Kiedy język jest ważniejszy od fabuły.

03.04.02, 10:03
Niektóre ksišżki czyta się dla fabuły - to Harry Potter, powie�ci Kinga, Joe Alex. Czytamy je, żeby się czego� dowiedzieć (np. kto zabił, jak to się skończy, przeleci jš czy nie przeleci). W tych ksišżkach ostatnia strona jest magnesem; zdarza się, że fałszywym, ale przycišga realnie, skłania do czytania na czas. Joego Alexa potrafię łyknšć na jedno posiedzenie.
Ale sš też inne ksišżki, takie, od których nie oczekujemy finezyjnego zapajęczynienia intrygi. Jak jest, też dobrze, ale równie dobrze może to być lynchowski galimatias, bo czyta się je przede wszystkim dla niesamowitego �wiata wykreowanego niesamowitym językiem. W takich ksišżkach wcišgajš nas nawet wštki, o których nigdy by�my nie pomy�leli, że nas wcišgnš (ze względu na nieinteresujšcy nas temat). "Tytusa Groana" Peake'a czy "Okręg Sinistra" Bodora czytałem delektujšc się słowem. Ostatnia strona była gilotynš odcinajšcš mnie od wnętrza ksišżki. Ostatnie strony takich ksišżek czytam wolno, jak najwolniej, chcšc opó�nić egzekucję.
Czy kto� widzi w tym spostrzeżeniu sens? Je�li wiecie, o czym piszę, podrzućcie, proszę, parę tytułów z tej drugiej półki.
    • Gość: Druss Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. IP: *.e-katalyst.pl 03.04.02, 10:43
      Ocena stylu może być bardzo subiektywna - niektórzy lubią krótkie i dosadne
      zdania Hemingway'a, innych porwie barokowy język Italo Calvino...
      Moje typy z drugiej półki to:
      wspomniany Calvino ("Opowieści kosmikomiczne", "Rycerz nieistniejący")
      J.L. Borges (wszystko)
      Milan Kundera (wszystko)
      Ryszard Kapuściński (zdecydowanie wszystko)
      ale także... Arturo Perez-Reverte (ceniony nie tylko za realizm, ale właśnie za
      język!;-))
      Kłaniam się,
      Druss
      • Gość: Sol Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.04.02, 11:28
        delektuje sie skrotowym jezykiem Hemingwaya i wielbie go za te multum poprawek, z ktorych wychodza piekne
        dialogi (jaka szkoda, ze w rzeczywistosci ludzie tak nie rozmawiaja...). Ale ostatnio delektowalam sie jezykiem
        Grochowiaka w jego prozie. Tak dobrze widac reke (umysl, sposob myslenia) poety. Tak starannie dobrane
        slowa, przesiane, zdania pisane z mysla o ich brzmieniu. piekne. Kto dzis pisze "zarzewił knot"...?
        W ksiazkach lekkich jezyk nie musi byc wysublimowany ale razi mnie nieporadnosc stylistyczna (choc nigdy nie
        wiem czy to autor tak pisze czy tlumacz tak tlumaczy). I raza mnie bledy ortograficzne. jak to mozliwe, ze w
        ksiazkach sa bledy?
      • reptar Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły 03.04.02, 12:58
        Gość portalu: Druss napisał(a):
        > ale także... Arturo Perez-Reverte (ceniony nie tylko za realizm, ale właśnie za język!;-))

        Cze�ć, Druss!
        Gratuluję! Bezbłędnie rozpoznałe� Pereza w problemie "przeleci jš czy nie przeleci".
        Akurat na Pereza-Reverte to ja mam uczulenie jak stšd na Madagaskar. Rzeczywi�cie, ratuje go język, do bólu komunikatywny, lecz nie piękny. Je�li Reverte czym� mnie zachwycił, to kunsztem w dziedzinie optymalizacji. Nie o taki przykład mi chodziło.
        Wybaczcie, wiem, że najpierw proszę o przykłady, a potem kręcę nosem, ale Druss podtykajšc mi Pereza dobrze wiedział, co robi, i stšd ten jego smile, i stšd takie moje Re:
        A Italo Calvino rzeczywi�cie jest �wietny. Przyłšczam się do opinii. Resztš się zajmę w wolnych chwilach.
        • Gość: ryżymałp Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły IP: 195.116.167.* 03.04.02, 13:33
          A ja najbardziej lubie jak piękny język opisuje dobrą fabułę: za mistrzów frazy
          uważam Marqeza ( 100 lat samotności kocham za język , " Miłość w czasach
          zarazy" za fabułę i język). Z POlskich pisarzy - Pilch i Tokarczuk. Dodam
          jeszcze " kroniki abisyńskie" mosesa Isegawy .
          Mistrzem numer 1 jest dla mnie Kazuo Ishiguro i jego jak bardzo pięknie
          napisane " Okruchy dnia"- cos nisamowitego.
          • reptar Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły 20.05.02, 10:53
            Gość portalu: ryżymałp napisał(a):
            > jeszcze " kroniki abisyńskie" mosesa Isegawy .


            Przeczytalem "Kroniki abisynskie". Jezyk jest w nich rzeczywiscie dobry, wiele
            zdan daloby sie zacytowac na potwierdzenie. Co do fabuly - gorzej, choc w tej
            kwestii oczekiwania wzgledem "kronik dla kronik" bezpiecznie jest lokowac na
            niskim poziomie ;)
            W sumie bogactwo jezyka nie wynagrodzilo mi niedostatku fabuly.

            Dodatkowo ocene tej ksiazki bardzo psuja takie kwiatki jak niespodziewany rodzaj
            nijaki slowa "image" czy plynaca przez Rzym rzeka o nazwie "Tybr".
            • Gość: ryżymałp Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły IP: *.lublin.mm.pl 20.05.02, 12:21
              No tak..musze ci przyznac rację , zbyt pospieszyłam się z oceną. " Kroniki "
              zarzuciłam w 1/3.
              • reptar Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły 21.05.02, 11:43
                Ale nie przejmuj sie, ze przez Twoja rekomendacje to przeczytalem. Nie zaluje.
                Poza tym i tak chcialem juz wczesniej. A dla tych wszystkich, którzy nie
                dobrneli do konca mam dobra wiadomosc: tytul "Kroniki abisynskie" ma sens.
      • Gość: Mariola Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 24.09.02, 18:42
        O, bardzo trafny wybór! Z naciskiem na Borgesa! Dodałabym jeszcze "Mazurek dla
        dwóch nieboszczyków" a ze starszych pozycji to "Dolinnę Issy" i parę opowiadań
        Schulza.
    • Gość: art Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. IP: *.MAN.atcom.net.pl 03.04.02, 13:46
      • Gość: Moni Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. IP: *.pl 04.04.02, 22:14
        Ostatnio olśniła mnie "Lolita" Nabokova. Przykład :
        "Na mój dzwonek odpowiedziała cisza pełna bacznej ironii.Ale garaż nadziany był
        jego autem (...). Spróbowałem kołatki. Powtórka z nieobecności."
        A kto jeszcze umie tak napisać o orgazmie osiągniętym poprzez podglądanie
        sąsiadki :
        "Zawieszony nad plamistym zachodem słońca i wzbierającą nocą, zgrzytając zębami
        przypierałem wszystkie demony swej żądzy do balustrady balkonu: ten zaś gotów
        był odfrunąć w morelowo-czarny, wilgotny wieczór: już frunął ..."
        • Gość: ula Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.04.02, 00:13
          No, reptar (skąd ta ksywa, bo mi się kojarzy z dinozaurami...?), gratuluję!
          Najwyraźniej postanowiłeś iść w slady swoich mistrzów, za tę "finezyjnie
          zapajęczynioną intrygę" masz u mnie dużego plusa. Wyjdzie na to, ze ja ciągle o
          jednym, ale książką, która pod względem stylistycznym zrobiłą na mnie ostatnio
          największe wrazenie,był "Fama Dumbuya" A. Kouroumy. Nie wiem, na ile to siła
          sugestii, ale naprawdę miałam wrażenie "afrykańskości", czytając to. I nie
          chodzi mi (tylko) o egzotyczne pejzaże czy nieznane realia. Sam język, barwny,
          gęsty, wysycony, też jest świadectwem innej kultury. Kapuściński gdzieś pisze,
          że pod afrykańskim słońcem, przy barwach tamtejszej ziemi, roślinności, nieba
          Europejczyk ze swoją nieskazitelnie białą karnacją, jasnymi oczami i włosami
          (co u nas wydaje się równoznaczne z pewną szlachetnością i czystością, choć
          dość skutecznie takie pomysły skompromitował ideał prawdziwego Aryjczyka)- tam
          wydaje się wyblakły, spłowiały, jakis taki "niedorobiony", jak źle wypieczony
          bochenek. I taką właśnie witalną esencjonalność widać wg mnie w języku
          Kouroumy. Książka jest w tej chwili w czytaniu u znajomego, więc nie moge
          przytoczyć cytatu, nie pamiętam też tłumacza, ale naprawdę polecam.
          Nic innego nie przychodzi mi w tej chwili do głowy, mogę tylko dodać, ze moim
          zdaniem, prawdziwie wielki styl jest prosty- wyraźna praca nad nim, w której
          niemalże czuć pot autora, neodmiennie mnie wkurza- vide Pilch. Uwielbiam zabawę
          słowem,ale takie komplikowanie frazy na siłe (czas zaprzeszły, szyk przestawny
          i ni z tego ni z owego orzeczenie na koncu zdania, w stylu "Dziś kartofle kupić
          postanowiłem byłem") jest dla mnie raczej dowodem nieporadności niż biegłości.
          • Gość: Jack Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. IP: *.gazeta.pl 05.04.02, 08:45
            Wspominany już Mervyn Peake...i Nick Cave - "Gdy oslica ujrzała anioła" -
            niezłe wyobrażenie o tym jaki to język daje pierwsze zdanie tej ksiązki -
            "Trójka brudnych kruczych braci krąży, dziób do ogona, wycinając koło w
            posiniaczonym i utrudzonym niebie, zataczając szybkie ciemne kręgi poprzez
            gęste dmy dymu."
            • reptar Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. 05.04.02, 10:34
              Tak, znam "O�licę...". Masz rację, to jedna z takich ksišżek. A w pamięć najbardziej zapadły mi potrzaski ojca Euchrida.
    • Gość: e Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 05.04.02, 13:09
      Wg mnie np. u Płatonowa - "Czewengur". Nie wiem czy o wiele ważniejszy, ale w
      każdym razie ma duże znaczenie i bardzo fabułę uzupełnia. Nie wiem na ile to
      zostaje w przekładzie... Pewnie zależy od tłumacza.

      e
      • reptar Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. 05.04.02, 14:24
        Rety, ludzie! jakie dobre przykłady mi podajecie. Przed chwilš Cave, teraz "Czewengur" Płatonowa, a ja to też znam, i jeszcze gotowi�cie mnie posšdzić, że ja to niby na jakiego� oczytanego pozuję.
        "Czewengur" jak najbardziej pasuje do tego działu!!! Moim zdaniem z powodzeniem można by go pocišć na pojedyncze zdania i wydać jako zbiór złotych my�li.
        Gwoli uczciwo�ci dodam, że "Czewenguru" za pierwszym razem nie przebrnšłem, bo jest tak niesamowicie przygnębiajšcy, tak bardzo kapišcy beznadziejš (nie w sensie literackim, tylko w sensie ichniego, tzn. bohaterów, spojrzenia na życie w radzieckiej Rosji). Ale już przerywajšc czytanie wiedziałem, że drugie podej�cie jest nieuniknione. No i było, po kilku latach, dorosłem widać, i stałem się potterowcem Płatonowa.
        • Gość: e Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 05.04.02, 15:04
          Ale zbieżne wrażenia :-)

          Co prawna przebrnełam przez "Czewengur", ale po tym nie byłam już w stanie
          sięgnąć po "Kotłowan" (Wykop), bo za bardzo byłam przytłoczona... Odłożyłam to
          na później, ale przeczytam, bo chyba warto...
          e
    • Gość: Krrra Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. IP: *.debniki.sdi.tpnet.pl 05.04.02, 14:07
      Tak, Nabokov ma piekny język, ale u niego fabula tez ma wielkie znaczenie. Taka
      ksiazka afabularna, a znakomita myslowo i językowo to np. "Namaluj to"
      Hellera.Albo "Ścieżka nocy" Ireneusza Kani, jak ktoś jest zainteresowany
      buddyzmem.
    • Gość: dudu Re: Do Uli i nie tylko IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 05.04.02, 17:34
      Zasadniczo się z Tobą zgadzam, z wyjatkiem dwóch "drobiazgów". Uważam, że
      szkoda, iż czas zaprzeszły wyszedł z użytku. Pozwalał na większą precyzję, a i
      sama "konstrukcja wdzięcznie brzmi" - nawet tak jak cytujesz "postanowiłem
      byłem". Oczywiście zaprzeszły jest już trochę zaprzeszły, a więc archaiczny i
      używanie go przy opisie czynności banalnych brzmi trochę pretensjonalnie i
      dziwacznie. To tak jakby zwracać się do sprzedawczyni w sklepie : O pani, czyż
      byłaby pani tak łaskawa.... Dla mnie ma to jednak urok, a całkiem młody jestem
      We francuskim np. tylko w języku literackim używa się Passe simple. To
      oczywiście banał, ale literatura to coś więcej niż język potoczny. Takiego
      potocznego mamy dosyć w gazetach. Mnie nie przeszkadzają takie komplikacje, a
      także szyk przestawny. Po polsku prawie wszystko da się poprzestawiać, a jak
      czasami pięknie brzmi. Dlatego właśnie lubię Pilcha - czasami używa
      zaprzeszłego, często przestawia. Być może i poci się nad każdym zdaniem, ale
      tym bardziej mu chwała. Nie wieżę w sztukę, która przychodzi bez wysiłku. W
      każdym razie ja, Pilchowego potu nie wyczuwam. Ale być może mam zbyt słabe
      powonienie.
    • Gość: Krra Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. IP: *.debniki.sdi.tpnet.pl 05.04.02, 19:51
      Tak sobie myslę...To chyba jednak nie sam język. To by nie wystarczylo. Raczej
      mysli. Oryginalnosc mysli.Tyle, ze wyrazona pieknym językiem.Wtedy fabula staje
      sie mniej ważna.
      • Gość: ula Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.04.02, 23:08
        No, nareszcie, już myślałam, ze nikt nie zareaguje na moje prowokacje ;-)). A
        poważnie: sama lubię i używam czasu zaprzeszłego, a możliwość dowolnego
        ukłądania części zdania uważam za jeden z większych walorów polszczyzny.
        Chodziło mi tylko o to, żeby nie stwarzać w ten sposób wrażenia większej głębi
        niż jest w istocie. Ale może macie rację: całe moje zdanie o Pilchu-pisarzu
        opieram wyłącznie na Mocnym Aniele, a to pewnie za mało. Jeszcze lepszym
        przykłądem byłby może niejaki Jerzy Trammer, którego z kolei znam wyłacznie z
        felietonów zamieszczanych swego czasu w Magazynie Wyborczej. To dopiero byl
        mistrz: w każdym tekście pół grama myśli, ale za to składnia taka, że można się
        zastrzelić. Co tydzień pozostawalo mi po tych felietonach uczucie silnego
        niesmaku...
        • Gość: dudu Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 06.04.02, 00:06
          Wg.mnie "Pod mocnym Aniołem" jest akurat najsłabszą jego książką. Dostał
          nagrodę za nią, ale myślę, że tak naprawdę to za "całokształt". Trammera nie
          czytam, więc nie wiem. A z Pilcha najbardziej lubię "Bezpowrotnie utraconą
          leworęczność". Dyskusja nt. języka powinna dotyczyć też melodii. Przecież jest
          tak, że praktycznie cokolwiek powiedziane po francusku, albo po rosyjsku brzmi
          pięknie. sztuka pewnie też polega na tym, żeby i w tak trudnym i szorstkim
          języku jak polski podobny efekt uzyskać. Tego nawet nie da się zdefiniować, ale
          porównam to trochę do głośników. Człowiek odbiera dźwięki o częstotliwośći od
          16 do 20000 Hz. Mimo to produkuje się kolumny, które mają szersze pasma. Np.
          dźwięku poniżej 16 Hz już nie słyszymy, ale za to odbieramy go całym ciałem i
          to generalnie poprawia nam nastrój.
          Polecam (dla języka ) "Wilczy notes" Mariusza Wilka. Wiele tu pisano o
          literaturze rosyjskiej więc dorzucę "Cichy Don" Szołochowa. Osobiście
          bynajmniej nie lubię Tokarczuk i Stasiuka.
          Życzę miłego słuchania.
    • jewoczka czas zaprzeszły 05.04.02, 23:51
      W literaturze jako ornament może być - byle nie nadużywany... No a w języku
      mówionym wyparł go aspekt dokonany, którego kiedyś nie było. We francuskim dale
      go nie ma chyba...?

      e
      • Gość: dudu Re: czas zaprzeszły IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 06.04.02, 01:06
        Nie do końca zrozumiałem ostatnie zdanie. W każdym razie z tym francuskim to
        tylko porównanie. Chodziło mi o to, że w języku literackim używa się (także
        dziś)czasu, który nie występuje w mowie potocznej. Czas zaprzeszły jest w
        angielskim.
        • jewoczka Re: czas zaprzeszły 07.04.02, 12:27
          Gość portalu: dudu napisał(a):

          > Nie do końca zrozumiałem ostatnie zdanie. W każdym razie z tym francuskim to
          > tylko porównanie. Chodziło mi o to, że w języku literackim używa się (także
          > dziś)czasu, który nie występuje w mowie potocznej. Czas zaprzeszły jest w
          > angielskim.


          W ostatnim zdaniu chodziło mi o aspekt... Zresztą w ogóle chyba popełniłam jakąś
          nieścisłość... W każdym razie wypadają czasem z języka jakieś kategorie
          gramatyczne. Za to wskakują nowe. Więc nie ma czego żałować... ;-), zwłaszcza że
          dąży to do skuteczniejszego przekazu...
          A z drugiej strony - ten wątek jest właśnie o przypadkach, w których komunikacja
          nie jest najważniejsza...

          e
    • Gość: Rena Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. IP: *.westk01.tn.comcast.net 07.04.02, 04:51
      Henry James!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Po prostu niewiarygodny. Jego ksiazkami mozna
      sie delektowac jak dobrym winem, czytac kolejny raz od srodka, nawet nie
      zwracajac specjalnie glebszej uwagi na fabule. Choc cenie wielu wyzej
      wymienionych autorow, HJ jest dla mnie prawdziwym mistrzem stylu.
      • Gość: Krrra Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. IP: *.debniki.sdi.tpnet.pl 07.04.02, 13:53
        Jak Henry James - to polecam wszystkim genialnych Ambasadorow i W kleszczach
        lęku, prawzor thrillera.
        • trzcina Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. 15.04.02, 16:47
          Z lat ostatnich, w tym kraju, dla mnie S.Chwina "Hanemann". Tak umieć się
          językiem w przedmioty zanurzyć, pokazać świata odchodzenie, umieranie tego, co
          znajome i bliskie, przemijanie rzeczywistości w materii... Piękne, a i bez
          stylistycznych ekstrawagancji.Polecam smakoszom.
          I pozdrawiam
          • staua Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. 15.04.02, 17:59
            Chwin "Esther" (pisalam juz o niej - bardzo "smaczna" ksiazka!)
            Magdalena Tulli
            Peter Mayle, ksiazki o Prowansji (praktycznie brak fabuly, za to opisy wrazen
            zmyslowych -glownie smakowych...-rewelacyjne!)
            • trzcina Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. 15.04.02, 20:23
              Jak smakowe, to jeszcze Lanchestera, Johna "Cnym rozkoszom"...A o węchowych
              napomykając-"Pachidło" Suskinda, oczywiscie. Parę zmysłów nam jeszcze zostało...
              • Gość: Trotula Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. IP: *.dabrowa.sdi.tpnet.pl 01.06.02, 00:57
                Ja lubię Millera i Singera - u nich słowa są soczyste, napęczniałe.
                • Gość: lina Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. IP: *.ceu.hu / *.ceu.hu 01.06.02, 17:55
                  Ostatnio, Amos Oz "nie mow noc" - piekny i powolny
    • judo3 Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. 01.09.02, 15:53
      Wracam do tego wątku, bo właśnie przeczytałam dwie książki - Pilcha o leworęczności i Goerke
      47 na odlew. Są bardzo różne, ale obie zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Fabuła
      podporządkowana jest u nich językowi, często jedno zdanie czytałem wiele razy, jak wiersze.
      Tego się na pewno nie czyta łatwo, ale właśnie tak jak poezję. Bardzo polecam, czy znacie inne,
      w tym stylu?
      • Gość: MonikaK Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.02, 01:55
        judo3 napisała:

        > Wracam do tego wątku, bo właśnie przeczytałam dwie książki - Pilcha o
        leworęczn
        > ości i Goerke
        > 47 na odlew. Są bardzo różne, ale obie zrobiły na mnie wielkie wrażenie.
        Fabuła
        >
        > podporządkowana jest u nich językowi, często jedno zdanie czytałem wiele
        razy,
        > jak wiersze.
        > Tego się na pewno nie czyta łatwo, ale właśnie tak jak poezję. Bardzo
        polecam,
        > czy znacie inne,
        > w tym stylu?


        "Fractale", "Księga pasztetów"-Goerke, a ja kocham Gombrowicza za wariacje
        językowo-znaczeniowe, Schulza za plastykę i umożliwienie mi wizualizacji,
        Leśmiana za soczystość metafor...Kapuściński, Pilch też. Opowiadanka Okudżawy
        tak melodyjne jak j. rosyjski..
    • Gość: buba Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. IP: *.pool.mediaWays.net 01.09.02, 16:08
      fajnie, ja też czytałam Pilcha i Goerke i mam podobne zdanie. polecam ci
      jeszcze Stasiuka, Pessoę i Płatonowa, tam język też jest bardzo gęsty i
      świetny. pozdrawiam:-)))))))))))
    • Gość: Mika_P Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 21.09.02, 23:03
      Terry Pratchett - język nie ważniejszy od fabuły, ale taki, że pośród
      łapczywego pochłaniania fabuły czasami trzeba się zatrzymać i mlasnąc z
      zachwytu nad porównaniem czy opisem. Piękny jest
    • noico Re: Kiedy język jest ważniejszy od fabuły. 21.09.02, 23:29
      Odnośnie Kinga, to owszem czyta się go dla fabuły, ale przede wszystkim ważny
      jest styl i język w jakim on pisze. Nie wiem czy jest to zasługa tłumaczy, ale
      na pewno gościu ma polot i wdzięk językowy. w porównaniu na przykład z
      Mastertonem, którego język jest beznadziejny i wręcz prostacki, King jest
      prawdziwym wirtuozem słowa.
      Ale ja nie o tym.
      Ja nie jestem zwolenniczką pisania dla samego pisania, a już wkurza mnie
      przerost formy nad treścią. Sprawna i piękna strona językowa jest bardzo ważna,
      bez niej czytanie nie ma sensu, choćby autor miał jak najlepszy pomysł na na
      książkę
Inne wątki na temat:
Pełna wersja