"Matka Makryna" Dehnela

24.10.14, 13:48
ksiazki.wp.pl/tytul,Spotkanie-z-Jackiem-Dehnelem-i-premiera-jego-najnowszej-powiesci-Matka-Makryna,wid,21124,zaproszenie.html?ticaid=113ad7&_ticrsn=3



Książkę zamówiłam, ale będę miała dopiero za kilka dni, więc moja niecierpliwość pyta: Był ktoś na spotkaniu? A może już czytaliście?
    • Gość: ryobi Re: "Matka Makryna" Dehnela IP: *.fbx.proxad.net 05.11.14, 14:47
      owszem, przeczytalam. Zmeczylam raczej. Strasznie nudne. Autor, jak to on, znowu sie podszywa. Tym razem pod Iwaszkiewicza . ( Domieszka sienkiewiczowska).
      • arana Re: "Matka Makryna" Dehnela 06.11.14, 15:35
        Gość portalu: ryobi napisał(a):

        > owszem, przeczytalam. Zmeczylam raczej. Strasznie nudne. Autor, jak to on, znowu sie podszywa. Tym razem pod Iwaszkiewicza . ( Domieszka sienkiewiczowska).


        A to ciekawe, bo choć jestem dopiero w połowie, mam zupełnie inne odczucia. Ale najpierw skończę całość, a potem odniosę się do Sienkiewicza. Do Ciebie mam jednak pytanie: gdzie ten Iwaszkiewicz? Słabo go znam, więc pytam.
        • ploniekocica Re: "Matka Makryna" Dehnela 06.11.14, 17:38
          Nie czytałam jeszcze "Makryny", ale na 90% jestem przekonana, że będzie mi się podobała, bo uwielbiam i Dehnela, i takie historie.
          Nie bardzo rozumiem natomiast, co to znaczy "się podszywa" i jeszcze na dodatek "jak zwykle"?
          Podejrzewam, że autorowi tych słów chodziło o skojarzenie "Matka Makryna" i "Matka Joanna od Aniołów".
          Natomiast, Arano, jeśli lubisz Dehnela to radzę sięgnąć po Iwaszkiewicza, szczególnie opowiadania. Nie dlatego, że Dehnel "się podszywa", ale wydaje mi się, że to literatura dla ludzi o podobnej wrażliwości.
    • arana Re: "Matka Makryna" Dehnela 15.11.14, 08:31
      Kiedyś, po „Balzakianach” namawiałam Jacka Dehnela na współczesnego „Proboszcza z Tours”. forum.gazeta.pl/forum/w,151,85606362,87287418,Re_Zamowienie_.html I dostałam go, choć nie wprost, bo napisał „Matkę Makrynę”.

      Jakież to aktualne! – woła dziennikarz, rozmawiając z J. D. Ten odpowiada:

      Właśnie. Aktualne i prawdziwe. 150 lat temu dostojnicy kościelni myśleli tak samo jak teraz.



      Nie będę powtarzała argumentów J.D. ze wspomnianej rozmowy, przeczytajcie ją sami. A jeszcze lepiej sięgnijcie do „Matki Makryny”. To piękna książka. Zainteresowała mnie na wielu poziomach. Powinna stać się obowiązkową lekturą tzw. prawdziwego Polaka, okazją do przemyśleń i nauki.

      Sama odniosę się tylko do języka opowieści, a więc zagadnienia, o którym J.D. mówi dosyć wstrzemięźliwie. Ot, napomyka o słowniku dziewiętnastowiecznym, o polszczyźnie wileńskiej. A przecież czytelnikowi literatury romantycznej wyłaniają się znane obrazy: kibitek pochłaniających lodowe pola, walki anielsko - diabelskie, Chrystusa narodów, desperackie akty a la Ordon… Któż nie pamięta tego angażującego wyobraźnię obrazowania z „Reduty Ordona” albo z Mont Blanc! No chyba że był na wagarach... :D

      Druga sprawa, która mnie uderzyła, to swoista melodia języka. Pamiętam, że J.D w jakimś wywiadzie wspominał o swoich zainteresowaniach muzycznych, a szczególnie o upodobaniu do klasyki. Tę muzyczną wrażliwość słychać w jego stylu. Słychać w nim melodię naszych najlepszych stylistów, od Orzechowskiego poczynając. Nawiasem: chyba tę cechę miał na myśli gość portalu, ryobi z drugiego postu wątku, gdy wspominał o Sienkiewiczu. Bo był on znakomitym stylistą, ale
      swoich związków z Orzechowskim, Birkowskim, Skargą nigdy nie ukrywał.

      I wykorzystał je twórczo w Trylogii. J.D. wplótł je pięknie do „Matki Makryny”. Spójrzcie jak „szła do Witebska” na stronach 21 – 26!

      W jednym tylko szczególe poszłam „przeciw Dehnelowi: przeczytałam najpierw rozdziały opowiadające historię Iriny Wińczowej, a potem dopiero Makryny. Ale to może dlatego, że znałam co nieco historię Makryny, i moja szerlokowa dusza była ciekawa odpowiedzi J.D. w tym względzie. Więc nie mogłam się powstrzymać. :D A odpowiedź bardzo mi się podoba. I wcale nie jest jednoznaczna - tak jak wszystko o człowieku.

      PS. Barbarze Myślik. Dla mnie brzmi to tajemniczo. Może ktoś rozwikłać?
      • yanga Re: "Matka Makryna" Dehnela 15.11.14, 19:04
        Arano, już się oblizuję. Zaraz lecę zamawiać, a jak przeczytam (niestety nieprędko, bo długa kolejka lektur), to sobie pogadamy.
        • arana Re: "Matka Makryna" Dehnela 15.11.14, 19:56
          Yango, lubisz niebanalne sygnaturki, zatem proponuję fragment z "Matki Makryny".

          ... - ach, westchnęłam, oczy uniosłam do nieba, to jest do powały refektarza ...
          (s.351)
      • arana "Szłam do Witebska..." 20.11.14, 06:32
        arana napisała:

        Spójrzcie jak „szła do Witebska” na stronach 21 ̵ 1; 26!


        Znalazłam w sieci odnośny fragment książki. Podaję go jako dowód stylu Dehnela, ale jednocześnie zastrzegam: nie jest to dobre wykonanie graficzne. Podaje słowa, ale przeszkadza właściwemu obrazowaniu, które buduje się w wyobraźni, ogarniając wzrokiem akapity. To tak jak z utworem muzycznym, gdy są nuty - ale nic więcej.
        • vilez Re: "Szłam do Witebska..." 23.11.14, 10:53
          Trzeci z moich cytatów (poniżej) odnosi się do tej "drogi męki" do Witebska.

          Kompletnie mi nie leży perspektywa, którą kreśli Dehnel. To nie była w żaden mierze osoba, której pstychika zajduje się , powiedzmy w spektrum (continuum) paranoi czy też schizofrenii . To była cwana oszustka o dość prostackiej wyobraźni i takimż jej wyrazie ;) Wyższych (głębszych) poruszeń -duchowych i wyobraźniowych w niej bym się nie dopatrywała. Trzeba by to jeszcze złozyć z jej późniejszym postępowaniem, np. prymitywnym traktowaniem swoich podopiecznych. Ergo: Dehnel moim zdaniem solidnie naddaje.
          • arana Re: "Szłam do Witebska..." 23.11.14, 16:36
            vilez napisała:

            < To nie była w żaden mierze osoba, której pstychika zajduje się , powiedzmy w spektrum (continuum) paranoi czy też schizofrenii . To była cwana oszustka o dość prostackiej wyobraźni i takimż jej wyrazie ;)


            A wiesz, że zgadzam się z Tobą jak najbardziej? Właśnie w ten sposób myślałam w czasie lektury Urbana - szczególnie ostatniej części artykułu z 1923 roku. Oczywiście, że to ordynarna oszustka, nie ma wątpliwości! - mówiłam. Wystarczyło jednak, żebym przypomniała sobie inne rzeczy, aby zacząć zadawać pytanie: dlaczego?

            Dlaczego ludzie z otoczenia Makryny (np. Kajsiewicz), choć mieli świadomość niespójności w jej relacjach, nie nazwali ich nigdy kłamstwem ostatecznym?

            Dlaczego Makryna przekonała do siebie naszych emigracyjnych poetów?

            Dlaczego mnie samą - już nie nastoletnią uczennicę, a dorosłą zwolenniczkę realizmu krytycznego, wciąż porywają strofy Słowackiego o Makrynie?

            Czy wszystko to byłoby możliwe, gdyby w relacjach Makryny nie tkwiło ziarno prawdy, choć - jak zasugerował Dehnel - wyrażone innymi słowami.
            • vilez Re: "Szłam do Witebska..." 23.11.14, 17:40
              > Dlaczego ludzie z otoczenia Makryny (np. Kajsiewicz), choć mieli świadomość niespójności w jej relacjach, nie nazwali ich nigdy kłamstwem ostatecznym?

              Ciekawe pytanie. Sama je sobie swego czasu zadawałam. Mogę Ci powiedzieć co do Kajsiewicza. Mówiąc wporst: sam był nieźle szurnięty: patrz kazania u Św. Rocha, gdzie Polska występowała jako Hemoroissa :D A krew mu się lała z gardła ;) Godny pierwowzór Rydzyka. Nie dziwota, że znaleźli z MM wspólny język.
              A jak wiadomo, Kajsiewicz wydawał kościelne "wizy" - nie tylko awizował duchownych i inne osobistości abpowi Paryża, ale także w Rzymie. Kogo on wskazał, ten miał przepustkę "na salony" oraz funkcję kościelną w Polsce. Odpowiadał też za "wizerunek" Makryny. Nie tylko on zresztą...

              A co do reszty. MM przychodziła z "umęczonej krainy". Symbolizowała opór, którego tak bardzo potrzebowaliśmy. Pzreciez to była emiogracka fiksacja , zrozumiała zresztą. Potrzebowaliśmy też opisu postępowania Rosjan, a te opisy (pominąwszy ich "wyraz") jakoś tam składały się z opisami ze zsyłek czy np. relacjami ks. Micewicza, który też był fatalnie traktowany, pobity itd.
              A internetu nie było ;)

              No i kosciół jako instytucja był jednak mniej scentralizowany, niż dziś. My tego obenie za bardzo nie rozumiemy, bo jestesmy zaksięgowani w katrotekach itd. A wtedy...wiele było mozliwe, co dzis by nie uszło. Tylko, że nie było świadomości tego. To możemy stwierdzić my- dziś. Dla nich ówcześnie to było normalne.
              Summa summarum- przy odpowiednim podaniu, ówczesnym podglebiu emigracyjnym i odpowiednich uwarunkowaniach instytucjalnych ... udało się.
              • arana Re: "Szłam do Witebska..." 23.11.14, 18:35
                He, he, świetne historie! Słabo znam sprawy Wielkiej Emigracji, więc czytałam z zainteresowaniem wszystko, co napisałaś.

                A sama, próbując dotrzeć do sedna zbiorowej hipnozy na temat MM, porównywałam ją w myślach do znanych mi z doświadczenia podobnych zachowań ludzkich np. na niektórych koncertach. Gdzie jestem i podmiotem, i przedmiotem, więc mogę coś tam powiedzieć. :)

                • vilez Re: "Szłam do Witebska..." 23.11.14, 19:03
                  Sięgnij po "Stos dla Adama albo kacerze i kapłani" Krzysztofa Rutkowskiego. Trochę nadmiernie ekspresywnie napisana rzecz, ale zyskasz obraz odlotu Kajsiewicza, tu: w materii hejtowania (mówiąc dzisiejszym językiem) Mickiewicza. Ale i o tych kazaniach jest. Perełka -w swoim rodzaju, ma się rozumieć ;)
                  • arana Re: "Szłam do Witebska..." 23.11.14, 19:19
                    Dzięki! :)
                    • vilez Re: "Szłam do Witebska..." 23.11.14, 19:37
                      :-) Ubawisz się lekturą, zapewniam :-)
                      • arana To lubię... :) 04.12.14, 06:35
                        vilez napisała:

                        > :-) Ubawisz się lekturą, zapewniam :-)


                        Jeszcze jak! Przepadam za stylem, który nie ogłasza poglądów, lecz ujawnia. Np.

                        W nagrodę Makryna Mieczysławska nagotowała mu na pewno "łazanek z kapusto" albo nawet usmażyła konfitury. (s.197)

                        W tym miejscu przypomniał mi się taki fragment z "MM":

                        Nic mi tak życiu nie wychodziło jak cuda. Czyż nie jest to piękne zdanie? No i dalej (s.303 i nast.), rzec by można, geneza cudów wszelakich.
                  • vilez Re: "Szłam do Witebska..." 23.11.14, 19:21
                    Ps. Żeby się zorientować, jak to było z unitami w tamtym czasie szukaj też np. u W. Chotkowskiego, "Z męczeńskich dziejów Unii" (tam jest też pamiętnik Micewicza), u Czarnoruckiego (Czarnorucki S., "Notatki ośmdziesięcioletniego starca Litwina unity", Przegląd Lwowski, t. X, 1875). A także, jeśli czytasz po rosyjsku, po pamiętniki Siemaszki, albo po ich omówienie, również przez Chotkowskiego ("Pamiętniki Józefa Siemaszki", Kraków 1885.), ktory dokonał w omówieniu porównania pamiętników Siemaszki i Micewicza. Oraz tegoż: "Dzieje zniweczenia Św. Unji na Białorusi i Litwie w świetle pamiętników Siemaszki", Kraków 1886.
                  • arana Świat bohatera XIX wieku 24.11.14, 16:51
                    vilez napisała:

                    > Sięgnij po "Stos dla Adama albo kacerze i kapłani" Krzysztofa Rutkowskiego.


                    Zachęciłaś mnie, więc książkę już sobie zamówiłam. I bardzo jestem jej ciekawa. Ale ty, która ją już znasz, może odniesiesz się do słów Dehnela, które tymczasem znalazłam:

                    Świat bohatera XIX wieku różni się od naszego świata. Możemy to pominąć i obsadzić tam dzisiejszą kobietę, a możemy sobie zadać trud i zajrzeć do tego świata, języka, skojarzeń, życia codziennego. Bo z nich wypływają wybory tego bohatera, który jest - tak się składa - bohaterem, a raczej bohaterką historyczną.
                    • vilez Re: Świat bohatera XIX wieku 24.11.14, 22:56
                      Mam nadzieję, że lektura Cię nie zawiedzie :-) Pamiętaj jednak, że Rutkowski, to ... Rutkowski (zobacz w necie, kto zacz).

                      Ad rem.
                      "To" się nazywa: prezentym - przykładanie dzisiejszych miar do miar przeszłych. Można się w to oczywiście bawić na zasadzie rozmaitych wizualicji i "interteksualności" (szeroko pojętych), można też korzystać z mozliwości "odkrywania ukrytych sensów" (problem filozoficzny: czy stwarzamy "od nowa", czy tylko odkrywamy to, co "juz istnieje".). Nie jest też wykluczone, że dawny geniusz może zostać odczytany dopiero dzisiejszymi miarami ("geniusz wyprzedza swoja epokę"), no ale nie każdy artysta to geniusz, więc...stańmy na tym, że prezentyzm nie jest ok.
                      Artystycznie - może się JAKOŚ udać. Historycznie- chybione.
                      Tak z grubsza myślę :-) Ale nie jestem ortodoksycjna, więc...
                      • arana Re: Świat bohatera XIX wieku 26.11.14, 17:17
                        Hej, według mnie Dehnel właśnie zadał sobie trud i zajrzał do tego świata, języka, skojarzeń...

                        Dlatego namawiam: przeczytaj, warto. Choćby dla języka, którym się posługuje, a który, według mnie, jest istną perełką.

      • arana Pozory świętości 25.11.14, 18:55
        arana napisała:

        > Kiedyś, po „Balzakianach” namawiałam Jacka Dehnela na współczesnego „Proboszcza z Tours”. forum.gazeta.pl/forum/w,151,85606362,87287418,Re_Zamowienie_.html I dostałam go, choć nie wprost, bo napisał „Matkę Makrynę”.


        Napisałam wtedy:

        Myślę jednak, że przysłowiowym kijem w mrowisko byłby współczesny „Proboszcz z Tours”, opis namiętności osób duchownych.

        Nagłe skojarzenia z njusami ostatnich lat o skandalach i molestowaniach na obu półkulach?

        O nie! Chodzi o grzechy mniej spektakularne: o życie pozornie święte, o namiętność do rzeczy, ambicję, władzę, o egoizm, czasem szczery i naiwny, innym razem podstępny i groźny. Zresztą…czy nie wystarczą same pozory świętości?


        I to pytanie, które nasuwa się nieodmiennie; pozory świętości... Wtedy, za czasów matki Makryny.

        A dziś?

        Więc dobrze, że Dehnel przypomniał matkę Makrynę.

        Na grobie Hoehne-Wrońskiego jest napis (s. 19):

        AKT POSZUKIWANIA PRAWDY ŚWIADCZY O MOŻNOŚCI JEJ ZNALEZIENIA.

        Co o tym sądzicie?

        • vilez Re: Pozory świętości 26.11.14, 08:52
          Nie no, jasne, że warto dociekać :-)

          A propos kalania świętości i odpomnikowiania, to wiek XIX jest tutaj terenem doskonałym. Warto np. pogrzebać w relacjach między Koźmińskim a Truszkowską (oboje wyniesieni na ołtarze przez JPII) Toksyczna relacja, on zajadły postulator ascezy (ale nie w stosunku do siebie, oj nie ;) ), ona depresyjna i wijąca się w uciecze od niego. Dobrze o nich oboje pisze Artur Górski- jak to jednak osoba może " w imię świętości" zniszczyć drugą. Ale, im dalej w las (czasu), tym więcej hagiografii i upomnikowienia (Winowska)- dzisiaj mamy tylko zaszpachlowaną gładź w wizerunku obojga.
          Wiek XIX był fascynujący...

    • vilez Re: "Matka Makryna" Dehnela 16.11.14, 12:39
      Wydaje mi się, że nic nie przebije samych "wspomnień" "Makryny".
      Bo to oczywiście ani wspomnienia, ani ona- Makryna i zakonnica.

      Ale to były czasy...
      Nie widzę Dehnela w tamtej materii. Dlatego nie sięgnę.
      • arana Re: "Matka Makryna" Dehnela 16.11.14, 13:07
        vilez napisała:

        > Nie widzę Dehnela w tamtej materii.

        A ja widzę. I to "jasno w zachwyceniu". A książki są po to, by możliwie jak najlepiej napisać swoją własną historię. Pomógł mi w tym kiedyś Balzac, a teraz Dehnel. Więc wyborów (nomen omen, bo dzisiejszy wyborczy dzień!) dokonuję coraz jaśniej.



        vilez napisała:

        >Dlatego nie sięgnę.


        "Sięgaj, gdzie wzrok nie sięga!..."
        • vilez Re: "Matka Makryna" Dehnela 16.11.14, 18:13
          Na szczęscie każdy może sięgać, gdzie mu pasuje :-)

          Ale na serio, fenomen tego, co się działo wokół M.Makryny, jest takiego rzędu, że Dehnel....nie. No, ale to moje widzenie oczywiście, a z tym jest jak z...wiadomo czym.
          • arana Re: "Matka Makryna" Dehnela 17.11.14, 06:32
            Vilez, wcześniej napisałaś: Wydaje mi się, że nic nie przebije samych "wspomnień" "Makryny".

            Myślę, że Cię rozumiem, bo na mnie wciąż robi wrażenie wiersz Słowackiego o Makrynie. Można go przeczytać tu albo w Polonie

            Działał na mnie i wtedy, gdy byłam nastoletnią uczennicą i niewiele wiedziałam o psychologii człowieka - działa i teraz, gdy już co nieco wiem. Do tej wiedzy Dehnel dorzucił przekonujące (dla mnie) wyjaśnienie, wkładając w usta Makryny słowa:

            ...wracały do mnie słowa skarg niewypowiedzianych, a słów tych ani w ziemi zakopać, ani w wodzie zatopić, ani w ścianę wmówić - na zawsze musiały siedzieć w moim gardle, choć coraz więcej ich było, coraz bardziej dusiły.

            I kiedy potem kłamałam, to przecie po wierzchu jeno. W środku zaś mówiłam najszczerszą prawdę, tylko w inne słowa owiniętą: bo nie siedem lat w moskiewskiej niedoli, ale dwadzieścia z okładem w niewoli Wińcza, jak pies pod kijem kantowanym skuczący, bita, poniewierana, wyzywana od najgorszych; i każdy kawalątek bólu, który opowiedziałam, cierpienie każdej z tych siostrzyczek to cierpienie moje, do szpiku kości odczute: i Rypińska Zuzanna, co od rózek skonała to ja, i (...) ... o żadnym nie opowiedziałam ciosie, którego bym wcześniej na własnej nie odczuła skórze.

            (s.381)

            Ta prawda (tak myślę) nadała jej opowieściom rys autentyzmu odczuty przez poetów, a więc ludzi wrażliwych - niezależnie od zapotrzebowania na martyrologię.



            vilez napisała:

            > Ale na serio, fenomen tego, co się działo wokół M.Makryny, jest takiego rzędu, że Dehnel....nie.

            Masz na myśli powieść innego autora czy inny gatunek, np. hagiografię lub pracę naukową?

            Zaś rząd fenomenu ... Niedawno Bashbora zapełnił Stadion Narodowy. To się dzieje tu i teraz, tak jak Makryna kiedyś. :)


            PS Trafiłam na ciekawy artykuł nt. Makryny - może komuś się przyda.
          • vilez Re: "Matka Makryna" Dehnela 22.11.14, 14:41
            Poczytaj same wspomnienia. Odlot ;) Obfite fragmenty są u Jerzego Urbana.
            No i to, co się działo na Emigracji wokół fenomenu "Makryny"- raczje nei na poziomie stadionu i Bahobory, ale tzw. inteligencji. W ogóle kościół ówczesny to był fenomen... według mnie Dehnel jest na to, jak by to ująć, za miękki?
            • vilez Re: "Matka Makryna" Dehnela 22.11.14, 14:58
              Może dam kilka taki fragmentów- "na smak" ;)

              (..) wnet tłuszcze pijana a złośliwa wpadła do nas. O! Co to za okropna była godzina, kto był widział, żyćby już nie chciał. Piekło prawdziwe. Wspomnieć na to ciężko, zbyt ciężko, a opowiedzieć nie podobna. Wpadli na nas jakby wściekli, rwania, kąsania, bicia, tratowania nie
              policzyć. Każda z nas cisnęła się do ziemi, jęcząc i błagając, aby się ziemia pod nami otworzyła i od sromoty śmiercią obroniła lęk nasz i płacz niewypowiedziany. Szydercze ich śmiechy i bluźnierstwa i okrucieństwa, któż to pojmie! Wściekli na nas za pomoc, którą nam Bóg w tym razie udzielił kąsali nas, tratowali, oczy wydzierali. – W jednej chwili krwią zapłynęła.Dwie z nas roztratowano na śmierć, twarze ich rozdarto w szmaty, ośmiuwyłupiono oczy, a wszystkie były poranione najokropniej.(...O). Ja byłam ukąszona trzy razy, a miałam bok tak rozdarty, iż, jak mi siostry mówiły, wnętrzności samą plewką były przytrzymane. Zaś głowę rozbito mi tak, iż kość w czaszce wówczas utraciłam, a w tem miejscu sama tylko skóra mózg mi przykrywa.

              (…) drugiego dnia ogień nadzwyczajny palił ztąd wnętrzności i usta nasze, tak, że skóra z języka i podniebienia spadała. Ale nas napoiło pragnienie Chrystusa pana na krzyżu; pragnienie zbawienia dusz; a gdyśmy pragnienie rozpamiętywały także nad pragnieniem dusz czyśćcowych, mówiłyśmy jedna do drugiej; kiedy pragnienie nasze pali nas tak bardzo, choćby ten ogień szklanka wody ugasić można, o jakiż musi być ogień, który pali dusze czyśćcowe, kiedy one pragną nie wody ziemskiej, ale źródła wody żywej Boga samego, i potrzeba Boga całego, aby to pragnienie ugasić. I padłyśmykrzyżem na ziemię modlić się za dusze czyśćcowe. A Bóg zmiłował się nad nami, i od tego czasu już nie czułyśmy ani głodu ani pragnienia. A gdy na siódmy dzień otworzono wiezienie i pognano nas do zwykłej ciężkiej pracy, stróże nasi myśleli, że wskoczymy w studnię, a myśmy z własnej woli i ten siódmy dzień bez napoju przetrwały, na uczczenie siedmiu boleści Najświętszej panny.

              (...) gubernator pozwolił wziąć krucyfiks, wielki drewniany używany na procesyi – i ja go niosłam oparłszy na ramieniu i na prawym boku. O! Jakże nam słodko było iść aż do Witebska z krzyżem tym idąc, ciężał on, ciężał, ale słodko było. Widziałyśmy przed oczyma całą mękę Pańską. Ach, jakaż to głęboka rana na ramieniu jego, na którem krzyż dźwigał, trzy kości z niej sterczały obnażone!
              • vilez Re: "Matka Makryna" Dehnela 22.11.14, 14:59
                ...emotka przypadkowa...
                • arana Re: "Matka Makryna" Dehnela 23.11.14, 06:15
                  vilez napisała:

                  > ...emotka przypadkowa...


                  Mnie kiedyś też tak się zdarzyło. Zasugerowano mi wtedy, że to wskutek kopiowania tekstu z Worda.

                  • vilez Re: "Matka Makryna" Dehnela 23.11.14, 10:18
                    Dzięki :-)
            • vilez Re: "Matka Makryna" Dehnela 22.11.14, 15:06
              Ps. Tfu, tfu... U JANA Urbana (scaliły mi się Urbany, o rety :D)
              • arana Re: "Matka Makryna" Dehnela 01.12.14, 06:21
                vilez napisała:

                > Ps. Tfu, tfu... U JANA Urbana (scaliły mi się Urbany, o rety :D)

                A wiesz, że ojciec Jerzego Urbana też miał na imię Jan? Właśnie wczoraj (przypadkiem) dowiedziałam się o tym. :)
                • vilez Re: "Matka Makryna" Dehnela 01.12.14, 13:32
                  Nie wiedziałam, dzięki :-)
            • arana Dwa cytaty 23.11.14, 07:28
              vilez napisała:

              > Poczytaj same wspomnienia. Odlot ;) Obfite fragmenty są u Jerzego Urbana.

              Przeczytałam dwie pozycje Urbana:
              Matka Makryna w świetle prawdy z 1923 roku
              i Pokłosie po pracy o Mieczysławskiej w Przeglądzie Powszechnym z 1934 roku, s. 274. Oba artykuły są szalenie ciekawe, ale w większości streszczają tylko zeznania Makryny. Gdzieniegdzie tylko (od strony 36) są one przytoczone bezpośrednio. Ponieważ trochę różnią się od tych, które podałaś, mam prośbę: podaj źródło i strony "swoich" cytatów.

              A teraz wydarzenie opisane w cytacie z zeznań Makryny i przez J.D.

              Makryna.
              (..) wnet tłuszcze pijana a złośliwa wpadła do nas. O! Co to za okropna była godzina, kto był widział, żyćby już nie chciał. Piekło prawdziwe. Wspomnieć na to ciężko, zbyt ciężko, a opowiedzieć nie podobna. Wpadli na nas jakby wściekli, rwania, kąsania, bicia, tratowania nie
              policzyć. Każda z nas cisnęła się do ziemi, jęcząc i błagając, aby się ziemia pod nami otworzyła i od sromoty śmiercią obroniła lęk nasz i płacz niewypowiedziany. Szydercze ich śmiechy i bluźnierstwa i okrucieństwa, któż to pojmie! Wściekli na nas za pomoc, którą nam Bóg w tym razie udzielił kąsali nas, tratowali, oczy wydzierali. – W jednej chwili krwią zapłynęła.Dwie z nas roztratowano na śmierć, twarze ich rozdarto w szmaty, ośmiuwyłupiono oczy, a wszystkie były poranione najokropniej.(...O). Ja byłam ukąszona trzy razy, a miałam bok tak rozdarty, iż, jak mi siostry mówiły, wnętrzności samą plewką były przytrzymane. Zaś głowę rozbito mi tak, iż kość w czaszce wówczas utraciłam, a w tem miejscu sama tylko skóra mózg mi przykrywa.

              J.D. (s.181)
              I wpadli na nas, wpadli na nas jak fala potopu zalewająca miasto, jak wiązka piorunów, jak sfora wygłodniałych psów; to było piekło dopiero, to była godzina piekielna, to był czas, którego nikt nie chciałby na własne oczy ujrzeć, a skoro ujrzał, modliłby się o śmierć do końca swoich dni.

              Jak opowiedzieć te razy, to bicie, to kąsanie, to tratowanie, jak znaleźć na nie słowa? W jakim języku da się opisać takie okrucieństwo? W języku dzikusów jakichś, w języku Tatarów, Saracenów, w języku krwawych oprawców, w najplugawszej mowie.

              I było tak, jakby tej nocy druga noc się rozwinęła z ciemnej beli, i było tak, jakby w beczce smoły i dziegciu jeszcze coś się rozlało czarniejszego i bardziej gorzkiego.

              I było tak, jakby piekło zebrało się z całych dziejów najgorszych siepaczy, tych, co katowali Pana Naszego (...)

              Wystarczy, bo z rozpędu przepiszę jeszcze całą powieść! :D Faktem jednak jest, że język książki ogromnie mi się podoba. A jak się ma do języka Makryny? Może w odpowiedzi właściwe będzie takie porównanie: słowa Makryny są jak niezmiernie ciekawy utwór muzyki ludowej; powieść Dehnela to znakomite wykorzystanie tego samego tematu, dokonane przez profesjonalistę.




              • vilez Re: Dwa cytaty 23.11.14, 10:34
                Opowiadanie Makryny Mieczysławskiej, Xieni Bazylianek Mińskich o ich siedmioletniem prześladowaniu za wiarę, z woli Grzegorza XVI, Papieża, przez Xiedza Maksymiliana Ryłłę, rektora propagandy Rzymskiej Xiędza Aleksandra Jełowickiego, rektora Św. Klaudyna w Rzymie, Xiędza Alojzego Leitnera, teologa z Propagandy Rzymskiej spisane w Klasztorze Trojeckiej Góry w Rzymie, od 6. listopada 1838 do 6. grudnia 1845, Poznań 1887.
                Odp. s. 44-45, 49-50, 10.

                Nie rozumiem konktekstu, w jakim umieścił te słowa Dehnel, i w ogóle skąd je wziął, ale brzmią tak, jakby brał słowa MM jako opsi prawdziwych wydarzen. Przedziwne...

                Informacje o MM czerpałam jeszcze z pamiętników innych duchownych tego czasu.
                • arana Re: Dwa cytaty 23.11.14, 16:47
                  vilez napisała:

                  > Nie rozumiem konktekstu, w jakim umieścił te słowa Dehnel, i w ogóle skąd je wziął, ale brzmią tak, jakby brał słowa MM jako opsi prawdziwych wydarzen. Przedziwne...

                  Bo nie czytałaś Dehnela. "Matka Makryna" to monolog wewnętrzny bohaterki. Trudno żeby nie nawiązywał do istniejących relacji. :)
                  • vilez Re: Dwa cytaty 23.11.14, 17:20
                    Ale mnie chodzi o to wlaśnie, że ten monolog nie jest prawdopodobny. Jest naddany.
                    • arana Re: Dwa cytaty 23.11.14, 18:17
                      vilez napisała:

                      > Ale mnie chodzi o to wlaśnie, że ten monolog nie jest prawdopodobny. Jest naddany.

                      W książce są dwa monologi: MM i Ireny Wińczowej. Ten pierwszy można oczywiście nazwać naddanym, bo przecież cała ta sytuacja jest taka.

                      Te dwie ścieżki narracyjne, prowadzone na zmianę w kolejnych rozdziałach, sprawiły, że czytałam książkę co drugi rozdział, komponując sobie stylistyczną całostkę - ot, trochę jak w "Grze w klasy" Cortazara. :) Po przejściu obu ścieżek wróciłam jeszcze raz do całości - i muszę powiedzieć, że za każdym razem uzyskałam nieco inny obraz. A całość stała się większa niż suma części składowych. :)
    • arana Wiki i Makryna 22.11.14, 06:28
      Jacek Dehnel:

      Fun fact: dzięki szumowi wokół zaniedbywanej wcześniej Makryny Mieczysławskiej, w polskiej Wikipedii wreszcie ukazało się poświęcone jej hasło: rozbudowane, oparte na źródłach, porządne. pl.wikipedia.org/wiki/Makryna_Mieczys%C5%82awska

      Podaję powyższą informację, bo rekomendacja J.D.,człowieka, który poświęcił Makrynie kilka lat i przeczytał wszelkie dostępne na jej temat źródła, wydaje mi się istotna.

      Przy czym od razu zastrzegam: nie, nie mylę "Matki Makryny", czyli powieści, czyli fikcji literackiej ze zjawiskiem, któremu na imię matka Makryna. Chciałabym jednak to zjawisko zrozumieć - a "Matka Makryna" jest dobrą pomocą w werbalizacji i warto z niej skorzystać.
    • arana Zdanko!... 24.11.14, 17:53
      Cztery lata temu napisałaś:

      Poza tym zapowiada sie bardzo ciekawa kolejna ksiazka - tym razem
      dla wielbicieli XIX wiecznej polskiej emigracji smile Jesli mu się uda
      napisac tę książke inaczej niż w formie "gawędy" to chyba bedziemy
      mieć wreszcie prawdziwego pisarza poniżej 40-stkismile


      Chodziło o "Matkę Makrynę", prawda? Czytałaś już? Potwierdzasz swój sąd?
    • arana Estetycznie... 27.11.14, 20:06
      A czy zwróciliście uwagę na estetyczną stronę książki? Przede wszystkim ciekawa graficznie okładka autorstwa Krzysztofa Rychtera. Tę zewnętrzną możecie obejrzeć w sieci - tę wewnętrzną, która jest swoistym komentarzem do książki, podaję poniżej.

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/df/we/v9l7/sHPBaTmr8M9JLBuPeB.jpg

      Dalej odrębny krój czcionki dla dwojakiej narracji bohaterki. Świetny papier Creamy. A jak oprawione! - wystarczy dotknąć książki opuszkami palców... :)
      • Gość: Jacek Dehnel Re: Estetycznie... IP: *.2.15.vie.surfer.at 27.11.14, 21:17
        Chciałbym tylko powiedzieć, że o ile okładka jest opracowana graficznie przez p. Rychtera, to już obraz/ikona nie jest namalowany (/napisana) przez niego. ;)

        A "Proboszcz z Turowa", i owszem, powstał na zamówienie pewnego tworzącego się portalu z opowiadaniami, ale jeszcze nie został opublikowany, choć wysłałem go ponad rok temu... Nie jest wielkości tekstów z "Balzakianów", ale myślę, że może kiedyś go rozwinę w pełnowymiarową minipowieść. No i może powstaną "Balzakiana drugie", ale to jeszcze pieśń przyszłości.
        • arana Re: Estetycznie... 28.11.14, 06:51
          Skoro Pan wpadł tutaj, to zabawmy się w wirtualny salon, a powyższy tytuł: "Estetycznie..." niech zobowiązuje jak niegdyś nobless.

          Na początku powinnam podsunąć Panu Kwestionariusz Prousta, ale Pańska jedwabna kamizelka, muszka, laseczka, ect... nieodmiennie kierują mnie w stronę Balzaca, jego własnych perypetii w tym względzie, kanarkowego fraczka Lucjana de Rubempré, i tym podobnych. Nawiązanie, a jednocześnie dystans. Twórczość. :)
          • arana Re: Estetycznie... 28.11.14, 14:25
            Przerwałam na chwilę i spojrzałam na gości: byli zaciekawieni, w ich oczach migotały liczne znaki zapytania, ale usta pozostawały nieme. Zwróciłam więc wzrok do Gościa:

            - Dziękuję za "Proboszcza...", będę czekać z zaciekawieniem. I dodałam:
            - Powie Pan coś więcej o autorze ikony z okładki, czy też będzie to kolejna tajemnica z kręgu Makryny? :)
            • Gość: Jacek Dehnel Re: Estetycznie... IP: *.2.15.vie.surfer.at 28.11.14, 17:55
              Nie, to żadna tajemnica, okładkę sam malowałem. Grafik ją obrobił i dostosował do wymogów serii. :)

              Nie ma za co - zwłaszcza, że tekst wciąż nieopublikowany. Kiedy dowiadywałem się ostatnio, premiera miała być w I kwartale 2015.
              • arana Re: Estetycznie... 29.11.14, 07:13
                Gość portalu: Jacek Dehnel napisał(a):

                > Nie, to żadna tajemnica, okładkę sam malowałem. Grafik ją obrobił i dostosował
                > do wymogów serii. :)


                Ale ciekawostka, owszem. I jaki kąsek dla przyszłych archiwistów. Albo dzisiejszych krytyków. :D

                Salonowe pogwarki mają swoją konwencję, nie będę więc Pana męczyć żadną egzegezą dzieł, ale jeszcze o jedno mam ochotę zapytać - o dedykację z "Makryny". Oczywiście jeśli woli Pan zostawić to wyobraźni czytelników, to proszę się tylko w odpowiedzi tajemniczo uśmiechnąć. Wszak sam Balzac już rzekł był: Czytać to znaczy niemal współtworzyć. :)
                • Gość: Jacek Dehnel Re: Estetycznie... IP: *.2.15.vie.surfer.at 29.11.14, 14:13
                  No właśnie zależało mi, żeby krytyka nie zajmowała się nadto okładką, dlatego autorstwo samego obrazka jest pominięte. :)

                  Żaden też sekret z dedykacją - "Makrynę" dedykowałem mojej wieloletniej przyjaciółce, która pojawia się zresztą w "Lali" jako Basia. Od ładnych paru lat mieszka w Stanach, więc widujemy się rzadko, ale jest bardzo mi bliską osobą.
                  • arana Re: Estetycznie... 29.11.14, 17:52
                    Gość portalu: Jacek Dehnel napisał(a):

                    > No właśnie zależało mi, żeby krytyka nie zajmowała się nadto okładką (...)


                    I chyba nie będzie. Myślę, że zdominują krytykę dwie sprawy: fenomen Makryny i język książki. Pierwszą pomijam (zakładam zresztą, że wielu o tym opowie), drugą podnoszę, bo uderzyła mnie - by sięgnąć do ostatnich wrażeń - jak Winterreise wykonaniu Prégardiena i Staiera przed pięciu laty.

                    >
                    > Żaden też sekret z dedykacją - "Makrynę" dedykowałem mojej wieloletniej przyjaciółce, która pojawia się zresztą w "Lali" jako Basia. Od ładnych paru lat mieszka w Stanach, więc widujemy się rzadko, ale jest bardzo mi bliską osobą.


                    Zatem nie jest to dedykacja w rodzaju tej Balzakowskiej z "Nieznanego arcydzieła"? :( :D

                    A inne powinowactwo z tą książką? Albo z zainspirowaną przez nią "Piękną złośnicą"? Nie, nie pytam o szczegóły - raczej o samą ich obecność (lub nieobecność) w Pańskim artystycznym życiu. :)


                    • Gość: Jacek Dehnel Re: Estetycznie... IP: *.2.15.vie.surfer.at 30.11.14, 00:51
                      Nie będzie, bo nie wie. I bardzo dobrze, recenzenci mają tendencje do skupiania się na sprawach nieistotnych i marginalnych.

                      W Winterreise wolę chyba Bostridge'a :) Choć, o ile mnie pamięć nie myli i tamten recital był w Studio Lutosławskiego, to też na nim byłem.

                      Nie, prawdę mówiąc to zwykła dedykacja dla bliskiej mi osoby. A co do Balzaka: napisałem "Balzakiana", napiszę może i "Balzakiana drugie" kiedyś, ale nie wydaje mi się, żeby akurat ten pisarz najmocniej na mnie wpłynął i nasycał sobą całą moją pisaninę :)
                      • arana Re: Estetycznie... 30.11.14, 06:41
                        Najwyższy czas oddać głos innym. Zatem znikam jak kot z "Alicji", kończąc na uśmiechu... :)
                      • arana Re: Estetycznie... 01.12.14, 16:35
                        Gość portalu: Jacek Dehnel napisał(a):


                        > W Winterreise wolę chyba Bostridge'a :)


                        Co tam, Yanga też woli Bostridgea, Kanarek przedkłada Vengerova nad Kremera i teatralne wersje oper nad koncertowe, ale i tak wszyscy troje spotykamy się przy Pańskiej prozie. ;)



                        > Choć, o ile mnie pamięć nie myli i tamten recital był w Studio Lutosławskiego, to też na nim byłem.


                        Nie myli - było to na Woronicza. :)
                        • Gość: Jacek Dehnel Re: Estetycznie... IP: *.2.15.vie.surfer.at 04.12.14, 03:04
                          Vengerowa od Kremera? Szaleństwo! ;)

                          No to słuchaliśmy razem. Bardzo to było piękne.
                          • arana Re: Estetycznie... 04.12.14, 15:44
                            Spojrzałam na godzinę Pańskiej odpowiedzi i pomyślałam Balzakiem:

                            Około drugiej rano, w chwili gdy kolacja się skończyła, znajdowało się koło stołu już tylko bliskie kółko (...). De Marsay, mianowany od pół roku pierwszym ministrem, dał już dowody niepospolitych zdolności. Mimo iż ci, którzy go znali od dawna, nie zdziwili się patrząc, jak rozwija wszystkie talenty i przymioty męża stanu, można było sobie zadać pytanie czy on wiedział, że jest wielkim politykiem, czy też dojrzał w ogniu okoliczności. Takie pytanie zadał mu właśnie, w intencji na wskroś filozoficznej, bystry i inteligentny człowiek, którego świeżo minister zamianował prefektem, a który przedtem był długo dziennikarzem. Podziwiał de Marsaya bez owej domieszki kwasu, który w Paryżu służy inteligentnemu człowiekowi za usprawiedliwienie, że podziwia drugiego człowieka.
                            — Czy w twoim dawniejszym życiu był jaki fakt, myśl, pragnienie, które zdradziły ci twoje powołanie? — spytał Emil Blondet . Wszyscy podobno mamy, jak Newton, nasze jabłko, które spada i ściąga nas na grunt, na którym rozwijają się nasze zdolności...
                            — Owszem — rzekł de Marsay — opowiem wam to.


                            A Pan miał taki moment? :)

                            • Gość: Jacek Dehnel Hm IP: *.2.15.vie.surfer.at 04.12.14, 22:01
                              A przyjmujemy, że powołaniem jest pisanie? Bo ja nie wiem. Kiedyś zakładałem, że malarstwo - i to było właściwie przyjęte odkąd pamiętam. A pisanie pojawiło sie później i jako "sprawa główna w życiu" wynikło całkowicie z okoliczności. Co gorsza, nie wiem, czy ostateczna ;)
                              • arana Re: Hm 05.12.14, 06:41
                                Gość portalu: Jacek Dehnel napisał(a):

                                > ... wynikło całkowicie z okoliczności. (...) ;)


                                Rozumiem - to też Balzac (i mała parafraza) - wszystko ma swoją godzinę, w myśl tego ładnego powiedzenia, które przytoczył Chamfort: Między nią a obecną chwilą jest dziesięć butelek szampana. ;)


    • arana Re: "Matka Makryna" Dehnela 30.12.14, 15:14
      Kryzys odwołany, i to m.in. "Matce Makrynie". www.instytutksiazki.pl/wydarzenia,aktualnosci,32362,proza!-proza!-rok-2014-w-literaturze-polskiej.html

      I już nie trzeba czekać, nim się przedmiot świeży jak figa ucukruje, jak tytuń uleży? :D
    • nobullshit Zaczęłam czytać, ale... 26.01.15, 01:02
      ...nie wiem, czy skończę.
      Zaczęłam z wielką nadzieją, bo lubię Dehnela. Tzn. Dehnela - pisarza. Ale chyba nie dam rady.

      Arana zachwyca się tym, jak Makryna "szła do Witebska". No szła, i szła, i szła. Bardzo piękny język, mało treści. I jeśli znów będzie o "zydelku" albo o "krzyżyku", zacznę wymiotować. A naprawdę, należę do pokolenia, które potrafi przeczytać tekst dłuższy niż notka na FB. "Księgi Jakubowe" Tokarczuk połknęłam niemal jednym haustem. Ale tam o coś chodziło. Tu widzę, za przeproszeniem, jakąś językową masturbację. Niezwykle kunsztowną i uczoną, ale pustą jak wydmuszka. Więc choć podziwiam Autora, czytać nie daję rady.

      Poza tym główna bohaterka - w obu wersjach swojego życiorysu - budzi we mnie takie obrzydzenie, że się wstrząsam i mam ochotę pójść się umyć. Jej fałszywość, jej śliskość, jej uniżoność... Jasne, książki pisze się nie tylko o porządnych i prawych ludziach. Ale kiedy oddajemy bohaterowi głos, kiedy narracja jest pierwszoosobowa i nie ma w niej miejsca na ocenę, kiedy mamy za tym bohaterem pójść i mu uwierzyć... No nie, ugh i fuj.

      Papierowy egzemplarz książki pofrunąłby już przez pokój. Kindlem rzucać nie będę, za drogi, więc jeszcze spróbuję kawałek przeczytać, może przestanie mnie mdlić, ale wątpię.

      • eva.68 Re: Zaczęłam czytać, ale... 26.01.15, 14:56
        Spróbowałam, bo też lubię poprzednie książki autora. I zachęciła mnie dyskusja w wątku tym. Ale krótko próbowałam. Nie mogę.
        • arana Re: Zaczęłam czytać, ale... 27.01.15, 05:16
          eva.68 napisała:

          > Spróbowałam, bo też lubię poprzednie książki autora. I zachęciła mnie dyskusja
          > w wątku tym. Ale krótko próbowałam. Nie mogę.

          I nie ma w tym nic nagannego. De gustibus...itd. Pewien Pan nie znosi Czarodziejskiej góry, która dla mnie jest jedną z książek życia. A ja tego Pana i tak lubię. I co? ;)

          A mówiąc poważniej: moment, w którym dokonujemy lektury, też jest ważny. Może więc warto sprawdzić książkę trochę później?
          • eva.68 Re: Zaczęłam czytać, ale... 27.01.15, 08:45
            arana napisała:
            > A mówiąc poważniej: moment, w którym dokonujemy lektury, też jest ważny. Może
            > więc warto sprawdzić książkę trochę później?

            No, tak pomyślałam sobie. Że może dam jej szansę kiedyś znów. :)
      • arana Re: Zaczęłam czytać, ale... 27.01.15, 05:02
        nobullshit napisała:
        >
        > Arana zachwyca się tym, jak Makryna "szła do Witebska".

        Bo to bardzo "muzyczny" rozdział, a słowa "szłam do Witebska" są jak akord, co inną treścią opleciony jest w każdym akapicie, a wszystkie razem składają się na zachwycającą całość. Znasz "Pstrąga" (ale kwintet) Schuberta? Przyszedł mi właśnie do głowy, bo tam jest podobnie: ten sam temat, ale rozwijany z różnych punktów widzenia.


        >
        > Poza tym główna bohaterka - w obu wersjach swojego życiorysu - budzi we mnie ta
        > kie obrzydzenie, że się wstrząsam i mam ochotę pójść się umyć. Jej fałszywość,
        > jej śliskość, jej uniżoność... Jasne, książki pisze się nie tylko o porządnych
        > i prawych ludziach.

        Ha, powiedziałaś autorowi wielki komplement! Coś nie wyłożył, lecz zasugerował - i utworzył w Tobie jakiś obraz bohaterki.

        Kiedyś tak zareagowałam na Łomnickiego - Tartuffa w reżyserii Hubnera: mdliło mnie od jego świętoszkowatości - a jednak nie mogłam oderwać oczu od ekranu. A przecież oglądałam ten spektakl, znając doskonale sztukę Moliera, teoretycznie więc nie powinno mnie nic zaskoczyć. A jednak tak się stało!


        Ale kiedy oddajemy bohaterowi głos, kiedy narracja jest pierwszoosobowa i nie ma w niej miejsca na ocenę, kiedy mamy za tym bohaterem pójść i mu uwierzyć... No nie, ugh i fuj.


        Czyż Twoje "fuj!" nie jest oceną, tyle że - jak już wyżej wspomniałam - zasugerowaną przez Autora, a nie wyłożoną wprost?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja