Dodaj do ulubionych

Daj sobie spokój z książkami!

12.12.13, 14:35
To przeżytek. Miały sens gdy się umierało z nudów, będąc przez całe życie uwiązanym do swej mieścinki, domu, skrawka ziemi... itd., a świat i ciekawych ludzi można było poznać tylko z książek. Dzisiaj jest inaczej, przez co więcej ludzi pisze książki, niż czyta, i pisarzy musi utrzymywać państwo, jak żubry w rezerwacie. Szkoda czasu na tą błazenadę.
Zamiast czytać książki - po prostu żyj, szukaj ciekawych ludzi, poznawaj świat. Dzisiaj masz taką możliwość! Chwytaj dzień. Najlepsi pisarze nie czytali książek, tylko żyli i dlatego mieli o czym pisać, a pisali żeby zdobyć forsę na ciekawe życie.
Życie spędzone na lekturze książek to życie stracone, nie przeżyte. Żadna książka nie dorówna twoim własnym przeżyciom, bo to erzac dla ciamć.
Obserwuj wątek
    • jeepwdyzlu Re: Daj sobie spokój z książkami! 12.12.13, 14:57
      haha
      a skąd pewność że my nie żyjemy? nie bzykamy, nie smakujemy, nie pijemy świetnych win, znakomitych kaw w najpiękniejszych miejscach świata?
      albo nie cieszymy się zachodem słońca w Pasłęku?

      Wielbiciel książek to zakurzona stara panna z biblioteki w Przasnyszu?
      Nie te czasy prowokatorze świąteczny :-)
      ciao
      jeep
        • maniaczytania Re: Życie bowiem polega na chlaniu w klubie 12.12.13, 18:03
          pojechalas ;)

          i napisze teraz, jak niektorzy w innych watkach - bo miedzy czytaniem ksiazek a chlaniem w klubach to juz nic nie ma? trzeba tak od razu w skrajnosc popadac? nie lepiej sie troch ezastanowic, ze, moze, chociaz odrobine moze, autor ma troche racji? Choc wcale nie musi sie ona odnosic do nas konkretnie...
              • jeepwdyzlu jak chlać to naprawdę... 12.12.13, 18:39
                przesadzic mozna kwiatki w ogrodku ;)
                --------
                ale Jej powiedziałaś!!!

                Trochę off topic ale uważam, że najbardziej wiarygodni są pisarze, którzy wiedzą o czym piszą. Hemingway tak pisał a z żyjących - Eco...
                jeep
                • maitresse.d.un.francais Re: jak chlać to naprawdę... 12.12.13, 19:36
                  Trochę off topic ale uważam, że najbardziej wiarygodni są pisarze, którzy wiedzą o czym piszą.

                  Bardzo ogólna,mglista uwaga, przy tym ryzykowna, bo zaliczają się tu wszystkie dziunie popełniające utwory typu "Życie singielki w wielkim mieście


                  Hemingway tak pisał a z żyjących - Eco...

                  Hemingwaya nie czytałam, a Eco mnie zanudził.
                  • jeepwdyzlu ad vocem 12.12.13, 20:04
                    Bardzo ogólna,mglista uwaga, przy tym ryzykowna, bo zaliczają się tu wszystkie dziunie popełniające utwory typu "Życie singielki w wielkim mieście




                    Hemingwaya nie czytałam, a Eco mnie zanudził.
                    ----------------------
                    bardzo ogólna, mglista i ryzykowna teza jak na osobę, która nie czytała Hemingwaya (a Eco znudził)

                    jeep
                    • maitresse.d.un.francais Re: ad vocem 12.12.13, 20:18


                      no tak, zapomniałam, że:

                      1. jeep ma zawsze rację, a jak nie ma racji, to patrz punkt 1

                      2. jeep raczy dyskutować tylko z tymi osobami, które podzielają jego czytelniczy gust (i znają co do litery WSZYSTKO TO, co on przeczytał)

                      przepraszam, że zapomniałam się i myślałam, że z jeepem można normalnie podyskutować, a co za tym idzie, śmiałam skrytykować jego natrafniejszą w świecie tezę, bo przecież z jeepem nie dyskutuje się, tylko z wdzięcznością przyjmuje okruchy jego czytelniczej wszechwiedzy

                      kajam się i leżę pod stołem z powodu niewybaczalnego błędu, jakim jest nieprzeczytanie Najwspanialszego Na Świecie Hemingwaya i niezachwycenie się Najwspanialszym Na Świecie Eco - no bo jak nie zachwyca, skoro nie zachwyca?

                      Ach, Eco! Od dziesięciu lat nie czytam nic innego, jak tylko Eco i za każdą lekturą znajduję w nim nowe, wspaniałe myśli! Próba przeczytania kogokolwiek innego powoduje u mnie biegunkę.

                      Prowadź, Jeepie, o Guru!
                      • jeepwdyzlu Re: ad vocem 13.12.13, 10:35
                        jeep raczy dyskutować tylko z tymi osobami, które podzielają jego czytelniczy gust (i znają co do litery WSZYSTKO TO, co on przeczytał)

                        przepraszam, że zapomniałam się i myślałam, że z jeepem można normalnie podyskutować, a co za tym idzie, śmiałam skrytykować jego natrafniejszą w świecie tezę,
                        -------------
                        nie dyskutujesz z moimi tezami
                        tylko je oceniasz jako mgliste i ryzykowne

                        a admin toleruje twoje chamstwo
                        szkoda...
                        jeep
                          • maitresse.d.un.francais Re: ad vocem 13.12.13, 17:08
                            eeela napisała:

                            > Admin nie czuje się przekonany, że określanie czyichś tez jako mglistych i ryzy
                            > kownych jest chamstwem.
                            >
                            Bo to admin jest adminem, a nie jeep. :-P

                            Niemniej podejrzewam, że jeep jakiegokolwiek admina (niebędącego nim) traktuje jak rodzaj woźnego szkolnego, który - cóż za skandal! - nie jest osobistym służącym jeepa.

                            Eeelu, chyba będziesz miała maila. :-P
                    • jochweta Re: Życie bowiem polega na chlaniu w klubie 17.01.14, 14:31
                      na koniu się galopuje, nie da się konia (ew. na koniu) zagalopować, można konia zajechać
                      holownik holuje nie ma formy "przeholować uszkodzony pojazd", można użyć formy: odholować

                      oba określenia, zarówno: przeholować jak i zagalopować są synonimami określenia przesadzić, inne to: przebrać miarę, przekroczyć granicę, posunąć się za daleko, nadużyć, przedawkować, przedobrzyć, przeciągnąć strunę, zapędzić się, - nie chce mi się dłużej

                      "przegiąć" - występuje w literackim języku polskim, polecam lekturę Marka Hłasko

                      natomiast w tym kontekście określenie "pojechać" jest oczywiście określeniem slangowym, ulicznym i nie ma nic wspólnego z literaturą
      • Gość: wanka3 Re: Daj sobie spokój z książkami! IP: *.static.espol.com.pl 20.01.14, 11:03
        No cóż można odpowiedzieć? Bez czytania nie ma poprawnej i dobrej polszczyzny. Tylko język pisany oparty jest na "żelaznych" zasadach dobrego literackiego języka ogólnopolskiego. Reszta to język potoczny - okazjonalizmy, prowincjonalizmy i różne lizmy. Bez znajomości języka pisanego nie daje się porozumiewać dobrą polszczyną, a tym bardziej nie sposób nauczyć się dobrze pisać. Czyli powrót na którąś gałąź drzewa, z którego zeszliśmy. Rozwój cywilizacji, myślenia, wyższych emocji zaczął się wraz z rozwojem języka, a to odróżnia człowieka od innych istot. Nie da się KOMFORTOWO ŻYĆ CZŁOWIEKOWI I EWOLUOWOAĆ NA TYM ZIEMSKIM ŚWIECIE BEZ CZYTANIA.
    • eeela Re: Daj sobie spokój z książkami! 12.12.13, 17:10
      Nie da się przeżyć wszystkiego, a przede wszystkim nie wszystko się chce przeżywać. Książki - jak film, teatr, muzyka czy malarstwo - pozwalają nam przeżywać katharsis, czyli oczyszczenie za pomocą przeżywania nie swoich przeżyć. Tak jest o wiele łatwiej. Człowiek doświadcza jedynie namiastki bólu i odbicia rozpaczy, nie musi przez to sam przechodzić więcej niż to konieczne, a mimo to wciąż się o nich uczy i lepiej je dzięki temu rozumie.

      A twoja prowokacja nie jest niczym nowym, więc jeśli wydaje ci się, żeś tutaj awangardą i rewolucjonistą, to się głęboko mylisz. Podobni tobie mędrkowie pojawiają się tu regularnie ze swoimi prawdami oświeconymi. Zastanawia mnie tylko, po co przychodzą na Forum Książki, skoro nie widzą w czytaniu książek celowości.
      • eeela i jeszcze 12.12.13, 17:12
        >Najlepsi pisarze nie czytali książek, tylko żyli i dlatego mieli o czym pisać, a pisali żeby zdobyć >forsę na ciekawe życie.

        I jeszcze tylko ciekawa jestem, którzy to są pisarze ;-)
      • maitresse.d.un.francais Re: Daj sobie spokój z książkami! 12.12.13, 17:25

        > iają się tu regularnie ze swoimi prawdami oświeconymi. Zastanawia mnie tylko, p
        > o co przychodzą na Forum Książki, skoro nie widzą w czytaniu książek celowości.

        Bo są ciency w trollingu. :-P

        Wchodzą więc na fora tematyczne, poświęcone danemu hobby, i zakładają wątki typu "Wasze hobby to szajs".
        >
        • aria.na Re: Daj sobie spokój z książkami! 12.12.13, 17:50
          maitresse.d.un.francais napisała:

          >
          > > iają się tu regularnie ze swoimi prawdami oświeconymi. Zastanawia mnie ty
          > lko, p
          > > o co przychodzą na Forum Książki, skoro nie widzą w czytaniu książek celo
          > wości.
          >
          > Bo są ciency w trollingu. :-P
          >
          > Wchodzą więc na fora tematyczne, poświęcone danemu hobby, i zakładają wątki typ
          > u "Wasze hobby to szajs".


          I dlatego w takim wypadku najlepiej nie dać się sprowokować i zostawić taki wątek bez odpowiedzi...
          Z cyferką (1) umrze śmiercią naturalną, spychany coraz niżej;)
          • solaris_1971 Re: Daj sobie spokój z książkami! 12.12.13, 20:51
            Jeep w pierwszym poscie juz wszystko napisal. Ja sie nie bde wdawac w slowne przepychanki, tylko odpowiem merytorycznie.

            Otoz stwierdzam jednoznacznie, ze zyje. Moim najwiekszym hobby wcale nie ejst czytanie tylko podrozowanie i jezyki obce. A od jakiegos czasu gotowanie i poznawanie nowych smakow. Teraz gdy gdzies jade, to rownie wazne jak to, jakie muzea zwiedze, jest to, jakie lokalne potrawy zjem.chodze jako sluchaczka na 2 wyklady na uniwersytecie.
            Staram sie urozmaicac zycie jak moge. Chodze na imprezy, do kina ( dzisiaj bylam na 2 filmach ), spotykam sie z ludzmi, jezdze na rowerze, plywam itd. Jestem kobiete, wiec moda tez nie jest mi obojetna.
            To ja nie zyje ?
            Oprocz tego duzo czytam. A wiesz dlaczego ? Glownie dlatego, zeby od tego zasranego, ciekawego, urozmaiconego zycia odpoczac.Zeby za pomoca ksiazki przeniesc sie w inny swiat.
            A dopiero potem dlatego, ze mnie interesuje literatura.

            A Ty, drogi Autorze watku, nie czytaj dalej. Twoja strata. A ja sobie bede czytac dalej.
    • claratrueba Re: Daj sobie spokój z książkami! 13.12.13, 07:19
      Żadna książ
      > ka nie dorówna twoim własnym przeżyciom, bo to erzac dla ciamć.

      mam nadzieję, że miłośnicy kryminałów (ze szczególnym uwzględnieniem twórczości Val McDermid) nie wezmą sobie tej rady do serca.

      A tak poważnie, to sporo w życiu przeżyłam, sporo świata zwiedziłam, sporo ciekawych ludzi znam. Wcale mi książki w tym nie przeszkodziły.
      Umożliwiły mi za podróż w czasie. I poznanie takich ludzi, których w realu nie poznam- albo nie żyją, albo raczej takich nie spotykam. Czego autorce/autorowi szczerze życzę. Na pewno ma na to jakiś sposób.
    • spinoff Wiara w książkę to naiwność! 13.12.13, 11:55
      Oczywiście, można żyć w błogiej naiwności i dopóki nie uświadomisz sobie, że to jest szkodliwe, będziesz szczęśliwy, jak ćpun kirający terprentynę, albo alkoholik pociągający z flaszki. Ale kiedyś to do ciebie dotrze. Kiedy? Gdy będzie już za późno!
      Z książką jak z narkotykiem - dwa typy ludzi to cudo zachwalają: ci, którzy z tego żyją, oraz uzależnieni.
      Kilka lat temu, sławny piłkarz Ronaldo, ale Brazylijczyk, nie Portugalczyk, wyznał szczerze, że przeczytał w życiu tylko jedną (1!) książkę, a i jej nie zdołał przeczytać do końca. Podobała mu się, owszem, nawet bardzo, ale zauważył, że odkąd zaczął ją czytać, był taki rozkojarzony, miał taki mętlik w głowie, że nic mu nie wychodziło na boisku, nogi mu się plątały i nie mógł trafić piłką w bramkę. Słusznie powiązał te fakty ze sobą, bo gdy tylko zarzucił lekturę, sportowa forma natychmiast wróciła i znów strzelał gola za golem. Niestety, kariera piłkarza Ronaldo i tak wkrótce uległa ostatecznemu załamaniu po tym, jak trzy prostytutki, z którymi spędził upojną noc, okazały się być mężczyznami. Znów miał mętlik w głowie, z którym już sobie w żaden sposób nie mógł poradzić. Ale to całkiem inna historia.
      Ja jednak mówię z własnego doświadczenia, jako czytelnik, który przeczytał - lekko licząc - kilka tysięcy książek, od Adorno po Żiżka... dla chwilowej przyjemności! I mówię do młodych nałogowców, a nie ludzi, którzy czytają na rok kilka książek znalezionych pod choinką.
      Mam swoje lata, dlatego ostrzegam, cytując Kwasa: nie idź tą drogą. To karygodna strata czasu. Masz jedno życie, nie trać go na książki. Tyle ci one dadzą, że będziesz mógł popisać się przed znajomymi erudycją. Ale życie znajomych, którzy nie przeczytali nic poza kilkoma lekturami szkolnymi w dzieciństwie, będzie znacznie bardziej satysfakcjonujące, ciekawsze i pełniejsze od twojego.
      Pierwsza z brzegu kasjerka w Biedronce czy Żabce przeczytała więcej książek od wszystkich naszych ministrów razem wziętych z premierem włącznie. Znam taką, która przeczytała ich więcej ode mnie. Nikt znany mi nie przeczytał więcej! Co jej to dało? Nic. Ona jest kasjerką, a oni mają władzę! Możesz sam sprawdzić w swoim otoczeniu, że ludzie oczytani znajdują się najniżej w hierarchii każdej firmy. Jak i całego tzw. rozwiniętego świata. Może ci się to nie podobać, ale taki jest świat, w którym żyjesz.
      • grzeczna_dziewczynka15 Re: Wiara w książkę to naiwność! 13.12.13, 12:07
        To niestety prawda, co piszesz. Ja już, niestety, chyba wpadłam w ten okropny nałóg. Najlepszy wieczór sobotni, czy piątkowy, to jak ludzie dadzą mi święty spokój i mogę poczytać. I, tak, jak przytoczozny przez Ciebie Ronaldo, jestem zbyt rozkojarzona w życiu zawodowym, żeby móc zarabiać. Kiedyś miałam dużo znajomych, byłam towarzyska, a teraz? też myślę o tym, że zamiast czytać o bałkańskich wzgórzach (obecnie w "Żonie tygrysa" Tei Obreht) lepiej byłoby zarobić kasę i tam pojechać. Ale już zinternalizowałam poststrukturalistyczne pierdoły, że żyje się w języku.
      • eeela Re: Wiara w książkę to naiwność! 13.12.13, 13:04
        > Oczywiście, można żyć w błogiej naiwności i dopóki nie uświadomisz sobie, że to
        > jest szkodliwe, będziesz szczęśliwy, jak ćpun kirający terprentynę, albo alkoh
        > olik pociągający z flaszki. Ale kiedyś to do ciebie dotrze. Kiedy? Gdy będzie j
        > uż za późno!

        Ja bym jeszcze chciała wiedzieć, co to znaczy 'za późno' oraz 'szkodliwe'. Szkodliwe jest palenie, a mimo to robię to, bo lubię. Zapewne kiedyś mi przyjdzie za to zapłacić, ale mam to w nosie, bo tak czy inaczej przyjdzie mi płacić za to, że żyję, i mniej dla mnie ważne jest to, jak będzie wyglądać ta zapłata, a ważniejsze to, jak na obecną chwilę cieszy mnie życie. I dopóki cieszy mnie teraz i nikogo przy okazji nie krzywdzę, mogę sobie nałogowo pić, palić, czytać książki albo dłubać w nosie, i ani ty, ani nikt inny nie są w stanie w sposób w pełni poinformowany wypowiadać się, co jest dla mnie lepsze.
        • spinoff Re: Wiara w książkę to naiwność! 13.12.13, 14:39
          Czy na forum o książkach można pisać o książkach tylko dobrze? A na forum o narkotykach można narkotyki tylko zachwalać?
          Twoje reakcje na czyjeś spostrzeżenia i rady - może wg ciebie rady dość osobliwe, niewygodne albo i niemądre, ale płynące z doświadczenia i dawane przecież w dobrej wierze - dowodzą, że książki nie potrafią nauczyć ludzi nawet kultury. Nawet tego!
          Czy dlatego, że ty palisz, wszyscy mają zachwalać palenie? Nikt nie może odradzać? Pomyśl! Ty je zachwalaj, ja stanowczo odradzam. Swoją drogą, kiedyś zachwalano je jak książki, uchodziły za lekarstwo na astmę, gruźlicę i różne inne schorzenia! Biznes to biznes. A jeśli ludzie przestrzegają cię przed rakiem to są prowokatorami, mędrkami, trollami... Więc ostatnia moja rada: idź już konsekwentnie, po co reagujesz na głupie prowokacje...
          Bez odbioru.
          • eeela Re: Wiara w książkę to naiwność! 13.12.13, 15:15
            dowodzą, że książki nie potrafią nauczyć ludzi nawet kultury. N
            > awet tego!

            A gdzie w moich wypowiedziach odnalazłeś brak kultury? W tym, że się z tobą nie zgadzam i uznaję twoje działania za bezzasadne? Bo od ciamć to chyba nie ja cię wyzwałam ;-)
      • Gość: brnXB Re: Wiara w książkę to naiwność! IP: *.mikoland.net 13.12.13, 14:19
        myślałem że spinooff to jakiś troll, ale nie, pisze do rzeczy.

        "Ja jednak mówię z własnego doświadczenia, jako czytelnik, który przeczytał - lekko licząc - kilka tysięcy książek, od Adorno po Żiżka... "

        zakładając optymistycznie: stała średnia 1 książka na 3-4 dni daje 100 książek rocznie. Więc aby łyknąć kilka tysięcy - potrzeba kilka dekad. Więc albo spinooff ma rzeczywiście swoje lata, albo latami profanował autorów od Adorna po Żiżka tzw. ekspresowym czytaniem.

        "nie trać go na książki. Tyle ci one dadzą, że
        > będziesz mógł popisać się przed znajomymi erudycją."

        Dodałbym (coś podobnego włożył chyba Flaubert w usta jednej z postaci), że po nałogowym czytaniu powieści ludzie w otoczeniu wydają się nudni, mający niewiele do powiedzenia, niezaskakujący. I tak bywa, ale po co popisywać się przed "znajomymi"? znajomi to suchary, jedynym bytem o uwagę którego warto zabiegać to kobieta z którą chce się uprawiać sex. Cytując apokryf chrześcijański z Egiptu II n.e. "Erudycja [jest] trucizną Lucyfera, gdyż używający jej mieszczanie skłaniali cnotliwe niewiasty ku lubieżności i zatraceniu"
          • Gość: brnXB Re: Wiara w książkę to naiwność! IP: *.mikoland.net 13.12.13, 15:25
            na złość?! Jeśli moją wypowiedź odczytałeś jako złośliwą to niewłaściwie. Co do wyliczanki - po prostu się podzieliłem z innymi że kilka tyś. pozycji to granica człowieka. Sam bym ją chętnie spróbował w życiu przekroczyć, ale nie mam cienia szans: za wiele czasu i zdrowia trace na inne rozrywki, coś kosztem czegoś - sedno tematu... na ten temat polecam piosenkę która miała dziś premiere: www.youtube.com/watch?v=37AzmG-wGgI
          • solaris_1971 Re: Wiara w książkę to naiwność! 13.12.13, 15:26
            Nadmierne czytanie ( ale to to dla jednego jest nadmierne , dla drugiego jest ok ) rzeczywiscie moze miec negatywne skutki.
            Ja czytam zeby sie oderwac od rzeczywistosci. I czasami za bardzo sie odrywam.
            Przypomnial mi sie " Grek Zorba " Kazantzakisa. To zderzenie dwoch ludzi i dwoch sposobow na zycie : intelektualisty pograzonego w ksiazkach i czlowieka cieszacego sie sloncem, morzem, pieknem krajobrazu, dobrym jedzeniem. W pewnym momencie intelektualista z Aten czytajac ksiazke mysli sobie tak, ze gdyby mial do wyboru przezyc piekna historie milosna albo przeczytac piekna powiesc o milosci, to wybralby to drugie.
            Trzeba po prostu znalezc umiar i tyle.
            • solaris_1971 spinof 13.12.13, 15:36
              "Możesz sam sprawdzić w swoim otoczeniu, że ludzie oczytani znajdują się najniżej w hierarchii każdej firmy. Jak i całego tzw. rozwiniętego świata."
              Moze jakies przyklady ?

              Ja nie tylko niczego takiego nie stwierdzilam, sama jestem zaprzeczeniem Twojej teorii.

              Jak do tej pory na rozmowach kwalifikacyjnych glownie robilam bardzo dobre wrazenie moimi hobby, czyli znajomoscia jezykow obcych ( tych nieprzydatnych, nie angielskiego czy niemieckiego ), znajomoscia literatury i kolekcjonowaniem antykow i porcelany.
              Kiedys ubiegalam sie o stanowisko asystentki. W CV w rubryce " zainteresowania " wpisalam literature i podroze. Facet przez prawie 2 godziny gadal ze mna o literaturze, po czym zaproponowal mi stanowisko menadzera.
              • eeela Re: spinof 13.12.13, 16:11
                Ja pracuję na uniwersytecie. Książki czytają wszyscy, od sprzątaczek po dziekanów. Nie wiem, kto czyta więcej, ale jednak zakładam, że profesura, bo to w końcu niezbędny element ich pracy ;-)
                • maitresse.d.un.francais Re: spinof 13.12.13, 17:18
                  eeela napisała:

                  > Ja pracuję na uniwersytecie. Książki czytają wszyscy, od sprzątaczek po dziekan
                  > ów.

                  Dziekan nieczytający książek to chyba jednak nawet na prywatnej uczelni nie występuje.
                • staua Re: spinof 13.12.13, 18:38
                  Hehe, ditto. A nawet nie jestem humanistką.
                  Może chodzi o jakieś korporacujne wizje rodem z American Psycho? Trochę przebrzmiałe.
        • grzeczna_dziewczynka15 Re: Wiara w książkę to naiwność! 13.12.13, 19:15
          I tak bywa, ale po co popisywać się przed "zna
          > jomymi"? znajomi to suchary, jedynym bytem o uwagę którego warto zabiegać to ko
          > bieta z którą chce się uprawiać sex.

          Zgadzam się, po to, żeby z kobietą albo mężczyzną, albo osobą nieidentyfikującą się płciowo, uprawiać dobry seks, warto czytać książki. Nie tylko, by zaintrygować, ale by jakość seksu polepszyć;)
      • shiva772 Re: Wiara w książkę to naiwność! 13.12.13, 23:11
        Wiesz, spinoff, dowodzisz że uzależnienie od czytania jest złe ale ten przykład z Ronaldo i jego jedną książką pasuje tu jak pięść do nosa :)
        Między uzależnieniem od książek a normalnym czytaniem do poduszki jest ocean prawdy.
        Między życiem/ wiedzą/szczęściem a tymi co mają władzę też daleko. Masz problem bo strwoniłeś czas na książki i ... nic? Nie masz władzy? Oj. Niewłaściwe książki czytałeś.
        Nie każdy chce rządzić :) Są ludzie którzy cenią sobie najbardziej święty spokój.
        • eeela Re: Wiara w książkę to naiwność! 13.12.13, 23:42
          > Nie każdy chce rządzić :) Są ludzie którzy cenią sobie najbardziej święty spokó
          > j.

          Rządzenie wcale nie wydaje mi się wielkim rarytasem. Kto jest ważniejszy w Google, manager czy programista? W szpitalu manager czy chirurg? Zgadzam się, że do rządzenia czymkolwiek wielkie oczytanie jest zbędne. Nie chcę umniejszać wagi umiejętności menadżerskich, bo są ważne dla wszystkich, których pracę i działania się organizuje, ale podstawą rozwoju i solą tej ziemi są ci, którzy tej pracy i działań dokonują.

          No i jest też władza umykająca prostym pomiarom, czyli władza nad umysłami ludzkimi - a taką ma każdy co bardziej poczytny pisarz.
    • claratrueba nie naiwność 14.12.13, 05:21
      Naiwnością byłoby twierdzenie, że czytanie jest JEDYNYM czynnikiem decydującym o karierze, pozycji, finansach. Nie jest i nigdy nie było. Są czynniki, których czytanie lub nieczytanie nie zmieni: pewność siebie lub jej brak, które często wynikają z urody lub jej braku czy defektów, środowisko wspierające ambicje młodego człowieka lub je tłamszące, posiadanie lub nieposiadanie w otoczeniu osoby mogącej być wzorem i wsparciem, determinacja by osiągnąć to-i-to. Czytanie nie zmieni również czynników obiektywnych jak bezrobocie i zmieni małego miasteczka w metropolię.
      Podobnie, takim czynnikiem nie jest- szkoła. Tu osobiste obserwacje: "grzeczne kujony zostają nauczycielami, niegrzeczne olewusy zostają kim chcą". Szczególnie te olewusy, które wolały poczytać niż kuć wyświechtane szkolne frazesy.
      Przykład pań z Biedronki pozwolę sobie zrównoważyć przykładem swojej klasy- na 32 osoby czytało ok.10, reszta tylko kuła, bo to szkoła o wysokim poziomie była. Kto z nas pracuje teraz w tzw. prestiżowych zawodach, ma pracę, która jest pasją a nie wyrobnictwem? Dokładnie te 10 osób. Co w większości przypadków przekłada się na sporo wyższe dochody, ale nie zawsze. niektórzy kochają robić to, co robią a nie to, co daje więcej kasy.
      Związek czytania z sukcesem jest niewielki w biznesie i polityce. Tu decyduje charakter- upór, determinacja i specyficzna osobowość biznesmena czy polityka.
      Związek czytania z sukcesem w zawodach inteligenckich jest ogromny. Osób nieczytających nie ma na topie zawodów prawniczych, lekarzy, nie ma wśród kadr wyższych uczelni, nie ma nawet wśród "technicznych" - architektów, inżynierów. Często są to osoby, które już czytają mało beletrystyki, zmuszeni do poświęcania czasu literaturze fachowej. Ale przez całe życie towarzyszyły im książki- rozwijając zdolność analizy, wyobraźnię, bogaty język, który "powie wszystko, co pomyśli głowa". Pani z Biedronki nie wykorzysta swojego oczytania przy kasie. Oni- tak.
      A ludziom czytającym inni żywi ludzie rzeczywiście wydaja się nudni, puści i niewarci słuchania. Ludzie nieczytający. Bo oni po prostu są nudni z tym swoim językiem, którym nie bardzo potrafią wyrazić, o co im chodzi za to skutecznie powielają zasłyszane w tv i na ulicy błędy językowe, z tymi ich "przemyśleniami" głębokimi jak kałuża, z tymi wnioskami powierzchownym bo w głebszej analizie umysł niećwiczony, z tymi ich "przeżyciami"- zakupy, tv, balanga, dziecko kupkę zrobiło, sąsiedzi samochód nowy kupili itd.
      A żywi ludzie czytający wcale nudni się nie wydają, ani to co mówią, ani to jak mówią. Z tymi można dyskutować i jest to ciekawe.

      • eeela Re: nie naiwność 14.12.13, 13:04
        Tu osobiste obserwacje: "grzeczne
        > kujony zostają nauczycielami, niegrzeczne olewusy zostają kim chcą". Szczególni
        > e te olewusy, które wolały poczytać niż kuć wyświechtane szkolne frazesy.

        Mam dokładni takie same osobiste obserwacje :-) Szkoła była z ambicjami i mocno stawiała nacisk na kucie - takie były czasy, że ambicje równały się kuciu, i nikt jeszcze nie miał pomysłów na testy, które można zdawać bez większej wiedzy - więc większość kuła, a pewien margines się przemykał, olewał, zajmował własnymi rzeczami. Dzisiaj licealni olewacze jeżdżą po świecie, tłumaczą, piszą, pracują naukowo, a kujony siedzą w tym samym miejscu i najczęściej pracują w administracji. Na pewno część z nich z czasem ruszy na kierownicze stanowiska - w końcu bycie kujonem nie jest samo w sobie złe, świadczy o determinacji i pracowitości - ale ja tam ze swojej perspektywy nie mam problemu z ocenieniem, kto ma ciekawsze życie.
              • eeela Re: Eeelu, czy koniecznie 14.12.13, 19:10
                Moje sygnaturki reprezentują moje osobiste poglądy i nie wyrażam nimi poparcia dla agencji wydawniczych. A twoje uzupełnienie nijak nie stoi w sprzeczności z treścią tej sygnaturki. Zgadzam się zresztą, że religię w tym zdaniu można byłoby zastąpić fanatyczną wiarą w cokolwiek (nie tylko w bogów), ale jest to cytat, dlatego pozostaje w stanie nienaruszonym.
                • maitresse.d.un.francais Re: Eeelu, czy koniecznie 14.12.13, 19:18
                  eeela napisała:

                  > Moje sygnaturki reprezentują moje osobiste poglądy i nie wyrażam nimi poparcia
                  > dla agencji wydawniczych.

                  Tak się jakoś dziwnie składa, bez urazy, że akurat na gazecie tego typu poglądy wyznaje większość forumowiczów.


                  A twoje uzupełnienie nijak nie stoi w sprzeczności z
                  > treścią tej sygnaturki.

                  Nie stoi, ale mogłoby ją zastąpić. :-P



                  Zgadzam się zresztą, że religię w tym zdaniu można było
                  > by zastąpić fanatyczną wiarą w cokolwiek (nie tylko w bogów), ale jest to cytat
                  > , dlatego pozostaje w stanie nienaruszonym.

                  Rozumiem, że również fanatyczną wiarą w Nowego Niewierzącego Człowieka, Lepsze Jutro, Pomoc Chorym Dzieciom*, Rozwiązanie Kiedyś Wszelkich Problemów Ludzkości i tym podobne?

                  *które to nieszczęsne chore dzieci w dniu 18. urodzin przechodzą tajemniczą przemianę i od tej pory nie są już Biednymi Chorymi Dziećmi, ale Wstrętnymi Leniami i Darmozjadami, i brzydzą się nimi dokładnie ci sami ludzie, którzy gotowi są zabić dla dobra Biednych Chorych Dzieci
                • maitresse.d.un.francais Re: Eeelu, czy koniecznie 14.12.13, 19:20
                  eeela napisała:

                  > Moje sygnaturki reprezentują moje osobiste poglądy i nie wyrażam nimi poparcia
                  > dla agencji wydawniczych.

                  Srali muszki.

                  Jeśli na Ekai piszesz "Bóg jest wielki", a na Gazecie "Religia powoduje wiele tragedii", to wybacz, ale samo ci się niejako popiera. :-P
                  • eeela Re: Eeelu, czy koniecznie 14.12.13, 19:50

                    > Jeśli na Ekai piszesz "Bóg jest wielki", a na Gazecie "Religia powoduje wiele t
                    > ragedii", to wybacz, ale samo ci się niejako popiera. :-P

                    To chyba naturalne, że ze swoimi poglądami wolę być tutaj niż na forum Naszego Dziennika.

                    > Rozumiem, że również fanatyczną wiarą w Nowego Niewierzącego Człowieka, Lepsze
                    > Jutro, Pomoc Chorym Dzieciom*, Rozwiązanie Kiedyś Wszelkich Problemów Ludzkości
                    > i tym podobne?

                    Fanatyzm jest niebezpieczny w każdej postaci, ponieważ uniemożliwia racjonalną ocenę sytuacji. Taką wiarą jaką opisujesz charakteryzował się na przykład okres wczesnego bolszewizmu. Co do reszty przemowy, zupełnie nie wiem jak, a przede wszystkim dlaczego mam się ustosunkować, bo nie odnosi się do niczego, co napisałam.
                    • maitresse.d.un.francais Re: Eeelu, czy koniecznie 14.12.13, 20:06

                      >
                      > To chyba naturalne, że ze swoimi poglądami wolę być tutaj niż na forum Naszego
                      > Dziennika.

                      Tak? Bo ja z moimi poglądami nie pasuję ani tu, ani tam. Reprezentuję grupę, która nie identyfikuje się ani z nurtem lewicowym obyczajowo, ani z konserwatywnym. Sądziłam, że jesteś jedną z nas.
                      >
                      Co do reszty przemowy, zupełnie nie wiem jak, a przede
                      > wszystkim dlaczego mam się ustosunkować, bo nie odnosi się do niczego, co napis
                      > ałam.

                      Jakiej reszty? To naprawdę było takie niejasne? Jak dotąd zawsze mnie rozumiałaś.

                      Czy można uczynić np. wiele złego dla dobra, jakim jest Pomoc Chorym Dzieciom?

                      Czy można uczynić wiele złego w imieniu idei (z którą co chwila stykam się na Gazecie, chyba że żyjemy w okresie wczesnego bolszewizmu, a ja to przegapiłam), że wiara jest zbędnym atawizmem, a człowiek jutra to człowiek racjonalny?

                      Czy można uczynić wiele złego w imię idei, że pewnego dnia wszelkie problemy ludzkie zostaną rozwiązane?

                      A gwiazdka odnosiła się odmiennego traktowania chorych dzieci i chorych dorosłych, choćby byli to dokładnie ci sami ludzie. :-P Owe dzieci osiągną kiedyś wiek lat 18, i wtedy, jeśli nadal będą chore i do pracy niezdolne, wiele osób uzna je za leni i darmozjadów. Mimo iż zaledwie miesiąc wcześniej były Biednymi Chorymi Dziećmi.

                      Owe dzieci stanowią zresztą swoiste społeczne neotabu.



                      • eeela Re: Eeelu, czy koniecznie 14.12.13, 21:25
                        > Tak? Bo ja z moimi poglądami nie pasuję ani tu, ani tam. Reprezentuję gr
                        > upę, która nie identyfikuje się ani z nurtem lewicowym obyczajowo, ani z konser
                        > watywnym. Sądziłam, że jesteś jedną z nas.

                        Ani nie jestem jedną z was, ani jedną z nich. Konglomerat poglądów mam swój własny. Jest on zdecydowanie bliższy nurtowi lewicowemu, tak obyczajowo jak i gospodarczo, ale to nie znaczy, że bezkrytycznie łykam wszystko, co mi sprzeda portal gazety. Normalne i naturalne jest jednak to, że spędza mi się czas milej i mniej stresująco na forach Gazety niż Naszego Dziennika.


                        > Jakiej reszty? To naprawdę było takie niejasne? Jak dotąd zawsze mnie rozumiała
                        > ś.

                        Całkowicie niejasne dla mnie było, dlaczego i a propos czego w naszej dyskusji adresujesz do mnie krytykę postrzegania dzieci w społeczeństwie.


                        > Czy można uczynić wiele złego w imieniu idei (z którą co chwila stykam się na G
                        > azecie, chyba że żyjemy w okresie wczesnego bolszewizmu, a ja to przegapiłam),
                        > że wiara jest zbędnym atawizmem, a człowiek jutra to człowiek racjonalny?

                        Racjonalność niesie ze sobą lekceważenie dla emocji. Paradoksalnie, ci, którzy takie lekceważenie wyrażają najgoręcej, sami napędzani są silnymi emocjami, a nie czystym rozumem, choć oczywiście gotowi są temu zaprzeczać do ostatniego tchu. Jestem wielką orędowniczką racjonalizmu oraz ateistką, a mimo to często jest mi bardzo nieprzyjemnie czytać komentarze i wpisy na facebookowych profilach organizacji ateistycznych czy na gazetowych forach, ponieważ są przepełnione wypowiedziami, których nie da się zaklasyfikować inaczej niż mowę nienawiści. Nie żyjemy dziś w okresie wczesnego bolszewizmu, ale to wcale nie znaczy, że niemożliwy jest powrót jakiegoś jego wariantu. Ludzka natura jak najbardziej stwarza taką możliwość.

                        Stąd też moje zdystansowanie do przypisywania się do grup, stronnictw i nurtów, ponieważ widzę, że we wszystkich grupach, stronnictwach i nurtach zawsze znajdą się jacyś fanatycy, czyli ludzie, którzy nie są w stanie pojąć czy zaakceptować innych prawd niż ich własne.
          • maitresse.d.un.francais Re: nie naiwność 14.12.13, 20:09
            grzeczna_dziewczynka15 napisała:

            > Uwielbiam takie generalizacje;) A jak olewacze CHCĄ być nauczyciel(k)ami?:)
            >
            Niemożliwe wszak. :-P Wiadomo, że nauczycielka to ktoś tylko o stopień wyższy w hierarchii społecznej niż bibliotekarka. :-P

            Nauczycielka - zasuszona stara panna, sadystycznie wyżywająca się na biednych dzieciach

            Bibliotekarka - zasuszona stara panna, tkwiąca wśród papierzysk, kurzu oraz myszy. :-P (myszy koniecznie).

            Autentyczne i współczesne schematy, a jakże.
              • eeela Re: nie naiwność 15.12.13, 13:07
                Czy mnie pamięć myli, czy też widziałam, że Clara pisała o osobistych statystykach?

                Wykluczasz, że można mieć takie obserwacje na podstawie jednej klasy?
                I jeśli tak, to dlaczego wykluczasz to jedynie u Clary, a moje pomijasz milczeniem? Z admina doświadczeniem się nie dyskutuje? ;-)
                • grzeczna_dziewczynka15 Re: nie naiwność 16.12.13, 16:09
                  Hmm, a miałaś też takie?:) Nie pisałaś chyba nic o nauczycielach;>

                  Ja mam inne obserwacje. Po pierwsze, jak zdefiniować kujona? Bo jeśli tak, że ktoś kuje bez sensu od strony do strony i recytuje notatki na pamięć, to ok. Ale taki kujon może również jednocześnie być olewaczem:) Czyli - olewa, olewa, a potem, jako, że bardzo zależy mu na ocenie, wykuje, co trzeba, bezmyślnie. I tacy ludzie, chyba też często robią "kariery"?

                  Z drugiej strony, dzieci nazywają kujonami tych, co na imprezy nie chodzą, więc, prawdopodobnie, kują;> Tacy też czasem robią kariery, a czasem nie. Chyba wiele zależy od tego, jakie kto ma parcie na "karierę".
                  • eeela Re: nie naiwność 16.12.13, 16:49
                    > Hmm, a miałaś też takie?:) Nie pisałaś chyba nic o nauczycielach;>

                    Nie, pisałam natomiast od pracownikach administracji ;-)

                    Na potrzeby osobistych statystyk definicje przychodzą łatwo. Nie interesuje mnie tworzenie meta-definicji kujona, natomiast bardzo łatwo jest mi obdarzyć tym określeniem większość spośród moich kolegów i kioleżanek z licealnej klasy. Była to dziatwa, której głównych nastawieniem były dobre oceny. Wykonywali w tym celu bardzo dużo pracy, otrzymywali dobre i bardzo dobre ze wszystkiego po kolei, byli sumienni, obowiązkowi i bez wyobraźni, dlatego też nie ciągnęło ich wcale do robienia/czytania/zapoznawania się z czymkolwiek innym poza materiałem szkolnym. Bogiem a prawdą, było go wówczas tyle, że człowiek nie byłby w stanie być sumienny na każdym przedmiocie i jeszcze do tego mieć jakieś własne życie.

                    Wyobraźnia przeszkadza sumienności, bo potwornie człowieka rozprasza, ale jak już się dorwie do czegoś, co mu tę wyobraźnię pochłonie, taki olewacz z pasją prześcignie w danej dziedzinie każdego kujona - tak mi się wydaje.
                    • grzeczna_dziewczynka15 Re: nie naiwność 16.12.13, 19:59
                      > Wyobraźnia przeszkadza sumienności, bo potwornie człowieka rozprasza, ale jak j
                      > uż się dorwie do czegoś, co mu tę wyobraźnię pochłonie, taki olewacz z pasją pr
                      > ześcignie w danej dziedzinie każdego kujona - tak mi się wydaje.
                      >

                      Zgadzam się, ale to się niekoniecznie przekłada na "sukces" i "karierę".

                      Mam trochę znajomych niekujonów, tylko wykręconych ludzi, którzy zostali nauczyciel(k)ami właśnie. Robią to, co lubią, są w tym dobrzy i nie robią sobie wiele z niskiego prestiżu społecznego tej (bardzo ciężkiej) pracy;)
                      • claratrueba Re: nie naiwność 16.12.13, 20:41
                        Różnicę między kujonem a niekujonem przedstawia dowcip z moich czasów szkolnych:
                        nauczyciel: "Proszę się nauczyć na pamięć książki telefonicznej naszego miasta"
                        niekujon:" A na cholerę?"
                        kujon: "A na kiedy?"

                        A tak poważnie to "kujoństwo" oznacza uczenie się wszystkiego w celu otrzymania dobrej oceny, bez chęci dowiedzenia się czegoś więcej w temacie, który mógłby być interesujący. Tyle, że dla kujona nie jest, istotna jest ocena. I pochwała nauczyciela, rodzica, otoczenia. Zawsze - innych. Kujon nie rozwija siebie, nie dla siebie pracuje. Kujon nie rozumie dlaczego olewacz może poświęcić czas na np. książkę "nieszkolną" a nie to, co przyniesie mu dobrą ocenę. Agresję kujona wzbudza pochwała nauczyciela w stos. do ucznia, który czymś tam się wykazał a czego w podręczniku czy na lekcji nie było. Jak to, nagroda za coś spoza "jedynych słusznych materiałów?! W owej mojej klasie zdarzały sie takie sytuacje krytykowania oceny nauczyciela w stos. do olewacza no bo jak tak można, przecież wie coś "niepotrzebnego", bo potrzebne to jest to, co zadane.

                        Zdarza się, że niekujon zostanie nauczycielem. Też mi się zdarzyła przygoda ze szkołą a uczę w sumie 28 lat (w szkole 2,5 roku- wspominam je bardzo źle, ale ja nie z tych, co klasy nie doprowadzą do matury, narażą na następną zmianę bo się rozczarowali , zresztą- to nie młodzież była zniechęcającym elementem szkoły).
                        Może twoi znajomi mieli więcej zdolności przystosowawczych niż ja (i paru takich, którzy odeszli w mniej więcej tym samych czasie).
                        Nauczyciele, którzy nie byli kujonami zdarzają się i są o wiele lepszymi nauczycielami, wychowawcami niż byłe kujony. Poznałam takich jako matka. Przez 6+3+3 lata kilka osób (w tym większość w gimnazjum- niepublicznym). Trochę mało.
                        Pewnie twoi znajomi też należą do takich wyjątków.

                        natomiast co do "sukcesu" i "kariery" to chyba najpierw warto by było zastanowić się co to jest dla poszczególnych osób. Bo to nie dla każdego to samo znaczy.

                      • eeela Re: nie naiwność 16.12.13, 21:03
                        Ja mam mamę nauczycielkę z powołania, która jest żeńską wersją Judyma - jeśli przesadzam, to niewiele. Ale właśnie poprzez wieloletni kontakt ze środowiskiem wiem, że pasjonaci wśród nauczycieli są rzadkim zjawiskiem.
                        • solaris_1971 Re: nie naiwność 16.12.13, 22:51
                          Otoz obecnie chodze na kursy do 2 nauczycieli - pasjonatow. Jedna z nich to nauczycielka hiszpanskiego w prywatnej szkole jezykowej, gdyby zle uczyla, to by sie ludzie nie zapisywali i by ja wyrzucili. Ale moglaby robic o wiele mniej a i tak by przychodzili. Jej pasja jest przekazywanie poprzez jezyk kultury hiszpanskiej.
                          Drugi nauczyciel to facet, ktory wyklada na uniwerku literature wloska. Z niego ta pasja do literatury az tryska. A wiedza - no coz, wpedza w kompleksy ......... On pracuje na panstwowym uniwersytecie, wiec czy sie stoi czy sie lezy ........... moglby zadawac studentom prezentacje, no poprostu odwalac te zajecia. Nie musi robic tego z pasja. A jednak robi.
                          • eeela Re: nie naiwność 16.12.13, 23:05
                            > Otoz obecnie chodze na kursy do 2 nauczycieli - pasjonatow

                            To by raczej dość dobrze wyjaśniało zagęszczenie pasjonatów, n'est-ce pas? ;-) Na kursie dla pasjonatów siłą rzeczy będzie dużo pasjonatów. Na dobrych uczelniach i w dobrych szkołach też ich się sporo znajdzie - ale to jest wciąż niewielki margines. A na prowincji nauczyciele-pasjonaci to niezwykłe kuriozum. Zysk chociaż z tego taki, że dużo się przez to o nich mówi, i dzięki temu wzrasta zainteresowanie ich działalnością :-)
                            • claratrueba Re: nie naiwność 17.12.13, 05:48
                              Nauczyciel-pasjonat na kursie i na lekcjach prywatnych to nie jest kuriozum. Choć tu mam ciekawe spostrzeżenie: TEN SAM nauczyciel, który na kursach czy prywatnie bryluje, w szkole państwowej jest nudziarzem z kiepskimi efektami nauczania (choć wyniki uczniów nie są złe, od czegoś są korepetytorzy). Znam takich przypadków kilka. I nie jestem specjalnie zdziwiona. Analogia do traktowania "pacjenta na NFZ" i "pacjenta prywatnego".
                              " A na prowincji nauczyciele-pasjonaci to niezwykłe kuriozum. "
                              Dokładnie tak. Bo podlegają dokładnie takiej samej operacji podcinania skrzydeł przez nauczycieli-byłych kujonów jak i uczniowie-pasjonaci. Solidarność miernot.
      • spinoff Re: nie naiwność 19.12.13, 00:10
        To bardzo interesujące, zwłaszcza końcówka, ten tzw. ustęp... o nudnych ludziach, nieciekawych, niewartych słuchania, tych nieoczytanych powielaczach błędów językowych, co mają umysł niećwiczony, a ich przeżycia i przemyślenia trzeba brać w cudzysłów...
        Jakbym słyszał Kiena.
          • spinoff co słychać? 01.05.14, 02:23
            Przecież Pan wie, że w tym porównaniu nie o oczytanie chodzi, lecz o sposób w jaki Kien postrzegał i traktował świat istniejący poza murami biblioteki. Ja przecież od początku nie kryłem, że co nieco przeczytałem. Byłem i jestem jednak na tyle biedny, że książki przeczytane natychmiast sprzedawałem w antykwariacie więc nic nie zostało dla publicznych bibliotek. I ta biblioteka publiczna jest powodem, dla którego się odzywam, choć podejrzewam, że jest za późno... a dopiero teraz tu Pana dostrzegłem! A nie darowałbym sobie, gdybym nie skorzystał ze sposobności i nie zapytał, co słychać. Pewnie kilka innych osób też jest ciekawa Pańskiej teraźniejszości. Jeśli jakimś cudem Pan tu jeszcze zajrzy, proszę napisać parę słów. Będę sprawdzał!
    • Gość: Paszczaczek Re: Daj sobie spokój z książkami! IP: *.petrus.pl 03.01.14, 22:39
      To tylko Twoje zdanie. Nie chcesz czytać, nie czytaj, przecież nikt Cię do tego nie zmusza. Po co tracić czas na czytanie, prawda? Napiszę tylko od siebie - tym razem to moje zdanie: czytając książki doświadczam wzruszeń, przeżyć, emocji, odwiedzam cudowne światy; doświadczam prawd, których w innym wypadku w życiu bym nie poznał. Książki dają mi tyle radości, że nawet sobie tego nie wyobrażasz. I jestem dzięki temu, między innymi, bardzo szczęśliwym człowiekiem. I zapewniam Cię, że nie tylko ja. To chyba tyle.
      • spinoff Re: Daj sobie spokój z książkami! 07.01.14, 23:01
        Wybacz, że wypowiadając się przedstawiam tylko swoje zdanie.
        Ale poznawszy TWOJE upodobanie do lektury, tym bardziej życzę ci noworocznie wiele szczęścia nie związanego z książką, czyli więcej rzeczywistych doświadczeń i autentycznych przeżyć, twoich własnych, realnych, nie papierowych egzaltacji! Wszystkiego dobrego!
            • spinoff Re: Daj sobie spokój z książkami! 09.01.14, 14:53
              grzeczna_dziewczynka15 napisała:

              > A Spinoff niemiły jest?
              >

              Wiem, że bronisz mnie z dobrego serca, ale tylko nakręcisz ją jeszcze bardziej. Oberwie się i mnie, i Tobie. Ona tu zamieściła już... 27 TYSIĘCY takich postów! Nie zmyślam, można sprawdzić na profilu. Dla porównania: - przeciętna powieść liczy 5-6 tysięcy zdań. Nawet jeśli wyłącznie pisze i w ogóle nie czyta innych postów, i tak strwoniła na to niewyobrażalny szmat życia. I prawdopodobnie jest świadoma marnotrawienia czasu na internetowe utarczki, ale to po prostu silniejsze od niej. Więc odpuść, proszę.

              Spinoff jest Niemiły. Erazm znaczy Miły. I to on napisał Pochwałę głupoty... Tego się trzymajmy!
      • grzeczna_dziewczynka15 Re: Daj sobie spokój z książkami! 08.01.14, 19:46
        Ej, Spinoff trochę przewrotnie tu napisał. Weszłam na jego bloga i jest mega oczytany - więc nie bierz tego tak na poważnie.

        Poza tym zgadzam się ze Spinoffem - czytanie kompulsywne, nałogowe nie jest dobre. Wg mnie to taki sam nałóg jak każdy inny destrukcyjny. Czytanie boli, a potem już nic nie cieszy w tej tzw. rzeczywistości.

        Ostatnio czytając Cherezińską - taką tam lekturkę a la dynamiczny kostiumowy film, odczułam głęboko to, o czym pisał autor wątku. Czytam o pragnieniu Halderd, narratorki II tomu Drogi Północy, by biegać po łąkach i nad fjordami, by dotykać skał, wdychać zapach lasu, a zamiast tego kwitnę na kanapie i czytam. I tęsknię, i mnie boli. Ale mi się na coś co wygląda jak fjord w czasie mgły - czyli klif nie chce iść, ani wdychać zapachu morza, ani czuć bryzy na skórze, bo skonczyć muszę, skończyć muszę, a potem czytać następne książki, których tu cała sterta się wala...
        • eeela Re: Daj sobie spokój z książkami! 09.01.14, 15:25

          > Ej, Spinoff trochę przewrotnie tu napisał. Weszłam na jego bloga i jest mega oc
          > zytany - więc nie bierz tego tak na poważnie.

          Nie brałam jego prowokacji na poważnie, do bloga też już dawno zajrzałam. To, jak Spinoff pisze na blogu, tylko moim zdaniem jeszcze gorzej świadczy o jego zachowaniu tutaj. Cyniczne, agresywne prowokowanie uwagi nigdy nie było w moich oczach zachowaniem, które dobrze świadczy o człowieku.
    • Gość: tseme Re: Daj sobie spokój z książkami! IP: *.adsl.szeptel.net.pl 11.01.14, 19:49
      Nie książki odciągnęły mnie od ludzi, tylko ludzie odepchnęli mnie w kierunku książek. Jakie szczęście da Ci zdobycie Mount Everest'u jeśli będziesz wspinał się sam? Ludzie nie chcieli ze mną przebywać i wspólnie się bawić jeszcze zanim zaczęłam czytać więcej niż statystyczny Kowalski. Cały czas szukam ludzi z którymi będę mogła "żyć" ale większość skreśla mnie od razu, niektórzy jeszcze przed bezpośrednim poznaniem. Od dziecka za bardzo się starałam żyć razem z innymi i dlatego odpychali mnie jeszcze bardziej. Ludzie patrzą na Ciebie dziwnie kiedy jesteś zbyt szczęśliwy, zbyt wesoły, zawsze cieszyłam sie drobiazgami, dopóki nie odkryłam, że z jakiegoś powodu moje szczęście innym przeszkadza. Kiedy zaczęłam studiować psychologię zaczęłam również od razu ludzi analizować. Teraz pracuję, mam znajomych, dużo podróżuję, chodzę na imprezy, ale to nie jest moje życie. Nie wiem więc, czy "żyję" skoro nie cieszą mnie takie płytkie kontakty. Nie ma nic wesołego w spacerze Londyńskim bulwarem, kiedy idziesz sam. Można z kimś przebywać, ale nadal być odosobnionym. Nie dla każdego życie ma taką samą definicję. Do studiów nie czytałam prawie w ogóle, ale im bardziej poznawałam ludzi tym bardziej desperacko szukałam czegoś co pozwoli mi się od nich odciąć i znalazłam książki. NIE PRZESTAŁAM ŻYĆ PRZEZ KSIĄŻKI...ja nie żyłam już wcześniej.
        • solaris_1971 Re: Daj sobie spokój z książkami! 12.01.14, 22:08
          " Do studiów nie czytałam prawie w ogóle "

          A ja do studiow wlasciwie nie robilam nic innego poza czytaniem. Wagarowalam po to zeby czytac. Czytalam w wannie, przy jedzeniu i w wc ( mimo ze juz gdy bylam dzieckiem prababcia w jak najlepszej wierze przestrzegala mnie, ze jesli bede czytac przy jedzeniu to zostane stara panna ).
          Tesknie czasami do tych lat ............... teraz bywa, ze nawet mam czas zeby czytac, ale problemy nie pozwalaja mi sie skoncentrowac. Do tego dochodzi pranie, prasowanie, zakupy, gotowanie, czyli wszytsko to, co w domu rodzinnym robilo sie samo :))

          A co do samotnych spacerow ............. nie ma nic piekniejszego.........
          Spacer z kolezanka , ktora co chwila mowi " patrz, jaki przystojny facet " albo " zobacz jak ta dziewczyna w czerwonym wyglada " itd.
          Spedzilam 2 tygodnie na poludniu Hiszpanii w listopadzie. Codziennie sama lazilam godzinami po prawie pustej plazy. Pusta plaza - to moj ideal szczescia.
          Ludzie mnie troche brali za dziwadlo, bo nie chodzilam do pubow, nie wracalam do domu o 3 rano i nie przesypialam calego pieknego popoludnia, ale osiagnelam wiek, w ktorym mam w d* co inni o mnie mowia.
          • eeela Re: Daj sobie spokój z książkami! 13.01.14, 00:21

            > A co do samotnych spacerow ............. nie ma nic piekniejszego.........

            To Einstein chyba powiedział, że samotność boli w młodych latach, a dla człowieka dojrzałego jest błogosławieństwem. Cóż, starość też musi mieć swoje uroki ;-)
      • spinoff Re: Daj sobie spokój z książkami! 13.01.14, 11:51
        Gość portalu: tseme napisał(a):

        > pracuję, mam znajomych, dużo podróżuję, chodzę na imprezy, ale to nie jest moje ż
        > ycie. Nie wiem więc, czy "żyję" skoro nie cieszą mnie takie płytkie kontakty. N
        > ie ma nic wesołego w spacerze Londyńskim bulwarem, kiedy idziesz sam. Można z k
        > imś przebywać, ale nadal być odosobnionym. Nie dla każdego życie ma taką samą d
        > efinicję. Do studiów nie czytałam prawie w ogóle, ale im bardziej poznawałam lu
        > dzi tym bardziej desperacko szukałam czegoś co pozwoli mi się od nich odciąć i
        > znalazłam książki. NIE PRZESTAŁAM ŻYĆ PRZEZ KSIĄŻKI...ja nie żyłam już wcześnie
        > j.

        Problem jest mi znany, choć z drugiej strony. Bo ja, w przeciwieństwie do ciebie, jestem WYJĄTKOWO PŁYTKI. Jestem tak płytki, że wszyscy inni ludzie są dla mnie zbyt głębocy. Wyobraź to sobie! Jestem jak kałuża zostawiona przez psa w otoczeniu samych rowów mariańskich... Ludzie głębocy (nie wiem, czy aż tak głębocy jak ty) obchodzą mnie dookoła i co najwyżej spluną na mnie i moje nędzne "przeżycia".
        Ale jedno w tej swojej płyciźnie wiem, że bratniej duszy na pewno nie znajdziesz w książkach, jeśli gdzieś, to tylko wśród ludzi... Nie warto się więc od nich odcinać, trzeba poznawać i próbować zrozumieć, by pokochać ich takimi, jakimi są. Bo masz rację, jest jak w znanym szansonie Dassina Et si Tu n'existe pas: bo gdyby ciebie nie było - powiedz - po co miałbym żyć ja, i tułać się po świecie sam...
        • solaris_1971 Re: Daj sobie spokój z książkami! 13.01.14, 14:55
          POprawka : " et si tu n'existais pas ........ dis-moi pourquoi j'existerais ... ? "
          Czyli : "gdybys ty nie istniala, po co w takim razie ja mialbym istniec ? "

          Spinoff, mam propozycje, skoro juz przeczytales wszystko od A do Z, masz to gdzies, chcesz sie cieszyc realnym swiatem, to zabierz sie za szlifowanie jezykow. Dobra znajomosc kilku jezykow obcych umozliwia mi podczas podrozy nie tylko cieszenie sie pejzazami, morzem , sloncem , jedzeniem, ale wlasnie kontakt z ludzmi, w tym rowniez z ludzmi miejscowymi.
        • Gość: tesme Re: Daj sobie spokój z książkami! IP: *.adsl.szeptel.net.pl 13.01.14, 17:59
          Masz rację pisząc, że nie znajdę bratniej duszy w książkach i ja jej tam w ogóle nie szukam. Nie czytam w dużych ilościach, nie zaniedbuję przez to ludzi jakby się mogło wydawać na podstawie mojej poprzedniej wypowiedzi. Czytam raczej żeby od ludzi odpocząć, bo jestem na tyle dziwna, że typowe dla moich znajomych rozrywki mnie męczą, ale staram się dopasować, czekając równocześnie, aż poznam kogoś z kim spędzanie czasu będzie dla mnie na prawdę przyjemnością. Nie wydaje mi się również, że mam jakoś wyjątkowo głęboką osobowość. Może się to wydać dziwne, ale w pewien sposób mam szacunek do ludzi "wyjątkowo płytkich".
          Odnoszę także wrażenie, że nie wszyscy zrozumieli co właściwie miałam na myśli pisząc lekko metaforycznie o londyńskich bulwarach i samotnych spacerach. (mające raczej na celu "życiową wędrówkę" niż dosłowny spacer.)
          Dziękuję bardzo za przedstawienie swojego punktu widzenia, nie wykluczam, że znowu będę bardziej próbowała "być" z ludźmi. Pozdrawiam
          • eeela Re: Daj sobie spokój z książkami! 13.01.14, 18:08
            samotnych spacerach. (mają
            > ce raczej na celu "życiową wędrówkę" niż dosłowny spacer.)

            W życiowej wędrówce jest się skazanym na samotność, wydaje mi się. Scenariusz, w którym z domu rodzicielskiego wychodzi się wprost w ramiona partnera na całe życie, zdarza się raczej rzadko, a przy tym posiadanie rodziców i partnera nie jest gwarantem cieszenia się miłością, zrozumieniem i komfortem międzyludzkiego związku.

            Tak więc najlepiej jest nauczyć się lubić swoje towarzystwo.
          • spinoff Re: Daj sobie spokój z książkami! 15.01.14, 13:55
            Nie przejmuj się masą, gdy szukasz JEDNEGO człowieka. Wystarczy jeden, by odmienić świat. I na pewno można go znaleźć w tej obmierzłej masie nijakości (za Gassetem, skoro forum jest o knigach). Nawet na forum internetowym znajdziesz nietuzinkowych rozmówców, którzy mają do opowiedzenia coś własnego, ciekawego, choć powszechnie sądzi się, że są to miejsca opanowane przez pieniaczy, reagujących wrogością na widok każdego, kto myśli inaczej, i odważy się zaprezentować inne spojrzenie albo odmienną wrażliwość... W rzeczywistości stanowią jednak margines, są najgłośniejsi, bo żyją tutaj i ich aktywność idzie w dziesiątki tysięcy postów! Wystarczy jednak ich ignorować i dalej manifestować siebie, a zaczną ujawniać się też ciekawi rozmówcy, o otwartych głowach...
            Gdy idziesz nocą ulicą, odzywają się psy z mijanych posesji. Tu jakiś zaszczekał, i tu, a potem cisza, więc zakładasz, że tu psa nie ma... ale może on tam jest, tylko siedzi cicho, bo jest łagodny i przyjazny, nie ujada na ciebie, za to merda ogonem. Tak też jest z ludźmi. Nie zniechęcaj się i nie uciekaj w książki, bo one tylko pogłębią Twoje wyobcowanie i będziesz jak Kien!
    • dadelog Re: Daj sobie spokój z książkami! 17.01.14, 20:31
      Jeżeli ktoś chece się zatrzymać w swoim rozwoju intelektualnym na poziomie uczestników "Warsaw shore", to najlepiej dla niego bedzie jak sobie da spokój z książkami. Na szczęście są jeszcze ludzie, którzy bardziej od przeżywania życia w klubach, imprezach i szukania ciekawych ludzi, mają jeszcze aspiracje żeby poszerzać swoje horyzonty myślowe, rozwijać wyobraźnie oraz swój intelekt.
      Dla takich osób książka wciaż jest niezastąpionym narzędziem osobistego rozwoju i znacznie lepszą rozrywką niż odmóżdżająca papka telewizyjna oraz towarzystwo ludzi z wąskimi horyzontami myślowymi. Co oczywiście nie wyklucza aktywnego przeżywania życia, poznawania świata i poszukiwania ciekawych ludzi. Wręcz przeciwnie, oczytany człowiek często jest bardziej ciekawy świata i dogłębniej potrafi przeżywać swoje życie.
    • szary212 Re: Daj sobie spokój z książkami! 18.01.14, 13:43
      ci twoi "najlepsi pisarze"( nazwiska proszę) nie mieliby pojęcia, że są jakieś ciekawe miejsca, gdyby o nich nie przeczytali - bo najlepsi żyli przed erą internetu; i skąd wiesz, że nic nie czytali, tylko "żyli"?

      swoją drogą, ile ci zapłacili za trollowanie?
    • Gość: 333 Re: Daj sobie spokój z książkami! IP: *.81-166-178.customer.lyse.net 19.01.14, 16:50
      Wypowiedz pustaka co cale zycie przesiedzial przed monitorem.Zal mi ciebie.Nie chcesz czytac nie czytaj,twoja sprawa.Zal mi ciebie bo jestes ubogi,nawet jesli poznasz ciekawych ludzi to i tak nie bedziesz mial z nimi o czym porozmawiac,no chyba,ze twoim zdaniem ciekawi ludzi to bywalcy dyskotek a twoje zwiedzanie ogranicza sie tylko do Ibizy czy podobnych miejsc.Mowisz.ze najlepsi pisarze nie czytali ksiazek,to bracie czy siostro kula w plot,mieli wspaniale biblioteki i czytali,poglebiali swoja wiedze,a przede wszystkim czytajac szkolili warsztat pisarski,bo ten co nie czyta nie umie sklecic z sensem zadnego zdania,nie mowiac juz o blyskotliwosci umyslu,fantazji czy wiedzy o czasach i cywilizacjach o ktorych sie pisze.Z jedna rzecza sie zgodze,ze takich jak ty niestety jest coraz wiecej i to jest przerazajace.No coz cywilizacja kiedys musi upasc i to bedzie dzielem takich jak ty.
    • wentyl77 Re: Daj sobie spokój z książkami! 20.01.14, 11:14
      Rozumiem, że to prowokacja, zwłaszcza w świetle faktu, że założyciel postu jakoś nie podejmuje dyskusji - no, ale trudno, podejmuję wyzwanie.

      > Zamiast czytać książki - po prostu żyj, szukaj ciekawych ludzi, poznawaj świat

      Nie wiem, ile masz lat, ja już trochę żyję i mogę powiedzieć jedno: Tak się dziwnie składa, że ciekawi ludzie, których spotykałem, prawie zawsze byli ludźmi czytającymi. To jest prosty schemat - czytający lepiej dogada się z czytającym, niż nieczytający z nieczytającym. Podobna wrażliwość, widzenie świata, itp.
      Tak się również dziwnie składa, że czytając najlepiej poznajemy nie tylko ludzi, ale i świat. A przynajmniej bardziej dogłębnie. Nie będę wymieniał przykładów, kiedy to - podobny Tobie - fascynat owego "szukania" wracał z wycieczki na drugi koniec świata, po czym okazywało się, że wiedział o danym kraju mniej ode mnie, którego tam nie było. Oczywiście, wszystko zależy od tego, jak dany kraj poznajemy, dziś to po prostu objazd w stylu "dla każdego coś miłego", ślizganie się po powierzchni, błyskotka dla mas. Choć pewnie są wyjątki.

      Ja dalej będę upierał się, że najciekawszych ludzi poznałem dzięki... książkom. Na co dzień rozmawiam z Faulknerem, Słowacki i Niemcewicz opowiadają mi o swoim życiu, a gdzieś tam leży nie dokończona kłótnia z Kirkegaardem... Jest w tym pewien rodzaj rozpaczy - ponieważ prawdziwych bohaterów (lub ludzi naprawdę podłych, zwariowanych, genialnych itp.) mogłem poznać tylko dzięki czytaniu. Dziś, gdy króluje polityczna poprawność rugująca ludzi niezwykłych, a demokracja przycina wszystkich pod kant, na jedną miarę, ta rozpacz staje się jeszcze wyraźniejsza.
      • eeela Re: Daj sobie spokój z książkami! 20.01.14, 12:52

        > Rozumiem, że to prowokacja, zwłaszcza w świetle faktu, że założyciel postu jako
        > ś nie podejmuje dyskusji

        Oczywiście, że jest to prowokacja, być może w celach aotupromocyjnych, a może jakichś innych. Na dodatek udana, sądząc po długości wątku, oraz - jak w przypadku każdej udanej prowokacji - dosyć żywotna, bo każdy czuje mus pojechania po autorze osobiście. Mój wewnętrzny imperatyw sprawiedliwości społecznej nie pozwala mi jednak tym razem siedzieć cicho, jak kolejni oburzeni dokładają swoje cegiełki, obrzucając autora niesłusznymi oskarżeniami nie przeczytawszy wątku. Spinoff podjął był dyskusję w tym wątku, jak i w wielu innych. Nie jest on ani kretynem, ani betonem, ani pustakiem, jak mu się zarzuca niżej. Różne rzeczy można mu zarzucić, ale akurat nie te. Spinoff jest oczytany, więc nie postuluje odrzucenia książek a priori, tylko na podstawie własnego doświadczenia. To akurat było jasne już po jego pierwszym poście w tym wątku i przykro jest mi patrzeć, jak coraz więcej osób poniżej dokumentuje, jak bardzo nisko stoi czytanie ze zrozumieniem w narodzie.

        To napisawszy, sumienie uspokoiwszy, czekam z rezygnacją na kolejne obelżywe posty, których autorzy nie pofatygują się przeczytać nie tylko mojej apologii, ale nawet postu założycielskiego.
    • Gość: ahhna Re: Daj sobie spokój z książkami! IP: *.dynamic.chello.pl 20.01.14, 13:03
      Masz rację. Z ludźmi trzeba się spotykać, świat poznawać. Uwielbiam spotkania i rozmowy z ciekawymi ludźmi, takimi, którzy w ciekawy, precyzyjny sposób potrafią przekazać swój sposób odczuwania, postrzegania świata, swoje bogate głębokie emocje, swoje doświadczenia, i jeszcze interesującym językiem. Co to za ludzie? Ci oczytani.
      Uwielbiam jeździć po świecie. W piękne miejsca, o których mało kto słyszał, które kryją w sobie jakieś emocje, historie, znaczenia. Skąd o nich wiem? Z książek.
      Kocham patrzeć na świat i naturę okiem wrażliwca, który wie, na co patrzy, i umie to docenić. A potem może jeszcze umie opisać to tak, żeby i inni docenili. Dzięki czemu mam w sobie tę wrażliwość? Dzięki książkom.
      Uwielbiam pomagać innym ludziom, o których historii i istnieniu bym nie wiedziała, no ale w jaki sposób o nich usłyszałam? Z lektury prasy i książek.
      O tak, nie czytajcie, będziecie mieli mnóstwo czasu na nowe, płytkie, za to liczne nieskomplikowane znajomości, na jeżdżenie po świecie, z którego nic nie będziecie rozumieli, na rozmowy, których nie będziecie potrafili podtrzymać dłużej niż minutę, na patrzenie na naturę, w której zobaczycie tylko kupę zieleni - o ile będziecie mieli w ogóle takie potrzeby, żeby gdzieś jeździć i kogoś poznawać.
      Co chcę powiedzieć? Że czytelnictwo nie tylko nie ogranicza ciekawych doświadczeń, ale je zapoczątkowuje; prócz tego uwrażliwia, rozbudza ciekawość świata, pobudza do myślenia.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka