O psie, który nigdy nie szczekał - opowiadanie(?)

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.05.05, 18:26
Pewnego razu pies, który nigdy nie szczekał postanowił przestraszyć
przechodnia, który wdarł się na chodnik tuż przy ogrodzeniu budynku, którego
pies, który nigdy nie szczekał właśnie pilnował. [Ciekawe, co było (a raczej
będzie) dalej, co? Dopisujcie dalszy ciąg. Po jednym, do dwóch zdań, albo jak
ktoś ma wenę to i więcej.]
    • en.door.fina Re: O psie, który nigdy nie szczekał - opowiadani 21.05.05, 21:06
      A że pies ten, nigdy wcześniej nie szczekał, szczekanie to ozwało się wpier
      osobliwym charkotem. Charkot zaraz przeszedł w nieco mniej osobliwe rzężenie,
      by wreszcie, opuścić naszego skromnego bohatera, bo wtem zza rogu
      przeciwległego, obsikanego przez okoliczne psy i koty kiosku, wychynęła
      osobliwość innego gatunku..
      • Gość: martitta Re: O psie, który nigdy nie szczekał - opowiadani IP: 195.205.189.* 22.05.05, 20:18
        Była to kobieta, która była dość młoda, lecz przez potargane włosy i niechlujny
        wygląd włuczęgi wyglądała na jakieś 20 lat więcej. Szła wolniutko, szurając
        wielkimi buciorami o chodnik, ciągnąc za sobą dziecięcy wózek. Wechikuł ten
        skrzypiał tak przerażająco, że dodawał do całego wyglądu kobiety jeszcze
        większego tragizmu... Kobieta pszeszla obojetnie obok psa, jednakże po chwili
        zawróciła i przystanęła obok niego
        • hrabalek Re: O psie, który nigdy nie szczekał - opowiadani 22.05.05, 20:39
          Popatrzyła z niesmakiem na psa i splunęła przez zęby.
          "Co z ciebie do cholery za pies, że nie szczekasz ,nie kąsasz, nie szarpiesz
          moich łachów. Jestem brzydką , wredną , bezdomną babą i tak powinny traktować
          mnie psy- jak na to zasługuję.A ty co- współczujesz mi? idź do diabła ze swoim
          współczuciem".Podniosła kamień i...
          • en.door.fina Re: O psie, który nigdy nie szczekał - opowiadani 23.05.05, 17:07
            ..już miała uderzyć, ale zastygła oniemiała, bo z psiego gardła wydobył się
            śpiew bardziej osobliwy od niej.. Poczatkowo nieśmiamy, powoli przybierał na
            sile, by zgasnąć równie nagle jak wychynął.. Co śpiewał..? Co sławił..? Jaką
            głęboka skargę skrywał..? Nie potrafiłaby orzec..
            • pipilutek Re: O psie, który nigdy nie szczekał - opowiadani 23.05.05, 19:10
              Spojrzal na nia z nieskrywanym zdziwieniem. Przez kilka godzin siedzial na
              Konstablewache popijajac mojito i celebrujac latynowski festyn.
              Konstatowal z radoscia zabawy ludzkie, sluchal muzyki przygladajac sie dziwnym
              ruchom przypominajacym taniec. Tak, to musial byc taniec wykonywany przez
              dwunoznych. Jaki piekny dzien- pomyslal - az dziw bierze, ze nie wszyscy
              mieszkancy Tombengonu wyszli na ulice. Moze nie wszyscy moga, moze wlasnie
              gdzies tacy jak stojaca obok kobieta umieraja?- zasepil sie. Ludzie mowia o
              sobie "ty to wiedziesz psie zycie" chcac oddac bylejakosc istnienia i pogarde.
              Zamyslil sie. Pociagnal jeszcze mojito, pomerdal wesolo do suczki, ktora
              przysiadla sie tuz obok i od dobrej chwili cos do niego mruczala . Slonce
              rozleniwilo go tak bardzo, ze zamknal oczy. "Psie zycie" wymamrotal niczym
              przebudzony. Wyjadl ze szklanki resztke miety, wytarl pysk po krewetkach i
              paelli, pozegnal rozochocona suczke i pobiegl na spotkanie starych kumpli,
              ktorzy szczekajac czekali juz za rogiem. - "Tak..psie zycie" powtorzyl patrzac
              na konajaca kobiete. Nim odszedl zobaczyl jeszcze, ze spod ubrania zebraczki
              wystawaly czysta podkoszulka z metka Hugo Bossa i jedwabne ponczochy.
              Przypominala swoim zachowaniem Bertolda Brechta noszacego przed laty
              patynowane, robotnicze ubranie majace udowodnic, ze jest jednym z nich.
              Jeszcze raz spojrzal na nia. Nie byl pewny jakiej jest plci, nie byl pewny czy
              jest czlowiekiem, choc byla to zdecydowana dwunozna istota. Z oddali wciaz
              dochodzil radosny szczek starych wyjadaczy smietnikow, z ktorym przecieral
              szlaki swej psiej wedrowki. Cieszyl sie juz na kolejne mojito i doskonale
              kaski, na ktore mieli zabrac go przyjaciele. "Psie zycie" zasmial sie i pobiegl
              w kierunku jedynej na placu windy. Nie widzial juz czy owa istota jeszcze
              stala. Moze odeszla w kierunku kontenerow w trzech kolorach?
              Nim zniknal ostatecznie zza weglem po raz ostatni wspomnial swoje "psie zycie"
              i jakze glosno blogoslawiona, wynoszona na piedestal rozwoju cywilizacyjnego
              jego ludzka odmiane.
              Nawet przez chwile calego swojego zywota nie zapragnal zamienic sie z
              czlowiekiem...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja