Dr KrisK i wszeteczeństwa. Pikantne szczegóły!

13.12.04, 23:16
Dr KrisK robi wrażenie człowieka statecznego, o silnych fundamentach
moralnych wspartych na podwalinie dobrego wychowania oraz zaimpregnowanych
poprawnością polityczną. Jednak pozory mylą! Ma i on swoje sekretne nawyki,
nielicujące z jego nisko opłacaną ale szanowaną pozycją społeczną belfra
akademickiego.
Nie mają racji jednak ci, którzy wyobrażają sobie nocne wizyty dra KrisKa w
chińskich palarniach opium, rozpustnych lupanarach, gdzie nasz doktorek
zażywałby krótkich chwil wyuzdanych rozkoszy w ramionach wymalowanych kokot.
Miejsce zamieszkania dra KrisKa oferowało z nocnych rozrywek jedynie:

a)dworzec kolejowy o zapachu zapomnianego kotleta pożarskiego w szarym sosie;

b)dyskotekę „Majami”, pełną młodzieńców o budowie ciała charakterystycznej
raczej dla enerdowskich miotaczek kulą, niż eterycznych efebów;

c)park miejski, gdzie obficie dawano w mordę. Ponieważ dr KrisK w mordę nie
lubił ani dawać, ani brać, również ten miły sposób spędzenia wieczoru nie
wchodził w rachubę.

Cóż więc zajmowało go przez długie zimowe wieczory przy szczelnie zamkniętych
żaluzjach? Oto KrisK oddawał się wszetecznej przyjemności OBCOWANIA Z DWIEMA
KSIĄŻKAMI NARAZ!!!
A były to „Podróże z Herodotem” Kapuścińskiego oraz „Autonauci z
kosmostrady” Carol Dunlop i Julio Cortazara. Książki bardzo różne: pierwsza –
poważny esej o historii i jej związku ze współczesnością, druga – zabawny
opis (w duchu mocno cortazarowskim) podróży Julio i jego towarzyszki
mikrobusikiem VW po autostradzie Paryż – Marsylia. A co w nich wspólne?
Podróż, przemieszczanie się. U Kapuścińskiego podróżujemy także w czasie, a
Cortazar zabiera nas czasem w labirynt swej pokręconej nielicho wyobraźni.
I gdy za oknem szaro i mglisto, gdy w gazetach kolejny odcinek nieustającego
serialu o podłości rodzaju ludzkiego, gdy czujemy że za chwilę zbierze nam
się na skowyt dziki – ruszajmy w podróż! Nie musi być do Indii, może być
pekaesem do Bolejewa! Chłodnym okiem eksploratora zbadajmy ryneczek nieduży,
krzywe uliczki i nieczynną fontannę. Wejdźmy do małego kościoła, przejdźmy
się po cmentarzu pełnym lastrykowych grobowców i sztucznych kwiatów. Napijmy
się cienkiego piwa w restauracji „Bolejewianka”, obsłużeni przez ospałą
dziewczynę z resztkami wczorajszego makijażu na twarzy. Poczytajmy rozkład
jazdy na przystanku pekaesu. A potem (jak nie pada) siądźmy sobie gdzieś na
boku (lepiej nie rzucać się w oczy kawalerce znudzonej, wiem co mówię!!) i
patrzmy na ludzisków poczciwych jak na rowerach czarnych pchają gdzieś w dal
swoje istnienie.
Są to wszystko przyjemności niedrogie a zdrowe, przynoszące ukojenie duszy
starganej, czego wam i sobie serdecznie życzę.
Wasz KrisK
    • Gość: Anna Re: Dr KrisK i wszeteczeństwa. Pikantne szczegóły IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.04, 10:45
      ...do etapów nocnego życia zalicza się też pewnie pisanie dowcipnych
      felietonów:-)
      Pozdrawiam
    • ada08 Re: Dr KrisK i wszeteczeństwa. Pikantne szczegóły 14.12.04, 11:11
      Nostalgicznie jest w Bolejewie i nieco melancholijnie, jakby po sezonie ...

      ''Stacyjka Zdrój , miasteczko przy niej...'' :-)

      Ładnie napisane, dr.Krisku :-)
      a.
    • Gość: itek Re: Dr KrisK i wszeteczeństwa. Pikantne szczegóły IP: *.pomorzany.v.pl 14.12.04, 16:56
      Panie Krisku, Pana styl oraz specyficzny typ wrazliwosci i humoru przypomina mi
      leciutko opowiadanka Zygmunta Krzyzanowskiego ze zbiorku 13 kategoria rozsadku,
      ktore zachecam przeczytac, bo sa swietne, mysle ze uprzyjemnilyby Panu zimowe
      wieczory, a informuje o nich, bo malo znane, a raczej nieznane. Pozdrawiam
    • hania55 Re: Dr KrisK i wszeteczeństwa. Pikantne szczegóły 14.12.04, 22:51
      A Pan Doktor, jak widzę, w dobrej formie!
      • Gość: noida Re: Dr KrisK i wszeteczeństwa. Pikantne szczegóły IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.04, 22:59
        Nie wiem, jak to zabrzmi, ale obecnie czytam na raz 4 (słownie: cztery)
        ksiazki! Na dodatek kazda z nich jest z innego obszaru kulturowego oraz
        wiekowego, jak również każda pochodzi z innej biblioteki. Chyba jestem juz tak
        wszeteczna, ze bardziej sie nie da. Wstydze sie.

        Noida Skruszona.
        • hania55 Re: Dr KrisK i wszeteczeństwa. Pikantne szczegóły 15.12.04, 08:53
          Noido, to jest już jakaś straszna orgia.

          PS. Pocieszę Cię, że czytam teraz na raz 3 książki i to każdą z doskoku, bo
          czas przedświąteczny nie sprzyja takim zbytkom jak długotrwałe zadawanie się z
          książkami.
    • ferra Re: Dr KrisK i wszeteczeństwa. Pikantne szczegóły 15.12.04, 14:29
      Och, czego to się człowiek nie dowie o rozpasaniu czytelniczym...!

      A ja wybieram się w podróż i mam dylemat: co zabrać do poczytania. W końcu
      trzeba jakoś pożytecznie zapełnić te 4 godziny :)) Przez okno nie ma co
      wyglądać, bo i tak ciemno ;)
      Ze względu na gabaryty bagażu muszę się mocno ograniczać ilościowo: TYLKO JEDNA
      KSIĄŻKA!
      Macie jakieś sugestie?
      Pozdr.

      PS.
      Lekura nie może być zbyt poważna, żeby nie usnąć po 3 stronie. A spanie w
      publicznych środkach komunikacji to już kuszenie losu...
    • dr.krisk No proszę! A już myślałem... 17.12.04, 08:09
      .. że pozostali konsumenci literaccy to porządni czytelnicy, solennie
      przyswajający linijka po linijce, kartka po kartce arcydzieła literatury
      krajowej oraz z importu. Na stole lampa naftowa stoi, w piecu kaflowym buzuje
      ogień, a cała rodzina zebrana wokół stołu z nabożnym skupieniem obserwuje
      gospodarza, jak słowem pisanym się syci! A on z czołem pomarszczonym od wysiłku
      czytelniczego palcem sękatym po linikach wodzi, aby wątek łacniej uchwycić i
      myśli przewodniej nie uronić!
      A tu proszę - paralelne czytenictwo odchodzi na potęgę. I żeby to dwie książki
      naraz - trzy, cztery! Szczyty to są rozpasania, o których aż się sromam
      pomyśleć.....
      Pozdrawiam i idę wziąć zimny prysznic!!! A potem boso śnieg z podjazdu odgarnąć
      (bo właśnie prószy) - może owe miazmata zgubne mi przejdą!!!!
      KrisK
      P.S. A w zakończeniu "Autonautów" przeczytałem że Carol Dunlop zmarła czas
      jakiś po zakończeniu ich wyprawy. I zrozumiałem, że ta książka to wspomnienie
      Cortazara o Carol. Bardzo to jest wzruszające.
      • hania55 Bo to 20.12.04, 15:43
        się nie da jednej książki na raz czytać - jedną poręczniej czytać przed
        zaśnięciem, inna wymaga solidnego stołu, bo ręka nie udźwignie, inna w sam raz
        do noszenia w torbie i czytania w środkach komunikacji miejskiej, na ten
        przykład.

        A w sobotę wreszcie "Dunaj" Magrisa nabyłam, ale ten czeka spokojniejszej
        chwili, a nie orgietek czytelniczych.
        • dr.krisk No tak.... 20.12.04, 22:48
          Rozumiem. Ale do tego Magrisa proszę się zabrać po uprzednim przygotowaniu
          adekwatnego zaplecza gastronomicznego: coś z kuchni bałkańskiej, do tego wino i
          rakija. Choć po tej ostatniej okropnie wapory męczą.... mam swoje ja w tej
          materii doświadczenia.
          I smakować książkę powoli, przegryzając i popijając. Żeby w klimat się wczuć
          lepiej. Jak zmęczy - odłożyć! Sama wróci w najmniej spodziewanej chwili.
          Nieodmiennie pozdrawiam - KrisK
    • akondze Re: Dr KrisK i wszeteczeństwa. Pikantne szczegóły 17.12.04, 12:10
      Ładny felietonik..... aż wstyd się przyznać, że w Indiach byłem, ale do
      Bolejewa nigdy pekaesem nie zajrzałem :(
    • dr.krisk Trochę o podróżach oraz korzyściach z nich... 19.12.04, 22:28
      .. wynikających.
      Właśnie kończę Kapuścińskiego i myślę sobie trochę o poróżach: dlaczego tak je
      lubię, i czy każdy wyjazd z domu to podróż, czy też może nie.
      Przypomnieli mi się moi znajomi, ludzie zacni, przyjemni oraz bystrzy. Z racji
      sporej mocy nabywczej co roku jadą sobie w rozmaite coraz bardziej egzotyczne
      miejsca, gdzie zażywają słońca & wywczasów. Spytani jednak o wrażenia serwują
      mi różne opowieści o Pokojach Hotelowych (miał być z aneksem kuchennym, a nie
      był!), częstotliwości posiłków, dostępności basenu oraz zabawności
      tzw. "animatorów". Już to ostatnie określenie budzi mój sprzeciw - nie
      chciałbym być traktowany jako przyroda nieożywiona!
      Wygląda na to, że sa oni wożeni w to samo miejsce, zmieniają się jedynie
      zespoły ludowe przygrywające podczas kolacji...
      Byc może marudzę, lub zżera mnie zazdrość (tak wyciągnąc się na leżaczku z
      drinkiem przyozdobionym obowiązkową papierową parasoleczką w dłoni.. z lewej
      pani Mueller z Hanoweru, z prawej pan Piernatek z Bolejewa, miło i ujutnie!!).
      Ale myślę, że lepiej pojechać w podróz prawdziwą, trochę w podróz po świecie, a
      trochę w podróż w głąb samego siebie. I nie musi być to podróż na krańce
      świata. Do dziś pamiętam plac-przystanek PKS-u gdzieś w Łódzkim: wielkie
      piaszczyste klepisko z krzywo wbitymi słupami oznaczającymi stanowiska.
      Atmosfera jak gdzieś w afrykańskim interiorze, bo to pora latowa była i gorąc
      straszny, tumany kurzu, smród ropy obficie spalanej przez zużyte silniki
      rozmaiych Sanów i Jelczy.... Niezapomniane wrażenia.
      Kiedyś jeszcze wyruszę w podróż mojego życia, zobaczycie.
      KrisK
    • Gość: kwiecienka Re: Dr KrisK i wszeteczeństwa. Pikantne szczegóły IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.12.04, 10:28
      KrisKu!
      Będziemy strasznie tęsknić, ale... jedź, jedź!!!
      Tylko błagam, kochany, PISZ DO NAS, PISZ!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja