KORONNA /poczatek powieści

09.02.06, 01:41
Zapraszam do przeczytania i do komentowania :)


Bronisław Giedroyć przechadzał się pogrążonymi w półmroku korytarzami Sejmu.
Obrazy ze ścian śledziły każdy jego krok, a wielkie kwiaty przy schodach
rejestrowały każdy oddech. Było pusto. Korytarze, jak co noc były ciche i
ospałe, a przydymione światła lekko migotały w marmurowej szachownicy posadzki.

Mężczyzna przeszedł pod potężnymi drzwiami sali sejmowej. Minął łuk, a za nim
tablicę upamiętniającą przewrót majowy i zatrzymał się na kilka kroków przed
wysokim, skórzanym fotelem. Zza oparcia tlił się gęsty dym cygara.

- Zamknięte?- z fotela dobiegł zimny głos kobiety.
- Tak - rutynowo wyciągnął papierosa. Musiał zapalić choćby po to by zająć
czymś ręce.
- Wejście zabezpieczone?
- Taa... - mruknął i wydobył z kieszeni swoją wiekową zapalniczkę. Kobieca
arogancja irytowała go najbardziej w świecie. Nawet nie próbował udawać, że
jest przejęty zdawaniem meldunku. Wodził wzrokiem po ścianach zatrzymując
wzrok to na kandelabrach, to na odległym fotelu prezydenckim, bądź na nie
sprzątniętych gazetach pozostawionych przez niechlujne poselskie towarzystwo.
Choć przez lata zdarzało mu się próbować, to nigdy nie pojął jak system oparty
na darmozjadach mógł trzymać w swych demokratycznych łapskach władzę w tak
wielu krajach świata.
- Oddaliłeś strażników? - spodziewał się, że o to zapyta. Wprawdzie próbował,
ale po krótkich negocjacjach z jednym, co stał przy drzwiach wejściowych,
szybko odechciało mu się jakichkolwiek pertraktacji ze strażnikami. Już kilka
razy ich oddalał i nigdy nie było problemu, wystarczyło pokazać odpowiednią
odznakę. A dziś wieczór, wyjątkowo nic na nich nie działało. Gierdroyć być
nieco zaskoczony, gdyż nie spodziewal się takiej arogancji wobec odznaki
pułkownika GN i papierów podpisanych przez samego marszałka sejmu. - Tak i nie
- fotel lekko drgnął- Chciałem, ale strażnicy coś chyba podejrzewają - szybko
się usprawiedliwił.
- BOR już - kobieta tylko cicho mruknęła.
- Myślę, że nie - odchrząknął i zapalił papierosa.
- Czemu? - kobieta odwróciła fotel by być twarzą w twarz ze swoim rozmówcą.
- Marnotrawstwo naszych kontaktów - kobieta podniosła wzrok dotąd wbity w
podłogę sejmowego balkonu. - BORowiki na zwykłych strażników? Jesteśmy w
Sejmie. Łapówka tutaj to jak wypłata. Sypniemy groszem - na chwilę zamilkł. -
I będzie cisza - spokojnie dokończył, gasząc nie napoczętego papierosa w
popielniczce na kolanach kobiety.
- Bronek - kobieta powoli zaczęła. - Co z tobą jest nie tak? - zaciekawiona
wpatrywała się w starszą twarz mężczyzny.
- Ze mną? - odparł zbity z tropu.
- Właśnie z tobą - stwierdziła nie odrywając od niego wzroku.
Zaintrygowany przyjrzał się swojej rozmówczyni. Z wyglądu mała kobietka.
Ładna, acz nic wspaniałego. Taka przeciętna twarz. Nic nie zdradzający wzrok,
a jedynie zimny, oprany z uczuć podobnie jak głos. Choć już kilka razy
Bronisław był świadkiem, kiedy chyba jednak nieopatrznie kobieta zerwała z
chłodnym tonem i wydała kilka zdań w swoim naturalnym, lekko skwierczącym, ale
zdecydowanie cieplejszym głosem.
- Więc? - zapytała przerywając Bronisławowi rozmyślania.
- Więc... - niepewnie zaczął. - Ze mną... - zastanawiał się, czego od niego
oczekuje, a co może powiedzieć.
- Przepraszam - mruknęła i zaczęła przeszukiwać kieszenie swojego płaszcza.
- Eee... Co? - zdezorientowany zapytał.
- Telefon.
- Ach - Bronisław chrząknął niedbale i oddalił się ku balustradzie balkonu
kilkanaście metrów dalej przewieszając przez nią kurtkę. Udając, że tępo
wpatruje się w ogromną flagę z godłem, rozpostartą na ścianie za miejscem
marszałkowskim, wyostrzył słuch tak by nie uronić ani słowa z rozmowy przez
telefon.
Tak jak w wielkiej przestrzeni sali sejmowej, tak i tuż przy nim zaległa
niezmącona cisza. Gdy chwilę potem Bronisław obejrzał się za siebie, ujrzał
już tylko wyświechtany fotel z popielniczką.
- Dobra - stwierdził aż nadto głośno. - Jest - dodał jakby od niechcenia i
powoli wyszedł z balkonu na szary hol Sejmu. Z budynku sączył się niecodzienny
spokój, a w zimnych ścianach zalegała niespokojna cisza. Czuł się nieswojo. Za
dobrze znał zakamarki tej marmurowej opoki kartoniarzy, krętaczy i szachrajów.
Mimo że znał ten budynek bardzo dobrze, wprawdzie pracował tu dobre kilka lat,
to jednak czuł się teraz wyjątkowo dziwnie. Może to, dlatego że rzadko bywał w
tych ścianach wtedy, kiedy były prawie opustoszałe. Przywykł do sejmowego
zamętu i gwaru, a nie do parlamentarnej ciszy. Skierował się do wyjścia. Pod
drzwiami stał jeden strażnik, drugi zaś siedział kilkanaście kroków dalej na
krześle tuż pod jednym z tych wielkich sejmowych okien. Był wyraźnie
pochłonięty pisaniem smsa.
- I co robisz bęcwale? - rzucił Bronisław przechodząc obok strażnika. Ten
właśnie dopalał papierosa. Nie miał popielniczki, a popiół spadał wprost na
marmury.
Strażnik spojrzał na niego wyraźnie zaskoczony uwagą.
- Posprzątasz? - Giedroyć łagodnie zapytał.
- Chyba - dojrzawszy wyraz twarzy swego oprawcy natychmiast dodał - Tak.
- Świetnie - stwierdził zadowolony - Posprzątaj - zwrócił się do drugiego
strażnika, który natychmiast oderwał się od komórki i pospiesznie schował ją
do kieszeni.
- Ja? - zapytał, choć dobrze wiedział, że chodzi o niego.
Giedroyć tylko znacząco spojrzał, a strażnik powoli, bez pośpiechu i wyraźnie
zirytowany wstał i ruszył ku schowkowi ukrytemu pod wielkimi sejmowymi schodami.
Bronisław lekko się uśmiechnął. Pewnie nie na długo mu się ta lekcja przyda,
pomyślał.

Już dojrzał za przydymioną szybą czekający na niego samochód, gdy przypomniał
sobie, czego zapomniał i musiał zawrócić na balkon. Z oporem pokonał zmęczenie
i przyspieszył kroku ku schodom wiodącym na piętro, by zaraz potem móc jak
najszybciej znaleźć się w samochodzie, dotrzeć do domu i zmyć z siebie trudy
tego dnia. Na balkonie, w miejscu gdzie wcześniej stał, wisiała przewieszona
kurtka. Chwycił ją szybkim ruchem ręki i byle szybciej pobiegł do samochodu.
- Oj, niestety - usłyszał kobiecy głos. Bronisław uważnie się rozejrzał, ale
nikogo nie dojrzał. - Też bym chciała pojechać do domu, ale... - kobieta
wyszła zza kolumny.
- Dokończ - rzekł z rezygnacją.
- Ale to jest chyba... ta... noc - dodała dziwnym głosem. Zimnym i obojętnym
jak miała w zwyczaju, mocnym, ale także niezwykle drżącym. Mało kto by
zrozumiał ten jej dziwny stan, ale Bronisław w tym momencie wydawał się czuć
to samo. W ciągu kilku sekund stała mu się bliższa niż przez pół roku
wspólnego działania. Pewnie była to sprawa czekającej ich wspólnej doli i nie
doli.
- Ile mamy czasu?
Srebrny zegarek mrugnął na nadgarstku kobiety.
- 57 minut - westchnęła - Sama już nie wiem, niby dużo, ale przecież to tak
mało. Zwykle minuty, a... - spojrzała zakłopotana na Bronisława.
- Wątpliwości? - cicho mruknął jakby do siebie. - Może strach - dodał jeszcze
ciszej. - Ja też miewam te zmory.
- Ja nie - zaprzeczyła z fałszywą mocą. Spojrzał na nią ze zrozumieniem. Nie
szło jej kłamanie, a zapomniała jak czuły jest na nie jej współpracownik.
- Jesteś jeszcze młoda. To dlatego - powiedział ze zrozumieniem i rzucił
kurtkę na fotel.
- 57 minut - zakłopotana rzuciła by zmienić temat.
- Może usiądźmy i się napijmy? Zawsze to lepsze niż roztrząsać nasze strachy.
- Nie piję - mruknęła niedbale.
- Eee tam.. Każdy pije.
- Nie piję - powtórzyła i oparła się o ścianę.
- Ja piję czystą, a ty palisz. A jeszcze inny bije talerze. Każdy pije.
- Co za filozofia - mruknęła z kpiną.
- Usiądź.
- Postoję.
- Kto przyjedzie?
- Dzierłoński
Bronisław znał go z dawnych lat, kiedy jeszcze obaj uczyli się zawodu w
ośrodku szkoleniowym w Puszczy Białowieskiej. Może nigdy nie miał z nim
wielkich kłopotów, ale ich wzajemna niechęć, czy wręcz wrogość, była znana
nawet wśród profesorostwa. Adam, bo tak miał na imię, był tak popularny i
lubiany, że wielu się dziwiło ich wzajemnej antypatii. Nikt nawet nie
pomyślał, a na pewno nie podejrzewał jak ten człowiek potrafi się wić i
    • imlardis2 Re: KORONNA /poczatek powieści 20.02.06, 10:18
      Jak dla mnie bardzo dobre!
      Akcja wciąga; atmosfera, ta tajemnica, intryga ...
      Styl taki, jaki lubię :)
      Proszę o więcej!!!!
    • ariwederczi Re: KORONNA /poczatek powieści 21.02.06, 20:07
      Ciekawe. :) Gdzie reszta? :)
    • mankencja Re: KORONNA /poczatek powieści 21.02.06, 21:18
      ciekawe, owszem, i raczej dobrze napisane, ale jakoś tak... nie do konca w moim
      guście. Zgrzyta mi ten kawałek:

      > - Oddaliłeś strażników? - spodziewał się, że o to zapyta. Wprawdzie próbował,
      > ale po krótkich negocjacjach z jednym, co stał przy drzwiach wejściowych,
      > szybko odechciało mu się jakichkolwiek pertraktacji ze strażnikami. Już kilka
      > razy ich oddalał i nigdy nie było problemu, wystarczyło pokazać odpowiednią
      > odznakę. A dziś wieczór, wyjątkowo nic na nich nie działało. Gierdroyć być
      > nieco zaskoczony, gdyż nie spodziewal się takiej arogancji wobec odznaki
      > pułkownika GN i papierów podpisanych przez samego marszałka sejmu.

      Napisałabym: "ale po krótkich negocjacjach z jednym z nich, stojącym przy
      drzwiach wejściowych"

      zbyt wiele razy powtarza się słowo 'strażnik'
    • gornhard Re: KORONNA /poczatek powieści 22.02.06, 16:09
      dziękuję za komentarze :)

      Niestety zauwazyłem że ucieło pierwszą część :| No nic, aby nie wprowadzać
      zamieszania dodam ten brakujący kawałek. A jesli się spodoba to będę dawał dalej :)

      Bronisław znał go z dawnych lat, kiedy jeszcze obaj uczyli się zawodu w ośrodku
      szkoleniowym w Puszczy Białowieskiej. Może nigdy nie miał z nim wielkich
      kłopotów, ale ich wzajemna niechęć, czy wręcz wrogość, była znana nawet wśród
      profesorostwa. Adam, bo tak miał na imię, był tak popularny i lubiany, że wielu
      się dziwiło ich wzajemnej antypatii. Nikt nawet nie pomyślał, a na pewno nie
      podejrzewał jak ten człowiek potrafi się wić i promować z dobrej strony. Na
      całej uczelni tylko Bronisław dostrzegał to, czego nie widział nikt inny.
      Dziwnym zbiegiem okoliczności Adam miał świetne oceny, a bawił na każdej
      imprezie. Dziwne też było to, że wielu z tych z którymi pseudo się przyjaźnił,
      nieciekawie skończyło. Acz oczywiście nikt tego nie wiązał z Adamem. W
      Bronisławie odżyło na nowo uczucie niesprawiedliwości.
      - Znasz go? - napomknął siląc się na spokój.
      - Znam.
      - Heh... To śmieć, co wpełzł do nas wprost z wywiadu. Sam nawet nie wiem czy mu
      ufać. A...
      - A Korona mu ufa. - dokończyła.
      - Taaak ufa. Każdemu ufa, a później się okazuje, komu, do którego stopnia -
      dodał z satysfakcją i nadzieją w głosie.
      - Ta świnia nie dostała się do nas przypadkiem. - stwierdziła. Ucieszyła się, że
      znaleźli wspólny temat. Przynajmniej na chwilę znalazła ukojenie nerwów.
      - To były, a może i wciąż, agent pałacu.
      - Nie wiem. Ale Koronie jest potrzebny. Skoro go tak wyciągnęli w górę. Za
      wysoko siedzi by był tylko dobrym agentem koronnym.
      - Może i tak - stwierdził męski głos. W drzwiach stał mężczyzna w czarnym
      płaszczu i kapeluszu.
      - Mój tatuś mnie ustawił, to chyba jasne? Agent? Może i potrójny - dodał z
      przekąsem.
      - Tatuś - prychnął Bronisław. - Wciąż się na tobie nie poznał, co?
      - Bronek rodzice kochają dzieci i zawsze będą się o nie troszczyć. A przy
      okazji. Co tam słychać u twojego tatusia?
      Bronisław spojrzał na niego z wściekłością.
      - Ile już tato wyskrobał więziennej ściany łyżeczką od herbatki?
      Zapadła klująca Bronisława cisza. Kobieta patrzyła na całą scenę z ciekawością,
      ale i żalem.
      - A co słychać u pani Kornelii? Wciąż szoruje karabiny w obozie? - kontynuował z
      wesołością.
      Bronisław nerwowo drgnął.
      - Po co tu jesteśmy? - nerwowo rzuciła.
      Adam spojrzał na nią zdziwiony.
      - Po co? - powtórzyła.
      Mężczyzna wyjął z kieszeni pomiętą kartkę.
      - Po to - rzucił Bronisławowi na kolana kartkę wraz z zapalniczką. - Na pamięć i
      spalić - dodał służbowo. - Możesz zamieść popiół - rzekł do kobiety. - Albo
      wysłuchać instrukcji i wykonać. Trybiku.
      Spojrzała na niego z wściekłością.
      - Zamknij cały budynek. Główne drzwi wejściowe mają być jedynym wejściem.
      Zlikwiduj strażników. Ucisz kamery i podsłuchy. Sprowadź GN i rozrządź im
      grzerdzie w całym budynku. Rozstaw snajperów GN. O 24.05 podjedzie ciężarówka.
      Siedem minut później w głównym holu po lewej od drzwi wejściowych ma stać pełne
      centrum zarządzania. Dwadzieścia po północy dostaniesz telefon. Jeśli otrzymasz
      polecenie, masz natychmiast wyłączyć w całym kompleksie na dwie i pół minuty
      wszystkie światła. Nie może zostać nawet jedna zapalona żarówka. W sali
      kolumnowej przygotuj stół operacyjny. Zapamiętasz?
      - Wszystko doskonale - w końcu przygotowywała się do tej nocy od wielu miesięcy.
      Pamięć wyćwiczyła tak, że była w stanie zapamiętać nawet najdłuższe polecenie.
      - Doskonale, jak wszystko dobrze się ułoży - zamilkł na chwilę. - To spotkamy
      się za 30,5 minuty. Jeśli nie, to spotkam twoje zwłoki za 30,5 minuty.
      Skończyłeś? - zapytał Bronisława.
      - Dawno.
      - Doskonale. Spal - rzucił pośpiesznie i szybkim krokiem opuścił balkon. - Aha,
      zarządzający już nigdy więcej nie zagrzeje fotela swojej posadki - stwierdził. -
      A to przecież całe jego życie - dodał z udawanym żalem i wyszedł.
      - Rozumiem - mruknęła i spojrzała na płonący właśnie kawałek papieru.
      - Powodzenia - mruknął Bronisław - Julio.
      - Nawzajem, jedziesz?
      - Do pałacu - przytaknął.

      Minutę później oboje już byli zajęci swoimi obowiązkami. Bronisław udał się w
      drogę niepozornym, starym Volkswagenem, a Julia zajęła się przygotowywaniem
      kompleksu. Pośpieszyła do gabinetu zarządcy mieszczącego się po drugiej stronie
      budynku. Mijała kolejne drzwi. Komisja finansów, wywiadu, skarbu, a drzwi wraz z
      pozłacanymi tabliczkami zmieniały się w mgnieniu oka. Aż w końcu trafiła na
      miejsce. Tabliczka informowała:


      Lech Wąwrowicz
      Zarządca Kompleksu Sejmu i Senatu RP

      Zapamiętała imię i bez pukania weszła do gabinetu. Pomieszczenie było małe i
      ciasne, z jednym tylko oknem na ponuro-szary teraz widok ogrodu. Na krześle
      siedział zgarbiony i wpatrzony w mały telewizorek mężczyzna. W ustach tlił mu
      się papieros, a popiół leciał wprost na brudną i starą wykładzinę. Gabinet był
      tak zadymiony, że Julii wydawało się, że mogłaby ciąć powietrze. Zarządca nawet
      nie spojrzał na gościa.
      - Panie Leszku - krzyknęła.
      - Nie krzycz - mruknął z nerwami. Miał już dosyć młodych, co uważali samych
      siebie za wyższych, a w rzeczywistości dorastali nawet nie do pięt.
      - Proszę za mną.
      - Nigdzie się nie wybieram.
      - Nalegam - naciskała.
      - Muszę powtarzać? - zapytał odrywając wzrok od małego ekranu.
      - Mam nadzieję, że to ja już nie będę musiała powtarzać - warknęła ze złością i
      wyciągnęła broń.
      - Phi... - mężczyzna prychnął bez przejęcia - Zabijesz mnie dziecino?
      Julia spojrzała na pomarszczoną twarz zarządcy i przytaknęła.
      - Nie boję się - rzekł spokojnie - Będziesz w moim wieku to zrozumiesz, że
      śmierć to żadna zmora snów.
      - Pana zabiję na końcu - odparła z równym spokojem.
      - Tak? - odparł z kpiną - Cóż za łaska - dodał.
      W pomieszczeniu zapadła napięta cisza.
      - Więc jakie trupy mnie wyprzedzą? - zapytał po dłuższej chwili.
      - Może trupy, pański wybór.
      - Znaczy się, że co dziecko?
      - Jeśli będzie pan współpracować..
      - Och - przerwał Julii - jak to ładnie brzmi. To tak jakby gówno nazywać
      jedzeniem po obróbce mechaniczno-chemiczno-teramicznej.
      Julia spojrzała zdziwiona.
      - Jeśli będzie pan współpracować - powtórzyła - jestem gotowa oszczędzić życie
      strażników. Musi pan tylko wydać rozkaz zebrania się w pańskim gabinecie.
      - Rozsądne - stwierdził - uratują życie, bo skoro nic nie widzieli, nie
      słyszeli, niech żyją. Czy tak?
      - Dokładnie - przytaknęła z zadowoleniem.
      - Jest jeden szkopuł - cmoknął z niezadowoleniem.
      - Jaki?
      - Nie ufam ani pani, ani całej tej waszej przewrotowej hołocie.
      - To zrozumiałe - stwierdziła i spojrzała na zegarek. Miała już tylko 25 minut -
      Ale chyba musi się pan skusić na moją propozycję. Nie ma innej drogi.
      - Ile nam jeszcze zostało czasu? - zapytał z zainteresowaniem.
      - Niewiele. Zaczynam się niecierpliwić. A to nie wyjdzie nikomu na dobre.
      - Zapewne - mruknął z żalem.
      - Więc? Szybka decyzja - ponagliła - Albo idzie pan teraz ze mną i robi, co
      rozkażę, ratując życie swoich ludzi, albo.. Drugi scenariusz już pan pewnie jest
      w stanie sobie wyobrazić - stwierdziła złowieszczo.
      - Potrafię - mruknął z rezygnacją - Więc... Chyba muszę - rzekł i wstał.
      Odrzucił koc z kolan, wyłączył telewizor i zapalił następnego papierosa.
      - Więc idziemy - z zadowoleniem przyglądała się uległości swojego pierwszego w
      życiu zakładnika.
      - Chwila, niech no otworzę okno. Bo chłopcy się przyduszą jak tu wejdą.

      Minutę później byli już w drodze do gabinetu straży. Zarządca poruszał się
      bardzo powoli, co irytowało młodą i sprawną Julię.
      - To nasze drugie spotkanie - rzekł pomiędzy sapnięciami.
      - Pierwsze - zaprzeczyła i skręciła w korytarz po prawej.
      - Niestety nie.
      - Nie rozumiem - Julia nie miała czasu na rozmowę. Była zajęta ustalaniem
      swojego dalszego planu działania.
      - Ja pamiętam jak wręczałem Pani nagrodę kapituły fundacji Sejmu i Senatu.
      Pierwsza nagroda, indeks warszawskiej uczelni.
      - Pamiętam - rzuciła niedbale i na nowo pogrążyła się w rozmyślaniach.
      - I co się od wtedy takiego stało, że teraz jesteś -
      • aninna Re: KORONNA /poczatek powieści 12.08.06, 20:50
        Wciagnelo mnie. Podoba mi sie. Chyba sam wiesz, ze to dosc dobre.
        Wiecej prosze, wiecej!
        Pozdrawiam,
        A.
    • gornhard Re: KORONNA /poczatek powieści 22.02.06, 16:13
      i znów ucięło :|

      widocznie sa jakieś ogranczenia na ilośc znaków w poście :>

      dodaję więc już końcóweczkę :P

      I zapraszam do komentowania. Musze przyznać że bardzo czekam na komentarze, bo
      to one dają takiego kopa pozwalającego pisać i to nie zalezy czy sa pozytywne
      czy nie. Najgorsze jest milczenie.

      Minutę później byli już w drodze do gabinetu straży. Zarządca poruszał się
      bardzo powoli, co irytowało młodą i sprawną Julię.
      - To nasze drugie spotkanie - rzekł pomiędzy sapnięciami.
      - Pierwsze - zaprzeczyła i skręciła w korytarz po prawej.
      - Niestety nie.
      - Nie rozumiem - Julia nie miała czasu na rozmowę. Była zajęta ustalaniem
      swojego dalszego planu działania.
      - Ja pamiętam jak wręczałem Pani nagrodę kapituły fundacji Sejmu i Senatu.
      Pierwsza nagroda, indeks warszawskiej uczelni.
      - Pamiętam - rzuciła niedbale i na nowo pogrążyła się w rozmyślaniach.
      - I co się od wtedy takiego stało, że teraz jesteś - szukał odpowiedniego
      określenia - terrorystką?
      - Prędzej jestem nikim niż terrorystką - odparła.
      - Zapewne - dodał z przekąsem.
      Julia wyrwała się z transu.
      - Skąd pan w ogóle o tym wszystkim wie? - zapytała zaciekawiona wrażeniem, że
      Wąwrowicz jest tak dobrze zorientowany.
      - Skąd? - prychnął lekceważąco - To mój dom, muszę wiedzieć, co się w nim
      dzieje. Gdzie myszy harcują, a gdzie koty polują - stwierdził z zadowoleniem.
      - Komu pan powiedział?
      - A że niby, co powiedziałem? W sumie to, co ja wiedziałem? - zapytał - Te
      informacje, co ja zdobyłem to wywiad już znał od miesięcy. Wcale nie trudno się
      zorientować, co się święci - na chwilę zamilkł - A to, że dziś jest ta noc, to
      wyczytałem z tych wszystkich gierek, co które z ukrycia prowadziła Korona.
      Julia spojrzała zdziwiona.
      - O taaak... Wiem o Koronie - zapewnił - Wiem może i dużo, ale to tylko strzępy,
      które ciężko powiązać.
      Zapadła cisza. Dochodzili już do gabinetu straży.
      - Więc co mam zrobić?
      - Już mówiłam. Ma pan zwołać strażników do swojego gabinetu.
      - No dobrze dziecko, ale przypomnij mi, pod jakim pretekstem mam to zrobić? -
      dotarli pod drzwi strażnicy.
      - Niepotrzebny jest pretekst.
      - Przecież to nie są ochroniarze hipermarketu - obruszył się - Są wyćwiczeni i
      znają procedury. Pewnie nie wszyscy, ale niektórzy zrozumieją, o co ich proszę i
      podejmą odpowiednie środki! - dodał z oburzeniem.
      - Wymyśl coś dziadek, bo inaczej zginą za twoją sprawą!
      Weszli do strażnicy. Ściana po lewej była cała zabudowana monitorami z podglądem
      z kamer i pulpitami z mnóstwem przełączników. Każdy mając taki widok przed sobą
      pierwszy raz w życiu, byłby zdezorientowany. Julia jednak przeszła odpowiednie
      szkolenie na dokładnej replice tego systemu.
      - Gadaj - wskazała Wąwrowiczowi odpowiedni mikrofon, a sama uklękła i otworzyła
      skrzynkę z zasilaniem całego budynku.
      - Wyobraź sobie, że wiem - mruknął a Julia spojrzała na niego z nerwami.
      - Szybko! - syknęła i zabrała się za przecinanie odpowiednich kabli. Najpierw
      odcięła wszystkie kamery, zgodnie z planem, z każdym odciętym przewodem znikał
      obraz z jednego monitora.
      - Kod - zaczął mówić do mikrofonu - 7f 9k 3g, Lech Wąwrowicz - z głośnika
      zaczęły dochodzić głosy zgłaszających się podwładnych - Wszyscy mają się
      bezzwłocznie skierować do gabinetu zarządcy. Zebranie awaryjne w związku z
      awarią systemu monitoringu - dokończył i usiadł na krześle tuż przy drzwiach.
      - Ładnie - pochwaliła nie odrywając się od swojego zadania - Ucieczka nie ma
      sensu, chyba jest pan świadom?
      - Tu jest po prostu chłodniej - stwierdził i wyjął chusteczkę by otrzeć pot z
      czoła. Julia nawet nie zauważyła, kiedy mężczyzna tak się zdenerwował.
      - I co teraz? - zapytał, gdy wstała z klęczek. Wszystkie monitory teraz śnieżyły.
      - Narazie nic - stwierdziła obojętnie i wykręciła numer na telefonie wiszącym
      tuż przy zarządcy.
      Mężczyzna usłyszał trzy sygnały. Nikt się nie odezwał i Julia odłożyła
      słuchawkę. Ponownie spojrzała na zegarek 17 minut. Miała bardzo mało czasu.
      - Wygodnie? - zapytała wychodząc z pomieszczenia. Zamknęła za sobą drzwi na
      klucz i udała się do głównemu holu. Przy drzwiach nie było już żadnego
      strażnika. Gdy schodziła ze schodów, przed głównym wejściem usłyszała pisk opon,
      a zaraz potem wojskowe rozkazy. Do budynku wbiegł oddział GN. Żołnierze zaraz po
      wstępnym patrolu budynku rozbiegli się dwójkami do swoich pozycji.
      - Dwóch pod gabinet zarządcy - Julia wrzasnęła do dowódcy. Ten tylko kiwnął
      głową. - Ale jeszcze nie - dodała pośpiesznie.
      Zrozumiał.
      • gornhard Re: KORONNA /poczatek powieści 18.03.06, 14:21
        I co? i co? I nico! Nikt nie komentuje :|
        • znavvca Re: KORONNA /poczatek powieści 27.07.06, 09:22
          Bardzo ciekawa, pochłaniająca intryga. Będzie z Ciebie pisarz. Napewno już masz
          kilka ofert.
          Jest tam kilka zadziorów - z czasem się doszlifujesz. Powodzenia.
    • linna-altair Re: KORONNA /poczatek powieści 06.10.06, 15:14
      Podoba mi się.W pierwszej części tekstu zbyt czesto powtarza się
      słowo:kobieta,ale z własnego doświadczenia wiem,jak ciężko jest nieraz
      zastępować tego typu powtarzające sie wyrazy.

      Życzę powodzenia i wytrwałości w pisaniu.

      Pozdrawiam:Linaya Altair
Pełna wersja