dr.krisk
27.09.04, 21:55
Dr KrisK siedział pomiędzy rozbebeszonymi walizami, wyciągając starannie
upchane butelki grappy, whisky, amaretto i marsala superiore, dla
bezpieczeństwa transportowego owinięte w brudne koszule&jegery. Był to owoc
jego dwutygodniowej podróży sentymentalnej na południe Europy, do miejsc
dawno nie widzianych a jakże mile zapamiętanych.
Mknął więc KrisK zmotoryzowany, zjednoczon ze swym stalowym pojazdem,
behemotem benzynowym, rozszalałe szesnaście zaworów zasysało mieszankę i
wypluwało trujące dymy, wał korbowy wirował, świece iskrzyły, łożyska łożyły –
a nad całością czuwał gdzieś w kabinie woźnicy nieustraszony KrisK -
kierowca owego potwora, w mocarnych dłoniach dzierżąc sterownicę i drąg
przekładni biegowej. Na popas stawał w benzyniarniach przydrożnych, naftę
pędną tankując, oraz poznając skomplikowane systemy korzystania z tualet: od
najprostszych, opartych na zaufaniu dla ludzkiej dobroci oraz empatii
(talerzyk na drobne datki, wystawiony w widocznym miejscu koło wyjścia), aż
do najbardziej skomplikowanych, typu pre-paid, wymagających wstępnego
wniesienia opłat, pobrania biletu, wrażenia owego biletu w paszczę machiny-
cerbera, przejścia przez bramkę, odbiór biletu.. ufff. W tym ostatnim
przypadku pominięcie jakiejś czynności groziło uwięzieniem w klozecie na czas
nieokreślony – KrisK widział spore grupki dżentelmenów najwyraźniej
przebywających tam od dawna: wzrok przygasły, odzież niechędoga, karty
płatnicze przywiędłe.......
Ale nie o tym miało być. KrisK jechał i podziwiał – podziwiał i jechał. I
choć nie była to jego pierwsza podróż w światy dalekie i obce, za każdym
razem w KrisKu budziło się coś z dawnego chłopca-podróżnika, echo dawnego
zachwycenia innością, egzotyką starej kultury, dobrej kuchni, tradycji. KrisK
zawsze pamiętać będzie uczucie, którego doznał kiedyś gdy nagle wysiadł z
pociągu na stacji Venezia Santa Lucia...
Albo gdy w mglisty listopadowy dzień zobaczył złotą figurkę Madonny na
szczycie mediolańskiego Duomo.... Albo wzgórza Umbrii. I tak dalej.
Zawsze przy takich okazjach zastanawia KrisKa fakt nikłej obecności takich
zachwyceń w naszej polskiej literaturze. Z wyjątkiem
sztandarowego „Barbarzyńcy w ogrodzie”, rzecz jasna. Ale czy naprawdę nie
porusza i nie wzrusza, nie dotyka głębi jestestwa nas Polaków, mieszkańców
krainy sennej, dymnej i kurnej, obraz cywilizacji bogatej i bujnej?
Krajobrazy inne, takoż obyczaj i tubylcy, język, smaki i zapachy....
Czyżbyśmy aż na krańce świata taszczyli nasz polski brak zainteresowania
innymi ludźmi, nasze polskie kręcenie się za własnym ogonem?
A może powstały takie utwory literackie, tylko niedouczony KrisK o nich nie
wie?????