Dodaj do ulubionych

Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?!

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.08.04, 17:00
Ciekawa jestem Waszych opinii na temat "twórczości" Waldemara Łysiaka. Ja 15
lat temu zgromadziłam pokaźną kolekcję jego "dzieł" i czytałam je
z "wypiekami" na twarzy. Teraz nie mogłam nawet patrzeć jak stoją na półce z
innymi książkami, więc sie ich pozbyłam. Czy przeżyliście fascynacje
Łysiakiem ???
Obserwuj wątek
        • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 15.08.04, 21:23
          Ja ostatnio czytałem "WZ" i "MW". I jakoś nie stwierdziłem, żeby te dzieła
          zwietrzały tak okrutnie, jak to stało się w przypadku poprzednich forumowiczów.
          Aż strach pomyśleć, co czyta dzisiaj osoba, która wyrzuciła wszystkie Łysiaki z
          półki? He, he. Pewnie Wielkich Mistrzów Pióra, jak Stasiuk albo Pilch. Jak to
          wygląda, żeby grafoman (Łysiak, ich zdaniem) stał na półce z takimi mistrzami
          pióra. He, he. Albo te osoby zrobiły milowy, dziejowy postęp, a ja stoję w
          miejscu albo po prostu kiedyś te osoby nie wiedziały, o czym pisał Łysiak.
          Dzisiaj tym bardziej. A może to prowokacja? Na to stawiam. Nie trzeba być
          wielkim znawcą, żeby obiektywnie stwierdzić, jaką klasą literacką jest Łysiak
          (nawet, jeśli nie zgadzamy się z niektórymi jego poglądami). Szkoda tylko, że
          forum staje się areną takich sztuczek.
          • iselin Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 21.08.04, 12:38
            daro15 napisał:

            > Ja ostatnio czytałem "WZ" i "MW". I jakoś nie stwierdziłem, żeby te dzieła
            > zwietrzały tak okrutnie, jak to stało się w przypadku poprzednich
            forumowiczów.
            >
            > Aż strach pomyśleć, co czyta dzisiaj osoba, która wyrzuciła wszystkie Łysiaki
            z
            >
            > półki? He, he. Pewnie Wielkich Mistrzów Pióra, jak Stasiuk albo Pilch. Jak to
            > wygląda, żeby grafoman (Łysiak, ich zdaniem) stał na półce z takimi mistrzami
            > pióra. He, he. Albo te osoby zrobiły milowy, dziejowy postęp, a ja stoję w
            > miejscu albo po prostu kiedyś te osoby nie wiedziały, o czym pisał Łysiak.
            > Dzisiaj tym bardziej. A może to prowokacja? Na to stawiam. Nie trzeba być
            > wielkim znawcą, żeby obiektywnie stwierdzić, jaką klasą literacką jest Łysiak
            > (nawet, jeśli nie zgadzamy się z niektórymi jego poglądami). Szkoda tylko, że
            > forum staje się areną takich sztuczek.

            Masz racje Daro.
            Sięgnęłam po knigi Waldemara Łysiaka i jest dla mnie autorytetem.
            Pilch i inni czerwono różowi, których pelno dokola są przy nim maluczcy. Dla
            mnie nie istnieją jako pisarze, tylko grafomani. Lizusy komunistyczne. Pełno
            ich wszedzie.
    • miziou Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 16.08.04, 09:00
      nie bylo fascynacji jego ksiazkami... w wieku 15 lat niewiele rozumialem... ale
      jedna ksiazke przeczytalem z w/w 'wypiekami'... mianowicie 'Statek'... dzis
      denerwuje mnie to, ze kazdy tam jest w gruncie rzeczy filozofujacym
      intelektualista, ale rowniez do dzis zadziwia mnie trafnosc wielu wypisanych
      przeze mnie skrzetnie z tej ksiazki cytatow ;-P... ale to nie mnie zona... ale
      cyt!..
    • griszah Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 16.08.04, 10:14
      Dokładnie tak było ze mną - z "wypiekami" przeczytałem wszystko o sztuce
      i "napoleony" ale nie byłem w stanie przebrnąć przez powieści. Po latach już
      nie jestem w stanie odnaleźć, w tych książkach tego nastroju. A co do ludzi,
      którzy aktualnie czytają W. Łysiaka to jest wśród nich grupa, którą ktoś na tym
      wątku b. trafnie określił (wyznawcy spiskowej teorii dziejów itp.).Byłem na
      stronie "wyznawców" W.Ł. (bo tak ich trzeba nazwać). Określenie Mistrz jest
      najmniej pompatyczne z ich określeń Łysiaka - jest dla nich guru moralnym,
      Geniuszem, jako jedyny zna CAŁĄ PRAWDĘ(szkoda, że ujawniać ją zaczął dopiero
      kiedy było to bezpieczne). Jednocześnie grupa "wyznawców" nie cofnie się przed
      żadną, nawet najbardziej wulgarną obelgą (zresztą wzorem W.Ł) pod adresem osób,
      które w ten czy inny sposób zakwestionują "geniusz" pisarski czy trafność
      spostrzeżeń Waldemara Łysiaka.
      • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 16.08.04, 17:26
        Gość portalu: cobold napisał(a):

        "Najdziwniejsze jest Malarsto Białego Czlowieka - piękne eseje, świadczące o nie
        tylko wyjątkowej wiedzy ale i o niezwykłej wrażliwości, ale w każdym tomie
        poprzedzone pompatycznym, megalomańskim, a momentami obrzydliwym wstępem."

        Czyli może spalić! Albo przynajmniej wyrzucić ze swojej półki. Swoją drogą
        dziwne jak to możliwe, taki wrażliwy ten Łysiak, a przy tym taki "obrzydliwy"?!
        Dziwne, dziwne... a może jednak chodzi o to, że nie lubi socjalizmu i Twoja
        wrażliwość tego nie potrafi znieść?
      • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 16.08.04, 21:03
        Gość portalu: Kazek napisał(a):

        "W pewnym momencie stało się to zwyczajną grafomanią na dodatek
        podlaną jakimś dziwnym narodoworadykalnym sosem".

        Pachnie mi tu super-znawstwem literatury! Pewnie dlatego,
        że "narodoworadykalny", to "grafomański. Grafomański, bo narodoworadykalny!
        Jakby był poprawnie polityczny, to by był "wielki pisarz". A jaka jest twoim
        zdaniem definicja "grafomanii"? I czy mamy w kraju innych grafomanów? Przykłady
        jakieś? A czy znajdzie się jakiś grafoman wśród nie-narodoworadykalnych? Oprócz
        Ciebie, rzecz jasna. I co to znaczy "narodoworadykalne"? Co to za łamaniec? Jak
        chce się kogoś kopać, to mu się przylepia różne "narodowe" czy "prawicowe lub
        po prostu do gazu, tzn. ksenofobię wmawia. A Ty jaki jesteś? Internarodowy?
        Urodziłeś się z kilku matek i ojców? Z międzynarodówki się urwałeś? Czy z
        parady miłości? Socjaldemokraci wszystkich krajów łączcie się! A kto nie
        jest "narodowy" w tym świecie? Czy Polak powinien być bardziej Polakiem, czy
        Europejczykiem? A może kosmitą? Czy Anglik powinien stawać na baczność, gdy
        grają hymn francuski? Czy oddasz krew za chilijskich komunistów? Ty chyba byś
        za nikogo nie oddał, tylko polazł z transparentem głosić pokój i dobroi na
        świecie, czyli popularyzowac aborcję. A dlaczego Gieremek wzywał ostatnio do
        głosowania na Polaka i odwoływał się do patriotyzmu? Przecież wybieraliśmy
        osłów do PE, naszej nowej ojczyzny, więc nie powinien być z niego
        taki "narodowiec"? Na Olimpiadzie to pewnie kibicujesz wszystkim i nikomu. Bo
        napewno nie Polakom. Zdadza się? I czy żony powinny być wspólne? Może mnie
        prezkonasz?
        • griszah Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 17.08.04, 12:13
          Daro15 napisał:
          > (...)Urodziłeś się z kilku matek i ojców? Z międzynarodówki się urwałeś? Czy
          z
          > parady miłości? Socjaldemokraci wszystkich krajów łączcie się! A kto nie
          > jest "narodowy" w tym świecie? (...)itd. itp.

          Naprawdę można było darować sobie ten obraźliwy, samonakręcający się słowotok(
          wyszło że Kazek jest homoseksualistą, socjalistą, nawołuje do aborcji itp. -
          typowy atak fanatycznego wielbiciela W. Łysiaka) i w gruncie rzeczy bezsensowny
          bo Kazek napisał "narodoworadykalny" a nie "narodowy". Jest to dosyć znacząca
          różnica ale jeśli chcesz kogoś koniecznie obdarzyć
          mianem "internacjonalisty" "socjalisty" itd. to różnicy nie ma żadnej. Jednym
          słowem strzał kulą w płot.
          • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 17.08.04, 14:21
            Tak wyszło? A ja tylko pytałem, bo tak naprawdę nie sądzę. Nie sądzę, że ludzie
            nie są "narodowi". Żydzi niby nie są? Francuzi nie są? Polacy nie są? Są.
            Bardzo. Antysemityzm we Francji jest np. bardzo rozwinięty. U nas było zaledwie
            kilka epizodów chuligańskich typu antysemickiego (2003), we Francji już ponad
            sto. "Mądrość jest przyjaciółką statystyki". Sądzę też, że socjalizm to
            choroba, a jak ktoś chory na anginę, to chyba nie obrażę go, zwracając się do
            niego "per chory"? A homoseksualizm nie jest ponoć chorobą. W czym zatem rzecz?
        • Gość: Kazek Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.p-s-inter.net 17.08.04, 17:45
          Dość poważnie się zastanawiałem, czy Ci odpisywać, na szczęście w drugim poście
          trochę spuściłeś z tonu, więc niech tam. Nie wiem, czy robię dobrze, bo skoro
          uważasz, że socjalizm to „choroba”, to obawiam się, że Twoje widzenie
          rzeczywistości musi być mocno jednostronne i pewnie i tak nici z jakiejkolwiek
          sympatycznej rozmowy. Bo widzisz, socjalizm to nie jest choroba, tylko pogląd
          społeczny, polityczny, może ideologia. Ale jeżeli dla Ciebie to jest choroba,
          to właściwie jak z Tobą rozmawiać. Czy zrozumiałeś w tej chwili, że ja się
          uważam za socjalistę? To bardzo źle zrozumiałeś. Razi mnie tylko takie widzenie
          świata. Jeżeli jakiś pogląd nie zgadza się z Twoim myśleniem, to jest chorobą.
          Boję się myśleć, w jaki sposób określasz swoje poglądy. Ale po kolei.
          Nie uważam się super znawcę literatury, choć czytam od lat i poniekąd jest to
          mój zawód. Po prostu na tym forum sobie lubię podyskutować świadom swej
          ignorancji, całkiem często czerpie stąd „szybkie” informacje (ale nie z takich
          postów jak Twój, bo u Ciebie ich nie ma, jest tylko dość typowy, niestety, dla
          osób o (chyba dobrze zgadłem?) prawicowym nastawieniu zwyczaj rzucania
          inwektywami. Swoją drogą byłoby ciekawym pytaniem dla jakiegoś psychologa – jak
          to się dzieję, że osoby o tego rodzaju poglądach są tak aroganckie – a że tak
          jest, wystarczy przejrzeć jakiekolwiek forum tutaj. Polecam
          forum „Aktualności”).
          Nigdzie nie napisałem [„grafomanski” bo „narodoworadylalny”], tylko
          [„grafomański” i „narodoworadylalny”]. Duża różnica. Oczywiście stopień
          grafomanii nie zależy od poglądów politycznych autora i wśród pisarzy
          lewicujących tez grafomanów nie brak. Mnie tak czy owak razi właśnie to
          podciąganie kwestii ideolo do literatury. A ta jest po prostu dobra albo zła. Z
          drugiej strony nic nie poradzę na to, że wśród zdeklarowanych prawicowców tak
          rzadko rodzi się wybitna literatura. Może po prostu nadmiar ideolo i zbytnia
          pewność siebie nie służą literackiej klasie. Czytałeś powieść Michalskiego? Czy
          jak napiszę, że jest ona nieporadna, to mnie wyzwiesz od stalinowców?
          Co znaczy narodowaradykalne, to jest jasne, natomiast definicja grafomanii to
          faktycznie rzecz skomplikowana i nadająca się raczej do poważnego opracowania a
          nie na forum dyskusyjne, kto by chciał tutaj to czytać? Na pewno grafomanią
          jest przerost emocjonalizmu w stosunku do prezentowanej treści.
          Jeśli bardzo chcesz wiedzieć, to jestem Polakiem, Europejczykiem, obywatelem
          świata, czytam Prusa, Konwickiego i chciałbym, aby w moim mieście odbywała się
          parada miłości, choć nie lubię techno. Twoje inwektywy mnie nie ruszają, są
          wyjątkowo niecelnym strzałem. Ale to słowo „powinien”. „Polak powinien być
          bardziej Polakiem” – jak piszesz. Tylko co to znaczy? Czy Polakiem jest tylko
          ten, kto kocha księdza Rydzyka? Jeden wzór polskości. Jeden wzór patriotyzmu.
          Śmierdzi mi to jedną rasa, jednym narodem... stop, bo się zapędzę. Ale dla
          Anglika, który stanie na baczność gdy będą grali hymn francuski, będę miał
          głęboki szacunek. Ty mam nadzieję, że nie będziesz wtedy rzucał kamieniami?
          Bez chwili wątpliwości oddałbym krew chilijskim komunistom. Z kilku powodów: 1.
          bo w swoim kraju to oni byli prześladowani i to oni byli tamtejszym
          odpowiednikiem naszej pierwszej solidarności, na pewno nie ich kat Pinochet. 2.
          Bo są ludźmi, 3. Bo jak mógłbym nie wspomóc ludzi opisanych przez autorkę „Domu
          duchów”? Ty zapewne przed oddaniem krwi zapytałbyś o narodowość i sympatie
          polityczne. Mam nadzieje, że się mylę, ale to wynika z Twojej wypowiedzi.
          Na olimpiadzie kibicuję Polakom, ale gdybym twierdził, że Groclin (przy całej
          sympatii) to lepsza drużyna niż Real Madryt, to bym się jednak wygłupił.
          Kibicuję Małyszowi, ale zawsze trzymam kciuki, jak skacze Schmit, bo to świetny
          facet, wyobraź sobie, że kiedyś finansowo wspomógł bardzo mocno skoczka
          rosyjskiego. Jak śmiał? Pewnie tego nie zrozumiesz...
          Z tymi żonami, aborcją (ustawa jest zbyt restrykcyjna, jeśli chcesz wiedzieć),
          to wybacz, ale w twoim poście jest już bełkot nie na temat... uff, ale się
          rozpisałem, przepraszam.

          • daro15 Do Ukrytego Ksenofoba 18.08.04, 17:38
            Faktycznie się rozpisałeś, jakbyś miał coś na sumieniu. Wybacz, z treści
            wynika, żeś socjalista. Uważam to za chorobę "czerwonych oczu", inaczej chorobę
            głowy, ale nie w sensie psychiatrycznym. Nie odmawiam Ci mądrości, bo takie
            postępowanie jest szalenie modne. A może masz po prostu naturę niewolnika. Nie
            wierzę, że oddałbyć życie za komunistów z dalekiego Chile, gdyż uważam, że
            tylko tak mówisz. Po prostu lewacy to najczęściej tchórze, którzy dużo mówią.
            Ci z nich, którzy ginęli, to byli znowu głupcy. A Ty chyba głupiec nie jesteś.
            Ks. Rydzyk mnie nie interesuje, ani nic z prawicy. To, że nie lubię socjalizmu,
            nie znaczy, że jestem prawicowiec. Jeżeli nie pijesz wódki, nie znaczy, że
            jesteś alkoholikiem, prawda? Ale to typowe dla lewaków myślenie. Oprócz emocji
            jest kilka innych elementów charakteryzujących styl, m.in. Łysiaka. Zacząłeś od
            inwektyw w stosunku do jego prozy, żadnej analizy, więc wybacz, że tak
            odpisałem w stosunku do Ciebie. Wybacz, ja też się unoszę, ekscytuję, kiedy uda
            mi się wskazać lewaka, to takie miłe, ze człowiekowi się udało. Poza tym okay,
            dalej kolekcjonuj motyle i oddawaj cześć Castro. Bądź patriotą-lewakiem, bo ja
            myślę wyłącznie o sobie. Kraj jest wtedy zdrowy, gdy ma zdrowych obywateli.
            Poza tym nic do Ciebie nie mam. Na parady możesz chodzić, byle nie na moim
            terenie. Nie ma kto po was zbierać prezerwatyw. Tym się różnię od kiboli, że
            nie uznaję ksenofobii. Sęk w tym, że Ty jesteś UKRYTYM KSENOFOBEM. Myślisz, że
            jak ktoś nie popiera politycznej poprawności, to musi być od razu z LPR albo z
            radio Maryja. I to jest właśnie "choroba czerwonych oczu". Faktycznie,
            niepotrzebnie odpisywałeś, z lewakiem nie da się dyskutowac, bo oni nie uznają
            tolerancji. Oni mają gotowe wnioski. Co do literatury, wymień tych zdolnych
            lewaków pisarzy. Oprócz Szymborskiej nie znam utalentowanego. Andrzejewski z
            KOR? Konwicki? To średniacy, choć mieli przebłyski. Niestety, tylko formy. Ja
            też niepotrzebnie odpisałem. To chyba przez ten upał.
      • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 18.08.04, 17:43
        olasta1 napisała:

        "Kazek, ależ przyjemnie czytało sie Twoją trafną i mądrą wypowiedź"

        Prawda?

        "Fajnie jest, że Forum odwiedzają tacy fajni goście!!!"

        Co nie? A tak naprawdę, to co tam było mądrego? Garsć polityczno poprawnych
        komunałów, jakby się rurką podłączył do różnych postępowców. Kazek nie może być
        mądry, gdyż twierdzi, że umarłby za komunistów w Chile. Mówię Ci, że on by
        pierwszy uciekł. Do Europy, do resztek cywilzazji łacińskiej.
      • kraciak Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 19.08.04, 00:06
        Gość portalu: Smakosz napisał(a):

        > Hi hi hi... Tak toczno, Kazek, w samej rzeczy, umysł ma otwarty. Chciałoby
        się
        > rzec: otwarty na ościerz. Aż rozum mu uciekł. Mówi, bo chce coś powiedzieć, a
        > nie dlatego, że ma coś do powiedzenia. Tragedia!

        A tobie uciekł chyba słownik ortograficzny. "Na oścież" się pisze. I chyba ty
        nie masz nic do powiedzenia.
                • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 21.08.04, 15:31
                  Hi hi hi... Jak to "cóż mi po rozmowie"? A znasz takie słowo: inteligencja? No
                  i nie rycz, Kraciak, nie rycz. Czytaj. Rozglądaj się. Szukaj. Myśl. Wszystko
                  przed Tobą. Kobiety z wiekiem pozbywają się złudzeń, za to niektórym
                  przybywa ... no, tego... o! - rozumu. Czego i Tobie - pozdrawiając serdecznie -
                  życzę. I nie ostrz na mnie pazurków, nie kłóć się ze mną, bardzo proszę. Ja co
                  prawda nie mam monopolu na rację, ale w dyskusji ze mną Ty raczej jesteś bez
                  szans.
                  Twą górną pięciopalczastą nieśmiało oddechem ogrzewam,
                  Smakosz.
                  • kraciak Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 21.08.04, 23:54
                    a dlaczegóż to sądzisz, że jestem bez szans, Smakoszu? Powiem ci coś -
                    najbardziej na nerwy działają mi takie bufony, jak ty. Bez krztyny samokrytyki.
                    Wiesz, ja sobie zdaję sprawę z tego, że nie jestem idealna. Ale jak ktoś takiej
                    świadomości nie posiada, to jest albo Bogiem, co raczej nie wchodzi w rachubę,
                    albo....wiesz, gdzie siedzą tacy, którym się wydaje, że są bogami...
                    Nie pozdrawiam, choć powinnam, bo ze zdrowiem twoim kiepsko.
                    • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 22.08.04, 12:40
                      Hm... "Bufon bez krztyny samokrytyki?"
                      No, proszę Szanownej Pani, tak się nie godzi!
                      1. Doprawdy, jeżeli zwrot: "nie mam monopolu na rację" to nie jest z mojej
                      strony "krztyna samokrytyki", to co u licha może nią być, Twoim zdaniem? Azaliż
                      na kolana przed przynależną Ci ynteligencyją mam upaść?
                      2. Z uwagi nt., hi hi hi, "idealności", wnioskuję, że samoocenę sobie kędyś
                      upuściłaś... Podnieś, niech się byle gdzie nie wala! (Lecz nie ostrz na mnie
                      pazurków, nie kłóć się ze mną, bardzo proszę.. itd. Pamiętasz?)
                      3. No dobrze: na kolana przed przynależną Ci ynteligencyją padam, do stópek się
                      ścieląc, zaś aby nerwy stargane odrobinę w Tobie ukoić, niniejszym takoż i
                      drugą pięciopalczastą oddechem Ci ogrzewam, równie cieplutko i równie
                      nieśmiało,
                      Smakosz.
                      PS. A pozdrowić, mimo wszystko, powinnaś, wiesz? Prosty gest, a ileż nam samym
                      o nas mówi!
                      PPS. Łysiak o muerte! Venceremos!
                      • kraciak Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 23.08.04, 00:13
                        wiesz, Smakoszu, nie będziemy już, mam nadzieję, nawzajem sobie dogryzać. Ja
                        wcale nie mam na to ochoty. Nie jestem idealna - nie byłam i nigdy tak o sobie
                        nie myślałam. Mam nadzieję, że również nie myślisz w ten sposób o sobie, bowiem
                        nikt ideałem nie jest. Nie lubię po prostu, jak moją uwagę o otwartym umyśle
                        ktoś(czyli waćpan)przerabia na kpiącą wypowiedź na temat innej osoby. Ale dość
                        tych wzajemnych dogryzań, bo to do niczego dobrego nie prowadzi, a nie posiadam
                        wojowniczej natury. Koleżanka rozpoczynająca temat książek Łysiaka, nie
                        przypuszczała zapewne, co tu się rozpęta. Jak widać, temat nas podzielił, co
                        kończy się wzajemnymi oskarżeniami i niczego nie rozwiązuje. Może wybierzmy:
                        lubię/nie lubię książek/światopoglądu Łysiaka i cześć.
                        Pozdrawiam (;))
                        • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 23.08.04, 17:17
                          Wiesz, Kryciaku, szkoda.
                          Już zaczynałem tęsknić.
                          Twoja wola.
                          Co prawda nawet dłoń wyciągniętą do zgody można (niekiedy należy) ugryźć,
                          ponieważ jednak nie mam pewności co do Twoich przekonań, że tak powiem:
                          społeczno-politycznych, wrodzone predylekcje do kąsania „czerwonoróżowych”
                          powstrzymam. Gwoli wyjaśnienia: mój atak na Kazka wykiełkował z mych zapatrywań
                          politycznych (jako prawnuk Zesłańca, wnuk Legionisty i syn Sybiraka jestem
                          zagorzałym zwolennikiem komunizmu warstwowego), natomiast Ty sprowokowałaś mnie
                          ledwie wytknięciem ortografa.
                          Na zakończenie (buuuuuuu... ale przynajmniej w tym internetowym śmietnisku choć
                          przez chwilę było miło) powiem Ci, że pasjami uwielbiam obnażać uwagi
                          o „otwartych umysłach”, konwertując je na to, czym są w istocie – na brednie.
                          Co do Twojej propozycji („może wybierzmy: lubię/nie lubię książek/światopoglądu
                          Łysiaka”), zdecydowanie ją odrzucam. Co do literatury jego autorstwa – zgoda,
                          lecz „światopoglądu Łysiaka” nie można „lubić/nie lubić”. „Światopogląd
                          Łysiaka” się ma, albo (wybacz mentalną miałkość metafory) jest się ledwie
                          martwym popiołem zalegającym dno popieliska i umykającym tam, dokąd zawieje
                          wiatr. Niestety, po 1989 roku z takich właśnie martwych, jałowych
                          intelektualnie ludzi-chorągiewek wzniesiono „niepodległą Polskę” – i wielka w
                          tym zasługa przeciwników „światopoglądu Łysiaka”. (Łysiaka, Herberta, Trznadla,
                          Kąkolewskiego... i tak dalej, i tak dalej.)
                          Zauważ przy tym interesującą koincydencję: nie każdy przeciwnik Łysiaka jest
                          zwolennikiem „komuchów”, za to każdy postkomunista to nieprzejednany wróg pana
                          Waldemara. Innymi słowy: oponent twórczości i postawy prezentowanej przez
                          Łysiaka niekoniecznie bywa zwolennikiem tak zwanej michnikowszczyzny, acz
                          wyznawca Michnika nie może być jednocześnie „łysiakomaniakiem”. Jak sądzisz,
                          skąd to się bierze? „S kątowni”? (Przepraszam za belferstwo: przemyśl
                          konsekwencje.)
                          Piszesz: „temat nas podzielił, co kończy się wzajemnymi oskarżeniami i niczego
                          nie rozwiązuje”. Upsss... To Ty zaangażowałaś się w polemikę na
                          ogólnodostępnym, internetowym forum dyskusyjnym, żeby coś rozwiązać? Może jakiś
                          problem? Hi hi hi... o, święta naiwności! Ale to tak na marginesie.
                          Przepraszam za kolejną złośliwostkę: niczego Ci nie imputuję, acz
                          prawdopodobnie ów temat nie dzieliłby nas, gdybyś stała po stronie Dobra. Moim
                          zdaniem ów temat dzieli wszystkich na dwie strony: stronę Dobra i stronę Zła.
                          Trochę to napuszone, ale nic na to nie poradzę. Jeżeli tego nie rozumiesz, to
                          trudno.
                          Już kończę, ostatnie skojarzenie. Otóż mówiąc o historii i literaturze,
                          Krystyna Kersten wypowiedziała kiedyś takie słowa: „Nawet dążąc do maksymalnego
                          obiektywizmu, nie zdołamy całkowicie uwolnić się, jeśli nie od wartościowania,
                          to od porządkowania wedle określonych norm”. W moim przekonaniu to właśnie
                          owe „porządkowanie wedle norm” (na równi porządkowanie twórczości i życia),
                          doprowadza do szału przeciwników Łysiaka. Łysiak jest po prostu aksjologiczne
                          zaangażowany w to, co robi, a postkomunę razi to do kości.
                          I bardzo dobrze, boć jej to z gruntu należy się.
                          I to by było na tyle.
                          Bez urazy.
                          Pozdrawiam,
                          Smakosz.
                          A, prawda, jeszcze jedno: Łysiak o muerte! Venceremos!
                          PS. Obiecuję, że tym razem to już naprawdę koniec, ale a propos „wojowniczej
                          natury” mi się skojarzyło... Właśnie dlatego nasz świat wygląda tak, jak
                          wygląda: prawda tylko incydentalnie bywa wojownicza (vide Łysiak), a
                          najbardziej „wojowniczymi naturami” szczycą się zwykle najwięksi kłamcy i
                          szubrawcy. (...I tak to się kręci, niestety...)
                          Bywaj.
                          • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 23.08.04, 17:53
                            Gość portalu: Smakosz napisał(a:

                            "...nie każdy przeciwnik Łysiaka jest zwolennikiem „komuchów”, za to każdy
                            postkomunista to nieprzejednany wróg pana Waldemara".

                            W praktyce nie wygląda to aż tak gładko. St. Bratkowski w "Kulturze" AD 1977
                            napisał o "WZ" niezwykle pozytywną recenzję (to samo Łojek, ale mało o nim
                            wiem), a chyba nie można powiedzieć o nim, że z lewicą jest na bakier.
                            Generalnie, masz rację. Jedno jest pewne - "przeciwnicy" Łysiaka, nie lewacy,
                            nie używają argumentów typu "grafoman". Nazwanie Łysiaka grafomanem jest
                            chwytem rozpaczy, desperacją. To zrozumiałe i nie ma co reagować na takie
                            opinie. Na dobrą sprawę, jakby się uprzeć to można by zarzucić grafomaństwo
                            Szekspirowi. Literatura to nie skok w dal, więc z każdego można zrobić
                            grafomana, jeśli nie dostał jeszcze Nobla. Pierwszy sięgnął po obelgi tego typu
                            Michnik i właściwie to on opracował cały plan nagonki na Łysiaka. Nazwał go od
                            święta "grafomanem" i potem już rzucili się na niego jego ludzie. Oczywiście,
                            sporadycznie, bo na codzień zamilcza się Łysiaka. Na konfereencji prasowej z
                            okazji wydania "Empireum" prasa reżimowa totalnie zbojkotowała to wydarzenie. A
                            mimo to, przyszło dużo czytelników do EMPiK'u. Dla każdego mają inną broń -
                            Herberta chcieli zniszczyć poprzez zrobienie z niego wariata, alkoholika i
                            dziwkarza. W końcu Herbert nie napisał "Najlepszego"!
                          • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 23.08.04, 17:53
                            Gość portalu: Smakosz napisał(a:

                            "...nie każdy przeciwnik Łysiaka jest zwolennikiem „komuchów”, za to każdy
                            postkomunista to nieprzejednany wróg pana Waldemara".

                            W praktyce nie wygląda to aż tak gładko. St. Bratkowski w "Kulturze" AD 1977
                            napisał o "WZ" niezwykle pozytywną recenzję (to samo Łojek, ale mało o nim
                            wiem), a chyba nie można powiedzieć o nim, że z lewicą jest na bakier.
                            Generalnie, masz rację. Jedno jest pewne - "przeciwnicy" Łysiaka, nie lewacy,
                            nie używają argumentów typu "grafoman". Nazwanie Łysiaka grafomanem jest
                            chwytem rozpaczy, desperacją. To zrozumiałe i nie ma co reagować na takie
                            opinie. Na dobrą sprawę, jakby się uprzeć to można by zarzucić grafomaństwo
                            Szekspirowi. Literatura to nie skok w dal, więc z każdego można zrobić
                            grafomana, jeśli nie dostał jeszcze Nobla. Pierwszy sięgnął po obelgi tego typu
                            Michnik i właściwie to on opracował cały plan nagonki na Łysiaka. Nazwał go od
                            święta "grafomanem" i potem już rzucili się na niego jego ludzie. Oczywiście,
                            sporadycznie, bo na codzień zamilcza się Łysiaka. Na konfereencji prasowej z
                            okazji wydania "Empireum" prasa reżimowa totalnie zbojkotowała to wydarzenie. A
                            mimo to, przyszło dużo czytelników do EMPiK'u. Dla każdego mają inną broń -
                            Herberta chcieli zniszczyć poprzez zrobienie z niego wariata, alkoholika i
                            dziwkarza. W końcu Herbert nie napisał "Najlepszego"!
                            • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 23.08.04, 20:57
                              Hi... "w praktyce nie wygląda to tak gładko", powiadasz? A znasz jakąś
                              AKTUALNĄ, pozytywną opinię o twórczości Łysiaka, wyrażoną przez osobę związaną
                              ze środowiskiem poskomunistycznym? Ja nie znam.
                              Co do łysiakowego grafomaństwa - Twoja opinia trafiona w dychę. Wyobraź sobie,
                              co będzie się działo, gdy w listopadzie ukaże się Łysiaka "Rzeczpospolita
                              kłamców"...
                              Herbert nie napisał "Najlepszego", ale Herbert to postać jednak znaczniejsza
                              artystycznie niż Łysiak - Herberta postkomuna nie mogła tak po prostu
                              usiłować "zamilczeć". Dlatego nadal majstrują przy Jego życiorysie.
                              Z konserwatywnym pozdrowieniem,
                              Smakosz.
                              • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 23.08.04, 21:51
                                Gość portalu: Smakosz napisał(a):

                                "Hi... "w praktyce nie wygląda to tak gładko", powiadasz? A znasz jakąś
                                AKTUALNĄ, pozytywną opinię o twórczości Łysiaka, wyrażoną przez osobę związaną
                                ze środowiskiem poskomunistycznym? Ja nie znam".

                                Oj, tak, niezbyt precyzyjnie napisałem, wybacz, to atak Kazka mnie tak
                                ogłuszył. Oczywiście, obecnie nie znam pozytywnego słowa o Łysiaku, cofnąłem
                                się w przeszłość, kiedy jeszcze zdarzało się napisać o Łysiaku w superlatywach,
                                a pisali byli czerwoni, i obecni czerwoni. Nie wiem, czy widziałeś Łysiaka w
                                TVP1, zaraz po "Kawa czy herbata"? To było w okresie wydania "Empireum" i
                                pomyślałem sobie wtedy, że afera Rywin-Michnik zachwiała reżimowym układem
                                władzy i w swojej naiwności wziąłem to za objaw nadchodzącej odwilży
                                politycznej. Głupiec ze mnie. Ma rację Kazek. A na "RP kłamców" czekam z
                                niecierpliwością. Mam nadzieję, że będzie to bestseller, bo - mimo, że pan
                                Waldemar biedy nie klepie - to życzę mu wielkiego sukcesu komercyjnego na
                                miarę "Stulecia...". O merytoryczną zawartość tej pozycji nie martwię się
                                zupełnie. Jak zwykle napisze z pasją prawdę (ciekawe, że nikt z krytyków nigdy
                                nie zanegował przypisów lub cytatów z książek Łysiaka, a wciaż ględzą o
                                grafomanii i fałszowaniu historii; mało kto wie, że zawarte w "Szachiście"
                                wymysły Łysiaka zostały uwzględnione w artykule naukowym). Żeby tylko nie było
                                jakiegoś trzęsienia ziemi, który księgarnie pozamyka, bo pewnie cała lewizna
                                będzie zgrzytać zębami. A GW jakiś paszkiwl wysmaruje po roku. Jak już wiemy,
                                części z naszych dyskutantów "Rzeczpospolita kłamców" już się nie podoba, ale
                                to dobrze książce rokuje.
                                Z konserwatwnymi,
                                Darek
                          • Gość: Kazek Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.p-s-inter.net 23.08.04, 18:22
                            No, ponieważ pierwszy raz napisałeś jak człowiek, to może jest sens
                            odpowiedzieć. Dotychczas pisałeś niestety na poziomie dresa, jeden taki
                            niedawno u mnie na osiedlu pędząc między blokami 30-letnią bmką też krzyczał
                            o "ynteligencji", zupełnie takim samym językiem jak Ty. Ale tym razem,
                            aczkolwiek tradycyjnie piszesz brednie straszliwe, to przynajmniej jest w
                            Twojej wypowiedzi cokolwiek poza prymitywną agresją, więc doceniając postępy,
                            jakie robisz i licząc na dalsze, kilka słów ode mnie.
                            Myslę, że Twój atak na mnie wypływał tylko i wyłacznie z braku kultury, a nie z
                            czegokolwiek innego. O moich poglądach nie wiesz nic. Współczucie dla takich
                            czy innych osobników, to nie jest kwestia poglądów, tylko człowieczeństwa.
                            Cierpiącym nalezy pomagać i tyle, o poglądach można dyskutować później.
                            Natomiast mania "kąsania „czerwonoróżowych" w 2004 to jest kompromitacja,
                            porażka intelektualna. 20 lat temu było to czyms oczywistym i koniecznym, 10
                            lat temu to za kopaniem leżącego, dziś to już tylko łatwa odwaga walki z
                            cieniem. Nie musisz na to odpowiadac, jak mi już udowodnił Twój błyskotliwy
                            przyjaciel (po 5 tematów w jednym zdaniu to w końcu przejaw wybitnej
                            błyskotliwości) ja jestem tchórzem. Dresy na moim osiedlu wszyscy uważaja się
                            za odważnych. Szczególnie napadając na kogoś w 20 i od tyłu. Myślę, że w oczy
                            nie powiedziałbyś mi nawet 1/10 tych wszystkich bzdur. Twój kumpel też nie.
                            Ponieważ tak samo, jak nie znacie moich poglądów (a tylko Wam sie wydaje), tak
                            i nie znacie mojej postury. Naprawdę chciałbym wiedzieć, czy bez dzielącej nas
                            sieci też byłbyś taki odważny. Ale myślę, że nie. Wiadomo, literatura to jest
                            trochę funkcja kompensacji.
                            Piszesz, że było milo. Specyficzny z ciebie człowiek. Uwielbiasz plucie i
                            wrzask bez argumentów. Bo chyba tylko dwóm osobom tu było miło. Wspominasz
                            o "konwertowaniu "otwarych umysłów" na brednie". Tylko kiedy Ty to zrobiłeś?
                            Pokrzyczałeś, ośmieszyłes się, i już myślisz, że to zrobiło na mnie wrażenie?
                            Mój syn ogląda teraz teletubisie (poziom mniej więcej taki, jak w postach
                            Daro :-)) ), więc wreszcie mam czas coś napisac. Nie robisz na mnie wrażenia.
                            Nie zrozumiesz, co czytasz. ukrywasz to za wrzaskiem. Łysiak ani mnie grzeje,
                            ani ziębi. Ale mając takich obrońców... cóż mówić. No vencereis. Es la mierda
                            aburrida que va a morir por menos que canta un gallo.
                            "Światopogląd Łysiaka” się ma, albo (wybacz mentalną miałkość metafory) jest
                            się ledwie martwym popiołem zalegającym dno popieliska i umykającym tam, dokąd
                            zawieje wiatr" - tłumacząc tę miałką metaforę (zdobyłes sie na odrobinę
                            dystansu do siebie, więc może jeszcze nie wszystko stracone?) na nasze - kto
                            nie myśli jak ja, jest niczym. Naprawdę. Tobie i Darowi jest o 100 okrążeń
                            stadionu bliżej do komuny niż mnie. A jak wiadomo, komunizm i faszyzm to dwa
                            tożsame diabelskie wynalazki.
                            Nie znać ortografii to wstyd. Ale to akurat Ci wybaczam, bo wiadomo, że w sieci
                            często dyskutuje się szybko. Jednakowoż nie warto dyskutować szybciej, niż się
                            myśli.
                            Coś tam w Twoich rozważaniach jest prawdą. Np. ja jestem
                            absolutnym "przeciwnikiem komuchów" (stosując teraz watpliwą logikę Daro
                            tudzież jego wątpliwą błyskotliwość, powinienem napisać, że to on
                            jest "komuchem", ale to poziom dna) i jednocześnie nie lubię Łysiaka. A więc
                            własnie należę do grupy, którą opisujesz. Nie uważam socjalizmu za chorobę, jak
                            pisze Daro, bo to bełkot, ale dokładnie należę do grupy, która opisujesz. Nie
                            przyszło Ci do glowy? Może mniej krzycz? Cisza wspomaga myślenie.
                            Juan Carlos osobiście poparł ponowną legalizację w Hiszpanii partii
                            komunistycznej. Czy jest komunistą? To mogłoby przyjść do głowy tylko ludziom o
                            poglądach totalitarnych wyznaczanych schematem "Jeśli nie myślisz tak jak my,
                            to jesteś wrogiem". Czyli czymś w Waszym stylu.
                            Jedną mam tylko nadzieję. Że nie pracujesz jako belfer. Wielki szacunek dla
                            nauczycieli! Ale co ja mogę na to, że w tym zawodzie trzeba mieć otwarty umysł?
                            A dla Ciebie "otwarty umysł" to obelga? trochę mnie przeraża Twoje
                            przepraszanie za belferstwo. Uspokój mnie, prosze i napisz, że nie jestes
                            nauczycielem. Bo jeśli jesteś, to z Twoją kulturą osobistą... Pamiętaj, słowa
                            nic nie znaczą. Pociągają przykłady.
                            Ja też jestem naiwny i wierze, że na forum dyskusyjnym ludzie dyskutują. Są
                            takie fora, w przypadku których już dawno straciłem nadzieję, ale tu jeszcze
                            miałem takową. Czy to, że dresy co drugie słową krzyczą coś po łacicie oznacza,
                            że mamy wszyscy tak robić? ach, zapomniałem, że Ty jestes zwolennikiem
                            wiekszości, kto nie z nami... etc.
                            "stronę dobra i strone zła" - może to i prawda? Tylko że Ty nie jestes po
                            stronie dobra. Krzyczysz, obrażasz, nie dyskutujesz, a przekręcaniem słów
                            innych to już właściwie kłamiesz... Jeśli tego nie rozumiesz, to wielka szkoda.
                            No i własnie to Twoje kłamstwo jest największym problemem. Bo jak sam słusznie
                            wspominasz, kłamcy sa najbardziej wojowniczy.
                            Nie spodziewam się żadnej rozsądnej odpowiedzi, a szkoda. Pewnie znów będzie
                            pomieszanie patriotyzmu, sportu, ideologii i muzyki, z czego nie da się
                            tradycjnie zrozumiec nic więcej ponad to, że nie czytacie niczego poza swoimi
                            postami. Ale pamiętajcie. Nic straconego. No vencereis. Es mas difficil hablar
                            que pelear, pero algunos no lo saben. Todo es mentira en ti.
                            • daro15 Teletubisie 23.08.04, 19:07
                              Wrzeszczysz, międlisz, mącisz potwornie i znowu nic konkretnego nie napisałeś
                              (nawet o sobie nie potrafisz nic powiedzieć, oprócz straszenia posturą). Teraz
                              ja Ci coś poradzę: idź pooglądaj sobie z synem teletubisie albo wypróbuj
                              magiczną siłę oddziaływania Twojej postury na Twoich osiedlowych dresach. Dresy
                              z pewnością zrozumieją retoryką lewicowego fircyka. Ja niestety mieszkam z
                              daleka od blokowiska, więc nie mam tej okazji.
                            • daro15 Poziom dna i ludożerca 23.08.04, 19:23
                              Gość portalu: Kazek napisał(a):

                              "Np. ja jestem absolutnym "przeciwnikiem komuchów"

                              Ha ha... sorry, nie wytrzymałem...

                              "...(stosując teraz watpliwą logikę Daro tudzież jego wątpliwą błyskotliwość,
                              powinienem napisać, że to on jest "komuchem", ale to poziom dna)".

                              He he, no to jednak osiągnąłeś. Napisałeś. A poza tym nie zgadłeś. Jestem
                              ludożercą wegetarianinem.
                            • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 23.08.04, 21:01
                              Oj, Kazek, Kazek... Twój zatłoczony erudycją post wyrywa mi z trzewi jeno
                              błagalne westchnienie (tym sposobem o miłosierdzie upraszam): wstydu oszczędź!
                              Taż żadnego z symboli fonetycznych niegodnym Ci podawać, byś słowa w zdania
                              tchnące niezwyczajną oryginalnością ku przeogromnej swojej chwale mógł do woli
                              klecić.
                              A tak prawdę powiedziawszy, faktycznie pieprzysz. Czytać umiesz, lecz z
                              rozumieniem sensu masz wyraźne trudności. Ja rozmawiam z Kraciakiem, a Ty
                              wciskasz się między ogórek a zakąskę... Nieładnie, bardzo nieładnie. Naprawdę
                              sądziłeś, że odpowiadam Tobie? O Matko Boska z jakiegokolwiek bądź kościoła!
                              Ależ z Ciebie figlarz! Nie nadymaj się tak, bo pękniesz!
                              Widzisz: myślałeś, że wiesz, ale Ty nawet nie wiesz, że nie myślałeś. Ani
                              chybi: myślowa abstynencja.
                              I po jaką cholerę znowu maltretowałeś klawiaturę? Żeby zaprezentować Niagarę
                              bezsensu w kolejnej dawce pretensjonalnego bełkotu? Powtórzę: czytać umiesz,
                              lecz nie umiejąc myśleć, nie musisz przecież zadręczać się pisaniem. Za którymś
                              razem upocisz się i wysmarkasz sobie mózg do cna. Wróć do korzeni, polecam
                              Falskiego, tak lotny umysły jak Twój podoła zdaniom prostym w rodzaju: "To
                              Ala". Bo czytanki z elementarza - to właśnie pole dla Twoich komentarzy.
                              Chłopie, ewidentnie gubisz się w relacjach z własnymi emocjami, napinasz więc
                              pazurki, usiłując zadrapać coś, czego pojąć nie jesteś w stanie. Przy tym
                              robisz co możesz, ale że niewiele możesz, niewiele robisz. Pomnij: wyżej d...
                              nie podskoczysz.
                              Filozof Henryk Elzenberg mawiał: "istotą życia jest zgroza". Czytając Twoje
                              posty nie sposób nie przyznać mu racji. Swoją drogą, ciekawe, czy
                              wyartykułowanie tych wszystkich bzdur to u Ciebie wyraz niedouczenia czy braku
                              wyobraźni? I czy to się daje leczyć? Dostrzegam w tym ukryte kompleksy oraz
                              swoistą formę autoterapii (te odniesienia do "dresiarstwa", najwyraźniej masz
                              koszmary!) - ale to już zadanie dla psychoanalityka. Dyskusja z Tobą była, jest
                              i będzie bezprzedmiotowa, tylko idiota kopałby się z osłem. Dlatego w tym
                              miejscu przerwę, idąc za radą teoretyka literackiego baroku, hiszpańskiego
                              jezuity Baltazara Graciana y Moralesa, który rzekł: "Nie czyń dwóch szaleństw,
                              kiedy wystarczy jedno". To jedno - reakcja na post człowieka, który nie
                              odróżnia sedna od sedesu, to będzie dość.
                              Życzę dobrej nocy i dużo zdrowia,
                              bywaj.
                              • Gość: Kazek Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.p-s-inter.net 23.08.04, 22:21
                                Smakosz, parę postów wcześniej wbijałeś się tak samo (Kreciaka przepraszam),
                                stąd pozwoliłem sobie na pewien eksperyment, o którym parę postów dalej, przy
                                okazji odpowiedzi Daro, bo nie będe sie przecież powtarzał. Rozpocząłeś
                                pojawianie się tutaj od tekstów typowych dla dresa (wybacz stary, to proste
                                słowo najlepiej oddaje ich kształt), stąd pewnie moja aberracja. Dresów u nas
                                pełno, jeden więcej nie robi róznicy. A ty mentalność takową masz, i co ja na
                                to poradzę? Uwierz - jest mi przykro, trzymam za Ciebie kciuki. Róznica jedyna,
                                że taki dres agresję wciąga z amfą. Jak Ty to robisz, to już nie wiem i nie
                                chcę wiedzieć.
                                Myslę, że odpowiadałes własnie mnie. Podobnie jak parę razy na tym forum. Bo
                                jestes taki malutki, że nigdy nie przezyjesz tego, że ktoś prostymi słowamy
                                udowadnia Ci mentalny upadek. Jeśli ja pieprzę, to niestety - strach pomyśleć,
                                co Ty robisz...
                                A najlepsze jest to, że jak zwykle na nic nie odpowiedziałeś. Choć postarałeś
                                się bardziej i znalazłeś więcej cytatów. Czytaj, ucz się, może kiedyś
                                przestaniesz być zarozumiałym ignorantem. Ale pewnie wcześniej mi kaktus
                                urośnie albo mózg sobie wysmarkam. Wtedy Ci go sprzedam. I tak będzie lepszy
                                niz Twój. I niniejszym się już naprawdę żegnam, a dlaczego, o tym w odpowiedzi
                                Daro.
                                • kraciak Kazek 23.08.04, 23:31
                                  Kazek, ja się wcale nie gniewam:) Sądzę, że należy sobie dać spokój. Wiadomo,
                                  że nie przekonasz nikogo, kto nie będzie tego chciał. Nasi rozmówcy poprawiali
                                  sobie samopoczucie, łapiąc nas za słówka i napawając się własną wielkością. Nie
                                  jesteśmy ideałami, ale na pewno nie stoimy po stronie zła, jak sugeruje
                                  Smakosz. O, zgrozo, stosunek do książek Łysiaka ma być wyznacznikiem tego, czy
                                  człowiek jest zły, czy dobry? Tylko nasze uczynki wobec innych mogą to
                                  powiedzieć. A nie użeranie się z ważniakami, uprawiającymi ekwilibrystykę
                                  terminologiczną i traktującymi rozmówcę z pobłażliwą pogardą. Tego nienawidzę.
                                  Zatem mam radę - zostawmy towarzystwo wzajemnej adoracji. Życzę dużo szczęścia
                                  i pozdrawiam.
                                  • kraciak Re: Kazek 24.08.04, 01:46
                                    a co do Smakosza: jest, jak widzę, zwolennikiem opcji: "moja racja jest
                                    najmojsza". To o tej, pożal się, Boże, wypowiedzi, która miała pokazać, że on
                                    jest cacy, a kto myśli inaczej - be i pewnie do piekła pójdzie, bo przecież po
                                    stronie zła staje. Smakosz - Arcysędzią. Ja do piekła się nie wybieram:))))
                                    Pozdrawiam
                                    • Gość: Kazek Re: Kazek IP: *.p-s-inter.net 24.08.04, 10:18
                                      Bez wątpienia. Niepotrzebny był tylko mój wczorajszy eksperyment z użyciem
                                      języka Smakosza I Daro. jak mozna sie było spodziewać, nic to nie dało, tylko
                                      niesmak pozostał, i to pewnie nie tylko we mnie, ale i w wiekszości osób, które
                                      to przeczytały, do czego w tym momencie sie przyłożyłem, niestety. To, że
                                      miałem dobre chęci, nie tłumaczy mnie. Ktoś, kto nie śledził tego od początku,
                                      ale w układzie postów, niestety pomyśli, że to był wzajemny atak. Nie jest to
                                      prawda, ale sam jestem sobie winien że podjąłem dyskusje toczoną w takim stylu.
                                      Mea culpa.
                                      Zgodnie z tym, co obiecałem, tym razem już nie czytam wypowiedzi obu
                                      nieszczęsników, choć pewnie i tak wiem, co napisali.
                                      Najlepiej omijać z daleko. Widziałem wypowiedzi Daro gdzieś w innym wątku i
                                      jakkolwiek temat brzmiał ciekawie, wolałem nie czytać. Tak czy owak skończyłoby
                                      sie pyskówką, ze strony Daro na pewno, z mojej - jeśli dałbym się ponieść temu
                                      stylowi. No chyba, że miałbym w 100% to samo zdanie, ale w sumie ciekawiej
                                      dyskutuje sie z osobami, które mają inne poglądy. Szkoda czasu, szkoda słońca
                                      za oknem.
                                    • Gość: Smakosz Re: Kazek IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 24.08.04, 12:09
                                      Hejka, Kryciaku. Żal, że nie ustosunkowałaś się merytorycznie do mojego
                                      ostatniego postu.
                                      1. Błądzisz. Czytasz, ale najwyraźniej co drugie zdanie pomijasz. Taka mimikra
                                      nie przystoi, nie udawaj głupszej. Nie idzie o stosunek do książek, lecz do
                                      światopoglądu. To światopogląd pozostaje wyznacznikiem, różnicującym Dobro od
                                      Zła. Niezależnie od tego, co myślisz i czy to akceptujesz, czy nie.
                                      2. "Nie przekonasz nikogo, kto nie będzie tego chciał." A, to przepraszam!
                                      Widocznie Tobie udaje się przekonać wyłącznie tych, którzy pragną być
                                      przekonani. Nie za wysoko poprzeczkę zawiesiłaś? Gratuluję wyzwań i licznych
                                      zapewne sukcesów! (Mimo wszystko nie zazdroszczę.)
                                      3. To niegodny chwyt, wkładać w usta adwersarza słowa, których nie użył. Nie
                                      pisałem o swojej racji.
                                      4. Jeżeli ktoś staje po stronie Zła, to bez dwóch zdań winien trafić do piekła.
                                      Co jednak, Kryciaku, jeśli piekła nie ma?... (To właśnie dlatego trzeba walczyć
                                      ze Złem tu i teraz.)
                                      5. "Ja do piekła się nie wybieram". Znaczy: niegrzeczna dziewczynka idzie tam,
                                      gdzie chce? Nio nio... najlepszego,
                                      Smakosz.
                                • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 24.08.04, 12:23
                                  Kazku! Przyjacielu! Orlątko Ty moje, samodzielnie myślące! Zaiste pod
                                  nieboskłon trysnąłeś przenikliwością swoją... Toteż, zawstydzony głębią Twych
                                  przemyśleń, takoż nieodpartą logiką wywodu, Twą semantyczną rzutkością oraz
                                  zaprawdę epickim rozmachem, zakrzyknę jeno: PODDAJĘ SIĘ!
                                  Co do kaktusa - może spójrz uważniej? Co do smarków - po lekturze wybroczyn
                                  zrodzonych w niezgłębionych zakamarkach Twego jestestwa zmieniam zdanie: Ty
                                  sobie mózgu nie wysmarkasz. Najpierw trzeba mieć.
                                  I jeszcze jedno: dotrzymaj słowa i zamknij twarz, proszę, dość czasu już
                                  zmitrężyłem i wymianę inwektyw z Tobą uważam za zamkniętą. Niczego mnie nie
                                  nauczysz, a ja nie mam czasu na pierdoły.
      • Gość: waz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 23:51
        Ej ludzie co jest z wami?
        przyznam się że nie rozumiem jak można chcieć się pozbyć książek Łysiaka
        Waldemara.U mnie ten proces raczej przebiega w odwrotnym kierunku.
        gdy przeczytałem "dobrego" z pewnością miałem wypieki na twarzy.Git kniga!
        reszta trylogii łysiakowskiej również poza tym "Asfaltowy Saloon","Perfidia"-
        majstersztyk."Kolebkę" też czytałem.ale ostatnio nic nie umiem znaleźć.Ktoś tam
        mówi że Łysiak oprócz bycia wrażliwym jest wulgarny czy jakoś tak.Mnie się to
        właśnie najbardziej podoba.A w książkach łysiaka znajdujemy wszystko.Są one
        przede wszystkim o życiu i to mi się podoba."Dobry" jest najlepsza kniga jaką
        przeczytałem.A wszystkim fokstrotom którzy zdradzają łysiaka się dziwię .Dla
        mnie nie ma lepszych knig. ŁYSIAK RULEZ!!!
        • Gość: Kazek Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.p-s-inter.net 19.08.04, 10:53
          Wszystko fajnie, ale te tytuły, które wymieniasz, to sa już bardzo dawne jego
          rzeczy. On posługiwal się wtedy sprawnym piórem i rzeczywiście, była to dość
          dobra literatura rozrywkowa. Z biegiem lat jednak było coraz gorzej. Zobaczysz,
          gdy przeczytasz któreś z tomisk opublikowanych w l. 90-tych. Wtedy zrozumiesz,
          dlaczego niektórzy z nas się tych książek pozbywają.
          • daro15 Retoryka Kazka 22.08.04, 08:52
            Gość portalu: Kazek napisał(a):

            "Wszystko fajnie, ale te tytuły, które wymieniasz, to sa już bardzo dawne jego
            rzeczy. On posługiwal się wtedy sprawnym piórem i rzeczywiście, była to dość
            dobra literatura rozrywkowa. Z biegiem lat jednak było coraz gorzej. Zobaczysz,
            gdy przeczytasz któreś z tomisk opublikowanych w l. 90-tych. Wtedy
            zrozumiesz,dlaczego niektórzy z nas się tych książek pozbywają".

            Proszę zwócić uwagę na argumentację Kazka: "było gorzej"... "zobaczysz, gdy
            przeczytasz..." ... "wtedy zrozumiesz..." itp. Bełkot. Ja rozumiem tyle, że
            Kazek nie rozumie, co czyta. Podoba mu się stary Łysiak, nowy jest be, co można
            zrozumieć, gdy się przeczyta. Czytam i widzę, że styl Łysiaka stał się bardziej
            wyrafinowany, gorzej nieco z pomysłami an powieść. Cenię "Wywiady-rzeki", lecz
            za dużo dla mnie było pozycji o malarstwie. Oczekuję książek typu "Stulecie
            kłamców", któa okazała się bestsellerem. Czy w tym tomie Łysiak używa jezyka
            grafomańskiego? Bez komentarza... wystarczy przeczytać. Między innymi w latach
            90. poprawił "Flet". Jak pięknie to brzmi. "Kielich" nie powala może na kolana,
            ale ostatnie co można zarzucić autorowi to brak klasy. Moim zdaniem Kazek nie
            może znieść prawdy zawartej w "Najlepszym" i zrobił grubą kreskę. Jego organizm
            broni się przed prawdą - wyparciem Łysiaka. To jest aż nadto widoczne!
        • daro15 Od socjalizmu do faszyzmu 22.08.04, 08:42
          Gość portalu: waz napisał(a):

          "Ej ludzie co jest z wami? przyznam się że nie rozumiem jak można chcieć się
          pozbyć książek Łysiaka Waldemara"

          Można, można... to właśnie chciałem napisać między wierszami. Idzie na powtórkę
          z rozrywki. Od socjalizmu droga prosta do faszyzmu, a tam umieli pozbywac się
          książek. Ja mam na półce wiele interesujących pozycji autorów, którzy
          kolaborowali z komuchami bardziej od Miłosza, a jednak nie pozbyłem się ich.
      • daro15 Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 20.08.04, 08:42
        Gość portalu: olasta1 napisał(a):

        "Wywołując temat Łysiaka na Forum chyba spodziewałam się takiej reakcji
        niektórych „wyznawców” Mistrza Łysiaka."

        Co za przenikliwość, perfidia!

        "Ale dzięki temu wiem , że nie popełniłam błędu pozbywając się jego książek."

        A co, nie mamy własnego zdania? To może jeszcze Ci pomóc w pozbyciu się innych
        autorów? Jakby co, to służę pomocą.
        • Gość: Kazek Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.p-s-inter.net 20.08.04, 15:00
          Słuchaj, problem w rozmowie z Tobą polega na tym, że właściwie co by nie
          powiedzieć, Ty i tak odpowiesz serią inwektyw, bez ładu i składu, pomieszaną
          tak, że właściwie nie wiadomo, jak się do tego zabrać, a przede wszystkim po co.
          Nie wiem, kim jesteś i właściwie nie chce wiedzieć, podobnie jak dyskutant o
          nicku Smakosz, który najpierw krzyczy, potem żąda dyskusji merytorycznej, a na
          uwagę, że właśnie ot o chodzi, obraża się i gada coś o „polemice z głupstwem”,
          zupełnie, jakby kiedykolwiek z kimkolwiek polemizował.
          Ja się w sumie rzadko na tym forum wypowiadam, bo moja wiedza jest ograniczona
          i raczej staram się dowiadywać czegoś od innych. Przez długi jednak czas
          uważałem, że to forum jest wolne od takiego zwykłego sieciowego awanturnictwa i
          dlatego miło się tu zaglądało. Niestety pojawił się wątek o pisarzu prawicowym
          (cytuję z pamięci, ale dość wiernie: „Jeżeli Piotr Wierzbicki jest bardziej na
          prawo ode mnie, to znaczy, że jest ścianą, bo tam już jest tylko ściana), no i
          się zaczęło. Tak naprawdę nie wiem, czy jesteś prawicowcem czy nie, wyraźnie
          napisałem „chyba”, mam zresztą nadzieję, że nie jesteś. Przydałaby się bowiem w
          naszym kraju wreszcie jakaś cywilizowana prawica, taka angielska, albo jeszcze
          lepiej holenderska. Niestety jednak ton Twoich wypowiedzi wpisuje się w poetykę
          tej naszej specyficznej prawicy, nic na to nie poradzę.
          Nie da się rozsądnie odpowiedzieć na twoje posty. Najpierw sam zaczynasz pisać
          o kibicowaniu sportowcom, gdy staram się odpowiedzieć na temat, krzyczysz
          o „kibolach”. Faktem jest, że lubię piłkę nożną, zarówno biernie jak i czynnie,
          ale co ma do rzeczy? Chociaż czasami, gdy nasza reprezentacja dostaje u siebie
          1:5, albo gdy siatkarze dostają od Francji 0:3, a ci jeszcze z nikim innym nie
          wygrali, to przychodzi mi do głowy, że to wina takich jak Ty patriotów ;-)).
          Czego oczywiście nie da się udowodnić.
          Masz uroczy dar tropienia, właśnie wykryłeś lewaka”. Jakoś od samego początku
          wydaje mi się, że w służbach specjalnych sprawdziłbyś się znakomicie, choć tam
          jednak trzeba być trochę bardziej poukładanym. I pamiętać co się mówi. Bo
          piszesz „oddałbyś krew chilisjkim komunistom” ja potwierdzam, bo krew bym oddał
          w szpitalu. To ty zaraz, że „umarłbym za nich”. Nigdzie tego nie napisałem, bo
          myślę, że z takimi deklaracjami, to lepiej ostrożnie. Ale z kolei sam
          napisałeś: ”myślę wyłącznie o sobie”- i to zapewne jest prawdą.
          Najbardziej żenujące jest to, że piszesz o paradzie miłości (nie zauważyłeś, że
          napisałem, iż nie lubię techno? Po prostu chciałbym, aby w moim mieście miały
          miejsce różne wydarzenia), jakiejś mojej miłości do Castro, mojej głupocie albo
          niegłupocie, moim tchórzostwie, lewactwie, ukrytej ksenofobii i jakiejś jeszcze
          setce innych bzdur, a nie piszesz nic o Łysiaku. OK., moja wypowiedź była
          krótka, bo wszyscy przede mną krótko się wypowiadali. Ty poświęciłeś mnóstwo
          miejsca na inwektywy, tylko nie napisałeś ni słowem, dlaczego właściwie jego
          książki uważasz za wartościowe.
          Tego rodzaju dyskusja zapewne byłaby ciekawsza i bardziej na miejscu tutaj.
          Uwierz bowiem, że nie wszyscy znajdują przyjemność w obrzucaniu się wyzwiskami
          i nie każdemu imponuje to, że się komuś werbalnie „przyłoży”. Naprawdę, w
          takiej konfrontacji nie miałbyś żadnych szans ze mną, tyle że mi to po prostu
          nie imponuje.
          I tym proponuję skończyć. No chyba że jednak podyskutujemy o książkach. Ale Ty
          i tak musiałbyś najpierw zacząć od pewnego magicznego słowa.
            • daro15 Problem Kazka czyli ukąszenie heglowskie 21.08.04, 08:56
              Problem Kazka polega na tym, że operuje starymi, dobrymi schematami
              atakowania "prawicy". Jest trochę junacki, trochę już ucywilizowany przez
              socjaldemokratyczną pralnię mózgów. Przy tym plecie niemiłosiernie, choć z lotu
              ptaka jego listy wyglądają na rzeczowe. To tylko ton sprawia. Gdyby u nas była
              prawica typu angielskiego, to z pewnością rola lewicy polskiej by osłabła.
              Lewicy całej, tej "natolińskiej" i tej "puławskiej". Kazek pewnie nie wie o
              chodzi, ale to normalne wśród lewizny. Lewizna wie za to wszystko o prawicy! O
              sobie wie niewiele. Więc chyba Kazek zagalopował się w tych życzeniach!
              Właściwie prawica angielska jest już skażona socjaldemokratami, ale trzyma się
              dzielnie. Nastroje na Wyspach też rokują dobrze. To Kazek pierwszy rzucił
              inwektywami na forum, a sam żąda dyskusji merytorycznej. Odrwaca kota ogonem.
              Lewizny ulubione zajęcie. Jedyne na co go stać, to takie
              pseudointeligenciarskie przepychanki słowne i... inwektywy właśnie. Nie
              usłyszałem od niego nic konkretnego: np. dlaczego oddałby życie za chilijskich
              komunistów? Bo ja to uważam za objaw głupoty i mógłbym to wyjaśnić, chociaż nie
              jestem psychiatrą. Nie napisał nic o tym dlaczego Łysiak w sensie twórczości
              jest warty zapomnienia? Ja znaczy się wiem, dlaczego dla niego jest warty
              wyrzucenia. Czemu Kazek nie uznaje życia bez socjalizmu? Też nie mówi. Co złego
              jest w traktowaniu narodów jako osobnych bytów państwowych, bez popadania w
              totalitaryzm? Tylko socjalizm albo komunizm daje w ewolucji faszyzm. Dla niego
              to oczywiście gadanie obłąkańcze. Nie słyszał o liberalnym konserwatyzmie? Nie
              wie z historii, że każda demokracja i socjalizm kończy się upadkiem? Myślę tu
              nawet nie o współczesności. Nie, do Kazka nie dociera nic, co nie jest
              lewicowe, nie jest na czasie i co nie zatwierdziła Wyborcza. Nie doczytał u
              Łysiaka co jest w historii istotne, bo emocje biorą u niego górę nad logiką i
              wiedzą. Nie doczytał u innych, bo czyta, to co jest akurat modne. Nie miał w
              ręku Bocheńskiego, ani Konecznego, więc mało wie. Może tylko nimi gardzić, gdyż
              tak mu kazano. Kazek to wyrób naszych czasów - osobnik genetycznie skażony
              Marksem, ukąszony heglowsko, zagubiony, choć pewny swoich racji, jak
              każdy "czegewara". Jest zindoktrynowany. Może to młody człowiek? To byłoby
              pewne wyjaśnienie tego nieporozumienia. Takich zagubionych istot jest w
              obecnych czasach dużo, no ale ilość, niestety nie przechodzi w jakość. O czym
              przekonamy się niebawem na własnej skórze.
              • Gość: Kazek Re: Problem Kazka czyli ukąszenie heglowskie IP: *.p-s-inter.net 21.08.04, 10:15
                Juz napisałe, - skończmy to. Ale ty w swoich niesmacznych wrzaskach skończyc
                nie umiesz.
                gdzie ja napisałem, że nie wyobrażam sobie życia bez socjalizmu? sęk w tym, że
                Ty non stop wydzierasz się wkładając mi w usta rzeczy, których nie mówiłem,
                albo nie czytając tego, co mówiłem (np. mówiłem, dlaczego szanuję chilijskich
                komunistów oraz dlaczego na początku określiłem twórczośc Łysiaka tak krótko).

                Ja juz niniejszym kończe dyskutowanie w tym wątku, bo dyskusja z Tobą jest
                wyjątkowo niemiła. Nie uzyłem wobec Ciebie ani jednej inwektywy, a wobec
                łysiaka jedno niemiłe określenie - - grafomiania. Ty uzyłeś całej serii
                inwektyw na poziomie osiedlowego dresa. W swej nainwości myślałem, że się
                zagolopowałes, ochłoniesz i przeprosisz, ale nic z tego. Jesli taki ma byc
                poziom liberalnych konserwatystów, to ja współczuję. Pod moim oknem każdego
                wieczoru siedzi ich ze dwudziestu. I dlatego pozdrawiam, następne Twoje
                wypowiedzi omijam bez czytania.
              • Gość: Kazek Re: Problem Kazka czyli ukąszenie heglowskie IP: *.p-s-inter.net 21.08.04, 10:21
                "Nie usłyszałem od niego nic konkretnego: np. dlaczego oddałby życie za
                chilijskich komunistów" - to taki mały dowodzik, że nie czytasz wypowiedzi, z
                którymi dyskutujesz. Wspominałem o tym ze trzy razy, ale nigdy tego akurat nie
                powiedziałem. Ponieważ najbardziej lubię dyskutować z ludźmi, którzy maja inne
                zdanie, naprawde szkoda, że tak kompromitujesz osoby o "konserwatynych"
                poglądach. Arogancją, poziomem dyskuji dresa, wrzaskiem, brakiem umiejęności
                odczytania cudzego tekstu.
                • daro15 Wyjaśnienie z cytatem Kazka 21.08.04, 17:12
                  Kazek napisał:

                  "Bez chwili wątpliwości oddałbym krew chilijskim komunistom. Z kilku powodów:
                  1. bo w swoim kraju to oni byli prześladowani i to oni byli tamtejszym
                  odpowiednikiem naszej pierwszej solidarności, na pewno nie ich kat Pinochet. 2.
                  Bo są ludźmi, 3. Bo jak mógłbym nie wspomóc ludzi opisanych przez autorkę „Domu
                  duchów”?"

                  Z tego wynika, że oddałbyś za nich życie. Nie starczyło by Ci krwi, stąd uważam
                  to za śmierć. I za głupotę. Zrozum, ja to wziąłem symbolicznie, Twoją i moją
                  wypowiedź, a Ty dosłownie. Popierasz tamtejszych komunistów, stad uważam Cię za
                  niebezpiecznego (lub nieświadomego) lewaka. Nie masz najmniejszego pojęcia co
                  działo się w Chile za Pinocheta (KOMPLETNIE NIC DO POWIEDZENIA), to może nawet
                  lepiej, żebyś tę krew oddał. A może dla biednych dzieci - polskich? Ale to mało
                  postępowe, prawda? Tak na marginesie: Pinochet uratował swój kraj przed
                  zwykłymi bandziorami sterowanymi z Moskwy. M.in. Bukowski został wymieniony na
                  jednego "czegewarę". Nasi komuniści za PRL też byli sterowani przez Moskwę. Ich
                  też popierasz? Czy AL stawiasz wyżej od AK? Obie organizacje były tubylcze, ale
                  chyba nie wątpisz w prawdziwy patriotyzm AK i służalczość AL. Znając Twoje
                  możliwości, wątpię. Czy za Niemców w Powstanu Warszawskim też byś oddał krew?
                  Oni też byli ludźmi. A za ks. Rydzyka, którego chciałeś mi wmówić? Też walczy w
                  imię jakiejś idei i jest stąd, prawda? Nie pieprz zatem więcej głupot i oglądaj
                  Olimpiadę. Albo piaskownica!

                  Czy ty kiedyś odpowiedziałeś na jakieś pytanie?
                  • Gość: Kazek Re: Wyjaśnienie z cytatem Kazka IP: *.p-s-inter.net 23.08.04, 18:39
                    Odpowiedziałem na te pytania, które dało się wyciągnąc z bełkotu, który
                    uprawiasz. Z moich wypowiedzi nie wynika nic z tego, co sugerujesz. Ale
                    ponieważ jesteś słabiuteński w rozumieniu tekstu pisanego (jesli naprawdę
                    chcesz, to znam paru dobrych korepetytowów), to pewnie tak zrozumiałeś.
                    Ach ten Pinochet. te wspaniałe karawany smierci. To odbieranie dzieci rodzicom.
                    Te kilkanascie tysięcy ofiar. Te przypalanie jąder papierosem. ja nawet wiem,
                    jak odpowiesz: "kazek, pieprzysz bolszewickie bzdury". Chegewara nie bywał w
                    Cile. To nie jest Twój poziom (twój poziom to napisac "pieprzysz"), ale ja po
                    prostu oddaję krew i nie pytam dla kogo. Ksiądz Rydzyk to niebezpieczny
                    prymityw, ale gdybym chorował o od mojej pomocy by to zależało, to nie
                    zastanawiałbym się ani chwili.
                    Odpowiem na każde pytanie! Tylko je zadaj! Pytaniem nie są twoje stwierdzenia,
                    w których logiki tyle, co brudu za paznokciem, a kultury to już nie ma w ogóle.
                    I taki ktoś wspomina o "cywilizacji łacinskiej". Uśmiałem się do łez. Żeby było
                    jasne. W ogóle uśmiałem się czytając Twoje posty. ja nie jestem człowiekiem,
                    który bierze sobie do serca bzdury. Tobie tez oddałbym krew. A nawet chętnie
                    podzielibym się paroma ksiązkami, ale pewnie bys ich nie przeczytał. W tym
                    czasie wrzeszczałbyś jak opętany. Ktoś, na kogo można by powrzeszczeć bez grama
                    sensu na pewno się znajdzie.
                    Teraz nastąpi kolejny Twój post. Znowu napiszesz bez ładu a składu na sto
                    tematów naraz i udowodnisz sobie i może jeszcze komuś, że potrafisz wrzeszczeć
                    najgłośniej. pamiętaj - ja się z tego tylko śmieję. Choćbyś w imię cywilizacji
                    łacińskiej użyl jeszcze stu wulgaryzmów - na mnie to naprawde nie robi
                    wrażenia. Małe psy najgłosniej szczekają. Do boju. jakby co, w czytelniach
                    znajdziesz słownik wulgaryzmów i gwary więziennej. A ja będe miał dobrą zabawe.
                    No chyba, że sie mylę. każdemu nalezy dac drugą szansę.
                    • daro15 A jednak współczujący ksenofob 23.08.04, 20:06
                      Gość portalu: Kazek napisał(a):

                      "Odpowiedziałem na te pytania, które dało się wyciągnąc z bełkotu, który
                      uprawiasz. Z moich wypowiedzi nie wynika nic z tego, co sugerujesz. Ale
                      ponieważ jesteś słabiuteński w rozumieniu tekstu pisanego (jesli naprawdę
                      chcesz, to znam paru dobrych korepetytowów), to pewnie tak zrozumiałeś">

                      Moja odpowiedź:

                      Odpowiedziałem na te pytania, które dało się wyciągnąc z bełkotu, który
                      uprawiasz. Z moich wypowiedzi nie wynika nic z tego, co sugerujesz. Ale
                      ponieważ jesteś słabiuteński w rozumieniu tekstu pisanego (jesli naprawdę
                      chcesz, to znam paru dobrych korepetytowów), to pewnie tak zrozumiałeś.

                      Taka mogłaby być moja odpiwiedź. Ale tez i inna, np. "Odbijasz piłeczkę i
                      wciąż, jak zdarta płyta powtarzasz w kółko to samo. Nic z Twoih postów nie
                      wynika, oprócz komunałów, banałów i naiwności młodziana. Moim zdaniem, nie masz
                      dzieci, tak tylko napisałeś. Jesteś za miękki na głowę rodziny". Mógłbym też
                      przepisac jakiś tekst z dowolnej gazety i też by pasował. Bo Ty tylko odbijasz
                      piłeczkę. Za korepetytorów dziękuję. Ty też nie orzeł (popraw styl). I zamykaj
                      częściej balkon. Nie wiem, czy zrozumiesz, tę subtelną aluzję? O Pinechocie
                      niewiele wiesz... to jedno powtórzę. Masz rację, że "pieprzysz bolszewickie
                      bzdury". Tylko dlatego Ci współczuję, że jesteś człowiekiem (a nie dlatego, żeś
                      sympatyk lewizny). Oddaj krew do końca. Dla dobra cywilizacji łacińskiej.
                      Najlepiej jakiemuś komuchowi, już on Ci pokaże, jak się mistrzowsko przypala
                      jądra. Chociaż dzisiaj mają oni usta wypchane frazesami o tolerancji i miłości.
                      Jak na człowieka współczującego coś często plujesz jadem i zdradzasz objawy
                      ksenofobii (cytat: "ksiądz Rydzyk to niebezpieczny prymityw..."). Najpierw go
                      zatłuczesz, a potem oddasz krew? Moze być i tak. Logiczne, nie powiem...
                      logiczne, tak samo jak komunizm. Może Ty jesteś współczujący ksenofob? Jak na
                      człowieka rozbawionego moimi postami, za bardzo się jakoś denerwujesz, unosisz,
                      pienisz. I ta niezdrowa ambicja. Zrozum, tu nie Olimpiada!

                      Napisałeś: "Małe psy najgłosniej szczekają". I tu się zachowałeś, jak ambitny,
                      acz niedoskonały bokser, który sam siebie pokonał, bijąc się po "mordzie", bo
                      za wszelką cenę chciał wygrać. Mam nadzieję, że "morda" to już nie wulgaryzm w
                      kontekście tych "piesków"?
                      • Gość: majka Re: A jednak współczujący ksenofob IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.08.04, 21:07
                        Daro i Kazek, uspokojcie sie. Zadajecie duzo ciosow na oslep. Moze Daro jest
                        bardziej skuteczny, ale wszystko ma swooje granice. Dyskusja o Lysiaku
                        zamienila sie w bijatyke. Be. Daro i Smakosz, zostawcie Kazka w spokoju! Dwoch
                        na jednego. Nie rozumiecie ze kazda odpowiedzia umniejszacie znaczenie prozy
                        Lysiaka. Jak to wyglada, cale to straszenie dresami i rozne niesmaczne aluzje.
                        O to wlkasnie chodzi Kazkowi, zeby osmieszyc ten ciekawie zapowiadajacy sie
                        watek. A wy dajecie sie wciagnac w dyskusje ktora do\niczegonie zaprowadzi.
                        Wstyd mi za Was!!!!
                          • stooper Re: A jednak współczujący ksenofob 24.08.04, 04:53
                            Panie Kazek
                            Niech Pan przestanie błaznować. Ciągle tylko o dresach tu słyszę i zadałem
                            sobie trud sprawdzenia postów i to, że od Ciebie zaczęło się to całe
                            zamieszanie. W dobrym tonie jest nic nie mówić, szczególnie, gdy spadną
                            człowiekowi spodenki na korcie.
                            • Gość: Kazek Re: A jednak współczujący ksenofob IP: *.p-s-inter.net 24.08.04, 10:08
                              Nie panie Kolego. Sprawdziłes posty jak widać niedokładnie. Szybciej się zgodzę
                              z tezą, że Łysiak zasługuje na literackiego Nobla, niż że to ja zacząłem.
                              Naprawde prosze przeczytac pierwsze posty.
                              Natomiast jakkolwiek nie zacząłem pierwszy, to pierwszy skończę. Zabawa w
                              pokazanie tego samego języka, jakim mówia dwa obrońcy Łysiaka tutaj nie dała
                              mi, jak można się było zresztą spodziewać, żadnej satysfakcji i nie będe jej
                              kontynuował. Tym bardziej, że efekt pedagogiczny był żaden, czego też mozna
                              było się spodziewać.
                              O tych dresach wpominałem rzeczywiście zbyt często. Niestety, z moim
                              intelektualnym poziomem kiepsko i nic delikatniejszego nie przychodziło mi do
                              głowy. A gdybym nazwał rzecz po imieniu od razu, to byłby własnie ten poziom,
                              niestety.
                              Tak więc najmądrzejsze, co można zrobić, to omijac te dwa nicki z daleka. Jeśli
                              kogoś uraziłem, to naprawdę szczerze przepraszam. Naprawdę taki słowny rynsztok
                              nie sprawia mi przyjemności i więcej nie będę. Niestety, w tym celu trzeba
                              omijac niektóre osoby.
                        • Gość: Smakosz Re: A jednak współczujący ksenofob IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 24.08.04, 12:12
                          Majeczko, nie krzycz! I nie bierz tego tak bardzo na serio. Jak rzekł
                          Wilde: "Życie jest zbyt okrutne, by traktować je poważnie". Kazek nie może
                          ośmieszyć wątku, aż tak bardzo to on nigdy się nie napnie. Co do bijatyki: jaka
                          bijatyka, przecież Kazek żyje? Co do aluzji: protestuję, moje są smaczne!
                          (Skromność to bardzo rzadko spotykana cecha, ale ja ją mam.) Co
                          do "umniejszania znaczenia prozy Łysiaka": proza Łysiaka ma nas w miejscu,
                          gdzie kończą się plecy. Byle co jej nie umniejszy.
                          Pozdrawiam,
                          Smakosz.
                          PS. Co do "wciągnięcia w dyskusję, która do niczego nie zaprowadzi": toż to
                          tylko puste głosy w sieci. Do czego miałyby prowadzić?! Uśmiechnij się!
                      • Gość: Kazek Re: A jednak współczujący ksenofob IP: *.p-s-inter.net 23.08.04, 22:39
                        Wiesz, to było tak, że mój syn oglądał dzis długo Teletubisie i miałem za dużo
                        wolnego czasu. Dlatego postanowiłem zrobić pewien eksperyment. Raz przemówić
                        Twoim językiem. Było to po raz pierwszy, a ten teraz jest ostatni, bo mi taki
                        poziom naprawde nie sprawia przyjemności.
                        Była to szansa dla Ciebie. Gdybyś miał ciut klasy, odpowiedziałbyś żartem, albo
                        byś wcale nie odpowiedział. Ale Ciebie stać tylko na ten charaktyrystyczny
                        ślionotok. Nie zdałes tego egzaminu, i dlatego zaraz już naprawdę stąd się
                        wycofam...
                        Gdy pisze o swojej posturze, to nie po to by straszyć. To po to, by dac do
                        zrozumienia, że ja nie musze budować swojego ego chamstwem, jak to Ty masz w
                        zwyczaju, przyjacielu. Z dresami pod swoim blokiem nie pójdę rozmawiać, bo
                        mógłbym tam przypadkiem spotkac Ciebie. Żeby było jasne - ja sie nie boję. Ja
                        sie brzydzę.
                        Pytań nie zadałeś. Rzucałeś teksty o Chile, o paradzie równości, o
                        prezerwatywach, o AK i AL, wszystko to tak pomieszane, jak prawda i fałsz w
                        Twym pokrzywdzonym umyśle. Widzisz, ja nawet wiem, co napiszesz... (przykład
                        Pinocheta). Powiedziałbym, że prosty z Ciebie czlowiek, ale człowiek prosty
                        może być mądry. A ty jesteś zwykłym agresywnym prostakiem.
                        I jeżeli masz watpliwości, kto tu zaczął, to spójrz na swój pierwszy i mój
                        pierwszy post. Zróbmy ten zakład. O każde pieniądze. Ja użyłem jednego słowa -
                        "grafomania" o Łysiaku. Ty pojechałeś takim jadem, że wybacz - określenie
                        "prostak" to eufemizm.
                        A wszystko widzisz przez te Teletubisie. patrzę, taki TinkiWinky, chłopiec, ale
                        chodzi z damską torebką. Przypomina mi Ciebie. Też ma taki gejowski sznyt (to
                        była znów próbka Twojej logiki).
                        A teraz do walki. Tym razem to ja już tego naprawde nie przeczytam. Po prostu
                        dałem Ci jeszcze jedną szansę. Wcale mi nie jest dobrze, że zniżyłem się do
                        tego poziomu, przepraszam postronnych, jeśli to niechcący czytali i znikam z
                        tego wątku. W każdym razie nie zdałeś.
    • griszah Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 19.08.04, 12:23
      Z W. Łysiakiem dla mnie problem polega obecnie na tym, że tak naprawdę trudno
      dociec co w jego pisarstwie popularno-historycznym jest prawdą opartą na
      dostępnych źródłach historycznych a co domysłem i spekulacją. Przykładem tutaj
      może być historia Kazimierza Pułaskiego i jego udział w zamachu na króla
      Stanisława Poniatowskiego ("Asfaltowy saloon"). Łysiak powołując się na jedyne
      źródło (K.W. Wójcicki) udowadnia (można powiedzieć demaskuje zakłamaną
      historię), że zamach był ukartowany przez króla w celu zohydzenia konfederacji
      barskiej w oczach świata. Literatura historyczna (wiele źródeł), z którą miałem
      do czynienia jednoznacznie stwierdza bezsprzeczny udział Pułaskiego w
      przygotowaniach do zamachu i jego po nim dosyć niegodne zachowanie (próba
      zrzucenia winy na innego uczestnika zamachu Strawińskiego - są zachowane listy
      Puławskiego do Strawińskiego). Dlaczego W. Łysiak nie uwzględnia tych źródeł w
      swoich rozważaniach? Nie pasują one do ogólnej wymowy rozdziału o Pulaskim
      gloryfikującej wręcz naszego niewątpliwie bohaterskiego rodaka (co nie
      znaczy,że był bez jakiejkolwiek skazy). Podsumowując - czytajac teraz Łysiaka
      mam w podświadomości pytanie - co na temat jego "historycznych" wywodów sądzą
      zawodowi historycy?
            • griszah Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 24.08.04, 11:30
              Gość portalu: Smakosz napisał(a):

              > Spoko, Griszah, zgodziłby bez dwóch zdań. Sam ten aforyzm kilkakroć
              > przywoływał. A oto "inny" Łysiak: "Historia interesuje mnie jako trampolina
              do
              > gier literackich godzących metaforą we współczesność."
              > Raczej więc nie "literatura z ambicjami historycznymi", jak twierdzisz,
              > lecz "metafory literackie".
              > Pozdrawiam,
              > Smakosz.

              Nie mam nic przeciwko grom literackim. Mogą sobie nawet godzić metaforą.
              Historia jest pod tym względem bardzo wdzięcznym tworzywem. Ale cały ten zabieg
              traci sens jeśli „trampolina” jest dziurawa, tzn. historia potraktowana jest
              jednostronnie. Wracając do mojej wcześniejszej wypowiedzi nt. Pułaskiego –
              Łysiak eufemistycznie mówiąc – nie darzy szacunkiem króla Stanisława Augusta.
              Ma do tego pełne prawo – król ten ma na swoim koncie wiele niewybaczalnych
              grzechów (chociaż historycy do dzisiaj spierają się co do jego rzeczywistych
              wad, zalet, motywów postępowania i realnego wpływu na klęskę Rzeczypospolitej).
              I z tego powodu nie ma żadnego powodu dokładania mu jeszcze jednego –
              urojonego. Chęć „przyłożenia” nie lubianej przez siebie postaci historycznej
              nie usprawiedliwia naginania historii. Niektórzy czytelnicy książek W. Łysiaka
              przyznają wprost, że stanowią one dla nich źródło wiedzy historycznej podanej w
              bardzo łatwy, ciekawy, przystępny sposób. Dobrze jeśli sprowokują do dalszych
              własnych poszukiwań, gorzej jeśli pozostaną niestety jedynym źródłem.
              Pozdrawiam.
              • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 24.08.04, 11:59
                Griszah: a wiesz może, jacy to historycy "spierają się co do..." itd.? To po
                pierwsze. Po drugie: piszesz: "Chęć „przyłożenia” nie lubianej przez siebie
                postaci historycznej nie usprawiedliwia naginania historii." Moim zdaniem
                Łysiak nie nagina historii, ewentualnie, hm, zostańmy w tej manierze
                stylistycznej, "nagina" literaturę. A to mu wolno. Ty chyba nadal mieszasz
                historię, literaturę i prawdę. Natomiast jeśli "niektórzy czytelnicy książek W.
                Łysiaka przyznają wprost, że stanowią one dla nich źródło wiedzy historycznej",
                pozostając "jedynym źródłem", to - niestety - nie najlepiej to o nich świadczy.
                Innymi słowy: nie czytają Łysiaka dokładnie. Serdeczności.
              • daro15 Trampolina 24.08.04, 12:33
                Gość portalu: Griszah napisał(a):

                "Nie mam nic przeciwko grom literackim. Mogą sobie nawet godzić metaforą.
                Historia jest pod tym względem bardzo wdzięcznym tworzywem. Ale cały ten zabieg
                traci sens jeśli „trampolina” jest dziurawa, tzn. historia potraktowana jest
                jednostronnie".

                Wybacz, że odpowiadam za Smakosza. Zresztą był pierwszy.

                Metafora wcale nie musi godzić w prawdę historyczną. To może się nie wykluczać.
                Łysiak raczej dopisuje dalszy ciąg historii lub kreuje nieznane epizody
                dziejów, cały czas opierając się na naukowych podstawach, tym bardziej, że jak
                twierdzisz historycy wciaż szperają, szperają i nie mogą podać jednoznacznej
                oceny (i faktów!) dość popularnych wydarzeń. Casus Jedwabnego! Jak wiemy, te
                oceny zawsze zależały od obecnej polityki, stąd osoba St. Augusta zawsze była
                medialnie "chroniona".

                "Wracając do mojej wcześniejszej wypowiedzi nt. Pułaskiego –
                Łysiak eufemistycznie mówiąc – nie darzy szacunkiem króla Stanisława Augusta.
                Ma do tego pełne prawo – król ten ma na swoim koncie wiele niewybaczalnych
                grzechów (chociaż historycy do dzisiaj spierają się co do jego rzeczywistych
                wad, zalet, motywów postępowania i realnego wpływu na klęskę Rzeczypospolitej).
                I z tego powodu nie ma żadnego powodu dokładania mu jeszcze jednego –
                urojonego".

                To, że literatura może być "trampoliną" nie znaczy, że Łysiak sobie cokolwiek
                uroił. Wyobraźmy sobie, że autor książki o Hitlerze znajduje nieznany epizod z
                życia Adolfa, cokolwiek autentycznego znalezionego w jakimś archiwum, prywatnym
                domu, gdziekolwiek, z którego to dokumentu nasuwa się wniosek, że planowano
                zbudować kolejny obóz koncentracyjny na terenie Francji albo, że planowano
                nieznany spisek. Jeśli nie można tego założenia obalić w prosty sposób, a są na
                to "papiery", to czemu nie pokusić się o książkę z tłem historycznym, której
                dodatkowym smaczkiem byłaby polemika w kwestii natury ludzkiej? Czy "dopisanie"
                Hitlerowi jeszcze jednej winy, niechby urojonej, będzie nadużyciem, wziąwszy
                pod uwagę globalną śmierć, jaką hitleryzm spreparował? Łysiak nie zmyśla. To
                raczej my niewiele wiemy o historii, gdyż karmiono nas książkami pisanymi na
                zamówienie i nic się w tej materii nie zmieniło. Nauka jest państwowa.
                Mecenasem jest aparat władzy, stąd obiektywnie piszą o Polsce np. walijczycy.
                No i Łysiak. Jest jeszcze kilku innych.

                "Chęć „przyłożenia” nie lubianej przez siebie postaci historycznej
                nie usprawiedliwia naginania historii. Niektórzy czytelnicy książek W. Łysiaka
                przyznają wprost, że stanowią one dla nich źródło wiedzy historycznej podanej w
                bardzo łatwy, ciekawy, przystępny sposób. Dobrze jeśli sprowokują do dalszych
                własnych poszukiwań, gorzej jeśli pozostaną niestety jedynym źródłem".


                Już W "Szachiście" owe urojenia Łysiaka okazały się po latach strzałem w
                dziesiątkę. Historia to archeologia. Wiemy to, co nam pokazują w gablotach w
                muzeach. Zmiany następują tak wolno jak uaktualnienia w podręczniku od fizyki,
                tzn. prawie wcale. Poza tym książki Łysiaka wspaniale prowokują do własnych
                poszukiwań. Myślę, że dużo mówią o ludziach, o mechanizmach władzy. Nie mogąc
                Łysiakowi zarzucić wiedzy, a już na pewno moralnej racji, zdolności
                detektywistycznych, atakuje się go od strony warsztatu pisarskiego, nazywając
                go "grafomanem". Najgorsza z możliwości. Co nie znaczy, że Łysiak opisuje
                przeszłość, jak kamera video. Raczej to, że historycy niechętnie zmieniają
                ustalone dzieje, a ci, którzy znajdują nowe fakty są świadomie lub nieświadomie
                zamilczani.
    • pampilio Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 24.08.04, 00:54
      Jesli mozna, odpowiem na pytanie, ktore dalo poczatek dyskusji. Nie czytam
      Lysiaka od wielu lat. Czytalam kilka ksiazek w czasach licealnych ("Szachiste"
      m.in.), a potem mi jakos przeszlo. A te pozniejsze, ktore czasem przejrzalam w
      ksiegarniach, sa jakies dziwne, chore... Ale moze to tylko dziwne,
      niewytlumaczalne racjonalnie uprzedzenie, nazywane czasami intuicja...
        • daro15 List pożegnalny do Kazka 24.08.04, 08:18
          Słuchaj, Kazek! Ja też przeprowadziłem pewien eksperyment. Mam nadzieję, że mi
          to wybaczysz. Od początku przeczuwałem, że jesteś w porządku, ale musiałem się
          upewnić, czy aby mnie nie podpuszczasz i że jesteś tym, na kogo wyglądasz.
          Kazek brzmi swoisko. I chociaż pisałeś, jak jakiś wyuczony wieczorowo inżynier
          Mamoń, to jednak co pewien czas dawałeś w tekście sygnały, znaki rozpoznawcze,
          kim jesteś. Za późno zorientowałem się, że nie wiesz co piszczy w tekście i
          waliłeś jedną, rozbudowaną frazą. Skumałem za późno. Mea culpa. Był taki film,
          w którym Anglik odebrał z lotniska Rosjankę i ją zapytał po angielsku, czy ona
          zna angielski, a ona: "yes", on dalej: "czy jest pierwszy raz w Anglii", a
          ona: "yes", aż wreszcie zapytał: "czy jest żyrafą?", a ona: "yes". Ech, źle
          zrobiłem, że od razu nie napisałem, o co mi chodzi, stąd ten cały bałagan.
          Sorki. Jak to mówią "geje" na naszym osiedlu: "better later than never". Zaraz
          przeczytasz coś napisane po ludzku. Niepotrzebny był ten nasz cały
          yntelektualizm, prawda? Odowiedz mi tylko, czemu piszesz to brzydkie słowo
          przez "y"? Szkoły nigdy nie lubiłem, ale pamiętam, że na "y" to są tylko zamki.
          Yale. I ten... no... jak mu tam? Mam! Yeti!

          Powinienem był zacząć pierwszy list do Ciebie następującymi słowami:

          "Eloł, Kazek! Jesteś niezły bąk, jak skumałem też blokman z ciebie, i z tego co
          słychać to u ciebie jest plastikowo... ale robisz niezłą akcję na tym forum
          gawędziarzy, na full wypas! Nikt się nie połapał coś ty za wykręt. Serialnie! A
          jak ktoś huczy, daj znać - zmienimy wackowi jaźwę lub skręcimy mu pytonga.
          Jorgasz, Kazek? Co się będziesz prztykał z cieniasem, z tym przychlastem?!
          Przyjdź do nas na styki, zrobimy prawdziwą dżamprezę, poznasz pewną lukrecję, a
          może coś razem skroimy? Musowowo. Nikt z nas nie heta, spox, uznajemy zasadę
          HWDP. Zrób se olewkę. Dasz na pianę albo bita, i będzie mało fajnie. Radzę ci
          nie czytaj knig, bo to normalna zmuła, że chce się tylko zrywać. Znam jednego
          writera i jak pójdziemy do niego na hawirę, to potem namalujemy jakiegoś wrzuta
          na osiedlu? Narq!"
            • daro15 Pierrot dyskusji czyli przegraliśmy 24.08.04, 11:16
              Już taki jestem i nic na to nie poradzę. Wprawdzie z Kazkiem vel Zdartą Płytą
              nie mam szans, bo nasz Pierrot Dyskusji potrafi zamienić kilka zdań w cały
              elaborat, zmieniając jedynie szyk zdań i dopisując kilka trudnych wyrazów,
              których powtórzyć nie sposób, to czasami błysnę. Nie powiem. Wiesz, Kazek
              Zdarta Płyta napiernicza na mnie, bo on po prostu lubi napierniczać, i nie ma
              w tym żadnego głębszego sensu. Jego wielkość polega na tym, że on obrzuca mnie
              przezwiskami, wciąż tymi samymi frazami, stale powtarzając to samo, a
              jednocześnie daje mi w prezencie gotową odpowiedź, którą z kolei ponownie
              odbija. Tak są skonstruowane jego wypowiedzi, że koniec pasuje do początku
              mojej odpowiedzi, a często nawet do środka Twojej. Gorzej, gdy go o coś
              zapytasz, z odpowiedziami gorzej. Wtedy się gubi, ale robi postępy, ma chyba
              leksykon i encyklopedię. Mylą mu się wtedy wątki i zaczyna swoją starą śpiewkę
              o dresach, o świecie, który go otacza, i zjadaniu mózgów. Sam nie wiem, co on
              tam pisze, gdyż nie czytam jego postów, tylko co okiem rzucę. Ale mózg
              zapamiętałem. Widziałem Hannibala. On może nawet nie czyta niczyich postów,
              tylko od razu odpowiada, co skraca czas naszej dyskusji. Przed chwilą
              pomyślałem o większej grozie, o tym, że Kazek wymyślił się i że nie jest ojcem
              dziecka, jak wspominał, a ja cudem dojrzałem, a jedynie jest owym "synem",
              który ogląda w TV jakieś tam misie, czy telebumisie... nie wiem co to jest, bo
              już z tego wyrosłem i nie oglądam, ale strach pomyśleć, że zadarliśmy z
              sześciolatkiem. I przegraliśmy, stary! Zawył nas, zaryczał, pianą pokrył. Na
              wszelki wypadek wycofajmy się, złóżmy ukłon pierrotowi dyskusji i załóżmy nowy
              wątek wraz z dresami.
              • daro15 Kazek logiczny jest 24.08.04, 11:41
                Kazek powiada:
                "Majka, daro był skuteczny, bo ja dotychczas po prostu go nie atakowałem. Ale
                masz rację. Gość ośmieszył prozę Łysiaka ostatecznie. Co można pomysles o
                piszarzu, który ma taaakich odbiorów? Chociaz w sumie odbiorców nikt sobie nie
                wybiera".

                Logika, ech logika... logika i logika... Kazka logika... Kazek logiczny jest...
                Kazek największym logikiem jest! I jaki wspaniałomyślny! Nie zaatakował mnie. A
                mógł, skubaniec. A jednak darował Daru... Darowi życie! A Smakoszu...
                Smakoszowi nie wyrwał do końca jęzora. Wychodzi na to, zerkając uważnie na
                powyższy cytat, że Łysiak ma swoich wiernych czytelników, którzy go ośmieszają.
                To my "ostatecznie" rozwaliliśmy naszego idola, a nie grono wytrawnych
                krytyków. Zresztą rękami Łysiaka to zrobiliśmy, bo on wychował sobie takich
                czytelników, choć ostatnie zdanie z cytatu sugeruje, że nieświadomie. To
                wszystko nie ważne. Ważne jest to, że ja i Smakosz jesteśmy po stronie Kazka!
                Kazek jest z nami, bo on uważa "piszarza" Łysiaka za grafomana, czyli
                go "flekuje"! Rozumiesz??? Wrobił nas skubaniec! o, kurde! Who is who? That is
                the question.
        • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 24.08.04, 09:49
          Zakończyć? Stooper, no coś Ty!
          Mnie osoboście nie rajcuje lektura wypocin wyprodukowanych przez stado (zgoda,
          w tym miejscu przesadzam nieco z ilością) bezmózgowców pospolitych, za to
          nieźle bawię się, odpisując na nie. Szkoda tylko, że nawet odpowiedzieć na
          ostrą polemikę nie potrafią z klasą. Ech, znaleźć w internecie interlokutora na
          poziomie to jak z wodą na Księżycu: wszyscy o niej słyszeli, ale nikt jej nie
          widział... Pozdrawiam!
          • kraciak Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 24.08.04, 23:41
            No, proszę, widzę, że pan Smakosz rozsmakował się w pieniactwie. Jakie
            wypociny? Jeśli masz na myśli ilość tekstu, to porównaj, ile ty produkujesz tej
            bezwartościowej piany. I to podejście do interlokutora...a, prawda, ty nie masz
            interlokutora godnego siebie. Przecież kobieta, a właściwie niegrzeczna
            dziewczynka, nie potrafi rozmawiać z mężczyznami, czyż nie, mój śliczny? Jest
            za głupia, rzecz jasna. Te protekcjonalne rady... Ale równie dobrze ja mogłabym
            powiedzieć o niedokładnym czytaniu tego, co odpisał adwersarz. Wcale nie
            wkładam ci w usta wypowiedzi o racji, lecz twierdzę, że jesteś przykładem
            osobnika wyznającego taką zasadę. Bo co? Mylę się? Jeśli nie z nami, to
            przeciwko nam. I pod sztandarem zła. Proszę, daruj sobie te pompatyczne
            wypowiedzi. I mam wrażenie, że poziom rozmówcy, który zadowoliłby cię, jest
            poziomem wyznaczanym przez ciebie. Jasne, takiego nikt nie osiągnie. No, może
            prócz jeszcze jednego osobnika. Co za ulga, bo mogło byc gorzej. Aha, jeśli
            zechcesz mi odpisać, w co nie wątpię, bo lubisz się handryczyć, podpowiadam, że
            mój nick brzmi Kraciak, a nie Kryciak. To prawie jak pomylić Smakosza ze
            Smarkoszem.
            • daro15 Proszę o wybaczenie 25.08.04, 08:19
              kraciak napisała:

              "I mam wrażenie, że poziom rozmówcy, który zadowoliłby cię, jest poziomem
              wyznaczanym przez ciebie. Jasne, takiego nikt nie osiągnie. No, może
              prócz jeszcze jednego osobnika".

              A już miałem życzyć miłego dnia wszystkim, ale wobec ataku ze strony osoby, z
              którą nie zamieniłem nawet jednej linijki dialogu, zmieniam to postanowienie.
              Powinienem teraz zrobić Kraciakowi to, co Kazek obiecał zrobić mi i Smakoszowi,
              gdyby nas szczęśliwie spotkał na swoim blokowisku. Zamiast pitolić 3 po 3 o
              literaturze, której się nie zna, lepiej spotkać się i obalić jakieś tanie
              winko. Kazek proponował kiedyś spotkanie pod swoim blokiem. This is good idea -
              jak mówią dresy, gdy znudzi im się francuski. Niestety, nie mogę zaprosić do
              siebie, gdyż mój pies jest agresywny wobec każdego obcego idioty kręcącego się
              za parkanem. No tak mu się porobiło. Proszę o wybaczenie.
            • daro15 Proszę o wybaczenie 25.08.04, 08:19
              kraciak napisała:

              "I mam wrażenie, że poziom rozmówcy, który zadowoliłby cię, jest poziomem
              wyznaczanym przez ciebie. Jasne, takiego nikt nie osiągnie. No, może
              prócz jeszcze jednego osobnika".

              A już miałem życzyć miłego dnia wszystkim, ale wobec ataku ze strony osoby, z
              którą nie zamieniłem nawet jednej linijki dialogu, zmieniam to postanowienie.
              Powinienem teraz zrobić Kraciakowi to, co Kazek obiecał zrobić mi i Smakoszowi,
              gdyby nas szczęśliwie spotkał na swoim blokowisku. Zamiast pitolić 3 po 3 o
              literaturze, której się nie zna, lepiej spotkać się i obalić jakieś tanie
              winko. Kazek proponował kiedyś spotkanie pod swoim blokiem. This is good idea -
              jak mówią dresy, gdy znudzi im się francuski. Niestety, nie mogę zaprosić do
              siebie, gdyż mój pies jest agresywny wobec każdego obcego idioty kręcącego się
              za parkanem. No tak mu się porobiło. Proszę o wybaczenie.
            • daro15 Proszę o wybaczenie 25.08.04, 08:19
              kraciak napisała:

              "I mam wrażenie, że poziom rozmówcy, który zadowoliłby cię, jest poziomem
              wyznaczanym przez ciebie. Jasne, takiego nikt nie osiągnie. No, może
              prócz jeszcze jednego osobnika".

              A już miałem życzyć miłego dnia wszystkim, ale wobec ataku ze strony osoby, z
              którą nie zamieniłem nawet jednej linijki dialogu, zmieniam to postanowienie.
              Powinienem teraz zrobić Kraciakowi to, co Kazek obiecał zrobić mi i Smakoszowi,
              gdyby nas szczęśliwie spotkał na swoim blokowisku. Zamiast pitolić 3 po 3 o
              literaturze, której się nie zna, lepiej spotkać się i obalić jakieś tanie
              winko. Kazek proponował kiedyś spotkanie pod swoim blokiem. This is good idea -
              jak mówią dresy, gdy znudzi im się francuski. Niestety, nie mogę zaprosić do
              siebie, gdyż mój pies jest agresywny wobec każdego obcego idioty kręcącego się
              za parkanem. No tak mu się porobiło. Proszę o wybaczenie.
              • Gość: Kazek Re: Proszę o wybaczenie IP: *.p-s-inter.net 25.08.04, 09:47
                A jednak przeczytałem, jak widać mientki jestem.
                "Kazek proponował kiedyś spotkanie pod swoim blokiem"
                Nigdy nie proponowałem, a skąd. Jak zwykle bzdura.
                "ale wobec ataku ze strony osoby, z którą nie zamieniłem nawet jednej linijki
                dialogu" - a wystarczy spojrzeć paręnaście postów wcześniej :-)))
                Wyjaśnienie - napisałem "ynteligencja", bo to był cytat ze... Smakosza. Czyżby
                Smakosz był Yetim?
                Że nie czytałeś nigdy moich postów, to rozumiem, w końcu nie wciskałbyś mi tyle
                bzdur. Ale swoje obaj ze Smakoszem czytać powinniście, choćby po to, by
                poprawic tę nieszczęsną ortografię.
                I dlaczego ten sam post trzy razy? Klawiaturę zepsułeś?
            • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 25.08.04, 13:14
              Cześć KrAAAAAciaku.
              ŁUP! ŁUP! ŁUP! Słyszysz jak dudni? To ja. Za tę jedną przekłamaną literkę w
              Twoim nicku po trzykroć w klatkę z piersiami uderzam. Starczy za przeprosiny?
              A „Smarkosz” mi się podobał. Błysnęłaś.
              Rzeczywiście „lubię się handryczyć”. Tu mnie masz. Ale nie z każdym i nie z
              każdą lubię.
              Ślicznie wyglądasz, jak tak stoisz (siedzisz?) i tupiesz.
              Ale dość tych komplementów, paluszek w oczko też Ci włożę: kłamczuszka z
              Ciebie. Pamiętasz? „Wiesz, Smakoszu, nie będziemy już, mam nadzieję, nawzajem
              sobie dogryzać. Ja wcale nie mam na to ochoty.” Akurat! Albo to: „Nie posiadam
              wojowniczej natury.” Pewnie. Znaczy: kłamczuszka do kwadratu.
              Co do poziomu dyskusji na forum i mojego „podejścia do interlokutora”,
              podtrzymuję stanowisko. Na to, by znaleźć tu interesującą opinię, ocenę czy
              niechby i kontrowersyjny, acz starannie wyważony i poprawnie stylistycznie
              wyartykułowany pogląd, a przy tym nie obić się o banał lub wypis z
              michnikowszczyzny, świeca to zdecydowanie za mało.
              Co do „mojej racji”, jak widzę masz wyraźne kłopoty ze zrozumieniem tego wątku,
              więc Ci to sprecyzuję: spór o rację jest sporem o prawdę, a ja jestem
              przykładem osobnika wyznającego zasadę: „nigdy nie wahaj się nazywać białego
              białym, a czarnego czarnym”. Wbrew temu, co niczym dżuma rozpanoszyło się
              dookoła, uważam, że prawda (racja) nigdy nie leży „pośrodku”. „Prawda leży tam,
              gdzie leży”. To „czerwonoróżowi” wymyślili "odcienie szarości" i to dlatego
              dzisiaj prawdę (rację) każdy dostrzega w czymś innym, a w efekcie – każdy
              odczytuje ją tak, jak mu akuratnie pasuje. Prym wiedzie stado umysłowych
              kabotynów opętanych intelektualnymi odbitkami i zanurzonych w bagnie totalnej,
              etycznej degrengolady. Tak więc: owszem, tak. Jeżeli nie z nami, to przeciwko
              nam. W tym zakresie jestem niereformowalny, ponieważ, Droga Kraciaku, szarość
              zakłamuje etykę. Tymczasem jej filary po prostu nie podlegają wartościowaniu,
              choć dla ideologicznych przeciwników Łysiaka „prawda jest tylko i wyłącznie
              kwestią sprawnego montażu”.
              Teraz kilka zdań a propos „bezwartościowej piany”.
              1. Napisałem: „Nie idzie o stosunek do książek, lecz do światopoglądu. To
              światopogląd pozostaje wyznacznikiem różnicującym Dobro od Zła.”
              2. Napisałem: „Po 1989 roku z takich właśnie martwych, jałowych intelektualnie
              ludzi-0chorągiewek wzniesiono „niepodległą Polskę” – i wielka w tym zasługa
              przeciwników „światopoglądu Łysiaka”.
              3. Napisałem: „(...) oponent twórczości i postawy prezentowanej przez Łysiaka
              niekoniecznie bywa zwolennikiem tak zwanej michnikowszczyzny, acz wyznawca
              Michnika nie może być jednocześnie „łysiakomaniakiem”. Jak sądzisz, skąd to się
              bierze?”
              4. Przytoczyłem opinię Krystyny Kersten: „Nawet dążąc do maksymalnego
              obiektywizmu, nie zdołamy całkowicie uwolnić się, jeśli nie od wartościowania,
              to od porządkowania wedle określonych norm”. I dodałem od siebie: „W moim
              przekonaniu to właśnie owe <porządkowanie wedle norm> (...) doprowadza do szału
              przeciwników Łysiaka. Łysiak jest po prostu aksjologiczne zaangażowany w to, co
              robi, a postkomunę razi to do kości.”
              I co? Fasolą o sufit. Nul, zero, nic. Żadnego komentarza od Ciebie. Pewnie
              powiesz, że łapię Cię za słówka? A może było mało merytorycznie? Hi, może w
              takim razie powinienem Ci to narysować? Albo w celu zrozumienia przy czytaniu
              sama powinnaś sobie pomagać rysowaniem?
              Faktycznie nie jesteś idealna. Ale to doprawdy bez znaczenia, gorzej, że nie
              jesteś też sprawiedliwa, ba! nawet nie próbujesz sięgnąć obiektywizmu. Ostatni
              przykład: o „Stuleciu kłamców” zapodałaś, że jest „stekiem ksenofobicznych,
              szowinistycznych bzdur.” To pusta, prymitywna kalka rodem z „Wyborczej”. Do
              cholery, jak z tym polemizować? Może jakieś konkrety?
              Na zakończenie: handryczmy się, Kraciaku, nawet ostro i z przewagą motywów „ad
              personam”, bo to sprawia, że w dyspucie efektownie „iskrzy”, ale zachowujmy
              przy tym minimum reguł erystyki. W istocie pokaż, że „kobieta, a właściwie
              niegrzeczna dziewczynka” potrafi rozmawiać i że „nie jest za głupia”.
              Albo, jako rzekłem, szkoda czasu na pierdoły i idź do diabła.
              Łapki całuję (jak zwykle z pewną taką nieśmiałością),
              Smakosz.
              PS. Jeszcze jedno: nie jestem "Twoim ślicznym", Dziewczynko. Na przyjemność
              trzeba zasłużyć, a Ty musiałabyś sporo nad sobą popracować.


              • Gość: Kazek Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.p-s-inter.net 25.08.04, 15:10
                Naprawdę byłoby dobrze, gdybyś skrócił wypowiedzi. Bez problemu można to zrobić
                bez straty dla meritum, a byłoby bardziej w konwencji "netykiety". Choć i tak
                zrobiłeś duże postępy. Lepiej pod względem ortografii, stylistyki (zaledwie
                nieliczne kwiatki np. „Tak więc: owszem, tak”, „po trzykroć w klatkę z
                piersiami uderzam”). Myślę, że to pod naszym wpływem (moim i Kraciak). Kiepsko
                tylko wyglądasz, gdy tak bezsilnie napinasz mięśnie.
                Co do tej kwestii dobra i zła - właściwie to całkowicie się z Tobą zgadzam.
                Tylko czy naprawdę uważasz się za autorytet do rozstrzygania, czym jest dobro,
                a czym zło? Jak pisał Jasienica: "Porządek polityczny powinien zabezpieczać
                społeczeństwa przed ludźmi, którzy zbyt wiele wiedzą na pewno". Tyle w sensie
                idei, bo że historia jest dość skomplikowana, to już wybacz, banał do kwadratu,
                w końcu za komuny Łysiak w II obiegu nie publikował, a w oficjalnych
                wydawnictwach jak najbardziej.
                To absolutne przekonanie, czym jest dobro, może tłumaczyć, dlaczego pisarstwo
                Łysiaka jest tak słabe. Po prostu w literaturze o wiele lepiej wypadają
                wątpliwości. Absolutna pewność jest raczej cechą socrealizmu i gatunków
                pokrewnych.
              • kraciak Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 25.08.04, 23:35
                Masz rację. Na przyjemność trzeba zasłużyć. Tyle, że ja nie mam przyjemności z
                tobą i nigdy nie miałam. Ale ta dyskusja najwyraźniej robi ci dobrze, skoro tak
                się pienisz. Miłego. Nie muszę niczego nikomu udowadniać. I do tego nie muszę
                bić tyle piany, co ty. A "Stulecie kłamców" czytałam, wyobraź to sobie, bo owa
                szmira zaśmieca półkę mojej mamy. Nie będę bawiła się w wypisy, bo brzydzę się
                dotknąć wypocin Łysiaka. I nie kupowałam GW, kiedy miałam do czynienia z tym
                żałosnym przedmiotem, bo książką nazwać tego nie można, a to, co napisałam,
                odzwierciedla mój stosunek do SK. "Prym wiedzie stado umysłowych
                > kabotynów opętanych intelektualnymi odbitkami i zanurzonych w bagnie
                totalnej,
                > etycznej degrengolady." - dumny jesteś z siebie, prawda? Mój wykładowca i
                były promotor, którego nigdy zapewne nie poznasz, gdyż, w przeciwieństwie do
                ciebie, jest człowiekiem wielkim i niesamowicie skromnym, takie wygibasy
                nazywał ekwilibrystyką terminologiczną. I tylko tym to jest. To ty powinieneś
                popracować nad stylistyką wypowiedzi.
                Aha, nie będę dawała tobie powodów do robienia sobie dobrze. To mój ostatni
                wpis kierowany tu do ciebie. Miałam (naiwnie)wrażenie, ze można spokojnie
                wyrazić swoje zdanie. Jednak, widać, nie można. Pisz sobie więc, bo na pewno to
                uczynisz, gdyż nie potrafisz z godnością przyjąć tego, co mają do powiedzenia
                inni.
                  • stooper Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! 26.08.04, 05:46
                    Jestem za, skończ już Kazek z tym szczekaniem, jak nie macue z Kraciakiem
                    argumetów, róbcie zadymę gdzie indziej. Żałosne, że jako argument podajecie
                    jakiegoś anonimowego "wielkiego" gościa, profesora, który jest jakims guru. kto
                    to jest i co napisał? Skromnośc to za mało. Szkoda Wam czasu na sprawdzenie
                    przypisów. Co za uroczy argument. Macie rację, idźcie do "lepszego" towarzystwa
                    i dyskutujcie tak samo jak tu "merytorycznie". Nic od Was się mnie
                    dowiedziałem. Nie umiecie nawet uprawiać słownej szermierki. A ty, Smakosz,
                    wykorzystaj swój potencjał w innym bardziej pożytecznym celu, a nie
                    odszczekiwanie na szczekanie gówniarzy. Wkurzyłem się i też opuszczam wątek.
                • Gość: Smakosz Re: Czy ktoś czyta jeszcze ksiązki Łysiaka ?!?!?! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 26.08.04, 11:21
                  Cześć, Kraciaku.
                  Tyle w Tobie łagodności, że uskrzydla.
                  Ale wytrzyj buzię ze śliny i posłuchaj. Mógłbym po raz trzeci zacytować opinie,
                  co do których nie raczyłaś się ustosunkować, ale Twój ostatni post zniesmaczył
                  mnie na tyle, że nie zrobię tego. Daremny trud, a ja nie mam wiele wspólnego z
                  Syzyfem (jak powiadają: robota pewna, za to bezsensowna). Pogratuluję Ci za to
                  promotora, „człowieka wielkiego i niesamowicie skromnego”. Ty, istota z natury
                  nie tak wielka, a przy tym zdecydowanie mniej skromna, w podobnych przypadkach
                  możesz posłużyć się prostszym, mniej wyszukanym leksykalnie
                  określeniem: „grafomania”. Zapisz sobie. Na więcej Cię nie stać, podobnie jak
                  nie stać Cię na podjęcie rzeczowej polemiki. Psia krew, Ty nawet kłócić się z
                  klasą nie potrafisz, niestety...
                  „Szmira”, „wypociny Łysiaka”, „żałosny przedmiot zaśmiecający półkę”, „brzydzę
                  się dotknąć” – siła Twoich argumentów zniewala. Finezja! Przyznaj: sama to
                  wymyśliłaś, prawda? Wiesz, obawiam się, że to, co napisałaś, odzwierciedla coś
                  więcej niż Twój wyszukany stosunek do „Stulecia kłamców” czy ideologii, której
                  broni Łysiak. Że to po prostu emanacja Twego prawdziwego „ja”. Oblicze może i
                  apetyczne, za to pustota mentalna. Kazek mówił na to: „dresiarstwo”. Nie
                  zazdroszczę Twoim rodzicom, na pewno się starali...
                  W jednej kwestii masz rację: faktycznie nie musisz niczego nikomu udowadniać.
                  Powiem więcej, nawet nie powinnaś się starać. Reagując na moje posty dowiodłaś
                  tylko tego, że niczego nie potrafisz udowodnić.
                  I w ostatnim słowie. Napisałaś: „nie będę dawała tobie powodów do robienia
                  sobie dobrze”. Jeśli należycie to rozumiem, pragniesz pozbawić mnie
                  przyjemności płynącej z rozmowy z Tobą, tak? No więc wybacz, ale nie możesz
                  pozbawić mnie czegoś, na co nie mam już ochoty.
                  Żegnaj, Słoneczko.
                    • Gość: Smakosz Re: Miłosz powiedział o Łysiaku IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 27.08.04, 10:49
                      Miłosz? Żaden autorytet, o Miłoszu tylko tak mówią. Że Nobla dostał? Szymborska
                      też dostała. Nobel potwornie się sprostytuował - Arafat również "zaliczył"
                      Nobla.
                      A wiesz, Wqrwiony, że dla Czesława Miłosza jesteś świnią? "Polak musi być
                      świnią, ponieważ się Polakiem urodził" - rzekł ów poeta. A wiesz, Wqrwiony, że
                      gdyby mógł, Czesław Miłosz pod Twój kraj podłożyłby bombę? "Wysadziłbym Polskę
                      w powietrze" - powiedział. Zresztą z tego zamiaru pewnie zrezygnowałby, pod
                      warunkiem, że stalibyśmy się 17. sowiecką republiką. "Trzeba przyłączyć Polskę
                      do Związku Radzieckiego" - postulował.
                      Plunął nawet na polski Kościół, który teraz nie wiedzieć czemu gloryfikuje Go
                      do spółki z michnikowszczyzną: "Nie zawrę nigdy przymierza z polskim
                      katolicyzmem, czyli nie poddam się małpom" - to też jego słowa. I jeszcze jeden
                      kwiatek z rozległej łączki patriotyzmu noblisty: zgadnij, Wqrwiony, czym dla
                      Miłosza był komunizm? Otóż "komunizm był wielką przygodą intelektualną".
                      Torsje łapią.
                      O Zmarłych należy mówić Prawdę. Całą, a nie tylko tę "czerwonoróżową".
                      A wracając do Łysiaka: dopóki pisał apolityczne felietony i polemiki, póki
                      produkował "napoleoniki", bestsellery w rodzaju "Fletu z mandragory" czy
                      powieści historyczne, był cacy. Krytyka wynosiła go pod niebiosa, zachłystywała
                      się jego erudycją, słownictwem, warsztatem literackim. Zauważ, kiedy to się
                      zmieniło, od kiedy to Łysiak "stoczył się"? Od momentu, w którym stwierdził, że
                      należy rozliczyć przeszłość. Szerzej - od kiedy zajął się polityką, to znaczy
                      poparł Herberta, atakując wybory i postawę Michnika and spółki.
                      Wystarczy Ci, Wqrwiony?
                      Smakosz.
                      PS. Naprawdę musisz się tak wqrwiać?!
                      • Gość: SmokWawelski Re: Miłosz powiedział o Łysiaku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.04, 12:20
                        Gość portalu: Smakosz napisał(a):

                        >Zauważ, kiedy to się zmieniło, od kiedy to Łysiak "stoczył się"? Od momentu, w
                        którym stwierdził, że należy rozliczyć przeszłość. Szerzej - od kiedy zajął się
                        polityką, to znaczy poparł Herberta, atakując wybory i postawę Michnika and
                        spółki.<

                        Od kiedy zajął się polityką? Gdzieś ok. roku 1989 – czyt. wtedy kiedy to już
                        było bezpieczne. Przejrzyj sobie chronologicznie jego twórczość – wtedy to
                        staje się wojującym z otwartą przyłbicą antykomunistą – (bo że wcześniej nim
                        był w to nie wątpię tylko cokolwiek zakonspirowanym). Oczywiście znam jego
                        wypowiedzi o walce na „śmierć i życie” z cenzurą, która bezlitośnie cięła
                        co „odważniejsze” aluzje polityczne a także barwną opowieść jak to Sprawa
                        Łysiaka wkurzyła wysokich rangą tow. radzieckich i ich proteście (oficjalna
                        nota kremlowska z roku 1979, której efektem był zakaz druku).Coś ten zakaz
                        krótko trwał bo w 1980 wydaje: „Perfidię”, „Szachistę” i „Asfaltowy saloon”, w
                        1981 „Flet z mandragory”, a w 1982 (stan wojenny !!!– internowania, więzienia,
                        wyrzucanie z pracy, szykany itd.) „Frank Lloyd Wright” (to o architekcie-
                        wizjonerze – naprawdę baaaardzo zaangażowane). Książki te były wydawane, bo po
                        prostu nie były groźne dla systemu. Autokreacja Łysiaka na największego w kraju
                        antykomunistę jest więc cokolwiek śmieszna. Komunizm upadłby i bez Łysiaka.
                        Zalicza się on wg mnie do tzw. spóźnionych opozycjonistów. I tego spóźnienia
                        niestety już nie nadrobi.

                        • Gość: Smakosz Re: Miłosz powiedział o Łysiaku IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 27.08.04, 16:07
                          Smoku! Powiedz szczerze: gdybyś pod koniec dekady lat 70. popełnił "Cesarski
                          poker", czyli książkę, która doczekała się oficjalnego protestu Kremla, nie
                          traktowałbyś tego jako powodu do dumy? Nie wspominałbyś o tym? Po co ta kpina w
                          tonie? Po drugie: przecież ówczesny zakaz druku książek Łysiaka to fakt, a nie
                          jakieś domysły? Całe szczęście, że trwał tak krótko!
                          Ale okay, niech Ci będzie nawet tak, że Łysiak zajął się polityką "gdzieś ok.
                          roku 1989" i wcześniej był "antykomunistą cokolwiek zakonspirowanym". Nie będę
                          polemizował, tym bardziej że szerszej widowni "słowa i czyny" Łysiaka-
                          antykomunisty sprzed 1989 roku nie są znane. Powiedz jednak, co to ma do
                          rzeczy? Nie zaprzeczysz, że Łysiaka okrzyknięto "grafomanem" i "plagiatorem" w
                          momencie, w którym zaczął publicystycznie "dowalać" postkomunie, kpiąc z
                          dwulicowości michnikowszczyków, a przy tym tępiąc hedonistyczny konsumpcjonizm
                          i ateistyczny liberalizm pewnych kręgów. Innymi słowy, środowisko skupione
                          mentalnie wokół guru Wyborczej poczęło wieszać psy na twórczości Łysiaka
                          (wcześniej go chwalili), ponieważ nie mogło darować mu publicystyki
                          politycznej. A od kiedy Łysiak i tę wplótł w fabułę (vide "Najlepszy"), dla
                          Adasia i spółki świat się skończył!
                          Wcale nie idzie o walory literackie jego książek, nie oszukujmy się. W
                          pierwszym rzędzie idzie o to, co Michnik nazwał "nienawiścią", a Łysiak,
                          Herbert, Trznadel, Kąkolewski i inni - sprawiedliwością. O rozliczenie
                          postkomuny. O chrześcijańskie prawo moralne.
                          ...Teraz widzę, że mogłem wyłożyć to prościej: jak sam zauważyłeś (wymieniając
                          kilka tytułów książek Łysiaka), na początku lat 80. "książki te były wydawane,
                          bo po prostu nie były groźne dla systemu". Bingo, Kolego! Teraz wystarczy
                          odpowiedzieć sobie na pytanie, komu zagroziły te późniejsze, dlaczego tak
                          rozwścieczyły środowisko "moralnych autorytetów" - i jesteśmy w domu.
                          Pozdrawiam,
                          Smakosz.
                          • daro15 Re: Miłosz powiedział o Łysiaku 27.08.04, 18:13
                            A kuku! Eloł! Widzę, że jakaś dyskusja się zawiązała, więc wpadłem. Też widać
                            miętki jestem. Tylko jak bez Kazka można kulturalnie dyskutować?
                            Najdziwniejsze z Łysiakiem jest to, że dopiero po "transformacji ustrojowej"
                            (cha, cha, cha!) zaczęły się szykany Łysiaka, a nie za PRL. Za komuny był tak
                            samo mile widziany, co cała opozycja. Argument, że mu wydawali książki jest
                            śmieszny, gdyż wydawali prawie wszystkim. Wymienić? Prawdziwe jednak problemy
                            nastąpiły po 1989 r. Nie dlatego jednak, że Łysiak był "kolaborantem", bo
                            gdzież mu tam do Szymborskiej czy Miłosza w niechlubnej służbie socjalizmowi.
                            Tutaj chodziło o Michnika i o "okrągłostołowców". Mniejsza o istotę sporu, o to
                            jaki jest Łysiak i jaki jest Michnik, ale o sam fakt. Łysiak zadarł z
                            Michnikiem. Nie odwrotnie. Michnik okazał się gorszy od komuchów. Darował
                            Kiszczakowi zbrodnie, popijając z nim tęgo, a Łysiakowi nie mógł darować jego
                            pisania. Od wydania "Najlepszego" to się zaczęło! Łatwo sprawdzić. Śmiesznie i
                            naiwne głosy jakoby Łysiak musiał mieć jakiś "deal" z władzą PRL jest chybiony,
                            bo właśnie wtedy Michnik chętnie wziąłby go pod parasol jako wroga, tak jak
                            zrobił to z postkomunistami, z Urbanem, Jaruzelskim i Kiszczakiem. Albo po
                            prostu by go wykończył jakimś nagraniem, dokumentem od Kieresa lub z akt
                            bezpieki, które on sam i jego ekipa "plądrowali" w 1989 r. przez cały bity
                            tydzień. Nic z tych rzeczy. Widać, nic nie ma na Łysiaka. Michnikowi bliżej do
                            Komunistycznej Międzynarodówki, niż do prawicy, więc wszystko jasne! Łysiak
                            jest niebezpieczny dla ideologii Michnika, który stawia na jakieś socjalizmy i
                            niechętnie widzi polską rację stanu. Tzw. "opozycja" okazała się nie opozycją
                            wobec komunizmu, a przeciwko jego wypaczeniom, stąd w 1968 r. podział
                            na "Natolin" i "Puławy". A jeśli Łysiak to przypadkiem "grafoman", to jak
                            wyjaśnić te znakomite recenzje do 1992 roku, które pisali również lewicowi
                            krytycy, te nakłady, sztuki TV i te ceny spod lady? Jeśli Łysiak jest
                            podejrzany o cokolwiek, to czemu IPN nie chce pokazać mu jego teczki, o co pan
                            Waldemar zwrócił się pisemnie do pana Kieresa w liście otwartym drukowanym
                            w "Najwyższym Czasie"?