie ja musiałam martwić się o fundusze na uzupełnianie zbiorów. W szkolnej ta odpowiedzialność w całości spadała na barki moje i pozostałych bibliotekarek. Na szczęście regularnie udawało nam się zdobywać pieniądze na zakup nowych książek, ponieważ pisałyśmy programy autorskie, szukałyśmy sponsorów i darczyńców, organizowałyśmy kiermasze i loterie z których dochód (choć niewielki) przeznaczałyśmy na zakup kolejnych książek i pomocy dydaktycznych.
                          • jeepwdyzlu Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 21.02.13, 14:12
                            I jeszcze najważniejsze - w kwestii uwag o nędznym wyposażeniu bibliotek szkolnych. W publicznej to nie ja musiałam martwić się o fundusze na uzupełnianie zbiorów. W szkolnej ta odpowiedzialność w całości spadała na barki moje i pozostałych bibliotekarek. Na szczęście regularnie udawało nam się zdobywać pieniądze na zakup nowych książek, ponieważ pisałyśmy programy autorskie, szukałyśmy sponsorów i darczyńców, organizowałyśmy kiermasze i loterie z których dochód (choć niewielki) przeznaczałyśmy na zakup kolejnych książek i pomocy dydaktycznych.
                            ------------
                            no i czapki z głów
                            oczywiście - jakaś część bibliotekarzy pracuje z pasją
                            ale z opisów - nawet tu w tym wątku - widać kompletną amatorszczyznę
                            Dlatego w większość szkolnych bibliotek - nie robi się nic. System niczego nie wymusza, a jak się trafi na dyrektora - wuefistę :-) to w ogóle może być dramat.
                            Zatem - system trzeba zmienić.
                            Mam wrażenie, że duże pieniądze które w ostatnich latach wpłynęły do bibliotek (z samych funduszy unijnych to są setki milionów euro) pokazały wielu decydentom, że warto inwestować w biblioteki, że te mogą być centrami aktywności obywatelskiej, wizytówkami gmin, w końcu miejscami świetnych akcji - nie mówiąc o statutowych działaniach.
                            DZIEWCZYNY (ciekawe, że w tym zawodzie tak mało facetów) - macie dużo racji OBAWIAJĄC się, że będzie dużo szkód. Tak - ale nie da się reformować systemu bezboleśnie. Inna rzecz, że wolałbym, żeby zacząć od górników :-)
                            Jedno co mnie niepokoi - i o czym tu tylko trochę dyskutujemy - że do końca nie wiadomo w jakim kierunku ma iść reforma...
                            jeep
                          • popielucha Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 21.02.13, 20:58
                            magrathh napisała:

                            > W publicznej to nie ja musiałam martwić się o fundusze na uzupełnianie zbi
                            > orów. W szkolnej ta odpowiedzialność w całości spadała na barki moje i pozosta
                            > łych bibliotekarek. Na szczęście regularnie udawało nam się zdobywać pieniądze
                            > na zakup nowych książek, ponieważ pisałyśmy programy autorskie, szukałyśmy spon
                            > sorów i darczyńców, organizowałyśmy kiermasze i loterie z których dochód (choć
                            > niewielki) przeznaczałyśmy na zakup kolejnych książek i pomocy dydaktycznych.

                            Publiczne w tej chwili również tak robią, o ile pozwalają na daną działalność przepisy, nie mają wyjścia, choć generalnie jest jak napisałaś z finansowaniem. Dużo też może zależeć od więzi jaka wytworzy się pomiędzy czytelnikami, głównie tymi stałymi a bibliotekarkami i bibliotekarzami, to czasem ludzie poratują i przyniosą coś fajnego i wartościowego.

                          • eeela Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 21.02.13, 23:19
                            albo go zrobisz, albo nie będzie
                            > sz mogła pracować w swoim zawodzie"? Bo szkolni bibliotekarze takie właśnie ult
                            > imatum dostali.

                            Tak, po twojej wypowiedzi lepiej rozumiem przyczyny rozżalenia. Zgadzam się, że istnieje duże ryzyko, że taka niesprawiedliwość się rzeczywiście wydarzy. Niestety, przy każdej reformie, zwłaszcza scalającej jednostki uprzednio działające oddzielnie, będą przetasowania kadrowe. Przy sprawnym wdrożeniu reformy można byłoby liczyć na uwzględnienie poszkodowanych w tym tranzycie, a - jak już wyżej przyznałam - widoki na sprawne przeprowadzenie reformy nie są dobre.

                            Ale z bibliotekami coś zrobić trzeba. Wydaje mi się, że pomysł ma na celu zaoszczędzenie środków na lepszy rozwój bibliotek i czytelnictwa. Na pewno będzie dużo bałaganu, na pewno będą poszkodowani, ale niewykluczone, że nowa wersja bibliotek będzie się lepiej sprawdzać. Może w większej nich dotychczas części z nich będą pracować ci, którym się rzeczywiście chce (bo konkurencja odsieje tych przykładowych mechaników). Może rzeczywiście będzie odrobinę więcej pieniędzy na zakup książek czy usług i sprzętu informatycznego.

                            Trudno mi się solidaryzowac z bibliotekarzami, choć to koledzy po fachu, kiedy widzę dojmującą potrzebę poprawy sytuacji w o wiele szerszym zakresie społecznym.
                            • magrathh Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 23.02.13, 10:08
                              Dokładnie o to mi chodziło. Również uważam, ze trzeba coś zrobić, i że cokolwiek się nie zrobi zawsze ktoś będzie poszkodowany. Zmiany nigdy nie obywają się bez czyichś strat.
                              Moja wypowiedź wyzej dotyczyła wyłącznie tego, jak postrzegana jest praca szkolnego bibliotekarza. Tego, że nie wszyscy zdają sobie sprawę, jak bardzo różni się od tego, jak powinna wyglądać praca bibliotekarza. Że czasem ta praca bibliotekarza to tylko skromny margines tego co robią, ponieważ zasypywani są setkami innych. Może gdyby mieli skromniejszy zakres, ale za to jasno wytyczonych obowiązków (zamiast jak nie wiadomo kumi, dajmy to bibliotekarzowi) mogliby wykonywać je solidniej? Może podejmując się zmian w zakresie pracy bibliotek warto pójść tym tropem? Może w szkołach bardziej niż osoba wypożyczajaca książki potrzebny jest ktoś, kto zajmie się tym, czym właśnie teraz często głównie zajmują się szkolni bibliotekarze? Czyli np pomoc w wyszukiwaniu informacji organizując bazę tych informacji, czy choćby w odrobieniu lekcji zapewniając miejsce, w którym uczeń mógłby w ciszy i spokoju to zrobić, zorganizuje pozalekcyjne zajęcia dydaktyczne, konkursy, wycieczki do teatru lub muzeum stając się kimś w rodzaju animatora kulturalnego, itp. Po lektury uczeń rzeczywiście może udać się po lekcjach do biblioteki publicznej, ale po to o czym pisałam wyżej, już nie zawsze.
                              • eeela Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 23.02.13, 17:44
                                Jak już wspominałam, pracowałam i niedlugo znów będę pracować. Nigdy nie pracowałam w bibliotekach szkolnych czy publicznych, moją domeną są biblioteki uniwersyteckie. Wypożyczanie książek to tylko jedna z wielu ról, jaką spelnia biblioteka, i z pewnością rola bibliotekarza nie powinna być do tego ograniczona. Prowadzenie warsztatów, zajęć edukacyjnych, tworzenie programów autorskich i inne rzeczy, które tu były wymieniane, nie powinny być traktowane jako specjalne zasługi, tylko standard - i w szkołach, i w bibliotekach publicznych. Wyształcenie wymagane do wypełniania tych ról powinno być ujednolicone. Jestem o tym głęboko przekonana, i dlatego tak się okopuję na swojej pozycji w dyskusji, bo nieważne jest moim zdaniem, jak wygląda dziś praca bibliotekarza szkolnego czy publicznego. Ważne jest to, jak POWINNA wyglądać. A z tym są problemy i w szkołach, i w bibliotekach publicznych, zakres obowiązków jest niejasny, szkoły traktują bibliotekarzy jak zapchajdziury, a publicznych rzado kto rozlicza z tego, jak wykonują swoją pracę. Ujednolicenie systemu i zawodu jest moim zdaniem konieczne.
                                • jeepwdyzlu Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 23.02.13, 18:16
                                  Wyształcenie wymagane do wypełniania tych ról powinno być ujednolicone. Jestem o tym głęboko przekonana, i dlatego tak się okopuję na swojej pozycji w dyskusji, bo nieważne jest moim zdaniem, jak wygląda dziś praca bibliotekarza szkolnego czy publicznego. Ważne jest to, jak POWINNA wyglądać.
                                  ----------
                                  wyjęłaś mi to z ust
                                  więcej - mimo, że bibliotekarzem może być teoretycznie każdy - to praktycznie - będzie to zawód wymagający wysokich kompetencji i na pewno znakomitego wykształcenia!
                                  jeep
              • popielucha Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 18.02.13, 23:58
                shiva772 napisała:

                > Panie z publicznej czasem przez tydzień nie mają takiej klienteli jak w szkole podczas dłu
                > giej przerwy.

                Dawno już takiego cudu nie widziałam, oj dawno...

                > Poza tym bibliotekarz chodzi na zastępstwa - bo ma przygotowanie
                > pedagogiczne - pani z publicznej nie.

                Może sobie zrobić, tylko po co, skoro potem za dodatkową pracę jej nie zapłacą, ani nijak nie zmotywują?
                W trakcie dokształcania też jej nikt nie dofinansuje czesnego, opłaty za kurs, dojazdów itp. Choć przyznaję, to zależy od dyrektora, więc kwestia indywidualna. Ale jeśli chodzi o szkolne, to przynajmniej jest szansa, publiczne - zero szans.

                > Pani z publicznej nie pojedzie na wycieczkę, nie pójdzie na zastępstwo i nie będzie też siedzieć po godzinach na radach pedagogicznych (to nie jej zakres obowiązków).

                Nie pójdzie, jeśli nie ma uprawnień, patrz j.w.
                No i czy czasem za te zastępstwa nie jest płatne dodatkowo?
                Z rad imo niewiele wynika, a i nauczyciele zwykle narzekają i nie różni się ich zdanie zbytnio od mojego ;)

                Przy tych oszczędnościach trzeba
                > jeszcze myśleć o dzieciakach. Zlikwidujcie biblioteki - zabijecie język polski
                > , dostęp do komputerów itp. Ja uczę angielskiego i historii, żeby nie było, mam
                > też skończone biliotekoznawstwo. Wolę być pod tablicą niż w bibliotece. Poza w
                > ypożyczaniem w szkole robi się skontra, przekazuje na makulaturę tony makulatur
                > y, wpisuje się do ksiąg dziesiątki nowych pozycji, kataloguje, robi konkursy,
                > statystyki itp itd. To straszne, że tego nikt nie docenia. Jak w każdej pracy s
                > ą ludzie zaangażowani i olewający. Dajcie spokój z tą nagonką.

                Zgadzam się, nie ma co wyciągać jakichś indywidualnych, nawet jeśli więcej, niż pojedynczych przypadków i przykładów, licytować się, no i nic mnie tak nie wnerwia jak mieszanie się komuś do gara - zawsze lepiej wie sąsiad jak się kumie pracuje i czy lżej, czy ciężej, niż jemu.

                A to, co - chciałam napisać "dla szkoły", ale wróć! - szkołom zrobiły panie Hall, a potem Szumilas, to Giertych przy tym siada. Podziękujcie dzieci.
                Po co analfabetom biblioteki, książki, szkoły? Praca po co? Po co jeść?
                Pan Zdrojewski również był wielce zdziwiony listem otwartym w sprawie tragicznego poziomu czytelnictwa i zakupu nowości do bibliotek, stwierdził, że to nie jego broszka, bo on tylko Narodową, a reszta to samorządy. No jesteśmy w domu.
                Skoro autorytety...
                Paa, nie mogłam się powstrzymać i nie ponarzekać jak zgorzkniała baba.
            • angazetka Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 18.02.13, 19:04
              Znam osobę po filologii polskiej, która przez pięć lat dziennych studiów na państwowej uczelni nie przeczytała ani jednej książki. I jest z tego dumna.
    • claratrueba Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 19.02.13, 05:20
      Czy pomysł by się sprawdził to tylko kwestia wykonania.
      Czego się raczej nie dowiemy, bo środowisko nauczycielskie gotowe jest bronić status quo do upadłego. Przy czym jakość biblioteki ma najmniejsze znaczenie.
      Argumenty za łączeniem, przy czym zdanie cyt. "prezydent Poznania RÓWNIEŻ rozważa przeniesienie biblioteki publicznej do szkoły" raczej wyjasnia czy to dziatwa szkolna miałaby do biblioteki gdzieś tam chodzić, są poważne- w tej chwili samorząd musi utrzymywać bibliotekę publiczną oraz szkołę. W tej pierwszej ma bardzo ograniczone środki, w tej drugiej nie ma żadnego wpływu ani na zatrudnienie kompetentnego bibliotekarza (na ogół jest to nauczyciel, dla którego "nie ma godzin") ani na to czy jaśnie panujący dyrektor kupi książki czy też inne cele uzna za ważniejsze. Z tego co widzę w trzeciej kolejnej szkole mojego syna- ważniejsze są cele, którymi można się popisać przed publiką i władzą- chociażby rolety w klasach (każdy zauważy jaka nowoczesność) niż zakup książek.
      Przenosząc bibliotekę publiczną do szkoły samorząd zyskiwałby środki na zakup książek zaoszczędzone na utrzymaniu dotychczasowego lokalu biblioteki (kilka tys. miesięcznie) + wynagrodzenie szkolnego bibliotekarza-nauczyciela (kilka tys. złotych) i miałby wpływ na to, czy ta biblioteka w ogóle jakieś książki kupuje i jak funkcjonuje. I to nie dzieci były pozbawione biblioteki w szkole (ustawa nakazuje biblioteki w szkołach) tylko dorośli musieliby iść do jakiejś szkoły zamiast do innego budynku w mieście. Do szkoły, w której coraz więcej jest miejsca na księgozbiór bo coraz mniej potrzeba go dla uczniów, co się nie zmieni.
      Środowisko nauczycielskie protestujące przeciwko temu rozwiązaniu broni wyłącznie swojej uprzywilejowanej pozycji, nie dostępności i jakości księgozbioru.
      Cos z historii- kiedy moja dawna szkoła została założona jako Gimnazjum Męskie Macierzy Szkolnej w 1906 r. jej biblioteka była ogólnie dostępna- zachowało się nawet wejście z zewnątrz. Tak było do wojny. Przy czym po odzyskaniu niepodległości korzystała z "państwowych pieniędzy" oprócz środków szkolnych, darowizn itd. Każdy mieszkaniec miasta, nie tylko gimnazjaliści, mógł z niej korzystać nie do 14 czy 15 a do 20. Nie sądzę by miało to zgubny wpływ na czytelnictwo.
      • popielucha Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 19.02.13, 18:52
        claratrueba napisała:

        Skoro biblioteki w szkole to fikcja, to nie rozumiem dlaczego do tej fikcji dołączać publiczne i fikcję jeszcze dokarmiać? To coś zmieni?
        I już widzę te zachwycone panie woźne, które pilnują wejść i wyjść, rejestrują je w jakichś kapownikach itp. ;) I jaśniepanie nauczycielki rozprawiające z czytelniczkami i z wypiekami na twarzy ;) o Roberts i Steel, aha.

        Wiecie ludzie? Zmiany są potrzebne, ale chyba guzik jeszcze wiadomo w jakim kierunku miałyby iść, żeby znów nie wywalić kasy w błoto i żeby jednak być dwa kroki do przodu, bo tak, to wciąż będziemy jeden z tyłu, jak teraz, nawet świadomi potrzeby szybkich zmian.
        To paradoks, bo na sensowne zmiany i na to, żeby odrobić straty i nadążać jest już dawno za późno. Takie rozmowy, przede wszystkim o przyszłości bibliotek publicznych, powinny się odbyć imo kilka ładnych lat temu.

        • claratrueba Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 20.02.13, 10:34
          > Skoro biblioteki w szkole to fikcja, to nie rozumiem dlaczego do tej fikcji doł
          > ączać publiczne i fikcję jeszcze dokarmiać?

          Może lepiej nie przyjmować, że to fikcja tylko rzeczywistość z cała biedą i złym systemem.
          Podam konkret: biblioteka publiczna z bibliotekarką po bibliotekoznawstwie, która i zajęcia dla dzieci prowadzi choć ciasno bardzo jesli sporo dzieciaków przyjdzie (a przychodzą, trochę to taka świetlica) - naprawdę fajne, i ma ogromną wiedzę o książkach, poleci każdemu. Nowoczesne wyposażenie ale o remont lokal błaga- za pieniądze samorządu, których brakuje. Zakupy- szkoda gadać- co powoduje, że stos. niewiele osób z niej korzysta.
          200-300 metrów dalej szkoła podstawowa, za moich w niej czasów ponad 2 tys. uczniów (klasy były ponad 40 osobowe), obecnie ok. 300, nawet sale nie są wykorzystywane i stoją puste, "bibliotekarz" dawny nauczyciel techniki, muzyki i plastyki ale mianowany to trzeba przechować do emerytury. Księgozbiór nieuzupełniany od lat.
          Widzisz jakiekolwiek dobre strony takiego stanu rzeczy? Nie warto czegoś tu zmienić?
          • popielucha Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 20.02.13, 19:53
            claratrueba napisała:

            > Widzisz jakiekolwiek dobre strony takiego stanu rzeczy? Nie warto czegoś tu zmienić?

            Ależ ja napisałam, że zmiany są potrzebne, tylko że ja konkretnie nie mam pojęcia jakie by musiały być, co zrobić, żeby uleczyć sytuację. A główny problem jaki mi się jawi, to jest od jakiej bym strony nie patrzyła i na którą bibliotekę, to brak kasy. Pierwsze co za tym idzie, oprócz fizycznie odczuwalnych w tym zawodzie - brak książek - brak motywacji, wypalenie itd. I to właściwie cały obraz, niewiele więcej trzeba słów.
            Tylko teraz tak, jeśli nie wiem co, albo raczej jak zmienić, to ja osobiście bałabym się jeszcze pogorszyć sytuację, a nie trzeba być jasnowidzem, żeby widzieć, że tu będzie tak, jak amen w pacierzu. Przy tym mając doświadczenie, jeśli chodzi o reformy w Polsce, odczute na własnej skórze, to boję się podwójnie.

            Poza tym, zmieniać - tak. Likwidować - nie.


          • popielucha Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 20.02.13, 20:09
            claratrueba napisała:

            > > Skoro biblioteki w szkole to fikcja, to nie rozumiem dlaczego do tej fikc
            > ji doł
            > > ączać publiczne i fikcję jeszcze dokarmiać?
            >
            > Może lepiej nie przyjmować, że to fikcja tylko rzeczywistość z cała biedą i zły
            > m systemem.

            Mśylałam o tym, że ktoś udaje, że coś robi - fikcja.
          • szyszkasosny Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek 23.02.13, 07:44
            Generalizujemy, uogólniamy...
            Zabrano mi jeden etat, jestem na całym etacie ( po studiach bibliotekarskich) i na pół mam polonistkę do pomocy (zabrakło dla niej godzin). Zachorowałam, po raz pierwszy od lat. Po powrocie usłyszałam - od uczniów i nauczycieli, jaka jestem niezbędna. Bo zabrakło materiałów na lekcje, bo komputery stały zamknięte w czytelni, nie było mojej pomocy przy poszukiwaniach literatury.
            Dziennie mam 40-50 osób, w nasilonych okresach - nawet 100 osób dziennie. Nie liczę tych, któzy wpadają skorzystać z internetu, wydrukować coś, posiedzieć i pogadać, albo pouczyć się.
            Biblioteka duża 19,5 tys. egzemplarzy, nie licząc oddzielnego działu podręczników. Wyjątkowa, bo gromadzona już ponad 100 lat - posiada w zbiorach książki z 19 wieku.
            Nie siedzę bezczynnie - zawsze jest coś do zrobienia, po tumulcie na przerwach. Trzeba prowadzić prace nad elektroniczną bazą danych - wpisanie takiej ilośći książek to mrówcza praca, uzupełniać kartoteki, pomóc uczniom w poszukiwaniu informacji i doborze lektur, iść na zastępstwa, pomysleć skąd wziąć fundusze na zakupy, naprawić zniszczone książki.
            W bibliotece publicznej są wyspecjalizowane działy, żaden pracownik nie robi tyle prac na raz.
            W szkole bibliotekarzy obarcza się dodatkowymi zajęciami - piszą protokoły, prowadzą kroniki, opiekują się gazetkami szkolnymi itp.
            Uczniowie w pierwszych klasach na początku nieufni, z czasem przekonują się, że u mnie znajdą pomoc w lnapisaniu zadania, w poszukiwaniu materiałów do referatów, konkursów, projektów.
            Nauczyciele też przychodzą - ci, którzy studiują i tacy, którzy mają ambicje pracy nie tylko z podręcznikiem, ale też z wykorzystaniem różnych źródeł informacji.
            Mogę odejść już na emeryturę, mam uprawnienia. Z goryczą się uśmiecham - po mnie będzie potop.
            Szkoda mojej i poprzednich bibliotekarek pracy, szkoda wkładu finansowego w remonty, sprzęt. Moja biblioteka przeszła duży remont i teraz jest naprawdę ładna i spełnia wszystkie wymogi nowoczesności.
            Wbrew pozorom takich bibliotek szkolnych jest sporo. Nie myślcie stereotypowo, że to tylko zapyziałe miejsca, gdzie w stoją na półkach same starocie oprawione w szare papiery.
            • jeepwdyzlu @szyszkasosny 23.02.13, 10:30
              Z goryczą się uśmiecham - po mnie będzie potop.
              ------------
              łudzisz się
              nie ma ludzi niezastąpionych

              Szkoda mojej i poprzednich bibliotekarek pracy, szkoda wkładu finansowego w remonty, sprzęt. Moja biblioteka przeszła duży remont i teraz jest naprawdę ładna i spełnia wszystkie wymogi nowoczesności.
              ---------------------------
              reforma powinna pozostawić decyzje w rękach samorządów
              Jesli biblioteka jak Twoja jest duża, generuje ruch i jest potrzebna - decyzją RODZICÓW (o nich nikt nawet nie wspomniał w tej dyskusji), dyrektora szkoły i oczywiście radnych - dalej się ją finansuje i wspiera...

              Wbrew pozorom takich bibliotek szkolnych jest sporo.
              ------------
              eee tu nie masz racji do końca...
              Zresztą to co piszesz tu:
              . Bo zabrakło materiałów na lekcje, bo komputery stały zamknięte w czytelni, nie było mojej pomocy przy poszukiwaniach literatury.
              --
              świadczy wyłącznie o skandalicznej organizacji...
              Pozdrawiam
              jeep

              jeep
              • shiva772 Re: @szyszkasosny 23.02.13, 20:37
                jeepwdyzlu napisał:
                Jesli biblioteka jak Twoja jest duża, generuje ruch i jest potrzebna - decyzją RODZICÓW (o nich nikt nawet nie wspomniał w tej dyskusji), dyrektora szkoły i oczywiście radnych - dalej się ją finansuje i wspiera...
                -------------------------------------------------------------------------------------------
                Łomatko :) O naiwności ludzka.
                Napiszę wprost: zlikwidują bez pytania rodziców o zdanie, radni i dyrektor podporządkują się wójtowi/burmistrzowi, którego jedynym celem są oszczędności (nieważne są koszta społeczne) a potem będzie pytanie co robić bo rodzice protestują. Tylko, że juz będzie za późno.
              • szyszkasosny Re: @szyszkasosny 23.02.13, 21:48
                jeep : eee tu nie masz racji do końca...
                > Zresztą to co piszesz tu:
                > . Bo zabrakło materiałów na lekcje, bo komputery stały zamknięte w czytelni, ni
                > e było mojej pomocy przy poszukiwaniach literatury.
                > --
                > świadczy wyłącznie o skandalicznej organizacji...
                > Pozdrawiam

                Nie świadczy o skandalicznej organizacji, tylko o oszczędnościach podjętych przez samorząd.
                Wówczas, kiedy były dwa etaty, choroba jednej z nas nie powodowała większych zakłóceń w pracy biblioteki -jedna zastępowała drugą. Teraz jest etat i pół etatu dodatkowo i dlatego pojawił się problem.
    • Gość: młoda Re: o czytelnictwie c.d. - łączenie bibliotek IP: *.205.86.13.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 23.02.13, 21:07
      Jeżeli dobrze zrozumiałam Wasze wypowiedzi, cały czas dyskutujecie o biliotekarzach szkolnych czy tych z bibliotek miejskich. O przwilejach jednych i pracy drugich. A przecież, wydaje mi się, powinno się rozmawiać o uczniach, co jest dla nich lepsze. Bo to głównie o nich chodzi. Uważam, że w szkole powinny być biblioteki, by dzieci i młodzeż miały bliżej do książek.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja